-
Posts
10410 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
44
Everything posted by WiosnaA
-
Psich nie je,przynajmniej nie zauważyłam do tej pory. Dziś w ogrodzie przyłapałam czym się tak Lumi delektowała,bo wcześniej szybsza była zanim podeszłam co tam grzebie. Masza moja ma z tym problem i na jakiś czas jest spokój jak podaję Rumentabs. Coprovetu nie znam,może to i lepsze i szybciej zadziała skoro tak mówisz. Zagrodowy,kup może więc ten Coprovet? Mam trochę w domu Rumentabsu i Lumi dziś podałam,ale ona to Dama i każde jedzonko cedzi przez zęby,oczywiście pasztecik oblizała,a tabletkę wypluła..kruszyć musiałam.Gammolen też wyciskać muszę,bo nie połknie:(
-
Bardzo wielką!...ale to zasługa wprowadzonych leków i dzięki nim powoli można cokolwiek z Marcelkiem robić. Zmiany są spore,ale jednocześnie jeszcze dalekie do normalności i stałej stabilizacji,bo Marcel jest chwiejny. Jesteśmy cały czas na początku terapii i stabilizujemy system nerwowy poprzez ustawienie odpowiednich dawek leku,a zmian tych leków nie można wprowadzać z dnia na dzień. Dopasowanie leków robi się poprzez OBSERWACJĘ zachowania psa,i to bardzo dokładną! obserwację, co też czynię od samego początku. Bo np. zbyt duże dawki Afobamu mogą zadziałać w odwrotną stronę od oczekiwanej. P.Magda bardzo rozważnie i rozsądnie podchodzi do leków,do problemów Marcelka i Jej pomoc jest nam nieoceniona. Jeśli kiedyś uda się Marcelka wyciągnąć z jego traum i doprowadzić do normalności,to będzie zasługa p.Magdy!! ...ja jestem tylko przystawką, woźną co klucze zbiera od szatni,czasem okno otworzy klasę wywietrzyć,poda kredę...choć nie ukrywam,że ciężka ta kreda... Dobrze,że Tyle Kochanych Cioć ma Marcelek przy sobie!... ciągle mu powtarzam,że świat nie jest straszny,że da radę, że Ciocie trzymają kciuki za Ciebie.,,,czasem już słucha tych moich różnych "bajek" i niby nawet uważnie, patrząc tymi ślicznymi guziczkami:)
-
Z łapką zmiana stoi w miejscu,nie wygląda lepiej,ale nie widzę,żeby było też gorzej. Gdyby to nie chodziło o Marcelka i konieczność jego podespania podano by lek miejscowo,a tak,skoro gorzej nie jest lekarz zdecydował,że zostaniemy 10dni na Opokanie,chyba,że coś by się działo,to wtedy pojadę. Nie widać,żeby Marcelkowi ta łapka bolała,chodzi,biega normalnie.Lekarz pytał,czy nie śpi na twardym,bo od tego mogą się robić stany zapalne kaletek,ale Marcelek od kiedy jest u mnie śpi na miękkich posłaniach. Marcelka organizm przez życie w stresie jest osłabiony i odporności nie ma, inaczej sam by zwalczył drobne stany zapalne. Wcześniej wspominałam i teraz bardzo proszę kupmy mu coś na wzmocnienie odporności,bo zaraz znów jakieś choróbsko dopadnie:( Ciocia Zagrodowy kupując Lumi ,kupiła i Marcelkowi Gammolen 150 szt na poprawę sierści.Najserdeczniej dziękujemy!
-
b-b z całego serca dziękujemy za ogromne bazarki! Szczerze mówiąc ,to ja nie mam już w ogóle siły na ciąganie Marcelka:(:( Dziękuję,że myślicie o udogodnieniach,bo na prawdę jest mi ciężko.Myślę jednak,że kółeczka szybko by mi się połamały,przeciągając przez podmurówkę (spory kawałek wystaje),czy z kojca zahaczone by pękły,tak mi się wydaje:(
-
Przekaż Suvi dla Moli@, ...Ona z każdym psem poradzi (tak mówi),wszystko wie na ich temat ,z wyciągnięciem z budy nie będzie problemu,.nawet opis z zachowania psa nie będzie Jej potrzebny. Żeby nie było,że czepiam ...staruszki mają się dobrze (byłam,widziałam),ale takim o miejsca łatwo i może Ci się uda namówić na "przebranżowienie",bo talent się marnuje ,a psiakom typu Suvi o miejsca trudno, zwłaszcza u specjalisty.Suvi wyprowadzi, a później szybciej i więcej tych trudnych się uratuje ,w realu się wykaże. Trzymam kciuki.
-
Jaaga,w żadnym razie, ja jestem zwykły szarak jak wielu z nas tutaj. Do miana specjalisty nie sięgam i do pięt nie dorastam, ani ambicji w tym kierunku nie mam. Może jedynie "kolory" psów umiem rozróżniać i czasem słyszę co mówią. Psy typu Suvi jakoś szczególnie mi leżą na sercu,bo takimi zajmować nikt nie chce:( Trudnego zadania podjęłaś się Jaaga i trzymam kciuki za Was.
-
Dwa tygodnie z Lumisią zleciało nam migiem:) Troszkę może napiszę swoich dotychczasowych obserwacji,żeby było bardziej wiadomo wszystkim na czym stoimy.Do domku by się chciało wysłać jak najszybciej,ale Lumisia wyznaczy sama raczej tę datę:) Lumi miała szczęście,że trafiła do Murki. W innym miejscu łatwo by mogła dostać łatkę dzikuski,a nią nie jest,.. zapomniała jak ten normalny świat wyglądał. Sunia jest świetna,ale nie jest wylewna,nie podejdzie po głaski,boi się nieznanego,niepewna człowieka.Jest mądrą sunią,nieśmiałą i czasu jej troszkę trzeba poświęcić żeby na spokojnie nauczyła się żyć wśród ludzi na nowo.Robi postępy i z pewnymi sprawami ,sądzę,że z czasem też się upora. Spacery poza cywilizacją są jak wiecie dla Lumi już przyjemnością, na wsi też nieźle się czuje,..widząc ludzi za bramą,w ogrodzie idzie normalnie,spokojnie,czasem zatrzyma się poobserwować-strachu nie ma.Do mężczyzny podchodzimy na odległość kilku metrów,paniki nie ma,ale niekomfortowo się czuje,widać,że ma złe skojarzenia,stoi jednak spokojnie jak mężczyzna nie rusza i nie zwraca na nią uwagi. Do obcych osób sama z siebie do nikogo nie podejdzie,na żadną przynętę jeszcze się nie skusiła i kroku nie zrobiła. W stosunku do mnie ma jeszcze lekką rezerwę,jest w niej wciąż trochę niepewności.Prawie za każdym razem podejdzie do ręki z jedzeniem,ale zdarzają się sytuacje,że się zawaha.Na głaski sama nie podchodzi,ale przygląda się jak psy podchodzą. Na widok smyczy wstaje,ogonek w ruchu i najpierw podchodzi,a później lekko się cofa (choć już nie zawsze) na moment zapinania smyczy,nie ucieka. Będąc w Białymstoku w dużym domu nie odważyła się sama pójść i od razu zwiedzać,usiadła w kąciku w pokoju na dole (dołem wchodzimy),na górę wprowadzałam za każdym kolejnym razem jak przyjeżdżaliśmy.Najpierw trochę niepewnie,ale później poruszała się po parterze,przychodziła do kuchni po smaki.Odniosłam wrażenie,że gdybyśmy więcej tam przebywali szybko poczułaby się dobrze i nawet chyba lepiej niż w małym domu na wsi. Obecnie ze względu na chorą łapkę Marcelka nie mam jak jechać z Lumi do miasta,ale nadrobimy.Robiła jednak postępy,na przejeżdżające samochody i rowery prawie nie zwracała uwagi,na spokojnych uliczkach i przy pojedynczo mijanych osobach dosyć dobrze spisywała,nawet luz bywał,a na swobodne mijanie gdzie jest więcej ludzi potrzeba treningów,bo z tym ma jeszcze problem. Samej na działce (z linką) nie puszczam.Lumi nie umie sobie radzić ze swobodą:( Nie wie jak ma się zachować i co ma robić.Stoi w miejscu,a później rozkojarzona biegnie przed siebie,a nawet wtedy ucieka przede mną i raz się wystraszyłam czy czasem płotu nie przeskoczy .Chodzę na linie,ale ona trzyma się blisko,ciągle wzrok wtedy na mnie skupia i widzę,że czuje się bezpieczniej jak jestem przy niej,..jak próbuję odejść na długość liny,to przypomina się jej "kółkowanie",ale zaraz sama się stopuje,wie,że tego nie robimy i w połowie obrotu staje:) Interesuje się co się dzieje dookoła,obserwuje co ja robię,co psy robią,umie się relaksować i na wybiegu i w domu.Myślę,że czuje się nie najgorzej u nas tylko nasz rytm i nas lepiej poznać potrzeba jej czasu. Sama zostawać nie chce ani w domu,ani w zagrodzie i robi się niespokojna.Psy z boku albo ja, wtedy jest ok. Koty w domu/na podwórku Lumi ignoruje,pozwala im się przytulać,a na wczorajszym spacerze nagle na drodze pojawił się kot i Lumisia ostro wystartowała pogonić kota:) ,..aż mi rękę z barku o mało nie wyrwała. A co, kociamberek po Naszej drodze miał niby chodzić ?:) Przed psami sąsiada ogonem już pokazuje jaka z niej duża Dama:) Bramy na swoje podwórko już raczej też nie pomyli:) Posłanka oczywiście zmienia sobie,ale głowa wiecznie na podłodze:) Moriska nie było jak tu się kładła i mogła głowę oprzeć o drugie,ale tak chyba wygodniej...zdjęcie z przed chwili i tak cudak śpi :)
-
Aha :), a pomyślałam inaczej,..ale to wszystko wina,że słowo pisane,a nie mówione:) Ciocia Nesiowata pewnie też nie wiedziała,że mnie teraz wyniosło daleko od technologii wszelakiej :) I nie tylko człowieka,wielu innych rzeczy związanych z człowiekiem:(...bardzo,bardzo mocno skrzywdzony piesek:( Gdyby nie leki,to nie wiem jak ten psiak dalej funkcjonowałby:(....teraz oby tylko dalej mu się polepszało. Gorąco u nas się robi i na spacery ciężko w dzień było dziś chodzić:(...zmykam teraz na polne drogi:)
-
Nie znoszę chodzić po mieście po chodnikach,nie lubię takich spacerów:(, natomiast uwielbiam na łonie natury i wtedy mogę iść i iść :)...oczywiście jak kopytko nie boli. Lumisi przyszły domek musi być koniecznie z "chodziarzem". Bardzo jej się podobają te spacery po polach , czuje się na nich dobrze,ładnie chodzi,zachowuje.Łapie coraz lepszą kondycję i już nie idzie ,a prawie całą drogę biegnie truchcikiem.Myślę,że spokojnie już by zrobiła 10km za jednym wyjściem,ale ja aż taka mocna nie jestem:) Pozwoliłam na ich własne tempo i teraz kroku muszę ogonom dotrzymywać:) Leniwy dzisiejszy poranek, i leniwe przedpołudnie,
-
Wrócę do klatki, Ciocie Kochane,...pliss,nie każcie mi te druty spawać:( Wiem,że zrobić,naprawić wszystko można,ale na wsi tu do koszenia trawy wynająć nie ma kogo,a o spawaczu zapomnieć mogę. Gdyby było inaczej,to udogodnienia przy klatce bym sobie zrobiła:( Sama tego nie zrobię,nie ma kto mi zrobić i musiałabym do Białego wieźć,szukać fachowca,a na jednym razie by się nie skończyło,bo klatka jest już dojechana. To angielska klatka z przeznaczeniem dla kotków,duża,ale delikatna i druty ma cieńsze niż polskie. Jechał w niej raz mały piesek do Polski i zostawiono mi ,że może się przyda.Nowa gibała się i przy Marcelu od razu plastikami pospinałam,żeby ją wzmocnić (na filmikach widać). Gdyby stała w jednym miejscu w domu,to posłużyłaby długo,ale ja ją mocno eksploatuję.Ciągnę,nie patrząc na podłoże,bo jest mi lżej niż podnosić,a i nie wszędzie z wózkiem dojadę.Z kojca wyciągam przez próg,jedzie po płytkach,po ziemi przez wybieg ,przez podmurówkę z wybiegu szoruje i za wybiegiem dopiero pakuję na wózek (do kojca nie dojedzie) jak jedziemy do domu lub dalej na ogród.Do Lumi kojca ciągnę po ziemi,bo kawałek jest mi lżej podciągnąć niż podnosić.Przy domu po schodach też wciągam (płytki pozbijane mają już rogi,ale że remont będzie więc bardziej mi rąk szkoda) i ogólnie do części ogrodu przy domu jak my tu jesteśmy,Marcelka też często zabieram i jak kilka metrów chcę przestawić ,to na wózek nie pakuję a podciągam klatkę.Jednym słowem klatki nie żałuję,a ręce staram oszczędzić,bo zdrowych ich nie mam.Nie wygodnie taką dużą podnosić i ciężko samej,ale kilka razy dziennie i tak dźwignąć muszę. Teraz pękły dwa druty,ale wiem,że zaraz puszczą kolejne i więcej mnie będzie kosztować jeżdżenie do spawacza niż kupienie nowej. Wiem,że to będzie wydatek, i wybaczcie,że spawaniem nie zajmę,ale cały Marcelek jest "kosztownym" pieskiem i na pewne rzeczy wpływu nie mam:(
-
Z tym zwlekaniem to chodzi o jego obsługę u weta:(. Jak mi wcześniej zachorował,to pojechałam biegiem i trafiłam na młode wetki,a one nie wiedziały :( jak do niego się zabrać i chciały mnie odesłać do lecznicy gdzie zajmują się dzikimi zwierzętami ,że na chwytak go tam wezmą:(.Jak to usłyszałam ,to prawie awanturę im w gabinecie zrobiłam i z wielkim trudem zrobiły zastrzyki,choć też nie wszystkie,a do tego stresu Marcel miał masę,bo długo trwało. Następnym razem już była moja wetka, wyjęła specjalną klateczkę,przełożyłam Marcelka i bez problemu obsłużyła. Gdyby to był normalny piesek pojechałabym jak tylko zauważyłam,ale moja wetka akurat kilka dni na wolnym i pomyślałam zobaczę,może stuknął się kostką przy zalotach do Mai i przejdzie,. Gdyby normalnie dał się zbadać,to doktor dziś by przyjął,ale jak usłyszał,że o Marcelka chodzi (zna jego),to poprosił o zdjęcia. No nic,mam nadzieję,że wyleczy się ta łapinka:( Konfirm,miałaś pewnie styczność z tą kaletką,powiedz ,trudno to wyleczyć?, to się odnawia? Nie mogłam z lekarzem za długo dziś pogadać i wypytać o wszystko.Gdyby normalny piesek,to myślę,że okłady pewnie można by było zrobić tak jak u ludzi,ale z Marcelkiem nie przejdzie:(
-
Prawdopodobnie:( :(, tak mówi lekarz :(..zapalenie kaletki piętowej. Obsługa Marcelka sporo czasu zajmuje,a Doktor miał dziś ważne zabiegi i rano poprosił żebym zdjęcia porobiła i wysłała ,a jak pozwoli to podotykała.Po południu dopiero znalazł chwilę,żeby obejrzeć i tak właśnie powiedział:( Zlecił na razie Opokan ,że może pomoże,a jak nie to miejscowo będzie lek podany.Jestem w kontakcie tel. z lekarzem i mam informować jak łapka. Podałam Opokan i obserwuję.
-
Za duża...nie dźwignę:( ,do auta też się nie zmieści . Dziś ledwie wciągałam Marcelka do samochodu,on przytył,a ja coraz słabsza z dźwiganiem. Moja klatka jest lekka,była nowa,ale do takiego ciągania po ziemi,betonowych progach za słaba,ma cienkie druty i dwa już puściły,zaczepiają o ziemię i muszę pilnować żeby dobrą stroną obrócić do ciągnięcia. Jak druga strona spawy puszczą,to wtedy będę bić na alarm:)
-
Z Moriskiem wspólne tempo złapali,nosy tylko do dołu i oboje do przodu suną,a Maszce ich tempo za szybkie na dłuższą metę i przerwy z nią często robimy.Ogólnie na długich linach ze swoimi chodzę,a Masza luzem przy mnie. Ostatnie dni mniej,bo staram nogę oszczędzić,ale ogólnie to sporo łaziliśmy i ponad dychę do 14 na pewno. (nie za jednym wyjściem oczywiście:) Na zdjęcia poczekacie troszkę,bo i pogoda zrobiła deszczowa i doba mi troszkę za krótka:) dzisiejszy spacer,