Jump to content
Dogomania

engelina_88

Members
  • Posts

    661
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by engelina_88

  1. My dołączyliśmy do zaproszeń taki wierszyk: Bardzo byśmy chcieli, by w tym dniu uroczym Były uśmiechnięte jakieś małe oczy A więc drodzy goście, zamiast ciętych kwiatów Prosimy o karmę dla bezdomnych psiaków My ją do schroniska zaraz zawieziemy I w Waszym imieniu psiakom przekażemy. Dziękujemy! Rodzinka się spisała, karmy był cały bagażnik, a i tak kwiatów dostaliśmy dużo.
  2. Proszę bardzo: [quote name='Patisa'] Nie wzruszy mnie żadna wymówka [B]egoistycznych kobiet, które wolą sie "pozbyc problemu".[/B] [/QUOTE] Nie znasz, nie rozumiesz i nie chcesz zrozumieć problemu kobiety, która decyduje się na ten krok, więc proponuję trochę więcej powściągliwości w słowach i ocenach. Specjalnie z [B]ladySwallow[/B] porzuciłyśmy temat, aby właśnie takie osądy nie padały pod niczyim adresem i nie rozwijała się dyskusja, która i tak do niczego nie zaprowadzi. To co dla Ciebie (i wielu innych kobiet) jest obraźliwe (chociaż nie wiem czemu skoro to bardzo indywidualna sprawa, która w żaden sposób Ciebie nie dotyczy), dla równie wielu innych będzie jedyną szansą na normalne życie- i jeszcze raz niech wybrzmi- nie Tobie to oceniać!
  3. (Nie dyskutuj o aborcji. Nie dyskutuj o aborcji. Nie dyskutuj o aborcji.) Patisa, najpierw piszesz, że lubisz polemikę na poziomie, kultura itd. a za chwilę sama zniżasz się do poziomu, nazwijmy to delikatnie, średnio kulturalnego. Pomijam kwestię merytoryczną, bo nie zamierzam w to wchodzić. Nienawidzę jednak oceniania kogokolwiek, obrażania i próby decydowania za innych, przez ludzi absolutnie nierozumiejących problemu, dlatego musiałam to napisać.
  4. :lol: Widzisz? Dresy nie są złe. Do kwietnia jeszcze trochę. Ale co raz bardziej upewniam się w przekonaniu, że psy czują co się święci. Moja Bajka nie odstępuje mnie na krok, gapi się jak w obrazek, oszczędza mnie na spacerze i powarkuje na koty... Może Mały też coś skumał, chociaż on sam jeszcze dzieciątko :) Mądry pies :loveu:
  5. engelina_88

    Barf

    [quote name='MagdaH'] Natomiast nie rozumiem o co chodzi z psami nie gotującymi sobie pokarmu żyjącymi na wolności:???: Nie spotkałam sie z yorkami żyjacymi w swoim naturalnym środowisku ani z rottkami występującymi w naturze. Jeśli chodzi o psy bezdomne żyjące w moim mieście, owszem, nie gotuja sobie jedzenia. Często wcale nie jedzą, albo upolują równie bezdomnego chorego kota, ale czy to jest BARF:shake: ??? Tym bardziej, ze psy domowe mogą - nawet na gotowanym jedzeniu- przeżyć 16 lat, a te "niegotujące" bezdomne, zdane na własne siły żyja duzo krócej. Zgadzam się, ze surowe jest zdrowsze, dla nas ludzi też, zdrowsze jest sushi od smażonej pangi. Lepiej zjeść surówkę niż gotowane warzywa. Zgadzam się! Ale porównanie sposobu odżywiania współczesnych psów i ich dalekich przodków nie jest dla mnie takie oczywiste, to tak jakbyśmy porównali nasze dzisiejsze jedzenie i pradawnych hominidów, którzy też ani lodówek ani kuchenek nie używali.[/QUOTE] Rozdzieliłabym psy żyjące w naturze od psów bezdomnych, zwłaszcza że z tego co mi wiadomo to układ pokarmowy rottka, wilka, yorka i kundla raczej się nie różni (pomijając rozmiar). Chodzi tu głównie o dostępność pożywienia takiego lub innego. W naturze pies miał jednak dostęp do wartościowego pożywienia, niekoniecznie półżywego kota. Wbrew pozorom nasze pożywienie również nie różni się tak bardzo od jedzenia naszych przodków, poza tym że jest uprzemysłowione, jemy to samo- mięso i rośliny poddane obróbce termicznej lub nie. Zmienia się tylko sposób przygotowania, świadomość i skala przemysłu spożywczego. Od razu, żeby nie było, że mam coś przeciwko gotowaniu dla psa, czy lubię zaglądać komuś w talerze (miski)- zgadzam się, że każdy je i karmi jak chce. Najważniejsze, żeby ogony merdały i pychole były zdrowe i szczęśliwe ;)
  6. Tak na prawdę dając psu imię nie wiemy, czy gdzieś na świecie nie nadaje się właśnie takiego człowiekowi. Więc dzielenie imion na psie i ludzkie jest trochę bez sensu. btw. Też widziałam kilka psów imieniem Franek, o kotach nie wspominając- mimo to byłaby gotowa dać swojemu synkowi na imię Franciszek ;)
  7. Bogowie, jak on urósł :) Kocham go! Klikerowy filmik super, znowu się wzruszyłam, ale zwalam to na hormony. Cza się na porodówkę szykować. A dresy spoko, mam podobne. Dziwnie się czuję biorąc pod uwagę spodnie, kanapę, lampę i kota ;)
  8. Kurde popłakałam się jak ten filmik zobaczyłam i przypomniał mi się jak go zabierałam do schronu :( W Kaliszu dba się o zwierzęta, ale mimo to mały z każdym dniem jakby co raz słabszy był. A teraz? Dzieciak wesolutki, uśmiechnięty, Pancie kocha, z pieskami się bawi, zabawek pod dostatkiem... Oby wszystkim Kaliszakom się tak poszczęściło.
  9. Jedyny Kajtek jakiego znam zajmuje biurko obok mojego w pracy- bynajmniej nie ma czterech łap i ogona. Podobnie z Amelią córka mojego kuzyna. Ludzka ;) Penelopy za to wśród ludzi nie znam żadnej, za to dwie Pamele, po jednej w każdym omawianym gatunku. Jest takie imię Kora?
  10. Żeby nie zaczynać tematu aborcji, to powiem tylko, ze się zgadzamy ;) Porównanie o tyle wydaje mi się nieadekwatne, ze aborcja ma wpływ na to co dzieje się z życiem człowieka po zabiegu. Często jest to wpływ zbawienny. Obcięcie uszu ma za zadanie tylko poprawić (?) wygląd, nie ma żadnego znaczenia dla jakości życia ani psa ani właściciela. No może pomijając zakłócenie mowy ciała psa, ale o tym pewnie już gdzieś było. Bardziej trafone byłoby przytoczenie operacji plastycznych wśród ludzi, chociaż i one mają poprawić samopoczucie i samoocenę człowieka. Jaki ma to sens u psa? Ano pewnie taki sam- naprawienie tego, co się CZŁOWIEKOWI nie podoba :P Szkoda tylko, ze wykracza to już poza własne ciało i przechodzi na istotę całkowicie zdaną na decyzję opiekuna. Pies z uszami brzydki- uszy trzeba obciąć.
  11. [quote name='ladySwallow']Nie najważniejszy, ale dla mnie np. asty bez kopiowanych uszu wyglądają tragicznie :roll: W końcu każdy ma prawo do własnych upodobań estetycznych, a to, że ktoś lubi asty czy dobki z kopiowanymi uszami nie sprawi, że będzie je kopiować :roll: To tak, jakby oburzać się, że ktoś jest zwolennikiem aborcji w państwie, w którym zezwoleń na ten zabieg praktycznie się nie uzyskuje.[/QUOTE] No trochę nie trafione porównanie, skoro cięcie uszu i ogonów ogranicza się tylko do estetyki, a aborcja decyduje o dalszym życiu człowieka. A nawet dwóch człowieków. U mnie odwrotnie- ast czy pitt z obciętymi uszami traci cały urok. Co innego dobermany, ale mimo wszystko gdyby miała takiego psa za nic na świecie nie dałabym mu zrobić krzywdy. Dobrze, że chociaż kundle w tym temacie się oszczędza. Nikt nic nie obcina nierasowemu (i w typie rasy) psu, tylko akceptuje się jego wygląd i już. To powinno dotyczyć wszystkich psów.
  12. O jak miło :) Co raz trudniej niestety o czytających Polaków. A już czytających swoim dzieciom rodziców, to myślałam, ze ze świeczką szukać, a tu proszę :) Odzyskuję wiarę :) My też czytamy i będziemy dużo czytam dzieciątku. Z resztą już teraz tata potrafi siedzieć przy brzuchu i na głos zapodawać dziecku Sapkowskiego.
  13. [quote name='magdabroy']IgM wynosi w moim badaniu 3.0, czyli mam rozumieć, że jestem nosicielem toxo?? Na następnej wizycie muszę dokładnie zapytać o te współczynniki.[/QUOTE] Z tego co pamiętam z norm, to do 4.0 jest w normie i wirusa nie ma, ale mogę się mylić. Myślę, że więcej pokazałby współczynnik IgG, bo wtyedy wiadomo, czy wirus był, czy nie (dodatnie IgM może też wskazywać, że masz już przeciwciała i nie trzeba podejmować leczenia) Nie ma co się na zapas denerwować, ale ja bym nie czekała do wizyty, tylko zadzwoniła od razu do lekarza prowadzącego i powiedziała co jest dokładnie. On będzie wiedział najlepiej jak to jest. Pewnie zleci ponowne badania najpóźniej za 3 tygodnie, albo od razu skieruje Cię na IgG.
  14. IgM ma wskazać, czy aktualnie wirus jest aktywny w organiźmie. Jeśli jest negatywny tzn. że jesteś zdrowa. Igg ma natomiast wskazać, czy kiedykolwiek byłaś zarażona toksą i czy masz przeciwciała, które pozwolą nie zarazić się po raz kolejny w tym szczególnym okresie. Jeśli jest dodatni, to nie ma się czego obawiać, bo już przechodziłaś chorobą, a toksą można zarazić się tylko raz. Te przeciwciała chronią i Ciebie i maluszka. Pewnie między 25 a 30 tc, będziesz powtarzać to badanie. U nas było odwrotnie: najpierw lekarz zalecił Igg, żeby sprawdzić czy są przeciwciała- skoro nie było tzn, że nie jestem teraz chora (to dobrze), ale też nie mam przeciwciał (to niedobrze) i powtarzałam badania wczoraj- na szczęście negatyw :) Na początku strasznie się wkurzałam tą toksoplazmozą. Niby wiedziałam, że trzeba się naprawdę postarać, żeby zarazić się od kota, ale z drugiej strony jest taka propaganda, że przez moment zwątpiłam. Uspokoiłam się jak powiedziałam lekarzowi, że mam z kotami sporo do czynienia, a on na to "to bardzo dobrze, zwierzęta to pozytywna energia" :) Chwilę pogadaliśmy i wyszło na to, że żeby zarazić się toksą od kota musiałabym chyba kuwetę wylizać (za przeproszeniem). to samo powiedział wet, kiedy poprosiłam i badania krwi moich kotów pod tym kątem. Groźniejsze jest np. surowe i wędzone mięso, sushi, niemyte warzywa z przydomowych ogródków itd. Jeśli chodzi o koszty ślubu, to może i faktycznie da się taniej- nie byłam tym zainteresowana tym tematem, bo tak czy siak nie wchodziło to w rachubę. Mimo to wiem jakie ceny są w moim mieście za pogrzeb, mszę itd. widziałam ile pieniędzy wydawali znajomi na rzecz kaliskich parafii. Poza tym, ja jeszcze nie widziałam "skromnego" ślubu kościelnego, no ale wiadomo, każdy robi jak uważa, nie twierdzę, ze takich nie ma. A najbardziej drażni mnie bezczelność niektórych księży, ale to temat do osobnej dyskusji ;)
  15. [quote name='Ania+Milva i Ulver']Chyba lepiej nie poruszajmy kwestii religijnych i politycznych tu lepiej:evil_lol::evil_lol: [/QUOTE] Heh. Popieram ;) Ale tak zupelnie abstrahując od sakramentów, to gdybym miała brac kościelny to właśnie w takim małym kościółku, najlepiej drewnianym o jakim pisała Sybel :) Tak mniej więcej to sobie wyobrażałam, jak szłam na slub kogoś i widziałam właśnie te przybrane ławki, sterty kwiatów, wielkie suknie panien młodych, luksusowe samochody... Chciałam w spokoju, bez tych wszystkich ceregieli, żeby mój mąż zawiózł mnie do ślubu naszym golfem III niewiele młodszym ode mnie ;) W końcu wzięliśmy cywilny, zapłaciliśmy 80 zł, wszystko trwało może z 15 minut, bez patosu, zamiast kwiatków od gości karma dla psiaków, potem niewielka impreza na 20 osób. Jak sobie pomyślałam, że miałabym przygotowywać takie cuda na kościelny, płacić kupę forsy i jeszcze spędzić 2 godziny w kościele, żeby potem pójść na imprezę na 100 osób... nie zmieniłabym ze swojego slubu nic a nic :)
  16. [quote name='Ania+Milva i Ulver'] Co do chrztu - my nie chrzcimy, jesteśmy niewierzący i sorry , ale nie mogę znieść właśnie takiego podejścia: jestem przeciw, ale zrobię to bo mama chce lub ktoś tam!! Potem się dziwić , ze Polska to niby w 90% kraj katolicki- bzdura! Kwestia tego iż dziecko będzie wysmiewane, to argumenty absolutnie niedorzeczne. Po pierwsze dzieci same z siebie mało interesują się wiarą i mało co je obchodzi czy ktos chodzi na religię , czy nie i dlaczego- to rodzice w domu swoimi komentarzami robią im wodę z mózgu. A komunia? Powiedzcie o co tak najbardziej w tym chodzi- 1% to moze wartosci duchowe, a reszta to prezenty i jak tu się pokazać przed innymi. [/QUOTE] Ależ ja się zgadzam. Gdyby każdy, kto deklaruje swoją niewiarę dokonałby aktu apostazji, z 90% zrobiłoby się może 50%. Jednak póki co, w naszym kraju jest to nieosiągalne, dyskryminacja jest- nikt mi nie powie, ze nie. Oczywiście, że w komunii chodzi o prezenty, ale nie zawsze dziecko zrozumie, że on jeden z klasy nie pójdzie, bo rodzice już dawno zdecydowali, według własnych przkonań. Druga sprawa, to że mama chce- kiedy wychodziłam za mąż zdawałam sobie sprawę, że nie zgadzamy się z teściową pod wieloma względami, niemniej uważam, ze to wspaniała kobieta. Mój mąż ma do niej ogromny szacunek, co nie znaczy, że zgadza się na wszystko co mama powie. A ponieważ wiara jest dla niej jedną z najważniejszych rzeczy na świecie, to nieochrzczenie jej wnuka byłby dla niej ogromnym ciosem- dużo większym niż dla mnie sam sakrament. Dlaczego więc, nie miałabym ustąpić, właśnie ze względu na nią? W końcu wychodząc za mąż, zdecydowałam się być częścią rodziny, w której skład wchodzi również rodzina mojego męża. O ile są sprawy przy których mogę sie uprzeć, postawić na swoim i nie odpuścić, to w tej kwestii chcę brać pod uwagę zdanie innych. ed. a co do obecności ojca, to ważniejsza niż przy porodzie, bezie przy wychowaniu ;)
  17. [quote name='Rodzice Maciusia :)']Także uważam, że to czy chce być przy porodzie to jest niezły sprawdzian na to jak zaangażowany w związek jest facet.[/QUOTE] Częściowo się zgodzę, ale z drugiej strony mam przed oczami mojego szwagra- świetny facet, bardzo go lubię i cieszę się, że tarfili na siebie akurat z moją siostrą. Jest zaangażowany w związek, pomaga jej we wszystkim, jednak nie chce być przy porodzie i już. Nie wiem czemu, może się boi po prostu, ma prawo. Moja siostra podchodzi do tematu tak jak ja- jeśli nie chce, to nic na siłę. To wyjątkowa sytuacja i nie każdy facet da sobie z tym radę. Swoją drogą, gdyby mój facet miał potem mówić, tak jak tamtem mądruś, że "zryło mu to psychę" to już wolę, żeby czekał na korytarzu, albo w domu. Moja szwagierka z kolei, w trakcie drugiego porodu poprosiła swojego męża, żeby wyszedł- do końca towarzyszył jej tylko personel i dopiero wtedy mogła się skoncentrować. Baja warczy na koty. Wczoraj przyniosłam od teściowej stertę dziecięcych ubranek, dziś je układałam w komodzie, która już dawno ma dziecięce przeznaczenie, Kocica wskoczyła do szuflady, została obwarczana przez psa i natychmiast stamtąd wygoniona. Jak zbliżał się kocur, to już w ogóle nie pozwoliła mu podejść. Jak to wytłumaczyć? Niepokoję się trochę...
  18. Jeśli chodzi o chrzest to niestety moje dziecko będzie najprawdopodobniej ochrzczone... Piszę niestety, bo gdyby ta decyzja należała tylko do mnie, to nie ochrzciłabym dziecka i robiłabym wszystko, aby nie czuło się przez to gorsze od innych. Zwłaszcza, że co raz więcej znam dzieci, które do chrztu nie przystąpią. Jestem przeciwna, szczególnie że widziałam co działo się przy chrzcie siostrzeńca mojego męża. Jego rodzice mieli ogromny problem z załatwieniem chrztu. Oczywiście problem zostałby szybko rozwiązany gdyby zgodzili się położyć 5000 zł za usługę. Żeby nie wchodzić za głęboko w dyskusję, nie zapytam za co do cholery tyle pieniędzy... No ale cóż... przyznaję, ze dziecko będzie ochrzczone tylko ze względu na mamę Arka. Jak już pisałam, ona jest praktykującą katoliczką, w dodatku kobietą, do której oboje mamy duży szacunek i wiem jak bardzo by ją to zabolało gdyby miała nieochrzczonego wnuka. Mnie korona z głowy nie spadnie, jak mimo swoich przekonań dostosuję się do większości... Przeżyję ;) A co do porodu, to dopiero uświadomiłam sobie, że nie doceniam w ogóle u Arka tego, że chce być przy mnie- mało który facet decyduje się na obecność przy porodzie z własnej woli. Szczerze mówiąc, mi było to obojętne, powiedziałam, że jak będzie chciał, to będzie mi lżej, ale jak nie to nie będę go namawiać. Dla kobiet jednak jest to chyba bardziej naturalna sprawa, dla faceta to może faktycznie okazać się nie do przejścia. Trzymam jednak kciuki, zeby Wasi faceci się przekonali i byli przy Was- myślę, że ja dzięki temu właśnie nie boję sie porodu i czekam z niecierpliwością :) No chyba, ze mi przejdzie za miesiąc i wpadnę w panikę ;)
  19. Chyba tak, zwłaszcza że to moja pierwsza ciąża, więc "co ja mogę wiedzieć o wychowywaniu dzieci". Toksy brak :) Czyli przez 24 lata obcowania z niezliczona ilością kotów małych, dużych, olbrzymich, bezdomnych, chorych, zarobaczonych, brudnych i śmierdzących, nigdy się nie zaraziłam. Obawiałam się o surowiznę z jedzenia mojego psa. Jak widać, nie tak łatwo się zarazić, więc jak jeszcze raz usłyszę od jakiejś mądrali coś na temat kotów i ich chorób, to przysięgam- zdzielę! Przypomniało mi się, taką mądralą był jeden z kolegów Arka. Najpierw tłumaczył mu, żeby absolutnie nie zgadzał się, żeby brac udział w porodzie (Arek sam chciał od początku), bo "to ryje psyche" :lol: Potem opowiedział mi podnoszącą na duchu historyjkę, że jego znajoma miała kota i zaszła w ciążę, to potem miała z duuuży problem ze zdrowiem dziecka- oczywiście nie dowiedziałam się co dokładnie dziecku dolegało i jaki miało to związek z kotem ;)
  20. Mnie też drażni taka ciemnota wśród ludzi, zwłaszcza jeśli chodzi o zwierzęta. O tu nie mam na myśli tylko ludzi starszych, choć pewnie w przewadze. Koty miałam wyrzucić na dwór, pies nagle zaczął śmierdzieć, dookoła kołyski i wszelkich dziecięcych akcesoriów to najlepiej mur zbudować, żeby czasem żaden sierść nie podszedł. A jak podejdzie to na pewno od razu zagryzie, zadrapie, zarazi... A najlepszy tekst moja siostra usłyszała: " koty trzeba oddać, bo jak się zapatrzysz na któregoś, to dziecko potem do kota podobne będzie" :-o Moja teściowa tylko się dziwi, że tak często chodzę do gina (co 4 tyg), skoro ona mogła iść dopiero w 6 m-cu, albo i wcale i urodziła czwórkę zdrowych dzieci, ale za każdym razem po wizycie dzwoni i wypytuje co tam, jak tam :) Nie popiera trzymania psa, czy kota w domu, ale to ona wstawiła się za mną przed, kiedy jej własna córka zwróciła mi uwagę, że koty nie powinny mieć wstępu do domu w tej sytuacji. Kiedy braliśmy ślub, to najbardziej od niej spodziewałam się krytyki, ze cywilny (jest praktykującą katoliczką), ale nie :) Kilka dobrych słów, gratulacje i wszystko :) Problem robi tylko z mojego powrotu do pracy- uważa, że zostawianie dziecka w wieku 6 miesięcy, to potworność i jak to sobie wyobrażam, że mogę na wychowawczy, albo w ogóle rzucić pracę, że ona specjalnie znalazła pracę w domu, żeby z dziećmi być i jakbym chciała to też bym taką znalazła, a tak to dziecko samo zostanie codziennie na pół dnia... Pracuję 5 godzin dziennie, w tygodniu, weekendy wolne, praca fajna, dobrze płatna, popołudniami, z umowa o pracę na czas nieokreślony. Wychowawczy jest bezpłatny, poza tym nie wyobrażam sobie powrotu po 2 latach :shake: Musiałam się wygadać, bo teściowa właśnie wyszła :roll: Teraz czekam na powtórne wyniki toksoplazmozy...
  21. engelina_88

    ryby

    [quote name='greenrabbit']a to dotyczy ludzi czy psów bo to chyba różnica ?[/QUOTE] Myślę, że odpowiedź kryje się tu: [quote name='Monia85']Nie powinno się podawać [B]tak ludziom jak i psom[/B] świeżych ryb[/QUOTE]
  22. Mam kotkę Zuzę i Lenę (nawet nie wiedziałam, ze jest takie imię, dopóki nie zrobiło się modne ;P ) Każdy z nas spotkał jakiegoś Maksa. Jednak kicia, którą oddałam do adopcji ma na imię Kasia (moja imienniczka) a jej braciszek Kubuś (chyba tez każdy spotkał jakiegoś). A co z imionami zagranicznymi? Aleks, Coco, Lilly, Atos, Bella, Freddy- są jeszcze ludzkie, czy już psie? Ja bym nie dzieliła, imię to imię- każde jest dobre. U nas jest taka kultura, że imiona bierze się z kalendarza, ale w niektórych krajach zarówno dziecko jak i psa możesz nazwać Krzesło, Doniczka albo jak sobie życzysz :)
  23. [quote name='magdabroy']Ja też mam nadzieję, że to tylko chwilowe, bo rano zjadłam rogalika z czekoladą, a na obiad placki ziemniaczane, więc mam nadzieję, że to przez to co zjadłam.[/QUOTE] Pewnie tak, zazwyczaj badania robi się na czczo. Trzymam kciuki, w kążdym razie :) Który tc? Ja też nie znam płci, a jestem już w 7 m-cu. Nie ma bata, musi być dziewczynka, bo kupiłam dzisiaj sukienkę, a babcia cudny płaszczyk... No, musi po prostu :P Sybel, gratuluję synusia :) I dobrez, że wszystko się wyjasniło- jednak nie ma to jak dobry lekarz, do którego można mieć zaufanie. Tak to byś się pewnie jeszcze pół roku stresowała. A wracając jeszcze na chwilę do szkoły rodzenia, to u mnie w mieście niestety funkcjonuje tylko jednak bezpłatna, która rusza dopiero w kwietniu- czyli jak będę już na porodówce, albo już dawno w domu z dzieciątkiem. Reszta jest płatna i to nie mało, część polega tylko na tym, że przyjeżdża położna (już mam jedną- po co mi druga, za 50 zł/h?). Ze szpitalem i tak się nie zapoznam, bo nie mam zamiaru rodzić w Kaliszu, opinie są straszne, a 30 km dalej jest Pleszew, gdzie dużo dziewczyn wychodzi z porodówki zadowolonych. Chyba więc odpuszczę i zdam się na położną :(
  24. Moja Baja znowu nic do pycha nie weźmie, jak nie jest z nami- kilka razy dostawała michę, a my szliśmy do pracy, wracamy- micha pełna, dopiero wtedy wtranżalała wszystko. Do tej pory tak ma, ale teraz dostaje 30 min przed moim wyjściem, jak nie zje to chowam i ponownie dostaje w porze kolejnego posiłku, czyli wieczorem. Działa. By niejadek zjadł obiadek ;)
  25. Pytanie: Ile z Was chodziło do szkoły rodzenia? Tak się właśnie zastanawiamy, czy nie iść, czy nie za późno i czy to w ogóle w czymś pomaga, czy dowiem sie czegoś więcej niż od położnej...
×
×
  • Create New...