katarzyna.m2
Members-
Posts
205 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by katarzyna.m2
-
Witam serdecznie. Już od jakiegoś czasu zbieram się, żeby tu napisać parę słów, ale jakoś ciężko mi to idzie. Chciałabym się pożegnać i raz jeszcze podziękować Wam wszystkim za okazaną pomoc, dowody sympatii i wszystkie ciepłe, serdeczne słowa. Bardzo się cieszę,że Was poznałam i że są jeszcze tacy wspaniali ludzie jak Wy, którzy okazują tyle serca zwierzętom (ich opiekunom także ;)). Odkąd nie ma Farela, z ciężkim sercem wchodzę na ten wątek,wzbudza to we mnie silne emocje. Bardzo to potem przeżywam, odżywają wspomnienia. Z Alfim wszystko dobrze, z Pusią też. Ja mam w związku z początkiem roku szkolnego urwanie głowy, brakuje mi czasu na wszystko. Z czasem na pewno wszystko ogarnę, teraz jednak sama siebie dogonić nie mogę. Raz jeszcze za wszystko dziękuję. Mam nadzieję, że teraz, gdy Farelina już nie ma, równie dużo serca zechcecie okazać jakiejś innej biedzie, która potrzebuje tego tak, jak on potrzebował. Wyjaśnienia banów można szukać na wątku Birmy (którą opiekuje się Inga). To robota i haniebna "zasługa" moderatorki maupy. Jeżeli ktoś jest zainteresowany, może na tamten wątek zajrzeć. Pozdrawiam serdecznie Katarzyna z Pusią i Alfim :).
-
Witam serdecznie. Już od jakiegoś czasu zbieram się w sobie, żeby tu u Farelina napisać parę zdań, ale jakoś wcześniej nie mogłam się na to zdobyć. Dziwnie i bardzo nieswojo pisać mi tutaj teraz, gdy już Farelka nie ma. Wszystkie informacje wydają się niepełne i jakieś takie nie bardzo na miejscu, bo to przecież miejsce Farelka. Tęsknię za nim i kocham go. Zawsze będzie dla mnie wyjątkowym psem i bardzo się cieszę, że mieszkał z nami. Często o nim myślę i rozmawiamy z Paulą o naszym kochanym "łosiu". Dobrze, że mam tyle jego fajnych zdjęć. Gdy Paula wróci na studia do Trójmiasta, wywoła tam kilka jego zdjęć- chciałabym je mieć w antyramie. Wiem, że musiałam to zrobić, ale mój żal nie jest przez to mniejszy. Jest jeszcze jedna sprawa, której do tej pory nie mogłam i nie chciałam poruszać, bo to jest już takie ostateczne. Gdybym wspomniała o tym wcześniej, miałoby to dla mnie posmak "zacierania śladów" po nim. Teraz już mogę na to spojrzeć inaczej. Zostało po Farelku trochę rzeczy, które mogą służyć innym bureczkom: buda, szelki, nosidło, trochę leków i paczka podkładów. Szkoda, żeby to u mnie było niewykorzystane, może jakiejś biedzie się przyda? Ja sama pewnie znów przygarnę jakiegoś psiaka, skrzywdzonego, w potrzebie, ale zdrowego, nie wymagającego takiej opieki (w pełnym tego słowa znaczeniu) jak Farelino. Najpierw jednak muszę wyprowadzić na prostą kilka swoich spraw i wyjaśnić zdrowotne problemy Alfisia. Kilka dni temu Paula wyczuła na jego łepetynie guz. Jest na czaszce,nad okiem, pod skórą. Pojawił się niemal z dnia na dzień, więc początkowo sądziłam, że to ślad po ugryzieniu przez jakiegoś owada czy coś takiego. To jednak nie znika, nie powiększa się również. Alfi zachowuje się jak zwykle: jest radosny, bawi się ze zwykłym entuzjazmem, apetyt mu dopisuje i ma piękną, lśniącą sierść. Niedługo przyjedzie na kilka dni Mariusz (mój mąż)- skoczymy wtedy do weterynarza, żeby rzucił na tę zmianę fachowym okiem. Mam nadzieję, że to nic groźnego. Chciałabym Wam wszystkim raz jeszcze serdecznie podziękować za wszelką pomoc i wsparcie, które od Was dostałam. Dziękuję również za wszystkie miłe słowa (Marycha- Ty jesteś w tym niezrównana ;)). To naprawdę wspaniałe, że są jeszcze tacy ludzie, bezinteresownie pomagający skrzywdzonym przez innych zwierzakom. Cieszę się, że Was poznałam- robicie ogromnie dużo dobrego. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie Kasia z Paulą i Alfim, Pusią i Lusią.
-
Nie ma już z nami Farelina. Miał dobrą, spokojną śmierć. Odszedł w swoim domu, wśród ludzi, których znał. Zbyszek (wujek Zbyszek, jak sam o sobie zawsze mówił do Farelka) przyjechał do nas. Farelek leżał sobie spokojnie na swoim materacu, my z Paulą cały czas go głaskałyśmy i do niego mówiłyśmy, karmiąc go przysmakami. Jadł je sobie i nawet się nie zorientował, kiedy dostał zastrzyk usypiający. Po prostu jadł coraz wolniej, aż zapadł w głęboki sen. Chrapał, aż miło, i przebierał łapkami. Może już wtedy hasał w psim niebie? Później dostał 2 zastrzyki właściwe. Wszystko odbyło się godnie, bez pośpiechu- tak, jak być powinno. Farelek do końca zachowywał się bez zarzutu, idealnie. Po prostu grzecznie, spokojnie zasnął. Te psie przysmaki, których już nie zjadł (a dostał ich bardzo dużo), dałyśmy mu na drogę. Pozostałe 3 burki pożegnały się z nim. Gdy Farelek odchodził, były w domu, żeby nic tego odchodzenia nie zakłócało. Później przyprowadziłyśmy je, żeby mogły go obwąchać i żeby wiedziały, że Farelek odszedł. To dla nas pewna pociecha, że miał spokojną, dobrą śmierć, wśród bliskich, kochających go osób i co ważne- w swoim domu. Wszystko odbyło się bez pośpiechu, w swoim rytmie, tak, jak powinno. Później zawinęłyśmy Farelka w narzutę z jego legowiska w domu i owinęłyśmy w folię, żeby żadne zwierzęta leśne go nie wyczuły. Poprosiłam znajomego o pomoc w pochowaniu Farelina, same z Paulinką nie dałybyśmy rady wykopać tak głębokiego dołu, zwłaszcza, że jest tam mnóstwo korzeni. Pochowaliśmy go obok Szczęściary, na skraju lasu tuż za Psim Polem. Poprosiłyśmy znajomego, żeby skierował jego głowę w stronę naszego domu- tak, żeby cały czas miał nas na oku i wiedział, co się u nas dzieje. Nie ma go z nami zaledwie parę godzin, a my bardzo dotkliwie odczuwamy jego brak. Obie z Paulą czujemy ogromny smutek i żal. Pocieszamy się, że pewnie Farelino już zadaje szyku w psim niebie w swojej "brylantowej" obróżce (a właściwie w 3 obrożach), podrywa co atrakcyjniejsze suczki i robi to wszystko, na co sił tutaj mu brakowało. Jednak nam tego kochanego łosia brakuje ogromnie. Bardzo Wam wszystkim dziękuję za słowa pociechy i współczucia teraz, również za pomoc i obecność wcześniej. Dziękuję za sympatię, jaką nam okazywaliście i za Waszą obecność tutaj. Ingo, wielkie dzięki za to, że pomogłaś nam przez to przejść. Pozdrawiamy serdecznie Kasia z Paulą, Lusią, Pusią i Alfem
-
Witam serdecznie. Bardzo dziękuję za ciepłe, pełne zrozumienia słowa- to dla mnie bardzo ważne. Margoth, nie wiedziałam o Twoim Teofciu- bardzo mi przykro. Przed chwilą wróciłam od Farelina. Przez cały dzień nie chciał jeść i pić. Kilka razy umoczył język w wodzie i tyle tego było. Teraz jednak zjadł trochę karmy, której nie ruszył na śniadanie. Odkąd stan Farelka zaczął się pogarszać, Joserę z wątróbką na śniadanie rozgniatam na papkę (po namoczeniu w wodzie oczywiście), żeby mógł ją tylko łykać, bez gryzienia. Dodatkowo podgrzewam ją w mikrofalówce, bo zanim Josera odpowiednio namoczy się, zdąży wystygnąć, a zależy mi, żeby oprócz smaku i zapachu poczuł również przyjemne ciepło rozlewające się w jego brzuszku. Kolacyjną karmę z pasztetem daję mu już do gryzienia, nie w formie miazgi. Tak więc zjadł trochę, co mnie bardzo ucieszyło, bo spokojnie mogłam podać mu leki, bez obawy, że zaszkodzą mu na pusty żołądek. Nadal jednak nie chodzi. Próbowałam go przywołać, kusząc przysmakami. Uległ pokusie, ale zsunął się z materaca. Przy mojej pomocy stanął na łapkach, ale o chodzeniu nie było mowy. Próbował się przemieścić, ale od razu ciężko klapnął na pupę. Oczywiście w pełni zasłużył na nagrodę- ciasteczka, które od razu zjadł. Na to apetyt mu nie przeszedł. Bardzo się moczy. Kupy dzisiaj nie zrobił, bo wczoraj i aż do dzisiejszej kolacji praktycznie nic nie jadł. Ciężko na to wszystko patrzeć i żal mi go bardzo. Nie tak to wszystko powinno wyglądać. Sybillo, rozumiem Twoje rozterki- mną też one targają. Nie miałam takich wątpliwości w przypadku Szczęściary- suczki, którą musiałam uśpić z powodu zaawansowanej choroby nowotworowej. Tu jest inna sytuacja. Pamiętam, w jakim stanie trafił do mnie. W porównaniu z tamtym teraz jest o niebo lepiej. Jednak ostatnio jego stan się pogarsza. Nietrzymanie moczu i kału, przewracanie się, teraz doszły bardzo poważne kłopoty z poruszaniem się (niedowład? częściowy paraliż?) tylnych łapek. Jeżeli Farel sam nie utrzyma się w pozycji stojącej, ja go nie podniosę- z pozycji leżącej nie dam rady go podnieść, jest za ciężki. W tej chwili o własnych siłach nie jest w stanie utrzymać się na łapkach. Nie jest dobrze i chyba już nie bardzo są szanse na znaczącą poprawę. W tej sytuacji chyba po prostu trzeba zacząć się oswajać z myślą o bliskim pożegnaniu. Ja to już pomału robię. Mówię mu, że bardzo go kocham i że jest wspaniałym, cudownym psem, który dużo dobrego wniósł do naszego domu. Tłumaczę mu też, że jeżeli jest tym wszystkim zmęczony, to nie musi się do niczego zmuszać, niczego robić na siłę. Jeżeli chce sobie odpocząć, to ma do tego pełne prawo po tym, co w życiu przeszedł. Mam tylko nadzieję, że teraz u nas czuje się kochany, bezpieczny i szczęśliwy. Chciałabym, żeby odszedł właśnie w takim poczuciu, spokojny i świadomy tego, że tu jest jego dom. Chciałabym nie musieć podejmować tej trudnej decyzji, bo to ja zostanę ze świadomością, że to spowodowałam. To ja będę miała wątpliwości, czy słusznie postąpiłam, czy mogłam się jeszcze trochę wstrzymać. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby to się stało w sposób naturalny, bez czyjejkolwiek ingerencji. To jednak mogłoby nastąpić zbyt późno, a ja chcę Farelowi pewnych w odczuć i sytuacji oszczędzić. Sobie zresztą też. Ingo, dziękuję. Zobaczymy, co przyniesie juterko, a na razie spokojnej, dobrej nocy życzę nam wszystkim.
-
Witam serdecznie. Niestety, nie mam dobrych wiadomości. Stan Farelka pogorszył się znacznie. Wspominałam już, że od jakiegoś czasu nie chodził z nami na "Psie Pole", bo to był już dla niego zbyt duży wysiłek. Dochodził jedynie do najbliższej sosny, odczytywał informacje zostawione tam przez inne burki i spokojnie wracał na swój materac, gdzie na nas czekał. Jeszcze kilka dni temu ciekawie obwąchał znajomą, która przywiozła nam jagody i magika spisującego stan licznika wody. Nawiasem mówiąc facet niemal zawału dostał, gdy znienacka zza jego pleców wyłonił się skradając nasz duży, piękny owczar- Farelino. Trzeba przyznać, że wrażenie robi imponujące. Jeszcze kilka dni temu wysłałam Rudzi kilka fajnych zdjęć Farelka, które ostatnio zrobiłam, gdy z zapałem łazikował po całym ogródku. Jednak od kilku dni jego stan systematycznie się pogarsza. Miałam nadzieję, że to przejściowe kłopoty zdrowotne, ale niestety- -jest to proces postępujący, i to w dość szybkim tempie. Farelek ma bardzo duże kłopoty z poruszaniem się. Traci równowagę, przewraca się. Dzisiaj jeszcze przyplątał się częściowy paraliż, który dotknął prawą tylną łapkę. Nie jest w stanie samodzielnie nie tylko się poruszać, ale nawet wstać. Wzmogło się także nietrzymanie moczu (kał oddaje już od jakiegoś czasu tam, gdzie akurat się znajduje, nawet nie schodzi z legowiska czy materaca). Rano nie było Farelka na materacu, więc sprzątnęłam kupę, którą tam zrobił i poszłam sprawdzić, czy leży pod tarasem. Był tam, jednak nie leżał tam na swoim zwykłym miejscu ani na dywaniku, który leży tam dla niego, tylko w dołku, który regularnie wygrzebuje tam sobie Alfi. Ja go zasypuję (głównie ze względu na Farelka), a Alfi go sobie z uporem maniaka wygrzebuje ponownie. Właśnie tam leżał Farelek. O własnych siłach nie był w stanie nie tylko z niego wyjść (a sprecyzujmy- nie jest to lej po bombie), ale nawet wstać o własnych siłach. Chyba ze 20 minut usiłowałam go stamtąd wytargać. W końcu mi się to udało, ale biedak był ciężko przestraszony, nie bardzo zdawał sobie sprawę z tego, co się z nim dzieje.Był oszołomiony i cały drżał. Dzisiaj praktycznie cały dzień przeleżał śpiąc w jednym miejscu. Zszedł, czołgając się, z materaca i cały dzień przeleżał w jednym miejscu na trawie. Nie chciał nic jeść. Jego śniadanie schowałam do lodówki i dopiero wieczorem zjadł trochę, ale niezbyt dużo. Żeby pomóc mu przejść wieczorem na materac, złapałam go pod przednimi łapami i w ten sposób jakoś dobrnęliśmy na materac. Farelino ciągnął za sobą prawą tylną łapkę (miał także w niej takie jakby przykurcze). O własnych siłach nie jest w stanie stać, o chodzeniu nawet nie wspomnę. Nie wygląda to dobrze. Zobaczymy, jak będzie juterko, ale jeśli jego stan nie ulegnie poprawie, sądzę, że trzeba będzie poważnie zastanowić się nad eutanazją. Nie chcę, żeby leżał bezwładny, oddając pod siebie mocz i kał. On już teraz nawet nie próbuje wstawać. Zachowuje się tak, jakby już był po prostu zmęczony i dawał do zrozumienia: dajcie mi już święty spokój, ja chcę odpocząć, już na nic nie mam ochoty. Przedtem, nawet gdy miał te swoje ataki, próbował wstawać, starał się, mimo iż był zbyt słaby. Teraz nawet nie próbuje. Pusia i Lusia omijają go, Alfi natomiast podchodzi do niego dosyć często i uważnie go obwąchuje. Chyba wyczuwa, że coś złego z nim się dzieje. Dziwnie mi bardzo, że wracamy do domu, a on nie podnosi się na nasz widok, nie podchodzi do nas i nas nie wita. Serce się ściska, gdy widzę go w takim stanie. Zobaczymy, jak będzie jutro. Marycha, bardzo dziękuję, że pamiętasz również o Lusi (suczce mojej Paulinki). Luśka jest wspaniała i cieszę się, że należy do naszej rodziny. Margoth- teraz tu u nas nie jest tak sielsko, jak do tej pory. Jest mi bardzo smutno i przykro, widząc Farelka w tak fatalnej kondycji. Cały czas mam jeszcze nadzieję, że może jego stan się poprawi, ale chyba po prostu się łudzę. Kocham go, ale zdaję sobie sprawę, że przejawem miłości jest również pozwolenie odejścia w odpowiednim momencie. Może właśnie zbliża się ten czas? Nie chcę dla niego takiej wegetacji. Pozdrawiam serdecznie Kasia z burkami.
-
Witam serdecznie po długiej przerwie. Przepraszam, że tyle czasu się nie odzywałam, ale końcówka roku szkolnego to istne szaleństwo. Zwłaszcza od jakiegoś czasu, gdy "szkolnych" obarcza się wypełnianiem całej masy zupełnie niepotrzebnych papierzysk, zestawień, tabelek i tego typu pierdół. Zlicza się i sumuje wszystko, co się tylko da:wzdłuż, w poprzek i po przekątnej też! Idiotyzm, w dodatku szalenie czaso- i pracochłonny :(. Ale było, minęło i wreszcie luzik! Chociaż ja wakacje poczułam dopiero wczoraj wieczorkiem. Aż do wczoraj nadrabiałam zaległości w ogrodzie i w domu. Musiałam nadgonić to wszystko, co sobie odpuściłam w związku z końcówką roku szkolnego. Dziękuję, że mimo wszystko tu zaglądacie i jesteście z nami, mimo naszego braku systematyczności w doniesieniach z linii frontu i długich okresów milczenia. Chyba dołączyła nowa osoba, którą zainteresował los Farelina: Kasiu, dziękuję za podkłady i przysmaki dla niego. Bardzo się chłopak ucieszył ;). Wysłałam Farelina na wakacje. Co prawda niezbyt daleko, bo tylko na jego własne (właściwie to nasze wspólne :)) podwórko, ale zawsze. W praktyce oznacza to, że od 2 dni przestałam go targać na noc do domu. Cały czas opuszczone są drzwi garażowe, tworząc w ten sposób zadaszenie, pod którym leży farelkowy materac. Ma również do dyspozycji piach pod tarasem. O budzie już wolałabym nie wspominać- już dawno określił swój stosunek do niej. Już wcześniej, w czasie poprzednich upałów nocował na dworze- wytłumaczyłam mu, że to taki obóz survivalowy dla prawdziwych twardzieli ;). Początkowo stał u podnóża schodów i wpatrywał się w drzwi z nadzieją, że go wtargam. Szybko jednak przywykł do nowych warunków. Chyba trochę ułatwił mu to Alfi, który teraz również nocuje na podwórku. W kupie raźniej! Tak jakoś wyszło, że w domu teraz nocują same panie:moja Paula, Jej suczka Lusia, Pusia i ja. Chłopaki na czas letni zostali wyeksmitowani na dwór (oczywiście w przypadku pogody - parszywki zostaną przywróceni do łask i wrócą "na pokoje"). Mam nadzieję, że nikt nas nie posądzi o dyskryminację płci męskiej. Oczywiście codziennie wieczorkiem rozkładam legowisko Farelina (w ciągu dnia wietrzę je), na wypadek nocnej burzy lub ulewy. Jeśli chodzi o farelkowe sikanie, to niestety nie ma żadnej poprawy, mimo ciągłego przyjmowania leków. Nadal się z niego leje, podobnie jest z kupą:często robi ją tam, gdzie akurat leży (np.legowisko, materac podwórkowy). Od jakiegoś czasu jest gorzej z chodzeniem. Dochodzi z nami do najbliższej sosny na Psim Polu i wraca na podwórko. Było lepiej, gdy dawałam mu Nivalin. Teraz już zastrzyki się skończyły i nastąpiło pogorszenie. Zastanawiam się, czy to już tak będzie: czy bez tych zastrzyków będzie funkcjonował tak, jak teraz, czy też jest to przejściowe. Aktualnie Farelek przyjmuje Artresan (3 tabl. dziennie), Furaginę (2 razy po 2 tabl.), Uroflow 2 (2 razy po 1 tabl.). Apetyt mu dopisuje. Karmię go z ręki, bo czasem się "zawiesza", zagapia się gdzieś (albo może raczej zamyśla :))- zapomina wtedy o jedzeniu i gdzieś tam odchodzi, piorun wie, w jakim celu. Wolę mieć nad tym kontrolę i dokładnie wiedzieć, ile zjadł (i czy przypadkiem do jego michy swojego płaskiego dzioba nie wpakował Alfi). A tak przynajmniej jestem spokojna, że nie jest głodny i zjadł odpowiednią dla siebie porcję (rano- Josera na ciepło z niewielką ilością wątróbki dla smaku i zapachu, wieczorkiem- Josera na sucho z dodatkiem pasztetu w tym samym celu). Bardzo się cieszę, że wreszcie mamy wakacje i nie muszę niczego robić z zegarkiem w ręku. Najbardziej chyba cieszy mnie świadomość, że gdy już wstanę około 5.00 (bywa, że się wyleguję do 5.30 ;)) i "załatwię" burki, mogę jeszcze wrócić do łóżka. Nie zawsze korzystam z tej możliwości, ale cieszy mnie sama świadomość takiej ewentualności. Aktualnie pełnia szczęścia dla mnie to stos czasopism i książek, materac pod sosenką (mój prywatny materac, nie farelkowy) oraz micha czereśni i truskawek. Prawda, że brzmi kusząco? Idę się teraz tym cieszyć do bólu, dopóki pogoda na to pozwala :). Wspaniałego wypoczynku wszystkim Wam życzę- każdemu według jego życzenia :).
-
Witam serdecznie :). Mam nadzieję, że dzisiaj już obejdzie się bez przykrych niespodzianek ze strony komputera, tak jak to miało miejsce wczoraj. Może zresztą to nie wina komputera tylko kwestia jakichś moich błędów? Tak czy siak, mam nadzieję, że dzisiaj już nie będzie powtórki z rozrywki. U nas szału nie ma. Dzisiaj podam Farelkowi ostatni zastrzyk Nivalinu. Cała seria to 10 zastrzyków, dzisiaj zastosujemy ostatni i nie wiem, co dalej, bo poprawy nie ma. Na dwoje babka wróżyła:albo jedna seria to zbyt mało, albo Farelino nie reaguje na ten lek. Sybillas:takie dawkowanie zaleciła pani doktor weterynarii (zastrzyk co 4-5 dni, ja robię je dwa razy w tygodniu). Ponadto od tygodnia wykorzystuję ostatnią już chyba deskę ratunku: podaję Farelinowi lek o nazwie Uroflow. Jest to ludzki lek, stosowany w leczeniu objawów nadreaktywnego pęcherza moczowego, takich jak nagłe, częste oddawanie moczu lub nietrzymanie moczu. Oczywiście konsultowałam to z panią doktor, która teraz prowadzi Farela. Powiedziała, że brak doniesień na skuteczność działania tych tabletek w odniesieniu do zwierząt, ale i tak nie mamy nic do stracenia. Farelino jest ogólnie w bardzo dobrej formie (jak na swoje możliwości, rzecz jasna). Dużo i chętnie chodzi (odnoszę wrażenie, że to efekt tych zastrzyków- co prawda miały pomóc na coś innego, ale dobre i to). Problem polega na tym, że obficie znaczy ślady swych wędrówek w wiadomy sposób. Szczególnie kłopotliwe jest to w przypadku kiepskiej pogody, uniemożliwiającej mu stacjonowanie na podwórku- wtedy ślady te zostają na podłodze i chodniczkach, które piorę tak często, że już się strzępią. Farelino ma problem nie tylko z nietrzymaniem moczu- kału również. Margoth 137- w przypadku Farelka, podobnie jak w przypadku Twojego psiaka, pampersy również nie wchodzą w grę. Apetyt mu dopisuje, kupę wali dwa razy dziennie. Ponieważ jednak większość czasu spędza w pozycji horyzontalnej, jego "urobek" zostałby dokładnie "wprasowany" w sierść. Nie ma opcji, że będę go kąpała dwa razy dziennie. Jedyna nadzieja w tym, że może któryś ze środków zadziała. Może jeszcze zbyt mało czasu minęło, żeby któryś poskutkował? Wczoraj i dzisiaj rano dzień musiałam zacząć od sprzątania jego kupy. Wczoraj dodatkowo musiałam myć podłogę w pokoju i prać dywanik, bo w nocy przeniósł się z legowiska na chodniczek w pokoju. Dzisiaj obyło się bez tego, bo wszystko zrobił na legowisko. No i to by było tyle na temat najnowszych wiadomości na temat Farelina. Dzisiaj jest Dzień Dziecka- wszystkiego najlepszego z tej okazji tym, którzy zamierzają go świętować :). Ja zamierzam- zapraszam moje ulubione sąsiadki na nalewkę (sama robiłam :)) i na pyszne ciasto (którego sama nie piekłam i dlatego jest rewelacyjne). Będziemy świętowały Dzień Starego Dziecka- prawda, że to dobry pomysł? Marycha- dzięki za cierpliwość i wyrozumiałość, jesteś przesympatyczną osobą :). Pozdrawiam serdecznie i lecę po to pyszne ciasto, wykorzystując chwilową przerwę w opadach deszczu Kasia z burkami
-
Witam serdecznie po dłuższej przerwie. Najpierw byłam zalatana w związku z wiosennymi pracami w ogródku, później trochę chorowałam i stąd moje dłuższe milczenie. Mam problem z internetem i chyba dodatkowo komputer zaczyna mi szwankować. Wypuszczę więc najpierw balon próbny- jeżeli ten tekst uda mi się zamieścić, napiszę parę słów o tym, co u nas. Nie chcę się rozpisywać, bo nie mam pewności, czy to, co napiszę, trafi do Was, czy w kosmos. Wtym drugim przypadku szlag by mnie trafił, więc w imię Boże! ;)
-
Witam serdecznie :). Przepraszam,że dopiero teraz się odzywam, ale wcześniej szwankował mi internet (to zresztą nic nowego, już przywykłam). Zacznę od weterynarza. Gdy do niego pojechaliśmy, ta zmiana już wyglądała nieco lepiej, trochę to wszystko przyschło i już się to świństwo nie sączyło. Zbyszek stwierdził, że to nie żaden rak. Przypuszcza, że to może być jakiś czyrak, wrzód czy coś takiego i prawdopodobnie to, co miało się stamtąd wydobyć, już się wydobyło. Oczyścił i zdezynfekował tę rankę, posmarował jakąś maścią, wcisnął w garść Alu spray(do psikania dwa razy dziennie) i udzielił błogosławieństwa na drogę. W razie gdyby to nie pomogło, mamy się zgłosić po antybiotyk. Zdaje się jednak, że nie będzie takiej potrzeby- wujek Zbyszek ogarnął sytuację :). Bardzo się cieszę z takiego finału, bo szczerze mówiąc wpadłam w popłoch (delikatnie mówiąc). Kocham Farelina i chciałabym, żeby był z nami jeszcze jak najdłużej. Jednego tylko żałuję- że trafił do nas tak późno, i że nie możę u nas korzystać ze wszystkiego, co moglibyśmy mu oferować. Trudno, na to już nie mamy wpływu. Cieszę się, że przynajmniej teraz jest szczęśliwy (taką przynajmniej mam nadzieję). Szkoda, że nie może z nami jeździć kąpać się nad rzekę i nad jezioro, że odpadają wspaniałe spacery po lasach i łąkach, zabawy z piłką i patykami. Ale dość tego użalania się ;). Farelino ma swoje 2 materace, ulubione miejsce w piachu pod tarasem, swoje stado, kochających go domowników i "wujka"Zbyszka który w miarę swoich możliwości też stara mu się pomagać. A- i jeszcze ma prawie swoje lustro, które wisi nad jego posłaniem i w którym codziennie może się przeglądać i utwierdzać w przekonaniu, że bardzo przystojny z niego facet :). Wolf, bardzo dziękuję za zamieszczenie zdjęć. Pochodzą z ostatnich dni, kiedy to z dużym zaangażowaniem uślicznialiśmy dom i ogródek. Teraz mamy trochę roboty z okrywaniem tego wszystkiego fizeliną na noc, bo u nas w nocy od trzech dni jest minus jeden, więc szlag by to trafił. Margoth- dzięki za miłe słowa :). W ogóle Wam wszystkim chciałabym podziękować za wszystkie przejawy sympatii, zainteresowanie oraz wymierną pomoc. To dla nas bardzo ważne- dziękuję :). Rudziu, dzisiaj doszły obróżki. Od razu je chłopakom zastosowałam. Byłam dzisiaj w Ośrodku Zdrowia na krótkim przeszkoleniu odnośnie zastrzyków. Panowie- Wasze słowa w pełni się potwierdziły :). Oczywiście nigdy w nie nie wątpiłam, ale miałam kilka wątpliwości natury technicznej. Pielęgniarka je rozwiała. Zastrzyki będą juterko i od razu lecimy z koksem. Mam nadzieję, że okażą się skuteczne. Lecę teraz z kolacją do bureczków i potem muszę się przygotować do jutrzejszych lekcji. Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego wieczoru Kasia z burkami :).
-
Witam serdecznie. Ewo, dziękuję za wstawienie zdjęcia. Cholera, rzeczywiście brzydko to wygląda na zdjęciu. W rzeczywistości niestety nie lepiej. Szczerze mówiąc dzisiaj rano bałam się sprawdzić, czy to od wczoraj się powiększyło, więc jeszcze tego nie widziałam. Wiem, że nie świadczy to najlepiej o mojej cywilnej odwadze, ale boję się. Apetyt Farelkowi dopisuje- wrąbał swoją zwykłą poranną porcję ciepłych chrupek z wątróbką i poczęstował się dokładką z porcji Alfa. Alfi nie protestował, widocznie nie był zbyt głodny albo jest lepiej wychowany, niż przypuszczałam ;). W ogóle Farelino ma dzisiaj dobry dzień:rano nie zrobił kupy na swoim legowisku, tylko na dworze, jak należy (chociaż to akurat może świadczyć o moim dobrym dniu :)), ponadto dużo i chętnie łazikuje. Byliśmy dość daleko na Psim Polu, potem jeszcze Farutek zrobil obchód swoich włości. Teraz wcina psi smakołyk i wygrzewa się w słońcu na swoim materacu, "zraszając" go dość obficie (materac oczywiście, nie smakołyk). Cieszę się, że wczoraj część skrzynek i doniczek z pelargoniami i innymi kwiatami wtargałam do garażu a resztę zabezpieczyłam fizeliną. Dzisiaj o 5.00 rano był u nas minus 1 stopień, więc prawdopodobnie wszystkie kwiaty, które wczoraj i przedwczoraj sadziłam, szlag by trafił (a zaraz potem mnie!). Idę się teraz trochę ogarnąć, a potem zadzwonię do weterynarza, czy i o której możemy przyjechać. Kurczę, boję się. Pozdrawiam Kasia z burkami Awaldi i Wolf- dziękuję za fachowy i klarowny instruktaż.Rzeczywiście zrobienie tego zastrzyku nie wydaje się jakąś szczególnie karkołomną operacją. Powinnam dać radę, a Farel wytrzymać te moje zabiegi ;).
-
Witam serdecznie :). Awaldi- miło, że do nas dołączyłeś. Piescofajnyjest- nie chcę być wredna, ale bardzo poprawia mi samopoczucie fakt, że nie tylko ja już nie śpię o tak nieludzkiej porze :). Mam jednak kiepską wiadomość dotyczącą Farelka. Mariusz (mój mąż, wspominałam, że przyjechał na majowy weekend) podczas głaskania Farelina wyczuł na jego boku jakieś zgrubienie. Gdy rozchylił sierść, zobaczyliśmy otwartą rankę, z której sączy się jakaś wydzielina. Z tej ranki wystaje jakiś guzek. Cała zmiana jest stosunkowo niewielka, jej średnica wynosi około 0,5 cm. Szlag by to trafił. Że też Mariusz zauważył to dzisiaj, dwa dni po wizycie u weterynarza. Ta zmiana jest na farelkowym boku, stąd też nie wychwyciłam jej wcześniej. Obie z Paulą głaszczemy Farelina po głowie albo po grzbiecie, pewnie dlatego jej nie zauważyłyśmy. Zadzwonię jutro do mojego weterynarza Zbyszka, czy możemy do niego poskoczyć z Farelinem, żeby rzucił na niego okiem. Trochę kiepsko się składa, bo na jutro, poniedziałek i wtorek jesteśmy umówieni z magikiem, z którym Mariusz kładzie deski na schody (wejściowe i tarasowe) oraz na taras. Czasu na to mają bardzo niewiele, bo już w czwartek rano Mariusz wyjeżdża i ponownie przyjedzie dopiero pod koniec sierpnia. Kurczę, boję się, że to coś poważnego. A jeżeli te kłopoty z nietrzymaniem moczu i kału, zaburzenia równowagi i kłopoty z chodzeniem jakoś się z tym wiążą? Wolf, mam do Ciebie wielką prośbę związaną z wstawieniem zdjęcia. Mariusz zrobił zdjęcie tej zmiany- może rzućcie na to okiem, może psiak kogoś z Was też miał coś takiego? Cholera, jestem pełna obaw i od razu skojarzyła mi się nasza Szczęściara, którą musiałam uśpić z powodu choroby nowotworowej. Mam nadzieję, że się mylę i przesadzam, ale to mi się samo narzuciło. Zaraz poproszę Mariusza, żeby spróbował przesłać to nieszczęsne zdjęcie. Mam nadzieję, że Zbyszek nigdzie nie wyjechał na majowy weekend, bo niepokój mnie zeżre żywcem. Diabli by to wzięli, a taki był dzisiaj wspaniały, udany dzień! Wolf, czy mógłbyś podać mi swój adres? Musiałam go omylkowo usunąć. Wiem, że ma go Rudzia- dzwoniłam do Niej, ale nie odbiera telefonu. Dziękuję i przepraszam za kłopot :). Oddaję komputer we władanie Mariusza, (oby mu się udało z tymi zdjęciami), a sama lecę wtargać Farelina, bo już pora na niego.
-
Witam serdecznie :). Cieszę się, że to nie ja osobiście mam problem z posikiwaniem, chociaż ten problem, który jest, jak najbardziej mnie osobiście dotyka ;). A problem jest, i to poważny. Wczoraj pojechaliśmy z Farelinem do weterynarza, do tej lecznicy, w której pracowała przedtem p.doktor Monika. Na nią już nie ma co liczyć, nie daje znaku życia, więc trzeba było szukać pomocy gdzie indziej. Nie jest dobrze. Zrobiono Farelkowi USG i badanie moczu. Pani doktor (młoda dziewczyna) w oparciu o te badania zdiagnozowała nietrzymanie moczu na tle neurologicznym (zaburzenia funkcji mięśnia wypieracza pęcherza moczowego). Zaproponowała podanie serii zastrzyków o nazwie Nivalin. Nie ma pewności co do tego, czy ten lek odniesie pożądany skutek, ale warto spróbować. Farelino posikuje cały czas, z mniejszym lub większym natężeniem. Wynik badania moczu wyszedł w porządku, antybiotyk jest zbędny- gęstość moczu prawidłowa, nie ma stanu zapalnego. Pytałam o przyczynę. Stwierdziła, że w przypadku takich przejść, jakie miał nasz biedak, może to być pourazowe lub wynikiem niewłaściwego traktowania. Tak czy siak, rokowania są kiepskie. Juterko albo w poniedziałek pójdę do naszego Ośrodka Zdrowia i poproszę o przeszkolenie w zakresie robienia zastrzyków podskórnych. Nigdy tego nie robiłam. Nawet wówczas, gdy mnie pobierają krew (albo jest taka scena w czasie filmu), odwracam głowę, bo robi mi się niedobrze. Jednak nie bardzo mam inne wyjście. Trzeba podać co najmniej 10 zastrzyków w odstępach 4-5 dni. Przy założeniu, że podanie jednego (z dojazdem najbliższego weterynarza, mojego Zbyszka) to wydatek rzędu 20- 30zł (przypuszczalnie- nie sądzę, żeby wyszło mniej, nawet po znajomości) to jest to trochę zbyt duży wydatek. W końcu nie święci garnki lepią, więc mogę spróbować. Poza tym Farelino ma się dobrze. Wczoraj podróż minęła bez żadnych sensacji, całą drogę powrotną przespał. U weterynarza też był bardzo grzeczny, tyle tylko, że obsikał cały stół do USG i podłogę w gabinecie. Oczywiście miałam ze sobą podkłady, ale nie załatwiły sprawy. Trudno, w końcu uprzedziłam wcześniej telefonicznie, jakiego rodzaju problem ma Farelek. Kilka dni temu Farutek przypomniał sobie o swojej letniej rezydencji (miejsce w piachu pod tarasem).Teraz tam najchętniej spędza czas, co mnie bardzo cieszy (sika na piach, nie na materac). Porobiłam dzisiaj sporo fajnych zdjęć. Farelino jest bardzo przystojny i fotogeniczny. Była piękna, słoneczna pogoda, więc ranko (jak Pan Bóg przykazał, o wschodzie słońca ;)) poszliśmy na Psie Pole. Potem wzięłam się za pierwsze w tym roku koszenie trawy i sadzenie kwiatów (juterko sadzenia ciąg dalszy). Wolf, znów będę do Ciebie prośbę o wstawienie kilku zdjęć, bo ja tego nie ogarniam. Mam nadzieję, że i tym razem zechcesz pomóc :). Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie, bardzo dziękuję za Waszą tutaj obecność, życzliwość i pomoc :) Kasia z burkami (wszystkimi trzema oraz Lusią mojej Pauli). Idę spać, bo narobiłam się dzisiaj jak dziki osioł, padam na dziób a juterko znów o 5.00 pobudka.
-
Witam :). Jest godz. 5.30 (w komputerze jest jeszcze godzina według czasu zimowego, zgodnie z pogodą za oknem ;)). Nasza niedziela zaczęła się już pół godziny temu. Chrupki śniadaniowe namaczają się w wodzie z dodatkiem wątróbki (śladowej ilości- gwoli wyjaśnienia ;)). Czekam, aż będą gotowe i aż chociaż trochę mróz zelżeje (teraz jest u nas minus 9 stopni), żeby wypuścić wojsko na dwór. Owczary chciałabym już tam zostawić na cały dzień (o ile pogoda na to pozwoli), a sama z Pusią po ogarnięciu Burków zamierzam wrócić do łóżka (tak mi dopomóż Bóg!). To powinno nastąpić za jakieś półtorej do dwóch godzin. Ingo, bardzo dziękuję za wczorajszy poranny telefon i za niespodziankę dla moich szkolnych dzieci (i tę, którą już dostały, i tę planowaną :)). Sprawiłaś nam wszystkim ogromną radość :). Wczorajszy dzień po miłym poranku zaczął się lekką nerwówką. Zostaliśmy z Farelem bez podkładów na weekend, więc trochę czasu zajęło mi dzwonienie po znajomych z pytaniem, czy nie wiedzą, od kogo mogłabym pożyczyć kilka podkładów. Udało mi się w końcu pożyczyć kilka sztuk- mam nadzieję, że do poniedziałku wystarczą. W soboty i niedziele apteka jest u nas nieczynna, autobusy w weekendy również nie kursują, więc jest problem. Rudziu, dzwoniłam do Ciebie w piątek, ale widocznie byłaś zajęta, bo nie odbierałaś. Sądziłam, że zgodnie z tym, co napisałaś, wyślesz podkłady po świętach, jednak tak się nie stało. Wczoraj był 06.04. Równo rok temu przywieziono do mnie Farelka. Uznałam, że to bardzo dobry dzień, aby uznać go za urodzinowy dzień Farelka. Tak więc wczoraj świętowaliśmy jego urodziny :). Tortu i świeczek (jednej świeczki?) co prawda nie było, ale chłopak załapał się na nieco zwiększoną dawkę psich przysmaków. Pewnie wolałby kawał kielbachy, ale trudno- nie dla psa kielbasa . W jego przypadku dosłownie, bo już wiem (nauczona doświadczeniem), jakie byłyby konsekwencje (opłakane!). Poza tym dojrzewam do decyzji (chociaż właściwie już ją podjęłam, tylko sama muszę jeszcze się z nią pogodzić), żęby przekwalifikować Farelina z psa domowego na psa garażowego. Jeszcze go o tym nie poinformowałam (nie chciałam psuć mu wczorajszych urodzin :)), ale nie mam innego wyjścia. Nie biorę pod uwagę jego wyjazdu ode mnie, ale targać go po schodach już nie daję rady. Przychodzi mi to z coraz większym trudem i boję się, że mogę go po prostu upuścić. Cały rok wnoszenia i znoszenia go po schodach kilka razy dziennie pozostawił po sobie ślady.To zresztą jest nie tylko kwestia targania go po schodach, ale również unoszenia jego ciała, żeby podłożyć podkład, gdy Farelino już leży na legowisku. On jest bardzo aktywny- leżąc, zmienia pozycję ciała, wstaje, kręci się i wierci,mości, kotłując przy tym posłanie.Każdorazowo trzeba wówczas podłożyć pod niego podkład ponownie. Kręgosłup boli mnie praktycznie przez cały czas- jest odczuwalny permanentnie, w mniejszym lub większym stopniu. Od pieczenia i mrowienia (to odczuwam praktycznie cały czas) aż po nagły, przeszywający (przy kolejnych próbach podniesienia Farela) czy jednostajny, ćmiący- pełen asortyment. Utrudnia mi to normalne funkcjonowanie (prozaiczne przewrócenie się z boku na bok w łóżku czy wstanie z niego, schylanie się itp.). Ponadto odbija się to negatywnie na mojej pracy. Co mam powiedzieć dzieciom na lekcji wychowania fizycznego? Kochane dzieciaczki, to ćwiczenie powinno się wykonywac tak i tak, ale ja Wam go nie zademonstruję, bo nie mogę się schylić? Uznałam, że tak dalej być nie może i coś z tym muszę zrobić, bo inaczej z powodu własnej głupoty i braku odpowiedzialności zostanę kaleką. I kto mnie wówczas będzie targał? Chętnych nie widzę. Garaż nie jest ogrzewany, tylko ocieplony, tak jak cały dom. Poczekam jeszcze kilka dni, aż w nocy nie będzie mrozów i z ciężkim sercem będę chyba musiała Farelina tam przeflancowć. Oczywiście będzie mi brakowało jego głośnego posapywania przez sen i chrapania, wodzenia za mną wzrokiem i codziennych rytuałów, ale nie mam wyjścia. Cena, jaką płacę za tak długotrwałe wnoszenie i znoszenie go po schodach jest stanowczo zbyt wysoka. Ale dość o tym- najpierw muszę się z tą myślą sama oswoić. Mam nadzieję, że dzisiaj oba owczary (prawie owczary ;)) będą mogły spędzić na dworze, bo zapowiada się piękny, słoneczny dzień. Wszystkim życzę wspaniałej, pogodnej niedzieli :). Idę podgrzać w kuchence farelkowe śniadanie (śniadanie zawsze dostaje na ciepło) i lecę na krótki spacer z burkami, potem zamierzam wrócić do łóżka :). Pozdrawiam bardzo serdecznie Kasia z burkami.
-
Witam serdecznie:) Od razu przejdę do rzeczy, bo przed Świętami wszyscy mają więcej zajęć. Nie będę się rozpisywać (przynajmniej tak sobie obiecuję), bo zaraz bierzemy się z Paulą za malowanie pisanek:) Farelino nadal sika jak piorun. Pani Monika miała przyjechać wczoraj lub dzisiaj po pracy. Na razie nie dała znaku życia, nie wiem, do której ma zamiar pracować (a może już jest po?). Rudziu, już od dawna nie miałyśmy kontaktu telefonicznego. Moja obecność na dogo jest sporadyczna, gdyż mam problemy z internetem. Nie wiem, kiedy teraz znów będę mogła napisać. Chciałabym uniknąć takiej sytuacji jak poprzednio z karmą i podkładami, więc chciałabym prosić o podkłady (została tylko jedna paczka) i karmę (chcę przynajmniej o to nie musieć się martwić, że znów zabraknie albo dotrze na styk). I bez tego mam wystarczająco dużo problemów z Farelem- nie chcę przynajmniej tym zaprzątać sobie głowy. Potrzebna mi świadomość, że te podstawowe artykuły mam w zapasie. Skończył się także preparat ArthroHa oraz Furagina. Ponieważ jest już koniec marca, myślę, że chyba znów trzeba będzie (zgodnie z tym, co mówił lekarz) zastosować obrożę Preventic, żeby nie nastąpiła powtórka z rozrywki z nużycą. Poza tym problemem z sikaniem Farel jest w bardzo dobrej formie. Przykro mi tylko, że muszę powstrzymywać jego zapędy z chodzeniem po domu. O ile przedtem byłam szczęśliwa, widząc go chodzącego po mieszkaniu, o tyle teraz, gdy trasę jego wędrówek po domu znaczą ślady moczu, haltuję go. Od juterka zapowiadają u nas opady śniegu, co komplikuje nam sytuację. Gdyby pogoda była względna, wytargałabym go na dwór i mogłabym w tym czasie spokojnie ogarnąć dom, z myciem podłóg włącznie. Pozostaje więc mieć nadzieję, że prognoza dotycząca opadów śniegu się nie sprawdzi i będzie ładnie. To już druga Wielkanoc Farelka w domu :) Aż się wierzyć nie chce, że szóstego kwietnia minie rok, odkąd przywieziono go do nas. Było to w piątek przed Wielkanocą. Oczywiście zajączek już przyniósł prezent dla niego i schował, żeby Farelino w Wielkanoc go sobie znalazł :) Rok temu o tej porze, gdy zobaczyłam, w jakim stanie do nas trafił, nie przypuszczałam, że dożyje do kolejnych świąt. A tu proszę: jedna Wielkanoc za nami, Gwiazdka i kolejna Wielkanoc :) Oby tych wspólnych świąt było jeszcze więcej, tylko już bez niekontrolowanego sikania. To tyle na temat Farela i świąt. Ingo, dziękuję za śliczny obrazek dla moich szkolnych dzieci:) Szkoda, że dotarł już po lekcjach, gdy zaczęła się przerwa świąteczna. Z drugiej jednak strony może to i dobrze, bo osłodzi im powrót do szkoły po świętach ;) Wolf, co do życia na wsi oboje z Ingą macie dużo racji. Ja jednak mimo tych wszystkich uciążliwości nie chciałabym mieszkać w mieście. Jestem typową wieśniarą i nie wyobrażam sobie życia bez lasu, łąk i pól za płotem, bez klangoru żurawi, widoku bocianów brodzących po łące kilka metrów od mojego ogrodzenia i bobrów, które mają żeremie kilkadziesiąt metrów od mojego domu. Bajka! Ponadto rewelacyjne miejsca do codziennych długich spacerów z burkami (o ile tylko czas pozwoli, bez względu na pogodę). To jest to, co rekompensuje wszystkie niedogodności. Zwłaszcza, że o pracę nie muszę się martwić, a na zakupy do miasta (o ile tylko finanse pozwolą :)), zawsze można wyskoczyć. No tak, tradycji stało się zadość: jak nie piszę, to nie piszę, ale jak już zacznę, to nie mam umiaru ;) Chciałabym tylko życzyć wszystkim dobrych świąt (obojętnie, kto co pod tym pojęciem rozumie :)) i bierzemy się z Paulą za malowanie pisanek. Pozdrawiam bardzo serdecznie Kasia z burkami :)
-
Witam serdecznie :). Bardzo dziękuję za pomoc i wsparcie :). Karma doszła wczoraj, podkłady również. Wydaje mi się, że Farelino sika jakby trochę mniej (w końcy antybiotyk już na półmetku, więc jakaś poprawa powinna być). Jednak piszę o tym z pewną rezerwą, żebym jutrko nie musiała tych optymistycznych doniesień dementować. Faktem jest, że ostatnie 2-3 dni były u nas słoneczne i w miarę ciepłe, więc po moim przyjściu ze szkoły Farelino lądował na podwórku i tam sobie leżał na materacu w słońcu i plątał się po podwórku. Ponieważ śniegu u nas napadało sporo, codziennie godzinę odśnieżałam podwórko przed domem, żeby łatwiej mu się chodziło no i żeby nie tworzyło się błoto, gdy już śnieg zacznie topnieć. Odśnieżanie terenu za domem oddałam walkowerem. W nocy i rano ostatnio jest u nas spory mróz: od minus 16 do minus 18 stopni. Wariant pozostawienia Farelka na dworze na czas moich lekcji odpada. Czekam na przyjazd p. doktor Moniki, ale znów piorunica jest nieuchwytna. Będę próbowała dalej. Może w końcu chociaż dla świętego spokoju (żeby w końcu ta upierdliwa baba, czyli ja, przestała ją atakować telefonami) przyjedzie i zrobi potrzebne badania. Na razie czekam na pozytywne efekty leków i ciepłe, słoneczne dni, żebym mogła Farelina wykwaterować na dwór na cały boży dzień, aż do wieczorka ;). Wszystkie moje burki linieją na potęgę (Wy pewnie też ze swoimi psiakami macie już ten ból). Mam nadzieję, że weekend będzie ciepły i przelecę się ze szczotką po Pusi, Alfie i Farelku. Póki co, lecę rozwiesić Farelowe posłanie na kaloryferach, bo słyszę, że pralka już zrobiła swoje. Pozdrawiam serdecznie :) Kasia z burkami Sybillas, na podstawie jakich badań można stwierdzić tę chorobę ?
-
Witam serdecznie :). Nie mam niestety najlepszych wieści o Farelku. Od kilku dni bezskutecznie usiłuję się skontaktować z p. doktor Moniką. Jestem zdziwiona brakiem odzewu z Jej strony, bo nawet jak była bardzo zajęta, zawsze oddzwaniała lub odpowiadała sms. Skontaktowałam się z innym weterynarzem, który zalecił zastrzyk- steryd Dexametazon (juterko mój znajomy weterynarz Zbyszek wpadnie go podać), ponadto Klabax. Weterynarz nie wyklucza przerostu gruczołu krokowego (nie trzyma moczu), ale to może potwierdzić lub wykluczyć USG (p. Monika ma przenośne). Ponieważ do słoika nie mogę mu zebrać moczu (piorun ucieka), kupiłam w aptece woreczki do zbierania próbek moczu dla niemowląt- może się uda? Ponadto podaję mu Furaginę. Na razie leczenie nie przynosi pozytywnych rezultatów. Odnoszę wrażenie, że cały dom, Farelino i ja także (w końcu targam kilka razy dziennie na rękach zasikanego psa) "pachniemy" moczem. Bardzo niefajne wrażenie. Tak więc u nas niezbyt dobrze, delikatnie mówiąc. Marycha35, bardzo miło, że pytasz o Lusię (tak się wabi adoptowana suczka mojej Pauli). Lusia jest rewelacyjna- sam urok, wdzięk i czar :). Pod troskliwą opieką Pauli szybko nabiera sił i zyskuje dobrą formę. To wspaniała sunia i bardzo się cieszę, że należy do naszej rodziny, że Paula ją wzięła :). Martwię się tylko o Farelka, bo nie wygląda to zbyt dobrze. Pozdrawiam serdecznie Katarzyna z burkami :)
-
Witam serdecznie :). Życzę wszystkim wspaniałej, pogodnej niedzieli. U nas pięknie świeci słońce, ptaki drą się jak oszalałe (zwłaszcza rano, gdy byłam z burkami w lesie na krótkim spacerze). Uciążliwy jest tylko silny, zimny wiatr. Wszystkie 3 bureczki są od samego rańca na dworze. Leżą w zacisznych miejscach (Farelino na materacu przy drzwiach garażowych, na swoim stałym miejscu :)) i wygrzewają się w promieniach słońca. Farel chyba sobie założył, że w tak piękny, chociaż chłodny wiosenny dzień pobije swój rekord zużytych w ciągu dnia podkładów. dopóki go nie przeflancowałam na dwór, zużył już 4 (nie licząc tych z nocy). O ile nie uda mi się go dzisiaj cały dzień przetrzymać na dworze (zależy od pogody), słabo to widzę. Korzystając z okazji, że i tak jest na Nifuroksazydzie (przystopuje ewentualne skutki uboczne),od dzisiaj zaczęłam mu podawać RUMEN TABS (żwacz, drożdże piwne i wit. C). Ponieważ ostatnio przyjmuje sporo leków (antybiotyk, który nie przyniósł spodziewanych efektów), teraz Biseptol i Nifuroksazyd, może mu się przydać. Ten preparat przywiozła moja Paula- mam nadzieję, że okaże się korzystny dla Farela. Idę teraz przenieść materac Farelina w jakieś inne miejsce. Na jego dotychczasowym stanowisku zaczyna panować cień, a zależy mi, żeby sobie leżał w pełnym słońcu. Pozdrawiam serdecznie Kasia z burkami :). Margoth, bardzo dziękuję za miłe słowa :).
-
Witam serdecznie :). Ostatnio nie odzywałam się, ponieważ skończyły się ferie, zaczęła szkoła i nasiliły problemy z Farelkiem. Pisałam już o tym jego popuszczaniu moczu. Problem jest dosyć poważny, bo Farelino sika pod siebie jak piorun. Pralka chodzi codziennie, w ciągu doby chłopak zużywa 4-5 podkładów. Pani doktor Monika zaordynowała Ditropan. Zaczęłam go podawać w poniedziałek. Farel zareagował na niego w typowy dla siebie sposób- biegunką. Ponieważ nie tolerował Ditropanu, zaczęłam mu podawać Nifuroksazyd (żeby zastopować biegunkę) oraz Biseptol (zamiast Ditropanu na sikanie), ponadto Probiotyk (uzupełnienie flory bakteryjnej). Ponieważ na Biseptolu leci odczwartku, sądzę, że jest jeszcze za wcześnie na poprawę. Mam jednak nadzieję, że zadziała, bo z tym sikaniem to naprawdę obłęd. Dobrze, że niezawodny Nifuroksazyd w miarę szybko zadziałał. Ostatnie 3 dni były u nas w miarę ciepłe, więc Farelino więcej czasu spędzał na dworze. Wychodząc do szkoły nie targałam go już do domu- zostawał na podwórku. Wynikała z tego potrójna korzyść: - chociaż co któryś sik ma szansę wylądować na piachu, nie na legowisku, - przynajmniej w niewielkim stopniu odciążenie mojego kręgosłupa, - mniej intensywny "zapaszek" w domu. No nic, zobaczymy, jak będzie dalej- na razie szału nie ma. Mam nadzieję, że Biseptol zadziała, bo sikanie na podwórkowy materac też nie jest fajne, zwłaszcza, że Farelino potem na nim leży. Korzystając z okazji, że mogłam Farelka oddelegować na dwór, wzięłam się za gruntowne porządki w domu. Pościeralam kurze, umyłam podłogi, machnęłam okna i już zrobiłam wystrój wielkanocny. Zaczęłam wczoraj po pracy, skończyłam 2 godziny temu. Jestem padnięta, ale bardzo z siebie zadowolona ;). Jeszcze tylko wieczorne wyprowadzenie burków i mam wolne :). Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i życzę miłego wieczoru Kasia z burkami :).
-
Witam serdecznie :). Wolf,ponownie wielkie dzięki za pomoc :). Bardzo się cieszę, że Farelino Wam się podoba. Wczoraj go wyczesałam, bo chłopak potężnie linieje ( Pusia i Alfi w dużo mniejszym stopniu- jeszcze? ;)). Wreszcie wczoraj magik od pieca usunął awarię: w domu jest ciepło, jest ciepła woda i ciepłe kaloryfery, na które mogę (tak, jak Pan Bóg przykazał), szmyrgnąć pranie. Marycha35- dziękuję za miłe słowa pod adresem mojej Pauli i Lusi :). Lusia to ta czarna, która przemyka na którymś ze zdjęć. Jest bardzo kochana i cieszę się, że Paula ją wzięła. Mam nadzieję, że Twoje życzenia odnośnie naszego pecha sprawdzą się w 100%. Rudziu, wczoraj doszła karma- dziękuję :). U nas zima w pełni. Przez noc napadało całe mnóstwo śniegu. Dzisiaj od 6.00 zasuwałam z łopatą i odśnieżałam podwórko przed domem, żeby Farelowi łatwiej było się poruszać. Po domu śmiga jak złoto, po śniegu już nie tak chętnie. Pewnie marzną mu łapiny. Piescofajnyjest- Farelino chętnie podbierałby wszystko, co jest jadalne :). Wspominałam już o słoninie, którą zawieszam na sosence dla ptaków. Amatorów tego przysmaku jest więcej- od 2-3 tygodni regularnie przylatuje na nią jastrząb (fajnie jest mieć swojego prywatnego jastrzębia ;)) oraz przychodzą okoliczne koty. To rodzi pewne problemy, bo jak tylko wynoszę Farela, muszę lecieć pod sosnę sprawdzić, czy jakiś zerwany kawałek słoniny nie leży pod drzewem (a to się niekiedy zdarza). Wolę nawet nie myśleć o konsekwencjach, gdyby to Farelino znalazł go przede mną. Ponieważ już jest 19.00, muszę śmigać z burkami na wieczorne sikanie. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i życzę spokojnego, miłego wieczoru :) Kasia z burkami. Ingo, mam nadzieję, że zdjęcia nie zostaną usunięte- Wolf pewnie stracił sporo czasu na ich zamieszczenie i szkoda by było. Wolf, jeszcze raz dziękuję :). Margoth137- bardzo podoba mi się Twoje określenie:"kominkowy Farelek" :).
-
Witam :). Wolf, dziękuję za zamieszczenie zdjęć. Wczoraj udało nam się przesłać 4, dzisiaj ranko kolejnych 4 czy 5. Może znajdziesz czas, żeby je również zamieścić? Cieszę się, że Farelino Wam się podoba i zauważacie pozytywne zmiany w jego wyglądzie :). Mam nadzieję, że te pozytywne zmiany będą dotyczyły nie tylko jego wyglądu, ale i pozostałych kwestii (mam tu na myśli jego sikanie). Pojawił się kolejny problem, który co prawda nie jest bezpośrednio związany z Farelkiem, ale pośrednio jak najbardziej, niestety. Przytrafiła się nam awaria pieca centralnego ogrzewania (mam piec na eko groszek- to taki drobny węgiel). Sobotni wieczór to kiepski moment na tego typu historie- na magika z serwisu mogę liczyć najwcześniej w poniedziałek. Do tego czasu nie będzie działało ogrzewanie i pojawi się problem braku ciepłej wody. Jeżeli chodzi o brak ogrzewania, to nie ma tragedii- w końcu nie ma silnych mrozów, poza tym dół ogrzeję kominkiem. Na górze będzie chłodno, ale zawsze mogę spać na dole. Gorzej z zimnymi kaloryferami - nie dość, że podkłady nie dotarły, to jeszcze nie będę miała gdzie suszyć farelowych betów. Przy kominku raczej będzie ciężko, więc zostaje żelazko albo suszarka? Słabo to widzę. Mam nadzieję, że juterko będzie ładna, słoneczna pogoda i że Farelino ograniczy chociaż ździebko swój sik. Dobrze, że Paula z Lusią pojechały- przynajmniej one bez ograniczeń będą mogły korzystać ze wszystkich zdobyczy cywilizacji ;). Pozdrawiam i idę rozpalać w kominku Kasia
-
Witam serdecznie:). U nas rzeczywiście raczej średnio z uwagi na to sikanie Farelina. Bardzo Wam dziękuję za troskę, wsparcie i wszystkie miłe słowa pod naszym (Farelka i moim) adresem. Przepraszam, ze niezbyt często się odzywam, ale faktycznie mam z tym całym majdanem trochę roboty. Wynoszę chłopaka 4-5 razy dziennie(współczuję mojemu osobistemu kręgosłupowi). O atrakcjach związanych z jego sikaniem nie będę pisać,łatwo je sobie wyobrazić. Poza tym większa część z Was też ma pewnie podobne doświadczenia, więc nie ma sensu tego rozstrząsać. Teraz mam ferie, więc jest mi dużo łatwiej. Poza tym jest coraz cieplej, w związku z tym wszystkie burki więcej czasu spędzają na dworze (więcej czasu na dworze równa się mniej sikania w domu :)). Zostało jeszcze 5 dni do zakończenia kuracji antybiotykowej. Dopiero po jej zakończeniu będzie się trzeba zastanowić, co dalej. Jestem w stałym kontakcie z p. doktor Moniką. Wolf, próbowałyśmy z moją Paulą wysłać dzisiaj do Ciebie zdjęcia Farelina z prośbą o ich zamieszczenie. Mimo kilkakrotnych prób- poległyśmy. Ja mam tutaj koszmarny internet (to jeden z powodów, dla których ostatnio stosunkowo rzadko się odzywam). Paula juterko wraca do Trójmiasta i stamtąd spróbuje ponownie (mam nadzieję, że z lepszym skutkiem). Jeżeli nadal jesteś zainteresowany pomocą, będzie nam bardzo miło :). Powiększyła nam się psia część naszej rodziny. Paula adoptowała suczkę Lusię z gdyńskiego schroniska Ciapkowo. Lusia jest urocza i bardzo się cieszę, że kolejna bieda znalazła dom. Bałyśmy się bardzo, jak nasze burki ją przyjmą. Nasze obawy okazały się bezpodstawne- stanęły na wysokości zadania i z miejsca ją zaakceptowały. Już juterko dziewczyny wracają- niestety! Mam jednak nadzieję, że gdy następnym razem przyjadą, bureczki poznają ją i będą wiedziały, że to ta krewna, która aktualnie mieszka w świecie, ale należy do naszej rodziny ;). To by było chyba na tyle. Teraz już nasze wszystkie burki (i te miejscowe, i te przyjezdne) smacznie śpią. Oby jutrzejszy dzień przyniósł jakąś znaczącą poprawę, jeśli chodzi o stan Farelka. Zresztą szczerze mówiąc, nie wygląda na specjalnie zakłopotanego swoim stanem zdrowia. Na spacerach wykazuje duże zainteresowanie otoczeniem, z zainteresowaniem odczytuje wiadomości zostawiane przez inne burki, zawzięcie tropi jakieś ślady. Po domu także łazikuje jak trzeba. Szczególnym zainteresowaniem obdarza siaty, z którymi wracam z zakupami :). Pewnie się zastanawia, dlaczego to wszystko, co tak apetycznie, kusząco pachnie nie trafia do jego prywatnej michy, tylko na sosenkę przy domu (bezbłędnie wyczuwa i lokalizuje słoninę dla ptaków :)). Pozdrawiam wszystkich serdecznie Kasia z burkami.