-
Posts
10410 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
44
Everything posted by WiosnaA
-
Poprawa w zachowaniu jest duża,do mnie też jest śmielszy,ale nie na tyle,żebym mogła swobodnie pogłaskać:( Próbuję na różne sposoby skruszyć tę barierę ,ale widzę,że on nie jest jeszcze na to gotów,..no i leki pewnie zmodyfikować trzeba jeszcze będzie. Mam pewien zamysł z tym związany i spróbuję wprowadzić w życie, i chyba już jutro,o ile deszcz lać nie będzie jak teraz...pomyliły mi się dni i myślałam,że dziś jest piatek:)
-
Fimiki świeżutkie z przed chwili i temat podobny na każdym....ale ja się "rozpływam" jak patrzę na maluszka:) Nie wiedziałam który wybrać i wstawię wszystko co nagrałam:) Wiecie jaką mam ulgę mogąc ogladać Takiego Marcelka?...nie wyobrażacie nawet sobie jaki kamień z serca mi spadł,po tym co było wcześniej:(... jestem ogromnie wdzięczna p.Gabrieli za namiary do p.Magdy behaw. od leków,bo bez nich to nie byłoby możliwe:(
-
Do wtorku nie ma mojej wetki:(...i mam nadzieję ,że jutro mi potwierdzą ten wtorek...w poniedziałek będzie Pan dr.Jaroszewicz-jeden z najlepszych w Białym,ale tak z mety do niego szanse są prawie zerowe się dostać (chociaż będę próbować)...z tak ważną sprawą tylko do tej dwójki lekarzy w swojej lecznicy mogę się udać:( Zaraz wgram filmiki co teraz robi Marcelek... edit. gdyby jutro nagle coś sie pogorszyło (tfu,tfu),to oczywiście pogonię nawet jutro.
-
To ja rozumiem Psie wczasy!:),. nawet podróż z udogodnieniami :) , nie trzeba łapek nadwyrężać,żeby świat za oknem oglądać:)..,rewelacja,bardzo mi się podoba :)
-
Właśnie ładuję filmik i miałam pisać,że na śmierć zapomniałam w dzień o zdjęciach portretowych po kąpieli:(...na krótkim filmie zerknijcie... Bo plany sobie,a życie sobie....Lumi spacerek się należy i już:)...dobrze,że chociaż dwoma i nie najdłuższymi się zadowoliła:) Maszeńkę wzięłam,bo kolanko mi nasuwa i krótsze miałam w zamiarze,ale Lumisi Masza to już nie spółka:) Początki z nią były Lumi ok,ale teraz tempo Maszki nie specjalnie zadowala :),...choć z przerwami,to Maszeńka bardzo starała się kroku młodszej dotrzymać:) Masza to staruszka , ale w kondycji nie najgorszej , też ma za sobą 9,5 roku za kratami :(, z czego 8 lat Węgrowa gdzie łapki z boksu nie wystawiła:( Mało o niej wspominam,bo to spokojna sunia,przecudowna,ale nie przebojowa jak Majka,trzeci rok jest u mnie.
-
Żeby nie było,że tylko Lumi się zajmuję,a Marcelek w odstawkę poszedł :) Cały czas coś robimy tylko efektów specjalnych nie ma:( Zaczyna jednak trochę rozumieć co się mówi do niego i nawet trochę dociera , w domu stara się być grzeczny ,przestał już nawet brudzić:) Powolutku z nim muszę,bo jak tylko próbuję coś przyśpieszyć,to zaraz wycofuje się do mnie:( Lumi nie za bardzo przypadła mu do gustu,ale też stara się chłopak pogodzić z tym,że muszą żyć pod jednym dachem. Marcelek bardzo lubi być w domku....muszę faceta zwerbować do ćwiczeń w domu.
-
Narzuciłam sobie tempo z oswajaniem Lumi,bo czas mnie goni (później go mieć nie będę,budowa mnie czeka) i chcę jak najwięcej w tym miesiącu z nią zrobić,ale przeholowałam się i muszę niestety stop zrobić z chodzeniem:( W mieście zdecydowanie lepiej idą postępy niż na wsi. Może do niedzieli się podkuruję i znów pojedziemy do Białego,ale póki co tylko działka i bez spaceru:( Mężczyzn w dalszym ciągu się boi ,ale pojawiła się nadzieja i w tym:) Będąc w Białym kilka podejść robiliśmy oswajając się z sąsiadem.Wczoraj wieczorem najpierw z oporem,ale później bez większego problemu podeszliśmy na odległość 2m i Lumisia całkiem spokojnie stała!,przyglądała się Panu :),z pieskiem ich obwąchała,później dziecko podskoczyło ją wystraszyło i wycofała się. Ogólnie źle nie jest,bo Lumi nie stoi w miejscu i robi postępy,ale potrzebny jest czas. Filmy wczorajsze,po południu przed fryzjerem....tak Lumi sobie radzi.
-
Mari Kochana,zdrowia życzę!,wracaj do sił! Lumi jest na prawdę bardzo,bardzo dzielna. Obawiałam się troszkę jak zniesie kąpiel,zwłaszcza po incydencie na chodniku,ale tłumaczyłam sobie,że wtedy woda trysnęła z zaskoczenia i miała prawo mocno wystraszyć. Uprzedziłam Panie i u fryzjera powolutku wszystko,na spokojnie Panie zapoznawały.Lumi mocno bała się szumu wody,ale paniki nie było,poddała się wszystkim czynnościom,łącznie z suszeniem dmuchawą.Na koniec nawet chyba troszkę zaczęło jej się podobać to drapanko na cztery ręce,a w sumie i pięć:) Dla bezpieczeństwa założyłam kaganiec,ale okazał się niepotrzebny zupełnie.Lumi nawet nie burknęła,nawet nie próbowała ludzi postraszyć w najgorszym jej momencie,trochę szarpała,chciała wyjść,ale w końcu "róbcie co chcecie". Cudna sunia! Brudu spłynęło,zostawiliśmy cały gabinet fruwającej sierści,ale jest czyściutka:) Czesząc widziałam ,że na grzbiecie od połowy w stronę ogona ma dosyć rzadką sierść,ale po myciu mocno tam się przerzedziło i takie pojedyncze włoski są teraz,łysawy jest grzbiet:( Warto by było podać jej witaminek na wzmocnienie sierści,a i trochę połysku by nabrał ten matowy włos. Wczoraj już było póxno i śpieszyłam się do psiaków , na podwórku jedno cyknęłam,dziś zrobię więcej.
-
Jedna wstrętna baba zepsuła nam kawałek wieczornego spaceru:( Idziemy chodnikiem i widzę kobieta leje wężem wodę stojąc na chodniku,myślałam,że trawę,ale myła od strony ulicy swoją średniowieczną podmurówkę ogrodzenia.Widzę Lumi już niespokojna,ale jezdnia szeroka przechodzić na drugą stronę i zatrzymałam się w oddali ,proszę grzecznie kobietę żeby wyłączyła wodę i weszła z wężem na chwilę na podwórko, mówię,że pies boi się węża. Coś burcząc pod nosem weszła za furtkę i wyłączyła,ale tylko zrównaliśmy się z nią i pół kroku za zrobiliśmy,a ona bach odkręciła lejąc z podwórka i nam do nóg woda padła:(..Lumi bardzo się wystraszyła,bardzo,ledwie ją utrzymałam:( Tola pisała,że w schronie wężami myją posadzki i że właśnie psy tego bardzo się boją:(
-
Byliśmy ,choć ręce bolą od tej wycieczki:).Tym razem Morisek pokazywał swoje chodniki,na których pewnie się czuje,bo w niektórych miejscach to sam potrzebuje wsparcia:) Po tych kilku dniach jazdy jestem prawie pewna,że Lumi mieszkała w mieście i w domu. Zupełnie nie zachowuje się jak pies ze wsi który miasta nie widział. Z każdym wyjściem jest poprawa.Najważniejszą rzeczą nad którą musimy pracować są mężczyźni,mijanych blisko bardzo się boi:( Wymęczyłam ją trochę :),wróciliśmy i śpi padnięta,ale zjadła dziś nawet solidnie:):) W nowym domu trochę nieswojo Lumi się czuła,ale odpowiednie miejsce sobie znalazła. W przerwie na odpoczynek,
-
Lumi do mnie nie jest jeszcze otwarta,ma pewne obawy,ale na spacerach stara trzymać się blisko i widzę,że szuka wsparcia.Po latach spędzonych na małej powierzchni,duża przestrzeń ciągle jest jej nieswoja, jest zagubiona, czuje się nie pewnie i nie wie jak ma się zachować. Luz na działce trochę jej z tym problemem pomoże poradzić,powoli się aklimatyzuje u nas i uznałam,że mogę już puścić. Z ręki jedzonko wzięła na drugi dzień,ale z odległości do mnie podejść wciąż nie miała odwagi,aż do dziś.I taki fajny kroczek dzielna dziewczynka zrobiła więc myślę,że największe lody między nami przełamane:). Nieśmiała jest trochę,ale mądra i grzeczna. Z życia Lumisi i Wam troszkę,