Jump to content
Dogomania

MagdaNS

Members
  • Posts

    4019
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by MagdaNS

  1. I jak tam nocna akcja? Czekamy na info, czy "nasze" wielkie maleństwo wróciło w bezpieczne progi swojego hoteliku :)
  2. Koluśka wystraszona jeszcze jest, pewnie jeszcze trochę to potrwa. Jak wychodziłam dzisiaj rano do pracy to poodbiegała, zaczepiała, jakby chciała się bawić i zaraz zwiewała :) A co do zdjęcia panienki - wrzuciłam je wczoraj spontanicznie, a potem zaczęłam się zastanawiać, czy to był dobry pomysł - żeby mi potem zdjęcie dziecka nie krążyło po internecie :) Kolejny dzień zakuwania, po prostu padam dziewczyny :-( Nie wiem, ile z tego to tak naprawdę efektywna nauka, ale muszę dać radę. Miłego dnia dla wszystkich cioteczek :hand:
  3. [IMG]http://i38.tinypic.com/25oxtua.jpg[/IMG]
  4. Miałam przymusową przerwę na kąpanie małego człowieka :) Wrzucam jeszcze kilka Kolusiowych zdjęć: [IMG]http://i37.tinypic.com/2a8gmrp.jpg[/IMG] [IMG]http://i37.tinypic.com/el1zdi.jpg[/IMG] [IMG]http://i33.tinypic.com/2mhiycp.jpg[/IMG]
  5. Udało się!!! To wklejam dalej: [IMG]http://i37.tinypic.com/wqrk86.jpg[/IMG] Wygląda jakby się śmiała, co nie???
  6. Próbuję wkleić zdjęcia Kolusi dzisiejsze: [IMG]http://i37.tinypic.com/25zibuc.jpg[/IMG]
  7. Czy ktoś może już wie w końcu, jak doszło do tej tragedii? Jak się miewa dziewczynka? Czy rodzice potrzebują jakiejś pomocy? Jak na razie toczy się tu bezproduktywna dyskusja, a my nie wiemy, ani co się stało, ani jak na przyszłość zapobiegać takim sytuacjom. Częściowo zgadzam się z Vectrą - w tak dramatycznej sytuacji wiadomo, że człowiek myśli przede wszystkim o dziecku, to naturalny odruch...
  8. Murka, będziemy niecierpliwie czekać na wieści. Oby tym razem się udało :multi:
  9. Dzięki Reno :calus:
  10. Dzięki za informacje w sprawie psich snów :evil_lol: Co do zabaw to żałuję, że nie mam tu żadnej Kostaryki, która mogłaby Kolusię czegoś nauczyć. Niestety, psy sąsiadów niczym się nie bawią, więc tu na pomoc liczyć nie ma co :lol:. Podobno w Sączu jakiś facet prowadzi szkółkę dla psów, zajęcia fresbie, agility, itp. Więc mam taki plan, że jak uda mi się dobrze oswoić Kolusię, nauczę ją chodzić na smyczy i podstawowych komend, to się tam wybierzemy na jakieś freesbie czy agility, w gronie innych psiaków na pewno będzie jej łatwiej załapać, o co chodzi. Emi ['] też wszystkiego szybko się nauczyła właśnie dzięki uczęszczaniu na takie zajęcia. No bo nie ma się co oszukiwać - ja nie bardzo potrafię biegać na czterech łapach i przynosić freesbie w zębach :). Zastanawiałam się nad tymi kośćmi do gryzienia, gdy nas nie ma. Kiedyś kupowałam coś takiego Emi ['], ale potem przeczytałam, że to jest robione z jakiś skór tak obrabianych chemicznie, że to potem miesiącami zalega psiakowi w jelitach, więc przestałam kupować, a teraz jestem w kropce. Emi trochę inaczej spędzała dzień, bo się nie bała i była ciekawa świata. Nie chciałabym, żeby Kolusia większość doby nie miała co ze sobą zrobić i z nudów sobie czegoś głupiego nie wymyśliła. Mimo wszystko, jak zdążę, spróbuję kupić dzisiaj piłeczkę na sznurku, zobaczymy, to była pierwsza zabawka Emi ['] z czasów, gdy nie wiedziała do czego w ogóle zabawki służą, może colacowata krew się odezwie w Kolusi :) Miłego dnia ;) !!!
  11. Dzień dobry drogie cioteczki :p U nas już trochę spokojniej, to znaczy ja spokojniej podchodzę do tematu socjalizacji z Kolusią, a ona spokojniej się zachowuje :lol:. Byłam u niej wczoraj wieczorem na dłuuuugiej głaskanej sesji i powiem Wam, że moja radośc, iż zaczęła sypiac spokojniej była chyba przedwczesna. Po prostu chyba w dwa wcześniejsze wieczory nie zdązyła zasnąć wystarczająco głęboko. Wczoraj się głaskałyśmny ponad pół godziny. Kolusia owszem, już wie, że będzie miło, więc zupełnie na luzie się rozłozyła jak długa, wyciągnęła łapki, a nie - jak do tej pory - zwinięta w kłębek, ale jak zasnęła.... Matko, ta psina naprawdę musiała chyba przejść jakieś straszne rzeczy w życiu, jak już zasnęła głęboko, nie dość , że trzęsło całym jej ciałkiem, to oddech miała bardzo przyspieszony, warczała przez sen, a nawet kłapała zębami. Powiem szczerze, że nie wiedziałam, co robić, bo trwało to naprawdę długą chwilę - czy dalej ją głaskać i czekać, aż jej to przejdzie czy też ją rozbudzić. Wybrałam wariant pierwszy, bo bałam się że w tym drugim w pierwszej chwili mogłaby się na mnie rzucić, wyrwana ze złego snu, nie wiedząc co się dzieje. Nie powiem, moja Emi ['] też miewała takie sny, kiedy coś się działo, ale najczęściej to było "machanie łapkami w biegu" i pomrukiwanie, a nie wstrząsy jak w ataku padaczki, warczenie, kłapanie zębami i oddech jak w fazie przedzawałowej. Poza tym jest stan stabilny - czyli cieszy się jak przyjeżdżam do domu, jak do niej przychodzę, nadal boi sie sama podchodzić. Bardzo by chciała, biega, kręci sie w kółko, piszczy - to samo robiłą Emi ['] z radości, że wracam, tyle że Emi ['] w następnej fazie wbiegała mi pod ręce, żeby ją wyczochrać :). Pewnie Kolusia też tak kiedyś będzie robić. W ramach socjalizacji z innymi członkami rodziny wczoraj razem z Martusią byłyśmy jej dać jeść i zmienić wodę. Próbowałam ją wczoraj przekonać, żeby brała od nas jedzenie z ręki, tzn. ode mnie, gdy Martusia siedzi mi na kolanach. Niestety, mimo że to był baaaardzo pachnący boczuś lekko podwędzany (i chudy - żeby nie było wątpliwości :lol: ) to bardzo chciała podejść i jeszcze bardziej się bała, więc się skończyło na niczym, no ale spoko, to dopiero drugi tydzień. W ogóle mało je, ale chyba też jest mało aktywna. Jak wychodzimy na dwór, to chwilkę pobiega, pokręci się koło nas i już jej nie ma, leży gdzieś z boku albo pod świerkami. Na razie nie wchodzi też w grę rzucanie patyków czy piłeczki, bo ona po prostu boi się wszystkiego, co jest rzucane, a już nie daj Boże w jej stronę, nawet jeśli jest to plasterek szynki czy kiełbasy. No to tyle cioteczki, biorę się za robotę, dziś ostatni dzień miesiąca - faktury, rozliczenia, naliczenia, zawiadomienia, ehhh, straszna papierologia :).
  12. Murki Drogie, cały czas trzymamy za Was kciuki i za Loriego, obyście się tylko wszyscy nie poprzeziębiali ganiając w taką pogodę. Postaram się coś Wam przesłać a konto tej nieszczęsnej łapanki i wierzę, ze Lorciu wróci do domku. Ja się wciąż boję o Koluśkę, czy nie będzie chciała zwiewać, mam serce w gardle, jak rano wyjeżdżam do pracy i wracam, bo muszę otworzyć bramę, ale na razie nie jest źle - nie próbuje zwiewać :).
  13. O, to nie wiedziałam, że z Bajką też są kłopoty... Do socjalizacji Kolusi podchodzę już coraz bardziej spokojnie, nie dziś, to jutro podejdzie, wszyscy potrzebujemy czasu, staram się ją oswajać, żeby się nie bała, ale też staram się pilnować, żeby nie poczuła się "pępkiem świata", bo w dalszej perspektywie też mogłoby się to nieciekawie skończyć. Staram się spędzać z nią jak najwięcej czasu, ale w towarzystwie Martuni, żeby po pierwsze oswajała się również z Małą, a poza tym, żeby nie budować u niej poczucia, że ma mnie "na wyłączność". No ale nie ma się co oszukiwać - łatwo nie jest, trzeba bardzo chcieć i codziennie pamiętać, że pies sam z siebie i z "wdzięczności" że wyszedł ze schroniska, nie będzie miły, posłuszny i mądry. Trzeba go tego nauczyć. Dłuuugo uczyć :).
  14. Proszę nie generalizować :lol: My się douczamy, pracujemy, pytamy i robimy postępy :multi:
  15. Trzymamy kciuki, żeby dzisiejszy dzień przyniósł dobre wiadomości i żeby Lori dał się "porwać" tam, gdzie będzie miał dobry i bezpieczny dom - czyli do Murków :loveu:
  16. Faktycznie jest z niego kawał psinki :lol:. Wróci do Was, na pewno :).
  17. Szerman, będzie dobrze. Nie obwiniaj się za to, co się stało, Ty pewnie wiesz lepiej ode mnie, że psiaki po przejściach czasem uciekają. Ja byłam pewna, ze mam szczelne ogrodzenie, na wiosnę nie dostał się przez nie żaden pies, jak Emi [*] miała cieczkę. A Kolusia i tak znalazła sposób, żeby zwiać. Bądź dobrej myśli. Znasz przecież to powiedzenie, że gdyby człowiek wiedział, że się przewróci to by sobie usiadł. Trzymajcie się !!! Nasze dobre myśli są z Wami :).
  18. Dobre, zwłaszcza z tą smugą przy starcie :evil_lol:. Chyba tę smugę za Casablanką chciałabym najbardziej zobaczyć :). Myślę, że jednak bardziej chodziło o ON-ka :). Miała już okazję "wąchać się przez bramę" z Maksiem z sąsiedztwa - kundelek mniej więcej 2/3 Kolusi, chodził też pod bramą olbrzymi terier drugiej sąsiadki (jakiś mutant "wiejskiej hodowli", sąsiadka przygarnęła go po tym, jak został porzucony i się błąkał głodny, wygląda jak terier, a jest większy od ON-ka, za to serce ma łagodne). Skoro jest to objaw obrony "swojego terytorium" to ja się bardzo cieszę, że Kolusia się czuje coraz bardziej u siebie w domu :).
  19. O matko, katastrofa straszna.... No ja też muszę się pilnować, żeby z miłości do Koluśki "nie zagłaskać kotka na śmierć". Trochę mnie zbiła z tropu tym warczeniem na Martę ostatnio, mam je obie baczniej na obserwacji. Ciekawa jestem co się stało, że taki spokojny dobrze rokujący pies tak wskoczył do dziecka. czy rodzina dziewczynki nie będzie potrzebowała jakiejś pomocy na rehabilitacje i leczenie? Pewnie wszystko się wyjaśni za kilka dni, no może nie wszystko, ale choć trochę... Moja Emi [*] wcielenie miłości, radości i spokoju oraz BC w jednej osobie jeden raz w swoim sześcioletnim życiu rzuciła się na człowieka i to z taką furią, że mnie zatkało w pierwszej chwili. No ale to był naprawdę bardzo zły człowiek, który mnie bardzo skrzywdził, zanim jeszcze Emi [*] była w planach reprodukcyjnych ;). Obszarpała mu tylko nogawki od spodni, bo karnie wróciła odwołana, ale była tak wściekła i zawzięta, że szok. Może jakieś złe fluidy wyczuła czy coś, to był ułamek sekundy jak do niego dopadła w czasie, gdy ja siedziałam spokojnie na ogrodzie. Nigdy wcześniej ani późnej nie widziałam jej w takiej akcji... Czekamy na wieści, jak z dziewczynką.
  20. O rany, ale się porobiło.... Biedne psisko nie wie, że trafiło do najlepszej opieki pod słońcem... Oby wszystko się szczęśliwie skończyło...
  21. Nie powiem, po przeczytaniu wątku Jarusia mam szklanki w oczach i ściska mnie w gardle.... Biedna psinka... Cieszę się, że robi postępy. Jeśli chodzi o ogłoszenia o adopcji to jako człowiek "z drugiej strony" powiem tak: nie ma się z czym spieszyć. Ja miałam wcześniej pieska, wymieniłam z p. Agnieszką kilometry e-maili, niby wiedziałam, że Kolusia jest przestraszona, niby wiedziałam, na co się przygotować, a na dodatek Kolusia wcale nie jest "bardzo trudnym przypadkiem", ale ... tak naprawdę teraz wiem, że nie wiedziałam do końca, na co się decyduję, bo nigdy nie miałam lękliwego psiaka po przejściach. Byłam przerażona od pierwszej chwili, gdy Kolusia nawiała ledwie po 3 godzinach od przyjazdu. Był moment, kiedy sobie myślałam "matko, co ja sobie na głowę wzięłam". Tyle że ja się zakochałam w Kolusi od pierwszego wejrzenia i dałabym jej nawet gwiazdkę z nieba, żeby tylko była szczęśliwa :loveu:. A poza tym szybko się nie poddaję, czasem tylko muszę wypłakać emocje, wstać i iść dalej :). Wiec myślę, że jeśli Jaruś będzie miał trafić do kogoś, kto nie ma doświadczenia w pracy z psiakami, to ten ktoś powinien najpierw choć przez kilka godzin pobyć z Jarusiem, żeby był świadom, na co się decyduje :). PS. A jeśli chodzi o cząstkę "by" to z osobowymi formami czasowników pisze się razem (mógłbym) a z formami bezosobowymi osobno (można by) :lol: Ja mam zawsze problem z pisownią "nie" z imiesłowami przymiotnikowymi :lol:
  22. I jeszcze jedno: OLBRZYMIE DZIĘKI DLA WAS CIOTECZKI ZA WSZYSTKIE RADY :laola: Wprawdzie miałam już przecież psiaka, ale wiele zapomniałam z tego, jak pracowałam z Emi [*] bo to było 5-6 lat temu, a poza tym ona nigdy nie była lękliwa, wręcz przeciwnie - wścibska i ciekawa świata :). W razie czego - liczę na dalsze wsparcie :lol:
  23. Kolusia czuje się u nas coraz lepiej i pewniej :). Urządziła sobie dzisiaj polowanie na kreta, uśmialiśmy się do łez. Poza tym nie znosi owczarków niemieckich :crazyeye:. Zatkało nas po prostu jak nasza cicha spokojna Kolusia wystartowała z odłegości 30 m od płotu i pobiegła z głośnym ujadaniem w kierunku drogi, gdzie dziewczyna prowadziła spokojnie na smyczy ON-ka. Obszczekała go nawet, jak już minął granicę naszej działki, tak dla pewności :evil_lol:. Poza tym podeszła do mnie sama kilka razy i dała się pogłaskać :multi:. Na razie podeszła tak blisko tylko jak byłam sama, jak byłam z Martusią i Andrzejem, to siedziała i podchodziła na 1 - 1,5 m, trzeba będzie spokojnie nad tym popracować. No cóż, cioteczki, zaczynam widzieć światełko w tunelu :).
  24. Ulv, bardzo się cieszę, że pieniążki doszły :). Mam nadzieję, że inni też jakoś pomogą, bo lepiej nie zadzierać z weterynarzami :lol:
  25. Ja też myślę, że bardziej chodziło o biegnięcie, będę musiała na razie "okiełznać" temperament Martusi, która na zewnątrz w zasadzie tylko biega, rzadko kiedy chodzi :). Oczywiście pomysł z karmieniem Kolusi przez Martę jest super i wdrożymy do w życie, jak Kolusia zacznie ode mnie brać jedzenie z ręki, bo na razie tyko jak leży u siebie to bierze, a jak biega w dzień po ogrodzie to podchodzi blisko, ale boi się wziąć z ręki. Wielkie dzięki za rady, dobrze od samego początku wszystko pookładać tak jak należy, żeby się nie skończyło katastrofą dla wszystkich. Jestem dobrej myśli, Koluśka potrzebuje czasu na adaptację no i tyle, dopiero jak zacznie ufać, podchodzić sama, to można zacząć dalsze rzeczy, jak uczenie komend, chodzenia na smyczy, itp. Na razie, jak idziemy na dwór, staram się pokazywać Kolusi, że obie jesteśmy do niej życzliwie nastawione, zresztą Martusia mówi do niej spokojnym ciepłym głosem razem ze mną. Nigdy w stosunku do Emi [*] nie miała zapędów, żeby szarpać, bić, rzucać w nią czymś. Jest dość wrażliwym dzieckiem o dobrym serduszku dla wszystkich :loveu:. Bardzo przeżyła ucieczkę Kolusi i bardzo się cieszyła, jak wróciła :). Teraz są z tatą na ogrodzie, więc myślę, że Koluśka w bezpiecznej odległości gdzieś tam się kręci. A ja szukam po necie informacji na egzamin w stylu "ilość redukcji zużycia energii według dyrektywy końcowej UE do 2016 roku" :evil_lol:
×
×
  • Create New...