Szkoda, że mojej znajomej tak się pokrzyżowało, (zmniejszyli jej wymiar czasu pracy), bo Rudzia, też miałaby cudowny domek, ale tym bardziej jak zdecyduje się na adopcje psa to jej pomogę, łzy mi z oczu pociekły jak mówiła płacząc " na jedzenie dla pieska to by mi starczyło, ale co ja bym zrobiła gdyby zachorował, leczyć go czy bułkę dziecku kupić" ona tak się wszystkim przejmuje, gdyby był to z pewnościa by sobie poradziła i nie oddała, ale wziąć w tej sytuacji narazie nie chce, jak twierdzi musi się ogarnąć