-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
Z dzikami jest tak jak z klimatem. Wszystko się zmieniło i świntuchy wcale do lasu nie wracają. Także wiosną. Co do smyczy, nawet najdłuższej, raczej się nie sprawdzi. Wyobrażacie sobie taką scenę: Misio na smyczy, szarżuje na niego dzik, a on biedulek nawet nie może uciec? Nie mówię już o tym, co ja w takiej sytuacji miałabym niby zrobić. Wolę już go raczej wyczulić (wrzaskiem "Nie wolno". Histeryczna nuta w głosie na ogół działa.), żeby nie właził w krzaki. Dziś dzikusy o godzinie 17.00 żywiły się na wprost mojego domu, psy mało ze skóry nie wyskoczyły. Misio, cały zjeżony, nie podchodził za blisko do płotu, może więc jednak czegoś się nauczył. Obejrzałam sobie tę firmę, ale gdzie miałabym umieszczać ten odstraszacz? Na Misiu, Dziuni i Kajtku oraz na sobie? Bo przecież my chodzimy po całym terenie. Do ogródka dziki się nie pchają, bo jest płot, więc nie muszę ich odstraszać.
-
Rozmawiałam z wieloma osobami (wieść szybko się rozchodzi). Praktycznie nie ma nikogo, kto nie miałby podobnych przygód. Z różnym skutkiem (do śmierci psa włącznie). Podobno wszyscy zgłaszali do głównego łowczego (czy jak się tam on nazywa), ale jedyną jakoby reakcją tego pana było stwierdzenie, że pani wójt jest niedobra (???). Aha, i jeszcze popryskali krzaki odstraszaczem. Chotomów nie leży w parku krajobrazowym, w lesie jest tylko rezerwat konwaliowy (łany konwalii w maju!!!), ale to, o czym Wam opowiadam nie stało się w lesie, tylko we wsi, 2 km od lasu. Co prawda nie mieszkam w samym centrum, ale one i tam docierają. Z tym władowaniem się dzikom na ich teren to nie do końca prawda. Kiedy się tu sprowadziłam 15 lat temu widziałam jednego (słownie JEDNEGO) dzika w lesie. Po polach i nieużytkach się nie szwendały, zresztą nie było ich tak dużo. Ale tam gdzie ludzie, tam łatwe jedzenie, no i masz babo placek - w ciągu jednego roku przybywa ich 17. A co to będzie jak te zeszłoroczne dojrzeją płciowo? Strach się bać. Misoi wydaje się niewstrząśnięty i niezmieszany, co mnie trochę martwi: boję się, że będzie chciał nadal bliżej się zapoznawać z tymi niemiłymi stworzeniami. Bo jednak szabla poszła w ruch i zostawiła na pośladku ślad w postaci rozciętej skóry. Zobaczyłam to dopiero później. Ale mój twardziel nie daje po sobie znać, że go coś boli. Byłabym naprawdę niepocieszona, gdyby mu się coś stało. Całkiem wsiąkłam w Misia!
-
Ale się zdenerwowałam! Jeszcze mi się ręce trzęsą. Otóż dzisiaj na porannym spacerze dzik zaatakował Misia! Na szczęście wykorzystał tylko swoją masę i nie użył szabli, tak więc zwierzak tylko się trochę podrapał i przestraszył, chociaż na pewno nie tak jak ja. Śniadanko Misio wsunął bez problemu, czyli psychika za bardzo nie ucierpiała. Ja się martwię, bo to oznacza koniec sielanki z dzikami. Dowiedziałam się też, że praktycznie wszystkie psy w okolicy miały już bezpośrednią styczność z tymi na pozór niezgrabnymi stworami, a co gorsza napadły też na jakąś panią. Taki dzik waży co najmniej 100 kg, czyli, że nawet duży pies sobie z nim nie poradzi. A może zwłaszcza duży, mniejsze potrafią się pod niego wślizgnąć i dziabnąć, gdzie nie trzeba. A jakie to niezgrabne cielsko jest szybkie! Misio chyba nawet nie zdążył się zorientować, co się dzieje, a już leżał na ziemi. Taka jest cena nieposłuszeństwa. Ponieważ cała moja psia trójka wąchała z podejrzanym entuzjazmem wokół pustej działki, wiedziałam, że coś jest nie tak. Wrzasnęłam na Misia, że nie wolno, ale widać za mało histerycznie, bo tym razem nie posłuchał. I skończyło się tak jak się skończyło. Nie bardzo wiem, co robić - one są wszędzie, w nocy bywają tuż pod moim płotem. Podobno faceci chodzą na spacery z psami z lagami. No ale co taka starsza pani, jak ja, 150 cm w kapeluszu, może zrobić dzikowi, nawet mając lagę???
-
[IMG]http://imageshack.us/scaled/medium/833/dsc0150uw.jpg[/IMG][URL="http://imageshack.us/scaled/medium/10/dsc0158pz.jpg"][IMG]http://imageshack.us/scaled/medium/10/dsc0158pz.jpg[/IMG][/URL][IMG]http://imageshack.us/a/img836/8726/dsc0152qq.jpg[/IMG] Pani się temu Misiu dziś rano gdzieś zapodziała na spacerze, zwierzątko szukało, szukało i troszkę się przestraszyło.
-
Dziś Wam opowiem, jaką wrażliwą psychikę ma Misio. Wczoraj w nocy kot Szymek, zwierzę zdecydowanie ciepłolubne, władował się pod kołdrę. Misio, nadal nim niezwykle zaintrygowany, usiłował się pod tę kołdrę dostać. Ponieważ wiem, ze to się zwykle kończy pobiciem misiowego nosa przez kocie łapki, nie pozwoliłam mu na to. Po piętnastym "nie wolno", dość już zirytowanym, zrezygnował. Nad ranem budzą mnie mlaski - Misio obgryza sobie pośladek. Do krwi. "Nie rusz", "przestań" - nic z tego, mlaski nadal słychać. Zmieniłam więc taktykę i pogłaskałam Misiaczka po plecach. Reakcja była natychmiastowa - porzuciliśmy pogryziony pośladek, legliśmy płasko, żeby ręka pańci miała dostęp do większej powierzchni i po głębokim, pełnym ulgi westchnieniu zasnęliśmy szczęśliwi. Rano jeszcze piesek był troszkę onieśmielony, ale po przytulankach nad butem (jak Wam mówiłam rytuał poranny polega na przytulaniu się do mnie, kiedy usiłuję się ubrać) i to minęło. To już drugi pies, na którego nie mogę nawet odrobiny podnieść głosu, bo popada w stan zagrożenia. Dziunia też taka jest. Mnie wtedy ogarnia smutek, na myśl o tym, ile te biedaki przeszły, że na ich psychice został taki ślad.[URL="http://imageshack.us/photo/my-images/15/dsc0149wo.jpg/"][IMG]http://img15.imageshack.us/img15/8350/dsc0149wo.jpg[/IMG][/URL] A to Misio w "prawdziwym" lesie, w którym dał nogę, i nie było go przez kilka minut. Na szczęście wrócił.
-
Mam dla Was smutną wiadomość - otóż poturbowany przez dziki Spałek zakończył życie w sobotę. Po tym udarze, o którym Wam pisałam, trochę jeszcze chodził, ale potem całkowicie go sparaliżowało i jego państwo musieli mu ulżyć w cierpieniu. Na pocieszenie wzięli sobie ze schroniska jagderiera nazwanego dziwacznie przez pracowników schroniska Dauto (????). Dzieci mówią na niego Tuptuś i pewno tak zostanie.:lol: I dobrze. Piesek ma chip, ale nic się podobno nie udało ustalić. Dziwne. Uszy i łebek pokryty bliznami, albo jest taki wojowniczy, albo raczej w schronisku pieski go trochę skotłowały. Misio obwąchał go całego bardzo dokładnie, ale kiedy tamten chciał zrobić to samo, zaczął groźnie warczeć. A co? Taki kurdupel sobie pozwala panicza wąchać?!!! Oj wychodzi Misio ze skorupy, wychodzi.
-
[IMG]http://imageshack.us/a/img835/1452/dsc0144wf.jpg[/IMG][IMG]http://imageshack.us/a/img189/577/dsc0145sc.jpg[/IMG][IMG]http://imageshack.us/a/img843/4862/dsc0142vb.jpg[/IMG]
-
...............
-
Dzień dobry! Klikam w edytuj i poprawiam, ale z tymi zdjęciami to coś nie tak na poziomie tego "ImageShack", bo raz mi się otwiera taka strona, że kod forum jest umieszczony pod ściągniętymi z komputera zdjęciami, a raz na marginesie strony. Nie wiem, od czego to zależy, za każdym razem robię to samo, zgodnie z zaleceniami Jaanki. Nie tracę jednak nadziei, że końcu zapanuję nad tą materią. Mówiono mi, że nigdy nie będę pracować na komputerze, potem, że nigdy nie będę prowadzić samochodu, a teraz to ja uczę moje znajome, gdzie i co zrobić, kiedy komputer nie chce słuchać swojego właściciela (wszystkiego nauczyłam się sama, praktykując) i robię za naczelnego szofera mojej rodziny ("Madame szofer" nazywa mnie jeden z moich siostrzeńców). Życzę Wam miłej soboty!
-
[URL="http://imageshack.us/photo/my-images/163/dsc0133001.jpg/"][IMG]http://imageshack.us/scaled/thumb/163/dsc0133001.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/189/dsc0126001.jpg/"][IMG]http://imageshack.us/scaled/thumb/189/dsc0126001.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/19/dsc0134001.jpg/"][IMG]http://imageshack.us/scaled/thumb/19/dsc0134001.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/811/dsc0123hn.jpg/"][IMG]http://imageshack.us/scaled/thumb/811/dsc0123hn.jpg[/IMG][/URL] Zobaczcie jakie postępy! Koko z Misiem w jednym pomieszczeniu! Kocica na tyle się już oswoiła z włochaczem, że przemyka na jedzenie do kuchni(przedtem jej zanosiłam do kanciapy, gdzie się kryła przed złym zwierzem. O kurczę! Znowu coś się porobiło ze zdjęciami! Ale jak się na nie pstryknie, to się powiększa. Na przedostatnim Misio włazi pod stolik, żeby dotrzeć do Szymka, który się tam schował.
-
Nie pomyślałam miła Jaanko! Istotnie jestem niedbałą pańcią! Mea culpa mea maxima culpa! Od dziś będę za nim chodziła ze stołeczkiem, żeby nic mu nie zwisało i się nie męczyło. Dzięki za dobrą radę:lol:
-
[URL=http://imageshack.us/photo/my-images/819/dsc0122pk.jpg/][IMG]http://img819.imageshack.us/img819/853/dsc0122pk.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL=http://imageshack.us]ImageShack.us[/URL] Fakt, temu Misiu nic nie odpada, rozrywek ma całą masę. Poza ukochaną kląskającą piłeczką, piłeczkę lankę, rozliczne patyczki, no a przede wszystkim KOTY! Jak widać na zdjęciu, wpatrujemy się w nie nadal jak wąż hipnotyzujący ptaszka, a one na wszelki wypadek trzymają dystans, chociaż już go zaakceptowały. Ale wiadomo - strzeżonego...
-
Dziękuję. Super. W tym łóżku to ma jeszcze lepiej niż Misio u mnie, bo nie musi się dzielić miejscem jeszcze z dwoma psami, co prawda niezbyt dużymi, ale zawsze.
-
Przód ma z przodu, a tył od ściany. Przecież widać ucho!
-
Dzień dobry (ale szarobury i ponury pogodowo)! Coś poprzestawiałam w ustawieniach na dogo zgodnie z poleceniem węgielkowej, na razie pierwsza wypowiedź znalazła się na samym dole, zamiast na samej górze jak było dotąd. Mam nadzieję, że wreszcie mój komputer zacznie wyświetlać to samo, co wyświetla Wam, bo czasami rozmawiamy jak gęś z prosięciem. Ja już to opowiadałam Savahnie, przepraszam Ją, że się powtarzam, ale inne dziewczyny jeszcze nie słyszały o kolejnym osiągnięciu intelektualnym Misia. Otóż wczoraj, kiedy pańcia plotkowała z psiapsiółą na jednej kanapie, ukochana piłeczka wpadła psu pod drugą kanapę (A co! Kto bogatemu zabroni? Mam dużo kanap!). Ponieważ od dołu psie łapki nie sięgały, psi rozumek wykoncypował, że dostanie się do upragnionego przedmiotu górą. Misio zaczął kolejno zdejmować poduszki, potem kapę - powstrzymałam go zanim zdarł obicie, wczołgałam się pod mebel i wydobyłam piłkę. Niech mi teraz ktoś powie, że psy działają tylko w wyniku instynktów, że nie myślą samodzielnie! Postaram się teraz zamieścić zdjęcie panicza śpiącego na wzmiankowanej kanapie, bo strasznie słodko wyglądał. Trzymajcie kciuki, żeby się udało.[URL="http://imageshack.us/photo/my-images/692/dsc0119zq.jpg/"][IMG]http://img692.imageshack.us/img692/4492/dsc0119zq.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL="http://imageshack.us"]ImageShack.us[/URL] HIP, HIP HURRA! Udało się.
-
[URL="http://imageshack.us/photo/my-images/818/dsc0118pa.jpg/"][IMG]http://img818.imageshack.us/img818/8477/dsc0118pa.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL="http://imageshack.us"]ImageShack.us[/URL] Przepraszam, że Misio ciągle śpi na moich zdjęciach, ale tylko wtedy mój cud techniki (Sony Xperia) może go uchwycić, kiedy nie śpi, jest za szybki dla tego aparatu. Chciałam, żebyście zobaczyły postępy w obrastaniu sierścią. Nieźle już jest, prawda? A mnie chodzenie po zmroku nie przeszkadza. Przy moim pierwszym psie wstawałam o 5 rano, żeby się mógł przez godzinę wybiegać, bo potem siedział ponad 9 godzin w domu, kiedy ja byłam w pracy.
-
No, jeśli go podgryza to różnie bywa... Ale Misio jest istotnie taka poczciwina (przynajmniej na razie!), że krzywdy nie robi, tylko przywraca porządek.;) Wczoraj mieliśmy dwa wspaniałe spacery - Misiaczek budzi tak pozytywne emocje, że się od przymilań nie mógł opędzić. Nikt go się nie boi, jak dotąd nikt mi nawet nie zwrócił uwagi, że chodzi bez smyczy (to duża odmiana - kiedy Baca - kaukazuowaty - chodził luzem co i rusz ktoś robił mi awanturę, chociaż Bacuszek też był poczciwina). Wszyscy do niego podchodzą, cmokają i ćwierkają. Nawet (a może zwłaszcza) faceci! A on to wszystko znosi z iście stoickim spokojem. Boi się tylko nadal obcych pań (aleście mu narobiły mętliku w głowie!), wczoraj aż mi było głupio - jedna pani go chciała koniecznie pogłaskać, a on odsuwał się od niej, jakby była trędowata. Ale była miła i kiedy jej wyjaśniłam skąd takie zachowanie, tylko jeszcze bardziej się rozanieliła, że takie biedactwo, tyle przeszedł... Śmiać mi się chce, że miał straszyć! :lol:
-
Dziunia nadal dziamocze, a nawet od czasu do czasu podgryza Misia. Albo przynajmniej tak to z zewnątrz wygląda. Zwłaszcza jak w grę wchodzi patyczek albo piłeczka. Jeśli chodzi o podłogę - na pewno umiałabyś, bo to jest po prostu wykładzina elastyczna, czyli trzeba rozwinąć, przyciąć, gdzie trzeba i już. Nawet specjalnie jej nie przyklejałam, bo meble są ciężkie i przytrzymają. Wykładzina jest z Komfortu, kosztuje 25,99 zł za m2 i nazywa się Best (ta nasza pretensjonalność!). Występuje jeszcze w jasnym kolorze, ale ja lubię ciemne drewno. A teraz wiadomości o Spałku: ledwo się wykaraskał z obrażeń po ataku dzików, dostał udaru. Ale dzielni państwo nadal walczą i po kilkugodzinnych kroplówkach znowu jest na jakim takim chodzie. Zdjęcia chyba nie uda mi się zrobić, bo oni wychodzą z nim na chwilkę wieczorem, a mój aparat w takich warunkach po prostu nie robi fotografii. Możecie spróbować go sobie wyobrazić: średniej wielkości (tak do pół łydki), biały w miodowe łaty, złamane w połowie uszka, gładkowłosy. Typowy kundelek wsiowy.
-
[URL="http://imageshack.us/photo/my-images/18/dsc0004gn.jpg/"][IMG]http://imageshack.us/scaled/thumb/18/dsc0004gn.jpg[/IMG][/URL] to jest Kajtuś [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/692/20120817163802.jpg/"][IMG]http://imageshack.us/scaled/thumb/692/20120817163802.jpg[/IMG][/URL] a to Dziunia. Przepraszam za rozmiar zdjęcia, muszę przegryźć się przez sposób zamieszczania zdjęć. Jak się kliknie na zdjęcie to przenosi do większej wersji.
-
Uczę się wklejać zdjęcia, a przy okazji zobaczcie moją nową podłogę własnoręcznie położoną.[URL="http://imageshack.us/photo/my-images/24/p1040590cb.jpg/"][IMG]http://img24.imageshack.us/img24/6263/p1040590cb.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL="http://imageshack.us"]ImageShack.us[/URL]
-
Na pewno wielu rzeczy uczył go jego poprzedni pan (żeby go piekło pochłonęło za takie potraktowanie zwierzaka!). Z pewnością trzyma się mnie bo ciągle się boi, czy go znowu gdzieś nie wywiozę (chyba już mówiłam, że nie chce wsiąść do samochodu?), ale zabawa piłeczką, reakcja na niektóre słowa wskazują, że był szkolony, przynajmniej troszkę. Opiekuńczy też jest, kiedy mówię: "uwaga samochód" przychodzi do mnie i mnie zastawia własnym ciałem, przytula się mocno. Oczywiście to może być ze strachu przed autem, ale ja wolę to interpretować jako jego troskę o mnie. Potrafi też być uparty jak stary osioł: kiedy rano się ubieram, przychodzi na pieszczoty i nie ma siły, musi wyegzekwować swoje, choćbym mu tłumaczyła, że bez butów na spacer nie pójdę. W sumie to urocze, chociaż może być próbą pokazania "ktoturządzi". No, ale ja już z niejednego psiego pieca chleb jadłam i raczej nie dam sobie wejść na głowę. Czy świętokrzyskie już kompletnie zasypało? Bo mazowieckie właśnie zasypuje. Mimo to życzę Wam udanego dnia!
-
Bardzo, bardzo dziękuję za zdjęcia Bary'ego. Cieszę się strasznie, że dobrze trafił, bo cały czas mnie gryzło, że może zbyt łatwo z niego zrezygnowałam. No ale z drugiej strony, gdybym go wzięła, nie miałabym Misieńka - Pysieńka, mojego szczęścia i pieścidełka. Dzisiaj zrobiłam mu zastrzyk, jeszcze na to nieszczęsne gardło - bolało go, ale przyjął to z taką pokorą, że mało mi serce nie pękło. Co ludzie mu robili, że jest taki wiernopoddańczy i pokorny? Na przykład chodzi praktycznie przy nodze, dopiero kiedy zobaczy, że Dziunia i Kajtek buszują po poboczach, wolniutko i nieśmiało próbuje do nich dołączyć, ale co chwila wraca do tej mojej nogi, jakby był uwiązany. Nienawidzę, jak ze zwierząt robi się maszyny, dla mnie to są osobowości, którym należy się wolność wyrażania się i szacunek. Cieszę się, że jest posłuszny, oczywiście, ale jednocześnie chciałabym, żeby korzystał z życia, a nie ciągle się podporządkowywał. Spacer to ma być przyjemność, głównie dla psa, a nie jakiś ponury rytuał posłuszeństwa.
-
Kochane dziewczynki! Zaziębił sobie gardło, bo jest sportowiec i nosi bez przerwy piłkę w pyszczydle, upuszcza ją, ona się "pudruje" śniegiem, wtedy znowu ją bierze do pyska, śnieg mu się dostaje do gardła i angina gotowa. To znaczy tak było, teraz nie pozwalam mu zabierać piłeczki na spacery. Dźwięki, które wydawał przedwczoraj i wczoraj w nocy, były nie do zniesienia, myślałam, że ma co najmniej zapalenie płuc. Na szczęście to tylko gardło. U pana doktora zachowuje się uroczo, zresztą zawsze jest przemiły i bardzo, bardzo spokojny. Chociaż na Bazyla (przerośnięty berneńczyk) wczoraj warknął. No i na "maleństwo" (młodziutki dog niemiecki) szczeka. On się chyba po prostu trochę ich boi, bo są od niego znacznie więksi. A że do budy nie chciał wchodzić mogę uwierzyć - moje zwierzaki olewały to urządzenie równo, mimo pokus i zaproszeń, a Misio w końcu też nie do końca wsiowy. Czy macie jakiś sposób, żeby Dziunia przestała na niego szczerzyć kły i tak strasznie szczekać? Oszaleję, jak nie przestanie. Własnych myśli nie słyszę!
-
Kociów są jeszcze dwa: Szymek, niemal identyczny jak Mimi tylko większy i z białym końcem ogona, oraz puchata czarna Koko i to z nią jest największy problem, chociaż już dzisiaj zeszła z najwyższej szafy, na której zamieszkała od chwili pojawienia się nowego psiego niebezpieczeństwa, żeby się posilić w kuchni, jak to robiła w epoce przedmisiowej. Ale Misio jest nią tak zafascynowany, wpatruje się w nią jak wąż hipnotyzujący ptaszka, że to oswajanie się jeszcze trochę potrwa. Co do zagojenia ran - jeszcze została jedna. A psychicznie... Niepokój w Misiu budzą....panie, a szczególnie panie + samochody. Chyba sobie w tym mądrym łebku kombinuje, że skoro wszystkie podróże i zmiany zawdzięcza właśnie paniom, to każda następna jest do tego zdolna, a on nie chce już żadnych zmian. Na spacerach szaleje z radości, gania za patykami itp. pod warunkiem że jesteśmy sami. Wystarczy, że dołączy któraś z moich psich (lub niepsich) znajomych i już idzie karnie koło mnie. Tak na wszelki wypadek. Przestał się też rzucać na żarcie, co mnie bardzo cieszy, bo ja jestem typowa baba: kocha to karmi. No i rezultaty są: Dziunia ma sporą nadwagę, niestety. (Siebie też muszę bardzo kochać, bo mam 20 kg za dużo!)
-
Kochane, Misio powinien nazywać się Pele. Bo piłkarz z niego strasznie zawzięty. Nawet jak śpi, piłka musi być obok (Nie umiem zamieścić tu zdjęcia, wyślę do węgielkowej, ona potrafi to zrobić, to same zobaczycie). Nosi ją ciągle w pysku, rzucać daje rzadko - chyba nie do końca mi ufa, że mu ją oddam - a ponieważ to jest takie ustrojstwo, do którego sypie się chrupki (których on nie znosi, więc ja nie sypię), można smakowicie tym mlaskać (takie wydaje dźwięki) przygryzając od czasu do czasu. Sto pociech z tym Misiakiem. Prawie całkiem już zarósł, jeszcze tylko odrobina na lewym pośladku i po lewej stronie brzucha została łysa i z kilkoma strupkami. A teraz dobra wiadomość: Andrzej chodzi na spore spacery z Caro ( z Palucha). Widać jakoś telepatycznie wszystkie na niego wpłynęłyśmy. W dni powszednie te spacery są krótsze, ale wczoraj nie było ich całkiem długo. Wiem, bo idąc do lasu, muszą przejść koło mojego domu, a moja ferajna zawsze ich wyczai i narobi takiego rabanu, że muszę sprawdzić, czy to aby świat się nie wali.:lol: Dzisiaj rano na spacerze wykazał się niezwykłym zdyscyplinowaniem: pogonił wałęsającego się psiaka, ale na moje "zostaw", zrobił w tył zwrot i zameldował się przy nodze. Mówię Wam, niedługo zaśpiewa Marsyliankę!