Jump to content
Dogomania

Harley

Members
  • Posts

    520
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Harley

  1. Ja z kolei mam w temacie psów luzem ostatnio bardzo optymistyczne doświadczenia. Dopiero co przeprowadziłam się z maleńkiego miasteczka do małego miasteczka. Niby zmiana tylko z 8 tys. mieszkańców na 15 tys. mieszkańców, a jednak skok cywilizacyjny jest. W poprzednim miasteczku podejście do psów było wsiowe w najgorszym znaczeniu. Psy były po prostu wypuszczane za próg i "hulaj dusza piekła nie ma". Straż miejska nie widziała w tym nic złego, a jeśli jakiś pies łaził na sznurku to"znaczy panie, że agresywny" ewentualnie "musi rasowy być i bardzo drogi". Często łaziły za mną całe procesje wędrowników, nie raz martwiłam się czy ich samochód nie potrąci jak leciały przez jezdnię, no i kilka zabawek zostało ukradzionych, kilka treningów przerwanych, niejeden próbował ujeżdżać wysterylizowaną sukę etc. Za to po przeprowadzce, luksus po prostu. Wszystkie psy z właścicielami. Większość na smyczy, lub w razie czego zapinana, puszczanie ze smyczy za obopólną zgodą. Spotkałam nawet panią co z kotem była na spacerze na smyczce i się o niego nie musiała bać. Wczoraj natomiast pierwsza spina. Szłam spokojnie z suką na smyczy przez centrum miasteczka, a tu z ławki z grupy starszych osób wyskoczył ujadający mały kundelek i leci z zębami do mojej suki(ze dwa-trzy razy większej). Starsza pani krzyczy do mnie "STAĆ" i łapie dziada na smycz. Do tej pory w sumie normalna sytuacja. Co mnie zdziwiło? Przypadkowi przechodnie zaczęli komentować i zwracać uwagę kobiecie, że powinna bardziej psa pilnować i co to ma być, że zamiast się psem zająć to plotkuje i nie patrzy co robi, a przecież skoro i tak siedzi przy ławce to może siedzieć na smyczy. W poprzedniej miejscowości jeśli ktoś trzeci zareagował na "sceny" z udziałem psów to raczej na zasadzie "po co to w mieście" albo "na łańcuch go" etc. Najczęściej pełna obojętność, łącznie z właścicielami, trochę na zasadzie "niech się poustawiają". I wiecie co, teraz mi się naprawdę lepiej i przyjemniej chodzi na spacery. Wprawdzie swojego psa też muszę bardziej kontrolować, ale jednak mam duży komfort. Przestałam nawet gaz pieprzowy nosić.
  2. Śledziłam poprzedni wątek i miałam cichą nadzieję, że nic tam się nie pojawia nowego bo "żyli długo i szczęśliwie". Wciąż trzymam kciuki i jestem ogromnie ciekawa jak się historia oraz wasza praca potoczy dalej.
  3. A jak wyobrażacie sobie swój dzień/tydzień z psem? Jak lubicie spędzać czas, czego oczekujecie po psie?
  4. W kwestii wielkości mieszkania to o ile zmieści Ci się posłanie oraz miski to powinno być OK jeśli chcesz poświęcić psu odpowiednią ilość czasu. Ja wzięłam psa średniego(wielkości suki ONka użytkowego) mieszkając w mieszkaniu służbowym, a dokładniej mikrodomku o pow. 25 m2. I nie było źle :). Teraz się przeprowadziłam do mieszkania 60m2 i nie widzę żeby pies odczuł różnicę. Za to ja wreszcie mam gdzie postawić wszystkie swoje buty.
  5. Hmmm, teraz to ja nie rozumiem czego oczekujesz. Ptaszki były tylko przykładem głupich pomysłów psa w ogrodzie. Ogólnie uważam, że ogród to szybka droga do różnych fiksacji jak niszczenie drzewek i kopanie właśnie. Skoro pies jest w domu spokojny, a na spacerach w sumie nie robi nic złego to w czym problem? Mój pies też nie padnie ze zmęczenia na pysk chyba że jest 30 stopni. Tylko się cieszyć z dobrej kondycji psa i bystrości.
  6. Ogranicz ogród. W przypadku mojego psa ogród był totalnym ZŁEM. W ogrodzie pies sam sobie wymyśla rozrywki i zazwyczaj są to głupie pomysły, moja suka uroiła sobie kontrolowanie przestrzeni powietrznej czyli oszczekiwanie każdego przelatującego ptaszka. O bieganiu wzdłuż płotu z ujadaniem nie wspomnę. Dwa, że warto wprowadzić sygnały kiedy jesteśmy aktywni, a kiedy jest czas odpoczynku. U mnie jest zasada, że w domu się je oraz śpi. Wieczorem pies dostaje gryzaka i idzie spać. Na początku miałam duży problem z kręceniem się wieczorami, zaczepianiem etc i wprowadziłam taki rytuał, że pies dostawał gryzaki i potem choćby nie wiem co nie zwracałam uwagi na psa. Kiedy jestem w gościach np. u rodziców albo teściów i pies kręci się niespokojnie po domu najlepszym wyjściem jest robienie czegoś bardzo spokojnego np. czytanie książki albo udawanie, że się idzie spać. Ziewanie, układanie się do snu, nawet krótka drzemka jak już było mocne pobudzenie. Jeśli chodzi o męczące intelektualnie ćwiczenia to wszystko co związane z samokontrolą. Na youtubie można znaleźć filmiki Magdaleny Łęczyckiej i TeamSpirit pokazujące ćwiczenia na odłożonej nagrodzie, samokontrolę, przechodzenie między pobudzeniem a skupieniem. To są rzeczy bardzo angażujące dla psiej głowy, a dwa że trochę samokontroli też się na pewno chłopakowi przyda. Co do spokoju na spacerze, to ja bym nie robiła takich ćwiczeń z siedzeniem na ławce tylko zamiast tego swobodny spacer. Pies eksploruje, wącha a ty idziesz i nie zwracasz na niego uwagi(chyba, że jest potrzeba przywołania). Taki czas tylko dla niego, bez angażowania człowieka.
  7. Ja spotkałam "żółte wstążki" na razie tylko raz w Warszawie i raz we Wrocławiu. Akurat się przydało, bo miałam się mijać na wąskim chodniku na moście z buldożkiem. Normalnie bym szła bez oporów, bo mój pies mija inne psy jak powietrze. Zobaczyłam żółtą kokardkę na smyczy, więc poczekałam aż pies przejdzie swobodnie i dopiero poszłam w swoją stronę. W sytuacjach typu "wąskie gardło" ma to faktycznie zastosowanie, ale poza tym nie widzę większego sensu w obwieszczaniu światu że mamy problem.
  8. Basenji mają dla mnie niesamowitą urodę, ale kiedy poznałam trzy egzemplarze(należące do trzech różnych osób ) moje uwielbienie się skończyło. Te które poznałam były bardzo niezależne, bardzo kombinujące na własną rękę i wymagające żelaznej konsekwencji. Taki typ: wykorzystam każdy twój błąd człowieku. Przy dwóch właściciele podołali zadaniu i dzięki ciężkiej pracy nie mieli problemów, natomiast trzeci pies(a właściciwie suka) sprawiał sporo problemów.
  9. Wcześniej wspomniane relacje z tym konkretnym psem też są ważne. Czasem postronny obserwator niczego szczególnego nie dostrzega, a przewodnik już widzi co zaczyna psu chodzić po głowie. Mam taki egzemplarz, że jak nie zduszę pewnych pomysłów w samym zarodku to już potem idzie lawinowo. Moje osobiste "złe wrażenie" odnosi się do zbyt intensywnej eksploatacji psa. Za dużo ćwiczeń, za intensywne, za wczesne wdrażanie w zbyt intensywny wysiłek. Jeśli słyszę, że właściciel mówi o 6-letnim psie że jest już stary... Albo jeśli dziewczynie, która z psem nie chce jechać na zawody bo on źle znosi towarzystwo innych psów(i wystarcza jej bycie mistrzem swojej łąki), ktoś mówi że powinna kupić sobie drugiego porządnego psa do sportu... Tak samo wyjmowanie psa z klatki i "tyranie nim" bez tej nudnej rozgrzewki. Albo szczeniak robiący vaulty i overy na szarpaczku, bo frisbee przecież nie wolno łapać póki rośnie... To nie jest jakieś znęcanie się, ale podejście które dla mnie jest niedopuszczalne. Z drugiej strony spotkałam też ludzi, którzy mocno rozruszali takiego sztywniaka jak ja, którzy dali dużo motywacji, pokazali rzeczy których sama nie potrafię dostrzec. Jak pies olał pracę kazali wołać, robić z siebie durnia i starać się bardziej, nie poddawać się, nie odpuszczać(pies wrócił i skończył ładnie zadanie). I tych drugich spotkałam na razie więcej. No ale to nie jest temat o inspirujących momentach w szkoleniu.
  10. Mi Kudłaty Art odpisał, że mogliby takie uszyć i Gadżeciaki też. Cen nie pamiętam, bo w końcu się nie zdecydowałam.
  11. Malina dopiero 22, przepaść między wyżłem niemieckim gładkowłosym(22) a szorstkowłosym(44)? Dziwi mnie też aż tak wysoka pozycja ONka(może dlatego, że widuję głównie eksteriery, a mało użytków).
  12. Nie mogę się wypowiadać o zawodach, bo nie mam jeszcze startów na swoim koncie, ale byłam na dwóch seminariach. Obydwa dotyczyły frisbee, obydwa były prowadzone przez utytułowanych zawodników. Na obydwu były trzy typy uczestników: startujący zawodnicy, przyszli zawodnicy(pies kupiony pod sport, starannnie wybrana hodowla etc, ale jeszcze za młody na starty) oraz podwórkowi rzucacze. Ja sama jestem podwórkowym rzucaczem i robię z psem różne rzeczy, żeby mieć fun oraz trochę spuścić energii z suki. Z obydwu tych seminariów wróciłam z zupełnie różnymi odczuciami. Po jednym był efekt WOW, oni tyle potrafią, a pomimo tego ja i mój kundliszon wcale nie czułyśmy się gorsze, było tak fajnie, chcę jeszcze! Po drugim natomiast stwierdziłam, że nie mogłabym tak podchodzić do psa jak niektórzy, że jest to dla mnie nie do przyjęcia, że jestem za stara i to w ogóle nie miejsce dla mnie. Więc bardzo dużo zależy na kogo trafisz. Dla mnie różnicę między ludźmi którzy mnie zauroczyli swoim podejściem i bardzo zmotywowali do pracy, a tymi których podejścia nie akceptuję można skrótowo opisać jednym zdaniem. Niektórzy mają psa do sportu, a inni robią sport dla psa. I przy okazji zaznaczam, że lepsze wyniki sportowe mają te konkretne osoby które w moim odczuciu robią sport dla psa.
  13. owczarek holenderski gdyby nie te uszy :smile: dla mnie cudo, uwielbiam pręgowane psy
  14. Clem - odległa i mocno rozwodniona domieszka terriera irlandzkiego?
  15. Szłam wczoraj z suką na smyczy przez miasto i pod samą siedzibą Straży Miejskiej wyskoczył na nas "z mordą" pies. Coś w stylu sznaucera średniaka właśnie z taką starszą panią idącą powoli, oczywiście bez smyczy. Gdyby to był ktoś młodszy to pewnie bym zareagowała bardziej obcesowo, ale jednak mam opory przy starszych osobach. Poprosiłam o zabranie psa, bo inaczej spuszczę swoją sukę(dwa razy większa od agresora). Na co kobieta: "Niech pani spuszcza, jak mu który przetrzepie tyłek to się nauczy nie zaczepiać". I jeszcze do mojej suki "Dobrze, dobrze, broń się". Ręce opadają. Zazwyczaj hasło "Bo spuszczę swojego" działa cuda, pierwszy raz ktoś powiedział żeby puszczać.
  16. A nie biały pudel miniaturka? :-)
  17. Szakala złocistego.
  18. Mi Rufus najbardziej przypomina szakala, no ale pytałaś o rasę nie gatunek :p
  19. Swego czasu była tutaj dyskusja nad juliusami i sporo osób narzekało na niedopieranie się szelek. Moja własna obserwacja - chyba wszystkie psy, które widziałam w juliusach miały jakiś taki poobrywany/wykruszony przedni odblask. Zwracałam na to mocno uwagę, bo chciałam kupić ale ostatecznie się rozmyśliłam. Szelki Active z Hurtty bardzo do mnie przemawiają... Gdyby cena była trochę niższa na pewno już bym je miała, a tak to trochę się waham z zakupem. Jak znam życie skończy się z kolejnymi szelkami handmade.
  20. Zanim zaczęłam biegać z psem to robiłam marsze(na swoje prywatne potrzeby nazywałam je dogtrekkingiem). Pies jest na amortyzowanej smyczy przyczepionej do pasa biodrowego i dostaje komendę "do przodu". Na tą komendę ciągnie mnie i ogólnie nadaje tempo marszu - dość konkretne :D. To samo wdrożyłam przy bieganiu, ale do biegania po trzech tygodniach minął mi zapał i zostały dogtrekkingi w niedzielę. Komendy "do przodu" uczyłam korzystając tylko z pochwały słownej. Kiedy pies wychodził dużo przede mnie na smyczy mówiłam "do przodu" i chwaliłam, zachęcałam etc. Po pewnym czasie skojarzyła, że ma iść przede mną, a później zachęcana dodatkowo że ma ciągnąć(nie jakoś mocno, ale amortyzator jest napięty). Co jest bardzo ważne: przed bieganiem/dogtrekkingiem pies musi mieć czas na swoje sprawy - czyli siku, kupa, trochę newsów z okolicy wywęszyć, chwilę pobuszować, połazić na spokojnie i dopiero po około półgodzinnym wstępie zaczyna się praca.
  21. A propos gwizdka - zauważyłam już kilka razy taką sytuację, że mój pies ma problem z określeniem z której strony dochodzi dźwięk gwizdka przy przywołaniu na duże odległości. Przykładowa sytuacja: stoję na lekkim wzniesieniu i widzę swojego psa w dole. Na dźwięki gwizdka przestaje węszyć i zaczyna mnie szukać, dużo się rozgląda ale jakby nie wiedział skąd dochodzi dźwięk. Po ponownym gwizdnięciu czasem mnie zauważy, a czasem biegnie na czuja ale widzę że niezbyt potrafi zlokalizować skąd dochodzi dźwięk. Przy przywołaniu głosowym zachowuje się jakby potrafiła o wiele łatwiej określić skąd dochodzi dźwięk. Ktoś z was zetknął się z taką sytuacją? Używam billika.
  22. Na przykładzie mojego psa - są takie dni kiedy widzę, że aż przebiera łapkami do ćwiczeń, a są takie że trzeba dać jej luz i patrzeć jak buszuje po krzakach. Jak planuję trening to dzień przed daję dużo luzu, kiedy widzę że praca jest marna to nie oram na siłę tylko idę na spacer eksploracyjny. Jak zrobię dwa leniwe dni - minimum komend, maksimum luzu to się pojawia głód pracy, zajęcia. A dłubię różne głupoty tylko dla siebie i dla urozmaicenia wspólnego czasu spędzanego z psem, dla ogólnego fun'u(no i po części po to, żeby pies sam nie wymyślał sobie głupich zajęć...).
  23. Ćwicząc dwie godziny dziennie codziennie zgasisz w psie motywację. Każdy pies jest inny, ale może zobacz w jakim wieku psy startują, zdają egzaminy(wpisujesz na youtube obi 0 lub PT1 i patrzysz lub czytasz w komentarzach kto startuje). Mój pies nie był przygotowywany jakoś specjalnie pod to, ale w psiej szkole zrobiłam przebieg PT1 według regulaminu - suka była 1,5 roku po adopcji, od roku chodziła do psiej szkoły. Wcześniej pewnie też by dała radę, ale ja generalnie dużo czasu spędziłam na "walce o normalność" i głównie temu poświęcałam czas. Do prawdziwego PT lub obedience i tak nigdy z nią nie przystąpię.
  24. Dzisiaj znowu spotkałam tego maliniaka i znowu to samo tylko gorzej. No ale muszę mu przyznać, że jest cudowny i wpadł mi w oko. Jutro się nie wracam odprowadzić go do właściciela, tylko zabieram go do domu :D.
  25. Moja suka najbardziej lubi plastikowe miski i lubi jak są duże. Ze szkła/ceramiki nie chce pić wcale, z metalu niechętnie. W zeszłym roku miała w lecie taki moment że większość wody wypijała na spacerze z jeziora, a w domu prawie nic. Może spróbuj innych misek? Albo przykładasz za dużą presję - bo ciągle kombinujesz przy wodzie, zachęcasz, patrzysz czy pije. Czasem odpuszczenie psu daje lepszy efekt.
×
×
  • Create New...