Jump to content
Dogomania

MagdaNS

Members
  • Posts

    4019
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by MagdaNS

  1. [quote name='anciaahk']Właśnie dopiero uświadomiłam sobie, że poród to nie jest jak na sali operacyjnej, że jesteś jedna, tylko można być oddzielonym parawanem i rodzić zbiorowo, kurcze ja sobie tego zupełnie nie wyobrażam. Chociaż może dzięki takiemu zamieszaniu to jest jakoś lżej.[/QUOTE] Powiem Ci, że w czasie porodu to człowiek tak się na sobie skupia, że jest Ci wszystko jedno, czy jesteś sama, czy jest ktoś obok. Mnie naprawdę interesował tylko mój brzuch. Natomiast uważam za skandal, żeby z porodówki robić spacerniak, to chyba jakiś Warszawski zwyczaj, bo nigdzie się z tym nie spotkałam, wszędzie porodówki na zamek szyfrowy zamknięte, jak mąż chce rodzić z żona albo inna osoba, to OK, ale tylko na poród rodzinny na osobnej sali. Ancia, na porodówce liczy się najbardziej jaki jest personel położniczo - pielęgniarski :) To od nich zalezy, jak się czujesz psychicznie, a nie od lekarza. Jesli miałabym sobie "opłacać" fachową pomoc do porodu, to z całą pewnością dobrą położną, nigdy w życiu lekarza, bo go tam przy Tobie przez te 4, 10 czy 12 godzin nie ma i nie będzie, zajrzy tylko od czasu do czasu i zapyta położną, czy wszystko OK. [B]Eloise[/B], Ninka cudna!!!! To u Was w szpitalu dają takie piękne serduszkowe pościele???? No to Wasza mama musi być szczęśliwą podwójną babcią :). Jak się okazało, że ja jestem w ciąży, to moja mama zaczęła coś bredzić, że wiedziała, że coś jest na rzeczy, bo nad jej domem latały "dwa bocianki". No więc moje pierwsze pytanie na pierwszym USG było czy to są bliźniaki (dzisiaj żałuję, że nie były). Kilka miesięcy później się okazało, że moja siostra też jest w ciąży, między naszymi dziećmi jest pół roku różnicy.
  2. [quote name='anciaahk']Jakoś jestem przygotowana, że będzie bolało, miałam kilka operacji ginekologicznych, różnych zabiegów bolesnych mniej lub bardziej, to chyba to nie będzie jakoś ekstremalnie gorsze. Przecież wszystkie kobiety jakoś rodzą, nie będę ani pierwsza, ani ostatnia. Tak się nastawiam, a co.[/QUOTE] [B]Ancia,[/B] i to jest bardzo dobre nastawienie :). Po tym co się przeszło, starając o dziecko, poród to naprawdę igraszka :). Nam na szkole rodzenia położna powiedziała dużo rzeczy, ja zapamiętałam tylko jedną: nie bój się w czasie porodu, strach jest najgorszym doradcą. Żeby się urodził mały człowiek, musi działać oksytocyna (powoduje skurcze). Jak się denerwujesz - działa adrenalina, która hamuje akcję skurczową. Jak się denerwujesz w czasie porodu, to idą z mózgu sprzeczne sygnały: kurcz się, nie kurcz się. Hmm, poza tym każdy co innego wlicza do akcji porodowej. Można liczyć nawet i sto godzin od pierwszego piknięcia. Ja miałam silne "skurcze przepowiadające" przez 6 tygodni przed porodem, jak pojechałam na porodówkę, bo mi wody odeszły, to się mnie pytają, czy mam silne skurcze. Byłam tak przyzwyczajona do rożnych cyrków z moim brzuchem, że mówię, że nie. Dopiero jak mnie podłączyli do KTG to pani do mnie mówi: co mi tu pani opowiada, że nie ma bolesnych skurczy, przecież widzę. Naprawdę dałam radę się wyluzować, wyszłam z założenia, że personel jest po to, żeby mi pomóc, a nie mnie dobić, żartowałam z położnymi, słuchałam miłej muzyki, miałam pozytywne nastawienie. Widziałam, jak gadały ze mną, a jak traktowały dziewczyny, które od pierwszego skurczu porodowego się darły i były niemiłe "bo rodzą". Żeby nie było - ja rodziłam "na wygnaniu", w Zakopanem, gdzie mieszkałam od kilku miesięcy, nikogo nie znałam, a mama czy siostra były 900 km ode mnie. Chciałam być na porodówce sama, żeby mi nikt się "nie pałętał między nogami" w czasie szwendania po porodówce. Do dziś nie potrafię pojąc tego fenomenu, że całą ciążę bałam się porodu, a jak przyszło co do czego, to był totalny luzik. To było w czasie Pucharu Świata w Zakopcu i nie zapomnę, jak o 14.30 spojrzałam za okno i sobie pomyślałam, że chyba w taką pogodę nie puszczą skoków. Puścili. Mazoch spadł na łeb ze skoczni, a mnie w ostatniej chwili wywieźli z powrotem z cesarki, bo cały zespół anestezjologiczno - operacyjny zabrali na OIOM, a ja czekałam, aż druga ekipa przyjdzie z domu. No przyznaje, to było niefajne 45 minut, bo miałam bóle parte, tylko zero rozwarcia :diabloti: Za to jak dzisiaj Martusia się pyta, jak wyszła z tego mojego brzuszka to mogę bez kłamania mówić, że pan doktor przeciął mi brzuszek i ją wyjął :diabloti:. Aczkolwiek cesarki, i to takiej jak moja, to najgorszemu wrogowi nie życzę, chyba bym wolała rodzić następne 24 godziny, niż mieć cesarkę :diabloti: [B]Eloise[/B], bardzo zielna byłaś, że w dzisiejszych czasach rodziłaś bez znieczulenia, ja też szłam do szpitala z nastawieniem, że żadnych znieczuleń. Z czasu, gdy miałam zapalenie opon mózgowych, pamiętam jak to było, gdy mi się wbijali w kręgosłup, żeby dwa razy zrobić punkcję i naprawdę brrrr, żadnego wbijania się w mój kręgosłup już sobie nie życzę, chyba że w stanie zagrożenia śmiercią :evil_lol: No, a tak w ogóle to ja marzyłam o porodzie w wannie, bo maja taką w Zakopcu i "godzinami" stałam pod prysznicem z ciepłą wodą :evil_lol::evil_lol::evil_lol: Ekipa tez była uszykowana na tę "moją" wannę, no ale się nie udało :evil_lol: Ancia, nie martw się, pod koniec będziesz już miała tak dosyć ciąży, ze nie będziesz się mogła doczekać porodu :). Ja miałam tak dość, że 10 dni przed łaziłam 2 godziny po schodach na III piętro i z powrotem, bo gdzieś przeczytałam, że to przyspiesza poród (Panie Boże broń przed tysiącami porad :evil_lol:). No efekt był taki, że mnie 2 dni bolały niemiłosiernie nogi, bo w ciąży przybyło mi 28 kg. No i naprawdę, odradzam szperanie po internecie, szukanie info "jak to wygląda ten poród", bo opisy horrorów porodowych w niczym nie pomagają przyszłym mamom i naprawdę często są wyssane z palca, czasem odnoszę wrażenie, że w naszym pomiganym kraju rodzenie po ludzku jest jakąś ujmą na honorze. Osobiście znam bardzo wiele mam, z których żadna nie doświadczyła niczego złego na porodówce, nie znam nikogo, kto by był źle potraktowany.
  3. Coś o kotach z "mojego podwórka" : [url]http://www.sadeczanin.info/aktualnosci/art/15175[/url]
  4. Z moich bazarków kwiatkowo - wielkanocnych uzbierało się 668 zł, po 334 zł dla Balbinki i Margo. Ponieważ część cioteczek wpłaca "z górką" swoje wpłaty, więc troszkę sie pewnie końcówka zaokrągli, myślę że końcem tygodnia wyślę pieniążki do Murki. No i będę jeszcze jeden bazarek świąteczny robić i kwiatkowy :)
  5. taaa, dostałam gratisik??? To ja nic nie wiem na ten temat, pędzę sprawdzić :scared:
  6. Dobry pomysł :) Napiszę do laski, że w razie cuś to chętnie odkupię :)
  7. Agata51 napisz może do magenka1 , ona się kiedyś deklarowała, że robi bazarki.
  8. ja też idę spać, o 3 pobudka :) Właśnie wygrałam kilka rzeczy na bazarku kosmetycznym Osy i dowiedziałam się od swojej konkurentki, że takich cwaniaczków jak ja to nie powinno się dopuszczać do udziału w bazarkach, bo nie może być tak, że ktoś nieuczciwie się czai do ostatniej chwili i nieuczciwie licytuje ofertę kogoś, kto 2 tygodnie temu zalicytował i codziennie sprawdza czy nadal wygrywa. Bo cierpią na tym psiaki i kociaki, bo jakby ten uczciwy pilnujący oferty wiedział, że jakiś cwaniaczek w ostatniej chwili go przelicytuje, to by dał wcześnie więcej kasy :diabloti: Jakiś cyrk po prostu, panienka napisała do admina o zmianę regulaminu bazarku, a tego bełkotu wpisanego na wątek bazarku Yves Rocher Osy nie da się przetłumaczyć na polski :evil_lol::evil_lol: [url]http://www.dogomania.pl/threads/204381-PERFUMERYJNO-KOSMETYCZNY-YVES-ROCHER-CZ%C4%98%C5%9A%C4%86-I-KONKURENCYJNE-CENY-Do-28.03?p=16591800#post16591800[/url]
  9. Mnie jak ktos juz zirytuje tym swoim "nic absolutnie nie chcę, nie chcę robic kłopotu" to się pytam: kawa? herbata ? Płaszcz ? :)
  10. [quote name='anciaahk']Ja się na tym nie znam, bo to nie moja branża, ale to jest bez sensu. To firma ogarniająca zieleń w mieście co ma w zakresie podstawowym?[/QUOTE] Sprzątać śmieci, opróżniać kosze i inne bzdety. Żeby robić prawdziwie ogrodniczą robotę musimy mieć zgodę łaskawców z UM, tak sobie wymyślili przetarg :)
  11. [quote name='Luna123']Wiesz [B]Magda[/B], ja jestem " wesoły Romek " ;). [/QUOTE] Wiesz Luna, ja mam ten sam problem :evil_lol::evil_lol::evil_lol: Mój Szef kilka miesięcy temu dobrze to podsumował "Pani Magdo, Pani za dużo mówi" :evil_lol::evil_lol::evil_lol: A ja z reguły mówię, co myślę, co nie znaczy, że bezmyślnie paplam i nie potrafię się zachować w towarzystwie, wręcz przeciwnie. Ale nie lubię udawać kogoś, kim nie jestem i mówić rzeczy, których nie myślę. Najbardziej mnie dobija tutaj na południu "Pseudo-gościnność", gdzie przy każdej wizycie kogokolwiek, nawet na herbatę, mam cyrk pod tytułem oni naprawdę mają ochotę coś zjeść i się napić, ale dopiero jak z dziesięć razy zapytam i przycisnę, to się ostatecznie zgodzą, bo wcześniej nie wypada. Jak mnie kto pyta, czy jestem głodna albo czy chce się czegoś napić, to odpowiadam zgodnie z prawdą. Jak pytał szczerze, to nie ma problemu, Jak pytał z głupiej kurtuazji, to już drugi raz mnie nie zapyta :diabloti: I jeszcze jedno: staram się w ogóle nie oceniać zbyt wcześnie ludzi, a jeśli już, to oceniam, kim są jako ludzie, jakie mają cechy, a nie kim są zawodowo, gdzie mieszkają, jak gruby mają portfel i czym wożą tyłek. Jestem przeciwnikiem stereotypów i szufladkowania.
  12. [B]Eloise gratulacje z okazji zostania ciocią !!!![/B]:cunao: Poszło naturalnie czy jednak cesarka? No i dobrze, że coś konkretnie o Foxiku wiadomo, oby ten Wrocław nie był potrzebny... Wybacz, że ja czasem mylę ich imiona, ale padam ze zmęczenia. Wszystko Ci dzisiaj wysłałam, przed wysłaniem do Urzędu sprawdź na wszelki wypadek, czy się dane zgadzają. Co do blachy to tak jak mówiłam przez tel - ewentualnie tylko do zwrotu różnicy VATu pod warunkiem, że przed wejściem do UE była na 7%. Niestety to jest cholernie długa lista na wykazie Min. Finansów, a taki dokument o zwrot składa się niezależnie od PIT. Postaram się ustalić na dniach, czy się da coś z tym zrobić.
  13. [quote name='Luna123']A ja maturę pamiętam bardzo dobrze. O I jeden z nauczycieli , chcąc mi pomóc, pyta : a Słowackiego znasz? Ja na to, nie zastanawiając się: osobiście nie :roll::oops:. To usłyszałam, idź już i zawołaj następnego ehhhh.... Ale dostałam trójkę :cool3::multi:.Pozdrawiamy :p[/QUOTE] Luna, jesteś po prostu niesamowita, obśmiałam się do łez :)
  14. [quote name='anciaahk']Nie chcę wypowiadać się na temat in vitro na wątku Magdy, bo to się pojawiło tam "przy okazji". Ale myślę, że dopóki nikt nie stanie przed takim wyborem, nie jest w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie, jak się zachowa. Jeśli ktoś nie ma lat starań za sobą, lat comiesięcznych rozczarowań, setki badań, lekarzy, leków - to nigdy tego nie zrozumie. A tak się składa, że akurat wiem coś o tym. Tyle w tym temacie. Podobnie pewnie jest u Magdy, dopóki ktoś nie stanie w podobnej sytuacji, to nie wie, jak by się zachował. To tylko teoretyzowanie - ja bym odeszła, a ja nie. Z takich rad i pomysłów chyba wiele nie wynika, a łatwiej nie jest.[/QUOTE] Ancia, ja mam za sobą lata starań o dziecko, cały ten koszmar, depresje i próbę samobójczą po latach nieudolnego leczenia i diagnozie, że nigdy nie będę miała dzieci. Rozwaliło mi się pierwsze małżeństwo. Jaki koszmar przeszłam to wie tylko ten, kto latami nie mógł zajść w ciążę. Rzygać mi się chciało na piątą w miesiącu wizytę u gina, bo choć teściowie bardzo chcieli mieć wnuki i z tego powodu się mi rozwaliło małżeństwo, to mój mąż w niczym mnie nie wspierał. Czułam się w końcu jak kawał bezwartościowego mięsa. Gdy moja siostra zaszła w ciąże, tydzień ryczałam i nie mogłam jeść, nie chciałam jej widzieć ani z nią rozmawiać, żeby nie sprawić jej przykrości, bo to przecież nie jej wina. Jak się urodził jej pierwszy syn, to na korytarzu szlochałam w szpitalu, z ulgi, że już po wszystkim, bo poród był przedwczesny i z komplikacjami i z rozpaczy, że to nie moje dziecko. Marzenia o dziecku porzuciłam, gdy HSG przypłaciłam koszmarnym krwotokiem, a wykonana kilka tygodni później laparoskopia omal nie skończyła się dla mnie śmiercią, bo nie mogli przez 12 godzin wybudzić mnie z narkozy. Wtedy powiedziałam sobie dość, nie przypłacę życiem starań o dziecko, trzeba sobie przewartościować świat. I kupiłam sobie psa. Teściowie mnie zaszczuli. Rozwiodłam się mając 30 lat i mówiąc do męża: rozstańmy się, póki się jeszcze lubimy. Do dziś jest moim najlepszym przyjacielem. Lekarze do dziś nie wierzą, że ja mam dziecko, bo przy moich zaburzeniach jest to praktycznie niemożliwe. I może dlatego jestem w stanie znieść więcej niż przeciętnie, by moje dziecko miało pełny dom. Dzisiaj byliśmy razem na dworze, ja przycinałam maliny i róże po zimie, mała mówi do TZa "Tatusiu, a czy ty jesteś mężem mojej mamy?" A TZ odpowiada że tak. Na co Mała "To całe szczęście, że się ożeniliście". Ancia, przepraszam że na Twoim wątku i tak bez owijania w bawełnę, ale tak czuję na dziś. Dla mnie pierd... o zabijaniu ludzi w zamrożonych embrionach podnosi tylko ciśnienie, nie zliczę ile takich "człowieków" poszło mi ze spóźnionym okresem gdy się starałam o dziecko. Bo tak natura chciała i już, no i nie wiem, może ja mimowolnie zabójcą jestem :diabloti: [B]A Twoje leniwce są cudne :loveu::loveu::loveu:[/B]
  15. Całusku jak fajnie Cię widzieć we własnym domku :)
  16. [quote name='agusiazet']Co do wpłaty na kwiaty dla Talcott, deklarowałam i zapomniałam o wpłacie, bo mój Sony zachorował. Przepraszam, wyrównam razem z wpłatą na skarpetę![/QUOTE] Agusia, nie ma takiej potrzeby, zebraliśmy 65 zł, wydaliśmy na skromne kwiaty 60 zł, niech reszta będzie na psiaki, tym bardziej że nam się właśnie worek z potrzebami rozwiązał. [B]Jolanta08[/B] podaj mi proszę na PW dane do przelewu dla zgłoszonego pieska.
  17. [B]Jolanta08[/B] ja jestem za najwyższą pomocą dla tego psiaka. Co do zwortu kwoty, to mimo że nie złożyłaś nigdy oficjalnie deklaracji, to od początku działania Skrapety regularnie co miesiąc wpłacasz pieniążki. Moim zdaniem nie liczą się zapowiedzi deklaracji tylko faktycznie stałe wspomaganie Skarpety, a Ty nas bardzo wspomagasz co miesiąc regularnie i dlatego myślę, że ta pomoc absolutnie powinna być bezzwrotna. Co na to reszta Komisji?
  18. Poszły przelewy dla Filutka i Zygmusia uratowanego od Arktyki, po 120 zł dla każdego, wieczorem uzupełnię rozliczenia.
  19. [quote name='magda222']Na "psiaki od arktyki" :angryy: zbiera sakcred PIRANIA (nie wiem czy dobrze napisałam nick). Ona jest główną księgową. Już przesyłam namiary. Napiszcie może w tytule przelewu, że kasa jest konkretnie na Zygmusia.[/QUOTE] Jutro puszczę przelew, zaznaczę że to konkretnie dla Zygmusia. Jak dojdzie przelew to poproszę o potwierdzenie na wątku Skarpety. Szlag by to, że tacy oprawcy wywodzą się z dogo.
  20. Ja też jestem za pomocą dla Zygmusia. Mam tylko nadzieję, że Arktyka, gdziekolwiek grzeje tyłek, odpowie za to, co zrobiła, tym bardziej że brała pieniądze za "opiekę" nad psami. Dajcie konto dla Zygmusia.
  21. [quote name='magdus84']Przeczytajcie proszę o tym dramacie:(:(:(:( Kolejny pseudo dom tymczasowy! [URL]http://www.dogomania.pl/threads/204773-Domowy-hotel-w-oborze-DT-u-Arktyki[/URL][/QUOTE] Dziękujemy za ifno, ale prosiliśmy o nie offowanie na wątku. Jeśli którys z psów od Arktyki z dt potrzebuje wsparcia Skarpety i spełnia kryteria, to proszę go wskazać i określić rodzaj potrzebnej pomocy, to pomożemy.
  22. [quote name='andegawenka']Kasiu [*] zaopiekuj sie moją Mamą [*][/QUOTE] andegawenka... dużo siły na te trudne dni... Kasia na pewno się zaopiekuje Twoją Mamą, w końcu dogo mafia na pewno działa też po drugiej stronie Tęczowego Mostu.
  23. [quote name='lika1771']Magda 13 kwietnia zapytałam ile jestem winna,miałas zobaczyc i napisac.Dopiero dzisiaj do mnie napisałas i podałas konto.[/QUOTE] Kochana, trudno żebym to ja miała pilnować tych, którzy dostali pomoc. To nie są jakieś tajne dane, wystarczyło zajrzeć na pierwszą stronę na post z rozliczeniem udzielonej pomocy. Ja naprawdę nie pamiętam, kto zgłaszał jakiego psa, ani o jakiego Ty pytałaś. Wybacz, ale to chyba Ty powinnaś była sobie zapisać do kiedy i ile należy oddać. Ja musiałam teraz przekopać kilkanaście stron wątku, żeby dotrzeć do informacji że Ty = Akson. Poza tym w tym roku jeszcze nie było 13 kwietnia. To fakt, że pytałaś, niemniej pracując na dwa etaty i mając trzeci miesiąc ciężko chorego TZa naprawdę nie mam głowy do tego, by pamiętać za innych o ich zobowiązaniach.
  24. Takie dyskusje czy in vitro to zabójstwo, czy aborcja we wczesnej ciąży to zabójstwo, to sobie można wiele pogadać. Tak jak Luna napisała "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia". Póki nie zaszłam z Martą w ciążę byłam wielką zwolenniczką wolności aborcyjnej, jak zobaczyłam jej bijące serduszko w 8 tygodniu ciąży, to wymiękłam. Fasolka z pulsującym punktem. Nie, nie zmieniłam zdania o 180 stopni, ale na własnej skórze wiem, że to jednak straszny dramat musieć podjąć taką decyzję. Choć mam tez bardzo bliska mi osobę, która marzyła o wielkiej rodzinie i jak miała dwóch synów i była po bardzo bardzo ciężkiej chorobie, zasłza z trzecim dzieckiem w ciążę. Zawsze chcieli mieć 3-4 dzieci. Niestety, lekarz do razu sprowadził ją na ziemię, że po tym, co przeszła przez 9 miesięcy, walcząc z choroba i o życie, nie ma w tym momencie żadnych szans przeżyć ciążę. Decyzja mogła być tylko jedna. Niestety nie robiła tego w Polsce, bo choć prawo dopuszcza aborcję w takiej sytuacji, to lekarz od razu jej powiedział, że polska służba zdrowia i personel tak ją zgnoi w załatwianiu sprawy, że lepiej dla jej zdrowia psychicznego, by zrobiła to niemieckiej klinice zaraz za granicą. Oczywiście trauma jest do dzisiaj, choć minęły dwa lata, ale wiemy, że nie było innego wyjścia, by jej dzieci nie zostały sierotami. Więc jak dzisiaj w kościele usłyszanym, że są pod kościołem zbierane podpisy w sprawie nowej ustawy z całkowitym zakazem aborcji, to mnie zatrzęsło ze złości. Ciotki, nie martwice się, wesoło nie jest i mogłoby być lepiej, ale nie jestem samobójcą. I jak gość zacznie przesadzać, to go wysadzę z domu. Dlatego przed ślubem podpisuje intercyzę, bez tego nie wezmę ślubu i już.
×
×
  • Create New...