-
Posts
2645 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
8
Everything posted by jaguska
-
Weszłam na dogo wrzucić fotki, ale zajrzałam na kilka wątków i po nitce do kłębka doszłam do bardzo nieprzyjemnych rzeczy, które się tu zadziały kiedy mnie nie było. Przykre to wszystko i żenujące, mam też swoje przemyślenia na niektóre z poruszanych tematów na wątkach: od Marcelka przez Moriska i tak dalej aż do Runy. Niestety coraz mniej empatii - coraz więcej 'biznesów', jak to się mówi pieniądze nie śmierdzą, chociaż czasem śmierdzą sposoby ich pozyskiwania. I smutno, i straszno, i żal... Zostawiam Mimiśkę, tak wyglądają pozowane fotki, prawda jak ona lubi obiektyw
-
Benia już ma DS. Benia - kolejna ofiara człowieka, której musimy pomóc :(
jaguska replied to elik's topic in Psy do adopcji
Kawa dobudzająca dla potrzebujących Elu, to ogromne drzewo, potrzebny byłby jakiś sprzęt mechaniczny, bo ludzkimi rękami nie da się tego zrobić. Później wstawie fotkę to zobaczysz jak to wygląda, konar na straty, a ranę chyba zamaluję wapnem żeby żaden grzyb się nie wdał. Coś jakby się pogoda poprawiała :) Super że kociki mają swoje domki -
Benia już ma DS. Benia - kolejna ofiara człowieka, której musimy pomóc :(
jaguska replied to elik's topic in Psy do adopcji
:) Nesiu Fajnie to Eliku napisałaś, święta prawda. Ja znawcą kawy nie jestem, piję najgorszy rodzaj czyli rozpuszczalną . Już wyczytałam że masz małą rozrabiakę na tymczasie :) i kotki też już widziałam, rudaski. U nas zimno się zrobiło, dzisiaj byłam w mieście podlać kwiaty w mieszkaniu, a tam kaloryfery ciepłe . A po wczorajszych deszczach, rozłamała mi się wielka katalpa rosnąca przy tarasie, bardzo mi jej szkoda. Mam nadzieję, że jeszcze będziemy się cieszyć piękną pogodą, a nadchodząca jesień będzie ciepła, kolorowa i dłuuuga, czego Wam i sobie życzę -
Benia już ma DS. Benia - kolejna ofiara człowieka, której musimy pomóc :(
jaguska replied to elik's topic in Psy do adopcji
Witajcie kochane dziewczyny. Widzę że Ela jeszcze na wywczasach poza Krakowem. Nesiu, jakby miało padać narzuć jakąś folię na drzewo, tak robiliśmy, nakrywaliśmy plandeką zanim poukładaliśmy pod zadaszeniem. Od jutra zapowiadają załamanie pogody, zaraz idę pownosić do domu doniczki z hibiskusami tropikalnymi, bo dla nich poniżej 15 stopni to bardzo niekorzystne warunki. Pozdrawiam cieplutko. Herbatkę zostawiam, bo na kawę to już chyba za późno -
Bardzo dziękujemy, że jeszcze o nas pamiętacie ❤ Mam również nadzieję że Elik ogarnia te moje wpłaty , bo nawet nie orientuję się które psiaczki mają dom, które wskoczyły na ich miejsce. A ja pomaleńku wracam do formy...psychicznej, bo do fizycznej się nie da, ogród ogarnia się sam ;), a ja ciężko pracuję w doniczkach, na tyle mi siły wystarcza :) Stan ilościowy bandy się nie zmienił, Mimisia jaka była taka jest i pewnie już się nie zmieni, bo to przecież już dorosła kobita. Słucha się tylko mnie, na wszystkich się wydziera, zamyka paszczę tylko gdy widzi u kogoś w ręce jedzonko, ale po konsumpcji nadal obszczekuje. Niedotykalska ale wojownicza, w mojej obronie mogłaby hapsnąć. Z Psotką w relacjach nic się nie zmieniło, zimna wojna trwa. Pozdrawiamy wszystkich serdecznie ❤
-
Kochani, nawet nie wiecie jak to podbudowuje człowieka gdy ktoś o nim pamięta. Ten rok jest dla mnie okropny, psychicznie, umarło tak wielu moich znajomych, że wpadłam w depresyjną dziurę. Leki mam już dobrane, ale one i tak nie przesłaniają tego koszmaru. Moją radością są zwierzaki i rośliny, kwiaty. Niestety koncentruję się już na doniczkowych, bo do pracy w ogrodzie brakuje już sił. Liczebność futerek jest niezmienna, nic nie ubyło, nic nie przybyło :) Pies gończy bojowy lubelski użytkowy ma się dobrze, codziennie wychodzimy na polowanie, polujemy na karczowniki, Mimi rozkopuje kopce a ja zapodaję do dziur koci urobek z kuwety mimo ogromnego zaangażowania przegrywamy walkę, gdyż liczebność przeciwnika znacznie przekracza nasze możliwości bojowe, po naszej stronie straty obejmują: dwa drzewka owocowe, kilka róż, WSZYSTIE lilie i kilka pomniejszych roślin, całkowite straty ocenimy wiosną. Jednak nie poddajemy się i spoza linii obronnej robimy wypady i napady na kopce. Ciężko walczymy, bo dwa dekowniki nawet łapą nie chcą ruszyć by nam pomóc, boją się o swoje pedikiury i fedrować nie chcą. Idziemy na zwiady: Pokazujemy >Kto tu rządzi< Na stanowisku, obserwacja placu boju
-
Nesiu, nawet nie wiesz jak dobrze że jesteś, dla mnie stały punkt odniesienia na dogo. Nie potrafię się odnaleźć w tej rzeczywistości, bardzo opornie mi to idzie. Pozdrawiamy wszystkich serdecznie, pokazujemy że Mimisia jeszcze żyje....hmmm...nie wygląda? ;) Ściskamy, pozdrawiamy, bądźcie wszyscy zdrowi i dbajcie o siebie.
-
Kochamy Was mocno. Żyjemy, nie chorujemy na razie. Dużo znajomych chorowało, wielu ciężko, niestety niektórych wirus zabił. W czwartek mamy pogrzeb naszego przyjaciela :( Postaram się niebawem skrobnąć coś więcej. Szykujcie się na prawdziwą zimę, Mimi pierwszy raz odkąd jest u mnie futrzy się jak Malamut na zimę i zjada wszystko co się da, co znajdzie, co ukradnie i wszystkim wyjada z misek, zamienia się w Yetti ;) Ma w grafiku dodatkowy spacer i staram się jej pilnować z jedzeniem. Yoshi i Psotka to kanapowe psy i po nich nic nie widać, Mimi w odróżnieniu od nich ma cechy prawdziwego pierwotnego psa, normalnie wilczyca ;) A ja dzisiaj tylko na chwilkę, przypomnieć Wam i pokazać Eli, bo to domek z jej ręki był :)
-
Nesiu, Ty wiesz Miałam fotkę Mimi, ale mi ją diabeł ogonem nakrył, fotka jesienna, w koszyku na parapecie oczywiście, najlepszy punkt obserwacyjny ;) Dobrze że pogoda się poprawiła, bo potrzebuję trochę zapomnienia, więc jesienne porządki w ogrodzie (o tyle o ile) mi w tym pomogą, bo ciężko jest na duszy, znajomy, zdrowy, sportowiec, umarł (covid), ciocia z covidem leży w szpitalu, nie wiadomo co będzie, bo dobrze nie jest, a dwie znajome wczoraj odeszły na raka. Część rodziny na kwarantannie...hmmm...blisko, coraz bliżej... Można powiedzieć, że Mimi to taka zwariowana pocieszka dla mnie, zawsze zrobi coś, co mnie rozśmieszy i zawsze jest blisko. Miałam nadzieję że może tą zimę jeże mnie oszczędzą, a gdzie tam, już mam dwa maluchy na zimowisko, był jeszcze trzeci, ale nie udało się go już uratować. Maleńtasy: I jeszcze ostatnie bakłażany w tym roku :), zostało jeszcze kilka mikrusów na krzaczkach, ale już chyba nie zdążą urosnąć. Pozdrawiam zaglądających a Mimi przesyła lizanko po nosie. Trzymajcie się zdrowo i dbajcie o siebie.