Moja Frania na początku ze stresu robiła kupę pod drzwiami łazienki. Tak reagowała na fakt zamknięcia drzwi do łazienki...Ponieważ nie mogłam zrezygnować z kąpieli i higieny, nie było wyjścia-musiała zrozumieć. Taki rytuał, o którym w poście wyżej, stosowałam cały czas. Tak jak pisałam, 20 razy w ciągu dnia zakładałam kurtkę, buty, brałam klucze i bez pożegnania wychodziłam na kilka minut. W domu był drugi pies, który nie przeżywał i nie wiem na ile jego spokój działał na Frankę. Faktem jest, że po dwóch tygodniach stopniowego przedłużania nieobecności problem bardzo się zmniejszył. Nie zniknął, bo nadal Franka jest bardzo smutna, kiedy wychodzę i ewidentnie CZEKA, ale bez histerii, bez załatwiania się. Ona już wie, że ja wrócę. Wie też, że nie lubi mojej nieobecności, ale takie życie...