Jump to content
Dogomania

Norel

Members
  • Posts

    23810
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Norel

  1. Nie zaglądałam jakos.....:oops: Szara codzienność u nas,Melut w zasadzie regularnie odciąża lewa nogę,ale nie skarży się-więc sądzę że jesteśmy na podobnym poziomie bólowym-u mnie też rozwalone lewe biodro-chyba rzeczywiście jakieś przeznaczenie właśnie teraz mi tego kundla podrzuciło:diabloti: Mlut nie znosi jak ktoś sie skrada"-czyli idzie wolno-niepewnie-zatrzymuje się taki sztywny i gapi....no ogólnie go atakuje;) Przez co dostaje piany na każde przyjście mojej mamusi i usiłuje ja przyatakowac.Jak się rozbierze i zacznie normalniej zachowywac to już jest ok.Bez watpienia skradający się intruz szybko zobaczyłby Melowe ząbki koło twarzy. O ile Rakija obecnie nawet złoszczac się tylko najczesciej markuje kłapanie zebami,a bawiąc się ze mną bardzo delikatnie zaciska szczeki-o tyle Mluś w pewnym momencie zatraca się tak w zabawie jak i w złosci.Jak widzę że bulgot zaczyna byc z trzewi to od razu na niego wrzeszczę-bo to go bardzo wytrąca z równowagi(boi sie krzyków) natomiast w zabawie zaczyna koszmarnie mocno grysc i przekazuję go babce:lol: Ta o dziwo straasznie polubiła zabawy z nim-ale bawią się jakby zaloty odprawiali-drobne doskoki,poszturchiwania,jakaś skubaneczka w ucho,odskok...chwila skamienienia,skok-obrót szturchnięcie pyskiem w szyje,ciche pomruki..... Bardzo szybko opanowali technike cichej zabawy-bo przy głosniejszej nie wytrzymuje Rakija i zrywa się-bo ona tez chce się bawic! Ale jej zabawa przypomina z lekka wejście smoka i wszystko odskakuje na boki jak kregle...Ja mniej/więcej wiem kiedy jej warkot to jeszcze zabawa a kiedy juz się piekli-psy nie rozróżniają tego-obawiają się gdy ona zaczyna warczec i gulgotac-a ona niestety tylko tak nauczyła się bawić-tak samo jak atakowała-tylko intencje zmieniła i nacisk pyska i dokłada decybeli hałasując tak że myśli własnych nie słychać.Psy natychmiast przestają się bawić. Melman zaczyna takie same wokalizy jak ona tylko grubiej i potrząsając głowa-chyba z wysiłku,bo za nic nie jest w stanie jej przekrzyczec:evil_lol: Nie daj boże jesli w domu jest mój Tz który radosnie podsyca ich entuzjazm dziamoląc na równi z Rakiją-hałas zaczyna przekraczac wszelkie bezpieczne dla zdrowia normy (jak dobrze ze nie mamy sasiadów...) Herbunia pędzi po swoja dyżurna piłeczkę,która służy od lat wyłacznie do noszenia,pokazania że ma zabawowy nastrój i jako fant rozjemczy-pod tytułem-błagam skończcie już-mam piłeczkę,widzicie?:cool3: Piłeczka zresztą miała tragiczną historię, bo była piszcząca. Herba od małego na rzeczy piszczące reagowała w jeden sposób-amok i zabic....Piłeczka zabic się nie dawała bo gruba była,pies szalał,meble fruwały,pies charczał,piłeczka piszczała więc pies charczał jeszcze gorzej,sodomia i gomoria:diabloti: W końcu po jakimś tygodniu nie dałam rady,bo piłeczka nie zdychała,a Herbunia wcale nie miała zamiaru pozwolić piłeczce zyć czy o zgrozo bawić się nią! Musiałam nożem zakończyć życie piłeczki przy asyście patrzącej mi na ręce dzikim wzrokiem suczy zafascynowanej moim okrucieństwem...Piłeczkę martwą przyjęła,walnęła nią o ziemię,poprawiła łapą sprawdzając trwałość zgonu i odłożyła.Herbatnik nigdy nie zaakceptował żadnych zabawek a ta sama od 9 lat piłeczka jest jej maskotką i amuletem przynoszonym w chwilach smutku na tapczan-kiedy położona obok pani wywołuje zawsze współczujące tulaski, albo fantem którym stara się przerwać zachowania innych które jej się z róznych względów nie podobaja.. Na podwórku mamy koty. Może nie tak-to koty maja nas. Przychodza kiedy chcą do stajni,czasem przemykają dyskretnie przez podwórko i ogród starając się nie wzbudzać ciekawości psów i rzeczywiście moje brytany jakoś ich z daleka nie zauważaja...Koty oczywiście sa stworzeniami wielce interesownymi,więc przychodza na suchą karmę której pewnie w wiejskich chałupach nie widują..Zmienia się ich obsada ilościowa,mamy juz kolejne pokolenia rezydentów którzy jakoś przez rodziców mają przekazane,że tu karmią i gdy nagle jeden kot nam znika,dowiadujemy się że tak czy inaczej zginął,wkrótce pojawia się jego potomek-podobnie lub identycznie umaszczony,nieco innej budowy,dziki do końca lub z czasem doceniający głaski przy karmie,szanuję ich niezależność i nie zmuszam do niczego. Ostatnio najmocniej związały się z nami-Hania trikolorka-potomkini Halinki rozjechanej przez samochód i Rudy-syn nieodżałowanego Garfielda-postrachu wiejskich burków i obiekt nienawiści częsci ich włascicieli, a takze hojny dawca silnych genów na cała okolicę:evil_lol: Garfi zasługuje na kilka słów bo pokochaliśmy go bardzo choć poczatki były trudne... Pojawiać zaczął sie u nas wielki rudy kocur-jak się potem okazało szalenie nieufny,mądry i sprytny. Zobaczyłam go pierwszy raz przy małej stajni-mówie-witaj panie kocie!.A on stanał i patrzy się,pochyliłam sie i pogłaskałam lekko-dotknał moich nóg-więc wzięłam go na ręce.Nie był niechętny i zwisł mi zrelaksowany pod pieszczota ręki.Zawołałam do męża-patrz jaki zarąbisty kocur do nas przyszedł! Tz oderwał się od spawania i przyszedł zachwycić się kotem-wyciągną rekę w grubej,skórzanej spawalniczej rekawicy by go pogłaskać.Garfild w ułamku sekundy zawisł na jego ręce wbijając zeby i pazury tak,że przegryzł rękawice warcząc przy tym jak tygrys.Tz zaklął,złapał kota za kark,ale ten wbił mu się głeboko w palec i nie miał zamiaru puszczac...Musielismy go docisąć do ziemi i z boku podważyć mu palcem szczęki! Tz miał w paluchu głebokie dziury przez kilkumilimetrową sztywną skórę rękawicy a Garfi się obraził....:cool1: Przez jakiś czas odwiedzał nas dyskretnie-przesiaduując pod żłobami koni,gdzie spadało ziarno i mieszkały myszy. Ale z czasem zaakceptował nas obydwoje i jako nielicznym ludziom-co wiem od mieszkańców wsi-dawał się głaskać. Niestety Garfi potrafił też nawalić po nosie wsiowe burki i kiedyś naraził się chłopu poszarpawszy nos jego ochydnemu,złośliwemu kundelkowi i chłop poprzysiągł kota struć.U nas w tym pomyśle poparcia nie uzyskał-wręcz przeciwnie...Garfi był kotem ostrożnym i byle czego nie jadł, ale po ponad roku zniknął. Od sąsiadki dowiedziałam się,że został otruty....:-( Teraz Rudy i Hania biegają za mną pomiędzy małą a dużą stanią(o ile nie ma na podwórku psów-bo wtedy czekają na szafce w stajni) i natrętnym miauczeniem wymuszają porzucenie wszelkich prac,żeby napełnić miskę. Dziś Hania nie mogła się doczekać kolacji i przyszła na schody domu-a kiedy Tz wyszedł po drzewo-Hania wparowała do kuchni prosto pod 3 dozie mordy i czwartą kudlową... Złapałam ją i wpakowałam na barek z miską przy milczącej acz maksymalnie podnieconej asyście czarnuchów blokowanych przeze mnie dyskretnie a to kolanem,a to łokciem.... Psy wydawały z siebie tylko ciche sapanie,ale i tak koteczka z lekka zdrętwiała i nie miała juz ochoty na whiskasa,straciła też swoją wyjątkową gadatliwość...W pewnym momencie postanowiła zmienić towarzystwo i szmyrgnęła...do szklarni ciągnąc za sobą sznur psów z Melmanem na czele ziejącym miłością :diabloti: W drzwiach szklarni przyhamowałam go zdecydowanym szturchnięciem kolana które nie wywołało u niego nawet ruchu ucha i gdyby tylko się złamało przeszedłby po nim,a tak walnął w szlaban i zastygł zaparty na nim.Tz wyłowił Hanię z roslinek i zdecydowanie wystawił za drzwi z miską.Oczywiście nie przeszkodziło jej to przy karmieniu koni upomniec się o karmę,bo przeciez tamto się nie liczyło...karma jest w stajni;) ........ Było sobie zycie...nic atrakcyjnego ;)
  2. Psiaków coraz więcej ,a domów nie przybywa...
  3. Nie wiem co to jest że jeden pies ledwo się pojawi juz kilku chętnych, inny siedzi i już jego tamci chętni nie chcą......
  4. Moge tylko podnieść wątek..... sama musiałam zostawić u siebie 2 nieadopcyjne psy i w sumie mam 4-zapchanie po uszy.......
  5. To że przesyłki nie można znaleść w śledzonych to czesto fakt błędnego podania numeru nadania! ja tak ostatnio miałam-dziewczyna 1 cyferkę pominęła.....
  6. Mogłoby być chyba cięzko z łapkami....kruche i długie.....
  7. Niestety jak większości...... własciciel niestabilny to prędzej czy pózniej problemowy pies-co co chwila widac w różnych jękach na molosach;)
  8. Odsiew łysych idzie?
  9. Zerkam do chłopaka....
  10. Ja jestem zapchana dogami..... A co wet powiedział o krwi w kale?! To może wskazywac na jakieś poważne choroby...badania jakieś na to miał?
  11. Jestem na zaproszenie-ale tylko duchowo moge wspierać... do moich 2 dogów mam 2 tymczasowiczów którzy domku juz nie znajdą i musiałam się nimi zająć na zawsze...zapsienie po sufit........
  12. kolejny watek zagubiłam.... coś w tym jest-jeden pies ledwie się w adopcjach pojawi i natychmiast chetni sa,a inne siedza jak zaklęte..... ja tam więcej na dt nie biore-już mi 2 zostały...;)
  13. wiesci z molosów chyba pozytywne.....
  14. bedziemy czekać na wieści..........
  15. Heheh-:) mam nadzieję że pani tym ucieczkowym gestem nie brzydzi się pysia;) ale też sie bardzo cieszę z domku! pogubiłam watki, ale nadrabiam.... z tym że te zdjęcia z jakiejś hodowli to normalnie do TOZ....:diabloti: biedne psy nie mają swojego kąta...,pietrowo musza spać albo i na twardej podłodze.....No? wyadoptowałybyscie psa-na pewno nie bo jak za małe mieszkanko to jest argument ze pies bedzie ciągle przeszkadzał pod nogami.....;) A na poważnie-dla mnie to przesada-jak w każdej rodzinie wielodzietnej tudziez innej masówie-nie ma się juz czasu na to by każdego solidnie wygłaskać..:evil_lol: przeszłam to już z końmi-tylko na fotce wygląda pieknie:eviltong:
  16. Zerkam do dziewczyny...
  17. mogłaby byc powodem pogoda,ale wtedy telefon by był....
  18. Kurcze-ale sie jazda zrobiła....szkoda że ja taka uwiązana bo jakby wziąć mniejszego kangura to na pakę by się go jakoś upakowało-to lużniejsze wejscie niż do normalnego sam.osobowego.....
  19. Mam nadzieję że teraz się uda! :)
  20. dodam ostatnią wiadomość z hotelu bezpośrednio-bo na obecnych właścicieli nie ma co liczyć w tym wzgledzie :cool1: Pani jest bardzo zadowolona z psa, jest grzeczny,posłuszny,wesoły i NORMALNY!........liczy na szybki domek żeby się nie marnował bo ogromnie teskni za długim i bliskim kontaktem z człowiekiem. Jak dobrze że hotel prowadzi ktoś znający dobrze zwierzeta i nie robi z psa psychola jak niektórzy tutaj......:roll:. juz sie nie wtracam do nie mojego psa- ciekawe czy watek umrze śmiercią naturalna z braku wpisów....:diabloti:
  21. dlaczego z wyżłem??? gruba kość i łapy i łeb,masywny tułów,geste chyba pręgowanie..ja bym też opcjowała coś z korsiakiem.Wygląda na urodziwego psa!!
  22. Nie chce mi sie na to wszystko odpowiadac-dodam że OPIEKUNKA-a nie WŁAŚCICIELKA! psa nie wypowiadała się tutaj... Pies od poczatku szukał domu więc osoba była opiekunem...taka drobna różnica, a to życie psa było zagrożone juz pewien czas..... Nie musze nic sugerowac i nie bedę sie licytowac kto miał lepszy kontakt- NIE widzę tu z waszej strony ŻADNYCH merytorycznych opisów psa tylko własnie przepychanki i awanturowanie sie zamiast normalnych odpowiedzi na pytania....nie wkleiłyscie ani jednego zdjęcia,nie napisałyście o psie ani słowa więc o czym tu mówić.... Zrobiłyście za to z psa niemal bestię opisując go-hotel tego absolutnie nie potwierdza mówiąc-tak jak i my (ja i opiekunka) że to całkiem normalny pies choć na pewno nie ciapa. Na resztę insynuacji nie będę odpowiadać,bo nie ma sensu ani celu.Wam jest obojętne przekazywanie jakichkolwiek wiadomości o przejetym psie,czyli jak to piszesz zabijanie się o łopatę w tej piaskownicy-nie sadzę by takie traktowanie forumowiczów i obrażanie ich pomagało w zbieraniu funduszy.... ale to wasza sprawa...
×
×
  • Create New...