Jump to content
Dogomania

a_niusia

Members
  • Posts

    5689
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by a_niusia

  1. [quote name='PaulinaBemol']mi sie wydaje że to leżenie to jest właśnie to zachowanie zastępcze...normalnie się nad tym nawet człowiek nie zastanowi a jak cos już nazwą i podciągną pod jakąś teorię... chyba że też się nie liczy to proszę o wyjaśnienie[/QUOTE] nie sadze. zachowanie zastepcze to raczrej jest zachowanie wlasciwe, ktore pies powinien przyjac w danej sytuacji. a lezenie to jst raczej forma kary-przynajmniej tak to odbiera pies d momentu az sie nie uspokoi. serio-zasliniony, trzesacy sie kundel, ktory ma az wytrzeszcz z podjary ale nie leci, bo mu zabraniasz, to nie jest zachowanie, ktore ktos by chcial widziec u swojego psa:)))
  2. [quote name='Tessi&Tola']zdaje mi się, że moje psy nie mają w zwyczaju robić nadinterpretacji komend - zresztą ja nie stosuję ich zbyt wielu, więc nie mają problemu z rozróżnianiem... na przywołanie psa jest imię po prostu... na odwołanie imię plus do mnie i tyle... więcej komend w tej opcji nie mam...[/QUOTE] ja na dworze szczegolnie w miejscu dobrym do pracy czyli w polu stosuje bardzo duzo komend-i glosowych i gestow dloni i gwizdow (np. krotki gwizd na zmiane kierunku, inny na odwolanie itd). wszystko zalezy od psa i od tego, czy to luzny spacer, czy spacer szkoleniowy czy tez pies naprawde jest w pracy. moja starsza suka pierwsze stojki robila do czajek jak byla szczeniakiem i jezdzila z nami na ekspertyzy, tak poznala komende "dooobrze, czajka, naprzod!!" i dzieki temu do tej pory wie, ze czajka to jest ptak, ktorego mozna samodzielnie wypchnac i nie czekac na zwolnienie ze stojki. nastepnego roku zrobienie ekspertyzy zajmowalo o polowe mniej czasu i znacznie mniej trzeba bylo sie nachodzic majac takiego zawodnika w druzynie. my dla naszych psow znalezlismy dosc szerokie zastosowanie w naszej pracy zawodowej, dlatego znaja one sporo komend "terenowych". poza tym w wolnych chwilach szkolimy je pod katem typowo mysliwskiej uzytkowosci mimo ze nie jestesmy mysliwymi. oczywiste jest, ze pies, ktory spedza bardzo duzo czasu w terenie, musi miec pewne rzeczy wypracowane i nikt nie bedzie szukal szarpaka ani smakolykow, zeby gdzies nie polazl ani gdzies nie wpadl. nikt tez nie bedzie przekonywal ich smaczkami, zeby sie nie odszczekiwaly wioskowym kundlom przy plotach. nie to znaczy nie. inaczej nie jestes dostatecznie dobrym kundlem, zeby isc z rodzina w teren:)) reasumujac: kazdy wychowuje swoje kundle jak mu sie podoba i wszystko ok dopoki to jest skuteczne. u mnie w pelni sie sprawdza taki system wychowawczy.
  3. [quote name='motyleqq']powtórzę raz jeszcze: nie pisałam o proponowaniu w zamian smaczka czy zabawki.[/QUOTE] a co bys zaproponowala psu w takim stanie w zamian? albo inny przylkad: pogon za sarna. nawet zatrzymany w pore obroza elektryczna pies po powrocie do przewodnika nic od niego nie chce. ma gleboko kazda propozycje przewodnika dopoki nie zaliczy gleby na ziemie-dlatego psa uczy sie uspokajania sie w lezeniu, zeby potem umial to robic sam, nie polezy i nie uspokoi sie slyszac d przewodnika "feee, sarna, brzydko". pies, ktory sie trzesie, jest w innym swiecie, nie wrozi na ziemie, kiedy przewodnik mu "cos zaproponuje", ale mimo swojego stanu emocjonalnego powinien byc w stanie ogarnac sie umyslowo slyszac "nie wolno ci tego robic, przestan!!!". nie wiem, czy kiedys widzialas psa w takim stanie, ale mysle, ze gdybys zobaczyla, to zrozumialabys o co mi chodzi.
  4. [quote name='motyleqq']chyba się nie zrozumiałyśmy. napisałam, że wolę powiedzieć 'stój' tudzież 'czekaj' zamiast 'nie leć do wody'. nie widzę sytuacji, w której nie da się dać czegoś zamiast. zamiast darcia mordy, można zaproponować ciszę. zamiast skakania, zwykłe 'siad' itd. kiedy niby nie można zaproponować czegoś zamiast? [/QUOTE] a to juz ci nakreslam sytuacje: pies z poteznym instynktem mysliwskim robi stojke do kotka. jeszcze chwila i go pogoni. albo nie pogoni, bo jest na smyczy, ale za to wyciagnie ci reke tak, ze bedziesz tydzien ja czula lub tez przeorasz kolanami po drodze. pies mysliwski stojacy w twardej stojce to jest tak jakby pies w innym swiecie-nie wezmie od ciebie smaczka, nie bedzie zainteresowany twoim dobrym slowem, nie bedzie chcial twojego szarpaka, pilki ani niczego, co mu bedziesz chciala zaoferowac w zamian. taki pies po prostu stoi nieruchomo i drzy. ewentualnie moze sie dodatkowo slinic z emocji (nie dlatego, ze chce zezrec kotka). albo np. pies, ktory chce nastukac swojemu ziomkowi. sa psy, ktorym mozna cos zaproponowac w zamian. ale sa tez takie, ktorym przede wszystkim nalezy pomoc wrcic do swiata zywych, uspokoic sie, zabronic ataku a dopiero nastepnie mzna wyjsc z propozycja:)))
  5. [quote name='Katerinas']hehe Sorki... ale równie dobrze można powiedzieć "do mnie ty gnojku, bo Ci wleje" ;) Moim zdaniem nie ma jakichś reguł. Ty mówisz "o mnie", kto inny mówi "wróć" i jest to mało istotne. I nie widz ę niczego wulgarnego w słowie "wróć". Ważne aby działało. Bo psa można nauczyć przychodzenia równie dobrze na "wracaj" ;)[/QUOTE] kazdy moze wolac swoje psy jak tam chce. ja napisalam, jak to wyglada u nas. glownie uzywamy i tak gwizdka, bo moje psy z racji rasy naleza do tych daleko oddalajacych sie. najwazniejsze, zeby przywolanie bylo skuteczne w kazdych warunkach. nie napisalam tez w slowie "wroc" jest cos wulgarnego. po prostu moje psy odbieraja to tak, a nie inaczej. przywolanie mamy zrobione swietnie, a o to chodzi...
  6. dla moich psow "do mnie" tzn "chodz tu grzeczny pieseczku i nawet dam ci ciasteczko, wszyscy sa mili i grzeczni". natomiast "wroc" tzn "wracaj tu gnoju, bo widze, ze cos zlego chodzi ci po glowie, albo widze, ze cos zlego robisz". po "do mnie" piesz brzybiega wesolutki, po "wroc" skruszony "ja nic zlego nie robie, zobacz, jestem grzecznym pieseczkiem". ja nie uzywam za bardzo wulgaryzmow, nie bluzgam za bardzo do psow. po pierwsze nie widze potrzeby, po drugie jakos tak przez cale dziecinstwo moj stary tlukl mi do glowy,ze to nie przystoi, wiec zamiast "kuuu chodz tu" krzycze "wroc":))) jasne?:))) dodam moze jeszcze, ze "wroc" nawet powiedziane u nas spokojnym tonem oznacza "zarty na bok".
  7. [quote name='motyleqq']uczenie na smaczki nie wyklucza się z rozumieniem komendy 'nie wolno' :) chociaż ja zamiast mówić czego nie wolno, wolę powiedzieć co należy zamiast ;)[/QUOTE] ja natomiast bardzo ciesze sie, ze moje psy maja tak zakodowana te komende, ze nie musze im niczego zamiast proponowac. czasem po prostu zaproponoanie czegos "zamiast" jest niemozliwe.
  8. [quote name='Tessi&Tola']:crazyeye: jakoś mi się tak do tej pory nie kojarzyło... za to znam wiele bardziej chamskich i niektórych nawet używam:evil_lol:[/QUOTE] a ja jakos nie przypominam sobie, zebym do ciebie wolala "wroc":)))))
  9. tez mialam podobna sytuacje jak zaba, ale nie wiem, czy nie troche gorsza, bo przyczajony tygrys byl wielkosci ratlera. polozyl sie na drodze. moj pies nie wiedzial o co chodzi, ale tez sie polozyl i w tym momencie "tygrys" wystartowal na pelnym speedzie swych nozek do mojej suki drac przy tym jape i szczerzac zeby niczym prawdziwy brytan polski. a moja suka lezala i czekala az nagle wstala i tak temu ratlerowi pogonila kota, ze chyba na dlugo zrezygnuje z przyczajki. oczywiscie moj pieseczek mimo ze wykazal sie srednia grzecznoscia, bo niezbyt pochwalam samsady na ratlerkach, przybiegl zaraz na gwizdek. a ratler nie. ratlera pani poszla szukac w krzaki i nie wiem, jakie byly jego dalsze losy.
  10. smaczki w kieszeni moga sie skonczyc ZAWSZE. serio ja nic nie mam przeciwko smaczkom, szarpakom, pilkom itd. dobra zabawa z psem jest spoko, nauka na smaczki tez jest ok. jesli chodzi o bieganie do wody: ja sama pozwalam psom na tpo bez ograniczen. mieszkamy nad rzeka, maja obczajone swoje ulubione zejscia do wody. ale sa takie momenty, kiedy nie moga z roznych przyczyn sie kapac i wtedy nie musze ich rano glodzic ani napychac kieszeni kielbaska. po prostu "nie kapiemy sie, bo pancia nie pozwala". oczywiscie nie mowie im, ze "nie moga sie dzis wykapac, bo wczoraj je wypucowalam pod prysznicem i jedziemy na wystawe" albo "ze nie moga sie kapac, bo ostatnio jakos sie ktoras drapie i nie jestem pewna, czy to nie od czestego plywania". mowie im "nie wolno tam chodzic" i nie biegaja po lace od strony rzeki. oczywiscie, jesli ktos woli miec kieszenie tluste od kielbaski itd to szystko jest zajebiscie dopoki mu z ta kielba w spodniach wygodnie i dopoki pies jest grzeczny. jednak ja uwazam, ze jesli pies tak funkcjonuje, to czegos zabraklo w jego wychowaniu. nie moj pies, nie moja sprawa. dlatego na tym forum pisze o swoich psach. ja nie wyobrazam sobie zycia z psem, ktory nie rozumie komendy "nie wolno". i dlatego tak, a nie inaczej wychowuje swoje psy. z dobrym skutkiem.
  11. ja uzywam komendy "do mnie", gwizdka oraz chodz. "do mnie" i gwizdek oznaczaja "wracaj tu w podskokach, "chodz" oznacza "zmieniamy kierunek i tobie tez to radze". "wroc" tez uzywam, ale jest to bardzo chamska w odbiorze komenda. starsza suke jestem w stanie przywolac nawet palcem, co czesto praktykowalam, kiedy mlodsza byla gnojkiem i chcialam, zebysmy razem sie jej schowaly. oczywiscie wiadomo, ze wtedy pies musi mnie widziec.
  12. [quote name='Kasi i Lena']a_nusia - Oczywiście, nigdy nie byłam zwolennikiem prowadzania psa na sznurku;) mało tego uważam że każdego psa można nauczyć przychodzenia na komendę jeśli się właśnie tego nie popsuje. Nie wierzę że niektóre psy są nieodwołalne, to raczej lenistwo właścicieli.[/QUOTE] nie, to niekoniecznie lenistwo. bo w sumie wiecej trudnosci sprawia wieczne prowadzanie psa na sznurku niz mozliwosc spuszczenia go luzem. przynajmniej z mojej perspektywy, a ja mam dwa duze psy, ktore naprawde potrzebuja ogromnej ilosci ruchu i godzinka z pileczka to dla nich najwyzej rozgrzewka. ludzie czesto nie umieja stworzyc odpowiedniej wiezi z psem, robia kupe bledow na poczatku, frustruja sie itd. dla wielu psow pierwszy raz na lince oznacza cale zycie na lince, bo wlasciciel zamiast isc po psa i go poinformowac, ze zle robi nie przychodzac, ciagnie za linke i psa przyciaga. pomijajac juz fakt, ze dla wiekszosci psow, ktore cale zycie sa linkowane, spuszczenie z uwiezi oznacza nisamowity fun i wtedy nie dziwota, ze psa trzeba 3 godziny lapac 5osobowa oblawa. moj tata zawsze sie smieje, ze moje psy umieja liczyc, bo jak widze, ze ktorys w innym swiecie, to mowie "do mnie" i dodaje 'raz...dwa..." nigdy wiecej niz do trzech nie zdarza mi sie liczyc. dlaczego? bo pies wie, ze powrot do mnie jest zajebisty, a jesli ja bede musiala pojsc po psa to nie bedzie milo. kilka krotkich lekcji z dziecinstwa:)))))
  13. komenda "rownaj" jest akurat w pelni wyuczalna za pomoca smaczkow czy zabawki. zwykle szczeniaka nie trzeba uczyc "metoda negatywna" obojetnie, co to dla kogo znaczy. ja swoje szczenieta wychowuje tak: robisz cos zlego, zstajesz odsuniety od zlej czynnosci i dostajesz ostre "fee", przestajesz to robic, jestes zajebisty, dalej sie super bawimy. nie przestajesz? zostajesz zlapany za kark, ale po kilku sekundach znow jest zajebiscie-nie chowamy urazy, natychmiast wracasz do moich lask. nic do ciebie nie mam, jestes moim najlepszym na swiecie papisiem. mialam cos tylko do twojego zachowania. jakis czas temu, byc moze troche za pozno, bo jakos wczesniej nie mialam okazji, przeczytalam te trzy ksiazeczki mrzewinskiej, ktore kraza po allegro za grosze w trzypaku. i ona taki proces karcenia szczeniat jaki ja stosuje, rowniez pochwala. pisze o tym troche inaczej. porownuje to do teo jak matka karci szczenie. lapiesz za kark, ale nie boczysz sie na szczeniaka. szczeniak tak jak u matki w kojcu natychmiast po zaprzestaniu zlego zachowania wraca do lask. tak jest i u mnie w domu. kto musi, swoje obrywa, ale i tak CIAGLE I NON STOP jest zajebiscie, bo takie wlasnie powinno byc zycie szczeniaka. i nie nazwalabym tego "metoda negatywna". raczej rozsadna. po prostu nie oferuje szczeniakowi ciastka za to, ze przestanie gryzc mojego buta:)))
  14. [quote name='Kasi i Lena']Niekoniecznie, ja na smaczki uczyłam moją kundlice przychodzenia na komendę. Półdiable było pod tym względem okropne, trochę smaczków, linka i piesek załapał. Później zakodował sobie w główce że trzeba przychodzić jak wołam i od jakiś ponad 3 lat przychodzi bez smaczków.[/QUOTE] przychodzenie na komende to nie jest zakaz robienia czegos, ale komenda, ktora ma kojarzyc sie z czyms przyjemnym. pies ma przychodzic nawet jesli zrobil cos zlego. np. cos zezarl. wymaga to nie tylko odpowiedniego nagradzania, ale takze samkontroli, kiedy np. przychodzi do nas pies unorany w gownie czy padlinie. moje psy np. wiedza, ze obojetnie, co sie wydarzylo, nawet jesli wiedza, ze zrobily cholernie zle, przyjscie do przewodnika jest i tak najlepszym wyborem, ktorego mozna dokonac. oczywiscie, ze przywolania uczymy pozytywnie. ale tez egzekwujemy przywolanie, bo inaczej pies na sznurku spedzi cale zycie. [quote name='motyleqq']właśnie tak, jak napisała Kasi ;-) nagradzać trzeba umieć. jak się dobrze nagradza, to wcale nie trzeba mieć przy sobie zawsze smaczków.[/QUOTE] hahaha sugerujesz, ze nie umiem nagradzac psow?:))) u nas to funkcjonuje tak: zycie psow podzielone jest na prace i zabawe. jednak i podczas pracy i w czasie zabawy istnieja komendy, ktorych pies musi przestrzegac, bo sa to komendy nadrzedne. pierdwsza z nich to "do mnie" lub gwizdek druga to "nie wolno"/"fe"/"przestan". pierwsza jest oczywista, druga chyba dla niektorych nie. na druga komende pies musi przestac robic to, co zdaniem przewonika jest niedozwolne. i ma to zrobic niezaleznie od tego, czy jadl sniadanie lub czy mam ze soba smaczki. dlatego jesli nie chce, zeby kundle kapaly sie w rzece, to im zabraniam. nie wolno, to nie wolno. korzysci z tego, ze nie wolno nie musza wystapic. nie wolno tez gonic kotow, oodszczekiwac sie przy plocie, zaczepiac ludzi, wbijac do ogrodu sasiadow nawet jak wolaja i wlasciwie w kazdej chwili zycia moze wyniknac nwa czynnosc, ktorej nie wolno robic, miejsce, do ktorego nie wolno wchodzic. poza nagradzaniem trzeba umiec psu zabronic tego, czego nie zyczymy sobie, zeby robil. musimy umiec to zrobic niezaleznie od tego, czy mamy smaczki czy nie, bo to zabranianie bardzo czesto samo w sobie jest juz czynnoscia "awaryjna" wiec "nie" znaczy nie" teraz, natychmiast i zawsze.
  15. powiem ci, ze to widac. moze nie dlatego, ze jest jakas tlusta, ale latem wygladala bardzo fit, wiec dlatego wlasnie zapytalam. jak pies jest cale zycie tlusty, to 1,5 kg nikt nie zauwaza, a tak to sorry...kazdy to zauwazy:)))
  16. [quote name='motyleqq']wiem że zmieniliście temat na pseudo, ale nie mogę się powstrzymać ;) a jeśli ten przegłodzony pies faktycznie wybierze pobyt przy właścicielu zamiast skąpanie się w rzece, to gdzie tu jest nieskuteczność?[/QUOTE] jesli pies bedzie najedzony lub kieszenie puste to pojdzie sie wykapac. proste, co?
  17. ja w ogole nie uzywam flexi, bo nie znajduje da niej zastosowania w gospodarstwie domowym. psy mam odwolywalne, grzeczne, dobrze wychowane i dogadujace sie z kazdym kundlem, ktory nic do nich nie ma. co wiecej jak jakis taki kundel do nas podleci, to mam to gdzies. co wiecej bez smyczy chodza prawie non stop. ale jakos kumam, ze inne pieski niekoniecznie sa takie jak moje...
  18. w kazdej miejscowosci w polsce sa miejsca, o ktorych wszyscy wiedza, ze psy tam biegaja luzem i szczerze watpie, zeby ktos wbijal tam i wzywal straz miejska, bo sa tam psy. takie miejsca sa potrzebne, bo pies to czesc spoleczenstwa i gdzies jednak wybiegac sie musi. sama mam psy, ktore, zeby sie wybiegac i zmeczyc, potrzebuja bardzo duzego, otwartego terenu i to nie obojetnie jakiego terenu, bo rownie wazne jak przestrzen sa da niec bodzce wechowe. i dlatego nie zabieram je na takie spacery, jakich potrzebuja, a nie chodze na laczke w centrum miasta ani tez nie wypuszczam ich do ogrodu w ramach substytutu. i nie rozumiem ludzi, ktorzy chca, zeby pies "pobiegal" i w tym celu ida na spacerek na skwerek miejski czy inne zielone miejsce na osiedlu, gdzie ja co najwyzej poszlabym moje psy odlac, gdybym musiala. dodam, ze mam psy, ktore maja w dupie obce pieski, ich pileczki, ludzi czy co tam chcecie. ale nie o to chodzi: ani dla moich psow ani da mnie "osiedlowe" spacerki to nie jest zaden fun. i serio strasznie przykre musi byc zycie psow, ktorych egzystencja polega na tym, ze laza po zasranych miejskich trawnikach i jeszcze do tego moga oberwac od kogos kopa, kiedy szukaja sobie rozrywek. ludzie w ogole nie rozumieja, ze jesli druga osoba bierze na nasz widok psa na smycz, tzn ze my powinnismy to zrobic. ja nie zawsze to robie. czesto po prostu zmieniam trase spaceru, zeby nie stresowac niepotrzebnie drugiej strony. ostatnio moja matka wziela na smycz swojego psa, bo z przeciwka szla babka z duzym, czarnym kundem. pies mojej matki ma kilku kumpli, z ktorymi sie bawi, moje kundle, z ktorymi uprawia kontrolowane walki psow i reszte psiego swiata odkad nie jest juz papisem ma w dupie-ten pies wychodzi na spacery, zeby bawic sie z moja matka. wziecie psa na smycz bylo sygnalem "moj pies nie bedzie bawic sie z pani psem, prosze nie pozwolic swojemu psu podchodzic do nas". na co babka zanim zawolala psa, dala mojej mamie wyklad o agresji smyczowej i o tym, ze jak jeden pies jest na smyczy a drugi nie to zwykle ten na smyczy rzuca sie na tego luzem. my natomiast poinformowalysmy ja, co oznacza zapiecie psa na smycz i dlaczego powinna swojego natychmiast zabrac. ale watpie, ze zajarzya, gdyz widac, ze byla fanka psich przywitan, bo do mojej suki tez pozwoila mu podejsc, co skonczylo sie porzadnym babskim opieprzem dla niego, bo niezbyt kulturalnie podszedl do przywitania z dama. sa tez inne skrajnosci. idziemy droga w parku, na lace jakas laska z dwoma borderami cos tam cwicza. moja matka specjalnie, kulturalnie rzuca swojemu psu aport na druga strone drogi, ja tez zawolalam psa, zeby trzymal sie bisko i im nie przeszkadzal, mimo ze byli stosunkowo dalego od nas. jeden border nawial wlascicielce i za nasz aport. no to kundel mojej matki poczestowal go kilkoma odglosami jak z horroru, wiec border w dluga. gosciowa go wola, pies ma ja w dupie. w koncu go dopadla. podobna sytuacja powtorzya sie jeszcze w innym miejscu w parku. tym razem lasce uciekly oba psy i podbiegly do naszych. co zrobila? podeszla do nas i mowi z pretensja w glosie "nie widza panie, ze my tu cwiczymy?!!!" na to moja starsza "tak, widze. i co bravo mam wam bic?":))))))))) kundli trzeba pilnowac i tyle.
  19. na dogo jak zwyke to samo. swojego kundla trzeba pilnowac, zeby nie dostal wpier... od innego kundla lub tez innemu kundowi go nie spuscil, bo po prostu z tego powodu mozna miec klopoty i zupelnie nie rozumiem, czemu niektorzy nie moga tego pojac. to jest banalnie proste i oczywiste.
  20. wiem-tez bym wolala kawke zapodac u siebie w chacie!!!
  21. [quote name='Filox']Nie rozumiem, co takie parcie na ten rodowód jest :) ? Sprzedawca, nie zapewniał mnie, że jest z rodowodem (z resztą na aukcji nic nie piszę o rodowodzie. A rodowodem był pewnie wziął, lecz decydował o tym czynnik, że w moim regionie były same "yorki" bez rodowodów, napisałem "yorki" bo jak porównuję zdjęcia psów (brak zdjęć rodziców) to różniły się od prawdziwych yorków. A aspekt drugi to cena :) Jak już ktoś sprzedawał z rodowodem to grubo za ponad 2 tyś :) A nie wiem co masz rodzica Rafcia (tego na trawie). Jeżeli o mnie chodzi to jak mój psiak będzie taki jak on to się będę cieszyć, uwierz mi. Widziałem na oczy o wiele brzydsze yorki.[/QUOTE] zgoogluj sobie rasowy=rodowodowy. tylko o to chodzi. zawsze to samo na tej dogomanii:))))
  22. no dobra...chcesz dyskutowac, ale o czym konkretnie? oczywiscie, ze to my ksztaltujemy nasze psy. tyle ze ja np. nie uwazam, ze we wszystkich przypadkach "brak nagrody" jest dostateczna kara i wspomine jeszcze raz artykul o kapieli w rzece, ktorego autorem jest marcin wierzba, bo sadze, ze to jest dobry przyklad. otoz: ja uwazam, ze jesli pies jest od szczeniecia dobrze prowadzony, to nie trzeba pozbawiac go sniadania, aby nie kapal sie w rzece. wystarczy mu po prostu tego zabronic. rozumiesz, o co mi chodzi? bo nie chce sie wymieniac argumentacja skoro w tym przypadku nie za bardzo w ogole wiadomo, o co w niej mialoby chodzic. [quote name='SkyeDQ']. - o frustracji-agresji: jeżeli działanie jednostki nie doprowadza do otrzymania nagrody lub jednostka otrzymała karę, której się nie spodziewała, zareaguje gniewem, a w gniewie rezultaty zachowania agresywnego będą miały wartości wynagradzające. Edit: Bardzo przepraszam za spam w tym temacie, ale nie mogę się powstrzymać od kontynuowania tej dyskusji karac trzeba wlasciwie. mrzewinska w jednej ze swoich ksiazeczek opisala bardzo dokladnie przebiego wlasciwego karania szczeniaka. bardzo polecam.
  23. [quote name='Filox']@Tessi&Tola A Ty jakiej rasy psiaki trzymasz :P ? Te z avka może :p A wracając do tematu, zauważyłem. Ze Rafek nie chce załatwiać się w pokoju. Już nie chodzi o wyznaczone miejsce, tylko za każdym razem gdy mu się chce.. to idze na korytarz :) Takie ma jakieś upodobania. A klatkę kupuję jutro :) nie może w nocy po pokoju spacerować. Ale pieszczoch się już zrobił :D Wystarczy go wziąć na łóżku, zacząć głaskać to momentalnie zasypia na kolanach :)[/QUOTE] moje psy chodzily do kuchni. moze nie bylo to jakos skrajnie super miejscowa-teraz odkad kuchnia jest wyremontowana to w drzwiach stoi bramka i psom nnie wolno tam bywac. ale jak byly male to mialy tam rozlozona matke i sobie chodzily. w sumie lepsze to niz by mialy robic na dywac czy parkiet. po prostu rozloz mu mate tam, gdzie sobie wybral-to nawet wygodniejsze, ze sobie wybral miejsce sam. w nocy jak bedzie wolal to tez na siku do przedpokoju:)))
  24. jest cos takiego jak konkretna odpowiedz na zadane pytanie, oczywiscie. nie istnieje jednak metoda szkoleniowa odpowiednia dla kazdego psa. dlatego nie za bardzo wiem, jak w tym przypadku mam udzielic konkretnej odpowiedzi na to dziwne pytanie.
×
×
  • Create New...