Jump to content
Dogomania

Istar19

Members
  • Posts

    11052
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Everything posted by Istar19

  1. w środę mogłabym poogłaszać na olx psiaki - napisz mi tylko czy masz preferencję, co do miasta na jakie ogłaszać :)
  2. Dziś szaro i ponuro i pada...niech pada, bo deszcze bardzo potrzebne! Tylko czy akurat w mój dzień wolny musi ? ;) Ale to nic, wymyślimy sobie jakieś zajęcie w domu. Wychodziłam dziś na pocztę, co by wysłać ostatnią paczkę z bazarku...Patryk wychodził ze mną bo jechał do pracy. Taki oto obrazek nas żegnał ;) Słodkie maluchy. I tak zawsze jest, jak wychodzimy to co najmniej jeden pies patrzy przez okno. Często na drugim parapecie siedzi jeszcze Sol albo Rupert. śmiejemy się, że one sprawdzają, czy na pewno wychodzimy...by potem zacząć rozrabiać !
  3. niestety nie było go u nas, chyba, że akurat trafił na tą godzinę, w której nie było nas w domu (czyli między 15,a 16) tak to ciągle ktoś jest. Może nie mogąc się do mnie dodzwonić stwierdził, że wpadnie kiedy indziej ;) to które psiaki dziś są tymi szczęśliwcami? Simka pojechała już do swojej pani ? ;)
  4. Kurzyk jest genialny ! :)
  5. noo trza uważać :D mnie dopadło już dawno temu..a teraz popatrz, tylko warunki się poprawiły i już Słodkopsiak u mnie ;)
  6. Livi fajnie ;) jak dotrę do domu...najpierw po pracy,potem po spacerze to wprowadzę sunie na stronę jak należy :)
  7. zamówiłam dziś w końcu adresówkę grawerowaną dla Licho :] i coś jeszcze...jak dojdzie to zrobię psiakom sesję i pokażę jak szykownie wyglądają ;)
  8. to psiak będzie Kros a owczarka hmm.. może: Liv - po norwesku życie Lind - lipa albo Saga Runa albo niech Buńka coś wymyśli ;) Szkoda, że tym razem Bostonowi się nie udało..ale na pewno znajdzie się dom dla niego ! Oj ja mam dużo cierpliwości...inaczej bym dawno oszalała :D
  9. Czekam cierpliwie na info co do imion psiaków ;) wysłałam CI wczoraj maila - mam nadzieję, że doszedł :)
  10. Wiem, co czujesz. Na mnie się dziwnie patrzą za to w ogóle, że mam takie zoo w domu. Jak straciliśmy małego szczurka, który był u nas tydzień to też się dziwili, że nas to w ogóle obeszło - to tylko szczur...Oczywiście nie wszyscy tak mówią, ale większość niestety. Ja ostatnio na Ruperta często mówię Demon...jakoś nie umiem przyswoić sobie tego, że go już naprawdę nie ma, a przecież Patryk zakopywał go w ogródku... Taki już nasz los - zwierzolubów niezrozumianych przez większość społeczeństwa ;) Ja uwielbiam taką mgłę! Zdjęcia są takie tajemnicze ;) Myśmy ostatnio gęstą mgłę mieli wieczorami...jak wracałam z pracy autobusem, to przed nim było widać jakieś 50 metrów drogi ... Pamiętam, jak kiedyś z koleżankami wybrałyśmy się w lutym na Jurę...chcieliśmy sobie trochę widoczków pooglądać. Śniegu nie było ani u nas, ani tam...ale jak tylko dojechałyśmy na miejsce to tak zaczęło sypać śniegiem i taka mgła się zrobiła, że nie widziałyśmy prawie nic :D O takie miałyśmy widoki :D to ja mam nadzieje, że jutro dogo będzie współpracować dobrze z internetem na czele i będą fotki ;) u siebie też postaram się coś pisać...mam też sporo zaległych opowiastek :P a że lubię pisać, to może być tego dużo...o ile mnie leń nie złapie !
  11. Witaj Buńka ;) zaglądaj zaglądaj, czasem coś tu się nawet dzieje :D Może była pisana..a może w innym domu by nie niszczyła..kto wie..albo niszczyła by bardziej bez psiego towarzystwa ;) nikt tego nie wie, ale za to my już jej nie oddamy ! Oj Tyśka...ja teraz w domu mam piątkę psów :P Tylko dwa (mini terier Zuzia i starsza Malamutka Nuki, którą tata się zajmuje od miesiąca, chyba jeszcze tydzień będzie u nas) są po drugiej stronie drzwi..ale jak taty nie ma, a my jesteśmy w domu to czasem ich bierzemy do siebie, bo nam żal jak siedzą same ;). Ale na spacery z nami nie chodzą..za dużo by było. Holi też ma S/M a Licho ma M/L...chciałam kupić Maszy też guardy, ale nigdzie nie widziałam S a S/M sięgają jej za daleko i są mało wygodne wtedy, dlatego ma norwegi rozmiar S/M...i są dobre :) Są tanie i dobre to się w pełni zgadzam, jedynie w norwegach niektóre odblaskowe nitki powychodziły - ale mamy je już rok, a Masza przeciąga je po krzaczorach równo, więc nie ma się co dziwić. Na razie nie idzie...dziś miałam lenia. Byłyśmy na spacerze, potem trochę posprzątałam i już mi się nic nie chciało, poza napisaniem paru postów w galerii ;) No i rozliczyłam bazarki póki dogo działa:D księgową to ja nie zostanę, liczenie mnie nudzi i zawsze mi się jakieś grosze nie zgadzają ;)
  12. Postaram się więcej opisywać ;) Tak to jest z naszymi "starszymi" pieskami...choć Holi miała słabszy wzrok już od jakiegoś czasu. Ekipa musi się jeszcze zgrać dobrze, ale idziemy w dobrym kierunku ;) Na teren nie narzekamy, jedyny minus taki, że musimy dalej już chodzić by poznawać nowe miejsca ;) no ale wędrować lubimy w każdą pogodę, może jedynie nie kiedy pada. Oj tak, szeleczki są piękne, odblaskowe i chyba wygodne :D Niestety albo stety Masza musi mieć norweskie, bo guardy z tej serii są dla niej za duże... Zapraszamy zapraszamy ! Byłoby super ;) teraz się muszę prosić by ktoś ze mną poszedł ^^'
  13. Przykro mi z powodu Adelki :( Za szybko odchodzą Ci nasi przyjaciele...za szybko... ___ nie wiem, czy kiedyś u mnie byłaś..jak nie to zapraszam ;) http://www.dogomania.com/forum/topic/107352-owczarek-%C5%9Bl%C4%85ski-nizinny-holi-terier-%C5%9Bl%C4%85ski-masza-mix-bc-licho-kotusy-niepospolitusy-sol-potowrzyca-rupertus-niesfornus-i-dwaj-ogonia%C5%9Bci/
  14. Trzymam kciuki za zdrowie Abby ! i za dom Simki ! czy oneczka ma już imię? Jak nie to może będzie Suri albo Kora..albo Sisi a nowy piesek ma imię? Jak nie to może Kros, albo Fen Co do Bostona...szkoda, że taka odległość...bo myślę, że warto byłoby spróbować. Pytanie tylko, co jeśli jednak Boston coś wywinie? I miałby wrócić? Ale jakby zawsze człowiek miałby gdybać, co będzie to żaden psiak nie znalazłby domu ;) co do rzeczy z bazarków, zobaczę czy uda mi się je jakoś przebrać...aczkolwiek nie ma już ich tak dużo, trochę ciuchów zostało...ale to może nie warto wozić tam i spowrotem ;) jakoś się pomieszczę z nimi nawet jak dostanę coś nowego na bazarek. Jakbyś coś miała to podrzuć ;) poprosiłam też znajomych...żeby o mnie pamiętali...mam nadzieje, że będą pamiętać ...jutro rozliczę do końca bazarek i napiszę Ci ile się dokładnie uzbierało i jak wygląda stan konta, dzisiaj nie mam do tego głowy.
  15. ale wszystko co dobre musi się skończyć. Czas było wracać do domu Zrobiłyśmy niecałe 13 km...Cokolwiek za nami szło na początku odpuściło...Razem odkrywałyśmy stare i nowe tereny i wiem, że jeszcze wiele mamy do odkrycia...na nowo. Ten las ciągnie się kilometrami...trzeba mieć tylko czas by zapuszczać się coraz dalej i dalej...No i może dobrze byłoby mieć jakieś ludzkie towarzystwo...bo o ile lubię bardzo samotne wyprawy (nikt mi nie mówi, że daleko, że błotniście, że krzaki go atakują!) to czasem dobrze iść z kimś...kto odstraszy potwory ;) I będzie głosem zdrowego rozsądku - nie pchaj się tam! trzymaj się ścieżki! wracamy bo już późno...itp To na tyle. Ot chaotyczna nasza wycieczka. Tylko my, las i tajemnicze cienie.
  16. zabawy mogłoby nie być końca :) Mówiłaś coś? oddaj mój patyk....bo jak...
  17. Zapatrzona w dal..a na brzegu wędkarze a tu był skok w wodzie ;) hej, co powiesz? i wyścigi Maszy z Holi, a Licho to naskoczek z nienacka! i w drugą stronę!
  18. polowanie na Holi ! Licho odpuściła, Masza odważnie ciągle próbowała ukraść holusiowy patyk ale Holi nie oddała! Nikt. NIKT! nie zabierze mi patyka!
  19. Czarny Staw obecnie Gdyby nie zdjęcia z przeszłych lat...byłabym mocno zaniepokojona stanem mojej pamięci ! Czarny staw wylał...okolica zmieniła się tak mocno, że ciężko mi w to uwierzyć. Dotarłam nad niego i szukałam śladów przeszłości...miejsc, w których spędziłam tyle czasu...nie zostało niemal nic...zalane drzewa, zalane brzegi...zniknęła grobla...na dobre. Czarny Staw, jaki znałam z Maksem przestał istnieć..razem z nim... Nie zmienia to faktu, że jest nad nim pięknie ! I woda jest tak błękitna...teraz jesienią wygląda tam cudownie. A i psy cieszyły się, że mogą potaplać się w wodzie ;) nic to, że sezon pływacki powinien się skończyć Licho nie pływała, ale za to podobało się jej brodzenie i skakanie po wodzie! A gdy Holi odpływała za daleko to stała i piszczała za nią
  20. Szłyśmy przed siebie, nie ważne czy ścieżka była szeroka, czy prawie nie było jej w ogóle. Szłyśmy przed siebie i gdyby nie telefon z GPSem to nie wiem, kiedy byśmy wyszły...Nagle się okazało, że w tamtym rejonie są nie da stawy..a przynajmniej cztery ! A wybrany kierunek nagle kończył się to wodą, to podmokłym terenem i trza było kluczyć, tracąc nie raz orientację...ale widoki były tego warte. Po jakimś 7, czy 8 kilometrze wyszliśmy w końcu na znane sobie tereny. Oto ukazał nam się Czarny Staw! Ale czy na pewno? W pamięci mojej widnieje staw, przez którego przechodzi grobla...grobla była czasem zalewana, ale zazwyczaj można było nią bezpiecznie przejść na drugą stronę. W pamięci mojej widnieje staw z wysokimi brzegami po dwóch stronach, gdzie nigdy się nie kąpaliśmy i szuwarami z łagodnym zejściem do wody z jednej strony...gdzie siedzieliśmy i taplaliśmy się w wodzie wraz z kaczkami...Pamiętam zalesiony brzeg...gdzie pod drzewami chroniliśmy się przed słońcem podczas posiłku nad stawem... Pamięć moja nie jest zła...bo tak tam było! o tutaj..w 2007 roku...za nami widać drzewa...ładne, zielone drzewa..tam czasem "obozowaliśmy" A tak wygląda tamten brzeg teraz... Czarny Staw w kwietniu 2007 roku...
  21. Mijały minuty. Kroczyłyśmy dalej i dalej...minął 4 km, minął 5 i 6...cokolwiek za nami szło, odpuściło chyba. Bo zarówno Holi, jak i Licho w jednej niemal chwili zaczęły cieszyć się spacerem...ogony poszły do góry, wzrok nie był już skupiony i spanikowany, ale zaświeciły się im iskierki. Tylko Masza nie rozumiała całej sytuacji...zresztą tak jak ja.. ale Masza to taki typ, który dogada się z każdą zmorą..może dlatego ona się nie bała ! Kiedy psy już wyluzowały i ogony poszły raźno w górę, spacer w końcu stał się spacerem! A nie walką paniki ze zdrowym rozsądkiem. Mogłyśmy znów podziwiać widoki. Znaczy ja podziwiałam widoki, bo Holi i reszty to raczej one nie interesowały. Dotarliśmy nad pierwszy staw. tegoroczna susza dała się mocno we znaki w Panewnickich i Kochłowickich lasach...kilka stawów już nie ma! Wyschły całkowicie...ale nie cała woda wyparowała...zostało jej trochę. choć poziom wody mocno opadł Choć dość dobrze znałam te lasy nastolatką będąc, tamtego dnia docierałam zarówno do miejsc, w których mnie w życiu nie było...oraz do takich, które zmieniły się do tego stopnia, że nie byłam pewna, czy mnie pamięć myli, czy coś mi się kiedyś przyśniło...
  22. Ja nie o kotach chciałam pisać. Samo wyszło. Koło godziny 11, 27 października zebraliśmy się na spacer. Ja, Holi, Masza i Licho. Ja nie wiem, co było w tym dniu takiego. Świeciło słońce, było 15 stopni - idealna pogoda na wędrówkę! Mimo to Holi od początku zachowywała się dziwnie. Szła za mną, mordkę miała skupioną, wzrok czujny...A do lasu mamy prawie 2 km ulicą i przez osiedle..i całą tą drogę Holi była czujna, żadnego relaksu...Masz jakby nigdy nic parła na przód, a Licho nie wiedziała, czy ma trzymać się mojej nogi i Holi, czy iść bark w bark z Maszą. Kiedy doszłyśmy do lasu wokół była cisza i spokój. Piękna gra światłocienia wśród spadających liści zaparła by dech każdemu! Holi jednak ciągle pozostawała niespokojna. Zaczęła się zachowywać, jak parę lat temu...szła niby przed siebie, ale ciągle się oglądała do tyłu. Trzymała się albo blisko mej nogi - tak, że niemal ją deptała, albo zostawała z tyłu wpatrzona przed siebie...i bała się ruszyć, czy to w moją stronę, czy gdziekolwiek. Światłocień, który mnie urzekał, ją paraliżował strachem. Licho jej niepokój się mocno udzielał. I zamiast iść z Maszą na przedzie i szukać przygód, szła ze spuszczonym ogonem i niespokojnie oglądała się na boki... Byłyśmy same w lesie...gdzie nie spojrzeć były tylko drzewa, opadłe liście i krzaki..żadnych ludzi, żadnych głosów w oddali...byłyśmy tylko my...ja, Masza i dwa znerwicowane psy ! Kocham las. Ten las...przemierzałam go z Maksem w młodości wiele razy...nie wszędzie oczywiście...ale dosyć dobrze poznaliśmy te ścieżki, ścieżynki i bezdroża....jednak tego dnia czułam się nieswojo. Nikogo nie było ! A Holi wpatrywała się w las uparcie pokazując, że COŚ tam jest, że COŚ jej (nam) grozi... tylko ja nic, ani nikogo nie widziałam...nawet dzika! Zresztą Holi dzików akurat się nie boi... Miałam już zawracać do domu. Poddać się tej panice, która ogarnęła Holi, a wraz z nią Licho...ale powiedziałam DOŚĆ! Żadne przewidzenia mojego psa nie wygnają mnie z lasu w tak ładną pogodę! Uparcie szłam na przód, pokazując Holi, że nic się nie dzieje, nic mnie nie niepokoi, Zapięłam ją i Licho na smycz i dziarskim krokiem ruszyłyśmy na przód...znaczy ja i Masza, bo Holi szła z głową odwróconą za siebie...jakby ktoś nas śledził...a Licho jej wtórowała. Nawet ja zaczęłam czuć czyjś wzrok na swoich plecach... Ale za nami było PUSTO ! Tak to minęły nam 4 km spaceru... Życie z psem, który ma słaby wzrok jest jednak czasem ciężkie...Nie wiem, co Holi widziała wśród pomarańczowych drzew i opadających liści...ale musiało być to coś bardzo dla niej strasznego...albo naprawdę coś za nami podążało...
  23. 27 października. Choć dzień skończył się tragicznie, śmiercią jednego z naszych kotów, to zaczął się całkiem zwyczajnie. Było po 11, kiedy powiedziałam słowo mocy - spacer ! I moje psy od razu zerwały się z foteli i podgryzając się wzajemnie z emocji czekały aż łaskawie założę im szelki. Jeszcze przed wyjściem karmiłam Demona, jeszcze przed wyjściem Demon łasił mi się do nóg, lawirując pomiędzy piątką psów... Ale ja nie o Demonie chciałam pisać, jego już nie ma, ale samo wyszło...Rupert nie pozna już kociego kolegi. Przez nieco ponad miesiąc koty mogły jedynie wąchać się przez drzwi, czasem się widzieli, ale Rupert uciekał, a Sol nie była zainteresowana nową znajomością. Demon też nie bardzo wiedział, co zrobić z kocim towarzystwem...A teraz już nie będą mieli okazji się lepiej poznać...ah głupi kocie! Tyle miejsca miałeś do biegania, tyle traw i przestrzeni..a Ty polazłeś na ulicę...Demon miał 8 lat ...8 lat spędził szczęśliwy, to w domu, to na dworze..wracał kiedy chciał i z czym chciał...zamknięty był nieszczęśliwy ...kochał wolność, a wolność go zdradziła. Był z nami 8 lat...byłam przy jego porodzie, kiedy jako słabe kociątko leżało w ciepłym ręczniku niemal bez życia...za słaby by pisnąć. Byłam przy nim i jego siostrze, gdy ich matka umarła. Karmiłam ich, masowałam, głaskałam...spałam z nimi...a teraz go nie ma. Po 8 latach znów jest ze swoją mamą i przybranym bratem Bonusem, który zmarł 7 lat temu, jako niespełna roczny kociak bo przegrał z padaczką. taki był malutki a tu z przybranym bratem, którego nam podrzucono i siostrą, która zamieszkała u babci znajomych. tak bardzo kochał wolność a to jego ostatnie zdjęcie z 19 października... Demon spoczął w tym ogródku..w naszym ogródku, który tak kochał. Leży obok naszej Hati, która odeszła w czerwcu tego roku, mając 16 lat. Za nagrobki robią im kamienie i kamyczki... Rup z Sol mają zakaz wyściubiania nosa poza okna i drzwi...koniec z wychodzącymi kotami...choćby mi lali i sikali na wszystko ! (oby nie...wystarczy mi sprzątania..)
×
×
  • Create New...