-
Posts
10410 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
44
Everything posted by WiosnaA
-
Najważniejsza rzecz nad którą ostatnio pracowaliśmy jest zakończona pomyślnie! Cieszę się jak nie wiem co :) Przez kilka dni miałam robotników do pracy i na wstępie Panowie dostali angaż statysty:) Marcelek dostał wsparcie od psiaków przy kojcu (wcześniej był sam),sporo ćwiczeń i już nie panikuje:) Zaczął w odwecie szczekać na facetów,oj skroił by portki :) i zachowanie jest jak najbardziej już w normie:) Dla mnie ogromne ufff..., bo niebawem mężczyźni całe lato będą obecni na działce. Nagrałam jakiś filmik,ale muszę zmykać ,później albo jutro już wstawię.
-
Mój niestety nie ma kółek:(, może większe rozmiary je mają, ja mam L,..lotniczy kontenerek jest wyższy niż takie zwykłe. Do domku Marcelka nie mam jak niestety wziąć,niedługo sama w namiocie będę mieszkać:( Wcześniej myślałam o braniu,ale sama nie dam rady nosić:( Kontenerek był mi potrzebny do czegoś innego. Jak Marcelek po tej chorowitej nocy, co rano raptem ozdrowiał zaczął łapką sięgać po trawę i jeść:(,...zrobiło mi się potwornie jego szkoda:( Brzuszek widać jeszcze bolał i pomyślałam,że tyle lat trawy nie widział i u mnie dalej uwięziony nie mogąc dotknąć łapką ziemi:(:( Postanowiłam,że muszę coś z tym zrobić. Mam nowy domek dla kurek (przy kojcu),ale przez malucha ciągle jeszcze nie mam czasu kurek kupić. Wybieg jest ogrodzony solidnie i z góry syn porządnie zabezpieczył metalową siatką.Zimowy ciężki śnieg zniszczył mi jednak całe zabezpieczenie z góry i trzeba je naprawić.Miałam w planie wynosić Marcelka w klatce na ten wybieg,ale z kontenerkiem wnosić najpierw do środka domku (jest czysty ,nowy,na podłodze gumowa wykładzina),tam zrobić też sofę.Drzwi miałby otwarte i mógłby leżeć na trawie,a w razie "strachu" schować do środka.Klatka nie mieściła mi się w drzwiach i stąd był potrzebny kontenerek. Zaszły jednak znów zmiany,bo wybieg od kurek byłby na trochę,później znów sam kojec:( i syn dał propozycję,żeby wezwać majstrów i choć kawałeczek trawki zagrodzić i przykryć siatką na własny wybieg Marcelka. Panowie mieli dziś przyjechać,ale nie wyrobili się i mają być jutro.Tu w sklepie furtki od ręki kupić nie można więc zmontowałam sama,mam nadzieję się nada:) Także jak dobrze pójdzie,to niedługo Marcelek położy się na prawdziwej trawce.
-
Potrzebowałam wstawić do kojca kontenerek lotniczy,żeby Marcelek się przyzwyczaił,a chciałam zabrać klatkę. No i Marcel źle zareagował na nowość w kojcu:( Nie było paniki,ale zaraz się zerwał z sofy i już był strach, niepokój:( Nie pozwolił mi też wynieść starej klatki,którą już znał,zdenerwował się jak próbowałam wynieść:( Na razie stoi więc dwie,bo muszę nauczyć wchodzić do nowej. Udało się w końcu "zakraść" i zrobić zdjęcie jak odpoczywa:) Normalnie podejść nie mogę,zaraz wstaje i kładzie się inaczej. A tu zwarty i gotowy do jedzonka:) Maluch już z pewnej odległości rozróżnia :) , kiedy będę siadać na stołeczku i rozdzielać poza kojcem,a kiedy będę wchodzić do środka.. wtedy tak na luzie nie siedzi i wciąż bezpieczniejszą sobie pozycję przyjmuje:(
-
Nie mam zamiaru wykorzystywać choroby i tulić Marcelka:(Że nie miał siły odsunąć,czy bronić,to nie znaczy,że strach przede mną u niego zginął. Widząc go w stanie jakim był,przy jego lęku,to byłoby wręcz znęcanie się z mojej strony:( Świadomie musi mnie zaakceptować i dostanie na to czas. W stosunku do mnie przełomu póki co nie ma.Z talerzyka w ręku jadł przed chorobą,samą ręką brał po "prądzie" (różnie z tym było),ale z ręki nie podaję ostatnio. Kiedyś przełamie się i mi zaufa. Marcelek dziś po śniadanku,czuje się dobrze.
-
Przedwczoraj,to był dzień wyjęty z życia.....Marcelek od południa z każdą z każdą godziną wyglądał coraz gorzej:(.Siedział skulony,osowiały,albo leżał,zero zainteresowania co wokół sie dzieje.O piciu,czy jedzeniu mowy nie było. Wieczorem wyglądał beznadziejnie,pół psa się zrobiło,oczy szklane i puste jak u psiaka w ostatnich godzinach:(..,nie zwracał w ogóle na mnie uwagi,że siadam przy nim,leżał ..i powiem szczerze,że myślałam że mi nocy nie przeżyje:( Pod wieczór rozpięłam szelki,żeby miał wygodniej. Rano oczy były inne,główka zaczęła chodzić i choć najpierw nie pił,to po moim wyjściu wstał, zainteresował się co tam postawiłam w filiżance,wstał z sofy.Później znów zanosiłam po trochę i widać było,że jest lepiej,interesował na kogo psy szczekają.Zaczęłam zbierać się do weta,Marcel chodził po kojcu,a jak wsiedliśmy do auta przyszło mi do głowy,co było powodem jego wczorajszego złego samopoczucia.Wiedziałam już,że wiozę psa prawie zdrowego. Marcel zrezygnował z jedzenia i picia przez stres związany z szelkami.Nie rwał ich,nie szarpał,tylko przeżywał w sobie.To było ponad jego siły,nie był do tego gotów i uwiązanie jego przerosło. We wtorek działał może jeszcze trochę lek uspokajający,a później "na trzeźwo" musiał z szelkami się zmierzyć. Rozpięty pas odcięłam ,ma tylko luźny na szyi,krótkie końcówki lekko się plączą.
-
Rozmawiałam wczoraj jeszcze raz.W wynikach nie ma pomyłki,są Marcelka. Prevomaxu podana została jedna dawka (doktor mówiła która,ale nie pamiętam),pomyłkowo została dopisana druga.Dwie nie było absolutnie,doktor pamięta każdy lek.Zostało wszystko sprawdzone,przeliczone. W dokumentach wygląda na chaos,ale my wpadliśmy w niedzielę tuż przed zamknięciem lecznicy,wbili moje nazwisko i Marcel,na oko waga i podali leki.W poniedziałek zawsze są tłumy,bez kolejki dwie lekarki "odciągnęliśmy" od umówionych innych pacjentów ,plus techniczka (wiadomo jak Marcelek z obsługą).Nikt nie miał czasu sprawdzać,czy w systemie ustawione są dobre dane psiaka,ważne było moje nazwisko i imię psa i zważony został dokładnie...reszta,że w wolniejszym czasie się zrobi,..wtedy jego nie było:( Na paragonie też były różne sumy,techniczka wypisywała,a p.Doktor powiedziała mniejszą cenę policzyć,bo dostaję ulgi na tymczasy. W mojej lecznicy zawsze jest mnóstwo ludzi (pomimo zapisów na godz),mają dużo nagłych przypadków (tak jak my),lekarze każdego pacjenta starają się obsłużyć jak najlepiej i czasu brakuje na sprawy biurowe,..np. na wystawienie faktury na Promyczka czekam miesiąc,a nawet dwa.Mamy do siebie zaufanie. Moja p.Doktor jest b.dobrym lekarzem,robi poważne zabiegi i leczę zwierzaki u Niej od blisko 20 lat , pomyłki nigdy nie było.Często z mety sama nie zawsze mogę się dobić,ale w nagłych przypadkach dzwonię na nr.prywatny i nigdy pomocy nie odmówi,tak było z Marcelkiem i w poniedziałek swoje planowe operacje przesunęła.Jak sama wypełnia kartę zawsze się podpisuje,u Marcelka musiała druga p.doktor wypełniać,dawała mi techniczka. Tak się trochę rozpisałam,ale wiem,że Elunia-skarbnik Promyczka tu zagląda,to będzie mieć więcej jasności dlaczego zawsze tak długo czeka na moje fakturki:)
-
Eluniu,fakturki wszystkie były Tobie wysyłane, nie dałabyś rady u siebie wydrukować? Zapłacimy za drukowanie.Będę dziś w lecznicy co prawda i mogę poprosić,ale chodzi o to,że nie wiem kiedy by to zrobili i czy w ogóle się zgodzą z tak długiego okresu,ponieważ mają zawaloną przychodnię pacjentami i ręce pełne roboty cały czas:(