-
Posts
4019 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by MagdaNS
-
Dobre [B]Halciu[/B], naprawdę niezłe :). Nie wiem, czy wyły dzisiaj w nocy,bo o północy spałam już jak nieżywa :). Red zrobił się tak łakomy, że mi ręce opadają. Nie ma takiego karmienia, żeby się z łakomstwa nie zakrztusił :evil_lol:. Wygląda na to, że wystarczyło 24 godziny bez miski i Redowi sie chyba przypomniały stare czasy, gdy głodował i teraz najada się szybko i na zapas, żeby mu ktoś nie zabrał. Wiem, że u kastratów trzeba pilnowac wagę, bo tyją, ale nie sądziałm, że ten efekt nastąpi natychmiast po kastracji :evil_lol:. Na początku, jak do nas przyjechał, a jedzenie podawane było w misce, to tak sobie się nim interesował. Kolsia, odkąd 3 razy dziennie idzie na spacer poza nasz teren, to zupełnie inny pies. Mówię Wam, ona musiała być kiedyś z kimś, w tej chwili tak chodzi na smyczy, że oczy mi wychodzą z orbit, o tak :crazyeye::crazyeye::crazyeye:. Żadnego szarpania, wpatrzona we mnie i w to, co ja robię, jak idę czy biegnę, kiedy skręcam. Nie powiem, jeszcze wszystko ją wypłasza, jeden gwałtowniejszy ruch i sie skula albo przewraca kołami do góry w pozycji "tylko mi nie zrób krzywdy". To pewnie długo jej nie minie, o ile w ogóle. Przyszła książka Pana Gałuszki, w weekend ją przeczytam, a po weekendzie zabiorę się za szkolenie psiego towarzystwa, bo Red, jak tylko zwieje przez otwartą bramę, to już też ma w nosie moje wołania, no chyba że woła parówka :grin:. Nowe dogo to horror :angryy:. W domu mam neostradę na wiejskich kablach, to naprawdę czasem nie wchodzi wcale, a jak wejdzie, to zmulona strasznie. Uściski, pewnie odezwę się dopiero w pon, jeśli w domu nie uda mi się wejść na "kochane" dogo. Odnoszę wrażenie, że przeróbki zostały zrobione tylko po to, żeby mogli nas dręczyć większą ilością reklam, które spływają wraz z przewijaniem ekranu i za cholerę nie dają się zamknąć, no chyba że minie minimalny czas wyświetlania :angryy::angryy::angryy:
-
[quote name='Ulka18']Magda, a nie dzwonia jakies dzwony gdzies wtedy daleko? Nie slychac jakis syren, dziwnych dzwiekow? Moze psy je slysza, maja przeciez lepszy sluch niz my ludzie i wtoruja tym dzwiekom. Wydaje mi sie, ze to musi byc zwiazane z bodzcem zewnetrzym.[/QUOTE] :shake::shake::shake: Dzwony ostatni raz dzwonią u nas o 22. Spróbuję w najbliższych dniach wsłuchać się w dźwięki nocy
-
Kochane doświadczone ciotki, pls :modla::modla::modla: w rozwiązaniu jeszcze jednej zagadki, bo tego chyba za tysiąc lat nie załapię: Moje psie towarzystwo niemal noc w noc niemal idealnie o dwunastej w nocy wyje :roll: Na dwa gardła :roll: Nie trwa to długo, około minuty i się uciszają, ale o co im chodzi :crazyeye::crazyeye::crazyeye: Przecież zegarków nie mają :cool1: Co zrobić, żeby nie wyły? Za prawidłową podpowiedź czeka nagroda :diabloti:
-
Hej, wróciłyśmy z wieczornego spacerku. Z sikaniem nie było najmniejszego problemu, gorzej z nagradzaniem, bo trochę zdziwiona była, że w zasadzie za co ja jej te plasterki parówkowe pod pysk podsuwam :). Nie wiem na ten moment, czy to było wyłączną przyczyną ucieczek, na razie cieszę się, że znalazłam sposób, żeby Kolusia robiła siusiu i koopki. Red nie ma z tym faktycznie problemu, sika i koopka gdzie popadnie :evil_lol:. Nakarmiłam towarzystwo z ręki, raz Red, raz Kolusia, nawet fajne to karmienie z ręki jest :). Red to by oczywiście pożarł konia z kopytami, oblizał się i zapytał, co będzie na kolację, z kolei Kolusia nareszcie odzyskuje apetyt. A ja humor. No więc na dobranoc mały dowcip w wykonaniu Martusi. Przed spaniem siedzę i czytam jej bajeczkę o zajączkach zimą, Martusia mówi "ja też bym chciała tak kicać po śniegu!", na co ja odpowiadam - bo wiem, że bardzo tęskni za śniegiem - "nic się nie martw, niedługo spadnie śnieg, to sobie pokicamy". Na co moje dziecko "Ale my nie jesteśmy zającami żeby kicać" :evil_lol::evil_lol::evil_lol:
-
Oj tak Halciu, 100% racji :). Konsultowałam tę sprawę z Murką, mówi, żeby mu nie ściągać. Tym bardziej, że on jest z tych psów, że jeszcze dobrze nie wybudził się z narkozy, a już tam grzebał :). No a teraz cioteczki trzymajcie się mocno, bo pospadacie z wrażenia z krzeseł :). Przyjechałam wczesniej do domu, żeby zając sie psiakami zanim jeszcze pójdę p Martusię. Myslę sobie "skoro Kolusia w miarę przyzwoicie chodzi na smyczy to zabiorę ją dziś na spacer, wiem, gdzie mniej więcej łaziła, jak uciekała, to tam sobie pójdziemy. I ..... eureka!!! Ledwie poszłyśmy na "ucieczkową" trasę, a Kolusia siup i robi siku. Matko, nie wiem, jaką pojemność ma psi pęcherz moczowy, ale wierzcie mi, że to sikanie trwało dobrze ponad minutę, zapas z ostatnich dwóch dni na pewno :). Kawałek się przeszłyśmy i koopka tez się hopsnęła. Wniosek nasuwa mi sie absurdalny, ale wychodzi na to, że ona uciekała, bo nie chciała u siebie na działce brudzić... Może ona to wszystko ogrodzone traktuje jak jeden wielki boks, sama już nie wiem. Tym bardziej, że sąsiadka mówiła, że jak Kolusia ucieka, to pierwsze co robi to koope u nich na ogrodzie. Tak po prawdzie to ja za bardzo na ogrodzie nie widziałam jej koopek, a żeby kiedyś sikała to też nie bardzo, no ale wychodziłam z założenia, że skoro cały dzień biega luzem, to czemu miałaby sikać akurat przy mnie. No nic to, zobaczymy, jak sytuacja będzie się rozwijać na wieczornym spacerze i jutro rano. Oczywiście "sygnału bezpieczeństwa" nadal nie mam jak ćwiczyć, bo ona nie odstępuje mnie na krok :).
-
[quote name='Ulka18']Z kolnierzem musi sie Red jeszcze pomęczyc, bo gdybys go Magda zdjela, to rozlizalby sobie rane i po zupie.[/QUOTE] Wiem wiem, najbardziej się boję, żeby go sobie w ciągu dnia nie rozwalił, za każdym razem go oglądam, jakbym tylko zobaczyła jakieś objawy pękania, to go wzmocnię albo wymienię na nowy. Ja też odnoszę wrażenie, że - wbrew pozorom - to Kolusia chyba potrzebowała, żeby ktoś ją utemperował. Boi się dalej, ale zrobiła się taka bardziej "miękka", wychodzi mi na przywitanie, jak przychodzę do garażu, szuka kontaktu nawet bezpośredniego, co wcześniej było nie do pomyślenia.
-
BRAWURKA jak border collie z Mielca - W KOŃCU DOCZEKAŁA SIĘ DOMU :-)
MagdaNS replied to Murka's topic in Już w nowym domu
Po tym, co przechodzę z Kolusią, myślę że "socjalizacja w ogrodzie" jest możliwa, tylko potrwa całe lata świetlne :evil_lol:. Ja też liczyłam, że Kolusia "sama" się z nami zsocjalizuje, nie powiem - postęp jakiś jest, bo poznaje nas, cieszy się, macha ogonem i na tym postępy sie skończyły, a zaczęły ucieczki i narastanie stanów lękowych aż do zeszłoczwartkowego "występu" z obszczekaniem po ucieczce na drogę dzieci. Więc może lepiej dla Brawurki, żeby jeszcze jakiś czas posocjalizowała sie u Murki, tam na pewno są lepsze warunki. Szczerze powiem Wam, że dla kogoś, kto nie miał do czynienia z lękliwym psem, to socjalizacja Brawurki może byc koszmarem. Ja przeciez kiedyś miała w ogóle psa jako takiego i dużo z nim pracowałam, a tak ciężko mi idzie z Kolusią, ciągle łapię w pracy z nią jakieś doły i załamki. Moim zdaniem Brawurka musi trafic w naprawdę odpowiedzialne ręce kogoś, kto WIE na co się porywa, jeśli nie ma sie powtórzyć kolejny zwrot z adopcji. -
[quote name='eliza_sk']Magdo, doceniam troskę, ale mając pod opieką fizyczną i internetowo-ogłoszeniową tyle psiaków i jak widzisz jeszcze powyżej "podartego" kota - nie narzekamy na nadmiar wolnego czasu. Codzienne kombinacje co zrobić z kolejnym psem, skąd wziąć kasę, codzienne robienie ogłoszeń ... Będę wdzięczna jeżeli ktoś (jesli nie w ogłoszeniach) to chociaż w telefonie do p. Ani mnie wyręczy - doba jest za krótka ...[/QUOTE] Tak, wiem że cioteczki są bardzo zapracowane, myslałam, że nowi własciciele Remka są zarejestrowani na dogo i mogą sami coś napisać. Odkąd mi uciekła świeżo adoptowana Kolusia, bardzo przeżywam takie sytuacje, zwłaszcza, że psiaczek "nasz" czyli Murkowy :). A tu od czasu odnalezienia Remusia cisza.... Mam nadzieję, że oznacza ona, że z nim wszystko OK :)
-
NIEŚMIAŁY KUDŁACZEK JAREK - w najwspanialszym domku na świecie :-)
MagdaNS replied to Murka's topic in Już w nowym domu
Teraz to chyba zaczyna się paskudny czas, bo wszyscy myślą już o świętach i prezentach, a nie psiakach. A jeśli już to o szczeniakach w prezencie, które to prezenty z jakiś czas zasilą schroniska... Może lepiej zrobić kampanię uświadamiającą, że pies - szczeniak to nie prezent, bo inaczej znowu skoczy licznik psiaków, którym trzeba będzie szukać domu... -
Nasz rekonwalescent ma się już zupełnie dobrze :). Do operacji był przegłodzony, więc wymiotował wtedy tylko żółcią i wodą, ale i tak nie wyglądało to fajnie. Wczoraj siły mu wróciły, jadłby za dziesięciu i oczywiście robi wszystko, by rozwalić kołnierz. Tłucze się niem o wszystko, o co się da. Mam nadzieję, że kołnierz wytrzyma jeszcze tydzień i moje nerwy też, bo cały czas ise boję, żeby sobie krzywdy nie zrobił. Na spacery chodzi tylko na smyczy, bo inaczej zamiast sikać zajmuje się waleniem we wszystko co napotka - ściana domu, każde drzewo. Płotu nie drutuję - nie ma takiego zabezpieczenia, którego Kolusia by nie pokonała, chcąc uciec, stwierdziłam, że mija się z to z celem. Jak na potrzeby Reda płot jest OK, on nie kopie dziur w ziemi, co najwyżej chce korzystać z otwartej bramy, więc muszę go zamykać jak wyjeżdżam samochodem (aktualnie jest przez czas mojej pracy w ogóle zamknięty, bo inaczej na pewno znalazłbym sposób na zdjęcie kołnierza :evil_lol: ). W przypadku Kolusi skupiłam się od piątku na pracy z nią, oswajani jej lęku, bo póki jej z tego nie wyprowadzę, to żaden płot nie pomoże. Za to nie uwierzycie, czego ona się wczoraj nauczyła. Nie zgadniecie w życiu. Otóż Kolusia nauczyła się wczoraj "siad" :crazyeye: W mgnieniu oka się nauczyła :crazyeye: Tak z głupia frant powiedziałam kilka razy siad i nakierowałam ją, tak jak kiedyś uczyłam Emi [']. I ona od razu załapała o co chodzi :crazyeye:. Cały czas zachodzę w głowę, jak to możliwe, że ktoś, kto uczy się w sekundę co to znaczy "siad" i wie, do której kieszeni włożyć pyszczek po nagrodę, boi się sikać na smyczy :shake:. Mam plan, żeby ją dzisiaj zabrać na spacerek - o ile nie będzie padało. Szkoda mi Reda, bo tabletki przeciwbólowe działają, rozpiera go energia, ale spacer z nim to koszmar, jak nie ma o co, to wali cały czas kołnierzem o moje nogi. Więc w takim stanie nie ma mowy o jakichś spacerach poza naszą działką. Trudno, musimy jakoś wytrzymać. Karmię go z ręki, bo inaczej mu niewygodnie. Wracam do pracy, bo mam tyle, że nie wiem, od czego zacząć.
-
Ja też nie rozumiem, mi on się straszecznie podoba ;) Prawdziwy słodziak :)
-
[B]Ulka [/B]będziemy ćwiczyć, masz na to moje słowo :). Co z tego wyjdzie - nie mam pojęcia :evil_lol:
-
[quote name='Ulka18']chodzilysmy lub stalysmy z Ulka naprawde godzinami, nagradzajac smakolykami z reki za kazde spojrzenie lub kroczek.[/QUOTE] Hahaha, tylko ta moja spryciara to albo trzyma się nogi, niemal od niej nie odstępując i cały czas domaga się nagradzania tego, że jest koło mnie albo - jak tylko spowoduję jednak oddalenie - ma mnie w nosie :). Żadne sygnały nie działają :). Będę musiała chyba z nią ćwiczyć w drugą stronę przychodzenie - nie ja coraz bliżej Kolusi tylko ja coraz dalej :). Na smyczy nawet dość ładnie chodzi, tyle że nieco sie plącze, raz z prawej, raz z lewej, "przestrasza się" jak z tyłu przekładam za plecami smycz z ręki do ręki, ale cały czas wpatrzona we mnie, co ja zrobię, ja wolniej - ona wolniej, ja szybciej - ona szybciej, cały czas na luźnej smyczy. Ale o sikaniu nie ma mowy, co najwyżej koopke sie uda "wymusić" przez bieganie. Jak tylko stajemy, a ona jest blisko i nie dostaje nagrody, to zaraz wskakuje na mnie łapkami i wącha okolice wiadomej kieszeni, wsadzając tam nos :). Sygnały uspokajające też nie działają, bo co stanę czy kucnę bokiem, to ona zaraz przechodzi tak, żeby znowu centralnie przede mną siedzieć i patrzy na mnie cały czas :). Bardzo zagadkowy psiak :).
-
[quote name='halcia']Ja dawałam Nutce mała miske na podwyzszeniu,tak,ze kołnierz nakładała jakby na miske by zjesc.Red sie bedzie czuł dobrz juz na 3-4 dzien,potem tylko ostroznosc by ze szwami nic nie zrobił,ala kołnierz ochroni.Trzymaj sie,ja tez strasznie przezywała sterylke,wierz mi.Pomysl,ze za to kiedys nie grozi mu prostata.[/QUOTE] Wiem, że to było dla niego dobre, przede wszystkim ze względu na to, co sie dzieje wiosną na wsi. Tej wiosny zanim suki jeszcze na dobre dostały cieczki to psy zachowywały sie jak w amoku, walcząc o nie i szwędając się po całej wsi (notabene nawet wtedy żaden nam nie rozwalił płotu tak jak teraz Kolusia to robi), ale moja wteka mi wtedy mówiła, że nie było dnia, aby do nich nie ytrafiał 1-2 psy z ranami po walkach. Redzik to typ macho, mam nadzieję, że po kastracji takie "akcje" nie będą mu grozić. No i prostata też :).
-
Dzień dobry cioteczki! Niech sobie mówi kto co chce, może samo usunięcie jajek to nic takiego, ale narkoza to narkoza. Redzik zniósł ją nie najlepiej - odkąd odebrałam go z przychodni o 18.30 miał dreszcze, wymiotował (może i dobrze, bo się szybciej świństwa pozbył), tak więc do wpół do jedenastej w nocy siedziałam z nim, poiłam co kilkanaście minut małymi porcjami podgrzanej wody z glukozą od wetki, leżał przykryty dwoma kocykami, głaskałam go po łepku i modliłam się, żeby mu to wreszcie przeszło. O 22.30 poszedł spać, więc ja też poszłam. Dzisiaj o 6 rano dostał kluki ryżowe z kurczakiem i marchewką, karmię go z ręki, bo z tym kołnierzem to biedaczkowi niewygodnie jeść, dostał tabletkę przeciwbólową i generalnie miewał się o niebo lepiej. O 7.30 zdjęłam mu ten opatrunek, który miał na jajeczkach, tak jak wetka kazała ale i tak po południu podjadę z nim do przychodni, żeby go obejrzała, czy wszystko jest OK. Podziwiam Murkę, która ma za sobą tyle sterylek i kastracji, ja jestem wykończona ze strachu o Reda i tak pewnie będzie jeszcze przez najbliższe 10 dni do zdjęcia szwów. Zapłaciłam 115 złotych.
-
[quote name='Ra_dunia'] A co to za jesienne deprechy?? :mad: Nie ma się co załamywać i smucić, bo szkoda na to życia i nerwów. [/QUOTE] Dzięki Ra_dunia za dobre słowo :). Z Kolusią łatwo nie będzie, nie wiem, na co liczyłam, na cud chyba :). Zamówiłam właśnie książkę "Aria do mnie" Pana Gałuszki, poczytałam trochę rad na "Wesołej łapce", poprosiłam o dodatkowe informacje z konsultacji indywidualnej no i będę pracować z Kolusią.... Redzik ma już uszykowane czyste posłanie czyli ręcznik i prześcieradło wyprane na 90 stopni ;). No i jeśli będzie w stanie jeść kolację to ryż z kurczaczkiem i marchewką na rosołku :). Teraz będę musiała zmykać, bo dziś ostatni dzień miesiąca, faktury, muszę jechać na rozliczenie wodomierzy i inne takie :).
-
[quote name='Ulka18']Najwazniejsze, zebys Ty Magda tez dostala leki przeciwbolowe, bo ciecie jader podobno wiecej boli niz powlok brzusznych u suczek. Dobrze byloby regularnie podawac te leki Redowi. Magda, pytanie niedyskretne : ile zaplacilas za kastracje?[/QUOTE] Leki przeciwbólowe dostanę do domu, oczywiście, że tak. Jeszcze nie wiem dokładnie, ile zapłacę, bo będę płacić przy odbiorze Reda, ale była mowa o kwocie 100 - 110 zł w zalezności od ilości leków, jakie będą podawane. Nie wiem, czy kołnierz też był w to wliczony, będę miała oczywiście więcej przy sobie. Przy okazji: tłuścioszek waży 17,5 kg :)
-
Dzwoniła Pani doktor, Redzik jest już po zabiegu, wszystko się udało bez żadnych komplikacji. Teraz leży sobie na swoim kocyku obok swojej podusi i się wybudza. Mam nadzieję, że po lekach przeciwbólowych nic go nie boli.
-
Cześć Przystojniaku, ależ ta Pancia Cię wczoraj wynudziła :). Taaaką książkę kazała czytać? Tak, zgadzam się z Tobą, to prawdziwy skandal, żeby takie tomiszcze przedkładać nad rzucanie piłeczki! Świetny jesteś chłopaku :)
-
Zawiozłam Redzika do przychodni, zostałam przy nim, póki nie zasnął - leżał sobie grzecznie, i głaskałam go po łepku. Pani doktor obiecała zadzwonić po zabiegu, jak Redzik będzie się wybudzał. Wtedy będę wiedziała, jak się udał zabieg - wierzę, że wszystko będzie OK.
-
Ja się stresuję bardzo, ale Szerman mnie trochę uspokoił, za co bardzo dziękuję. Redzika mam zawieźć na 10.00. Pan doktor go obejrzy i przygotuje do zabiegu. Sam zabieg ma trwać około 40 minut. Potem go wybudzą, będzie miła podawane leki przeciwbólowe i antybiotyk. Przez cały dzień będzie sie nim opiekowała Pani i będzie pilnowała, żeby mu nic złego się nie stało. Mam go odebrać około 19. Dostanie kołnierz, a ja dla nego jakiś lek przeciwbólowy w kropelkach. Zdjęcie szwów i kołnierza po około 10 dniach. Mam nadzieję, że nie zwariuję jutro ze strachu.
-
Noooo, postępy są, a jakże :). Punkt o północy urządzili sobie w garażu koncert na dwa gardła, Red szczekał, a Kolusia wyła :). Nie wiem, sąd mieli zegarek, że wiedzieli, że to północ:). Nie wiem, o co chodziło, bo zanim się ubrałam i do nich doszłam, to już było po wszystkim, zresztą tak sobie myślę,że skoro było już cicho, to niepotrzebnie tam właziłam. Teraz sobie mogą pomyśleć, że to takie zabawne - wystarczy zawyć, a ta na dwóch nogach od razu przybiega :).
-
[quote name='Ulka18'] PS. Z zalatwianiem sie Kolusi jest nadal problem czy juz lepiej?[/QUOTE] Z tym niestety jest problem, jak idziemy to ona po prostu jest jak zaczarowana wpatrzona wyłącznie we mnie. Od rana się nie załatwiła. Ale nie tracę nadziei, że będzie lepiej, że może rano sie i tu odblokuje. Ona chyba corz bardziej sie prezkonuje, że jak zapinają na smycz to nie mordują. Spróbuję rano puścić ją na tej lince treningowej 5m, może wtedy gdzieś odbiegnie i się załatwi, nie wiem sama. Dziś rano się wyluzowała dopiero po obszczekaniu Onka :). Wieczorem na spacerze był już taki moment, że przykucnęła jak do siusiania - i nagle jakby się wystraszyła czy rozmyśliła, nie wiem...
-
I nocne też :loveu: