Jump to content
Dogomania

Istar19

Members
  • Posts

    11052
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Everything posted by Istar19

  1. Proszę bardzo ;) Tyle mogłam dla niego zrobić ...
  2. jestem u Torro :) śliczny z niego nieborak
  3. Padało. Niezbyt miła aura pogodowa nie sprzyjała pogawędkom. Jednak słowo się rzekło. A oczekiwanie na słońce końcem października...no mogłoby na nic się zdać. Ciemno. Ponure wnętrze. Kto raz wejdzie do tego miejsca, nigdy o nim nie zapomni. Choć bezpośredniego zła tutaj nie ma – o te wszystkie zbłąkane dusze się dba! Karmi, głaszcze, przemawia do nich...to jednak Zło tutaj żyje, żywi się smutkiem, odbiera nadzieję. Zabiera każdą chwilę życia dla siebie – Zło, które niesie tylko ból. Wśród wszystkim nieszczęśliwych serc, był jeden, który zwrócił moją uwagę. Siedział sam, skulony pod naporem wiatru, który tylko on czuł. Z jego oczu można było wyczytać wszystko, które było niczym. Pustka...smutek tak wielki, że unicestwiał sam siebie. - Cześć. - powiedziałam lekkim tonem, który był tylko grą, próbą wprowadzenia pozytywnej wibracji. Nie udało mi się. Odpowiedziała mi cisza. - Jak się nazywasz? - spróbowałam nawiązać jakikolwiek kontakt, ale i to zdało się na nic. Chwila ciszy. Tylko szum deszczu na zewnątrz. Podeszłam bliżej krat. Żadnej reakcji. Przeczytałam imię napisane na kartce, wiszącej na drzwiczkach. Ciapek... - A więc nazywasz się Ciapek? - spytałam lekko przekrzywiając głowę, tak jak zawsze robi to mój pies, gdy chce ze mną o czymś pogadać. - Nie wyglądasz mi na ciapka. - kontynuowałam lekkim tonem, mając nadzieje, że nie wyglądam i nie brzmię głupio. Nie miałam czym się martwić. Pies nawet na mnie nie spojrzał, jego wzrok był wbity gdzieś poza mną. Miałam już zrezygnować. Wybrać innego psa do pogawędki, kiedy usłyszałam ciche słowa, tak ciche, że można by je pomylić z tchnieniem wiatru. - Kim jesteś? Kim jestem? To dobre pytanie, zagłębiając się w to kim jestem można by pół dnia zmarnować, nie ma sensu. - Kim jestem? Jestem waszym głosem, chce by o was usłyszał świat, Chcę by ludzie zaczęli się zastanawiać do czego doprowadzają swych najlepszych przyjaciół! - My nie mamy przyjaciół. - powiedział równie cicho. Nadal mnie nie widział. - Mieliście przyjaciela prawda? - Z tej samej kartki, co imię, wyczytałam, że Ciapek został oddany, bo jego pan zachorował. Rodziny nie było, albo nie chciała się nim zająć. - To było dawno temu. Czasem myślę, jakby w ogóle go nie było, jakby był tylko snem. Budzę się co dzień rano, w południe, wieczorem, a go nie ma, zostawił mnie, odszedł. Zostawił...w tym koszmarze. - słowa z początku wypowiadane bez emocji, nabrały siły...by po chwili znów ucichnąć. - Od kiedy tu jesteś? - To również wyczytałam, ale chciałam, by Ciapek dalej mówił, by w końcu mnie ujrzał, - Pytasz psa o dokładny miesiąc? Dzień? A może godzinę? - sarkazmu się nie spodziewałam. Milczałam jednak, czekając na rozwinięcie. - pytasz psa, o dzień, w którym zawalił się jego świat... - Może to niemądre, ale tak. Pytam Cię o dzień, czy pamiętasz coś z tamtego czasu? - Nie wiem, jaki był to dzień. Jeden z wielu, taki jak każdy. Jak każdy inny się zaczął. Tylko skończył się nie tak. Miesiąc? Nie wiem...wiem, że była jesień, tak jak teraz. Tylko liści już na drzewach nie było. Zimny wiatr przewiewał mnie aż do kości. Myślę, że coś przeczuwałem, dlatego było mi tak zimno, albo wydawało mi się, że jest. Wiedziałem, że z moim przyjacielem nie jest dobrze, ale miał mnie! Byłem u jego boku 9 lat! Zawsze go wspierałem, a on mówił, że jestem jego szczęściem. Chorował wcześniej wielokrotnie..nigdy z tego powodu mnie nie zostawiał samemu. A ja zawsze byłem przy nim, gotów pomóc, rozweselić...- Widziałam, że ciężko mu wracać do tych wspomnień. Ale spostrzegłam również, że w miarę wypowiadanych zdań jego wzrok wracał z daleka. Nie patrzył już przeze mnie, ale NA mnie. - Oddał Cię tutaj? Tego pewnego jesiennego dnia? - Nie musiałam pytać, widziałam to w jego oczach. - Oddał. Zostawił wśród obcych, w obcym miejscu...Chciałem iść za nim! Wyrywałem się, ale oni mnie trzymali. Nie mogłem zrobić nic, by iść za moim przyjacielem, który był chory! Jak miałem się nim teraz opiekować? - Smutek w jego oczach przytłoczyłby największego chojraka. Ten pies został porzucony, z winy losu i choroby pana, a martwił się tym, że nie mógł być wraz z nim i wraz z nim dzielić choroby. Nie mógł być przy nim, kiedy ten go potrzebował...i to to, a nie porzucenie najbardziej raniło jego duszę. - Czy wiesz, co się z nim teraz dzieje? Gdzie jest mój przyjaciel? - przebłysk nadziei w jego oczach szybko zgasł widząc mój smutek. - Ja też nie wiem, czasem dalej na niego czekam... - Myślisz, że on wróci? - ugryzłam się w język, to nie było odpowiednie pytanie. - Ja wiem, że NIE wróci. - odpowiedział z warknięciem. - Wiem, że nie wróci! Ale na co innego mam czekać?! Nie mam na co czekać... – znów ta rezygnacja. Nastała chwila ciszy. Ciapek odwrócił się do mnie plecami. Jestem pewna, ze gdyby nie deszcz, to wyszedłby na zewnątrz. - Przepraszam, za to pytanie. - odpowiedziałam cicho. - A gdyby zjawił się ktoś inny, ktoś, kto chciałby Ci dać dom. Poszedłbyś z nim? Czekałam cierpliwie na odpowiedź. Sekundy upływały, zmieniały się w minuty. - Czy bym poszedł? - spytał cicho. - Nie wiem. Nie wiem, czy byłbym w stanie. - Dlaczego? Dlaczego tak myślisz? - A jakie to ma znaczenie? Kto zechce starego psa? Kto pokocha kogoś takiego jak ja? - A gdyby ktoś pokochał, poszedłbyś? Popatrzył na mnie swymi brązowymi oczyma. - Poszedłbym. POSZEDŁBYM – powtórzył z siłą. - Tylko czy znajdzie się ktoś taki? - Musisz cierpliwie czekać, na pewno ktoś się znajdzie! - czekać...Tylko ile mam czekać? Ile mi czasu pozostało, za nim przyjdzie śmierć? Chyba, że to właśnie na nią mam czekać... - Nie mów tak! - podniosłam głos. - Nie wolno Ci tak myśleć! - A kto mi zabroni?! - odpowiedział ze złością. - Może właśnie Śmierć ma mnie zabrać do domu? Czasem, gdy jestem sam, wydaje mi się, że ona stoi tuż obok...czeka tylko na odpowiedni moment, a może na to, aż będę gotowy za nią pójść...i znikną wtedy kraty...- zwiesił głowę. - Brak przyjaciela u boku to coś, co ciężko wytrzymać. A gdy do tego nie ma się nawet wolności...po co wtedy żyć? - zrezygnowanie biło z całej jego postawy. Znów wyglądał tak, jak na początku rozmowy. - Czego więc pragniesz? - Czego pragnę? By ktoś oddał mi moje życie. By czas nie ograniczał się tylko do tykania i wyznaczania pory dnia, ale by ruszył. Wraz z nim ruszyłoby moje serce, znów byłbym zdolny kochać. Wraz z życiem wróciłaby rodzina i byłoby tak jak dawniej, może inaczej, może trochę gorzej, ale byłoby...życie byłoby...- zamilkł. - Jakie byłoby? - Po prostu...byłoby. Życie by trwało...Bo jeśli mam być tutaj, to chyba powiem pass i pójdę za nią. Nawet teraz wyciąga do mnie rękę, stoi tuż obok. - ostatnie zdanie zmroziło mi krew. Rozejrzałam się, ale Śmierci nie spostrzegłam. Tylko czego ja się spodziewałam, że kostucha mi się pokaże? Ślepemu z natury człowiekowi? - Ciapek. - powiedziałam po chwili, jakiej potrzebowałam do uspokojenia serca. - Ciapek. - powtórzyłam. - Znajdzie się dla Ciebie dom! Znajdzie się rodzina, która Cię pokocha! Tylko musisz nam dać szansę, byśmy mogli jej poszukać. Popatrzył na mnie, w jego oczach ujrzałam swoje odbicie. Po chwili zagościł w nich cień uśmiechu. Podszedł do krat. - Dobrze – powiedział. - Pomóż mi znaleźć rodzinę. Tymczasem zabierz mnie na spacer. Przestało padać. Wyszło słońce. Blade, nie dające wiele ciepła, mimo to podniosło nas na duchu. Żałowałam, że nie mogę sama zabrać Ciapka do domu, by pokazać mu, że życie się nie kończy. Wierzę jednak, że ktoś go pokocha. Da dom starszemu, ale wcale nie gorszemu psu! Wiecie, że Ciapek kocha się bawić? Powiedział mi o tym w sekrecie. Trochę się tego wstydzi, że w głębi serca jest wiecznym dzieckiem. Wtedy, gdy spacerowaliśmy po mokrych łąkach w promieniach zachodzącego słońca, życie na chwilę wróciło, a w oczach Ciapka zagościło prawdziwe szczęście. Powrót do boksu był trudny. Na do widzenia dostałam dumnie podaną łapę, jednak na mój spontaniczny uścisk odpowiedział mokrym buziakiem. - Nie zapomnij o mnie. - poprosił. - Znajdź mi dom, póki nie jest za późno – mówiąc to patrzył mi prosto w oczy, a potem przeniósł wzrok lekko w prawo z niemą prośbą – nie teraz, daj mi szansę....
  4. Z bazarku http://www.dogomania.com/forum/topic/143196-ju%C5%BC-koniecrozliczams%C5%82odkopsiaki-zapraszaj%C4%85-do-1710/ uzbierało się dla słodkopsiaków 165 zł :) proszę o potwierdzenie dotarcia przelewu :)
  5. idąc tym tokiem myslenia sunie można by nazwać Kenia ;) Albo Tulia aaalbo coś wymyśl :D ja znikam z psami na spacer, trzeba skorzystać ze słonka które wyszło zza chmur :)
  6. Lahja - Lajla..no zbyt podobne..a Mali? albo zaraz poszukam czegoś fajnego :) a dla psiura może Chairo - po japońsku po prostu brąz :) Borvo - uzdrowiciel celtycki można poszukać też geograficznie...Jukon np fajnie brzmi :)
  7. to moze sunia Amber - była u was kiedyś Amber? Ma takie bursztynowe oczka :) albo Arabika :D od kawy ^^ Mali o..albo Lahja - w języku fińskim znaczy dar :)
  8. śliczne psiaki :) to jeszcze imiona poproszę i wieczorkiem dodam na stronę :)
  9. taaa, bo mnie ciągle wywala :D ja już sił nie mam z tym wiecznym error 502... wybacz ;)
  10. to wiele wyjaśnia :D się właśnie zastanawiałam do czego to ;)
  11. Za to Holusia bardzo mi pomagała kiedy się bawiliśmy w robienie zdjęć...to jest jej karton! I nie odda z niego niczego ;) Za to tu sprawdza miękkość sweterków...tak więc nie musisz się martwić, że była na nich kocia sierść...teraz jest głównie psia - a ja się pobawię w czyszczenie, jak dojdzie do wysyłki ;) a to wszystko dlatego, że Sol zajęła Holi fotel A Masza Holusiową budę (co widać na pierwszym zdjęciu) ja to mam wesoło ;)
  12. Hehe to buty zostają ;) Kiedyś przy okazji oddam. bazarku nie wystawiam jeszcze...zdjęcia są podglądowe, siostra chciała ciuchy zobaczyć a się małpie nie chce z domu ruszać by mnie odwiedzić ^^. część muszę zrobić na nowo - chyba, że szczęśliwym trafem akurat będą od was te zdjęcia co muszę poprawić ;) Poza tym najpierw muszę mój bazarek dokończyć..tylko czekam aż ludzie skrzynki poczyszczą i na ostatnie wpłaty sobie pewnie poczekam :) ale początek listopada myślę jest optymalnym terminem otwarcia ! może teraz się otworzy ;) https://picasaweb.google.com/111282781860439347988/Desktop#6071183178151171410
  13. Bez aparatu to jak bez ręki :( może chociaż komórką jakieś poglądowe zdjęcie? nie będę narzkać na jakość! byleby psa było widać ;) głowę chociaż...a mogłabym na stronę powstawiać ;) a spodobała mi się ta sukienka https://picasaweb.google.com/111282781860439347988/Desktop#6071183178151171410 i jeszcze tunika https://picasaweb.google.com/111282781860439347988/BAZAREKListopad#6070872025064470674 i ta bluzka https://picasaweb.google.com/111282781860439347988/BAZAREKListopad#6070872045781791922 plus dla mamy jedną bluzkę wzięłam, taką z rękawem 3/4...ale nie zrobiłam jej zdjęcia - i jak mi nie podasz za ile te rzeczy to sobie sama jakieś ceny ustawię i doliczę do następnego bazarku ;)
  14. To może zacznę od tego, że rodzinę Patryka, moje TŻ, znałam jedynie ze zdjęć. Jedynie jego mamę poznałam w lipcu, gdy nas odwiedziła. Troszkę wstyd, że przez tyle lat, nasze relacje były zerowe - powód? około 300-350 km dzielących nas... 300 km to nie aż tak dużo. Pociągiem to 5-6 h (choć z naszą kochaną koleją...)Ale nawet 8 h to nie aż dużo, jakby jechać samemu...ale jak tu wybrać się w drogę, pozostawiając za sobą kota, dwa szczury i dwa psy? No razem jechać się nie da! szczególnie z kotem, który na każde spotkanie z transporterem reaguje wielką serenadą - taką, że pół dzielnicy ją słyszy! Tak więc, Sol musi zostać w domu. Sol nikt nie chce...nawet na jeden dzień, co tu mówić o dwóch, trzech! Jej sława ją wyprzedza...sława złośliwej małpy...Sama w domu na dwie noce nie może zostać bo ochrypnie..a sąsiedzi będą marzyć o głuchocie! Sol jak za długo jest sama, albo rano, gdy chce jeść mokre, a nie suche, wyczynia takie serenady...jak wtedy, gdy próbujemy ją włożyć do transportera. Chłopaki...no chłopaki muszą zastać. Ale pod naszą nieobecność, to sobie poradzą, troszkę się im w klatce ponudzi, ale dużo wody i żarcia załatwi sprawę. Masza...Masia to taka psina, której nie da się nie kochać. Przynajmniej tak wszyscy znajomi i nieznajomi nam mówią. Masze można podrzucać rodzinie - jej w domu jakby nie było, wystarczy jej pełna micha żarcia (albo i ze trzy) plus ciepło i Masza szczęśliwa. Czy za nami tęskni, gdy czasem ją podrzucamy mamie, czy kuzynce? Nie wiemy...często mamy wrażenie, że Masza bardziej cieszy się na widok znajomych psiarzy niż na nasz... No i Holi..Holi jak Sol, nikt nie chce się zajmować. Co prawda Holusia nie siusia po ciuchach, wycieraczkach i poduszkach, ale jest dosyć nieznośna, gdy ją opuszczam. to nie jest przywiązanie psa do pana..to uzależnienie - i to dwustronne. Holi, gdy ją czasem zostawię w środowisku, które dobrze zna, zachowuje się jak totalny dzikus...szczeka na każdy szmer, wypatruje ciągle mnie przez okno. Potrafi naburczeć, gdy się jej coś nie podoba i ogólnie jest złym psem! No i ciężko mi ja zostawić gdziekolwiek na dłużej... Koniec końców dojrzeliśmy do decyzji - jedziemy w odwiedziny i koniec! Coś się wymyśli... Planowany wyjazd mój i mamy piątek 9 rano, Patryka, piątek 23. Powrót razem niedziela późny wieczór. Zapowiadał się dłuuugi weekend! Sol i chłopcy zostają w domu. Ta decyzja przyszła nam z trudem - czy będzie do czego wracać? Na szczęście Dorota, moja kuzynka, zgodziła się u nas nocować z soboty na niedziele. tak więc Sol i szczurki, byli sami od 22 w piątek do 17 w sobotę. A potem w niedziele od 12 do 21...czyli w sumie tak, jakbyśmy wyszli do pracy. Psy jadą z nami. Niby decyzja rozsądna. W końcu dosyć często jeździmy w góry, więc pociąg dla naszych małpek to nic strasznego...tylko, że jazda w góry trwa 2-3 h..a nie 6. I tu powstał dylemat. Jako, że Patryk z nami od razu nie jechał, to czy z mamą poradzimy sobie z dwoma psami, w tak długą podróż? Czy nie będą się wzajemnie nakręcać? Tak rozmyślając podjęliśmy bardzo trudną decyzję. Masza zostaje z Dorotą. U kuzynki źle jej nie będzie, na noc miała przyjść wraz z nią spać i wszystko miało być ok. Choć serce troszkę płakało nad losem biednej, porzuconej psiny...Wygrał rozsądek. Pierwsza tak długa droga będzie łatwiejsza z tylko jednym psem. Nadszedł czwartek, przeddzień wyjazdu. Czas się popakować. Zastanowić, czy wszystko jest, ile jedzenia zabrać dla Holi, jaki kocyk, by jej twardo tyle godzin nie było itp. Na widok dużego plecaka i pakowania Holi zaczęła chodzić za mną krok w krok - bardziej niż zwykle. Masza patrzyła podejrzanie z budy, chyba wiedziała, że nie jedzie... Piątek. Pobudka o 5.30 rano. Śniadanie, zabranie ostatnich rzeczy. Wyjście z domu o 7. Trzeba było Maszkę zaprowadzić do rodziny, a potem wraz z mamą wyruszyć na dworzec. Gdy dotarliśmy do mamy szybkim marszem, była 7.30. Do autobusu pozostało około 20 minut. Holi nie odstępowała mnie na krok. Masia wyczyściwszy miski z zuziowego jedzenia poszła drzemać na legowisko. Zuzia również zostawała w domu z rodziną, też ją to mało obeszło...takie psie przywiązanie! 7.50 Zaczęliśmy się zbierać, Holi trzymała się tak blisko, że ciężko było mi ubrać buty...Ostatnie spojrzenie na Maszkę i już trzeba wychodzić. Autobus...podróż autobusem trwała około 15 minut. Holi usadowiła się przy drzwiach. Lubi oglądać znikający świat zza szkła. Jak zwykle w publicznym środku transportu była grzeczna. Nie skamlała, nie próbowała wysiadać na każdym przystanku, grzecznie siedziała i tylko troszkę przeszkadzała wsiadającym - mały pachołek, jak siedziała tak się nie posunęła! Wysiedliśmy przystanek przed dworcem. Żeby Holmiśka mogła się jeszcze załatwić. Ona do zrobienia siusiu, czy kupki potrzebuje choćby skrawka trawy! O który czasem ciężko w centrum miasta. Jak zwykle wyjechaliśmy za wcześnie. Spodziewaliśmy się codziennych korków, a tu na złość ich nie było! I do odjazdu pociągu zostało nam około 40 minut...weszliśmy na peron (musiałam Holi wnieść po ruchomych schodach) i czekaliśmy na tym wywiejewie...było po 8 rano i całkiem zimno. Na peronie Holi była niespokojna. Nie potrafiła usiedzieć na zadku, ale nie hałasowała. Kręciła się tylko i rozsiewała się wszędzie! To nic, że w czwartek wyczesałam z niej worek sierści..Koło nas usiadły dwie panie - matka z dorosłą córką. Myślałam, że Holi w swoim zwyczaju oleje obcych, ba! będzie od nich stronić..a ta, co? Podeszła do pań z uśmiechem na pysku tak wielkim, że rasowy pitbul mógłby się schować i zaczęła się ocierać o nogi pań, prosić o głaski i ogólnie zachowywała się jak...normalny, ufny pies! A ja byłam w szoku. Nadeszła godzina 8.55. Przyjechał pociąg! Jako, że miałyśmy wykupione miejsca to wsiadłyśmy do odpowiedniego wagonu (Holuni musiałam troszkę pomóc, biedna boi się wskakiwać do pociągu, gdy pomiędzy nim a peronem wieje dziura). Znalezienie miejsc okazało się troszkę trudniejsze, niż można by myśleć...były tak ponumerowane, że żadnej logiki nikt by w tym nie znalazł...No ale się udało! Położyłam Holusni polarowy kocyk na ziemi, by nie miała tak twardo i rozsiadłam się wygodnie pod oknem, z mamą obok siebie. Pociąg ruszył. Z początku Holi nie potrafiła znaleźć dobrej pozycji do leżenia. Była na wiecznym czuwaniu. Patrzyła czy przypadkiem nigdzie sobie nie idę, albo mama..w końcu musi pilnować stada! Kolejne minuty mijały nam na rozwiązywaniu krzyżówek, czytaniu fb i gadaniu. Holi grzecznie drzemała, podnosząc głowę tylko wtedy, gdy usłyszała szmer papierka od cukierka, czy worka z ciastkami. Licząc, że coś się jej dostanie. Przez pierwsze dwie godziny był spokój. Trzecia godzina była pełnym przełomem. Holi wstała i chciała wysiadać! W końcu przeważnie podróż trwałą te 2 godziny! Na nic tłumaczenie, że jedziemy dalej..nakręciła się i koniec! Uspokoiła się na kolanach. Patrzyła przez okno na niknący w oddali świat i próbowała się tak położyć by zmieścić..ale mam za małe kolana jak na nią. Po około 20 minutach dałam ją z powrotem na kocyk. Chwilę jeszcze po marudziła i położyła się. Kolejne godziny mijały. Mnie już bolał zadek, mama nie dawała mi spać, bo jej się nie chce i się jej nudzi...To dałam jej sudoku na mojej komórce. Holi mnie obserwowała. Gdy widziała, że się kręcę to i ona się kręciła. Wystarczyło jednak, że położyłam głowę na zagłówku, zamykałam oczy i udawałam, że śpię a Miśka również przysypiała. Kilka razy ziewała razem ze mną. Pod koniec podróży poszłam do toalety...Holi wykonała piękną arie...Gdy wróciłam po 4 minutach, radości nie było końca! Pociąg nie miał opóźnień. O 15 byliśmy w Poznaniu. Wyjście z pociągu okazało się kłopotliwe. Znów ta dziura! Jako, że plecak miałam dość ciężki i nie wyobrażałam się skakać z plecakiem z jednej strony, a z psem z drugiej, puściłam mamę przodem, spuściłam Holi na moment ze smyczy, wiedząc, że ta wyskoczy za mamą. Tak też się stało. Wyszłam zaraz za nimi z zamiarem złapania od razu Miśki, tylko ta wyskoczywszy z pociągu, obiegła mamę dookoła i zaczęła mnie szukać. Nie widziała niestety jak wychodzę, a akurat zasłonił mnie jakiś pan! W momencie widziałam jak Holi spanikowała i próbowała z powrotem wskoczyć do pociągu...Dopiero mój podniesiony głos - HOLI tu jestem ślepaku!, sprawił, że mnie pies zauważył. Dalej obyło się bez niespodzianek. Szybko znalazłyśmy niewielką połać trawy, gdzie Holi mogła zrobić siusiu. Do kolejnego pociągu, który miał nas zabrać do środy Wielkopolskiej miałyśmy około 15 minut. Gdy dotarłyśmy na peron, pociąg już stał. Wsiadłyśmy bez problemu do ostatniego wagonu. Był to wagon "towarowy", prawie pusty nie licząc 4 siedzeń i dwóch bocznych ławeczek. Usiadłyśmy na takiej ławeczce, plecak położyłam na ziemi, a torebkę na ławce. Podróż miała trwać już tylko 30 minut. Holusia zadziwiła pozostałych pasażerów. Nagle zaczęła interesować się moją torebką, sama wyjęła sobie moją butelkę z piciem i próbowała odgryź korek...to się jej spytałam czy chce pić, a ta omal nie wskoczyła mi na kolana. To wyjęłam z plecaka jej bidon, nalałam wody. Napiła się. Następnie myślę - no to mam spokój..a gdzie tam! Teraz z kolei przyszedł czas na jedzenie! Zaczęła mi grzebać w plecaku, w kieszeni gdzie stało pudełko z suchą karmą. Dostała...dopiero jak się najadła, szczęśliwa położyła się i czekała aż będziemy wysiadać. Kto ją nauczył tego dopominania się o swoje i grzebania mi w rzeczach? Nie wiem...wiem, że psinę mam bystrą, która nie da o sobie i swoich potrzebach zapomnieć! W środzie byliśmy przed 16. Ale to jeszcze nie był koniec podróży...czekała nas jeszcze jazda samochodem do Jarosławca...a najpierw na granicę Środy do siostry Patryka. To było ciężkie przedpołudnie i popołudnie dla Holi..i wciąż trwało! Ale o tym co działo się przed domem Kasi (siostry Patryka), jak Holi przeżyła spotkanie z dwu i pół letnią dziewczynką oraz sobotnią podróż samochodem do babci na wieś napiszę, kiedy indziej ;) teraz czas na spacer :D
  15. pff za sukienkę zapłacę i basta..nie dużo :P - ale pójdzie z następnym bazarkiem ;) Mam nadzieje, że aparat szybko wróci :( na razie dodam psice ze zdjeciami które mają, a o szczeniaczkach napisze tylko, że są wraz z mamusią ...ale najpierw obiad, stronę zaktualizuje wieczorem :)
  16. Oj tam przebieranie ciuchów to fajna zabawa ;) już znalazłam sukienkę jedną i nie oddam! Zapłace ;) Się szczeniakom akurat misie przydadzą ;)
  17. Jakby ktoś miał, albo by zauważył na bazarku - poszukuje termoforu z pluszowym pokrowcem. Chodzi o to, by pokrowiec był milusi i mięciutki :) termofor dla mojej kici, więc nie musi być w idealnym stanie. Sol nocą śpi sama...chciałabym by miała ciepełko choć chwilę - jest typowym kotem, co uwielbia ciepło, ale ze względu na moją alergie, nie może ze mną spać w nocy - kładzie się mi zaraz przy głowie...co się źle kończy ;)
  18. gdzieś tam pływa mój patyk tylko jak do niego dojść? Nie wiem, co się stało, ale Holunia latem przestała pływać i do teraz jej zostało :( Do wody jak najbardziej wejdzie - żadnej kałuży, sadzawce, czy stawie nie odpuści...ale nie pływa, brodzi tylko, a jak patyk odpłynie za daleko od brzegu, to Holi skamli na płyciźnie i marudzi, że nie może się do niego dostać. Trochę mi jej szkoda. Widzę, że chce płynąć - jak dawniej, ale ma jakąś blokadę...na wiosnę, gdy zrobi się naprawdę ciepło to jej pomogę, znaczy wlezę z nią do stawu i pójdziemy na głębszą wodę razem. Może gdy zobaczy znów, że to nie takie straszne, to będzie pływać jak jeszcze kilka miesięcy temu... Chciałam opisać naszą wyprawę przez pół Polski...ale chyba nie mam dla kogo :P
  19. gdzie jest Holi? Tu jest :D co tam widzisz? no co?
  20. Masza czuwa wypatrując, sama pewnie nie wie, czego są i kaczuchy :)
  21. :D Za to Holusia korzystała ze słonka Masza z roku na rok coraz bardziej lubi wodę - jeszcze dwa lata temu nie weszłaby sama do wody! obserwowanie kaczek o tu, tu widać - Holi ma wcięcie! gdzieś tam schowane pod futrem, ale ma :megagrin:
  22. Nie wiem, co to za kwiatuszki, ale ich widok w październiku jest mocno motywujący :) no i kwiatuszki mają lokatorki :)
  23. to Skauta już dodam :)wraz z kilkoma zdjęciami, za nim pójdę spać :)
×
×
  • Create New...