-
Posts
4019 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by MagdaNS
-
Hej cioteczki, wielkie dzięki za dobre słowo :). U nas jak zawsze dużo się działo. Wiadomość zła jest taka, że Kolusia dzisiaj obszczekała i nawarczała na Martę. Nie wiem, czy chodziło o to, że Martusia biegła, czy o to, że biegła do mnie, mam nadzieję, że o to pierwsze, bo inaczej będziemy mieć problem :roll: No a poza tym same dobre wiadomości. Kolusia w ciągu naszego godzinnego pobytu na dworze kilkakrotnie podchodziła do mnie od tyłu i wąchała :). Poza tym chyba jednak lubi jakieś zabawki:). Marta wyrzuciła dzisiaj z balkonu swoją małą gumową kaczkę. Uprzedzałam, że piesek może sobie ją zabrać, no ale Marta chciała zobaczyć, jak spada kaczka z pierwszego pietra. No wiadomo jak - szybko :). Gdy kilkanaście minut później poszłyśmy na dwór, okazało się, że Kolusia zagospodarowała kaczkę czyli zabrała ją "do siebie" pod świerki :). No i najważniejsze - kosiarka wróciła "do siebie" i Koluśka też :). Na razie parkuję samochód przed domem, bo mi się nie chce korzystać z garażu, ale mam nadzieję, że jak zacznę tam parkować, to się nie wyprowadzi znowu pod świerki, bo inaczej mój samochód może nie przeżyć zimowych nocy po -20 stopni :). Skończyłam prasować, idę do Koluśki uczyć się ;). Marta dostała leki, nurofen i poszła spać z tatusiem już dawno temu ;).
-
Cześć drogie cioteczki.. Chyba mam jakiś kryzys... Kolusia nawet nie zajrzała do swojej budy, całą noc przespała pod świerkiem, obok budy. To więcej niż pewne, bo w budzie jest różowy kocyk, rano był czyściusieńki, ani śladu psiej łapki. W nocy było tylko 8 stopni... Rano dałam jej jeść, niewiele zjadła. Nie podchodzi nawet na smakołyki - podchodzi na 1- 2 m i dalej nie, czasem zaczyna podbiegać i natychmiast spłoszona odbiega, choć ja ani drgnę. Ale jak odchodzę to idzie za mną w bezpiecznej odległości krok w krok. Matko, jak mam oswoić kogoś, kto nawet nie chce się znów do mnie zbliżać :-( ... Skoro chodzi za mną krok w krok, zrobiłyśmy kilka rundek koło domu, bo jakoś muszę z nią być, żeby się oswajała, ale po kilku okrążeniach jej się znudziło i poszła pod świerki. Wiem, że na wszystko trzeba czasu, że jest u mnie dopiero tydzień (choć ja się czuję, jakby to była od zawsze), wiem że kiedyś mi się wydawało, że kolki Marty nigdy nie miną, a jednak minęły po 6 miesiącach, ale już nie mam pomysłów, co jeszcze robić, by ją oswoić :shake:. Wychodzi na to, że głupie koszenie trawy cofnęło nas na pozycję wyjściową... Do tego Marta przeziębiona na amen, gorączka i marudzenie... Muszę wymyślić jakiegoś klona, który by zdał za mnie egzamin, bo ja nie dam rady :shake:.
-
Niestety, kochane cioteczki, mimo moich godzinnych starań Kolusia nie wróciła do siebie na noc. Cisną mi się na usta same niecenzuralne słowa pod adresem mojej drugiej połowy, nie dość, że przestraszył psa koszeniem, to jeszcze kosiarkę wstawił jej do "towarzystwa" do garażu, bo mu się schować na miejsce nie chciało. Przykryłam kosiarkę wielkim ręcznikiem, żeby nie tłuc się w środku nocy chowając ją na miejsce, wabiłam kiełbaską, ale na nic. Dobrze, że chociaż coś zjadła. Wymiękłam w sprawie budy - izolacyjność cieplna Kolusi wymagała, aby wstawić jej budę pod te cholerne świerki, pod którymi śpi. Mam nadzieję, że się nie przeziębi i jutro wróci wszystko do normy, wystarczy że Marta się przeziębiła i co chwilę płacze przez sen. Ech, ze wszystkim pod górkę :shake:
-
Dzisiaj dzień, który można nazwać "krok do przodu, krok do tyłu". Krok do przodu, bo Kolusia najwyraźniej czeka na moj powrót, jak słyszy dźwięk silnika od mojego samochodu (stary i rozklekotany, to charakterystyczny :lol: ) to wychodzi przed dom i choć cały czas się boi podjeść sama, to widać, że jest już blisko. Krok do tyłu, bo moja druga połowa wpadła do domu po pracy i nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, wypadła z domu i złapała za kosiarkę. No efekt jest taki, że Kolusia do teraz siedzi pod świerkami, piszczy jak mnie widzi, ale boi się podejść. Pójdę do niej jeszcze po 23, może się przełamie i wróci do siebie. Boję się, że zmarznie w nocy, ma być dzisiaj chłodniej niż wczoraj, choć na razie tego nie czuć. Wściekła jestem na niego, że szok.
-
Wiem wiem, że kocha, okazuje to po swojemu. Już poznaje moje kroki, jak szłam do niej wieczorem to prawie mi wyszła na spotkanie :multi:. Nie nauczyłam się wczoraj nic, mój mózg od niewyspania i zbyt dużej dawki wiedzy odmówił wczoraj współpracy :p. No więc miałyśmy z Kolusią dłuuuugą sesję głaskania, ona zasnęła, a mi było tak dobrze, że miałam ochotę położyć się tam obok niej i zasnąć - no ale chyba spanie z psem w jednym legowisku, i to psim, jest niewychowawcze :lol:. Znowu biedna miała jakieś złe sny, psim ciałkiem trzęsło, a nawet powarkiwała przez sen. Ale po kilkunastu minutach wybudziła się z tego snu i potem już spała spokojnie. Rano wyszła "pożegnać" się ze mną, jak wyjeżdżałam do pracy, bałam się, żeby nie wybiegła za mną za samochodem - to chyba najbardziej stresujący dla mnie moment dnia - wyjeżdżanie i wracanie do domu, gdzie się boję, żeby Kolusia przy otwartej na moment bramie nie uciekła znowu. No i jeszcze mały humorek w wykonaniu małego człowieka. Wyszłyśmy wczoraj po południu na dwór, Kolusia leżała pod świerkami. Kucnęłam i mówię do niej "chodź do nas maleńka, nie bój się, kocham Cię", na co moje dziecko potwierdzająco rzekło "No chodź Kolusiu, chodź, mama Cię kocha" :).
-
Dobry wieczór cioteczki! Popołudnie upłynęło nam w miłej atmosferze - my się bawiłyśmy, Kolusia leżała 2 - 3 metry obok. Juz nie raz i nie dwa zrywała się, by do mnie podbiec, ale po kilku krokach nagle hamowała. Myślę że mnie kocha tak jak ja ją, tylko jeszcze za bardzo się boi :). Idę zakuwać :).
-
Tak, choć jestem tu króciutko to zdążyłam się przekonać, jak wspaniali i zaangażowani są tu ludzie :). Na razie mam córcię 2,5 roku, która od urodzenia w kółko się czegoś boi, więc jest niekończąca się praca, żeby się nie bała i od 5 dni sunieczkę, którą adoptowałam ze schroniska, która też wszystkiego się boi, obawiam się, że kot w tej chwili to dopiero byłby młyn w tym towarzystwie :loveu:.
-
Adresówka już zamówiona!!! Będzie piękna z napisem : JESTEM KOLUSIA, ZGUBIŁAM SIĘ, ZADZWOŃ PROSZĘ 0501-......, MIESZKAM ............. :). Egzamin ani radcowski, ani adwokacki - może niestety :). Po studiach prawniczych poszłam w kierunku rynku nieruchomości, robiąc uprawnienia z tego zakresu. Egzamin jest - uwaga - na uprawnienia do sporządzania świadectw charakterystyki energetycznej budynków :evil_lol:. Tak, wiem, rozum mi odebrało, jak się zapisywałam na ten kurs. Chwalili, że to takie proste, że każdy kto ma mgr może takie uprawnienia zdobyć... Koszmar, a nie proste dla kogoś kto ma wykształcenie prawnicze. Ale wywalilam na kurs i podróze do Warszawy ponad 2500 zł, ponad pół roku czekałam na termin egzaminu, jak na razie pracy i zleceń w biurze nieruchomości mam jak na lekarstwo, więc w perspektywie, że po 1 stycznia 2010 ma być już bezwzględny obowiązek tych świadectw to dobrze by było zdać ten egzamin, a potem kupić porządny program liczący, bo jak na razie to ja cały czas muszę liczyć na finansowe utrzymanie przez drugą połowę :). No ale tak to jest, jak człowiek rzuca wszystko co miał i przenosi się z aglomeracji na prowincję na drugim końcu kraju :).
-
Ulv, niewiele bo niewiele, ale kawałek grosza Ci wysłałam na te długi u weta, Evelin przesłała mi wczoraj na pw Twój numer konta. Szkoda że Wrocław jest tak daleko od Nowego Sącza, bo miłego kociaka to bym sobie wzięła - swoją drogą tu gdzie mieszkam na wsi to kotów jest jak na lekarstwo, naprawdę rzadko można tu spotkać kota. A myszy za to ganiają mi po piwnicy i garażu po prostu stadami - idzie jesień i ściągają z pól do chałupy. Kilka dni temu jedna to po prostu bezczelnie zasuwała do góry po ścianie! Może ja mam małe doświadczenie z myszami, ale bym się nie spodziewała, że biegają po pionowych ścianach :crazyeye:.
-
Kochane cioteczki! Dziękuję wszystkim za dobre słowo :). Ja z dnia na dzień coraz bardziej "odpadam" jeśli chodzi o uczenie się po nocach. Człowiek niestety się starzeje, kiedyś siedział cała noc i nic, a teraz coraz gorzej :). Byle do 5 października do testów, potem do 12 do wyników z testów, a potem do 19.10. gdzie jest egzamin praktyczny, a potem to się już będę wysypiać bez względu na to, kiedy opublikują wyniki praktycznego :). Dzień dzisiaj u nas chłodnawy i pochmurny, więc ciekawe, co Koluśka będzie dzisiaj porabiać sama :). Muszę jej kupić jakąś zabawkę, żeby się dziecko nie nudziło jak jest sama, chociaż nie wiem, co tu by było dobre na początek. Emi [*] to mogła godzinami gryźć "sznurkową kość" jak była sama. Chcę też kupić taką piłeczkę na sznurku, ale to już jak Kolusia nie będzie się bała do mnie podchodzić - no chyba żeby było lepiej teraz kupić, by było coś, co ją zaintryguje do podchodzenia bliżej. Wieczorna sesja drapkanka zakończyła się "rozczarowaniem" w jej oczach, że "już" sobie idę (była północ :lol: ). Grawera na tej "wsi" nie udało mi się na razie namierzyć, na razie zrobiłam jej tymczasową adresówkę, żeby było cokolwiek, zobaczymy jak się będzie miała dziś po południu. No to zmykam pisać pismo w okropnie zagmatwanej sprawie, do czego w ogóle nie mam głowy, a potem spróbuję coś pozakuwać, skoro i tak klientów brak :).
-
Co do ceny za czipowanie też mnie zatkało, kilka lat temu, jak jeszcze w Szczecinie (skąd pochodzę) czipowałam Emi, to nie tylko, że nic za to nie płaciłam, ale jeszcze miałam niższy podatek od psa, bo pies zaczipowany. Ale tam to chyba miasto za wszystko płaciło w ramach programu zapobiegania bezdomności zwierząt. No a teraz nieco o głównej bohaterce :). Wracając do domu miałam duszę na ramieniu, czy ją jeszcze zastanę :). Była, na swoim "punkcie obserwacyjnym" pod świerkami, gdzie ona widzi wszystko, a jej nie widzi nikt :). Gdy się zbliżałam do domu, usłyszałam jej popiskiwanie i skamlanie, myślałam, że może coś jej się stało, a tymczasem to z radości było!!! Wybiegła spod tych drzew, wprawdzie nie dobiegła aż do mnie, ale odtańczyła w kółko taki taniec z radości na mój widok i było takie machanie ogonem, że oniemiałam z wrażenia!!! Chyba nie będzie z nami jednak aż tak źle :). Gdy koło 18.30 zaszło słońce i zrobiło się chłodniej, to Kolusia jak gdyby nigdy nic - choć się nieco bała - poszła na swoje legowisko, choć, żeby tam się dostać, musiała przejść naprawdę blisko nas :). Wygląda na to, że socjalizacja z nowym Panciostwem idzie nieźle :). A teraz zmykam zakuwać na egzamin w towarzystwie tej przeuroczej psiej damy :). PS. Moja córcia w kąpieli przytuliła sie do mnie i powiedziała mi na uszko : "Wiesz co mamusiu? Bardzo kocham naszego nowego pieska". Ma 2,5 roku :). Córcia oczywiście, bo Kolusia 7 :).
-
Wielkie dzięki za wszystkie rady :). Co do szelek to właśnie z takich się rozbiera :loveu:. Wczoraj jeszcze byłam pewna, że miała je źle założone - nie zakładałam ich osobiście, zakładał je w sobotę pan kierownik, było trochę zamieszkania przy tym. No ale wczoraj osobiście ją zapięłam z powrotem w szelki, poskracałam wszystko na tyle ciasno, żeby dobrze dolegało, ale jej nie gniotło, ale jak widać Kolusia jest sprytniejsza :). Adresówkę muszę załatwić jeszcze dzisiaj choćby nie wiem co. Jest kurcze problem z tymi obrożami, bo wszędzie są takie z dwoma plastikowymi zapięciami, nie ma tych "na igiełkę", gdzie zawsze można wypalić dodatkową dziurkę i ciaśniej zapiąć. A te z plastkiowymi końcówkami mają ograniczone możliwości co do regulacji - niestety Kolusia jest bardzo drobniutka i to co jej kupiłam, jest na nią za luźne, więc obrożę jest sobie w stanie zdjąć bez żadnego wysiłku ;). Poszukam dzisiaj jeszcze czegoś lepszego, choć na tym zadu... jest problem z psimi akcesoriami :shake:
-
Witam miłe cioteczki. :). Spieszę donieść, że przez ostatnie 2 godziny robiłam bynajmniej nie to, co zaplanowałam :). Ledwie skończyłam wpis na dogo, dostałam telefon od mojej drugiej połowy, że Kolusia znowu samopas biega po całej naszej działce. No to kluczyki w rękę i wio z powrotem do domu. Faktycznie, rozebrała się ze wszystkiego - swoją drogą jak ona sobie ściąga szelki, bo obrożę to jeszcze potrafię pojąć ???? Oczywiście prośby, by wróciła do swojego legowiska sepłzły na niczym :). Więc zdjęłam szpilki, załozyłam ciuchy robocze i w te pędy wzięłam się za przegląd i uszczelnianie płotu :). Okazało się, że nie jest tak źle, szansa na zwianie jest na połączeniu między nami i sąsiadem, od ulicy i od strony pustej działki jest OK. Mamy po prostu płot z siatki, teren jest nierówny, więc tam, gdzie brakło do dołu, bo było równo górą, to sąsiad dał jeszcze trochę siatki, tyle że to jest miękkie cholerstwo i jak od słupka do słupka jest 3 m to taka zdolniacha jak Kolusia bez problemu się wczołguje, podnosząc sobie ten kawałek doczepionej siatki. Emiśka była trochę bardziej okrągła, a poza tym nigdy nie miała zapędów do uciekania, przeprowadziła się tam, jak miała 3 lata i była zupełnie zadomowiona :). W czasie mojej pracy Młoda oczywiście z bezpiecznej odległości przyglądała się temu, co robię :). Zrobiłam co tylko się dało, żeby nie było szans na zwianie, choć jak będzie chciała zwiać, to zwieje niestety (oby nigdy już nie!!!). "Druga połowa", która dziś kładzie panele w kuchni, dostała prikaz, że ma w ogóle na nią nie zwracać uwagi, żeby jej niepotrzebnie nie stresować. Oczywiście śniadanie wraz z lekarstwem obniżającym napięcie i lęki stoi nietknięte. Mam w tym miejscu pytanie - czy z Kolusią robic tak samo, jak robiłam z Emi, że jeśli w ciągu 30 min od przyniesienia jedzenia nadał było coś w misce to zabierać miskę? Trudno, Kolusia postawiła na swoim, będzie się z nami socjalizować biegając zupełnie luzem i przychodząc do nas, kiedy zechce. Mam tylko nadzieję, że zechce spać w swoim miękkim legowisku, a nie pod świerkami :). W drodze powrotnej zajechałam od razu do weta, żeby kupić obrożę adresówkę, ale doradził mi, żeby lepiej u grawera wygrawerowac malutki breloczek z numerem telefonu i przypiąć do obroży, bo z adresówki zawsze może gdzieś wypaść kartka albo się rozmazać treść. Poradził mi też zaczipowanie Małej za drobne 80 zł :). No to tyle, biorę się do roboty :). Magda
-
Dzień dobry :). Dziękuję Pani Agnieszko za wrzucenie zdjęć Kolusi :). Noc jak noc, popołudnie to było ciekawe :). Zerwałam się wcześniej do domu z biura, żeby pozakuwać trochę do egzaminu (za jakieś 10 dni w Warszawce, cena powtórki "tylko" 640 zł więc trzeba zdać za pierwszym razem :) ), w czasie, gdy moja córeczka śpi jeszcze u opiekunki. Podjeżdżam pod dom i oczom swym nie wierzę - Kolusia znów zupełnie luzem biega po całej działce. Przed oczami od razu mi stanęła sobotnia "łapanka" i jej ucieczka, dosłownie prawie zawał. Porzuciłam samochód przed płotem, bo bałam się, że ucieknie ja będę wjeżdżała. Chyłkiem myknęłam do domu, przebrałam się w ogrodowe ciuchy, kieszenie napakowałam plasterkami szynki i kiełbasy i postanowiłam tym razem "po dobroci" zachęcić Kolusię do powrotu do legowiska pod kontrolę Panci :). Dobrze że popołudnie było ciepłe. No więc siedzę sobie na naszej skarpie, Kolusia jakieś 2 m dalej też siedzi. Ja na trawie, ona pod świerkiem, ja na trawie, ona pod jodłą. Owszem, chętnie podjadała podrzucane co jakiś czas smakołyki, ba, nawet z ręki delikatnie ściągała - po czym wracała na "bezpieczne pozycje", gdzie nie mogłam jej dosięgnąć :). Ja się minimalnie przysuwałam do niej, ona się o tyle samo odsuwała :). Udawałam że na nią nie patrzę, nawet udawałam, że leżę na trawie i śpię - wszystko na nic :). Koluśka dalej siedziała w bliskiej, acz "bezpiecznej" odległości. Nauczona doświadczeniem z moją 2,5 letnią córeczką mówiłam sobie: spoko, wszystko jest kwestią czasu, w końcu zawsze ktoś pęka :). No pękłam ja, po godzinie tych podchodów byłam nie tylko cała brudna, ale niemiłosiernie pogryziona przez komary i mrówki, poparzona przez pokrzywy i podrapana przez iglaki. Stwierdziłam, że gdyby Kolusia chciała znowu zwiać pod siatką, tak jak w sobotę, to miała dość czasu, żeby zwiać, gdy mnie nie było. Poszłam więc do domu po aparat, żeby zrobić jej kilka zdjęć, skoro tak "karnie" siedziała w jednym miejscu - w przeciwieństwie do swojej poprzedniczki, dla której każdy spust migawki był za wolny, żeby ją "złapać w obiektyw" :). Wyszłam z tym aparatem i - Eureka!!! Koluśka wprawdzie trzyma się dalej, ale cały czas za mną chodzi. Co idę się ustawić w dobrą pozycję do zdjęć, ona idzie za mną. Zawędrowałyśmy tak z tyłów domu na podjazd nawet i nagle ktoś wystrzelił kapiszona (pewnie po niedzielnym odpuście miejscowi chłopcy mają tego jeszcze niezły zapas). Więc Koluśka podwinęła ogon pod siebie, zawinęła się na pięcie i ... potruchtała do swojego legowiska :). No cóż, gdybym wiedziała, że do powrotu na miejsce skłonią ją kapiszony, to bym się wcześniej w nie zaopatrzyła :) - żartuję oczywiście. Po sobotniej ucieczce boimy się ją zostawiać zupełnie luzem, dopóki nie zrobimy kompleksowego przeglądu płotu i nie powkładamy dodatkowych zabezpieczeń, by nikt nie mógł się przeczołgać pod siatką :). Żeby 9 godzin nie siedziała zamknięta, gdy jest taka ładna pogoda, na razie jest niestety uwiązana, mam nadzieję, że w sobotę uda się uszczelnić na 200% płot, a i Kolusia będzie już chętniej przychodziła na zawołanie. Boję się, że znów ją coś na tyle zaintryguje lub spłoszy, że da nogę, a z terenem jeszcze się nie obeznała. Wieczorem znów miałysmy "sesję integracyjną". Najpierw było głaskanie i mizianie, w czasie którego Kolusia rozluźniła się o wiele szybciej niż poprzedniego dnia. Martwi mnie, że bardzo mało je i mało pije wody. Martwią mnie również jej tylne łapki, ma na nich coś, czego nie przypominam sobie widzieć u Emi, a mianowicie powyżej "stopek" ma na łapach jeszcze tak jakby po jednym paluchu, a tam pazury, które urosły tak długie, że się zawinęły wokół siebie, tworząc obręcz, i wbiły z powrotem w te "paluchy" i wyszły drugi raz na zewnątrz. Miałam to pokazać wetce w poniedziałek, ale Mała była tak przestraszona, że jej nie ruszałyśmy i w końcu zapomniałam o to zapytać. Jej to chyba przeszkadza, bo ciągle sobie wylizuje te miejsca na łapkach. No po głaskaniu Pancia zabrała się za zakuwanie do egzaminu, a psineczka chwile patrzyła, jak Pancia miesza kredkami i co chwilę coś podkreśla, po czym... poszła spać :). Najpierw miała niespokojny sen, całe psie ciałko się trzęsło, ale po kilku minutach wybudziła się z tego, otworzyła oczka i zasnęła, tym razem spokojnie. Zobaczymy co przyniesie nowy dzień, a w zasadzie popołudnie i wieczór :). Dziękuję wszystkim, którzy o nas czytają i piszą ciepłe słowa, ja jestem coraz lepszej myśli, jeśli chodzi o socjalizację Kolusi z nami i z nowym otoczeniem :).
-
Jestem na dogomani dosłownie od kilku dni, więc czy może mi ktoś w skrócie napisać, o co chodzi z takim długiem? Bo domyślam się, że czyjeś zwierzę zostało wyleczone na koszt kogoś, kto kocha zwierzaki i ma teraz kłopoty? Próbowałam cokolwiek wywnioskowac czytając posty z tego wątku, ale jest tu o wszystkim i bardzo dużo, a czas mi tak szybko ucieka, że nie ma kiedy się zaczytywać na dogo, zwłaszcza na 12 dni przez egzaminem na który nic nie umiem :). Chętnie pomogę, tylko chcę wiedzieć, jak się sprawy mają,
-
:shake:Dzień dobry, mam na imię Magda i mieszkam pod Nowym Sączem. 09.08.2009 r. w zupełnie bezsensowny sposób straciłam w wypadku samochodowym moją 6-letnią sunię BC "EMI" z hodowli ALDERAAN. Gdy już rozpacz opadała na tyle, że mogłam jakoś jeść, spać i myśleć podjęłam decyzję, że nie chcę, aby śmierć Emi poszła zupełnie na marne i postanowiłam dać dom psiaczkowi ze schroniska. Kolusię wypatrzyłam na Allegro. Od razu wpadła mi w serce, ale bałam się, czy podołam. Byłam w stałym kontakcie z Ulką18, wolontariuszką opiekującą się Kolusią w schronisku. Bałam się, czy sobie dam radę z tak przestraszonym świata psiakiem. Po kilku tygodniach myślenia stwierdziłam, że nie da się całe życie stać w rozkroku i zadzwoniłam, że ją biorę. Kolusię odebrałyśmy razem z moją córeczką w sobotę rano 19.09. Biedna psinka tak się bała tej podróży, że dojechała do nas w stanie nadającym się do ponownej kąpieli, choć tak ładnie ją wykąpano i uszykowano dzień wcześniej w schronisku. Całą drogę oglądałą świat prze szyby samochodu i była bardzo spokojnym pasażerem. Po przyjeździe trafiła na "szybkie mycie podwozia", bo zapach był niczego sobie. Potem - korzystając ze słonecznego dnia - zabrała się za zwiedzanie swojego nowego miejsca na świecie , czyli domu z ogrodem ponad 2000 m.kw. Niestety, po 3 godzinach okazało się, że nie tylko zwiedzała nowy dom, ale też znalazła sposób, jak z niego zwiać. Myślałam, że oszaleję z rozpaczy, bo gdzie szukać psa, któy zwiał w nowym dla siebie otoczeniu??? Szukaliśmy jej najpierw na własną rękę, a gdy to nie dało rezultatu, szybko wydrukowałam ogłoszenia z jej zdjęciem i powiesiłam, gdzie się dało. W nocy nawet nie zmrużyłam oka. Rano dostałam telefon - jest znalazła się!!! Wróciła do nas jeszcze bardziej przestraszona, niż przyjechała dzień wcześniej. Siedziała wciśnięta w kąt swojej budki i nawet nie chciała słyszeć o wychodzeniu stamtąd. Pierwsze jedzenie zjadła z budki, bo nie chciała z niej wyjść, na szczęście po następne już wyszła. Był ogromny problem z załatwianiem się, bo trzymała ze strachu, ale i to mamy już za sobą :))). Na razie jest bardzo przestraszona światem. Dziewczyny poradziły mi, żeby zabrać jej budkę i zrobić legowisko, żeby nie miała się gdzie chować przed światem i to był chyba strzał w dziesiątkę. Dziś rano nie siedziała już przyklejona do ściany ze strachu :). na razie boi się wszystkiego, każdego szelestu, hałasu, szumu. Nie chce w ogóle chodzić na smyczy - no a luzem to ja jej długo nie puszczę nawet w ogrodzie :). Staram się przy niej być co jakiś czas, pogłaskać, pomiziać. Wczoraj wieczorem przy takim mizianiu udało jej się nawet przysnąć, choć z początku leżała w pozycji "na baczność". Dzisiaj rano zrobiła też kilka pierwszych kroków na smyczy w ramach "spaceru" po ogrodzie. Myślę, że przed nami baaaardzo dużo pracy, by ją przekonać, że trafiła w dobre miejsce. W zasadzie to się jej nie dziwię, nie wiem, ile przeszła w życiu, ile razy ktoś ją zawiódł. Nam też ciężko zaufać po raz kolejny, gdy jesteśmy po przejściach. Więc trzeba czasu. Mam nadzieję, że właśnie czas, miłość i dobre rady tych wszystkich z forum, którzy przeszli taką drogę ze swoimi psiakami - że to wszystko sprawi, że Kolusia już za niedługi czas będzie wesołym psem, który z podniesioną głową i merdającym ogonem biegnie radośnie w świat i bierze z życia wszystko, co najlepsze. Postaram się wrzucać tutaj też zdjęcia Kolusi, na razie jest z tym problem z dwóch powodów - chowa się tak, że nie idzie jej w ogóle zrobić jakiegoś sensownego zdjęcia, a poza tym jeśli chodzi o wklejanie zdjęć, robienie banerków i inne takie piękne rzeczy na forum to ja jestem totalna noga :))). Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy kibicowali Kolusi w drodze do nowego domku i postaram się na bieżąco pisać, co u nas. WIELKIE PODZIĘKOWANIA DLA ULKI18 - TO DZIĘKI NIEJ KOLUSIA DO NAS TRAFIŁA, A JA NIE OSIWIAŁAM ZE ZMARTWIENIA PRZEZ OSTANIE 72 GODZINY :lol: [COLOR=green][B]W związku z tym, że od 21.11.2009 mieszka z nami także zamojski Red, będzie to wątek Reda i Kolusi, żeby nie pisać dwa razy to samo w różnych miejscach [/B][/COLOR] [B][COLOR=green][COLOR=red]KOLUSIA MIESZKA W NOWYM DOMKU, NADAL BEDĄ TU O NIEJ WSZYSTKIE INFORMACJE ;)[/COLOR][/COLOR][/B]