Jump to content
Dogomania

Figunia

Members
  • Posts

    13197
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    14

Everything posted by Figunia

  1. [quote name='kora78']Poker sie zgodzila Franka z Figunia powiezc do weta w piatek kolo 12stej. Figunio pasuje Ci termin?[/QUOTE] Kora, czy mogę już napisać do Poker w sprawie Frania, czy może jeszcze coś uzgadniacie?
  2. [quote name='Ingrid44']Z tego co piszesz Figuniu, widac ze Franus byl pieskiem domowym. Ogromnie sie ciesze jak czytam posty o Franusiu, za kazdym razem jest jakas zmiana na lepsze. :)[/QUOTE] Jaki był ten dom, nie wiadomo, ale był na pewno! On z każdą godziną jest coraz śmielszy. Na ostatnim spacerze magle zaczął ciągnąć jak szalony na drugą stronę ulicy. Przeszliśmy, moment mej nieuwagi, (sąsiad akurat przejeżdżał na rowerze i zdumiał się, że mam psa...), a Franek dorwał jakąś saszetkę po karmie psiej czy kociej. No i wydawało się, że pożre ją w całości. Spanikowałam nieco, chciałam mu to zabrać, ale tak groźnie warczał, że cofnęłam ręce...Z pomocą przyszła suńka, która z kolei zainteresowała się Franiem. On myśląc, że ma rywalkę do jedzonka, nastroszył się i warkolił tak, że saszetka mu wypadła. Szczęście, że tak się to skończyło a paskudzie już nie zaufam i będę bardziej uważać. Nie jest to więc jakaś ostatnia psia ciapa. Dobrze że "nie da sobie w kaszę dmuchać"... Najgorzej jak już pies zupełnie się podda i nie broni. Wolę, by tak było, niż gdyby tylko płaszczył się pod moim spojrzeniem i siusiał, a wczoraj jeszcze tak to wyglądało... No więc rzeczywiście, idzie ku dobremu! :lol:
  3. [quote name='kora78']baardzo sie ciesze, ze Franio juz sie wyproznia :) to jednak byl wielki stres dla niego wczoraj, i niepewnosc dalszych chwil. super, ze juz coraz lepiej :) oby tak dalej! tak, Franio ma zebra 2 razy szersze, niz doopke. znaczy klatke piersiowa.[/QUOTE] Jesteśmy właśnie po długim spacerku. Wysikał się solidnie ale w dalszym ciągu jest to wszystko, co dziś zrobił. Ale jeszcze nie tracę nadziei... Zaliczyłam już 4 spacer (o 8, 11, 15 i 17), nie powiem, trochę to męczące, ale myślę, że z każdym dniem będzie normalniej. Mam do pokonania 2 i pół piętra, ale fajne jest to, że wędruje już po schodach sam. Powolutku, przytrzymywany przez szeleczki idzie mu to coraz lepiej. Przestałam go nosić, bo zaczął dawać do zrozumienia, że nie lubi być brany na ręce, wiercił się i lekko wyrywał. Nie powinno się chwalić dnia przed zachodem..., ale powiem już, że Franio to piesek b. porządny. Nie miałam dziś żadnego sprzątania, a o obsikiwaniu kątów, to w ogóle mowy nie ma, nie robił tego i pewnie już nie zrobi.
  4. [quote name='Nikaragua']Figuniu, jak wrócisz z zimowych wyjazdów do córki to na dłużej jakiegoś małego, starszego tymczasa ci podrzucimy ;)[/QUOTE] Noo, ja takim staruszkom się nie oprę...:cool3:
  5. [quote name='Nikaragua']Trafiłam i ja śledząc pozytywne działania Figuni :)[/QUOTE] Witam serdecznie Nikaraguę i cieszę się, że śledzi losy Frania. Pozdrawiam
  6. [quote name='mari23']to nie jest przesada! bez takich "maleńkich", jak o sobie piszesz nie udałoby się - a ja Ci zazdroszczę, że mogłaś Franusia zabrać ze schronu i naprawdę bardzo, bardzo, bardzo dziękuję ! nie "maleńka" a WIELKA SERCEM jesteś!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! dziewczyny - poproszę o nr konta dla Franeczka - choć troszkę pomogę[/QUOTE] Mari Kochana, dziękuję!!! I dobrze wiem, co masz na myśli pisząc, że zazdrościsz mi tego, że mogłam go ze schronu wyciągnąć (już pomijam fakt, że zawdzięcza to Korze, i tylko dzięki temu, że to Ona pieska wypatrzyła, obfotografowała i pokazała, jest on teraz u mnie), bo ja to samo czuję, czytając wątki dogomanii, kiedy trafiam na taką właśnie akcję ratowania pieska. Sama masz całe stadko takich Franusiów, wiem, bo zaglądam do Was. Serdeczności!
  7. [quote name='Szarotka']Franio pewnie bardzo zestresowany i stad takie zachowania.........[/QUOTE] Na szczęście choć to dopiero doba odkąd wyszedł ze schronu, to już widać, że stresu coraz mniej.
  8. [quote name='joaaa']Biedny Franek, widać, że miał kogoś, kto go kochał, skoro od razu pcha się do łóżka.[/QUOTE] też tak pomyślałam... Jednak u mnie musi się zadowolić swoją kanapą i na szczęście chyba ją polubił. Albo leży na podłodze (tuż obok mnie, jak teraz), albo idzie położyć się "do siebie" - jak zechce.
  9. [quote name='Ingrid44']Straszny bidulek ten nasz Franio, ale idzie na lepsze. Chlopak sie wreszcie wyspi, naje i stres pusci. To straszne ze on chcial jesc swoje odchody. :-( Pewnie nie mial dostepu do jedzenia ani wody :-( Wiem ze psy jedza swoje wymioty w Schronie, bo musza szybko najesc sie ile moga a potem ida w ustronne miejsce , wymiotuja i jeszcze raz jedza ale juz wolniej. Ale zeby wlasne odchody ?[/QUOTE] Nie chcę wiedzieć, jak ten pies przeżył tyle m-cy w schronie, bojąc się wychodzić z budy. A przecież nie wiemy, co spotkało go wcześniej. Łepek, jak i tylna część ciała, to same wystające kości. Żebra też można policzyć, tylko w tym miejscu jest tak jakby szerszy (sprawa budowy) a futerko odrobinę maskuje tą nędzę. Musiał być pogryziony, bo widzę sporo blizn, zwł. na prawej nóżce. Nie oglądałam dokładnie, bo nie chcę go stresować i boję się, że może czuć ból. Wynędzniały jest bardzo.
  10. [quote name='wykrywka']Figunia niektóre psy zjadają swoje odchody lub wymiociny i nie jest to powodowane głodem. Ale wyobrażam sobie co czułaś, gdy pomyślałaś, że tylko to pozostawało mu do jedzenia w schronie. Mnie dobił Twój opis: Cienia radości w nim nie ma, nawet jak leciutko machał ogonkiem. Sama zastygła rozpacz, cierpienie, smutek, beznadzieja i niemy ból. Wykrywka, właśnie to było niewyobrażalnie przykre... Ale wierzymy w to, że będzie już tylko coraz lepiej. Powolutku. Na razie cieszy się z jedzenia, bo pewnie tam nawet o nie nie walczył, śpi już coraz dłużej i ufnie, bo to już nie schron. Wygląda na to, że w tej chwili ma już tylko jeden problem: jak z tej sknery wydusić jeszcze trochę jedzonka...:lol:
  11. Muszę w końcu Frania pochwalić! Tak jak wczoraj były małe wpadki (po ostatnim "bezowocnym" spacerze, tuż przed spaniem psina nie wytrzymała (w domu pił bardzo dużo) i była spora kałuża, co przyjęłam z ulgą, bo bałam się o ten przepełniony pęcherz (a także legowisko...). Przespał calutką noc pięknie, parę razy budziłam się i czasem podnosiłam z podłogi dupcię, bo się zsunęła, okrywałam, bo u mnie zimno raczej jest. O 8 była pobudka i szybko na spacer. No i już normalnie zrobił siuśku (wielkie), potem zaś koopsko. I choć na początku była to jakby biegunka, dalszy ciąg, był prawie normalny!!! Ok. 11-znowu spacer i znowu normalnie obsikanie krzaczka. Za to po każdym wyjściu domaga się jedzenia. Wyjęłam garnek z jego mięskiem z lodówki i jest istne szaleństwo. Skacze, drapie łapkami i wydaje takie pomruki, jak to pies ma w zwyczaju, gdy czegoś chce. Nie szczeka. W jednym miejscu mam przystawiony stołeczek i wskoczył na niego a stamtąd próbował dostać się na szafkę...Wyobrażacie to Sobie? Ten zalękniony Dziadunio... I już nie tylko ogonek się cieszy, dobiega w takich lansadach, kręcąc ogonem, zaczepia, jakby chciał mnie ponaglić, i jakby ciut mniej tego strachu i cierpienia na pyszczku. To dlatego, że chciałby dostać jedzonko, wiem, ale tak bardzo cieszy widok pieska, który zaczyna zachowywać się w miarę normalnie.
  12. [quote name='kora78']Poker sie zgodzila Franka z Figunia powiezc do weta w piatek kolo 12stej. Figunio pasuje Ci termin?[/QUOTE] Oczywiście, że tak. Jeśli nie jest to drugi koniec miasta, to spokojnie dojdę z pieskiem, żeby Poker nie musiała robić kilometrów "pustych przebiegów".Przypuszczam, że pójdziemy z nim na Norwida, do kliniki, więc od razu mówię, że z Franiem damy radę! Bardzo się cieszę, że poznam Poker! Zaraz będę po kolei odpowiadać na wszystkie pytania. Tymczasem co chwilkę biegam do kuchni, bo "ktoś" tam strasznie rozrabia...
  13. Kolejny spacer i ani jednego siuśnięcia....Co to biedactwo musi przezywać, że ma taką blokadę... Kora, nie ma sprawy, z pomocą dziewczyny, tak fajnej i konkretnej, jak Ty, to ma sens. Wiesz, ja nawet zbytnio gadać z lekarzami (czy tam wetami) nie umiem. Albo trafię na takiego, co w ogóle nie słucha co mówię, albo ja nie kumam, co on mówi...i potem nie umiałabym Wam zdać relacji... Straż kolejowa - fajni ludzie, facet mówił, że ma 4 psy a jak jeden kiedyś odszedł, to płakał. "Wie pani, człowiek tak się przywiąże, że normalnie płakałem..." - to jego słowa. Radził, by karmić gotowanym, bo to najlepsze..Kobieta była też przejęta Franusiem, oboje b. zainteresowani, dopytywali o jego losy, dawali rady. Po prostu ludzie, choć sokiści i na służbie. Chyba ten nasz Franuś ma coś w sobie, że budzi takie zainteresowanie i sympatię. Ale zapewne największe wrażenie robi wyraz jego pyszczka, spojrzenie, oczy. Chyba bardziej dramatyczne i poruszające niż na zdjęciach. Cienia radości w nim nie ma, nawet jak leciutko machał ogonkiem. Sama zastygła rozpacz, cierpienie, smutek, beznadzieja i niemy ból. Acha, były już próby wtargnięcia na moje łóżko...Jaka szkoda, że nie mogę go wziąć pod kołderkę... Dobranoc wszystkim!
  14. Nie,to raczej nie wyglądało na chęć wytarzanie się... Kochane Cioteczki, bardzo dziękuję za wszystkie rady, zainteresowanie i pomoc. To wszystko jest bardzo cenne a też czuję, że nie jestem sama. Teraz śpi koło mnie i pochrapuje... Słuchajcie, odnośnie weta. Niestety, ja nie znam żadnego dobrego, do którego miałabym pełne zaufanie. Zatem prosiłabym o jakąś podpowiedź najlepiej wrocławianek oczywiście. Ale też mówiąc szczerze, to choć wiem,że Franuś powinien jak najszybciej trafić w ręce weterynarza. to wolałabym, by odczekać z tym,aż znajdzie się w docelowym miejscu. Nie umiem robić takich rzeczy, jak wstawianie czegoś tam (zdjęć, rachunków) do kompa. Nie mam autka, poruszam się tramwajem, a w tej chwili, kiedy on jest niewykąpany, to raczej do tramwaju nie wsiądę... Jeśli jednak uznacie, że tak nie można i wet być musi (a paragon np. wyślę do Kory), to zgoda. Być może dziś jestem trochę zmęczona i marzę już tylko o łóżku... A Franio właśnie miał jakieś koszmary. Płacze przez sen, powarkuje, caly dygocze...pogłaskałam i przeszło, śpi dalej...
  15. Tak ma nareszcie spokój, tylko napewno jeszcze długo będzie się do takich normalności przyzwyczajał. U mnie robi, co chce,chodzi , zagląda wszędzie, węszy za jedzonkiem, przychodzi do mnie, "gada" już do mnie i prowadzi do szafek, gdzie cos mu pachnie..., za chwilę kladzie się i śpi. Jestem twarda, dostał małą kolacyjkę i dziś już repety raczej nie będzie. Boję się o jego brzuszek a też chciałabym spać, bo poprzedniej nocy może przespałam 4 godz. wczesniej też (mam z tym problemy), i dziś już czuję się dość zmęczona. Na pewno badania dużo powiedzą o jego stanie zdrowia i są nieodzowne, chyba znowu muszę przerwać
  16. No i kolejny spacerek (bez żadnych efektów niestety) za nami. Ale wcześniej psiątko miało rewolucję brzuszkową a ja sprzątanie całej kuchni... On cały czas prosi o jedzenie, podchodzi, zagląda w ręce...a jak kolejny raz takie podejście powitałam z radością, głaszcząc go, to...zaczął machać ogonkiem!!!! Dwa razy tak się cieszył (że ja się cieszę...). Ale ogólnie to na głaskaniu mało mu zależy, no więc się zbytnio nie narzucam, tylko delikatnie glaszcząc, jak podejdzie,daję mu do zrozumienia, że jest fajnym, mądrym pieskiem. Teraz coś mniej fajnego, wrażliwe osoby proszone o nie czytanie. Zanim sprzątnęłam tą jego straszliwą biegunkę, musiałam go mocno od tego odciągać. Myślałam, że tylko chce wąchać, ale on brał się do jedzenia.... Gdy kategorycznie go odciągnęłam, mało mnie nie ugryzł, warknął i zamierzał się...ale nie ugryzł. Tak myślałam wcześniej, jakim cudem on przeżył. Przy tylu dominujących psach chyba nie miał szans nawet na wylizanie miski po jedzeniu. To straszne, ale tak mi to wygląda... Tak jak w schronie i zaraz po wyciągnięciu nie chciał pić, tak teraz pije bez umiaru. On najprawdopodobniej jest zagłodzony, niedożywiony, odwodniony. Lekki jest jak piórko. W ogóle nie czuję że coś niosę.
  17. głaski na dobranoc z nadzieją...
  18. dołączam ze swoimi...
  19. Kizimizi już zaczynałam pisać odpowiedź, ale rzuciłam wszystko i poszliśmy na spacer. On tak chwileńkę pośpi, 2,3 min. i zrywa się. Zaczął poplakiwać, tak cichutko, prosząco i do drzwi. A ponieważ od rana (od ok. 11-tej) tylko raz zrobił siuśku, to nie było na co czekać. Nie wiem, co z nim jest, pije dużo, odkąd jest w domu, a prawie nie sika. Teraz po raz drugi dopiero podniósł nóżkę i to jak wracaliśmy do domu. Po wyjściu z dworca miał okazję zapoznać się z miłym pieskiem. Ładnie się przywitali (tamten machał ogonkiem, Franek - nie, ale był zaciekawiony). Potem tamten na odchodnym podniósł nogę i byłam pewna, że Franek pójdzie w jego ślady - nic z tego, powąchał i szedł dalej. Czy to nie jest niepokojące? Dziękuję za rady odnośnie karmienia. Najgorsze jest to, że rano wyjęłam z zamrażarki serduszka drobiowe z myślą o Franiu. I muszę teraz je ugotować. Ja mięsa nie jadam, więc spróbuję mu dać po troszku. Już znowu zasnął...
  20. Franusia chyba wreszcie zmogło. Połozył się w pokoju, tuż przy drzwiach, oczka zamknięte, chyba śpi. Biedne, umęczone stworzenie... Kora, Ingrid - bez przesady...Zaraz niesamowita. Przy Waszym zaangażowaniu i pracy, jaką od lat wkładacie w pomoc pieskom, to jestem baaaedzo maleńka... Pozdrawiam serdecznie wszystkich i dziekuję za życzenia i kciuki. Jak widać, pomogły!!!
  21. [quote name='wykrywka']:kciuki: żeby się wszystko udało, niech Franuś już będzie poza schronem. Przy okazji - Figunia szacunek za chęć pomocy, za dyspozycyjność i ... że się łatwo nie obrażasz, że rozumiesz ważkość sytuacji i troskę kory78 o to, komu przekaże dziadeczka :p.[/QUOTE] Wykrywka dziękuję!!!! Pewnie, że rozumiem taką troskę, mało tego ona mnie wzrusza i najlepiej usposabia do ludzi. Cieszę się, że mogłam pomóc, ale największą robotę to Wy robicie drogie dziewczyny. To dzięki takim ludziom jak Kora, co chwilę jakaś sierota znajduje dom.
  22. Pan miał mały problem ze złapaniem Frania, ale sobie poradził szybko. Przesunąl całą budę, tam gdzie Franio przed nim uciekał i tam go capnął. Przykro było patrzeć, ale na szczęście to był moment. Franio był tak oszołomiony, zdezorientowany, że ani nie wyrywał się, ani nie szarpał, ani też nie cieszył. Chciał gdzieś iść przed siebie, to zawracał. Nawet jak już byłam z nim poza schronem i czekałam na Korę, to zaczął ciągnąć na ścieżkę wiodąca do schroniska i zaprowadził mnie pod samą bramę. Ale potem się cofnął...bo już myślałam, że chce wracać tam. Dalej chodzi i szuka jedzenia, przychodzi do mnie, patrzy w oczy, nie chce się położyć. Powiedzcie, dać mu jeszcze? Ile właściwie mogę mu dać jedzonka?
  23. Jesteśmy już w domu!!! Podróż była super! Nawet konduktorka się wzruszyła jego wyglądem...a ludziom jakoś nie przeszkadzał niezbyt miły zapaszek... Już dostał jedzonko, ma zrobione legowisko ale cały czas drepcze, zagląda po 10 x we wszystkie kąty i szuka jedzonka. Dostał tylko pół puszki (400g), ale do tego kawał kiełbaski i jak jadłam bułkę z serem, to też skubnął. Boję się dać więcej na pierwszy raz, bo raczej nie przejadał się...Uff, własnie się położył. Czeka nas jeszcze mycie, ale to problem, bo bez łazienki ciężko będzie... To tyle na pierwszy rzut, bo pewnie czekacie. A i ja poczytam wpisy.
  24. Kora, zaraz wychodzę z domu na pociąg. Do zobaczenia!
  25. Kora, czy przypadkiem nie trzeba kagańca w pociągu. Jesli tak, to jest problem, bo nie moge znaleźć, chyba je niestety wyrzuciłam ... Jesli tu jutro zaglądniesz, to jesli możesz - poradź cos na to, ja już nie dam rady.
×
×
  • Create New...