Jump to content
Dogomania

Istar19

Members
  • Posts

    11052
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Everything posted by Istar19

  1. dzięki :D to w piątek coś więcej napiszę :P
  2. Dziękuje Maciaszku, Tyśko. Niestety czasem tak w życiu jest...ale mówimy sobie, że mamy jeszcze czas na powiększenie rodziny o ludzkiego członka...widocznie teraz to jeszcze nie był TEN czas...trzeba iść dalej. Oj tak...kury są naszym marzeniem. Niewielki kurnik, mały wybieg na ogródku, co by były bezpieczne, jakby któryś z naszych psów jednak chciał zapolować...plus czasem lisy się po Ligocie kręcą, więc kury będą miały dość solidne ogrodzenie z dachem. Szczególnie, że 27 października straciliśmy jednego z naszych kotów :( Demon był kotem rodzinnym...jak się wyprowadzaliśmy on został w domu z rodzicami. Bo był kotem wychodzącym - zamknięcie dla niego to było jak karcer...Niestety przez tą wolność zginął mając nieco ponad 8 lat :( A to on był panem podwórka...Teraz go nie ma już z nami, eh. A człowiek może sobie tylko pluć w brodę i mieć wyrzuty sumienia - bo nie upilnował, bo dał za dużo wolności... A Demon to był pan ogrodu...obcego psa, czy kota nie wpuściłby na posesję...i lisa pewnie też nie. Opis "naszego" terenu...jak by był kto ciekaw ;) Ogródek mamy niewielki. Od ulicy dzieli nas jakieś 50 metrów - wjazd mamy dość wąski bo nieco ponad 2,5 metra. na wiosnę wstawimy sobie bramę. jako, że przed nami są domki z lewej strony wjazdu, a z jego prawej mamy 3 piętrowy blok to ulicy prawie nie słyszymy ;) Za to za domem jest dość brzydka, acz cicha stara hala produkcyjna z orlenu, więc tam również cisza no i nikt nie zagląda. Od hali udziela nas betonowy płot, na którym albo zawiśnie winorośl, albo coś pomalujemy, czas pokaże. Po prawej stronie domu jest spora parcela i opuszczony dom - z tamtej strony CISZA, a z prawej strony domu jest płot oddzielający nas od sąsiadów i ich garaże...więc też cicho. Plus wszyscy niemal wokół mają psy, więc nasza gromada nikomu nie przeszkadza ;) Nie mamy jeszcze bramy, ale część terenu z boku domu oraz za domem mamy ogrodzony - tam powstanie kurnik, mamy też tam miejsce na grilla i ognisko (znaczy musimy zrobić sobie wylewkę i kafle pod stół jeszcze) i piechy mogą swobodnie posiedzieć na słońcu. Mamy też gdzie latem suszyć pranie ! Nie ma jak panie suszone na wietrze i słońcu. Mamy też wędzarnie. Jedynym minusem naszego ogródka jest to, że trawa się coś tam nie chce trzymać..ale wierzymy, że uporem uda nam się w końcu zasadzić i wyhodować tam trawę :D Przed domem trawa jest i jest ładnie zielono. Mamy kilka krzaczków czerwonej i białej porzeczki, porzeczko-agrest i krzaczek malin..ale coś ciężko mu się przyjąć. Rośnie nam orzech - powoli pnie się do góry! Mamy również śliwę (nie pamiętam gatunku, ale śliwki z niej są bardzo soczyste i żółte) niestety śliwa nie ma szczęścia...trzy lata temu uderzył w nią piorun (ale na wiosnę i tak zakwitła, apotem zaowocowała!), a w zeszłym roku jesienią piorun uderzył w topolę rosnąca nieopodal i przewracające się drzewo uderzyło w naszą śliwę...połamało jedną gałąź i uszkodziło pień..ale...śliwa w tym roku i tak zakwitła! Nie zaowocowała..ale zakwitła pomimo wszystko ;) Mamy nadzieje, że za rok, dwa nam znów zaowocuje...a jak nie to będzie sobie i tak rosnąć...ot pomnik wytrwałości i woli przeżycia ;) Chcemy posadzić sobie jabłonkę, ale muszę spytać znajomego ogrodnika o rady, jak gdzie i kiedy się sadzi Rozpisałam się...jak ktoś to przeczyta będzie sukces !
  3. Twoja Mela Maciaszku jest równie urocza ;) podczytuje sobie Wasz wątek cały czas, tylko się nie odzywam zazwyczaj Licho...o trzecim psie myśleliśmy dawno, bo my jesteśmy nienormalni ! Tylko miał to być albo owczarek (czy tam jakiś mix) albo amstaf...a wyszło, jak zawsze czyli całkowicie inaczej niż plany i wyobrażenia...Trochę nam się życie pogmatwało i trzeci pies miał pojawić się za rok - dwa... Przeprowadziliśmy się we wrześniu. Mamy teraz małe mieszkanko, ale praktycznie własne - mój rodzinny dom (mała kamienica, tylko my, jeden sąsiad i kuzynka z ciotką). Mama się wyprowadziła na swoje, a myśmy zamieszkali z tatą, ale przedzieliliśmy duże mieszkanie na dwa mniejsze ;) Nikt nam teraz nie mówi, co nam wolno, a co nie, jak to było w wynajmowanym lokum. Mamy niewielki ogródek, chcemy postawić kurnik wiosną i mieć z 6 kurek niosek! A co.... Tak czy inaczej warunki na trzeciego psa udało nam się osiągnąć. Ale miał być za rok..za dwa.. Licho trafiła do przytuliska Lisów w takim czasie, kiedy było tam przepełnienie. Chcieliśmy pomóc p. Edycie (właścicielce przytuliska) i zabrać jakiegoś psiaka na DT i padło na Licho, wtedy Biżu...bo nie łatwo, zabrać jakiegoś psa do domu, gdzie są już psy i koty i szczurki...żeby żaden zwierzak nie ucierpiał. A Biżu była przyjacielska do zwierzaków, choć nieufna do mężczyzn i obcych ludzi samych w sobie. W teorii Biżu miała jechać po dwóch tyg do domu stałego, a myśmy mieli się przekonać, czy faktycznie damy sobie radę z trzema psami - fizycznie..i psychicznie też :D. Ale potencjalny DS zrezygnował, a myśmy już po paru dniach wiedzieli, że nie oddamy Lichotki - trzeciego dnia zmieniliśmy już jej imię... Decyzja o adopcji Licho była dość spontaniczna, ona trafiła do nas w dość ciężkim dla nas czasie. Jest z nami od 4 października, trafiła do nas niecałe dwa tyg po tym, jak straciłam ciąże :( . W domu miał pojawić się kolejny członek stada...jeden zmarł bardzo wcześnie, ale za to pojawił się inny...nasz Aniołek .. Licho. Niegdyś bezpańska Biżu, która bezimienna błąkała się po jednej ze Świętokrzyskiej wsi przez miesiąc i nie dawała się złapać! Stała się naszym Lichem. Nowe imię, nowy start...i dla niej i dla nas. Licho - imię wzięło się z książki pt. "Dożywocie" Marty Kisiel. Tam Licho był aniołem stróżem Lichotki - starego domu. Licho było bardzo dziecinne i nie rozumiało wielu spraw, ale przy tym bardzo dbało o dom i domowników, choć czasem bardzo nieudolnie...ale najbardziej jak umiało!....no i cytuje : Licho nie śpi, siedzi na pralce i majta nóżkami. ;) Tak więc, choć trzeci pies miał być za rok...dwa...jest już teraz. I choć nie jest to owczarek niemiecki, ani Chodsky pes, ani też amstaf to jest to nasze Licho. Nieogarnięty mix border collie ;) Choć początki mieliśmy bardzo trudne, Holi chciała pozbyć się intruza i nie w smak był jej kolejny pies...choć kafelki w kuchni non stop musiałam ścierać i czyścić, to wiem, że nie zmieniłabym decyzji. A teraz Holi bawi się z Licho, Masza bawi się z Licho, Rupert bawi się z Licho...musimy tylko uważać w relacjach - Licho - chłopaki...bo sunia nie wie, że Ogonki nie są zabawkami i zbytnio się nimi interesuje, jak są wypuszczeni. Po miesiącu mamy wrażenie, jakby Licho była z nami już dłużej. Wtopiła się w naszą rodzinę ;) Szaloną i dziwną! Licho w całej swej okazałości ;) a tu pozuje na skrzyni na pościel...wszystkie psy i koty lubią na niej siedzieć ;) - obrożę, którą jej kupiłam i ma na tym zdjęciu też już zdążyła zjeść...odstawał kawałek i pod naszą nieobecność zaczęła ją obgryzać -.- teraz w domu chodzi już bez obroży za to Holunia lubi leżeć na oknie....jest jak taka osiedlowa baba, która monitoruje teren a to Rupert...w swej luzackiej pozie do spania jest i Masza z Sol - lubią kiedy pali się w piecyku Mam setki zdjęć..może kiedyś z nudów choć część tu wstawię....bo choć w tym roku mieliśmy mało wyjazdów (w góry się nam nie udało, z wiadomych przyczyn ) to okolicę też mamy piękną ..no i pięknych modeli !
  4. oj bo tu nikt nie wchodzi zazwyczaj, to co ja będę język szcępić..a raczej opuszki obijać o klawiaturę :D jak mnie najdzie znów w dniu wolnym na pisanie, to opiszę bardziej jak nam się dobrze żyje ;) pod górkę..ale dobrze !
  5. Edi to nie tak, że Licho dokucza...Licho jest kochana, rozkoszna i bardzo urocza. wiele się nauczyła przez ten miesiąc, wiele jeszcze przed nią. Holi jak była młodsza też tak kombinowała co by tu zrobić, wyrosła z tego, choć nadal jest bystra i strach pomyśleć co wymyśli jak się jej nudzi...potrafi się już wyciszyć jednak, Licho JESZCZE nie, ale się nauczy ;) trochę zniszczeń było, ale małych, braliśmy to pod uwagę ;) Za to mamy pozytywną iskierkę, która lubi spać koło naszych głów, wiecznie podaje łapki, podgryza nas z radości, że nas widzi! A to że mamy bałagan...inaczej być nie mogło, bo jak z tyloma zwierzami ;) Tak czy inaczej. Cieszę się, ze Licho jest z nami, pomimo tego, że czasem mam ochotę całą trójkę wystawić za drzwi :P Zadzwoń proszę jutro po 18 jak będziesz mieć czas. Teraz idę spać, pobudkę mam o 3.30...bo do pracy na 6. Będę w domu przed 16, ale wtedy wybywam z psami na godzinny spacer z bieganiem, kopaniem dołków i zabawą ;) a po 18 powinnam być już też po jakimś posiłku. aha, bazarki się skończyły, ale jeszcze nie mam jednej wpłaty. Uzbierało się coś koło 600 zł...ale dokładne rozliczenie podam Ci jak dostanę ostatnią wpłatę - wtedy wyślę na maila ;) Nowe zdjęcia Princa i Diuka dodam już jutro...jak teraz nie pójdę spać to nie wstanę o tak pogańskiej porze :( ale sobie już je zapisałam, bo z tą dogo nic nie wiadomo...mi co chwilę się wiesza.
  6. wracam na chwilę z myślą, że znów powinnam zmienić tytuł galerii ....za nami już pierwszy miesiąc życia w większym stadzie. Oto Licho. Przybyła do nas z Przytuliska Lisów (zapraszam na stronę przytuliska, a co ! przygarnijpsa.pl ) Licho ma około 8-9 miesięcy. Jest już wysterylizowana i zaczipowana. Licho jest...lichem ! I dobrze pasuje tu stwierdzenie A niech to Llicho ! albo Pal Licho...:P Czy było trudno? Czy żałujemy? Czy nie plujemy sobie w brodę, mówiąc, po co nam to było? I tak i nie. Pierwsze dni pełne były przepychanek, wzajemnej niechęci, wśród zwierzaków, my staliśmy murem - ona zostaje Holi, zdaj sobie z tego sprawę ! Nie zaniedbywaliśmy żadnego zwierza, żaden z naszych czterołapych przyjaciół nie był traktowany inaczej niż przed przybyciem Licho, zmieniła się tylko ilość członków stada, nie nasze uczucia do któregokolwiek z nich. Minął pierwszy tydzień, potem drugi...z psa, który na nas mało reagował, Licho zmieniała się, z dnia na dzień, w dobrego kompana. Docieraliśmy się. Wszyscy. Teraz, po pierwszym miesiącu, który zdawałby się wiecznością i chwilą zarazem, wiemy już, że nie zawsze jest różowo. Co ja mówię...Nigdy nie jest różowo ! Jest za to piaszczyście, błotnie i wiecznie...bałaganiarsko ! Ale w tym chaosie jest nasza rodzina. Choć codziennie dzień zaczynam od czyszczenia podłóg (to odkurzacz, to miotła, a to mop...) nie żałuje tych chwil spędzonych na syzyfowym sprzątaniu. Dlaczego? Bo robię to dla mojego stada! Wiemy już, że Licho nie można samej zostawiać z garnkami (gdyby tylko )...ciągle nie odkupiłam starego naczynia, które Licho popsuła.......wiemy już, że poza ojcem, który ma bardzo ..."dobre" podejście do życia (znaczy nie myśli o przyszłości, będzie co ma być :] ), który dzieli z nami parter domu, nie możemy rozmawiać o Licho z rodziną, bo powoduje to kłótnie. Lepiej temat przemilczeć...za to tata na Licho mówi - mała Lisiczka. A Licho jest naszym...dobrym, nieogarniętym ciągle duchem! Jest naszą małą iskierką radości. A niech się ludzie pytają, po co nam takie zoo...niech pukają się w głowę...Co nam to ! Po miesiącu mamy już za sobą wiele dobrych i tych mniej dobrych wspomnień... Jak Licho porwała ze stołu nóż i zaniosła go na łóżko (całe szczęście chwyciła za rączkę i się nie pokaleczyła!...tylko nóż ucierpiał...trudno). Jak chciała porwać bambusową deskę i nie sądziła, że ona taka ciężka (jak łupnęła deska o podłogę, to wszyscy podskoczyliśmy !), deska łupnęła, a Licho siedziała ze zdziwioną miną. Deska się rozpadła trochę..trudno. Jak Licho zjadła pod naszą nieobecność nasze podkładki z bambusa pod talerze...odkupi się, w sumie ich nie używaliśmy. Jak zgrabnie kradła kocie miseczki, tak dobrze, że żaden granulek suchego się nie rozsypał ! a ściągała je z parapetu... Jak nadal zdarza się jej z rozpędu wskoczyć na stolik w pokoju...i jak to ona ma zejść? Jak w lesie bała się światłocienia i razem z Holi zachowywały się tak, jakby ktoś za nami ciągle szedł...a byłyśmy same...niezbyt miłe uczucie...kiedy człowiek sam w lesie, ludzi ani widu, ani słychu, a psy w panice rozglądają się dookoła... Jak Licho nie dała Patrykowi spać po nocnej zmianie w pracy...i kładła mu koło głowy to but, to kapcie... Jak Licho ściągnęła zasłony z okien...teraz nie mamy nawet firanki ! ale w sumie i tak nie chcieliśmy mieć firanek... Jak Licho zjadła część fotela...dostała małe lanie, ale w sumie fotel po zszywaniu nie wygląda tak źle... Jak Licho zjadła termometr elektroniczny...to nic i tak chcieliśmy kupić bezprzewodowy...poza tym czasem lepiej nie wiedzieć, jak mało jest stopni na dworze! jak Licho zjadła kocie legowisko... Jak pogryzła drewniane części fotela...teraz ma ciekawy wzorek... Mogłabym tak pisać i pisać...teraz się z tego śmiejemy..i mamy nadzieje, że większych zniszczeń nie będzie ! Nauczyliśmy się przez ten miesiąc, znowu, że nie każdy jest idealny, my też nie. Licho nauczyła się kilku komend podstawowych, a także życiowych spraw. Wie już, że nawet jak jej nie wołam, to ma trzymać się blisko. Wie, że na ulicę nie powinno się wchodzić, choć czasem z rozpędu się jej zdarza. Wie, że na smyczy nie ma zabawy i podgryzania Maszy. Umie już chodzić w stadzie na luźnej smyczy, nawet koło nogi! wie co znaczy "lewa", ma wtedy iść po mojej lewej stronie, choć nie przy nodze..przynajmniej nie pląta się to na lewo, to na prawo. Wie już, że nie wolno załatwiać się w domu i że ma trzymać do spaceru, albo sygnalizować, że się jej chce. Choć czasem zdarzają się jej wpadki...Wie jeszcze wiele więcej, ale czasem zgrywa głupa ! A tak na spacerach w półmroku jest ładnie widoczna ;) W ciągu miesiąca wspólnego życia, Licho stała się nasza...na dobre i złe...niestety :D Lubi bawić się z Rupertem, naszym rocznym kocurkiem, tak bardzo, że czasem Rup ma dość! Doprowadziła tym do tego, że moje dwa koty, które się ledwo tolerowały (no dobra Sol ledwo tolerowała Rupiecia) zawarły sprzymierzę ! Kiedy Licho przesadza i Rupert ma dość zabawy (Liszka nie wie, kiedy zabawa się kończy, a Rupert nie umie się jej mocniej odgryźć..) i zaczyna miauczeć i prychać, to zaraz koło nich pojawia się Sol i odgania Licho od Ruperta! Sol...kotka, która chciałaby zawsze być jedynakiem broni drugiego kota...to ...to...niebywałe i takie urocze! Holi również bawi się z Licho ! Podgryzają się, gonią i demolują wszystko, co stanie na ich drodze! Są jak dwa małe czołgi...przejdą przez wszystko. Holi jednak, gdy ma dość zabawy, a Licho nie chce odpuścić, to sprowadza tego szczeniaka do parteru - dosłownie...potrafi Holusia ustawić sobie innych ;) I Masza w Licho ma dobrą towarzyszkę zabaw...a gdy ma dość harców z Lichotką, to szuka u nas ratunku ;) . Lichotka niestety nie rozumie do końca, że Masza jest mniejsza, lżejsza, a jej chude nogi to nie gryzaki...i czasem jest tak, że Masza stara się iść uparcie do przodu a Licho łapie ją za tylną nogę i ciągnie...ale pomimo to Masza i tak lubi bawić się z Licho..albo wspólnie kopać dołki na łąkach ! I ogrodzie też... Wszystkie trzy potrafią już jeść z jednej miski ! O ile Holi ma dobry humor...smaczki też jedzą z jednej dłoni ;) o...tutaj Holi nie miała nastroju do zdjęć rodzinnych :D Dowiedziałam się również, że zrobienie sobie ładnego zdjęcia z trzema psami, jest dziesięciokrotnie cięższe niż zrobienie zdjęcia z dwójką! ale się udało ;) no i ostatnia sprawa...w łóżku bywa ciasno ;) -> pod kołdrą leży jeszcze Sol. Tak to nasze życie się zmieniło.....nie dość, że sprowadziliśmy się spowrotem do domu rodzinnego, dzięki czemu mamy własny kąt i kawałek ogródka, to jeszcze zwiększyło się nam psie stado ;)
  7. nie wiem dlaczego, ale Racja przypomina mi Henia ;) zjem obiad i dodam psiaki na stronę
  8. No to jak chciałam napisać....za nami już pierwszy miesiąc życia w większym stadzie. Czy było trudno? Czy żałujemy? Czy nie plujemy sobie w brodę, mówiąc, po co nam to było? I tak i nie. Pierwsze dni pełne były przepychanek, wzajemnej niechęci, wśród zwierzaków, my staliśmy murem - ona zostaje Holi, zdaj sobie z tego sprawę ! Nie zaniedbywaliśmy żadnego zwierza, żaden z naszych czterołapych przyjaciół nie był traktowany inaczej niż przed przybyciem Licho, zmieniła się tylko ilość członków stada, nie nasze uczucia do któregokolwiek z nich. Minął pierwszy tydzień, potem drugi...z psa, który na nas mało reagował, Licho zmieniała się, z dnia na dzień, w dobrego kompana. Docieraliśmy się. Wszyscy. Teraz, po pierwszym miesiącu, który zdawałby się wiecznością i chwilą zarazem, wiemy już, że nie zawsze jest różowo. Co ja mówię...Nigdy nie jest różowo ! Jest za to piaszczyście, błotnie i wiecznie...bałaganiarsko ! Ale w tym chaosie jest nasza rodzina. Choć codziennie dzień zaczynam od czyszczenia podłóg (to odkurzacz, to miotła, a to mop...) nie żałuje tych chwil spędzonych na syzyfowym sprzątaniu. Dlaczego? Bo robię to dla mojego stada! Wiemy już, że Licho nie można samej zostawiać z garnkami (gdyby tylko )...ciągle nie odkupiłam starego naczynia, które Licho popsuła.......wiemy już, że poza ojcem, który ma bardzo ..."dobre" podejście do życia (znaczy nie myśli o przyszłości, będzie co ma być :] ), który dzieli z nami parter domu, nie możemy rozmawiać o Licho z rodziną, bo powoduje to kłótnie. Lepiej temat przemilczeć...za to tata na Licho mówi - mała Lisiczka. A Licho jest naszym...dobrym, nieogarniętym ciągle duchem! Jest naszą małą iskierką radości. A niech się ludzie pytają, po co nam takie zoo...niech pukają się w głowę...Co nam to ! Po miesiącu mamy już za sobą wiele dobrych i tych mniej dobrych wspomnień... Jak Licho porwała ze stołu nóż i zaniosła go na łóżko (całe szczęście chwyciła za rączkę i się nie pokaleczyła!...tylko nóż ucierpiał...trudno). Jak chciała porwać bambusową deskę i nie sądziła, że ona taka ciężka (jak łupnęła deska o podłogę, to wszyscy podskoczyliśmy !), deska łupnęła, a Licho siedziała ze zdziwioną miną. Deska się rozpadła trochę..trudno. Jak Licho zjadła pod naszą nieobecność nasze podkładki z bambusa pod talerze...odkupi się, w sumie ich nie używaliśmy. Jak zgrabnie kradła kocie miseczki, tak dobrze, że żaden granulek suchego się nie rozsypał ! a ściągała je z parapetu... Jak nadal zdarza się jej z rozpędu wskoczyć na stolik w pokoju...i jak to ona ma zejść? Jak w lesie bała się światłocienia i razem z Holi zachowywały się tak, jakby ktoś za nami ciągle szedł...a byłyśmy same...niezbyt miłe uczucie...kiedy człowiek sam w lesie, ludzi ani widu, ani słychu, a psy w panice rozglądają się dookoła... Jak Licho nie dała Patrykowi spać po nocnej zmianie w pracy...i kładła mu koło głowy to but, to kapcie... Jak Licho ściągnęła zasłony z okien...teraz nie mamy nawet firanki ! ale w sumie i tak nie chcieliśmy mieć firanek... Jak Licho zjadła część fotela...dostała małe lanie, ale w sumie fotel po zszywaniu nie wygląda tak źle... Jak Licho zjadła termometr elektroniczny...to nic i tak chcieliśmy kupić bezprzewodowy...poza tym czasem lepiej nie wiedzieć, jak mało jest stopni na dworze! jak Licho zjadła kocie legowisko... Jak pogryzła drewniane części fotela...teraz ma ciekawy wzorek... Mogłabym tak pisać i pisać...teraz się z tego śmiejemy..i mamy nadzieje, że większych zniszczeń nie będzie ! A jak będą...życie, najwyżej zamiast nowych szelek i smyczy będzie fotel itp... Nauczyliśmy się przez ten miesiąc, znowu, że nie każdy jest idealny, my też nie. Licho nauczyła się kilku komend podstawowych, a także życiowych spraw. Wie już, że nawet jak jej nie wołam, to ma trzymać się blisko. Wie, że na ulicę nie powinno się wchodzić, choć czasem z rozpędu się jej zdarza. Wie, że na smyczy nie ma zabawy i podgryzania Maszy. Umie już chodzić w stadzie na luźnej smyczy, nawet koło nogi! wie co znaczy "lewa", ma wtedy iść po mojej lewej stronie, choć nie przy nodze..przynajmniej nie pląta się to na lewo, to na prawo. Wie już, że nie wolno załatwiać się w domu i że ma trzymać do spaceru, albo sygnalizować, że się jej chce. Choć czasem zdarzają się jej wpadki...Wie jeszcze wiele więcej, ale czasem zgrywa głupa ! A tak na spacerach w półmroku jest ładnie widoczna ;) W ciągu miesiąca wspólnego życia, Licho stała się nasza...na dobre i złe...niestety :D Lubi bawić się z Rupertem, naszym rocznym kocurkiem, tak bardzo, że czasem Rup ma dość! Doprowadziła tym do tego, że moje dwa koty, które się ledwo tolerowały (no dobra Sol ledwo tolerowała Rupiecia) zawarły sprzymierzę ! Kiedy Licho przesadza i Rupert ma dość zabawy (Liszka nie wie, kiedy zabawa się kończy, a Rupert nie umie się jej mocniej odgryźć..) i zaczyna miauczeć i prychać, to zaraz koło nich pojawia się Sol i odgania Licho od Ruperta! Sol...kotka, która chciałaby zawsze być jedynakiem broni drugiego kota...to ...to...niebywałe i takie urocze! Holi również bawi się z Licho ! Podgryzają się, gonią i demolują wszystko, co stanie na ich drodze! Są jak dwa małe czołgi...przejdą przez wszystko. Holi jednak, gdy ma dość zabawy, a Licho nie chce odpuścić, to sprowadza tego szczeniaka do parteru - dosłownie...potrafi Holusia ustawić sobie innych ;) I Masza w Licho ma dobrą towarzyszkę zabaw...a gdy ma dość harców z Lichotką, to szuka u nas ratunku ;) . Lichotka niestety nie rozumie do końca, że Masza jest mniejsza, lżejsza, a jej chude nogi to nie gryzaki...i czasem jest tak, że Masza stara się iść uparcie do przodu a Licho łapie ją za tylną nogę i ciągnie...ale pomimo to Masza i tak lubi bawić się z Licho..albo wspólnie kopać dołki na łąkach ! I ogrodzie też... Wszystkie trzy potrafią już jeść z jednej miski ! O ile Holi ma dobry humor...smaczki też jedzą z jednej dłoni ;) o...tutaj Holi nie miała nastroju do zdjęć rodzinnych :D Dowiedziałam się również, że zrobienie sobie ładnego zdjęcia z trzema psami, jest dziesięciokrotnie cięższe niż zrobienie zdjęcia z dwójką! ale się udało ;) no i ostatnia sprawa...w łóżku bywa ciasno ;) -> pod kołdrą leży jeszcze Sol. W końcu nie kąpaliśmy Lichotki...ale chyba jutro ją wykąpie, na pewno muszę sprawić kąpiel Holi...to może i Lichotkę za jednym zamachem doprowadzę co względnej czystości ;) choć do pierwszego spaceru...
  9. to chyba u mnie na bazarku ;) wysyłałam Ci pw, nie doszło? mogło nie dość z tą dogo... zaraz wyślę jeszcze raz ;)
  10. PS moje psy to też takie gaduły, jak Leosia ;) nawet Licho się rozgadała..a szczek ma tak podobny do holusiowego, że jak szczekają razem to ciężko je rozróżnić :] i wracam do sprzątania..pozszywałam już fotel...teraz trzeba pozamiatać jego przegryzione resztki
  11. ja sobie klatki w sumie nie wyobrażam..jak jeden pies w klatce a inne nie? ale zobaczymy...bo fotel to sobie mogę odkupić, aż tak drogi nie był...termometr to grosze prawie....ale jak mi się weźmie za łóżko? nie mam możliwości oddzielenia ich od naszego łóżka w tej chwili ^^ a nowy materac, czy rama to po 500 zł..na to nie będzie mnie stać :D mam nadzieje, że to taki jednorazowy wybryk...były już same dwa razy po 10 h i poza zjedzoną kocią zabawką (którą i tak koty się nie bawiły) nie było żadnych zniszczeń ! a dziś 8 h i bah..ale w sumie...całego fotela mi nie zjadła..tylko fragment, mogło być gorzej !
  12. co słychać? jak nowe piesy? co u dwóch panienek, których nie ma zdjęć? i czy są nowe nowe psy? odzywała się pani z Krakowa o Lunę? Była zainteresowana ogłoszeniem z OLX, odpisałam i poprosiłam by do Ciebie przedzwoniła. i czy nie chcesz Licho spowrotem ? żart ! nie mądry żart...ale dziś zalazła mi za skórę...ale dogadamy się, dojdziemy do porozumienia a jak nie to zainwestuję w klatkę na razie muszę naprawić kotom legowisko...naprawić fotel wygryziony a także zainwestować w nowy termometr, bo stary (miał dopiero rok!) zjadła Licho :] ale nic nie połknęła chyba...nawet kabelek, choć w mini kawałkach chyba cały pozbierałam....no i muszę koniecznie zabiezpieczyć kabel i skrzynkę z internetu...bo gniazdko internetowe wisi na ścianie, a raczej wisiało do dzisiaj...teraz zwisa bo troszkę się do niego dobrała..ale na szczęście nie odcięła mnie od internetu ! Ogólnie chciałam dzisiaj napisać ładnego posta o moim stadku...tak byś wiedziała, że wszystko u nas ok, a tu takie licho wzięło Licho :D ale posta i tak napiszę :P tylko najpierw zszyje fotel ....
  13. łączone zdjęcia Szagiego i Funi :) i wersja z imionami i zaraz będę dodawać psiaki na stronę
  14. kurcze...a ja nie potrafię z domu wywołać jednego psa z trzech :D od razu wszystkie lecą....niezłe psiska :)
  15. tutaj zdjęcia z dziś https://picasaweb.google.com/111282781860439347988/2015_10_27 jesiennie ;) ale mieliśmy prawie 15 stopni i słoneczko ! Licho dziś brodziła ;) kto wie, może polubi pływanie, jak Holi...fajna forma aktywności ;) a tu cała trójeczka ;) i już nie zaśmiecam wątku
  16. Mówiłam, że mamy aktywny tryb życia ;) jeszcze na wiosnę tego roku 12 km to był pikuś...teraz nas to troszkę męczy...ale się nadrobi kondycję ! A Licho chyba lubi takie spacery...choć las dzisiaj je przerażał...i Licho i Holi...nie wiem, która pierwsza zaczęła widzieć jakieś cienie, ale przeszło z jednej na drugą...albo w lesie faktycznie coś było, a ja i Masza byłyśmy ślepe ;) Najpierw Holi szła i się ciągle oglądała, to za siebie to na boki...a potem Licho szła ze spuszczonym ogonem i tylko zerkała, czy jestem obok....to że Holi widzi cienie to dla nas nie nowość - Holi nie widzi za dobrze :( więc dla niej spadając liście w słońcu plus gra świateł jest czasem straszna, ale żeby i Licho widziała rzeczy których nie ma...to już przesada ! ;) na wiosnę planujemy wrócić do naszych wycieczek w góry ! To dopiero będą trasy i widoki...i wielkie psie szczęście. Placuś wygląda uroczo ;) może taką smutną minką kogoś zainteresuje ;)
  17. 12,5 km za nami ! spacer trwał 2 h 45 minut...psy padły..ja też :D heh muszę popracować nad kondycją Licho dziś poznała nowe tereny leśne, my trochę też bo mnie gdzieniegdzie w życiu nie było, dobrze, że mam GPS'a w telefonie, bo miejscami mogło być ciężko :) wieczorkiem Licho pochwali się swoim ładnym zdjęciem :)
  18. Dziś Licho zjadła podkładkę pod kubek...dobrze, że taką z grubej tektury i kawałka korka, a nie plastikową ...to przynajmniej sobie nie zaszkodziła ;) i zrzuciła z byfyja ciężki garnek emaliowany...na kafelki...kafelki są całe..ale garnek nie...gorzej, że garnek był pożyczony....no cóż...kuzynka chyba zrozumie, a na dniach jej odkupie garnek :D Lichotka dostanie za to mniej smakołyków :P bo to co byłoby na smaczki pójdzie na garnek, ot co ! aż się boje co będzie w czwartek i piątek - wtedy psy będą same 9 godzin ...chyba poproszę kuzynkę, by zeszła do nich na chwilę wieczorem, choćby na ogródek wypuściła ^^'
  19. Przepraszam,że nie odebrałam,ale z pracy dopiero wyszłam i wracam do domu. Zadzwoń jutro jak będziesz mieć chwilę albo napisz kto znalazł dom :) poza zakupami raczej rano,mam w planach tylko spacer...ale po 16 się już z domu nie ruszam :)
  20. dzięki :) zdjęcia Sticza dodane na stronę, podmieniłam też na olx i gumtree. To jakie psiaki znalazły dziś dom ? ;) ja zmykam spać, jutro do pracy ...mam na 13.30 a przez to, że muszę dojeżdżać na zastępstwo do sąsiedniego miasta wychodzę już o 12...a normalnie to mam 20 minut piechotą do pracy ...żyć nie umierać ;)
  21. oj wiem, ze mają gorzej - współczuje z całego serca i cieszę się, że jednak na mnie nie padło ;) chyba tyle cierpliwości bym nie miała... Ja się z moich paskud śmieje ...czasem mam dość, wiesz pewnie jak to jest...ale złość szybko mija ...ot taka moja najbliższa zwariowana rodzinka :D Licho z Maszą mnie obskakiwały jakby nigdy nic, jak robiłam zdjęcie ...aniołki trzy się znalazły... Dziękuje za link, biureczka fajne, niestety nie mają takiego z szafką ...ale będę tam zaglądać, może pojawi się im w ofercie :] do świąt może uda nam się kupić i biurka i szafkę łazienkową :D śmieję się z Patrykiem, że po tej przeprowadzce to nagle ciągle czegoś nam brakuje, albo coś trzeba zrobić...i że do Świąt się nam to uda ^^' PS. przepraszam, że jutro nie dam rady pomóc przy adopcjach w Katowicach :( ale naprawdę z czasem nie wyrobię. Zmykam spać. Dobrej nocy !
  22. jeju potrzebuje dwóch biurek z szafką każde...100 cm szerokości, 50 głębokości, tanich (150-200 zł)...bo na inne mnie nie stać i nie umiem znaleźć :( na allegro chcą niebotyczne koszty za wysyłkę....nie rzuciły się wam może tanie biurka z tania wysyłką ? :D
×
×
  • Create New...