-
Posts
5689 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by a_niusia
-
[quote name='kavala']No tak, ale jak raz nie spełnił tego zadania, to go zglebiłaś. Po co? Żeby go przestraszyć. Żeby się bał to powtórzyć. Czyli żeby się bał tobie sprzeciwić, czyli pies cię słucha bo boi się zrobić inaczej. Jeśli chodzi o uczenie czegoś za pomocą przysmaków, to przysmaki daje się tylko na początku, potem zamiennie z pochwałą a potem tylko stosuje się pochwały. W czym więc problem?[/QUOTE] moj pies to jest wychuchane od samego poczatku szczenie z dobrej hodowli. swietnie zsocjalizowane, dobrze prowadzone, od zawsze szczesliwe. wziecie za kark takiego szczeniaka nie napedza mu strachu, ale jest jednoznaczna informacja: zrobilas bardzo zle i tak tez odebrala to moja suka. moja suka nie wraca do mnie, bo "boi sie nie wrocic". moja suka przybiega do mnie jako szczesliwe, pelne radosci stworzenie, ktore cieszy sie, ze do mnie biegnie. bo wiez, ktora mamy nie biegnie przez kieszen. ja nie mam zadnego problemu. kazdy moze uczyc swojego psa jak chce. co nie zm,ienia faktu, ze przed chwila znow spotkalam mega pozytywnie szkolonego labka-kopulatora i jego nieudolna wlascicielke z serem zoltym w woreczku.
-
[quote name='kavala']Podsumowując: wolę mieć psa, który będzie posłuszny z łakomstwa niż psa posłusznego ze strachu przede mną. Wolę, żeby podążał za mną licząc, że coś dobrego dostanie, niż dlatego, że się boi, że go złapię za futro i gleba. Metoda pozytywna jest równie skuteczna (znam kilka psów szkolonych tą metodą, odwoływalnych) a przynajmniej przyjemniejsza od twojej. A dobre relacje z psem prędzej zbuduje machając mu przed nosem workiem z jedzeniem niż strasząc go hałaśliwym łańcuchem lub glebiąc go gdy nauka idzie nie tak. Jeśli ktoś potrafi sobie poradzić bez przemocy, to po co jej używać?[/QUOTE] moj pies nie podaza za mna z lakomstwa. w ogole za mna nie podaza-ma inna nature. kiedy przybiega na gwizdek lub wolanie to nie dlatego, ze sie boi. po prostu dlatego, ze chce spelnic swoje zadanie. to jest mega urocze jak leci do mnie szczesliwa, z wywalonym jezorem...a jak do niej wolam "dobra dziewczynka" czy inne tego typu rzeczy, to nakreca sie tak, ze jak juz przybiegnie, to klate wypina jak super bohater. generalnie jestesmy ze soba strasznie zwiazane. i bynajmniej nie przez kieszen. nie popieram przemocy wobec zwierzat i nie stosuje jej w wychowaniu mojego psa. jesli ktos uwaza, ze zlapanie gnojka za kark jest przemoca i rzutem psem o ziemie, to ok, ma do tego prawo. ale tak samo ja mam prawo uwazac, ze budowanie z psem wiezi przez pelna kieszen, jest idiotyczne-co jak zabraknie kieszeni? i chyba kazdy ma prawo do swojego zdania, co? szczegolnie, ze zauwazcie: ja wam naprawde wierze, ze macie spoko wychowane psy i nie pozwalam sobie na wycieczki personalne-nie znam ani was ani waszych zwierzat. a wy? no prosze was...argumenty "malo w zyciu widzialas", "ile masz latek", "nie poradzilabys sobie z ttb","popiskiwanie"...bez kitu to jest wlasnie defginicja dogomani:))) nigdy nie przyznawaj sie tuaj, ze rzyciles w psa scierka w kuchni ani ze lubisz milana:))) dwie podstawowe zasdady. a moze tak warto przyjrzec sie wlasnemu poziomowi kultury? to, ze ktos ma inne zdanie od was, nie znaczy, ze was obraza... wiec dajcie spokoj wycieczkom personalnym.
-
[quote name='margherita']no i widzisz mała, rzucasz sie jak ryba bez wody....bardzo łatwo Cie sprowokowac a to swiadczy o Twojej niedojrzałosci emocjonalnej i psychicznej sadzac po Twoich wypowiedziasz latek masz jeszcze niewiele wiec sie nie dziwie temu w jakiej formie piszesz.......dorosniesz to moze zrozumiesz o co nam chodzi. A jak nie to i tak mi to wisi Twoje małpy Twoj cyrk :evil_lol: Twoje słowa czyli mam rozumiec ze delikatnie bierzesz psa za futerko i z najwieksza ostroznoscia kładziesz go na boku na ziemie TAK?? :diabloti:[/QUOTE] mala, wprost przeciwnie...to ty tym postem pokazujesz jak skaczesz i sie rzucasz. nie: biore za ogon, krece w powietrzu i RZUCAM O GLEBE-tak masz to rozumiec. Mi rowniez wisi twoj cyrk, wiec zajmi sie wlasnymi malpami-niezaleznie od tego, ile masz latek.
-
[quote name='margherita']ja nie wiem co Ty robisz z psem ale napisalas ze zglebic to rzucic psa na glebe wiec odpowidam na to co Ty piszesz. A jesli chodzi o babcie ze gdyby miala wasy to moze wykrzesalabys troche pokory wobec zycia bo to co zrobilas ze swoim psem to jest kropla w morzu i uwierz mi ze bardzo duzo rzeczy jeszcze nie potrafisz robic z psami. JAk pisalam wczesniej mnie sie tez kiedys wydawalo ze umiem wszystko bo potrafilam wychowac swojego psa a el to byl tylko jeden pies wiec nie muszisz sie denerwowac tylko dokladnie przeczytac jakie inni maja doswiadczenia i ewentualnie zapamietac bo moga Ci sie rady przydac w przyszłosci[/QUOTE] gdzie napisalam "rzucic psa na glebe"? w ktorym miejscu? troche chyba przeginasz palke insynuujac, ze rzucam swoim zwierzeciem. poza tym...kropla, ale moja kropla, nie inteteresuje mnie twoje morze, bo nie obcuje z nim na codzien.
-
Ja nie ciskam w psa czym popadnie ani tez nim nie rzucam o glebe. moj piest nie zyje wstadzie, ale w rodzinie, wiec...gdyby babcia miala wasy.
-
Moja suka ma prawie 11miesiecy-jest mlodym, szalonym jeszcze stworzenie, lubiacym sie podniecac z byle powodu. Nie, metoda nie zawodzi. Po prostu work in progress. Jako szczenie strasznie ciagnela na smyczy. Teraz juz tego nie robi-bez kantakra, ktory uwazam za metode bezsensowna i bez zarcia podtykanego jej pod nos jak uczono w psim przedszkolu. Nigdy nic nie napisalam na temat psow z tego forum-co wiecej, watpie, zeby na forum siedzialy psy. Do wlasccieli psow, ktore siedza na tym forum tez nie napisalam niczegho personalnego: ani o nich ani o ich psach ani o metodach, ktore stosuja. Nie mniej jednak psy, ktorych codziennie spotykam bardzo duzo, sa nieposlusznune, podbiegaja do kazdego psa, gonia rowerzystow, ujadaja na psy zza plotu. I byc moze mialabym to gdzies, ale konsekwencje tego dotykaja bezposrednio mnie i mloda. i prawie zawsze: czy to na 100% czy 99%-jusz nie wynikajmy, wlasciciel psa, ktoremu ma sie chec zasadzic kopa, wyciaga woreczek i macha zarciem. I kogo nie zapytasz-psie przedszkole czy szkolka, ktorych jest po prostu od cholery. Owszem, uwazam, ze w Polsce nie ma psich behawiorystow. A jesli sa, to bardzo nieliczni. Za za to nieudolni treserzy po kursach korespondencyjnych, ktorzy nie znaja nie tylko behawioru psa, ale nawet podstaw fizjologii. I nie zmienie zdania. Jednoczesnie mam w domu szczesliwego, kochanego, mlodego wyzelka, ktory na dzwiek gwizdka zawraca w miejscu nawet jak ma chec pogonic sarenke i leci do mnie na lep na szyje szczesliwy i dumny: wykonal zadanie. Mam psa, do ktorego moge miec zaufanie, bo jest w 100% odwolywalny i to pozwala jej na bycie szczesliwym, wybieganym i spelnionym psem, ktorego wszystkie pasje i zainteresowania sa rozwijane. I to tyle.
-
moze kilka uwag ogolnych: ster jest wyzlem, a ja nigdy w zyciu nie rzucilam lancuchem w psa. warto czytac uwaznie...
-
[quote name='kavala']A już myślałam, że to tylko ja odniosłam takie wrażenie. A gdy się ma inne zdanie to a_niusia robi się agresywna i niemiła.[/QUOTE] wiesz co... ja mam owszem, swoje zdanie. ale to wy w tym watku na mnie naskoczylyscie. ja na wycieczki osobiste wzgledem ludzi, ktorzy inaczej wychowuja swoje psy, sobie nie pozwalam. dopoki bowiem te psy nie wchodza mi w droge, mam to gdzies.
-
ja natomiast odwaze sie stwierdzic, ze mam psa odwolywalnego w 100%. nie odwaze sie stwierdzic natomiast, ze moj pies nigdy mnie nie pociagnie na smyczy czy ze nigdy nic nie zezre z trawnika, jesli tego nie widze. ale tak, moja suka jest w 100% odwolywalna. jesli zas chodzi o moj styl wypowiedzi, to wybacz, ale w tym watku kazdy jest tak na maksa przekonany o swej racji, ze daruj sobie wycieczki osobiste i teksty o egocentryzmie. chyba za bardzo sie nie znamy. jesli ktos komus cos insynuuje, to chyba jednak nie ja tobie:) i tak owszem, uwazam, ze mam powod do dumy.
-
TTB to nasza najblizsza rodzina... suka wychowywana nieco inaczej niz moja, bo jest wiadomo, jest inna. jednak schemat ten sam. schemat, w ktorym bynajmniej nie chodzi o pomiatanie psem. ja swoim psem nie pomiatam. taaa mam psa bojazliwego, wpatrzonego w pancie...dawajcie dalekj, to dosyc smieszne. i dziekuje za zyczenia szczescia... wiadomo:))) wyszloby mi tylko z jednym psem, bo nie jestem super specjalista z dogomanii:)))) tylko tobie wyszloby z kazdym:))))
-
za futro i gleba. a teraz wolajcie toz.
-
ma 100% przywolanie. bo zostala tego nauczona, a proba buntu zduszona w zarodku. owszem, nie bylo to krzykniecie. wezwijcie TOZ, bo to przemoc.
-
[quote name='kavala']A można wiedzieć jak karcisz swojego psa i skąd on wie za co dostaje karę? Ja głównie mam do ciebie pretensję za to, że stwierdziłaś że 100% psów uczonych metodą pozytywną jest nieposłusznych, co jest nieprawdą i złośliwym komentarzem w stosunku do wielu osób na tym forum, którzy stosując tą metodę mają posłuszne psy.[/QUOTE] moj pies nie jest karcony za nieprzychodzenie, bo jest w 100% odwolywalny. to chyba ucina wszelkie dyskusje na ten temat. nie znam waszych psow, naprawde nie obchodzi mnie, jak je wychowujecie. jednak owszem, 100% psow, ktore spotykam na spacerach, ktorych wlasciciele przysnaja, ze chodzili z nimi do psiej szkoly "pozytywnej", ktorzy maja ze soba wyzej wspomniane parowki, ma nieodwolywalne, niewychowane zwierzeta.
-
i konkretnie na co jest to argument? zwykle wychowujemy SWOJEGO psa a nie psa wujka jozka.
-
moj pies NIGDY w zyciu przede mna nie uciekal, a jesli bawimy sie w berka, to obie wiemy, ze to jest zabawa.
-
z dwa razy mi sie zdarzylo isc po psa i go centralnie zglebic wrod grozb publicznosci, ze wezwa towarzystwo opieki nad zwierzetami. zadnego berka nie bylo. jesli chodzi o rzut lancuchem: nie rzucasz, kiedy pies sie bawi i nie chce wrocic. to jest metoda, ktora rozwiazuje konkretny problem. rzucasz w momecie, gdy pies sie zrywa i jest w trakcie biegu np do innego psa.ja nadal widze, ze mloda ma na to ochote, ale teraz wystarczy krotkie i ostre "gdzie?" i po zawodach. jesli pies skacze wokol czowieka, ktory sobie tego nie zyczy, zaczepia innego psa, ktory sobie tego nie zyczy, jest w trakcie zabawy i nie reaguje na wolanie zaden lancuszek na to nie pomoze. generalnie uwazam, ze jesli ktos bawi sie z psem "w berka", bo nie umie sobie z nim poradzic, to jest na maksa nieudolny jako przewodnik.
-
jak pies nie przychodzi, to sie po niego idzie i go karci, a nie macha parowka przed nosem. krotka pilka.
-
nie sadze, zeby moj pies byl zbyt szczesliwy, gdybym gimnastykowala sie z jego posluszenstwem do 3 roku zycia. wiem, ze jest wielu wlascicieli, ktorzy sadza, ze pies po jakims czasie "nauczy sie przychodzic, jak dorosnie", a pies najlepsze lata zycia spedza na smyczy lub lince. ja wiem, ze na dogo panuje poglad, ze psu trzeba rzucac pileczke, ze psa mozna wybiegac na lince...ale nie wyzla. dla wyzla zycie na lince to frustracja i kalectwo umyslowe.
-
taaaa... rasy moga byc "pozno dojrzewajace" moga byc "z natury uparte". nie mniej jednak latka na sile przypieta danej rasie nie jest dla mnie zadnym usprawiedliwieniem nieposluszenstwa.
-
wyzto pies, a nie ser dlugo dojrzewajacy:)
-
no no juz mi o takich nadziejach mowiono: "zobaczysz skonczy 5 miesiecy i bedzie sie buntowac". pozniej miala skonczyc 8. teraz ile ma skonczyc? a jesli chodzi o 100% pewnosc... ja z tym tez sie nie zgadzam. zdaje sobie sprawe, ze to jest opinia kontrowersyjna. ale ja ufam mlodej w 100%.
-
no i wracamy do punktu wyjscia: uwazam, ze w polsce nie ma behawiorystow. sa treserzy, ktorzy znaja proste schematy...ale zeby nauczyc szczenie siadac nie jest potrzebny treser. problemem jest tez to, ze ludzie nie pracuja ze swoimi psami. kiedy ja udalam sie z moim nieco mlodszym niz 4miesiace szczeniakiem do przedszkola, ze zdumieniem odkrylam, ze to nie jest oczywiste, ze pies w tym wieku wraca wolany, ze umie siadac, warowac, a przede wszystkim wie i rozumie, kiedy wlasciciel czegos mu zabrania. podczas cwiczenia z zarciem rozrzuconym na ziemi "treserka" zauwazyla, ze moj pies siedzi i nie zwraca uwagi na to zarcie. podeszla iu zaczela mlodej je pokazywac...mloda nie kamikadze, zeby zezrec z ziemi cos, co lezy kolo mojej stopy. za plotem terenu byly spuszczone psy...zero reakcji na to, jak szczeniaki sie odszczekiwaly. mlodej nie wolno sie odszczekiwac psu za plotem. jako jedyny piesek niee pobiegla za grupa sie odszczekac-bylam z niej dumna. szczeniaki, ktore nie chcialy wrocic, byly lapane. masakra jakas. a jak przed sylwestrem poszlismy na trening z petardami mloda byla jedynym psem, ktory po uslyszeniu swistu zanim podjal decyzje co robic, spojrzal na nas i uznal, ze nie ma czego sie bac.
-
moja suka nie zostala nauczona polecenia "do mnie" lancuchem. czytajcie uwaznie. nie napisalam tez, ze jestem wrogiem metod pozytywnych. jestem za to wrogiem szkolen grupowych prowadzonych ta metoda przez "treserow" i innych samozwanczych behawiorystow po kursie korespondencyjnym. i zdania nie zmienie. jesli zas chodzi o proby pracy wyzlow...przedstawienie zaczyna sie od strzalu z bliskiej odleglosci. kto sie boi, nie podchodzi do innych konkurencji. kazdemu wolno miec wlasne zdanie i wlasne doswiadczenia. kazdy jest odpowiedzialny za wlasne zwierzeta. ale ja codziennie spotykam wlascicieli, ktorzy maja worek zarcia i nieudolnie wykrzykuja polecenia rodem z pozytywnej szkolki, podczas, gdy pies dawno powinien zostac zglebiony zanim nadzieje sie bezposrednio na moj but. wasze psy takie nie sa? super, moj tez nie. i na tym skonczmy moze przepychanki i argumentacje "malo w zyciu widzialas".
-
warto tez dodac, bo niektorzy zdaja sobie z tego sprawe srednio, ze pies nie wie, ze lancuch leci od panci. wie natomiast, ze spada kolo niego cos, co wydaje niemily dzwiek, a poniewaz u panci jest bezpiecznie, do panci wraca. to tak jak z obroza elektryczna-pies nie wie, ze to pancia ma pilocik. jesli jenak ma z pancia wiez, to nie pobiegnie w sina dal, ale do panci wroci. lancuch jest po prostu lzejsza forma takiej obrozy. samej obrozy my nie potrzebujemy mimo ze sa one powszechnie wykorzystywane w szkoleniu osow mysliwskich, bo po prostu nasz pies nie ma zlych nawykow.
-
pancia nie potrzebuje juz lancucha. szczegolnie, ze moj pies oklada pole na takie odleglosci, ze pudzian by nie dorzucil:)) ba...nawet batman. pancia ma gwizdek i go uzywa, kiedy chce, zeby pies wrocil. i pies wraca. w parku moge pojsc po psa i go zglebic jak nie wroci. na polu nie mam takiej mozliwosci. na szczescie mloda jest w 100% odwolywalnym stworzeniem. w pierwszym poscie napisalam, ze jestem wrogiem szkolen grupowych prowadzonych metoda pozytywna czy tez naturalna polegajaca na machaniu psu parowka przed nosem. jestem wrogiem wychowywania psa bez kar i zasad. i wybaczcie: ta sprawa nie podlega dyskusji dla mnie i nie potrzebuje, zebyscie mnie przekonywaly. skoro sama radze sobie z wychowywaniem mojego psa i jego socjalizacja, to, co dzieje sie w psich szkolkach prowadzonych przez treserow, mnie szokuje, nie swiadczy o tym, ze "malo w zyciu widzialam" albo "mam bojaziliwego psa". nie, moj pies nie jest bojazliwy-jest mlodym wyzlem z dyplomem 1st z prob pracy-bojazliwy pies prob pracy nie przechodzi. dajcie zyc innym, nier ma czym sie ekscytowac. szczegolnie, ze naprawde...nad moja suka mam 100% panowania w przeciwienstwie do licznych wlascicieli ze smaczkami w kieszeni.