-
Posts
434 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by amanda-1a
-
"Wychowuję, nie tresuję" - co myślicie na temat tej inicjatywy?
amanda-1a replied to evel's topic in Wychowanie
W moim mieście kolczatka plus flexi to częsty widok :roll: -
Stosuję te tradycyjne, ale zakrapiam częściej, co 3 tygodnie. Dodatkowo mam środek w sprayu i czasem jak wybieramy się do lasu, spryskuję psicę, ale szczerze mówiąc, nie znoszę go, bo masakruje futro (skleja, itp.). Sprawdzam ją w zasadzie po każdym takim leśnym spacerku, przy okazji wyczesywania patyczków, listków, jakiś nasionek... Zdarzyło mi się raz po spacerku - na początku sezonu kleszczowego, w maju - wyciągać łażące kleszcze z futra jeszcze zanim wsiedliśmy do samochodu, potem w samochodzie w drodze powrotnej, na parkingu przed blokiem i w domu :/ Naliczyłam chyba ze 40... Ale tylko jeden był wbity- w moją nogę... Dosłownie na kleszcze mam "uczulenie" - po tym, jak sunia sąsiadów dwa razy w tym roku zapadła na babeszjozę...
-
[quote name='filodendron']Pies się przystosuje, tylko faktycznie trzeba dobrze dobrać kosmetyk no i trochę to utrudni ochronę przeciwkleszczową. [/QUOTE] Niekoniecznie - ja musiałam się przystosować do cotygodniowej kąpieli i - tfu tfu - z kleszczami nie mam problemu, a mieszkam w wybitnie kleszczowej okolicy, nawet na trawniku pod blokiem łażą :angryy:, nie mówiąc o lasach czy łąkach... Opisy na produktach p/kleszczom mówią nie kąpać psa dwa dni przed i dwa dni po zakropleniu preparatu - więc robię tak: kąpiel co tydzień w niedzielę, we środę wieczorem środek na kleszcze. I tak od roku :) Z psią skórą i futrem jest OK, używam - to prawda - dobrych kosmetyków, do tego odpowiednia karma, biotyna, itp, itd. Jak już pisałam - moja rasa musi mieć "SPA" co tydzień i nie mam wyboru. Tzn. wybór mam - ostrzyc na zero ;) [quote name='filodendron']Można psią skórę wspomóc czymś "od środka" - np. olejem z łososia. Koniecznie szczotkowanie psa trzeba przenieść w jakieś inne miejsce - nie robić tego w domu.[/QUOTE] Tak, warto dodać coś wspomagającego do jedzenia - jak wspomniany wyżej olej z łososia - i zwrócić uwagę na obecność kwasów omega 3 i 6 w karmie.
-
Na wystawie w Nowym Sączu, niezbyt szczęśliwa... 'Love at first sight' :wink: Magic i Pasja - młoda nieco nieśmiała, ale niebywale wpadła Magicowi w oko :wink: A tutaj mój przeszczęśliwy pies: W w drodze do domu zatrzymaliśmy się nad stawem, Pasiutka od razu władowała się do wody, a potem wytarzała w skoszonej trawie - hmmm... czysty afgan to nieszczęśliwy afgan...
-
Bawimy się... :roll: Najfajniej ukraść pańci ręcznik papierowy i go porwać, zniszczyć, zagryźć :lol: Śpi jak zabita, w swojej ulubionej pozycji, nic dziwnego - wrażeń na pierwszym spacerku było mnóstwo... Tutaj kilka fotek ze spacerku :) Niestety ona biega szybciej, niż aparat się dostraja, więc zwykle nam zwiewała z kadru. Jedynie na trybie 'sport' udawało się ją czasem w kadrze uchwycić...
-
W końcu zabrałam się do utworzenia galerii mojej psicy. To moja wymarzona afganka, złota z czarną maską :loveu: Dawno dawno temu (około 1987-90r.), na międzynarodowej wystawie psów w Warszawie zobaczyłam pierwszy raz afgany "na żywo". Byłam nastolatką, miałyśmy wtedy z mamą dwie pinczerki miniaturowe. Mama z nimi produkowała się na ringu (pamiętam, że sędziował pan Piotr Król i napisał, że sunie są "świetnie prezentowane przez wystawcę", z czego moja mam była niesłychanie dumna...), a ja, zamiast dopingować, to poszłam do afganów i gapiłam się na nie jak zaczarowana. I wtedy po raz pierwszy pomyślałam: "kiedyś będę miała takiego psa!". Mijały lata, sunieczki odeszły za TM po przeżyciu z nami niemal 16 lat :(... Wyprowadziłam się "na swoje", ale styl pracy nie pozwalał na psa, w domu zagościły więc koty - syjamskie - to także moja wielka miłość. I stałam się bywalcem kocich wystaw, wyhodowałam jeden miot syjamów z własnym przydomkiem, a psy trochę odeszły w zapomnienie. Do czasu... Trzy lata temu poszliśmy na wystawę psów w Białymstoku... I znowu afgany... Był tam akurat hodowca z Łotwy, przemiły pan, a jego afganki przecudne... Mój TŻ wtedy powiedział: "Jeśli miałby być kiedyś pies, to tylko taki - złoty z czarną maską. Ale pomyślimy, jak nasza Kawa odejdzie..." (nasza pierwsza kotka, moja ukochana Kawa, była już wtedy ciężko chora...). Zaczęłam po cichutku rozglądać się za hodowlą, mając nadzieję, że Kawusia nie odejdzie zbyt szybko, że będzie miała możliwość poznać afgankę... Niestety, walkę o życie Kawusi przegraliśmy w pażdzierniku 2010, po trzech latach zmagań :( Zdecydowałam: afgan - albo teraz, albo nigdy. I rozpoczęłam poszukiwania szczenięcia... koniecznie suczki, złotej z czarną maską. Akurat nie było takich szczeniąt w Polsce i na dodatek nie były planowane w najbliższym czasie (czarne, pręgowane - owszem, ale złote - nie...). Pisałam maile do hodowców z Polski, potem z Łotwy, Estonii, Niemiec, później zahaczyłam o Austrię, Węgry, Czechy, Słowację... została mi chyba tylko już Australia i Ameryka... Nic. Nigdzie. Nawet w planach nie było mojej wymarzonej złotej suni z czarną maską... Zrezygnowana siedziałam przed komputerem, po raz milionowy przeglądając strony hodowli, facebook, ogłoszenia... dostałam wiadomość od znajomej hodowczyni, że w Moskwie (wcześniej jakoś nie pomyślałam kompletnie o Rosji!!!) jest taka sunia, może uda się ją kupić... I udało się! W niesamowicie śnieżny, grudniowy poniedziałek, po 24-godzinnej podróży, przyjechało do mnie małe rudawe coś, co w przyszłości miało wyrosnąć na moją wymarzoną złotą afgankę z czarną maską... I tak oto zamieszkała z nami Pasja, czyli Vivat Sanraiz STORY OF PASSION, ur.17.10.2010 (Int.Ch. Sasquehanna CAMPARI x Ch. Vivat Sanraiz SHOULD BE PICTURE PERFECT). Za chwilę minie rok, odkąd Pasiutka mieszka z nami - przyjechała 20 grudnia :loveu: Taka była malutka, jak przyjechała: