-
Posts
6893 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by joanka40
-
U Luśkota wszystko dobrze. Zmiana pogody zadziałała na Luśkota nasennie. Ponieważ nie ma już tak dużo słońca, więc koty się uspokoiły i śpią na kaloryferach, albo przy :) Będziemy zimować do wiosny dwa jeże. Pozostałe, wypasione egzemplarze - około 5 sztuk - śpią już w domkach specjalnie dla nich przygotowanych /taki Pan zbił nam kilka domków z desek :) Jeden z tych, który będzie zimowany w domu jest jeszcze zarobaczony, choć wagę uzyskał piękną :), więc na wiosnę będzie sporym okazem, który pięknie poradzi sobie na wolności. Z kolei drugi jeż jest ciągle odrobaczany i wzmacniany witaminami, bo nie przybiera na wadze, ale też czuje się ten jeż w miarę dobrze, ma apetyt, z tym, że pewno większość żarełka pochłaniają niestety nadal robale, a nie jeż. Niestety robali ma w sobie od groma. Znaleźliśmy Panią Weterynarz, która już na wstępie przebadała kupy jeży i dała właściwe preparaty. W badaniu wyszła włosogłówka - to jakiś nicień wredny jest. Dalej nie wiadomo co będzie z Łosiem Franią. Podsyłam link na FB, na wątku wypowiada się też znany wszystkim Adam Wajrak. https://www.facebook.com/events/742378959163623/743724822362370/?notif_t=event_mall_reply
-
Rany Julek ! Siedzę dziś non stop na FB. Odkąd zobaczyłam w TV łosiczkę z Gliniszcz dostałam amoku. Mniej więcej tak jak z Rewizorem. Nie wiem kompletnie, czemu niektóre sprawy nas poruszają do głębi, a niektóre zupełnie na człowieka nie działają. Może dlatego, że Łosiczka leżała 4 dni, pomagali jej ludzie ze wsi - karmili, przykrywali kocami, cielakiem odciągali jakieś konary, wydzwaniali po urzędach i znikąd nie było pomocy dla Łośka. Niestety Łosiek jest bardzo chory, losy jego stoją pod wielkim znakiem zapytania. To straszne, że przez 4 dni zwierzakowi nie udzielono specjalistycznej opieki, a do Ośrodka dla Zwierząt przetransportował Łośka sponsor...jakiś dobry człowiek. Obecnie Łosiczka Frania przebywa w Mikołajówce, w Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt Chronionych. Z kolei inny łosiek złapał się we wnyki, jakiś debil obciął mu poroże. Kiedy przyjechała pomoc łosiek jeszcze żył, ale nie dało się go już uratować. Są to zwierzęta objęte całorocznym okresem ochronnym. A jak dochodzi do wypadków to zorganizowanie pomocy dla zwierząt chronionych zdaje się graniczyć z cudem.
-
No doczłapałam się wreszcie na wątek Madrytowskiego po wiekopomnych zmianach na dogo. Weszłam na Twój profil Rytka, klikam w hasło: "Tematy", a tam nic nie wyskakuje. No to wygooglowałam sobie hasło:"dogomania Madryt", potem dziabnęłam: "śledź temat" i już Was mam :) Ja też gdzieś czytałam, że koty wszystko rozumieją co się do nich mówi, tylko, że mają to gdzieś. Takie Koty-Obrońcy się zdarzają. Ja mam też takiego Zorro - to Skrzat - też staje w obronie słabszych i jest bardzo pamiętliwy. U mnie Zorro broni Miśka i czasami Siuśkota przed Faszystą. A mam też taką kotkę Misię, która bardzo długo wyprowadzała psa na spacer, a potem pilnowała, żeby pies wrócił. A jak jakiś kot przepadł na dłużej niż ustawa przewiduje, to się mówiło: - Misia idź poszukaj i przyprowadź tego i tego. Mądre te koty, jak nie wiem co. Psy też są bardzo mądre oczywiście, każdy gatunek jest doskonały na swój sposób. Pozdrawiam Was Kochani serdecznie.
-
Moje i nie moje śmietnikowe kocie biedy
joanka40 replied to Maruda666's topic in Kotki już w nowych domach
Danusiu, to chyba jesień tak na człowieka działa. No i o 16 jest już ciemno... Dzień trwa 8 godzin, a noc 16 godzin... Jakoś z niczym nie można się wyrobić i czasu brakuje. W domu wszyscy jedzą takie ilości, jakby zaraz trzeba było zapadać w sen zimowy. Całe szczęście, że Lidlu kupiłam kiedyś takie przedłużki do poszerzania galotów i wszyscy sobie je podpinamy do spodni, a ja do spódnicy dodatkowo. Zimą preferuję odzież na gumce, raczej luźną i niekrępującą zapadania w sen zimowy w różnych miejscach domu. Zwierzęta podobnie jak my ciągle chcą jeść. Nie gardzą nawet suchą bułą wywleczoną nocą z kosza na śmieci, a pies to nawet zjada torebki z herbatą. Ciekawe co Szeryfowi wyskoczyło na plerach ? A swędzi go to, czy tylko jest ? Ja nie mam pomysłu co to może być... Dobrze, że u Gucia jest poprawa i, że ma ochotę na jedzenie. Tak trzymać :) -
Moje i nie moje śmietnikowe kocie biedy
joanka40 replied to Maruda666's topic in Kotki już w nowych domach
Towarzystwo zabazarkowane po uszy, a tu fani i stali czytelnicy czyhają na newsy :) Mam nadzieję, że u Pana Gucia wszystko dobrze. Pozdrawiam Was serdecznie Marudko i Soniu. -
Agatko, wychodzi na to, że Rafaello bawi się z innymi kotami, włazi ludziom na kolana, jest odważny i kontaktowy. Czyli fajnym kotem jest. Jest udostępniany na FB i tam też go wypatrzyłam jak przeglądałam stronki. O Kici z hoteliku zaraz napiszę do Ciebie. A Pan od Licznika pewnie rzeczywiście słyszał już różne historie i jedna więcej nie zrobiła na Nim większego wrażenia :) Kamienną twarz miał :)
-
KOLEJNY APEL: Dziewczyny i Chłopaki ! Na FB jest takie cudo, że gdyby nie to, że część moich kocich domowników to patologia, to wzięłabym go... Marzę o takim kocie. I choć kotek jest głuchy to powala urodą: Rafaello Kocurek Rafaello ma około 10 tygodni, dłuższą sierść i pięknie mruczy, przykładnie korzysta z kuwety i bardzo kocha człowieka. Takie koty to cuda natury, zazwyczaj kiedy są białe i mają dwukolorowe oczy - są głuche. Taka jest genetyka i nikt nie wie jakie geny mutują się w tych kotach, że śnieżnobiałe umaszczenie powoduje, że są okaleczone w wyniku swej niezwykłości. W kocim domowym przedszkolu odnalazł się rewelacyjnie, biega z myszką, poluje na rybki, nawiązuje zabawę z innymi kotami, skacze na drapaku i chętnie się mości na ludzkich kolanach - typowa puchata, mięciutka przytulanka. Nie boi się innych kotów, jest odważny i niezwykle kontaktowy. Trafił do fundacji w wyniku interwencji pewnej młodej dziewczyny, teraz oczekuje na adopcję. Nie może z uwagi na swoją głuchotę być kotem wychodzącym. Czeka na świadomego opiekuna. Kontakt w sprawie adopcji: Iza, tel. 604 95 25 81 Doczytałam, że kotek jest obecnie w Łodzi.
-
APEL: Szukajem domku dla kotka - Kici, z nadwagą lekką. Jest biało - czarna. To koteczka półdzika, po ciężkich przejściach. Taki kotek dla KONESERA - czyli dla Kogoś, kto nie będzie chciał miziaka, a kota z akcentem dzikiej, kociej natury. Wszelkie informacje podam na PW. Kicia może zamieszkać w domku wychodzącym, w bezpiecznej okolicy, z dala od ulicy. Jeśli ktoś mógłby coś pomóc w temacie to czekam na maila. Obecnie przebywa w hoteliku. Proszę serdecznie o pomoc w znalezieniu Kici domku.
-
Znacie zjawisko synchroniczności zdarzeń ? Tzn. myślicie sobie, że sąsiad Zenek jest Super, a za 2 minuty ZENON przychodzi do Waszego domu, z własnoręcznie upieczonym sernikiem ? Albo, myślicie: - Jaki ten Zenek fajny... A On w tym momencie dzwoni :) No to jest ten SYNCHRON. Ja też dzisiaj miałam SYNCHRONA :) Jeśli ktoś czyta ten wątek, to pamięta historię z kluczem i gaciami. No więc, od tej historii bardzo się pilnujemy, żeby zamykać drzwi na klucz, ale równocześnie, żeby ZAWSZE POTEM TEN KLUCZ WYJĄĆ Z ZAMKA ! No więc, mój mąż dziś wychodzi z domu. Zamyka ładnie drzwi, zabiera ze sobą klucz i jedzie w siną dal. Zostaję w mieszkaniu ja, 5 kotów i pies. Siadam na zaszczanej rogówce i napawam się cudowną ciszą. Nagle z lewej, z równie obeszczanego fotela dochodzi mnie zapach świeżej kupy...no wiecie Siuśkotowej... Siedzę sobie jeszcze chwilkę i myślę: - Trza jej zmienić majtasy... Potem staram się, przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz zmieniałam jej pampersa. No, kuźwa nie pamiętam...ale chyba dawno... No to wstaję...przygotowuję sobie "stoliczek czystości" i pieluchę. Biorę Luśkę. Ściągam jej zafajdane majtki nad kuwetą. Myję jej dupsko... Ręce mam też już zafajdane i obeszczane... I WTEDY DZWONI DZWONEK DO DRZWI !!!! Stoję z obesranym kotem, z obeszczanymi rękami i mówię głośno: - No żesz k..wa mać !!! Wiadomo, każdy by to powiedział w takiej chwili. Luśka, jak słyszy dzwonek, to chce uciekać pod szafę. A dzwoniący facet przyfilował mnie przez szybę i zaczął dzwonić jak szalony. Poczułam na sobie piętno galopującego czasu. No to Luśkę wsadziłam do zamykanej kuwety, z której ona natychmiast nawiała bez majtek, gubiąc po drodze kupsztalony i sikury... Moje myśli biegną jak szalone i są jakieś takie monotematyczne, coś w stylu: - K..wa, k..wa, k..wa... No dobra, podłoga zafajdana...facet jak mnie zobaczył dzwoni jak opętany... Poleciałam umyć ręce, no i jak je już umyłam to zaczęłam na szybko, rozglądać się za kluczem. Ale klucz wiadomo, ZNIKNĄŁ... No to, otworzyłam okno i mówię: - Słucham Pana ? A Pan: - Ja do odczytu licznika. No to ja: - Wie Pan, mąż zamknął mnie w domu, bo mamy takiego kota, co umie otworzyć drzwi z klamki, a ja teraz nie mogę znaleźć klucza. /nie dodałam, że w chwili obecnej cała podłoga jest w zielonej kupie i żółtym moczu i, że przylazł NIESYNCHRONICZNIE/. Na Panu Licznikowym nie zrobiło to większego wrażenia. Pewnie też skubaniec zamyka swoją żonę na klucz w domu, jak nic. No to mówię do Niego przez okno: - Niech Pan idzie do innych sąsiadów, a ja lecę szukać klucza. - Dobra - powiedział do mnie i poszedł. Szukam i szukam, klucza nie ma... Wiem, że Pan Licznikowy ma tylko dwa odczyty liczników, więc będzie u mnie z powrotem za 3 minuty. Już wiem, że klucza nie znajdę, że jestem jak ta Królewna zamkniętą w wieży. No to co robi Królewna w takiej sytuacji ? - No - LIST SIĘ PISZE PRZECIEŻ. Wzięłam kartkę, spisałam stan licznika, zrzuciłam z parapetu koczujące tam pozostałe cztery koty i czekam na gościa. Patrzę idzie, mówię Mu; - Wie Pan, mąż zamknął mnie skutecznie z tym kotem od klucza - tu ładnie Panu spisałam na kartce stan licznika. Facet, chyba różne historie już słyszał, więc nie zrobiło to na nim większego wrażenia :) Wziął kartę i oddalił się zupełnie nie przejmując się losem zniewolonej kobiety zamkniętej być może przez szalonego męża wraz z szalonym kotem. Taka znieczulica panuje w tym naszym społeczeństwie. Zamykam okno... Gdzie jest Siuśkot ? Kupy walają się masowo, zbieram do woreczka. Nagle patrzę - POŁOWA KUP ZNIKNĘŁA. Już wiem co się stało. Podchodzę do psa, mówię: - Gdzie jest reszta kup ty świnio ? Świnia patrzy tak, że wiadomo, że w brzuchu świni. Maniek jest już na prawach Seniora, więc poprzestaję na spojrzeniu wyrażającym obrzydzenie. Obsiuraną Luśkę wyciągam za nogę spod szafy. Zakładam jej majty. Myję podłogę...czego nie-na-wi-dzę !!! Myśli mam takie, delikatnie mówiąc eksterminacyjne. Ale wiecie co ? Dziwi mnie jeden fakt, że ten facet nie dociekał, czy nie potrzebuję jakiejś pomocy i, że kto to widział zamykać żonę na klucz ? NO JAK NIC, ON MUSI ROBIĆ TO SAMO. Ciekawe, czy też lata za kotami w damskich klapkach po swoim osiedlu ?
-
Dzięki Dziewczyny za Wasze komentarze :) Dziś będzie o mordach dokonywanych przez koty. Przeprowadziłam wstępną klasyfikację morderstw dokonywanych na okolicznych zwierzętach przez moich oprawców i : Wyróżniamy następujące rodzaje morderstw: a/ "na sadystę" - czyli mordowanie zwierzęcia przez kota dla jaj, bawienie się ofiarą, nie zwracanie uwagi na moje pogadanki dydaktyczne / hm.../...wielokrotnie ratowałam myszy przenosząc je na łopacie w "niby" bezpieczne miejsce, a oni przynosili mi swoją ofiarę z powrotem i dręczyli ją nadal. Piszę głównie o mojej dzikiej kotce. Koty stosują jakiś "mord rytualny". b/ mord "od początku do końca" Patrzę, a na parapecie siedzi moja dzika Misia i trzyma sobie myszkę...całe szczęście, że siedziała po drugiej stronie szyby, bo to co teraz napiszę, przyprawia mnie o dreszcze. Więc "mord od początku do końca" polega na wciągnięciu myszki od głowy do końca ogona....aaaaaaaaaa !!!!!!!!!!! c/ mord "na habazia lub na choinkę", czyli: wychodzę dziś na dwór, patrzę, leży habazia... No, myślę sobie - "przyniosłam gałązki na butach" Potem lecę ze śmieciami: - patrzę choinka jakaś dziwna taka, przeflancowana i czerwona... No to patrzę z bliska, a tam głowa osobno, a dupka z ogonem i łapami osobno - czyli myszka w dwóch częściach. JezusMariaBoska...co za patologia... Jeśli ktoś zna inne kocie sposoby na mordy, to chętnie posłucham.
-
Merlin niewiele dni mu pozostało. Merlin za TM [']
joanka40 replied to dorobella's topic in Kotki już w nowych domach
Bardzo mi przykro z powodu Merlina. Dorotko, miał u Ciebie prawdziwy dom. Większość ludzi - tzn. 99% - kota z problemami moczowymi, po tygodniu wystawiłoby go na dwór, żeby posmakował wolności. U Ciebie miał całodobową, fachową opiekę i do końca był domownikiem w pełnym tego słowa znaczeniu. Dorotko, trzymaj się. -
Moje i nie moje śmietnikowe kocie biedy
joanka40 replied to Maruda666's topic in Kotki już w nowych domach
A w przypadku Szeryfka rzeczywiście "pałka się przegła" i karcer musi być. A to on tak przeskakuje z jednego samochodu na drugi ? -
Moje i nie moje śmietnikowe kocie biedy
joanka40 replied to Maruda666's topic in Kotki już w nowych domach
Bidny Guciorek... Co to za choróbska się przyplątują... -
Wchodzę do pokoju. Rano. Koty grzecznie siedzą - węszę podstęp. Wyglądają tak jakoś odświętnie i coś tam mruczą. To mruczenie brzmi nawet trochę jak: "Przybieżeli do Betlejem...". No, myślę sobie: "Co u licha ?". Fakt, podpadli ostatnio, tzn. koty są podpadnięte. Zapolowali na słuchawki i pogryźli kabel na odcinki mniej więcej 3 cm, a w sobotę Skrzat zapolował sobie na myszkę /komputerową/ i odgryzł jej wszystko, co było możliwe. No więc była awantura, jak 150, a nawet gonienie debili ze ścierą. Myślę sobie: - Coś znowu zjedli, naszczali gdzieś, wypuścili Luśkę, zamordowali psa i go zjedli... Przyglądam się podejrzliwie tym typom, ale widzę, czyste, przepełnione miłością ryje. Wyglądam przez okno... Patrzę... A tam przygotowane śniadanie dla mnie jest. To znaczy, śniadanie z rana na świeżym powietrzu. Na podstawce od kwiatka, leży gustownie ułożona /niczym pstrąg w maśle/ - myszka, z wetkniętym pod głowę habaziem. W tle słyszę teraz wymruczane:"Pójdźmy wszyscy do stajenki..." i widzę czekające na mój zachwyt ryje morderców. Taki to prezent dostałam od moich kotów.
-
Jagusiu, ja swoim potworom nie piekę ciasteczek /jestem pełna podziwu dla Ciebie/, ja im gotuję rosoły i zupy pomidorowe. Stawka na dzień żywieniowa dla całej ekipy to około 6,50 zł - tzn. wersja standardowa, bo dokładam im od czasu do czasu chrupki, jakąś puchę, śmietankę, albo naleśniora. W Biedronie kupuję ćwiartki z kurczaka za ok. 4 zł, do tego marchew i pietruszka plus makaron szlachecki niteczki, też z Biedronki, tzw. niteczki. Na dzień "idzie" niepełna paczka makaronu. Jedzą zupę, albo potrawkę 2 razy dziennie. To wystarcza na 10 kilogramowego psa i 5 kotów o różnych gabarytach - tylko jeden waży 6 kg, reszta jest szczupła. Makaron kosztuje 1,99 zł. Więc koszt wychodzi od 6 do 7 zł na dzień. To wersja bardzo oszczędna, ale zwierzaki chętnie to jedzą. I to jest ich baza żywieniowa u mnie. Lubią też pomidorówkę i makaron z sosem bolognese /to dostają z obiadu/. Dawniej, gdy miałam miej zwierząt dostawały też surowe mięso, ale teraz dostają je najwyżej raz w miesiącu. Już kiedyś miałam napisać, jak ekonomicznie wyżywić taką ekipę. Czasami jak się kupi mięso taniej, to wychodzi 5 zł na dzień. Polecam te mixy mięsno - makaronowe, bo zwierzaki chętnie to jedzą. Mój pies uważa, że dzień bez zupy, to dzień stracony. Zresztą, pies już swoje lata ma i jak nie dostanie rosołu to od razu dostaje niestrawności.
-
Merlin niewiele dni mu pozostało. Merlin za TM [']
joanka40 replied to dorobella's topic in Kotki już w nowych domach
Dorotko, jesteś mądra Kobieta, opiekujesz się Merlinem już tyle lat. Na pewno będziesz wiedziała, co jest najlepsze dla Merlina. Pozdrawiam Cię serdecznie. -
Moje i nie moje śmietnikowe kocie biedy
joanka40 replied to Maruda666's topic in Kotki już w nowych domach
Ło, jakie śmieszne te nogi :) Guciorku Kochanie nie choruj, please. Wszyscy Cię o to błagamy. -
Jutro idę po wodę święconą. Luśka, jak jest pełnia zamienia się w diobła z piekła rodem - to trwa już chyba trzeci miesiąc. Ona prawie w ogóle nie śpi... Kurde, może to jakiś cyborg mechaniczny jest i tu trzeba narzędzi, żeby tego kota naprawić. Tył Luśce siadł, ale akumulatory na przedni napęd działają jej ostatnio chyba na światło słoneczne i sztuczne - chodzi taka nabuzowana, że chyba dziś na noc zamknę ją w transporterku.
-
Różo Twoje słowa to czysta prawda - krystalicznie czysta prawda :)
-
Cieszę się Różo, że wierszyk Ci się podoba. No to jeszcze jeden wstawię: Stoi se mój kot na płocie. Wróć do domu mój ty kocie. A on mówi: - Idź się babo pobaw misiem, teraz jestem dzikim rysiem. I nie prędko wrócę do Cię, już nie jestem Twoim kociem. Wstyd mi robisz przed kumplami, schowaj się za firankami. I ugotuj mi kurczaka, nagrzej łóżko termoforem. Czekaj na mnie dziś wieczorem. Teraz nie znam Cię w ogóle... ale w nocy Cię przytulę. Więc już idź i nie rób siary. Bo od siary, to są dziary. NO JUŻ !!! ZA FIRANKĘ IDŹ !!! BO JA TERA JESTEM DZICZ !!! Z pamiętnika: "Fana kota"
-
Ładne to, puchate, mruczy i ugniata. A jak mu podpadniesz to cię poharata. Potem przyjdzie ładnie i przepraszać będzie, a jak cię urobi znowu ci coś zrobi. Chodzi człek z dziarami, dumny jest szalenie, że u człeka w domu dzikie jest stworzenie. Dziarami się chwali i dzikością kota a ci co to słyszą - mówią: - Tyś idiota. Już nie mówię o tych, co to kota w pampersie mają i go sobie przewijają :) Z pamietnika: "Fana kota"
-
Tak Danusiu, klucza w zamku już nie uświadczysz. Bardzo się od tej pory z tym kluczem pilnujemy :) Ciekawa tylko jestem, czy któryś z sąsiadów nie widział przypadkiem mojego męża jak wieczorową porą przemyka w samych skarpetach i w rozerwanych gaciach przez chaszcze, a potem leci chodnikiem do domu. Przez te pęknięte gacie na tyłku widać było majtasy o obwodzie - przypominam - 104 cm :) No chyba, że mu nagle z tego anielstwa skrzydła wyrosły natenmoment i leciał, ale nic mi na ten temat nie wiadomo.
-
O i jeszcze jedna złota myśl: Zaufanie do kotów trza na wodzy trzymać, bo kot w każdej chwili może Cię wydymać.