Jump to content
Dogomania

MagdaNS

Members
  • Posts

    4019
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by MagdaNS

  1. Powiem wam, że to jest przerażające, bo tu, gdzie mieszkam, ludzie nawet niby w miarę wykształceni i "światowi" uważają smalec z psa (mówią na to "psina") za lekarstwo ostatniej deski ratunku, jak kto choruje i nic mu nie pomaga to trzeba mu dać "psiny"... brrrrrrrrr, normalnie włos się na głowie jeży - tylko jak z tym walczyć???? Nie wspomnę, że tu nawet miejscowi weterynarze uważają, że suka czy kotka "raz powinna mieć młode". Ja kilka tygodni namawiałam sąsiadkę, żeby wysterylizowała swoją młodą kotkę, zanim niedługo dostanie ruję, a pan doktor jej powiedział, że dla "psychiki kotki lepiej, żeby raz miała małe, jedno jej zostawić, a resztę utopić zaraz po porodzie" Przecież to po prostu brak słów.... Na mnie patrzą jak na nawiedzoną, bo "kto to widział, żeby kundla tak drogo szczepić (chodzi o to, że Reda szczepię na wszystko, nawet na wirusówki)". Tutaj ludzie szczepią psy na wściekliznę tylko dlatego, że taki obowiązek i weterynarz raz w roku przyjeżdża do wsi, bo do lecznicy nikt by już d... raz w roku nie ruszył.
  2. Nie Aresek, to pewne rzeczy wykraczają poza granice Twojej wyobraźni, bo dawno wyjechałeś z polski i pewnie nigdy nie mieszkałeś na małopolskiej wsi. Pokonując do pracy 10 km każdego dnia mijam KILKADZIESIĄT luzem biegających psów, z czego kilka razy dziennie udaje mi się ominąć jakiś psich czy kocich wariatów, biegających przez jezdnię bez zabicia siebie lub ich, bo tu jest taka mentalność, że pies ma się prawo szwendać po wsi, no chyba że jest przywiązany na krótkim łańcuchu i jeszcze duuużo wody upłynie w Popradzie, zanim Ci ludzie nauczą się słowa odpowiedzialność za zwierzę. Nie przypominam sobie, abym w ostatnich kilku miesiącach mijała choć jedno dziecko biegające po jezdni w tę i z powrotem. Idą chodnikiem, albo poboczem, rzadko same (najczęściej odprowadzane przez matki) i na pewno nie małe, tylko w wieku szkolnym. I w tym problem Aresek, że jakbym miała stawać koło każdego psa biegającego luzem po tych wsiach, to jechałabym do pracy nie 18 minut tylko dwie godziny. Mam nadzieję, że wreszcie zrozumiałeś, na czym polega problem. I trudno oczekiwać, żebym powodowała zagrożenie czołowego zderzenia z samochodem jadącym z naprzeciwka, wyjeżdżając na środek jezdni za każdym razem, bo muszę szerokim łukiem ominąć psa, biegnącego chodnikiem czy wzdłuż drogi - na wszelki wypadek gdyby nagle chciał się odwrócić i wbiec mi pod koła.
  3. Ancia kochana GRATULACJE :sweetCyb:!!!! I nie martw się tyciem, odżywiaj się zdrowo i tyle :) Ja miałam przez wiele lat kłopoty z zajściem w ciążę, leczyłam się, przeszłam kilka koszmarnych operacji (cesarka to był przy tym pikuś, przynajmniej nie mieli kłopotów, żeby mnie wybudzić z narkozy :) ), lekarze mi powiedzieli, że nigdy nie będę miała dzieci i tak się rozpadło moje pierwsze małżeństwo. Ciąża z Martą to był cud, przez całe miesiące nie mogłam uwierzyć, że to prawda :) Na początku byłam na podtrzymaniu, potem siadły mi nerki, ogółem przytyłam 30 kg, ponad 50% wagi sprzed ciąży. Pierwsze kilogramy poleciały mi łatwo, gorzej był z "końcówką", ogólnie jeszcze nie udało mi się wrócić do ulubionej wagi, choć Marta ma 4 lata (chciałabym znów 54, a nadal ważę 60), ale niczego nie żałuję, mam kochaną i wspaniałą córeczkę :)
  4. [B]anciaahk[/B] poród naprawdę nie jest bardziej przerażający niż inne dolegliwości zdrowotne. Szczerze - to chyba bym wolała drugą cesarkę niż na przykład gastroskopię czy kolonoskopię :diabloti: [B]Eloise [/B]ja miałam okropny baby - blue, wyłam przez kilka dni, łzy same mi leciały ciurkiem, płakałam że jestem najgorszą mama na świecie, nic nie umiem, na niczym się nie znam i na pewno nie potrafię się zając własnym dzieckiem tak jak trzeba, a - i karmić tez jej nie potrafię, bo ona ciągle płacze :loveu:. To minie za dwa - trzy dni. Wszystko przez gwałtowny spadek hormonów. Przytulaj mocno Jonatana i powtarzaj sobie, że jutro będzie na pewno lepiej :loveu:
  5. Przyroda nie znosi próżni :diabloti: Dlatego ja w nocy dostałam anginę :diabloti: Taką że nic nie mówię nawet :diabloti: Dziwimy się, że psiaki w schroniskach po kilka lat dają radę wytrzymać, a potem w nowych domach się "rozkładają". Ja przez kilka tygodni stresu też dawałam radę z atakującymi mnie infekcjami, a jak TZ wrócił prawie zdrowy do domu to najwyraźniej mój system wrzucił na luz z komunikatem "teraz możesz się rozłożyć". Dostałam 10 dni zwolnienia, chyba raczej w charakterze obrazka do ramki :). Jestem oczywiście w pracy, bo jest za wiele spraw w toku, które mogłabym zostawić :).
  6. [B]TZ w domu!!!! [/B]Miewa się nieźle, naprawdę nieźle. Dostał komplet leków do domu, za miesiąc ma się zgłosić na wizytę kontrolną. Miał obustronne śródmiąższowe zapalenie płuc i wodę w płucach. Hodują bakterie z wczorajszego badania, poszło też do histopatologii. Bardzo się zmienił - na lepsze - oby na długo!!! Buziaki! Idę się wreszcie wyspać, nie muszę jutro wstawać o 4.30 :)
  7. Dzięki Luna... ja już więcej nic nie napiszę bo to i tak bez sensu... wychodzi na to, że trzeba auto zmienić na hulajnogę.... No có, jadąc 50km/h po zderzeniu z drzewem czy murem mogą "przeżyć" w całości tylko auta z gumy... i ze Szwecji :). Bo nie wyobrażam sobie stawać przy każdy psie biegającym tutaj luzem i omijać je większym półkolem, bo całą drogę musiałabym jechac środkiem jezdni, mając na uwadze szerokość miejscowych dróg.... No cóż, z reguły wie się najlepiej, póki się czegoś nie przeżyje na własnej skórze... Mi też bardzo szkoda Dixie, bo bardzo się cieszyłam, że pojedzie do Szwecji... Nigdy się już nie dowiemy, jak doszło do jej wypadku, czy potrącił ją jakiś bydlak czy spanikowana wbiegła komuś pod koła.... Na pewno nie powinien był jej tam zostawiać.... Aresek, jest jeszcze dużo psów, które czekają na miłość :) Choć nie wątpię, że serce macie złamane...
  8. Gdybym miała 50 czy 100 metrów na reakcję to bym na pewno zdążyła. Jedyne, co mogłoby go uratować, to gdybym sie koło niego zatrzymała i poczekała co zrobi - nie da się stawać koło każdego psa, biegającego luzem przy drodze. Zrozum, że on mi wpadł pod tylne koła, że mogłam coś przejechać pikło mi tylko w głowie dlatego, że tylne jedne koło (zewnętrzne, od strony chodnika) jakoś dziwnie podskoczyło, ja mam takie zawieszenie że czuję wszystko. Co do odławiania psów, to od kilku lat nosze w torbie psie smakołyki (oczywiście co jakiś czas wrzucam nowe :) ) oraz regulowaną obrożę i krótką smyczkę, że gdyby trzeba było odłowić jakiegoś zagubionego psiaka, to żeby mieć pod ręką sprzęt. I tym większą traumą jest dla mnie ten wypadek, bo gdyby psina była większa i zrobiła taki manewr, to by po prostu puknęła w karoserię i sobie nabiła guza co najwyżej, bo by się pod auto nie zmieściła a ta malizna zrobiła najprawdopodobniej w tył zwrot prosto po tylne koło (ja tego niestety nie miałam jak zobaczyć). Nie generalizuj, że wszyscy kierowcy w Polsce to są gnojki, którym wszystko jedno, czy przejadą psa, bo to jest po prostu niesprawiedliwe. Owszem, jeszcze wiele musi się u nas zmienić, by więcej ludzi zmieniło swój stosunek do zwierząt jako taki, ale tak jak wspomniałam, mam kilku znajomych, którzy rozwalili samochody i siebie, by nie potrącić psa, który wtargnął na jezdnię. Z dziećmi jest niestety podobnie. Czasem wbiegną prosto pod samochód, nie dając kierującemu żadnych szans. I nie pisz, że w Szwecji nikt nie potrąca psów, dzieci czy dorosłych, bo w to nie uwierzę. To się zdarza wszędzie, tylko może u was ludzie są bardziej wrażliwi, więcej się zatrzyma, żeby zobaczyć, czy zwierzęciu da się jeszcze pomóc.
  9. TZ miał wczoraj robiona spirometrię i bronchoskopię, podczas bronchoskopii odessali mu całą flegmę z płuc i chłop od razu odżył :). Przestał kaszleć, mówi, że się czuje, jakby mu ktoś z klatki piersiowej ze 30 kg zdjął, tak mu się lżej oddycha. Dzisiaj go chyba wypiszą do domu na dalsze leczenie we własnym łóżku :). Jeśli z próbek z bronchoskopii wyhodują coś paskudnego, to będą dzwonić żeby wrócił do szpitala, a jak wyhodują coś, na co powinny działać wypisane leki, to nie będzie musiał wracać. Mam nadzieję, że nie będzie marudnym pacjentem :)
  10. Ja tylko dzisiaj uniknęłam rozjechania jednego kota i trzech psów... jak się jeździ po polskich wsiach i miasteczkach to jest właśnie tak jak pisze Ulka18. Ostatnio jedna kobieta mi powiedziała, że ona nie będzie sterylizować swojej kotki, bo mieszka zaraz przy drodze i te koty co i rusz jej wyskakują na drogę i giną pod kołami, więc nowe są potrzebne.... komentarz jest chyba zbędny....
  11. Radunia, o klepaniu w klawiaturę akurat nie było do Ciebie, bo to Ty byłaś jedną z osób, które robiły co mogły, by Dixie trafiła do nowego domu. Dixie szukał kto mógł, ale prawda jest taka, że ona mogła być wszędzie. Pierwsze godziny są krytyczne, to jasna sprawa, ale jeśli szczęście się nie uśmiechnie, to dużo nie można. Ja pamiętam jak Kolusia uciekła ode mnie trzy godziny po tym, jak ją przywiozłam ze schroniska. TZ dosłownie natychmiast wsiadł w samochód i pojechał za nią, jechał kolo niej, ale co z tego, jak ona była tak przestraszona, że na nic nie reagowała i w końcu pobiegła w pola. Ja też biegałam, szukałam, wołałam. Dopisało nam szczęście, że sama się "zapędziła w kozi róg", bo wpadła do kogoś na ogrodzoną posesję, zaszyła się dosłownie w kącie, tam ją rano znalazł właściciel i tak się znalazła. Gdyby poszła w otwarty teren to nawet natychmiast rozpoczęte poszukiwania nic by nie dały... Każdy z nas każdego dnia popełnia mniejsze czy większe grzechy zaniedbania. Z lenistwa, z braku czasu, życia w pospiechu, robimy drobniejsze lub większe "głupoty", bo choć gdzieś w zakamarkach czai nam się myśl, że powinno się zrobić inaczej, to nie ma czasu i liczymy na to, że wszystko będzie dobrze. kto nie zrobił nic "głupiego" w swoim zryciu niech się pierwszy odezwie... Wszystkim nam strasznie przykro, bo kibicujemy każdemu psiakowi, który ma szansę na lepsze jutro i własny dom. Czasem przegrywamy, ale życie takie jest, nie da się przewidzieć wszystkiego i zabezpieczyć na wszystkie możliwe okoliczności. Nigdy wam się nie zdarzyło, że "stawaliście na głowie", żeby coś się udało zrobić, a i tak się posypało albo wyszło wam bokiem? Obwinianie kogokolwiek, wypisywanie pretensji nic nie zmieni, nie przywróci życia Dixie... Musimy wyciągnąć z tej straty wnioski i pogodzić się z porażka.... Bo życie jest niestety jak pudełko czekoladek... czasem się trafia na gorzką....
  12. Martwi zdrowie Grubcia.... Ja niestety na razie nic ekstra nie wysupłam, swoje deklaracje przelałam i mam nadzieję, że nie mam żadnych tyłów, że mój ostatni przelew dotarł, ten co była deklaracja + na karmę.
  13. Powiem krótko: jakby człowiek wiedział, że się przewróci, to by sobie usiadł. Wypisywanie tutaj pretensji pod adresem osób, które naprawdę wiele zrobiły dla Dixie, przez osoby, które tylko klepią w klawiaturę, jest zupełnie nie na miejscu. Bo teraz sie okazuje, ze najbardziej winni są ci, którzy aktywnie pomagali, aby Dixie mogła pojechać do swojego domu. Bo za mło zrobili, bo źle szukali, bo nie rzucili opieki nad chorym dzieckiem i kilkunastoma psami i nie rzucili się pieszo ponad 100 km by iść szukać zaginionego psa... Łatwo się ocenia, zwłaszcza jak się siedzi przy klawiaturze...
  14. Aresek... nie życzę Ci czegoś takiego... Bo gdy mój przód samochodu był na jego wysokości, to on jeszcze był na chodnikui nie wyglądało na to, że rzuci się na oślep z powrotem.... paradoksalnie, gdybym jechała szybciej, to by po prostu nie zdążył mi wpaść pod tylne koła, ja zdążyłabym przejechać, a on przebiegłby za tyłem mojego samochodu... ale było ślisko, więc jechałam około 30 km/h ale mam duży ciężki samochód.... Mam prawo jazdy 14 lat, dość się napatrzyłam na skutki wypadków, pisząc pozwy o odszkodowania, jestem jedynym znanym mi "idiotą", który w terenie zabudowanym, bez względu na wszystko nie przekracza 50 km/h.... Pogadamy, gdy Tobie ktoś kiedyś wyskoczy pod koła.... Jakbyś wolno nie jechał, ZAWSZE jest ci potrzebna droga hamowania, nawet rower nie staje w miejscu....
  15. Kaskadaffik to już nie pracujesz w Brzyściu????
  16. Zaglądam wreszcie do Was i chcę tyle napisać, że nie wiem, od czego zacząć :) Kopciuszek z tym swoim słodkim spojrzeniem "rozwala" mnie, ilekroć wrzucasz zdjęcia, ale tym razem to już w ogóle odlot :). Cudna słodzizna!!! Jonatana - oczu nie mogę oderwać taki fajny, faktycznie nie widać po nim zmęczenia porodowego. Oby był zdrowy i pogodny, reszta sama przyjdzie :). Co do przewijania, to pewnie już miałaś tę "przyjemność" a jak nie to na pewno będziesz mieć wkrótce czyli sikawka strażacka w czasie przewijania pieluszki :) Dziewczynka się zesiusia i tyle. Chłopiec obsiurka wszystko, co się da :). Ileż razy moja biedna siostra została obsiurana przez swoich synków :) Zwierzaki, jak zawsze, nie do podrobienia, zwłaszcza smażony kot i Offik w koronie :). [B]Ulka18[/B] ja jakoś też się niesamowicie cieszę, że mam córkę, jak byłam w ciąży, to sobie mówiła, że najważniejsze, żeby zdrowe było... i żeby dziewczynka :) Bałam się, że chłopaka to nie umiałabym wychować, a z córką jakoś łatwiej się dogadać :) O wygibasach Ani powiem tylko tyle, że mnie się też zdarzało sypiać w takich pozycjach, zwłaszcza jak w moim łóżku spało.... kilkanaście miśków ;). Wtrącę też "trzy grosze" do porodów - gdybym tylko miała jakikolwiek wybór NIGDY W ŻYCIU nie chciałabym mieć cesarki. Opiekę miałam na medal, naprawdę super się nami zajmowali w Zakopanem, ale sam zabieg i to co po zabiegu wspominam jak koszmarny koszmar, jak słyszę, że dziewczyny chcą sobie załatwiać cesarki, żeby sobie "ulżyć" w porodzie, to myślę, że głupie są i tyle. Wszystko bym oddała za poród naturalny, gdyby tylko się dało, by dobiegł do szczęśliwego końca... ale nie chciał i mnie pocięli :) [B][COLOR=magenta]Eloise, chociaż rzadko do Was zaglądam i nie odpisałam na SMSa to myślę o Was każdego dnia i jak moje zycie wreszcie jakoś się uspokoi, to dotrze do Was niespodzianka :)[/COLOR][/B] [COLOR=black]ps. jednak się nie upiłam - piec zaczął mi tak rypać, że miałam sesję dymną w kotłowni :). Jak są cieplejsze dni to staram się wypalić ten badziewny miał, jaki kupiliśmy rok temu i zostało z półtorej tony. Dopiero teraz widzę, jakim g..em paliliśmy, nie umywa się do tego, który kupiliśmy w tym roku. Idę spać, bo jutro pobudka 4.30 :)[/COLOR]
  17. w dwie sekundy to nie, w jakieś 15 minut, gdy - teoretycznie - biegała po ogrodzonym ogrodzie, gdzie do szelek miała przypiętą linką :) Do czasów Kolusi też myślałam, że szelki dają 100% gwarancji, ale Kolusi mottem było chyba "nie ma takich szelek, z których bym się nie rozebrała" :)
  18. Ano, potrafią.... Moja Kolusia potrafiła się tak rozbierać z szelek, że jak się na nią patrzyło, można było odnieść wrażenie, że ma łapy z gumy i nie posiada kości.... Jak już wreszcie miała na tyle ciasno zapięte, że jeszcze nie dusiły, ale już nie pozwalały na żadne majstrowanie, to ... przegryzła jeden z pasków i znów była bez szelek :) I dlatego napisałam, że być może Dixie tak było pisane, bo mimo takiego zaangażowania tylu ludzi, chuchania, dmuchania na zimne, ona i tak zwiała.... edit: a do tego, co napisała Ulka18 dodam tylko, że ja do pracy mam 10 km a i tak czasem boję się jechać samochodem w tym sensie, że nie ma tygodnia, żeby jakiś psiak czy kotek nie leżał potrącony przy drodze, a czasem to nawet codziennie... Czasem nie mam już siły jeździć autem... Chociaż muszę przyznać uczciwie, że niestety kilka tygodni temu też potrąciłam śmiertelnie jakąś psią maliznę, mikro psiaczka, może ze 3 kg ważył.... Przebiegł przez jezdnię żeby oszczekać przechodzącego drugą stroną ogromnego psa i rzucił się w powrotną drogę przez ulicę nawet nie patrząc na jezdnię... nie dał mi żadnych szans na zahamowanie, wpadł na oślep pomiędzy przednią a tylną oś, pod tylne koła... Zatrzymałam się, bo miałam nadzieję, że da się go szybko zawieźć do weterynarza i uratować, ale niestety, maleństwo wyzionęło ducha na moich rękach... Bardzo to przeżyłam, bo przecież nie chciałam go potrącić, ale on nam nie dał żadnych szans na śliskiej, pokrytej śniegiem drodze, ani mi, ani sobie...
  19. Z TZem na szczęście już lepiej. Lekarze krakowscy nadal nie mogą wyjść ze zdziwienia, jak pacjenta w takim stanie można było wypisac do domu, a tym bardziej nie przyjąć z powrotem do szpitala, skoro stan się gwałtownie pogorszył. Dostaje cały czas kroplówki, inhalacje i leki dożylne. Jutro będzie miał robioną bronchoskopię, sprometrii nadal nie ma jak zrobic, wprawdzie mniej kaszle, ale nadal nie za bardzo może nabierać powietrza. Jest szansa, że może w piątek, na dalsze leczenie, wypiszą go już do domu. Szczerze to wolałabym, żeby go wypisali jak najbardziej podleczonego, bo osioł jeden, jak go znam, po pierwsze w poniedziałek już będzie chciał iść do pracy, a poza tym zaraz się zacznie w domu "wojna" o palenie w piecu i inne rzeczy, bo on zaraz będzie mi chciał udowadniać, jaki to on jest już zdrowy i może wszystko robić. Dzięki że myślicie, zaglądacie, to dużo pomaga. Ja jestem tak zmęczona i wykończona, że dzisiaj, pierwszy raz od wielu lat, mam ochotę się po prostu upić.... Marta bardzo źle znosi brak TZa, po prostu cały czas to przezywa, ciągle o tym mówi do wszystkich, do kogo się da, każdą rozmowę z każdym człowiekiem, czy małym, czy dużym, zaczyna od tego, że jej tata jest w szpitalu, bo jest chory. Na dodatek jest krnąbrna, nieznośna, jaka nigdy nie była, w ogóle się nie słucha. W nocy śpi niespokojnie, ciągle się odkopuje, więc ja dosłownie co godzinę się budzę i ją przykrywam. Gdyby nie makijaż to mogłabym już spokojnie grać wampira bez charakteryzacji, takie mam cienie i wory pod oczami. Na dodatek Marta, żeby mi pokazać że też jest chora jak tatuś, od kilku dni z uporem maniaka usiłuje kaszlać, co oczywiście daje swoje skutki... a ja już nie wiem, kiedy udaje, a kiedy kaszle naprawdę, bo czasem przez sen pokasłuje, choć oskrzela ma czyste... Ściskam mocno, dziękuję za wszystko, odezwę się za kilka dni. edit: właśnie mi powiedziała, że chce być chora tak jak tatuś, bo też chce leżeć w szpitalu tak jak tatuś. I dlatego musi kaszlać....
  20. Osiołek, a co Ty zrobiłaś, żeby pomóc Dixie że się teraz tak wymądrzasz ????????????????????????????? Masz za dużo energii i wolnego czasu? To spożytkuj robiąc dla bezdomnych psów cos bardziej konkretnego niż klepanie "dobrych rad" w kalwiaturę, tyle to każdy osiołek potrafi!!!!!
  21. Jestem na chwilę, żeby zrobić porządki :). Od mojej ostatniej obecności dotarły wpłaty: 20 zł od magda222 101 zł od mamamuminka (już potwierdziłam na wątku bazarku) 25 zł od agusiazet 100 zł od Dzikiej Figi ze skarpety Doga, który kilka miesięcy temu odszedł za TM 80 zł z bazarku elapieczus1 Wszystkim bardzo bardzo dziękuję za wpłaty i wyrozumiałość :) Pierwsza strona jest już usu pełniona. Co z tymi dwiema starymi sunieczkami, co magenka1 ma potem zwrócić część pomocy? Bo nadal nie mam dla nich konta. TZ nadal walczy o powrót do zdrowia, teraz już w porządnej krakowskiej klinice szpitala uniwersyteckiego po tym, jak go w Nowym Sączu omal nie wykończyli i nie wysłali za TM.
  22. Bardzo mi przykro, że znów "podopieczny" Skarpety im. Talcott tak szybko odszedł za TM... Mam nadzieję, że pieniądze ze Skarpety jakoś zmniejszyły dług Aksona na leczenie... Biegaj szczęśliwy za TM, Biafra na pewno zrobiła wszystko, byś się czuł kochany w tych ostatnich dniach....
  23. Dixie, kruszynko strachliwa.... nawet nie wiem, co napisać, tak mi przykro... wymądrzania co poniektórych mnie irytują, bo tu są na wątku osoby, które od lat pracują z lękliwymi psami i akurat teorię i praktykę mają aż nadto opanowaną.... cóż, może tak ci było pisane kruszynko...
  24. TZ przytomny, tylko muszą mu robić inhalacje, żeby oddychał. Robią mu cały czas badania, zaczęli mu podawać sterydy, to od razu zaczął puchnąć. Dzisiaj na obchodzie była wreszcie pani ordynator, potwierdziła, że najprawdopodobniej to jest śródmiąższowe zapalenie płuc (czyli potwierdziłaby się wstępna diagnoza naszej doktor rodzinnej), kazała na razie odstawić sterydy, póki nie zakończą się badania, kazała zrobić jeszcze jedna tomografię. Wczoraj nie udało się zrobić spirometrii, bo TZ najzwyczajniej w świecie nie jest w stanie nabrać żadnej przyzwoitej ilości powietrza w płuca, by się dało zrobić badanie, Pani ordynator stwierdziła, że w jego stanie to nic dziwnego i trzeba poczekać z tym badaniem kilka dni. Dobrze, że go nie lekceważą, szkoda, że to taki poważny stan. Marta wstała dziś o 5.10, o 6 rano kazała się połączyć z Tatą, bardzo to przezywa, że on jest znowu w szpitalu, staram się jej zapewniać jakieś rozrywki, chociaż padam ze zmęczenia i mam stos zaległych papierów do zrobienia. Może na jutro uda mi się „sprzedać” Martę do sąsiadki i nadrobić trochę zaległości. Dzisiaj idziemy po pracy do Bajkolandu, na takie zjeżdżalnie i kulki, zabieram też jej przyjaciółkę czyli córeczkę sąsiadki. Jak na złość zaczął mi cieknąć piec, więc jeszcze dziś przyjeżdża do niego hydraulik… Na dodatek znów wieje halny… Nie przepadam za KK, ale u nas akurat proboszcz jest bardzo w porządku, a mnie nie pozostało już nic innego jak modlić się o zdrowie dla mojego TZa. We wtorek, kiedy tak szczęśliwie udało się znaleźć dojście do odpowiedniego lekarza i od reki załatwić mu łóżko w jedynym szpitalu w tej części kraju, w którym mogą go wyleczyć, rano była msza w intencji jego zdrowia… Pozdrawiam Was gorąco i dziękuję, że tu zaglądacie.
×
×
  • Create New...