Jump to content
Dogomania

Majkowska

Members
  • Posts

    4292
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Majkowska

  1. A płotu nie próbuje przeskoczyć? Ewentualnie podkopywać.
  2. Dla mnie takie coś to nowość. Nigdy pełnojajecznego psa nie miałam. Gdzie by Amorowi do sików było... A ten.. kiełbasy z ziemi nie podniesie, ale sikami bardzo chętnie się uraczy. Przebiera się jego miarka.
  3. Cześć Rinaldo :) Jak tam pogoda u ciebie? ;)
  4. Majkowska

    Negra vel Kekła

    Dawniej bardzo lubiłam Bosha i karmiłam tym Amora. Było super. Teraz Waldek po boshu ma srakę i gazuje obrzydliwie. Tyle mogę o boshu napisać. Jest na forum wątek o karmach, poczytaj co kto pisze ;)
  5. A ja go juz nie kocham.:mad: Chcę znów mieć moją słodzinkę, mojego ułomnego małego pieska który sobie podskakiwał radośnie i wpadał mi w ramiona jak go tylko zawołałam. Liczę na to że jest jakaś cieczka na osiedlu( tak by to wyglądało, bo wyraźnie leci za jakimś śladem) i jak się skończy to problem też. No chyba że szybciej to ja się skończę. Pertraktowałam już dziś z mamą że mi dziecka będzie pilnowała choć raz w tygodniu a ja pójdę na szkolenie. Nie wiem czy go sama ogarnę, choć szkoleniowców się boję...
  6. Nie wygląda najgorzej jak dla mnie ta rana. Może to dlatego że się ran na zwierzętach naoglądałam za dużo, a pewnie w obliczu świnki taka rana jest poważna. Uważaj z tym szczepieniem. Też mi się tak wydawało, że szczepienie to można byle gdzie i poszłam z Amorkiem i dostał takich komplikacji że w życiu bym się nie spodziewała. Bulwa, zaczerwienienie, swędzenie,żyganie, ropienie oczu, oslabienie i wszystkie inne klęski świata masakra... Pewnie mu wet źle wbił, za dużo podał itd... Myśmy też mieli świetną wetkę dla Amorka. Wogóle cała klinika super ze specjalizacjami, ale prowadziła go pani kardiolog, bardzo często wykonywała mu całe serie badań za grosze lub zupełnie za darmo. Amorek miał u niej zapewnione darmowe usg i wszelkie inne badania serduszka. Jej też pasowało na nim "trenować", bo on na stole był jak manekin, można go bylo oglądać godzinami. Teraz się przeprowadziłam na drugi koniec miasta i najgorsze jest to że w razie nagłego wypadku nie mam nikogo dobrego pod ręką... A jak kapiesz świnkę w tym nizoralu to nic jej się z tą raną nie stanie? To chyba ostry środek.
  7. Kiedy ona tak urosła! :crazyeye: Nie chcę zabrzmieć dziwnie, ale na tych fotach naprawdę poważnie wygląda :D
  8. witamy się wieczornie. Na początek bardzo serdecznie chciałam wszystkim polecić pointera. To wspaniały pies, każdy z was powinien takiego mieć! Jeśli ktoś chciałby nabyć to ja mam akurat na zbyciu... :evil_lol: [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-6bQycb1gMbM/Ukx3k7cYM0I/AAAAAAAANns/TH53bdPlXBc/s128/spacer 028.jpg[/IMG] [IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-RBVPGEQQz1Q/Ukx3pZzRf_I/AAAAAAAANoM/9YwQapjQ87U/s512/spacer%20040.jpg[/IMG] Wykończy mnie ten pies, niechybnie mnie wykończy. Albo to moje siły zanikają albo on jest coraz silniejszy i coraz bardziej zdeterminowany w braku posłuszeństwa. Dziś zdarłam sobie na nim gardło. Jeszcze jakiś czas temu bym wogóle tak nie ryknęła bo by się pokulił i przestraszył a teraz... Wołam. Pysk wciśnięty w trawę , liże szczochy. Wrzeszczę "Fuj!" "źle" " do mnie". Nic z tych rzeczy... Wkońcu rzucam smyczą w niego. Podnosi głowę , merda do mnie ogonkiem i kontynuuje :mad: Podchodzę i próbuję go odgonić, a on się wbija w ziemię i szybko jeszcze narkotyzuje się żeby zdążyć nim go odciągnę. Ciągnę jak osła, odciągam, robię reprymendę, puszczam. Zawraca:roll:. Ryczę na całą łąkę, ale nie raczy się zatrzymać, poprostu znikłam. Siury ze mną wygrywają. Potem biega radośnie... Chcę wracać, odwołuję. Nie mam psa. Gwizdek. Jeden, drugi , trzeci, czwarty. Wrzeszczę i słyszę jak się trawa rusza niedaleko... Wkońcu zenit! Wypada na ścieżkę. O ja mu zrobię teraz musztrę... Wołam : Do mnie! A on, macha ogonem stojąc na ścieżce i robi mi próbę. Ile razy zawołam a ile czasu on może nie drgnąć. Zwyczajnie czuje się poddana obrzydliwemu testowi... Patrzy mi w oczy , a ja zastanawiam się czy przypadkiem nie zaczęłam mówić w innym języku, albo czy nie seplenię... Nawet moja mama komentuje z boku " no wiesz co, czegoś takiego jeszcze nie widziałam... przecież go tak ładnie wyszkoliłaś i taki był grzeczny". Nie ma to jak otucha z ust własnej matki. Staram się nie tracić twarzy. Po setnym przywołaniu pies robi krok w moją stronę i zaczyna wąchać siury. Nie wytrzymam, jak zaraz go dorwę to mu wszystko co złe i głupie ze łba wybiję.... Pointer jednak jest szybszy, nie da się złapać ... Tego się już nie spodziewałam, może na smyczy chodzić nie umie, ale z przywołaniem nigdy problemu nie było... Dobra, konsekwencja. Raz jeszcze. Staję dumna, wyprostowana, stanowcza. Wydaję głośno,wyraźnie czytelnie komendę do mnie. Lezie. Poskutkowało... Jeszcze tylko krzaczek obsika... oooo! kretowisko! ... Ryknęłam na pół łąk. Pies bardzo pięknie okrążył mnie i usiadł przy nodze:roll: Chyba zaczniemy spacerki na linie. I pomyślimy coś o przyszłości... Dziś jeden gość go chciał kupić. Powiedziałam tylko że nie polecam mu takiego psa... A glupia byłam, trzeba mu było go jakoś wcisnąć... Przecież tyle psów jest :evil_lol: Kinia by podrosła to by sobie jakiegoś wybrała.A póki co chodziłybyśmy sobie same na spacerki. [IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-Ya6yIzsODco/Ukx3ssFT5jI/AAAAAAAANok/gI0sJN657xs/s640/spacer%20057.jpg[/IMG] [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-AvIGBolwD34/Ukx3tanH52I/AAAAAAAANos/Q9XwMv8sZ0g/s512/spacer%20071.jpg[/IMG] [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-MCckNuEJwMQ/Ukx3ue3DKxI/AAAAAAAANo0/7Wfh7pYVjA8/s512/spacer%20091.jpg[/IMG] [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-XkeG-0TCsOo/Ukx4G1lkz9I/AAAAAAAANpM/u7vq4Sz_EEM/s640/spacer%20110.jpg[/IMG] Jeszcze tydzień i mój maleńtas kończy 3 mce! Jak sobie tak to uświadamiam to aż się w liczeniu do 4 gubię, bo uwierzyć nie mogę. No ale lipiec, sierpien , wrześnień, październik... tak jakby zgadza się :D
  9. Ja też wieszam na szyi z tą kosteczką. Nie jest to specjalnie ciężkie ani nie zawadza, a komfort jest że zawsze pod ręką. Z woreczkami śniadaniowymi też bym nie umiała. M in właśnie z tego powodu że są przeźroczyste, cienkie i łatwo się przerywają ( a kupy się czasem zbiera z przeróżnych podłoży). No i o ekologiczność również chodzi - tak jak napisała koleżanka wyżej :) Tak apropos - wie ktoś gdzie wyrzucają potem te kosze z kupami? Aussie - i sprawdzają się u Ciebie te papierowe? Ja też nie umiem się tym obsłużyć...
  10. Czemuś jeszcze jesteś winna? Daj spokój, przestań się obwiniać za całe zło tego świata, zwierzęta chorują bez względu na to jak bardzo je kochamy i jak bardzo o nie dbamy. Nie możesz wszystkich chorób zwalać na siebie. Zachorowały bo zachorowały, wina niczyja, trzeba je teraz tylko wyleczyć za co rzecz jasna cały cas trzymam kciuki.
  11. hmmm... już widzę zryw Rinalda w kantarku i to jak leci kilka metrów wisząc za pysk... Kantarki są ok, tyle że nie wiem czy przy psie który robi nagłe zrywy nie można mu kantarkiem zrobić krzywdy. Szczerze to już nie wiem czy nie wybrałabym w takim ujęciu kolczatki czy łańcuszka zaciskowego żeby go wtedy szarpnąć i przywołać do rozsądku. Pies w ekscytacji wcale do opanowania taki łątwy nie jest. Jedno jest pewne - to co się psu założy nie będzie grało aż takiej roli jak stanowczość której tu trzeba włożyc dużo. I ćwiczenie, tak jak napisałam, niestety dla dobra sprawy trzeba się poświęcić i poćwiczyć trochę przy psach. Piszę to w oparciu o zachowanie Rina, bo widziałam go w akcji. Na smyczy na spacerze to bardzo dobry pies, kochany i grzeczny. Jak zobaczy pieska to znika (skąd ja to znam). A apropos piesków . Nie mieliście nigdy żadnego problemu z tym wyżłem w elektryku? Ostatnio jak leciał na mnie taki sztywny to szczerze współczułam takiego morderczgo sąsiedztwa. Na szczęście zostaliśmy z Waldunią ocaleni :loveu:
  12. ale pantera :loveu::loveu::loveu: Ja osatnio mojej młodej kupiłam stroik szkielecika :D Ale jeszcze za duży :D To ten problem ci się zaczął po porodzie? Cholera, zaczynam się bać, bo tez po porodzie mam różne powikłania... Lekarze tak naprawdę są do d.... Do mnie jak w nocy przyjechalo pogotowie bo miałam taki skręt żoładka że myślałam że umrę to mi gosć oznajmił że mogłam sobie podejść do kliniki.... Walić wszystko, nagle wstanę , zostawię dziecko w domu, i pełna sił witalnych będę zasuwać do kliniki w środku nocy:roll: A ile godzin pracujecie? Prawdę mówiąc ja też jestem na tym przełomie zastanawiania się czy wrócić bo prace miałam 12,5 h... Nie chciałabym żeby dziecko zaczęło do mnie mówić " pani"...
  13. e tam, podejrzewam że takim prawdziwym z pianką był nie pogardziła. Nie wiem jak u was, ale mój Wald na wszelki % rzuca się nałogowo. A jak wujek przyjeżdza i piwo pije to Wald stoi i czeka jak skończy żeby mu przechylił butelkę i dał wylizać ostatnie kropelki :D
  14. Dzienodbry wam :) Kurcze no ładny ten stojaczek faktycznie. Tyle że wiadomo- jak ma coś na nim zostać i rozprzestrzeniać się to lepiej się go pozbyć bez sentymentów. Zrobisz sobie nowy - latwizna ;) No właśnie- jak tam Timik? Już dobrze?
  15. O mój boże, goły facet! :D Jakieś napoje tam uskuteczniają z pianką :D hehe. Ile synuś ma lat? Straszliwie uroczy chłopak :)
  16. [quote name='Pani Profesor']ale ciekawostka! darł ryja na listonosza, jak podręcznikowy pies :D i nikt nie wie do tej pory dlaczego, gość jak gość, psu nie przeszkadzało, że ktoś sobie otwiera bramkę albo do niej podchodzi, a na tego nieszczęśnika zawsze się wydarł :diabloti: ja to chcę kiedyś asta...[/QUOTE] Listonosz ma swój urok ;) Zastanawiam się czemu faktycznie psy ich tak nie cierpią. My mieliśmy bardzo fajnego listonosza, człowiek miły, spokojny, ciepły, dobroduszny. Kochał zwierzęta - nawet kiedyś byłam u niego na wizycie przedadopcyjnej kota :) Kiedyś przyszła do mnie koleżanka i złośliwie wiedząc że cały korytarz jest Amora otwarła drzwi i go wypuściła. Akurat trafił tam na tego biednego pana listonosza... Powiesił mu się na torbie i wisząc szarpał okropnie... Wstyd mi było jak nie wiem... Kiedyś go spotkalam z Waldkiem, widziałam że mina mu zrzedła jak go zobaczyl, ale na szczęscie Waldek panami z dużą torbą zainteresowany nie jest ;) U mnie Waldek nie miał okazji się wykazać jeszcze. Choć w sylwestra szłam z Tżtem i dwoma kumplami a z naprzeciwka nadchodził pijany jak bela chłop gorylej postury z widoczną chęcią pobicia wszystkich trzech... Już wyciągał łapki do panów gdy Waldek ryknął i skoczył do niego. Poddałam się Waldkowi i dałam się mu ciągnąć do gościa udając że go utrzymać nie mogę. Fajny to był widok i dumna z siebie byłam że moim malutkim pieskiem wycofałam tego pana na drugą stronę ulicy :mad: Amor za to obronił mnie wiele razy. Był niezawodny.... Szkoda że już tylko mogę go wspominać :(
  17. [quote name='Pani Profesor'] Majkowska, jak ja bym chciała, żeby mój pies wolał wąchać, niż pobiegać :D on jak już wącha, to na dwie modły - wąchanie na kupę i wąchanie - trop. Jak na kupę, to jest ok, ale jeśli to drugie...:shake: 13-kg pies, a urywa mi rękę, nie ma fizjologii choćbym stała w miejscu, trop to trop i trzeba za nim leźć, aż znajdę COŚ...[/QUOTE] Mając psa myśliwskiego doskonale wiem czym są słowa " wąchanie" " nos" "trop" " zwierzyna"... Przywykłam. Najbardziej nie lubię u Waldka powiązania "wąchanie" i " lizanie siurów":mad: A ostatnio ma manię... Mój Amor nie wpuściłby za nic nikogo do domu. Nawet znajomych trzymał przed dzwiami aż ja nie podeszłam i ich nie wprowadziłam. Pamiętam jak kiedyś na wieś zaprosiłam koleżankę. Siedziałam w domu kiedy usłyszałam jej wrzask. Stała przed drzwiami i prawie płakała... Na progu stał Amor dumny z siebie jak cholera. Usłyszałam tylko płaczliwe " no błagam cię, zrób z nim coś, od godziny próbuję wejść do domu żeby się wysikać a co zrobię krok to on mnie atakuje"... Amor był mistrzem w tej dziedzinie. Waldek natomiast miał chyba za mało czasu żeby się tego nauczyć od wuja Amora. I tak wujo pokazał mu jak się obszczekuje teren, gdzie się biegnie żeby zdążyć spatrolować całą działkę, kiedy trzeba się rzucić. Ale podejrzewam że Wald by nie wiedział co z gościem zrobić jak ten by otworzyl sobie bramę i wlazł.... Dobrze że głos ma jako taki i to go ratuje. A swoją drogą ostatnio zastanawiałam się jaki wpływ na obronę domu ma zamykanie go w klatce gdy ktoś przychodzi. Czy wchodzi mu do łba że to gość i nie wolno go zjadać, czy że to intruz , ale skoro pani pozwoliła mu wejść to trzeba się wstrzymać z atakiem?
  18. jeśli tylko będę w Krk to dam znać, bo możliwe że wyjadę z rodzicami na wieś. Póki co nie wiem co planują... Ja moja droga mam doświadczenie żadne, miękka jestem jak bawełna i zawsze mi pieseczki gnębić szkoda mimo że wiem co się powinno wtedy zrobić :D Waldkowi też potrzebna socjalizacja bo mu hormony zaczęły buzować i samczość się odzywać. Jeszcze nic nie przeskrobał, ale chyba mu muszę przypomnieć zasady psiej etykiety... Rozśmieszylaś mnie tym ostatnim zdaniem. Waldek na widok pieska leci do niego taranem, a jak ten się przestraszy to jest jeszcze lepsza zabawa, bo się można trochę pogonić. Raz go tylko dołapało dwóch kumpli i nie mógł uciec, więc przez chwilę był ofiarą, ale z reguły to on ustala rytm zabawy...
  19. [quote name='Besti']Cześć Kochana :) Też mi się tak wydaje, szczególnie że nie powinno się od tego zaczynać, chociaż na podstawowe szkolenie trafiają pewnie czasami pieski perełki nie do okiełznania przez swoich właścicieli. Ale to raczej kwestia nauczenia postępowania właściciela. [/QUOTE] Po pierwsze - po co taka sierota co psa nie umie wychować przychodzi na szkolenie? A po to właśnie żeby się nauczyć ! Nie wiem dlaczego niektórych szkoleniowców jeszcze to dziwi. Dla mnie logiczne - jeśli ktoś potrafi wychować i wyszkolić psa to na szkolenie nie przychodzi. Niestety niektórzy szkoleniowcy z tego faktu że im się oddaje psa do dyspozycji czują dziką satysfakcję i tworzą wymyślną sytuację stawiając właściciela jako absotlutnego nieudacznika, któremu może pomóc tylko taki szkoleniowiec który sponiewiera tego beztroskiego pieska, jeszcze Ci nagada że jak się nie podoba jedyna słuszna metoda to do domu won. Znajomemu szkoleniowiec pocisnął że jest ciotą i nie umie psa przeszarpać. Przeszarpał więc podburzony tym co usłyszał. Miało to psa zdominować, ujarzmić, uspokoić. Efekt ? Pies złamał mu rękę i wyszedł ze szkolenia z traumą i odwrotnym efektem niż zamierzony. Jest ogólne przekonanie ze rottka to siekierą trzeba wychowywać, bo jak jesteś miękki to cię zje i przeżuje ze 2 razy... Nie wnikam jak jest, choć o dziwo widziałam rotki wychowane przez spokojnych statecznych ludzi, którzy prowadzają je bez smyczy i stanowczym postępowaniem nad nimi panują. Może się mylę, może to potwory i trzeba działać z nimi na zasadzie " kto kogo bardziej sponiewiera ten rządzi".... Tylko nie rozumiem dlaczego ktoś ma dominować nieswojego psa, a nie uczyć właściciela jak wypracować pozycję i posłuszeństwo. To coś jakby podszedł mi na ulicy gościu i pobił psa bo ten jest niegrzeczny. Jestem miękka, ale choćby mnie gość mial też sponiewierać jak tego psa to bym mu w tymże to momencie podeszła i wyrwała smycz i zwyczajnie wyszła. On ma szkolić, nie tłamsić. Jeśli nie umie sobie inaczej niż przemocą , siłą i terrorem poradzić z psem to on jest cienias, nie właściciel... Mojego psa szkolił człowiek , który zrobił dokładnie wszystko odwrotnie niż na typowym szkoleniu . Nie machać psu smaczkami przed nosem, nie szarpać za kolczatkę, ani nie wieszać na zacisku, nie wrzeszczeć, nie wywierać presji. Fakt, na dzieńdobry szarpnął go na linie treningowej kiedy mu powiedział siad, a pies w ekstazie poleciał przed siebie mając go głęboko. Ale zrobił mu tym tylko takie powitanie " helloł, jestem tutaj i będziemy się szkolić" , cała reszta to było szkolenie mnie. W gruncie rzeczy skupiał się tylko na mnie, na mojej postawie wobec psa, na tym co do niego mówię i jak, pies byl tylko narzędziem, które ja musiałam pokierować tak żeby zrozumiał co ja od niego chcę. Właściwie to w życiu nie sądziłam że to takie proste... Mało tego - okazalo się że nie muszę używać smyczy jeśli tylko pies czuje że jestem zdeterminowana do tego żeby być ponad nim. I o to chyba w szkoleniu chodzi. Nauczyć właściciela - a nie zgnębić psa żeby ze strachu słuchał....
  20. [quote name='Kaaasia']Tylko nie kupuj boksera bo cię nie obroni :evil_lol:[/QUOTE] Jeszcze by mi zęby wybił. Znam boksery aż za dobrze, nawet by mi przez myśl nie przeszło :evil_lol: Ja jak byłam młodsza to strasznie bałam się zostawac sama w domu, dlatego mama mi wzięła do towarzystwa Amorka. Szczególnie że były różne dziwne sytuacje, ciągle ktoś pukał do drzwi, a nawet dzwonił do mnie często jakiś zboczeniec i wygadywał różne obleśne rzeczy, do tej pory zastanawiam się kto to mógł być. Jedno jest pewne - wiedział że jestem sama w domu, bo zawsze dzwonił jak moja mama wyszła... Mieliśmy też sytuację z otwierającymi się drzwiami. Ktoś kiedyś próbował się nam włamać, na szczęscie mieliśmy takie zamki że mimo że roznieśli prawie drzwi to zamki trzymały tak mocno że nie było szans się dostać do środka. Po tej akcji drzwi były do wymiany. Mój tata zainstalował takie że same się otwierały! Zwyczajnie zamek przeskakiwał i pyk drzwi otwarte. Kiedyś zwiał mi kot przy takiej okazji. Na szczęście nie było szans nigdy żeby ktoś do nas wszedł bo zawsze na straży stał Amorek.
  21. Ehh , jak coś się dzieje to wszystko naraz. W kwesti świnek to nic nie doradzę, choć gryzonie miałam, ale x lat temu i nigdy nie świnkę, ale zastanawiam czy takiego drewna w klatce nie można jakoś zdezynfekować? Wiem że kojce dla psów z drewnianą podłogą się czymś myje, może dla świnek też takie coś jest? Właściwie to taki kawałeczek drewna to sobie można samemu nawet zrobić i to też nie jakiś majątek chyba - myśmy tak robili szynszylowi domki itd.
  22. [quote name='Kaaasia']Dzięki za miłe komentarze :loveu:. [B]Ostatnio często spotykam się z opinią, że mały jest ładny[/B] :oops:. Miłe to jest bardzo, zwłaszcza że ja patrzę na niego inaczej. [/QUOTE] Bo jest ;) [QUOTE][B] wkurza mnie niesamowicie, zero słuchu, szał z innymi psami.[/B] ....[B]jak zobaczy innego psa to się rwie jak szalony, ciężko go utrzymać. Smaczki mogę sobie wsadzić, a obroża nawet zaciśnięta mu nie przeszkadza[/B]. I .... [B]Druga sprawa to chodzenie na smyczy. KOSZMAR to mało napisane. Ciągnie, szarpie i ciągnie[/B] :diabloti: A za chwilę robi maślane oczyska, ładuje się na kolanka, rozdaje całusy i jest kochanym cielaczkiem. [/QUOTE] Byłąś może z moim psem na spacerze? :evil_lol:
  23. Witam nowych gości :loveu: proszę mnie nie straszyć bo się zacznę bać zostawać sama w domu :P Będę musiała sobie wtedy kupić pieska do obrony żebym czuła się bezpieczna. Myślę że azjata będzie do tego dobry :loveu: Niestety ten obecny piesek co to niby jestem jego właścicielką to się jakoś źle sprawuje...Daje w dooope niesamowicie. Na spacerze wieczornym był w kosmosie. Podczas gdy ja chciałam biegać on zaparty z całej siły wąchał krzaki, jak tylko zatrzymałam się to wbijał nos w ziemię. Nie wiem po co, może chciał się podrasować jeszcze bardziej kilkoma strzałami w trawnik , bo wkońcu pointer musi nosek mieć do góry :roll: Spotkaliśmy też jego kolegę buldożka. Powitanie było jakieś spięte, potem się rozluźniło i Walduś...nawarczał na kolegę...:mad: Chyba wreszcie się umówię z nim do weta na małe cięcie...
  24. mój pies tez idealny nie jest :) a nawet jakby się zagryzły to tylko szansa na nowe lepsze pieski :diabloti:
×
×
  • Create New...