Jump to content
Dogomania

Ekiana

Members
  • Posts

    1287
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Ekiana

  1. No, a jeszcze co do tego spacerku to była na nim awantura o piłeczkę - z innym pieskiem i inną piłeczką. W każdym razie futra się sczepiły, jazgot totalny, a mi włosy na rękach i głowie stanęły dęba. Oczywiście już to skonsultowałam z panią psicholog i jestem uspokojona bo już wiem, czego muszę unikać. Ech...
  2. Potem była zabawa z kolegą - Irysem :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/629.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/630.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/631.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/632.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/633.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/634.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/635.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/636.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/637.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/638.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/639.jpg[/IMG]
  3. Kolejny spacer i kolejny meczyk :) Tylko, że tym razem wzięłam aparat. [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/619.jpg[/IMG] On naprawdę szajby dostaje na punkcie tej piłki :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/620.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/621.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/622.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/623.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/624.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/626.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/627.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/628.jpg[/IMG]
  4. Ja tak myślę, że byłby niezły film komediowy jak by to nakręcić. Mnie nie chcą wierzyć kiedy mówię, że mi ciężko jest. Po takim spacerze jestem autentycznie padnięta, a zwłaszcza jak wpadnę na pomysł zrobienia po drodze jakiś mini zakupów...
  5. A tu aż dziw co czasem pozwala ze sobą robić. Ale tylko czasem i do pewnego momentu ;) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/614.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/615.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/616.jpg[/IMG] No i z Pańciem... [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/617.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/618.jpg[/IMG]
  6. A tutaj Michaś ze swoim ulubionym Psiapsielem (kolegą współlokatorki - znają się od samego początku obecności Michasia w naszym domu i dopiero teraz sesja, aż wstyd :) ) Za to zdjęcia fajne. [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/603.jpg[/IMG] No i kong - nowa zabawka Miśka. [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/604.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/605.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/607.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/608.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/609.jpg[/IMG] Michaś rozdaje buziaki z języczkiem :) feeee [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/610.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/611.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/612.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/613.jpg[/IMG]
  7. [quote name='ludwa']Wszystko wymaga pracy a ułożenie rozbrykanego szczeniaka do łatwych nie należy. Ja myślę, że pewne rzeczy też same się ułożą albo inaczej mówiąc "wyrośnie z nich" ale pracanie zawadzi;), czym skorupka za młodu...:) No, macie przed sobą wyzwanie...[/QUOTE] Tak, pewnie zgrzecznieje jak się zestarzeje i już nie będzie mu się chciało szarpać :) Wczoraj była Pani Trenerka - kolejne nowe 7 rzeczy do nauki. Uff - to pocieszające, że i Twoje Bros początki nie były najłatwiejsze. Naprawdę często czuję się ostatnią niezdarą. Na spacerach jest niby fajnie, ale wychodzę objuczona torbą z zabawkami i piłką do kosza w środku, smaczkami naładowanymi po kieszeniach. Wcześniej muszę przygotować Miśka - szelki, kantarek, kaganiec. Jak wychodzimy to zachodzi od tyłu i wypcha łeb między nogi próbując zdjąć o mnie kaganiec. Jak otworzą się drzwi wyrywa do przodu, a ja z tą siatką w jednej ręce, smyczą w drugiej - trzecią ręką próbuję zamknąć drzwi. Obiecałam, że następny post będzie zdjęciowy, więc się nie rozgaduję. Najpierw fotki z okresu zimowego jak byliśmy na święta w Legnicy. Michaś uwielbia zabawę z piłką - stawia się w roli jakby bramkarza. Tutaj bronił góry. Tzn. Łukasz kopał na górę piłkę, a Michaś ją odbijał :) [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/598.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/599.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/600.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/601.jpg[/IMG] [IMG]http://www.ekianet.eu/michal/602.jpg[/IMG]
  8. Ech, najpierw sesja, a potem nowy semestr bez przerwy na ferie:) Wczoraj szkola, a teraz miesiąc do następnego zjazdu. Teoretycznie będzie czas popisać, ale w tej szkole nie ma możliwości żeby czegoś nie zadać :) No, a Michas też się uczy :) Pani przychodzi co tydzień, tylko, że my nie jestesmy - moim zdaniem - wystarczająco konsekwentni i zdeterminowani, brakuje po prostu najczęściej czasu. Trzeba być jednak w odpowiednim nastroju żeby mieć wystarczająco cierpliwości do ćwiczeń i "walki" o uwagę Michasia :) Generalnie przygotowujemy Michasia do właściwej części nauki chodzenia na luźnej smyczy tylko na samej obroży. Ale dla mnie to jest trudne - cmokam jednostajnie i nie w tym momencie co trzeba. Łukasz nadrabia moje zaległości, jemu wychodzi to lepiej. Dodatkowym utrudnieniem dla mnie jest kaganiec i to, że Michaś już wcale nie jest takim łakomczuchem jak był :) i właściwie jest trochę leniwy i ma swój światopogląd na to czym warto się zainteresować, a czym nie :) Tzn. wszystko znalezione na dworze jest smaczne, a moje nagrody już niekoniecznie, posiłki też jeśli nie są okraszone mięskiem z puszki mogę sobie sama zjeść. Misiek potrafi pościć uparcie oraz bardzo namolnie wymagać tego co jemy my. Ostatnio byli goście i podałam pieczone skrzydełka... Michaś zna miliony sposobów na to jak "uprzyjemnić" posiłek:) Ostatecznie zrobił taki chaos, że faktycznie w nagłym ruchu komuś spadły dwie kosteczki z talerza i skubaniec upolował:) Na szczęście malutkie i na szczęście nic złego się nie stało. Generalnie pani trenerka zauważyła, że Michaś na spacerze jest zainteresowany całym wielkim światem, a my to trochę tak na doczepkę ciągniemy się z tyłu i mogłoby nas w sumie nie być :) Starania koncentrują się więc na tym abyśmy byli dla niego ważni. Jednego razu chciałam z Miśkiem potrenować - po tym jak już się wybrykał i chyba zmęczył. Ściągnęłam kaganiec, ale podleciał jakiś piesek i zaczęli się bawić. Kiedy jego Pani chciała go zapiąć na smycz i odstawiła siatkę na chodnik... hhaha Michaś dopadł ją, wyciagnął plastikowy pojemnik z naleśnikami... rozsypały się. Tamten piesek za jedn naleśnik, a Michaś za drugi... Dobrze, że Pani była wyrozumiała i z poczuciem humoru, chciałam zapłacić, nawet pieniędzy nie chciała. Cieszę się, że nie było awantury. A wszystko to Michaś wykonał na smyczy - nie zdołałam go utrzymać. Gapowata jestem albo słabo silna. Nie wyślę Ali9 kantarka :) (dla Ryśka) - kupiłam jakiś czas temu ale stwierdziłam, że nie będziemy używać skoro uczymy się na innej metodzie, więc pomyślałam, że wyślę innemu pieskowi. Jednak zaczełam kantarek zakładać Miśkowi bo ciągnie jak diabli - jeśli ma ochotę. Konsultowałam to z trenerką i powiedziała, że nie ma sparwy skoro mi to pomaga i upewniłam się, że to najbardziej humanitarna z metod - oczywiście trzeba uważać żeby szamoczący się gwałtownie pies nie poprzetrącał sobie kręgów. Ja robię to tak, że mam przepinaną smycz i jeden koniec jest wpięty w kantarek, a drugi w szelki. Staram się prowadzić na szelkach a pociągam za kantarek tylko jak on mnie ciągnie. W sumie to praktykowałam tylko 3 dni. Czekałam do ostateczności kiedy już stwierdziłam, że stałe ryzykowanie nie ma sensu, a każdy spacer dodatkowo bardzo mnie stresuje. Ale decyzja została podjęta wcześniej niż akcja z naleśnikami tylko, że wtedy akurat nie był podpięty na kantarek. Jednego razu już opracowywałam w myślach plan łapania się za plotek okalający trawnik. Pewnie sąsiedzi mają niezły ubaw, że z psem sobie nie radzę, a pani psycholog przecież przychodzi. Nie wszyscy wierzą w sens metod pozytywnych, a popularność Cezara Milana jest wprost niewiarygodnie duża. No, ale cóż - próbuję trenować kiedy mam nastrój czas i Michaś wydaje się zainteresowany. Generalnie zmienił się nasz stosunek do Miśka. Po pierwsze nie denerwujemy się na niego tak często, nie wyciągamy mu niczego z buzi, podajemy gryzaki tylko z ręki, jeśli na chwilę damy mu je to zabieramy zaraz jak się znudzi i porzuci, kiedy chcemy skończyć zabawę zabawka znika w magiczny sposób (czyli on nie uważa, że myśmy mu ją odebrali ), uczymy go "moje" i "puść" (bardzo fajny i najważniejsze latwy i bezkonfliktowy sposób pokazała psicholog), "e-e" jest dla mnie bardzo trudne, chociaż samo w sobie ćwiczenie jest proste. A najbardziej lubię podstawy do przychodzenia na gwizdek. Na razie trenujemy w domu i polega to na tym, że zwyczajnie piesek nic nie musi robić tylko siedzi/leży obok i dostaje cały posiłek po pojedynczej drażetce, ale każda zakomunikowana gwizdnięciem. Ja lubię mu dawac jedzonko na ładne oczy, wiec nie przeszkadza mi gwizdnąć za nim podam :) Uczymy też odprowadzania "na miejsce". Nie mamy żadnych spektakularnych efektów, może nie ma żadnych lub są minimalne - ale trzeba przyznać, że żadnych sytuacji konfliktowych od tamtego czasu nie było. Pani psycholog powiedziała, że Michaś nie jest wystarczająco pewny siebie i musimy go wzmacniać. Tak wiec nie głaszczemy psa po głowie, nie pochylamy się nad nim, unikamy sytuacji dla niego niezręcznych. Głaszczemy tylko po "spokojnych strefach" - boczki, brzuszek, kark, pupa i przy uszkach bo wiemy, że lubi. No i to chyba tyle na razie. Wiem, że przydałoby się wstawić zdjęcia. Następny post będzie więc zdjęciowy :)
  9. [quote name='idusiek']padł pies....[/QUOTE] Ale mnie wystraszył z początku ten komentarz :)
  10. Alu, kolczatka to jednak smutny pomysł. Ja kupiłam kantarek - (był tani, robiłam zamówienie na leki dla Miśka, to wzięłam tak na zapas jak by pani psia psycholog potrzebowała - ale mamy opracowany plan wg. będziemy iść i będziemy go uczyć na samej obroży. Dlatego kantarek nie jest nam potrzebny. Może Wam go wyślę? Wydaje mi się, że Rysiek i Michaś mają zbliżony obwód pysia - powinien pasować. Wiele nam Pani potłumaczyła na temat zachowań psa i że sygnały są naprawdę różnoznaczne. Szkoda aby kotwiczyć Ryśkowi ryzyko bólu podczas kolczatki. Kantarek może nie pomoże, ale na pewno nie zaszkodzi. Proponuję spróbować, a jeśli się nie uda to trudno. Kolczatkę już macie. Co Ty na to? Chcesz? To naprawdę żaden problem.
  11. Była psia psycholog. Będziemy mieć opracowany plan działania. Będziemy pracować małymi kroczkami do celu. Cieszę się, ze ktoś nam pomoże i z tego, że zareagowałam na te symptomy. Z tego co mówiła, to Michaś jest pieskiem mimo wszystko niepewnym siebie. Może to z powodu tego jak był traktowany w okresie wczesnego dzieciństwa, a może są inne powody. Michaś trochę ją podgryzał, ale diabełek totalny z niego nie wyszedł, wszystkich kart nie odkrył. Trochę jednak się zorientowała na co go stać. Mówiła, że na podstawie tego co opowiadam, chociaż nie może być pewna bo nie widziała bezpośrednio, to Michaś pewnymi zachowaniami nam groził. Trzeba będzie wzmocnić jego pewność siebie w zdrowym znaczeniu. Wyeliminowała wszystkie książki które mam, poza jedną. Więcej napiszę jak będę miała czas. W każdym razie jesteśmy bardzo, ale to bardzo wdzięczni i zadowoleni. Żadne tam Cezary Milany z których się nie raz nabijamy i bez nauk pani psicholog, tylko normalne zdroworozsądkowe podejście z tolerancją, wyrozumiałością i bez oczekiwań, że wszystko stanie się od teraz natychmiast. Fakt, że Michaś jest bardzo zmotywowany żywieniowo sprawia iż jest wdzięcznym uczniem niczym z filmików reklamowych na YouTube. Dużo to ułatwia, ale nie ma cudów - będzie praca - a tak naprawdę praca nad sobą, potem nad Miśkiem. Powiem szczerze, chyba tylko jedna metoda z zaproponowanych przez nią była mi nie znana. Tylko, ze jednak profesjonalista z boku umie skorygować i dostrzec, że coś się robi tak, ale jednak nie tak :)
  12. No to jestem bardzo ciekawa wieści jak się uda ta wizyta. Bardzo będę trzymać kciuki za Nitkę. Mnie się zawsze serce kraje jak widzę takiego zbolałego przelęknionego psa.
  13. Boże, ale biedactwo. Jak okrutnie musiała być traktowana, że doprowadzono ją do tego stanu. Może czasem się jej to przypomina... Widziałam, że feromony są strasznie drogie. Z tego co wiem obok behawioru stosuje się je dodatkowo. Problem macie nie lada. Bardzo jest to przykre.
  14. Tak, to prawda stany lękowe są strasznym kłopotem. Z jednej strony się współczuję, z drugiej nie wolno pocieszać, z drugiej strony pies się męczy, my z nim. Widać, że problem jest kolosalny, a bezradność wkurzająca. Miałam to w okolicach Sylwestra ze Stasią - taki stan rzeczy trwał 3 tygodnie. Nie chciała wychodzić na dwór, nie chciała wychodzić z nikim inni niż ja czy Łukasz. Letnie burze tez były dramatem.
  15. No właśnie psy z mojego bloku także mają kolczatki i naprawdę nic a nic sobie z tego nie robią. Psy, które widziałam w obroży uzdowej prowadzi zawodowo zajmująca się wyprowadzaniem psów dziewczyna, która mi właśnie o tym tak bliżej opowiedziała. Ona prowadzi na ras sforę dużych psów, z czego dwa z nich bardzo nie lubią owczarkowatych (zostały kiedyś pogryzione) i z przyjemnością rzuciłyby się na Miśka. Zastanawiało mnie, ze tak z nią grzecznie idą, chociaż czasem widać, że mają apetyt na Michasia, ale ona w bardzo subtelny sposób daje sygnał, że nie, że idziemy dalej. Ja widziałam w tv zastosowanie w praktyce takich obroży - w zagranicznych programach, ale też u Agnieszki Janeczek, bardzo dobrze pamiętam odcinek z dogiem niemieckim. Widziałam też w necie ten produkt, ale postanowiłam po pierwsze nie kupować bez konsultacji, a poza tym jak zawsze wypróbować pierw wszystko inne. Moja mała Mika, a naprawdę była mała - jako dorosła była wielkości 4 miesięcznego Miśka - ciągnęła jak szalona. Jak byłam dzieckiem to mnie wywróciła pociągnąwszy. Odkąd zaczęła nosić kolczatkę przestała ciągnąć, aczkolwiek zawsze szła żwawo przodem. (acha, mimo tego, ze był to mały piesek to miała sporą nadwagę i naprawdę kawał siły i temperamentu jak była młoda) :) Czytam właśnie na temat tego kantarka. Całkiem pozytywne ma opinie. [url]http://animalia.pl/produkt,5220,69,Karlie_Obro%C5%BCa_uzdowa_Master_Control.html[/url] P.S. Michaś nie ciągnie tak jak parowóz, albo Mika, ale ma zrywy i jednak trochę waży. Poza tym chcę żeby ładnie chodził bo wtedy będę mogła go zabierać jak Stasię w wiele miejsc. Teraz to nie jest możliwe. Tam piszą, że pomaga to nauczyć psa nie skakania na przechodniów. To także dla mnie ważne. Wolę taką obroże niż kopanie psa po tylnych nogach (!!!!) Jestem w szoku jak bardzo to jest u ludzi popularne :o Wczoraj opowiadał z pełnym przekonaniem o tym właściciel naszego mieszkania. Albo o tym, że trzeba psu położyć nogę na szyi i tak dociskać, aż się zacznie dusić i będzie czuł pana. Kur.. co za metody - taki męskich gnojów z kompleksami.
  16. [quote name='ludwa'];) bo to prawie randka jest dla niego;)[/QUOTE] Super komentarz :) Ala chodzi codziennie na randki z Ryszardem :) haha A co do kolczatki to jest raczej pomysł nie polecany. Ale za to jest coś takiego jak kantarek, ew. inaczej nazywany jako obroża uzdowa. Po prostu jeśli pies ciągnie to ta obroża sprawia, że zamiast iść do przodu skręca, albo schyla głowę. Z tego co wiem jest to bezpieczne, nie wywołuje agresji z powodu bólu (jak kolczatka), ani ryzyka zdławienia czy wręcz uszkodzenia tchawicy jak w przypadku obroży zaciskowych na szyję. W każdym razie zapytam się o to behawiorystki bo wiem na pewno, że szkoli metodami pozytywnymi - ona jest właśnie z tej fundacji Pies dla Stasia. Fajnie, ze Twój tato wyprowadza Ryśka, idzie wiosna i to będzie świetna dogorehabilitacja ;) Ale faktycznie trzeba uważać bo Misiek też dobrze odsikany niby nie ciągnie jakoś specjalnie, ale jak ma moment to jeszcze w życiu się tak nie musiałam zapierać - nawet nie wiedziałam, ze tak umiem :) No i tez np. jak się chwile przystanie bo chce się z kimś porozmawiać to Misiek niby siada, ale zdarza mu się okręcić mnie smyczą i wtedy pociągnąć. Wtedy nie ukrywam, że słowo "zakręt" po łacinie pada bardzo intensywnie.
  17. Ja tez się tego bałam bo tak poczytałam w necie i analizując mi wyszło, że na mojego brzdąca to bym musiała z tysiąc zł. minimum wyciągnąć. Rozmawiając jednak z tą panią, chociaż bezpośrednio ta kwestia nie była poruszona to odczułam jakiś spokój w tym temacie - bo po 1 nie będzie to kwota jednorazowo płacona, a do tego rozłożona w czasie. Zresztą jak przyjdzie co do czego to poproszę o jakiś program dla nas z opracowaniem celów i etapów, z zadaniami domowymi abyśmy pokazane metody mogli przepracować dosłownie tak aby weszły nam w krew i ktoś sprawdził czy odnosimy taki skutek jaki ma być, żeby tez sprawdzić co działa, a co trzeba zmienić. Normalnie to Misiek jest przeuroczy i kochany, ale jednak ma swoje odchyły. No i od jakiegoś tygodnia powolutku, a teraz już często zaczął podnosić nóżkę przy siusianiu!! :)
  18. Fajna sucz. Tego chodzenia na smyczy to Wam zazdroszczę, chociaż Misiek nie jest taki straszny, zł. jak się wybiega :) Dobrze, ze do Ciebie trafiła, socjalizacja jest bezcenna. A widać, ze mała naprawdę umie docenić towarzystwo swoich ludzi. Będzie cudownym skarbem dla kogoś, kto tez ją doceni.
  19. No naprawdę - będzie cudowną psinką. Jeśli jest tak, jak piszesz i oby tak zostało to naprawdę rewelacja i unikat. Wiem bo chociaż mój Michaś też podrzutek zza płotu to już taki wpatrzony nie jest. Bardzo miły,ale sam sobie sterem i okrętem lubi być :) Wenta super Piesia jest. I ona chyba z tych dużych panienek będzie, co? Wygląda na nie małą, a pewnie jeszcze urośnie.
  20. A jak się mała sprawuje? Gryzie? U mojego małego zbója - Michasia - przebrała się miarka i w czwartek przychodzi Pani behawiorystka.
  21. Kupa Miśka tez już poszła do badania. W środę zobaczymy wyniki i potencjalnego winowajcę ;)
  22. Dziękuję :) Musi się udać, nawet wolę zaryzykować te egzaminy na rzecz Miśka bo egzaminy nie gryzą :) A najbardziej to się boję, ze Misiek mógłby z miłości chapnąć jakieś dziecko - to dopiero byłby problem. Przy okazji opowiem Wam historię w 4 aktach, jak się pieski pokłóciły, przy okazji to ich właściciele, a ja gdzieś przypadkiem zostałam w to plątana. Oj, z ludźmi nie ma żartów. Wolę mieć porządek w zagródce żeby się mnie nikt nie miał podstaw uczepić.
  23. No i już zadzwonione, załatwione. Czwartek, godzina 17, pies ma nie być bezpośrednio posiłku. Trochę mi napięcie już zeszło, cieszę się będzie pomoc. Można Miśka tłumaczyć, że gryzie bo kiełkuje, ale teraz już właściwie ostatni ząb mu został. Tyle lat przed nami, chciałabym żeby były w zgodzie, bezpieczeństwie i przyjaźni.
  24. Ech, nic nie piszę bo mam sesję. Jeszcze jeden intensywny tydzień i będę cała dogo ;) Przynajmniej taką mam nadzieję, że obędzie się bez poprawek :) Zawsze jak tu zaglądam to mi schodzi kilka godzinek, więc musiałam się powstrzymywać. Ale ech, ileż można. Garść wieści. Michaś niby miły, niby grzeczny i przyjacielski, ale rozdaje pocałunki z gryzaczkiem. Kiedy czegoś chce, wyjść, albo się bawić to podszczypuje, podgryza, staje się nieznośny. Gryzienie to taka jego komunikacja. W sumie nie robi tego złośliwie. Nie zawsze. Pod koniec zeszłego tygodnia będąc z nim na południowym spacerze rozpływałam się w analizach jak wiele się udało osiągnąć. Testowałam akurat spacer na smyczy, ale bez kagańca żeby zobaczyć czy jeszcze będzie zbierał "smaczki". Spacer przebiegł świetnie, ale upolował rybi kręgosłup - bez szemrania jednak udało się mu wyciągnąć go z paszczy. Tego samego wieczoru więc wzięłam go znów na spacer bez kagańca bo wydawało mi się, że zdał test. Identycznie - ja chodnikiem, a on tyle na trawce co najkrócej spięta smycz. Znów coś upolował, jakiś papierek, co w papierku nie wiem. Zaczęłam wyciągać, a on warczy. Dobrze, że warczy bo ostrzega, w porządku,ale fakt faktem, że nie wyhamowało mnie to przed wyciąganiem bo nie powinno być tak żeby utrwalił, że warknie to może robić co chce. Uznałam, ze to jest kwestia jego zdrowia i życia i moim obowiązkiem jest pilnować, wyciągać rzeczy potencjalnie niebezpiecznie. (nie dalej jak wczoraj wyciągnął mi pendriwe z komputera i żul jak landrynkę) No i wyciągając to coś na spacerze tak się zadął, że mnie ugryzł. Nie na miło, nie w żartach, tylko na złość, na obronę skarbu. Trochę się nie spodziewałam, że dziabnie mnie tak mocno. Pacnęłam go po tym i ochrzaniłam "nie tak cię wychowałam!". To mój standardowy tekst jak zrobi coś naprawdę złego. To było blisko domu, trochę było ciemno i jeszcze adrenalina, że wracając jeszcze tak do mnie do końca nie docierało co zaszło. Dopiero w bramie zauważyłam, ze krew mi ścieka nie na żarty z ręki. Pochlapało mi się pod windą, więc poszłam schodami bo tak głupio. Zła byłam bardzo i bardzo rozżalona, że tak mu zaufałam, a tu takie coś! Głupio mieć w domu psa, którego się człowiek zaczyna bać. Tak nie powinno być. To była chyba środa zeszłego tygodnia. Oczywiście postanowienie co do poproszenie o pomoc behawiorysty doszło już do punktu totalnej determinacji i oczywistości, jedyne co mnie powstrzymało przed zadzwonieniem następnego dnia, to to, że po 1 musiałam opłacić szkołę i jesteśmy przed pensją, a po 2 byłam tak nastawiona, że nie chciałam być niesprawiedliwa opisując sytuację pod wpływem emocji. Po opatrzeniu w domu okazało się, że nie jest to jakaś rana jak u barana. Mam jeszcze gojący się już ślad po zębie, ale reszta już zeszła. Przyładował mi z całej szczęki. Zdaję sobie sprawę, że psy żyją chwilą i kiedy moje emocje opadły to nie byłam nie miła wobec Michasia. Dziś w nocy Misio wędrowniczek drapał, ze chce na balkon. Wstałam, otworzyłam, myślałam, że może go przycisnęło, ale on się po prostu tam położył i chciał zostać. 4 w nocy, nie będziemy spać przy otwartym balkonie, a z drugiej strony nie położę się spać, a pies na "dworze" nie wiadomo ile czasu by spędził, temperatura mogłaby być zbyt niska. Dlatego najpierw go zawołałam, potem udałam, ze wychodzę z pokoju (on zawsze ciekawy jest i idzie za nami), ale tym razem nie chciał. Pewnie miał ochotę poleżeć tam w chłodnym, ale ja nie mogłam mu na to pozwolić. No to następny etap przywoływania na smaczek, ale chyba nie miałam zbyt atrakcyjnego bo mnie olał. No to wyszłam na balkon i namawiam - nic- no to go delikatnie przesuwam, a on najpierw cicho zawarczał i mnie ugryzł - na szczęście przez grubą piżamę, więc nawet zbytnio nie poczułam. Wzięłam go więc zdecydowanie za obrożę i wyprowadziła. Wyszedł bez większego szemrania. Kurcze, no nie podoba mi się to zachowanie. Czasem mówię do niego "no co Ty - Królu Złoty",ale bez przed aby sobie tak brał to do serca, że on król, a my lokaje i służba. Ktokolwiek, kto znał Stasię bezpośrednio lub pośrednio wie, że nie do wyobrażenia było aby na nas zęba podniosła. Nigdy nie mieliśmy z nią najmniejszych problemów tego typu. Z Miśkiem zakładanie kagańca jest na smaczek, tylko i wyłącznie. Szelki teraz mamy bardzo łatwo zapinane i zakładane, więc uda się, że bez smaczka i nie gryzie,ale to rzadko, raczej trzeba być sprytnym i szybkim, albo sygnalizować mu, ze gryzienie nie jest mile widziane. W lecznicy ma opinię histeryka, najpierw gryzie, potem ulega. No ja wiem, że miał trudne dzieciństwo. Sam w sobie, wszystkie sygnały, które okazuje są pełne sympatii, uległości, przyjazności, przymilności. Ale przy okazji przymila się podgryzając. Np. wczoraj był u mnie w szkole, w ferworze radości ze spotkania też podgryzał, chociaż lekko, a ja jestem przyzwyczajona :) Jakaś laska go pogłaskała, a on z przyjaźni dał jej z zęba. Była nieźle zdziwiona :) Raczej nieprzyjemnie. Misio podgryza też naszych lokatorów jeśli ma na to ochotę. Szczególnie lubi gołe stopi i w skarpetkach, albo celuje w krocze w przypadku chłopaka. Chyba wtedy ludzie tak zabawnie reagują i to mu się podoba :) Mnie podgryza najmniej poza powyższymi przypadkami. Chyba, że się z nim pobawię, to też wtedy gryzie i to dość mocno. Poza tym ta technika stawania kiedy ciągnie, chociaż fajna, to zaowocowała tym (na plus, że jak się stanie, to on siada - chyba, ze mu się znudzi to trzaska hołubce), siada, ale jak się rusza na przód, to znów ciągnie. Kiedy już się nabiega na spacerze to idzie bardziej uważnie na smyczy i nie napiera aż tak, wtedy go chwalę. Z pochwałami trzeba uważać, bo Misiek jak by je słyszał i rozumiał, ze jego zła renoma została zachwiana, a on musi koniecznie o nią dbać! :) Poza tym w domu u kogoś pojawiły się robaki, będę za niedługo szła do weterynarza zbadać Misiową kupkę. Trzeba znaleźć źródło i zacząć się prewencyjnie zatabletkować. Ech... A ja mam jeszcze taki ciężki tydzień przed sobą, włącznie z weekendem. P.S. Puszczam tego maila (zeby mi nie znikł:) ),ale zaraz zamierzam jednak dzwonić do pani behawiorystki i zobaczę co mi powie, na kiedy się umówię.
×
×
  • Create New...