-
Posts
11052 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Everything posted by Istar19
-
słodki czarnuszek :) ma już jakieś imię? na razie wstawię go tylko na stronę w psy do adopcji, a pod stronę zrobię mu jak dostanie imię ;) a co do strony jeszcze, jestem w trakcie zmieniania adresu na domenę przez was wykupioną, ale chyba muszę poprosić serwis manifo o pomoc, bo coś pomimo tego, że minęło 48 godzin (tyle powinna trwać zmiana domeny), nie zadziałało...musiałam coś pomieszać :shy: w poniedziałek będę wysyłać do nich maila, w weekend i tak pewnie nie pracują :] super, ze Marley wrócił do domu ! :)
-
tu coś chodziło, zapach ewidentnie przypadł Maszce do gustu a pod śniegiem coś się chowa! kiedy tłumaczyłam Masi, że nie wolno niszczyć czyjegoś domostwa, zwłaszcza zimą, Holi próbowała nas zaskoczyć i zanim zdążyłam się odsunąć z jej drogi (po pierwsze najpierw zdjęcia, potem ratunek, a po drugie jak już Holi obierze jakiś cel - to koniec idzie w tym kierunki jak czołg!), nadziała mnie na ten badylec...to podobno dobra wróżba ;)
-
a tak ładnie okoliczni...artyści...ozdobili pozostałości po starym młynie nad Ślepiotką :) Masza coś pod śniegiem znalazła...dlatego chwilowo ogłuchła i se mogłam wołać i wołać...chyba, że to śnieg jej do uszy wpadł! w końcu jednak zareagowała i mogliśmy iść dalej podziwiać czapy śnieżne wraca pies marnotrawny!
-
mi śniegu brakowało...więc mam nadzieje, że teraz utrzyma się choć kilka dni/tygodni...tak do końca lutego :D Większa z ryżego duetu nie dała mi się dziś wsypać...jako, że kot nie śpi z nami - sama jest sobie winna...mogłaby nie siusiać nam na pościel, to zamykamy się przed nią w sypialni na cała noc...jako, że w ostatnich tygodniach zrobił się z niej strasznie towarzyski kot, to o godzinie 7-8 rano (czasem i o 6) zaczyna takie serenady nam uprawiać pod drzwiami, że cudem sąsiedzi się nie skarżą... Jako, że ja zazwyczaj wstaje wczas rano (grubo przed świtem, bo ok 4) albo o 7 (gdy mam na popołudniową zmianę raz na ruski rok) to gdy mam dzień wolny, albo po prostu jestem padnięta, chciałabym pospać do tej 9...a tu się nie da! Bo z jednej strony drzwi Sol miauczy i bije łapkami o szybę (mamy drzwi z taką mleczną szybą, coś tam przez nie widać), a z drugiej Holi, również chcąca jeszcze spać, irytuje się na hałasującą Sol i burczy na nią..oczywiście leżąc na łóżku. czasem już nie wytrzymuje i naskakuje na drzwi z warkotem...Sol na jej zaczepki i ostrzeżenia nic nie reaguje - w końcu pomiędzy nimi i tak są te drzwi... Dziś, o 8, po godzinie wysłuchiwania narzekań, jaka to Sol nie jest samotna, zlitowałam się...chcąc pospać jeszcze choć 30 minut i wpuściłam ją do sypialni...Głupia wierzyłam, że to ją uspokoi, uciszy..a gdzie tam! Łaziła po pokoju ze swoim miua, miau..miaaaaauuuuu i opowiadała co też w nocy się nie działo...kłopot w tym, że mnie to NIC NIE OBCHODZI, ale Sol nie da się tego wytłumaczyć ;) Za to, gdy Sol dopnie już swego i wywali mnie z łóżka, potem jeszcze chwile po marudzi i...i się wyłącza pod grzejnikiem idąc spać w najlepsze... Z innej beczki. We wrześniu, a może był to jeszcze sierpień ? nie pamiętam. Dostałam pomidorka w wielkiej donicy od koleżanki. Pomidorek koktajlowy, niby jednoroczny...minął nam miesiąc..minął drugi..zjadaliśmy smaczne pomidorki....gdy nadszedł grudzień, a pomidorek wciąż nam na nowo kwitnął zaczęło nas zastanawiać, co siedzi w tej roślince takiego? Zima marna bo marna, ale jednak zima, a ten krzak wciąż kwitnie! Siedzi sobie na parapecie w sypialni i rośnie wesoło... Przenieśliśmy pomidorka do łazienki, teraz stoi na przeciwko okna na podłodze i...puszcza nowe liście i pąki! a mamy już luty -.- zadziwiająca roślinka
-
Shila jest cudowna! Pokazałabym ją mojemu TŻ, ale wtedy to już w ogóle nie da mi spokoju i zamiast owczarka w przyszłość wyląduje z astem :D nie to żebym miała coś do tych psiaków, uwielbiam je, najbardziej łaciate krówki ;) ale to owczary jednak zapadły mi w serce (ale w wersji użytkowej, np >klik<) Dobrze, że mała do Ciebie trafiła :) co do sytuacji w domu - nie zazdroszczę i wiem coś na ten temat. Co prawda z mamą mam świetne kontakty, ale z ojcem...przez niego wyprowadziłam się z domu w wieku 20...nie żałuje swej decyzji...zazwyczaj :D
-
a tu zagubieniu wśród kukurydzy ;) Pa spacerze czas był na wypicie herbaty, małą przekąskę i trza było się zbierać. Tym razem Miśka z chęcią wskoczyła do samochodu, a następnie do pociągu - chyba sama chciała już wracać ;) Czekało nas 6.5 h drogi, a potem autobus...Holi położyła się pod fotelem od Patryka i przespała większość drogi. Biedny, mały podróżnik! Kiedy wróciliśmy do domu, było po 21. Masza już na nas czekała w domu, była bardzo szczęśliwa, że nas widzi! Sol również wykazała trochę entuzjazmu na nasz widok, a chłopaki, chyba nie zauważyli nawet, ze nas nie było ;) Rozpakowaliśmy się, wypiliśmy herbatę i czas było iść spać. Masza szczęśliwa ułożyła się pod kołdrą, a Holi z pomrukiem zadowolenia poległa u mojego boku. Szczęśliwa, że znów jest w domu...gdzie jest cicho, spokojnie i nie ma dzieci. THE END Jak będzie mi się chciało to opiszę naszą (moją, saphiry18, ewes i koleżanki) wycieczkę na Szyndzielnię..a raczej spływ z Szyndzielni :D o ile ktoś przebrnie przez te moje zanudzanie ;) Mam tyle do opisania ...kronik by brakło, gdybym chciała wszystko spisać ;) no bo tyle mieliśmy przygód..tyle miejsc odkryliśmy! No i jeszcze ten Świąteczny wyjazd...tyle wycieczek w góry...tak tylko siedzę i wspominam...i już marzę o wiośnie - bo choć kocham śnieżną zimę i śnieg mnie zachwyca, to moje serce już rwie się w góry..a góry dla nas to bez śniegu, na śniegu nie dalibyśmy rady...i tak ciesząc się zimą, czekamy już na te na prawdę długie i ciepłe dni...
-
Gdy słońce wstało na dobre, już po śniadaniu, wybraliśmy się do Środy, trochę pospacerowaliśmy, zwiedzając małe miasteczko, żeby koniec końców wrócić do samochodu i jechać do Komorza (chyba tak to się piszę), małej wioski, gdzie mieszka Babcia Patryka. Troszkę ponad godzina drogi minęła nam spokojnie. Holi leżała na tylnej kanapie pomiędzy mną, a Patrykiem i drzemała. Wraz z nami jechała również Kasia z dziećmi, drugim autem. W Komorzu byliśmy jakoś koło 13/14, przywitaliśmy się z babcią, po czym mamy wraz z babcią robiły obiad, a my zajmowaliśmy się koszeniem trawnika w niewielkim ogródku. To wtedy, gdy słońce nas grzało, a Holi upajała się wolnością i tym, że dzieci nie zajmują się nią, ujrzeliśmy kocie..takie małe, zasmarkane i nieszczęśliwe. Nie będę już opisywać jakie słowa cisły mi się na usta, gdy widziałam kociaka, którego matka miała właścicieli, ale w ogóle o nią nie dbali (dzieci 5-9 lat ok, "zajmowały" się kotami..), tak że kocio wyglądał jak 7 nieszczęść. Nie będę pisać, jak bardzo mały zapadł mi w sercu i jak kombinowałam, jakby tu go zabrać...nie ważne, gdzie, bo miałam wrażenie, że nawet w schronisku będzie mu lepiej! Koniec końców, używając argumentów typu - nie możemy go zabrać, nie damy rady go przewieźć w pociągu, mały nie przeżyje do zimy! Mama Patryka zgodziła się zając malcem! Z początku miał to być DT, ale doskonale wiedzieliśmy, że jak mama TŻ weźmie kociaka to już go nie odda :) . Dopiero jak los malca był zabezpieczony, mogłam spokojnie zasiąść do pysznego obiadu i deseru, oraz zając się miłą konwersacją ze starszą panią. Kociak pojechał z nami do Jarosławca. W kartonie..był tak zmęczony, że przespał całą godzinę jazdy, a myśmy tylko sprawdzali, czy oddycha! Holi nie miała nic przeciwko lokatorowi, spała na moich kolanach. zapchlony kocio tu już w domu, po wyczyszczeniu wilgotną szmatką całego futerka i przetarciu oczu kicia chyba jeszcze nie wierzył, że jest mu naprawdę ciepło i ma pod dostatek jedzenia! musieliśmy mu dozować po troszku, bo ile by mu nie dać wszystko by zjadł! Kicia na początku nie przepadała za malcem, ale potem zaczęła go tolerować, by wkrótce polubić malucha!
-
RAFT I CZARET- NIESZCZĘŚCIE I ROZPACZ W SCHRONISKU...PILNE!!!
Istar19 replied to Zofija's topic in Już w nowym domu
trzymam kciuki za podróż ;) jutro wpłacę styczniową deklarację :) -
Wracając do wycieczki z października. Skończyłam na tym, jak siedzieliśmy w pociągu relacji Poznań - Jarosławiec. Holi zaspokojona już, siedziała grzecznie na podłodze i tylko patrzyła się to na nas, to na drzwi. No ile można jechać? Na szczęście 30 minut szybko minęło i nawet się nie obejrzałyśmy, a już byłyśmy w Środzie. Z tym oglądaniem to naprawdę było tak, że patrzyłyśmy w okna na tą...płaskość i aż oczy bolały! Mieszkając na GŚ, jeżdżąc w góry, czy na Jurę widuje się oczywiście otwartą przestrzeń - ale jest ona inna..taka, mocno pofałdowana, mimo wszystko ograniczona dalekimi górami/skałkami/wzgórzami i lasami (wykreśl niepotrzebne). Jadąc przez Wielkopolskę widzi się pola...pola i pola, a poza polami domy, trochę drzew, parę stawów, czy jezior i znów pola..aż po horyzont! Dla mnie to niepojęte. W całym moim życiu spędziłam może trzy miesiące poza górnym Śląskiem , miesiąc w Holandi, dwa tygodnie nad morzem, 5 dni w Warszawie...i tyle co pamiętam! Może kilka dni w okolicach Małopolski...to trochę straszne! Ale koniec dygresji. Nie mówimy tu wszak o moim zamiłowaniu do rodzinnego Górnego Śląska. Dojechaliśmy w końcu do Środy! tam już czekała na nas mama Patryka. Co mnie zdziwiło, Holi ją poznała! Widziała ją tydzień w lipcu, a w październiku wciąż pamiętała i nawet ucieszyła się na ponowne spotkanie. Naprawdę podróże kształcą i wpływają na osobowość! Holmiśka załatwiła swoje potrzeby na pierwszym trawniku i już raźnie chciała maszerować do przodu, a tu klops...nagle koniec trasy, samochód...Popatrzyła na mnie takim wzrokiem, że zrobiło mi się jej żal. Wsiąść do auta wsiadła, ale nie obyło się bez pomruków niezadowolenia. Droga była krótka, około 10 minut. Pod domem siostry Patryka na nasz przyjazd czekały już dwa psy - Bella, 6 letnia labradorka ze schroniska oraz Baster, 2 letni onek. Czyli duże psy na swoim terenie, a jak wiadomo Holi za dużymi psami nie przepada...no boi się ich i już! Z auta wyskoczyła bez smyczy (wysiadaliśmy na uliczce gdzie stoi właściwie tylko dom Kasi, więc nic tam nie jeździ) z radością przywitała wolność, aż tu nagle wyskoczyła na nią Bella, jakoś przecisnęła się pomiędzy otwieraną bramką, a mamą. Bella chciała się tylko przywitać, Holi jednak spanikowała, zaczęła uciekać (zataczała krąg wokół mnie i nie bardzo wiedziała, jak się schować za mną, bo Bella wciąż była obok) w końcu udało mi się złapać Bellę i wpuścić ją z powrotem za płot, wtedy też Holi podbiegła i przykleiła mi się do nóg, domagając się następnie zabrania na ręce...bo teraz za płotem znów czaiły się DWA WIELKIE POTWORY.. Wizyta u siostry była krótka, mieliśmy tylko coś zabrać i jechać w końcu do Jarosławca, czyli miejsca przeznaczenia. W międzyczasie Holi poznała dzieci...nie powiem by była zachwycona, 2.5 letnią pełną werwy dziewczynką! Ale była bardzo dzielna. Dała się pogłaskać, a potem po prostu unikała latorośli jak tylko mogła. Biedna nie wiedziała, że czekają ją jeszcze prawie dwa dni z dzieciakami! Jadąc do Jarosławca, Holi pogodziła się już z losem podróżnika i opadła na siedzenie samochodu w ciszy i majestacie. Godzina 17. Jesteśmy na miejscu. Miła wioska, jak się patrzy znów pola, pola pola i las! Jest las, choć nie było nam dane go zobaczyć...ale następnym razem wyproszę spacer do niego. Jako, że od rana to myśmy nie wiele zjedli, to ucieszyliśmy się na myśl o kolacji. Holi dostała swoją suchą karmę, ale była już tak wykończona, że nawet na nią nie spojrzała. Zwiedziła szybko mieszkanie (nawet nie zauważając Kici - kotki mamy TŻ) po czym położyła się pod stołem i obserwowała nas, zasypiając. Oczywiście, gdy tylko ruszyłam się na krok za jej pole widzenia to się podrywała i człapała za mną (dosłownie człapała, nie chciało się jej nóg podnosić), dlatego starałam się z miejsca za bardzo nie ruszać. Dzieci, które zdążyły przyjechać wraz z Kasią ignorowała. Dajmy Holi odpocząć czas na zdjęcia Kici :) Kicia to kotka zabrana z ogródka, jej mama jest kotem wolno żyjącym, ale nie dzikim. Kicia ma jakieś 2 lata. Jest...trochę dzikawa. Nie lubi obcych, nie lubi brania na ręce, głaskania - od nikogo, nawet swojej pani, chyba, że sama ma na to ochotę. Przy czym przy całym tym nielubieniu, nie gryzie, nie drapie, chyba że już naprawdę się ją zdenerwuje, co mi zdarzyło się raz, ale kiedy byliśmy tam na święta. Kicia nie lubi psów...chyba dlatego, że mało je zna i przed Holi chowała się na parapecie, stole czy innych wyższych miejscach ;) np. na lodówce ;) a tu nasza Holusia, śpiąca pod szafką - ona lubi takie miejsca...czy to pod łóżkiem, czy pod stołem, biurkiem...albo w kartonie ;) Spać poszliśmy późno, bo jakoś po północy. Byłam jeszcze z Holusią na wieczornym spacerze, takim 20 minutowym, wokół bloczków (tam wiocha, ale stoi kilka bloków, które były stawiane dla pracowników PGRów). Holi podobało by się życie wiejskiego psa, tak myślę. Spacer bez smyczy, cisza, spokój, mało ludzi, mało aut. Co więcej, Holi wiedziała do której klatki ma podejść! Bloczków w szeregu jest chyba trzy, każdy ma trzy klatki, a Holi wiedziała do której ma iść! I na które piętro, pod które drzwi...to niesamowite, zważywszy na to, ze była tam po raz pierwszy i tylko raz wchodziła i wychodziła. Gdy kładłyśmy się do łóżka, Holi choć zmęczona ciągle była czujna. Czuła się już jak u siebie, nawet burczała na drzwi wejściowe, gdy ktoś przechodził za nimi. Koniec końców jednak zasnęła. Na łóżku oczywiście. Kiedy o 5 rano, mama Patryka wstawała żeby pojechać po niego na dworzec do Środy (jechał pociągiem nocnym), Holi zerwała się na równe nogi z warkotem - bo ktoś chodzi za drzwiami JEJ sypialni...a gdy pól h później mama wróciła wraz z Patrykiem i cicho otwierali drzwi, Holi wyskoczyła z takim jazgotem, że chyba obudziła wszystkich mieszkańców...po chwili jednak radości nie było końca, gdy tylko zobaczyła Patryka na własne oczy. A gdy godzinę później wstała jeszcze moja mama i byliśmy niemal w komplecie, Holi, pomimo niewyspania, była już najszczęśliwszą psiną na świecie. Rozglądała się tylko za Maszą, nie rozumiejąc dlaczego jej nie ma, ale szybko o niej zapomniała. Czekał ją i nas kolejny, długi i pełen wrażeń dzień.
-
Holi ma białe ząbki z przodu - na tylnych ma troszkę kamienia już...w sumie nic takiego nie robimy...kiedyś myłam im ząbki, ale nie przepadały za tym. Masza też nie ma problemu ze zgryzem. Myślę, że to dlatego, że jedzą głównie suchą karmę plus twarde gryzaki, do tego czasem jakąś wędzoną/gotowaną kość...a tak to Holi ciągle coś gryzie - zabawki, zabawki i zabawki ;) No i w przypadku Holi taki efekt daje jej też pewnie to, że ona każdy, naprawdę każdy granulek karmy (nawet jak mają karmę dla małych psów) gryzie po 4- 5 razy zanim przełknie :) Taaa Sol, to Sol i zawsze Sol pozostanie. Złośliwa małpka...ale po tych trzech podajże latach, co jest z nami troszkę się zmieniła. Teraz częściej do nas przychodzi na głaski, potrafi z biegu wskoczyć nam na ręce/plecy/ramiona....wczepia się wtedy pazurami i mruczy, mruczy i mruczy ;) Ale nadal leje w nieodpowiednich miejscach..rzadziej, lecz ciągle jej się zdarza. Ogoniastych mamy. Chłopaki 24 grudnia skończyli rok :) o tutaj panowie na włościach :) Tutaj Stich - nic się kota nie boją ;) na szczęście Sol nie ma wobec nich złych zamiarów, nawet jak pacnie czasem łapką to i tak bez pazurów (czasem mam wrażenie, że Sol wyciąga jedynie pazury na mnie ^^' ) obserwować - tak, ale bez zbędnych ruchów to już Stichu jest bardziej ciekawski :) A JArvis przed wczoraj nie chciał pozować, mam jego zdjęcia na komputerze sprzed kilku tygodni, ale muszę je na picasso wrzucić :)
-
a Masia siedzi...i marzy o piecyku u mamy :] ostatnie otrzepanie się spojrzenie na ZIMĘ i czas wracać do domu :) gdzie czeka na nas Sol..albo i nie czeka...zadowolona, że kaloryfer grzeje, nie rozumie, jak z własnej woli chcemy wychodzić na ten wielki, zły, zimny świat I tyle na dziś ;) uważajcie bo jak zacznę sypać zdjęciami to nie skończę aż do lata^^'