-
Posts
3046 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by omry
-
Napędzik - niezłomny mały bohater za TM [*]
omry replied to case's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Aż głupio to mówić, ale jeśli Napędzik za trzy lata jeszcze będzie w schronisku i jeszcze będzie żył, to od razu po niego jadę.. Ale nie chciałabym tego. -
Napędzik - niezłomny mały bohater za TM [*]
omry replied to case's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
To mam mu kupić tylko to? Żadnych puszek, smakołyków? Czy może trochę smakołyków i za resztę całą ten preparat? -
Napędzik - niezłomny mały bohater za TM [*]
omry replied to case's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
To na niedowład będzie dobre? I ile bym musiała tego mu kupić, by były jakieś efekty? -
TOZ Oddział w POLICACH-szczeniaki,psiaki,kociaki i inne nasze zwierzaki.
omry replied to tatankas's topic in Już w nowym domu
Tylko, że u nas TOZ jest w siedzibie tylko we wtorki od 15-17.. I chyba tylko wtedy przyjmuje wyzwania. No nic, za tydzień pojadę do nich. Dziękuję za odpowiedź:) -
TOZ Oddział w POLICACH-szczeniaki,psiaki,kociaki i inne nasze zwierzaki.
omry replied to tatankas's topic in Już w nowym domu
To straszne.. Biedna psina. Dziewczyny, słuchajcie, dzisiaj przeczytałam ogłoszenie o wolontariacie w TOZ'ie w moim mieście. Na czym taki wolontariat polega? Tam było napisane, że to tylko jeden dzień w miesiącu.. To co to za wolontariat? A może to tylko spotkania są ten raz w miesiącu? Zła jestem, bo to wypada akurat w tej chwili, a ja nie mogę tam dziś pójść. Następna okazja będzie dopiero za miesiąc. Pójdę na pewno, ale może możecie mnie jakoś naprowadzić? Któraś z Was jest wolontariuszką w TOZ? -
Napędzik - niezłomny mały bohater za TM [*]
omry replied to case's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dzwoniłam do Karoliny, i ona powiedziała, że jakieś witaminki wzmacniające te łapki (kości, stawy?) by były okej, ale ja się w tym nie orientuję. Uszy, puszki też. -
Napędzik - niezłomny mały bohater za TM [*]
omry replied to case's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ah, zapomniałam napisać. Nie zgodzili się. Chcieliby pięknego, młodego i zdrowego psa. 280zł. Może zaproponujecie, co mu kupić? -
Napędzik - niezłomny mały bohater za TM [*]
omry replied to case's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Mamy ponad 200 zł. To niewiele, ale zawsze kupi się mu jakieś żarełko. Może macie jakieś pomysły na tą paczkę dla niego? -
Co za słodkie maleństwo.. Poproś o DS na jakichś adopcjach jamników, albo przynajmniej o to, by na swojej stronie ją ogłosili. Na pewno Ci pomogą. Trzymam kciuki!
-
Napędzik - niezłomny mały bohater za TM [*]
omry replied to case's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
W moim gimnazjum też tak było, ale LO to całkiem inna bajka:) -
Marsz (NIE) Milczenia- stop przemocy wobec zwierzą- SZCZECIN- 03.04.2011
omry replied to _Pixia_'s topic in Już w nowym domu
My również będziemy :) -
Napędzik - niezłomny mały bohater za TM [*]
omry replied to case's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
ZS1 w Stargardzie Szczecińskim, organizacja klasa I OD. Naprawdę zachęcam wszystkich do takich akcji, bo aż się gęba cieszy, gdy można coś zrobić dla takich bączków, jak Napędzik. Siedzę właśnie nad plakatami i ogłoszeniami. Ah, że nie wpadłam na to wcześniej! -
Napędzik - niezłomny mały bohater za TM [*]
omry replied to case's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Rozmawiałam wczoraj z Karoliną i wózek inwalidzki to nie jest dobry pomysł z tego względu, że Napędzik powinien jednak ćwiczyć te łapki. Ta akcja, którą planowałam odnośnie Napędzika strasznie się rozwinęła w ciągu jednej godziny lekcyjnej! Zaczęłam przemowę na godzinie wychowawczej. Kilka osób stwierdziło, że lepiej zbierać dla ludzi, ale nie dałam się i wyszło na moje. Oczywiście do niczego nie zmuszałam, tylko przytaczałam argumenty. Swoją drogą mam dar przekonywania. Padł pomysł, że zamiast zbierać pieniądze w klasie - upieczemy ciasta, ciastka etc i będziemy to sprzedawać na przerwach. W szkole jest to gwarancja sukcesu. Poszłam do dyrektora, który całkowicie nas poparł. Jutro rozwieszam plakaty i ogłoszę akcje w radiowęźle. Do tego akcja zostanie ogłoszona na apelu. Mało tego! Co miesiąc będziemy organizowały takie akcje. Napędzik jest psem kwietnia, a psem maja będzie inny, równie potrzebujący pies. Mam szczęście, że moja klasa jest zawsze chętna do takich rzeczy. Ale to ciągle nie wszystko! Historia Napędzika wzruszyła koleżankę z mojej klasy. Dwa miesiące temu, jak dobrze pamiętam, straciła labradora i chciałaby na niego przelać miłość. Zakochała się w Napędziku (jak można się nie zakochać?), ale jest moją rówieśniczką, więc ma 17 lat i wszystko zależy od jej rodziców. Wysłałam jej adres wątku tutaj. Wszyscy trzymajmy kciuki, a może za jakiś czas Klaudia zaszczyci nas swoją obecnością na forum i powkleja nam zdjęcia Napędzika z nową rodziną. Byłoby pięknie.. -
Napędzik - niezłomny mały bohater za TM [*]
omry replied to case's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Jak to możliwe, że nie zaiskrzyło?! Zaraz zadzwonię do tej Karoliny.. Ah, Napędzik.. -
Napędzik - niezłomny mały bohater za TM [*]
omry replied to case's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Słuchajcie, ja wpadłam na taki pomysł, żeby się złożyć z moją klasą na jakąś większą paczkę dla Napędzika. Klasa dziennikarska, same dziewczyny i jeden rodzynek - zawsze chętni do takich akcji. Musiałabym jednak zadzwonić do tej Karoliny, by wypytać, czy Napędzik nie potrzebuje czegoś szczególnego. Oprócz domu.. Jak myślicie? Dzwonić jutro normalnie? Czy może poczekać na wieści związane z tym domkiem? -
[quote name='zaba14']a co to parch ????[/QUOTE] Jakiś grzyb (narośl w sensie) według mnie, ale o co tej babie chodziło to się domyślać można jedynie.
-
A półtora roku temu w wakacje mój chłopak przyjechał do mnie i miał obdartą pięść. Nie chciał mi powiedzieć, co to, ale w końcu powiedział. On mieszka na wyjeździe z miasta, dalej już nie praktycznie nie ma, tylko długa droga i wioski. Ubierał kask i właśnie się do mnie wybierał. Wyjeżdża i zobaczył, jak czarną bullowatą ktoś wyrzucił z samochodu i odjechał. No to leci za tym Mercedesem i już prawie podjechał i żeby faceta zatrzymać zaczyna przyśpieszać, hamować i 'fakery' pokazywać, żeby faceta wkurzyć i żeby się zatrzymał, bo tak to mógłby sobie za nim jechać.. No to facet zjechał na bok, otwiera szybkę lekko i z sapami do Maćka. No to Maciek podchodzi do niego i zaczyna się drzeć, że ma wysiąść z samochodu i dopiero będą rozmawiać. Gościu nie chciał, no to co? Zaczął mu nawalać w samochód, już miał ciśnienie i tez pewnie nie panował nad sobą. Wtedy gościu wysiadł i ta bullcia właśnie dobiegła. No i tam wiecie: to nie nasz pies, odpier*** się gówniarzu' i zaczął Macka wyzywać. Ten nie wytrzymał i zaczął lać tego gościa. Bullcia zaczęła szczekać na Maćka i jakaś wieśniara wyskoczyła z samochodu wrzeszcząc, że oni zabiorą psa, ale ma ich zostawić. Wzięli tego psa, Maciek przyjechał do mnie. A ja co? Opieprzyłam go oczywiście, bo jakim to bezmózgiem trzeba być, żeby takim ludziom psa oddać z powrotem! Przecież na 100% pojechali dalej i tam tego psa wyrzucili.. To tak a` propos walenia po ryju ;)
-
W bloku obok mnie mieszka bardzo stara jamniczka. Naprawdę stara.. Ona już prawie nie chodzi. Co lepsza pogoda, to widzę ją, jak leży na boczku i wygrzewa się na słońcu. Czasem przyczłapie do mnie i do Toriki, to ją pogłaszczę. Bardzo fajna sunia i tak mi jej szkoda.. A do tego jamniczka, a ja uwielbiam jamniki. Ostatnio stała pod drzwiami od podwórka i obserwowała. Z naprzeciwka idzie taka pani, która też ma yorka, a Torika bardzo go lubi, więc się pocieszą do siebie zawsze, jak na siebie trafimy. No i ta jamniczka zaczęła człapać powolutku do Toffika, a jak ta babka zaczęła Toffikiem szarpać i wymachiwać nogami na tą jamniczkę, ta się przestraszyła i zaczęła uciekać. Ja się jej pytam, czemu to zrobiła, na to: Pewnie parcha ma jakiegoś, nie będzie mi psa dotykać', ja nic nie powiedziałam, jedynie miną dałam do zrozumienia, co o tym sądzę i pobiegłam za tą jamniczką. Wygłaskałam ją, żeby przestała o tym myśleć i z klatki wybiegł syn jej właścicielki prawdopodobnie, bo jej Pani taka bardzo stara już jest też i on się mnie pyta, czy to widziałam. No to mu mówię, że tak i że na takich ludzi nie ma rady. Bardzo byłam wściekła, ponieważ zawsze z tą babką gadałam i wydawała się być w porządku. Ale to widocznie tylko yoreczki mogą się bawić z jej pieseczkiem, bo inne to gorsze i pewnie parcha mają..
-
Napędzik - niezłomny mały bohater za TM [*]
omry replied to case's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Świetnie! Oby to był wymarzony dom Napędzika.. -
[quote name='corrida']Taki offtop... czasami boli, zwłaszcza jak wet spapra robotę.[/QUOTE] W te wakacje usypiałam moją ukochaną szczurzycę. Mała była ze sklepu zoologicznego i miała jakiś uraz mózgu.. Przez jakiś tydzień walczyłyśmy. Wetka od razu powiedziała, że szanse są zerowe, bo po małej widać, choć nie wiedziałyśmy jeszcze, co się z nią dzieje. Ale chciałam spróbować. Codziennie rano pakowałam ją do koszyka i jechałyśmy rowerem na zastrzyki, pod kroplówkę i po witaminy. Przez te pięć-sześć dni co pół godziny robiłam jej masaże i dawałam wodę z miodem w strzykawce. Jednego z tych dni wetka uznała, że Fazi ma za długie zęby i trzeba przyciąć, bo zaczną jej się wżynać. Tym bardziej, że po sterydach była lekka poprawa. Przycięła za bardzo.. Strasznie musiało ją to boleć. Na drugi dzień wieczorem Fazi ledwo wywlokła się z klatki, położyła się obok mojej twarzy i zaczęła mi zlizywać łzy z powiek, po czym zasnęła. Byłam w szoku, przecież ona przez te kilka dni była kompletnie niewładna. Widziałam jednak, że gaśnie.. Spała tak całą noc, ja oczywiście nie zmrużyłam oka a rano pojechałam ją uśpić.. Nigdy nie czułam takiego smutku. Wetka dała jej najpierw znieczulenie. Nic to nie dało, więc dostała podwójną dawkę i zauważyłyśmy, że ona po prostu nie ma krążenia - zawartość strzykawki się wylewała z powrotem. Dostała dawkę dla średniego psa i dopiero powoli zaczęła zasypiać. Wetka jakby na siłę ciągnęła mnie, by dać jej ten ostatni zastrzyk, ale ja czułam, że ona jeszcze czuje, że jeszcze nie czas. Wzięłam ją na ostatni spacer i po około dwudziestu minutach przyszłam. Fazi dostała ostatni zastrzyk, znowu dawkę dla średniego psa, ale wetka chyba źle trafiła igłą, bo w jakiś grubszy fragment skóry i było słychać, jak ona jej tę strzykawkę wbiła.. Wtedy Fazi lekko westchnęła.. To było okropne. Przed zakopaniem jej jakieś dwie godziny siedziałam na trawie tuląc ją do siebie. Mimo tego, że już miała zamglone oczy, ja myślałam, że ona dalej wszystko czuje, że się obudzi. Była pierwszym zwierzątkiem, którego śmierć przeżyłam. Była mi naprawdę bliska. Na samo jej imię zanoszę się płaczem. Drugiego takiego zwierzaka nie ma. Żadne inne zwierze nie było mi nigdy tak bliskie, jak ona. Ona była wszystkim.. Pluję sobie teraz w brodę, bo wiem, że ją męczyłam. Wiem, że mogłam ją wytulić i uśpić od razu, zamiast tak ją męczyć w tych ostatnich jej dniach. Bardzo tego żałuję i jest mi jej żal.. Nigdy więcej nie popełnię tego błędu, bo to najgorsze, co można zrobić zwierzakowi.
-
Czekoladowe szczenięta- jeszcze tylko jedna sunia czeka na dom!
omry replied to Mosia's topic in Już w nowym domu
To będą miały pięć tygodni, przecież to nic nie zmieni. Minimum osiem tygodni. Mosia, postaraj się porozmawiać z tymi ludźmi i weź suczkę do siebie. Chyba zdajesz sobie sprawę z tego, jakie to ważne? -
Czekoladowe szczenięta- jeszcze tylko jedna sunia czeka na dom!
omry replied to Mosia's topic in Już w nowym domu
I Ty, bohaterko, zgodziłaś się na odebranie szczeniaków matce po czterech tygodniach? Może spróbuj się dogadać z tymi ludźmi, że CHOCIAŻ na te dwa-trzy tygodnie weźmiesz suczkę do siebie? Może się zgodzą, jeśli im powiesz, że to dla dobra szczeniąt. Skoro już się podjęłaś opieki, to zrób wszystko, by skończyło się to dla nich jak najlepiej. -
Nie no kurde mać, trzymajcie mnie! Skończyłam lekcje i postanowiłam pojechać do domu mojego chłopaka po Iwana, zabrać go na spacer i pójść po niego do szkoły, ponieważ kończył dwie godziny później niż ja. Tak też zrobiłam. Fajne słoneczko, chodziliśmy parkami z Iwankiem, wszystko super. Gdy przystanęliśmy na chwilę na takim zielonym placu, gdzie się spuszcza psy, podszedł do nas jakiś straszy facet i pyta się, czy te psy to groźne są, bo na jego drodze do pracy rano psy biegają i on się boi, że go pogryzą, a tak to się na psa rzucą, a nie na niego. Rozmowa trwała, próbowałam do rozumu przemówić, a on się tylko patrzył na Iwana. Nagle pyta, czy zapnę Iwana na smycz a on go TROCHĘ PODRAŻNI, żeby zobaczyć jak Iwan reaguje na takie rzeczy. Na początku uznałam, że on żartuje i powiedziałam, że nie radzę. Okazało się jednak, że on tak na serio.. Szczena mi opadła i nie wytrzymałam. Powiedziałam mu, że powinien się leczyć, zawołałam Iwana i poszłam. Krzyczał coś później, że i tak sobie takiego kupi itd. ale uznałam, że nie będę się nawet obracać. Takich ludzi to kastrować tylko..
-
[quote name='sachma']tylko że pudel to nie jest łatwy pies :P jak się nie ogarnie na początku jego inteligencji (ja nie ogarnęłam) to zaczynają się kłopoty z włażeniem na głowę ;) bo pies symuluje ból brzucha, żeby spać w łóżku, albo żeby go ponosić trochę po schodach zaczyna utykać ;) no i szata - albo się ścina raz na jakiś czas, albo przedłużeniem naszej ręki staje się szczotka :P to bardzo aktywne psy - kochają ruch. Jak pudel to po przebadanych rodzicach - przede wszystkim rzepki, pra. Średnie i duże powinny mieć jeszcze HD.[/QUOTE] A to nie tylko pudle. Osobiście znam dwa symulujące psy. Moim zdaniem to raczej zależy od tego, na ile pies jest cwany :D Sara, kundel, który miał być owczarkiem niemieckim, gdy tylko usłyszy pytanie, czy boli ją ucho, to kładzie się na ziemi, łapy bierze na ucho i piszczy. Skąd jej się to wzięło? Moja Torika udaje, że kuleje przy wyjściu z domu, choć nie wiem czemu, bo i tak ją zawsze znoszę ze względu na jej wiek, ponieważ schodów mam dużo.
-
[quote name='some']dziewczyny przepraszam za offa.. psy mi sie pogryzly :( znaczy nie wiem kompletnie co sie dzialo w domu pod nasza nieobecnosc... przyjezdzam o 18 do domu i od wejscia widze na polbruku krew... wszedzie krew, ktora ktos probowal zmyc. a to moj TZ chcial przed moim przyjsciem wszystko posprzatac.. Muszek nie ma nic, zadnych sladow. Avenusia ma ucho nadgryzione w jednym miejscu (wlasnie jest u weta)- od jednego ugryzienia w ucho wielkosci 2 cm wszystko zalane krwia (reszte zdazyl TZ posprzatac).. najgorsze jest to ze nie wiemy kompletnei co sie stalo, ktory pies jest winny. z tego wszystkiego Muszek nawet metalowy plotek powyginal i uciekl do sasiadow... nie wiem, moze podczas zabawy zlapal ja za mocno (ale czy to mozliwe?) moze wykopal kosc a ona chciala mu zabrac? ale zeby pies suke pogryzl? pies ktory siega jej do lokcia???? jest przestraszony- lezy teraz wkorytarzu i nawet na mnie nie patrzy. szlag mnie trafia, ze tego nie widzialam, ze nie wiem ktory pies zaczal itp...[/QUOTE] Jak mój szczur stracił pazurka, to mój pokój wyglądał, jakby odgrywali tu scenę do 'teksańskiej masakry', czy czegoś w tym stylu, więc może to tylko tak wyglądać. Nikt Ci chyba tu nic konkretnego nie powie, niestety. Musisz po prostu obserwowac zwierzaki.