-
Posts
856 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Merenwen
-
Hehe, nie, ewidentnie jej nie przeszkadza :D.
-
Nanana, ciągle nie doprosiłam się filmików właściwych, ale mam filmy kręcone przez znajomą, więc chyba mogę podlinkować. [URL]http://www.youtube.com/watch?v=Dy6SrfSLN5U[/URL] [URL]http://www.youtube.com/watch?v=Ol87R-DySfI[/URL] A wpadłam tu właściwie, żeby podzielić się swoim celem. Mój pies przytył. Kiedy była mała, była bardzo szczupła, wręcz chuda. Kiedy była starsza, była odrobinkę za gruba zawsze na początku wiosny, co dość szybko się kończyło i mimo że nie miała już takiej sylwetki jak kiedyś, była w normie. Teraz ma prawie osiem lat, jest mała, więc to jeszcze nie starość, ale widać wyraźne boczki, które jak wiadomo nie służą zdrowiu. Gwoździem do trumny był wygrany wór karmy - z tym, że nie przewidziałam, że będzie to karma dla psów aktywnych. I tak sobie piesek całą zimę pochrupywał z rana garść tej karmy z Konga, a głupia pańcia żyła w przekonaniu, że przed kolejnym posiłkiem zdąży pieska wybiegać, coby spożytkować energię. Brutalna licealna rzeczywistość okazała się zgoła inna :). No dobra. Więc postanowieniami trzeba się dzielić, wtedy łatwiej je dotrzymać. Odchudzamy się. Idzie do nas już karma light, wszystkie smaki w wersji light i mnóstwo ambicji. Będziemy biegać, ganiać piłkę, mam nadzieję, że za niedługo też dużo pływać. A jeśli chodzi o karmę, to ja najchętniej psu bym w ogóle suchej nie podawała, jakoś mnie tak odstręcza, ale zostało jej 10 kg, które mam zamiar zużyć na obozach czy dłuższych wyjazdach, gdzie autentycznie będzie realna szansa na zużytkowanie tego, co się zjadło, mam zamiar przy zimie wysypywać osiedlowym psom, które formalnie są czyjeś, ale w praktyce latają samopas i nikt nie dba o to, czy zjadły coś dzisiaj, mam też zamiar wysyłać fundacjom, które akurat takiej karmy będą potrzebowały. Jeśli ktoś z Was ma ochotę, to też chętnie część odstąpię, najchętniej przekazując prosto w łapki, gdyż oszczędzam na czym się da i nie widzi mi się wysyłanie drogich paczek :). Tyle. Trzymajcie kciuki, już za jakiś czas powinny być pierwsze efekty.
-
Nie żebym zapeszała, ale mój pies przez pierwsze pięć lat był oazą spokoju, za to teraz zidiociała na starość ;P. [url]http://img833.imageshack.us/img833/3386/marzec2012130.jpg[/url] Fajnego ma tego jasnego kosmyka na głowie :).
-
Nero- mój kochany synuś :( (*) żegnaj kochanie :(
Merenwen replied to Aleksandrossa's topic in Galeria
Ja nie wiem, jak reszta, ale chętnie zobaczyłabym jakiś filmik z treningów :). -
Aha! Mamy Was :D! Na razie umiem rozpoznać tylko Magię, ale doczytam, będę rozpoznawać całe zwierzactwo :razz:.
-
Prawda, skoro aż tak sobie nie radzisz, to leć do najbliższego centrum szkolenia, bo wszelkie teoretyczne rady zdadzą się na niewiele. Jedyne, co podpowiem z pełnym przekonaniem to praca z klikerem - zmienia świat na lepsze ;).
-
Oba są cudne, serio, aż mam taką wewnętrzną potrzebę wymiziania ich o.O...
-
Może dlatego, że jak ktoś zabiera się za agility na tyle, że zapisuje się do klubu, to decyduje się na regularną pracę, niemalże wyczynowe skakanie (wysokość tyczek a wysokość psa w kłębie często wymusza taką nazwę), treningi mające za zadanie psa przyspieszyć, wyćwiczyć, co kto potrzebuje, i pojawia się idea typu agility is sport? Jeśli grupa w klubie się rozwija, a jeden pies cały czas może biegać tylko niektóre przeszkody, to ustawianie oddzielnego toru dla tego jednego psa jest trochę bezcelowe. Ale ja się generalnie nie znam, bo mam mało agilitowego psa, więc ja tak tylko na chwilę. ; )
-
Od dbania o bezpieczeństwo do fanatyzmu niedaleka droga, taka mnie smutna refleksja naszła. ;) Jest limit do pięciu zdjęć w jednym poście.
-
A jakieś regulaminy, dokładniejsze informacje? Wygląda fajnie. Z dojazdem co prawda gorzej, ale... ;)
-
Na Chorzów raczej nie liczę, ale... może tym razem Tychy? :) Paprocany na przykład. Raz byłam przy hotelu (Piramida?), fajne jeziorko, podobno trasa ma około 7 km, a że przymierzamy się z kundlem do dogtrekkingu, to tak ze dwa, trzy razy może by się dało okrążyć...
-
Powodzenia w kompletowaniu toru, świetnie Wam idzie, brawa za przejęcie inicjatywy :D.
-
Koleżanka mi niedawno proponowała, ale dwóch agilitowych obozów mój pies mógłby nie przeżyć ;). Podobno Katka jest bardzo sympatyczna, Ada więcej wymaga, ale od obu można się sporo nauczyć. Podobno ;).
-
Wybacz, myślę, że to nie jest odpowiedni dział na powitania...
-
Co sądzicie o nazywaniu psów imionami ludzkimi?
Merenwen replied to Navarette's topic in Wszystko o psach
[quote name='Gabryjella']Jeszcze mi się jedno imię przypomniało Perełka, też już dawno nie słyszałam, a kiedyś było bardzo popularne szczególne mi się kojarzy z małymi, troszkę okrąglejszymi puchatymi kundelkami.[/QUOTE] U mnie na osiedlu są jeszcze dwie Perły :). Swoją drogą obie już mają swoje lata, zawsze się ze sobą bawiły, a do dziś właściciele tych suk twierdzą, że "dwie suki to się na pewno pogryzą" i moja kundlica ma zakaz kontaktu z nimi... -
Proponuję poinstruować trochę męża tej pani :). Na przykład, że pochylanie się nad psem i głaskanie po głowie nie jest dla psa przyjemne, a wręcz budzi u niego lęk (zauważyłam, że spore rzesze panów tak mają) i że optymalną postawą jest przykucnięcie odrobinę bokiem do psa, niepatrzenie w oczy i głaskanie po szyi, względnie po boczku, nigdy od góry. Inna sprawa, żeby szanowny małżonek towarzyszył w jak największej ilości zajęć związanych z psem - spacerkach na siku przy asyście kogoś, przy kim pies czuje się pewnie, podawanie michy z papu, smakołyków z ręki, i tak dalej. Mówienie spokojnym głosem, nie spinanie się przy psie... No i czas. Jeśli jakiś mężczyzna ją (z)bił, to potrzebuje czasu, żeby się przekonać, że nie wszyscy to będą robić. Może też nauczenie psa, czym jest kliker - a potem przekazać go w łapę pana = pies uczy się, że pan potrafi docenić, a pan uczy się, jak się dogadać z psem :). Chyba że warczenie przeradza się w próby dziabnięcia, wtedy chyba dobrze by było skonsultować się z behawiorystą, żeby to się nie skończyło źle.
-
Dzień dobry :). Właśnie wróciłyśmy z zawodów agility w Legionowie, obie padamy na pyski, mi się chce dramatycznie spać, ale chwilowo czekam, aż mi się jajko ugotuje, więc mogę zdać relację w wersji skróconej. Więc tak. Ugrałyśmy dwa razy pierwsze miejsce i raz drugie. (Rzecz dziwna, na jednym z tych przebiegów nabiłyśmy aż 20 punktów karnych :D). Satysfakcję mam dużą, ale nie z miejsc (bo w naszej klasie były tylko trzy psy...), ale z tego, że w miarę ładnie poprowadziłam Chapsę i prawie w ogóle się nie plątałyśmy. Co prawda pojawił się drobny zgrzyt na kładce, która to okazała się główną bohaterką z najgorszych koszmarów mojego psa ;), a którą w pozycji prawie że leżącej udało się w końcu pokonać. Pojawił się także drobny problem natury technicznej - w książeczce startowej miałam wpisane nie swoje wyniki i musiałam swoje odstać, żeby to wyjaśnić (co po wielodniowym braku snu naprawdę nie było przyjemne). Ostatecznie teraz jesteśmy bardzo szczęśliwe, pies z wygranym gryzakiem, a ja z wizją ciepłego łóżka :). Pozdrawiamy
-
Caine, przecież nic się nie stało od tej wiadomości, a to, że rozpętała się dyskusja, to chyba nic złego? :d Kurczę no, przecież pisałam, że nie chodzi o psa, który wystraszył się czegokolwiek na torze, tylko o psa, który uciekł, bo nie lubi deszczu. Z torem to naprawdę nie będzie miało nic wspólnego, jeśli już wcześniej agility polubił. Dla mnie nagradzanie psa po czymś takim jest bezsensowne, bo takim zachowaniem dopiero można sobie psa zniechęcić ("O nie, pańcia mi każe zrobić coś niefajnego, ja nie chcę na deszcz!"), za to pokazałabym sędziemu, że nie kończę biegu, poszłabym do namiotu i normalnie się zachowywała, jakby się nic nie stało, bez żadnego ignorowania czy złości. Tym bardziej, że przynajmniej mój pies wytrzepałby się i byłby szczęśliwy, że może się wytarzać w suchym ręczniku :).
-
[quote name='Eta_carinae']Wiesz, granica między wymianą poglądów, a kłótnią zacierają się - trzeba umieć rozróżnić jedno od drugiego. A ta Wasza "wymiana" poglądów na temat siadania na mokrej trawie jest wręcz... racja, śmieszna. Bo jak można kłócić się o to, czy pies chce siadać na mokrej trawie, czy nie? To już zaczyna odbiegać od wspomnianej wymiany, a zaczyna się narzucanie poglądów. No i nie wiem gdzie wspomniałam, że [U]normalna[/U] wymiana poglądów na forum jest śmieszna - może mnie oświecisz :roll:[/QUOTE] A gdzie ja wspomniałam, że Ty wspomniałaś coś takiego? Może Ty mnie oświecisz? :) Nie rozmawiamy o tym, czy pies chce siadać, czy nie, tylko czy powinno się go tego nauczyć, czy nie. Dyskusje też mogą być zacięte, a przecież nikt nie zamierza skakać sobie do gardeł z powodu różnicy zdań. I nie, nie widzę tu kłótni. Każdy może się zająć szkoleniem swojego psa swoimi metodami, ale na forum tak to już jest, że inni mogą się wypowiedzieć na temat tych metod.
-
Eta, czemu mamy gadać o pogodzie i co jest w tym śmiesznego, że wymieniamy się normalnie poglądami, jak na forum przystało?
-
[quote name='Klaudia.'] Jakby mi w czasie deszczu pies z toru uciekł, to bym w żadnym wypadku nie odpuściła, wróciłabym z nią, żeby chociaż jedną hopkę pokonała i z sukcesem zeszła, a nie uciekając, bo deszcz jej krzywdę jeszcze nie daj Boże zrobi. [/QUOTE] A gdzie jest jakaś porażka w tym, że ucieknie z toru, bo jest się zrobi mokro i niefajnie? Nie uciekła, bo nie lubi agility, tylko dlatego, że akurat teraz nie ma ochoty skakać, więc po co zmuszać ją do wyjścia na deszcz, który jest nieprzyjemny, żeby skoczyć jeszcze jedną hopkę? Już widzę minę mojego psa, jak najpierw cierpi niewymownie, że moknie jej łeb, potem skacze hopkę, ja wpadam w dziką euforię, a pies całkowicie mnie olewa i spieprza z powrotem w najbliższe suche miejsce. Bez sensu. [quote name='Klaudia.'] Podawałaś przykłady rzeczy, których nie lubisz - także nie przepadam za fizyką, jednak na lekcje uczęszczam, bo w gruncie rzeczy i tak wyjdzie mi to na korzyść. To, że nie lubię, nie oznacza, że mam tego nie robić, po prostu trzeba temu podołać, [/QUOTE] No to właśnie widzisz, kurczę. Mówię - nie lubię fizyki, chodzę na nią, bo muszę. Chodzę, ale nie mam z tego frajdy ani żadnej przyjemności. Tak jak pies, który chodzi po mokrej trawie. [quote name='Klaudia.'] Przy psie, który na mokrej trawie nie wykonuje poleceń, egzaminu nie zdasz, jak się trafi jakaś rosa/deszczyk, punkty polecą za masę rzeczy. I nie chodzi o robienie maszyny z psa, tylko jak się do czegoś zabieramy, to najlepiej porządnie. [/QUOTE] Coś się tak tego egzaminu uczepiła? :roll: Ja myślę, że jeśli się do czegoś zabieramy z udziałem psa, to największa uwaga należy się psu, a ambicje powinny zejść na dalszy plan. [quote name='Klaudia.'] Osobiście siadanie na mokrej trawie uważam jak najbardziej za socjalizację, która trwa przez całe życie, też nie można zsocjalizowac szczeniaka, po czym dać sobie siana do końca psiego żywota.[/QUOTE] Kto mówi o dawaniu sobie siana? Czy mam rozumieć, że jeśli zauważę, że coś mojemu psu się nie podoba, to mam koniecznie na siłę sprawić, żeby się spodobało? Albo żeby mnie słuchała w każdej nawet najbardziej absurdalnej sytuacji? Wydaje mi się, że to by było dość męczące (dla psa i dla mnie) i bezcelowe.
-
Hehehe. Miałam się już nie odzywać, ale Klaudia, naprawdę myślisz, że to jest w porządku, jak pies próbuje ugryźć kogoś, kto wszedł do środka, nawet bez pukania? :roll: A jak mam być szczera, to stałaś się "wrogiem nr 1" głównie dlatego, że uważałaś się za eksperta, nie słuchałaś żadnych uwag, pawie piórka wlazły Ci w dupę i nie raczyłaś przyjść do nas, uargumentować swoich racji, tylko strzeliłaś focha na całe 12 dni. A zamiast tam, na miejscu dyskutować jak cywilizowany człowiek, to teraz pół roku po próbujesz kogoś oczernić, stosując fragmenty historii i wyciągając to, co Ci akurat odpowiada. Dziwi mnie Twoja wybiórcza pamięć. Szokujesz z postu na post coraz bardziej. Myślę, że nie chcesz niczego wyjaśnić, tylko chcesz awantury, względnie skandalu. Bo gdybyś chciała cokolwiek wyjaśnić, to byś się odzywała na obozie. Btw, Emi miała [I]lekką[/I] dysplazję, Klaudia została poinformowana o tym, że skakanie po wysokich przeszkodach jest niewskazane, zresztą sama to też stwierdziła, że nie chce jej przeforsować, ale z tego, co się orientuję, miała obniżane tyczki. Poza tym weterynarz musiał jej wcześniej wystawić zgodę na taki obóz. I zastanawia mnie, czemu taka afera się z tego "jak na spaniela" zrobiła. Przecież to nie jest synonimem stwierdzenia, że spaniele są głupie. Przynajmniej ja bym tak tego nie odbierała. Jak mówię, że jakiś border jest zdolny "jak na bordera", to nie mam na myśli, że reszta borderów jest tępa, tylko że jego umiejętności są ponadprzeciętne jak na tą rasę. A nawet gdyby ktoś uważał, że spaniele nie są bardzo inteligentne, to co w tym takiego? :roll: To tyle z mojej strony. Do widzenia.
-
Ale czemu znowu próbujesz być złośliwa? :) Ja rozumiem, że ktoś może lubić OBI. Proszę bardzo, nie bronię. Ale żeby jako argument podawać, że nie zda się PT z psem, który nie usiądzie na mokrej trawie? Myślę, że jakby ktoś chciał zdać PT, to zdawałby sobie z tego sprawę. Z Twojej poprzedniej wypowiedzi wywnioskowałam, że trzeba nauczyć psa siedzieć na mokrej trawie, żeby zdać PT. No to mówię, że nie wszyscy mają taką potrzebę. I jeszcze raz powtarzam - [B][U]to nie jest lęk[/U][/B]. To jest dyskomfort. Nieprzyjemne uczucie chlupania pod pupą albo chłodu na pupie. Jak musi, to usiądzie, ale nie będzie to przyjemne i nie zrobi tego z dziką frajdą. Mówisz, że się nie załatwi? To dziwne jest, co mówisz. Mój pies nie lubi mokrej trawy, podkurcza łapy, jak musi po niej przejść, a jak trawa jest wysoka i ją łaskocze po brzuchu, to stara się na nią nie wchodzić albo przemieszcza się susami, ale - wyobraź sobie - jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby z tego powodu miała na niej się nie wysikać. Psy nie siadają do sikania. :) Jakby się w czasie zawodów rozpadało, to na pewno pobiegłaby wolniej albo uciekłaby prosto do namiotu. Bo po prostu nie lubi deszczu. I nie mam zamiaru nawet od niej wymagać, żeby polubiła. Każdy ma takie rzeczy, których nie lubi robić. Ja nie lubię fizyki. Nie dzieje mi się na niej krzywda, nikt na mnie nie krzyczy, nikt nie wymaga ode mnie niczego, czego nie byłabym w stanie zrobić, a mimo to nie lubię. Nie lubię też skwaru. Gorący lipcowy dzień najchętniej spędziłabym w domu z zasłoniętymi żaluzjami, bo po prostu nie lubię pocić się jak szczur. Z kolei mój pies nie lubi, jak jej pada na głowę. No tak to już działa. Nie wszystko trzeba lubić. I uważam, że to pies jest ważniejszy niż sport - skoro deszcz jest dla niej dyskomfortem i w połowie biegu by mi zwiała, to nie starałabym się na siłę zaciągnąć ją z powrotem na tor. Trudno. Też przyzwyczajam psa do wielu rzeczy. Ale takich, które są jej realnie potrzebne do funkcjonowania w naszym ludzkim świecie. Przyzwyczajam ja, że jak skaczemy po osiedlu, to jakiś dzieciak może jej niespodziewanie wczołgać się w tunel albo jak sobie klikamy, to jakaś pani może się zatrzymać i chcieć popatrzeć, ale to nie jest powód do przerwania. Przyzwyczajam ją, że do domu przychodzą różni ludzie i nie po wszystkich wolno skakać. Przyzwyczajam ją też, że podejście pod gabinet weterynaryjny samo w sobie nie stanowi zagrożenia. Ale też nie sądzę, żeby przyzwyczajenie jej do chodzenia po mokrej trawie sprawiło, żeby była bardziej pewna siebie, bo ona się tego nie bała i nie budziło to u niej niepewności, tylko zwykły, prozaiczny [B]dyskomfort[/B], jak najbardziej fizyczny. Socjalizacja, owszem, ma miejsce w przypadku tych pierwszych sytuacji, które wymieniłam. Szczeniaka można też w ramach socjalizacji nauczyć chodzenia po różnych powierzchniach - metalowych, drewnianych, szklanych, betonowych, mokrych, suchych, miękkich, twardych. To by była socjalizacja. Tak też zrobiłam (choć nieświadomie ;)) siedem lat temu - tylko że wtedy była szczeniakiem, który nie zwracał uwagi na to, że jest mokro, bo podstawą jej egzystencji była zabawa. A teraz dorosła i zaczęło jej to przeszkadzać. Spoważniała, mniej się bawi (aczkolwiek jak już zacznie, to też nie przeszkadza jej mokre podłoże - chyba że błoto, błoto jest niefajne zawsze) i uznała, że to jednak jest niesympatyczne. Z biegiem czasu nasze upodobania się zmieniają, to dość normalne. Zmieniają się, bo albo my się zmieniamy (kiedyś lubiła godzinami leżeć na balkonie, dzisiaj wychodzi zerknąć i wraca do środka zająć się czymś innymi), albo spotkała nas niemiła sytuacja. Kiedyś była fajnie "zsocjalizowana" z weterynarzem i cieszyła się, że ją ktoś dotyka. Dzisiaj już tego nie robi, bo odkryła, że nie ma nic przyjemnego w oglądaniu zębów, uszu, tyłka i wszystkiego. Więcej - nie wymagam od niej, żeby to lubiła, tak jak pozwalam sobie nie lubić wizyt u dentysty czy dowolnego innego lekarza. Tak samo kiedyś było z trawką. Mokra, sucha, wszystko jedno. A teraz już wie, że nie sprawia jej przyjemności mieć ufajdane łapki :). Myślę, że trzeba to uszanować. Btw, na dogtrekkingu też się zdarzają psy, które nie lubią błotka ani deszczu. Nie znaczy to, że się zatrzymują w połowie drogi i dalej nie idą, tylko idą po prostu z mniejszą frajdą.
-
[quote name='Klaudia.']A kto każe kilka minut siedzieć? Samo dotknięcie tyłkiem kilka sekund zejdzie ;) Nikt nie każe przy kilkunastostopniowym mrozie przyzwyczajać, śnieg jest i przy -2. A do siedzenia na mokrej trawie po to, żeby go właśnie do tej trawy oswoić. Może Caine ambicji większych w kierunku np. obi nie ma, ale z psem, który na mokrej trawie nie siądzie nie ma co nawet iść na egzamin obi/PT - spanie deszczyk i klapa, zostawanie/komendy z marszu/biegu wyzerowane, aport, do mnie i noga po części też :D Co kto lubi, Fanta czasami ma różne odpały na np. duże ośnieżone auto, ale chodzę z nią wokół dopóki się nie ogarnie - posiadanie psa histeryka mnie nie kręci, wolę mieć satysfakcję, że coś zrobiłam w kierunku zwalczenia lęku czy czegoś tam. Zresztą jestem zdania, że pies ma być posłuszny wszędzie, nigdy nie wiadomo, jaka sytuacja nas spotka.[/QUOTE] A po co ma dotykać śnieg tyłkiem? Jest zimny i nieprzyjemny - po co? Co to komu da? Musi siadać na tym śniegu? Nie może sobie pobiegać, żeby nie marzła? I po co komu egzamin PT do szczęścia? I o co chodzi z psem-histerykiem? Sugerujesz, że pies, który nie usiądzie na mokrej trawie, bo nie lubi, jest od razu histerykiem? Nie chodzi przecież o lęk przed mokrą trawą, tylko o zwykłe nieprzyjemne odczucie z tym związane :roll:. Mój pies nie lubi chodzić po błocie. Nie postawi łapy na czymś, co jest konsystencji budyniu i na dodatek mokre. Rozwiązanie jest jedno - po prostu nie zmuszam jej do chodzenia po nim. I wilk syty, i owca cała. Proste. W życiu mi nawet przez myśl nie przeszło, żeby... wyklikać błotko, przyzwyczaić ją, bawić się w jakieś szkolenie. Boże, no po co? Mówisz, że nigdy nie wiadomo, co nas spotka? Co na przykład? Z lasu wypadnie stado wilków, seryjny morderca rzuci się z nożem na psa, czy co? Bo ja nie wiem, co takiego miałoby się stać, żeby siedzenie na trawie mogło uratować mojego psa.
-
Hehe. Posiedź kilka minut gołym zadkiem na śniegu, to zrozumiesz :). Chodzi o pęcherz, który bardzo łatwo przeziębić, szczególnie jak piesek mały i bez kudłów. A konieczność wyjścia na siku raz na pół godziny naprawdę nie jest przyjemna. Poza tym przy minus kilkunastu stopniach taki mały pies, chociażby jak Chapsia, jest w stanie zadygotać się na amen, gdy musi przejść kawałek wolnym tempem na smyczy, nawet jeśli jest w kubraczku. Kazanie jej siedzieć w jednym miejscu byłoby formą znęcania się ;). A kto powiedział, żeby się bawić w aportowanie? Właśnie miałam wrażenie, że Caine napisała, że nie może się bawić z psem w aportowanie na śniegu. Siedzieć na mokrej trawie pewnie, że można przyzwyczaić. Tylko po co, skoro to jest dla psa nieprzyjemne?