-
Posts
856 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Merenwen
-
Kasia - na jedną łapę jest szybciej ;).
-
Twój piesek ma na imię... Rysio? :D Bywały mniejsze psy :diabloti:. Że tak sobie pozwolę o Gacku wspomnieć...
-
Nie chodzi przypadkiem do liceum Batorego? :D
-
Też jestem z Chorzowa, ale nasze schronisko nie przyjmuje wolontariuszy. Może do Katowic by chciała? Ja się przymierzam do Zabrza, ewentualnie do Przystani Ocalenie w Tychach.
-
A ja się tak nieśmiało upomnę o resztę zdjęć... :roll:
-
No to może tak strasznie wyglądają na filmie tylko
-
Kurczę, fajnie się ogląda filmy z innych turnusów :roll:. Tylko te tyczki czasem nie za wysokie dla cziłki...?
-
To przecież mówię, że gdybym miała psa, który ciągnie, to bym nie użyła kolczatki o.O... Fakt, raczej porozumienia nie będzie. Szczególnie, że rozmawiamy czysto teoretycznie. Inaczej by to było, gdybyśmy miały jakiegoś konkretnego psa na żywo. Miałam okazję bywać u różnych szkoleniowców i różnych opinii słuchać. Miałam okazję zobaczyć wykorzystanie obroży zaciskowej, rozmawiać o tak zwanych trudniejszych przypadkach i słuchać opowieści z kilkunastu lat pracy z psami, także schroniskowymi. Drażni mnie, gdy człowiek, który zrobił sobie jakiśtam kurs jest od razu klasyfikowany do tych, co to nazywają się behawiorystami z kuli tego jednego papierka. Dla mnie to, że ma certyfikat COAPE albo jakiś inny, być może mniej ceniony, to jeszcze nie oznacza, że to już całość jego wiedzy. Przecież jeśli to jego pasja, to chyba ma prawo jeździć na różne kursy, tak? Może się potem nie zgodzić z wiedzą tam przekazywaną, ale może akurat kiedyś mu się przyda. Każdy szkoleniowiec ma jakieś swoje metody i to, że nam one nie odpowiadają, to jeszcze nie powód, żeby nazwać go "nieprawdziwym" szkoleniowcem.
-
[quote name='evel']No tak. Ale cały czas rozmawiamy tutaj o owym rozwydrzonym psie, a nie o psiej populacji w ogóle. Ja już trafiłam na takie egzemplarze, które mnie nauczyły pokory i pokazały, że wszelkie metody pozytywne mogę sobie potrenować co najwyżej na chomikach, bo szanowny pies ma teraz co innego do roboty niż jakaś tam parówka czy inny smaczek i oto postanowił np. spuścić ostre manto innemu psu. I w takim przypadku codzienna praca właściciela metodami pozytywnymi dla wytworzenia więzi z psem plus korekty z piekła rodem na spacerach w sytuacjach zapalnych sprawdzają się wyśmienicie. A, pies po korekcie, jeśli wróci "na ziemię" dostaje smaczek - więc to nie jest tak, że albo ktoś stosuje 100% pozytywy albo jest "ze samych Sułkowic" i tłucze psa i nim szarpie, bo ma taki kaprys.[/QUOTE] Trzeba by się zastanowić, czemu chciał spuścić manto temu psu. Korekta "z piekła rodem" jednorazowo, gdy pierwszy raz spotykamy się z jakimś zachowaniem u własnego psa i nie umiemy na szybko wymyślić niczego innego, co można zrobić - okej. Jedno powalenie na glebę, ostre szarpnięcie smyczą, czy co tam jeszcze, psa nie zabije przecież. Ale w domu, na spokojnie, proponowałabym usiąść, przeanalizować sytuację, zastanowić się czemu nastąpiło takie zachowanie, co je wywołało i w jakich okolicznościach, czy pies nie zachowywał się ostatnio jakoś inaczej niż zwykle, czy nie stało się coś, co mogło wywołać jakąś traumę... I dopiero wtedy dopierać odpowiednią długoterminową metodę.
-
[quote name='evel']OK, Ty nie używasz smyczy jako narzędzia szkoleniowego, zakumałam. A jak dostajesz "do ręki" 40kg silnego narwanego samca i powyższe sposoby nie działają, pies pluje parówkami, omija Ciebie choćbyś fikała koziołki w powietrzu i dąży do konfrontacji za wszelką cenę? Nie staram się być złośliwa, jestem tylko szalenie ciekawa co tacy ludzie, jak Ty, proponują dla dorastającego silnego samca z buzującymi hormonami na przykład.[/QUOTE] O. I to jest jeden z powodów, dla którego nie używałabym smyczy w tym przypadku. Na 40 kg narwanym samcu moje szarpnięcie nie zrobiłoby wrażenia, a i ja miałabym raczej małe szanse na odciąganie go. Nawet gdybym stanęła "drzewem". Widziałam już owczarka niemieckiego w okresie dojrzewania dążącego do konfrontacji z małym psem. I nikt go smyczą nie szarpał. Wystarczyło wygaszać niepożądane zachowanie przed odsuwanie się. Bierzesz psa na smycz i idziesz wolnym krokiem w stronę drugiego psa. W momencie, w którym zaczyna się warkot, wycofujesz się krok do tyłu (albo tyle, ile potrzeba, żeby było cicho) i nagradzasz. Albo skupiasz psa na sobie, jeśli człowiek jest dla niego ważny. Albo aranżujesz zabawę, gdy jeszcze nie widać drugiego psa, i kiedy już pies skupia się tylko na zabawce, to podczas tej zabawy się zbliżasz coraz bardziej do tego drugiego psa. Albo jeśli zna kliker, to bierzesz w łapkę kliker, odchodzisz do tego momentu, w którym widok drugiego psa mu nie przeszkadza i klikasz za spojrzenie w stronę psa zanim jeszcze zdąży warknąć. Albo próbowałabym psa porządnie męczyć fizycznie i umysłowo i nauczyła go panować nad emocjami w sytuacjach początkowo mniej emocjonujących. Albo jeśli jest bardzo tragicznie, że dosłownie hormony mu mózg zalewają, nie dociera do niego nic i nie jest w stanie w najmniejszym stopniu myśleć jeśli tylko zobaczy kawałek obcego psa, to rozważyłabym kastrację. Albo, gdyby na przykład bardzo zależało mi na zachowaniu jajek delikwenta (bo przypuśćmy miał być reproduktorem), próbowałabym przeczekać okres dojrzewania z kagańcem na pysku i próbami chociaż ignorowania innych psów. [quote name='evel'] Owszem, ale prawidłowo zastosowana korekta czasem potrafi działać cuda - coś w stylu "komunikat dla szanownego psa, tu ziemia!".[/QUOTE] Na mojego psa działa tak głośne "E!". Zresztą już pisałam, że być może na niektóre psy to działa. Ja widziałam dość sporą sukę, na którą szarpnięcie smyczą działało przez jakiś ułamek sekundy. Z kolei moje suczydło szarpnięcia drażnią i dołują, aczkolwiek zdarza mi się ją szarpnąć, gdy jestem poirytowana, że mi się cały czas rozprasza. I owszem, tak działa, ale doskonale wiem, że są inne metody na przypomnienie jej, że ja tu jestem ^^. [quote name='evel'] Pięknie i szlachetnie, naprawdę. Ale ja widząc scenkę - powiedzmy pani 45kg i majtający nią na wszystkie strony młodzieniaszek labrador czy inny owczar równy wagowo z właścicielką - widzę absolutnie niewychowanego psa. W takiej sytuacji kluczem jest dotarcie do tego psiego móżdżku, który jest nastawiony tylko na realizację swoich celów. Jeżeli pies się stawia, ma wszystkie "dobre" sposoby w poważaniu, to niestety, trzeba powziąć konkretniejsze środki. [/QUOTE] Napisałam zdanie wcześniej - jeśli mogę do niego dotrzeć bez szarpania, to z tego skorzystam, a smycz zostawię w spokoju. Jeśli trzeba zrobić coś ostrzejszego, to proszę bardzo, ale tylko jeśli trzeba. [quote name='evel'] Optymizm ;) Ja tam uważam, że ręce mi się jeszcze w życiu przydadzą i wolę poszarpane dżinsy niż żyły, ścięgna i inne takie tam. [/QUOTE] A pewnie, że zależy od sytuacji. Gdybym miała pod ręką butelkę z zimną wodą, jakiś dezodorant, gaz pieprzowy czy cokolwiek, to potraktowałabym tym napastnika. Gdybym nie miała, to też robiłabym wszystko w obronie własnego psa i w takiej sytuacji być może bym kopnęła, jeśliby trzeba było. Trudno mówić tak czysto hipotetycznie. Ostatecznie dżinsy to nie zbroja i nogi też nie ochronią. [quote name='evel'] Ja używam klikera. Ba, Ci straszni szkoleniowcy, co to się nie powstrzymują do sięgania po kolce, łańcuszki i - o zgrozo - OE, też używają klikera! Ale co jest karą w szkoleniu stricte klikerowym? Ignorowanie. A wiesz, gdzie rozpuszczony pies ma ignorowanie?[/QUOTE] Ja wiem, co jest karą w szkoleniu klikerowym? Nie trzymam się kurczowo zasad jednej metody, tylko z każdej biorę to, co uważam za najsensowniejsze. Kliker jest dla mnie rzeczą prawie że świętą, nikt w moim domu poza mną nie ma prawa go używać i tak silnie działa na mojego psa, że wkraczam z nim tam, gdzie nie mogę sobie poradzić samymi słowami. W sztuczkach jest niezastąpiony :D. Na dodatek wkurza mnie niemiłosiernie, gdy ktoś biega z psem i trzaska klikerem jak z rewolweru zupełnie bezsensownie, chaotycznie i niekonsekwentnie, ale to tak na marginesie ;). Kolczatek i łańcuszków nie lubię i nie użyłabym ich, gdybym miała psa, który po prostu ciągnie, ale gdyby było naprawdę źle, to skorzystałabym z nich. Ignorowanie karą może być całkiem skuteczną, jeśli działa przez dłuższy czas i ma swój wyraźny początek. I jest ignorowaniem kompletnym. Dla nawet najbardziej rozpuszczonego psa to będzie dość bolesne. Inną karą może być chociażby odizolowanie od reszty społeczeństwa. Jeśli bawi się kilka psów, a jeden zaczyna drzeć mordę i wszczynać awantury, to podchodzi się bez słowa, zapina się smycz, odprowadza się psa bez patrzenia na niego i bez kontaktu z nim jakiegokolwiek, przypina się do drzewa, płota, zamyka w innym pomieszczeniu czy cokolwiek i wraca się do reszty. Z dziesięć minut samemu, gdy wszyscy inni się bawią, i nagle pies zaczyna panować nad własnym zachowaniem! [quote name='evel'] Patrz wyżej - nie odniosłam się do Twojej osoby bezpośrednio przy pisaniu o mało problemowym psie, czytaj uważnie.[/QUOTE] Okej, zwracam honor.
-
A tytuł możesz podać?
-
[quote name='yamayka']Smycz plus obroża to bardzo przydatne narzędzie szkoleniowe (i dobrze jest potrafić je w ten sposób wykorzystać), również coś, co pomaga psu poczuć oparcie w przewodniku, zwiększyć jego poczucie bezpieczeństwa, "nić" łącząca człowieka i psa, przez którą to nić człowiek może psu wiele przekazać (niestety często wiecej złego niż dobrego).[/QUOTE] [quote name='yamayka']Dlatego często denerwuje mnie, gdy ludzie koniecznie ale to koniecznie chcą chodzić z psem bez smyczy (bo piesek ma swobodę i wolność), podczas gdy w wielu przypadkach pies o wiele lepiej czuje się na smyczy lub lince, a z tą "swobodą" mu nie za szczęśliwie.[/QUOTE] Pewnie na niektóre psy tak działa. Na niektóre dość mocno rzucające się psy takie oparcie nie działa zbyt szczególnie, bo wystarczy je puścić ze smyczy i od razu przypominają sobie o zasadach dobrego wychowania wobec innych psów ;). Mój pies na przykład całe szczeniactwo przebiegał bez smyczy, zapinaną ją miał tylko jak szliśmy do miasta i teraz mam ten komfort, że gdzie z nią nie pójdę, to wiem, że się będzie mnie pilnować. Mogę ją w lesie spokojnie puścić luzem i wiem, że patrzy za mną, czy nie odbiegła za daleko. Na smyczy przestaje zwracać na mnie taką uwagę, nie dlatego, że na smyczy nie ma ćwiczeń (bo są), ale według mnie raczej dlatego, że ma świadomość, że już ktoś inny pilnuje tego, żeby się nie zgubiła i nie stała jej się krzywda. Wtedy sprawa wygląda tak, że jeśli ją zawołam, to i owszem, skupi się na mnie, ale poza tym włóczy się i nie wygląda na specjalnie zaangażowaną w spacer. To tyle odnośnie prowadzenia na lince. Trzeba dopasować do konkretnego psa. Ale co do pracy smyczą, to ja i tak sądzę, że lepiej jest, jeśli smycz wisi luźno, a przewodnik posługuje się innymi środkami. Oczywiście nie jest tak, że używanie smyczy przy szkoleniu uważam za skrajne zło, ale dla mnie przy wielu przypadkach jej "czynna obecność" jest zbędna i może nawet zaszkodzić.
-
[quote name='evel']No czekaj, czekaj, psu biednemu skrzywdzonemu histerycznemu księciuniowi ma się "nie dziać krzywda" a on może miotać hipotetycznym właścicielem i np. napadać na inne psy, [B]bo on chce[/B]? Już chwilowo pomijam reakcję właściciela napadanego psa (bo w moim przypadku taki pies by zebrał porządny opr. albo nawet i łomot gdyby zaczął mi skakać po suczydle, no niestety, życie bywa brutalne). Ja rozumiem, że mając psa mało problemowego ma się hmm... określony pogląd na wszelkie zUo w postaci szkolenia innego niż 100% pozytywne, ale są na świecie psy, których nie da się wychować samymi pozytywami (i to niekoniecznie musi być schroniskowiec albo pies po przejściach, polecam wychowanie np. dobermana jedynie klikaniem i smaczkami, powodzenia :evil_lol:). [/QUOTE] Nie rozumiem...? Czemu psu ma się dziać krzywda na smyczy? I czemu sądzisz, że mam łatwego psa i jestem w stu procentach za szkoleniem pozytywnym? I próbujesz twierdzisz, że pozwoliłabym psu rzucać się na inne psy, gdyby tego chciał? W ogóle nie umiem odnieść Twojej wypowiedzi do mojej. Mówię, że smyczy nie używam jako narzędzia pracy nad psem. Gdyby zmusiła mnie do tego okoliczność, to nie miałabym oporów przed odciągnięciem psa smyczą, ale to by była niespodziewana sytuacja. Jeśli wiem, że mój pies rzuca się na inne psy, to zapinam na smycz i robię wszystko, żeby nie dopuścić do konfrontacji. I nie znaczy to, że omijam łukiem wszystkie psy świata. Nie potrzebuję szarpać smyczą. Smycz może wisieć luźno, przywiązana choćby do nogi czy biodra, a pracuję ręką, ciałem, smakiem, odwracaniem uwagi, czy co tam na konkretnego psa działa (oczywiście zależy od powodu agresji). Spinanie smyczy czy szarpanie nią u wielu psów powoduje pogorszenie sytuacji. Poza tym to nie kwestia tego, że biednemu psu ma nie dziać się krzywda, tylko raczej szacunku do niego ;). Jeśli można mu coś wyjaśnić bez szarpania, to po co mam powodować jakiś niepotrzebny dyskomfort? Nie biłabym ani nie kopała psa, raczej bym go odciągnęła choćby i za futro (inaczej, gdyby sytuacja zrobiła się dramatyczna) i kopnęła właściciela. Kliker i smaczki nie wykluczają wprowadzania zasad i konsekwencji w postępowaniu. Nie wykluczają też kar, jeśli takowe są potrzebne. Nie mam bladego pojęcia, czemu założyłaś sobie, że stosuję się całkowicie do szkolenia pozytywnego. I czemu sądzisz, że uważam wszystkie inne metody za złe. Mam tylko takie niejasne wrażenie, że próbujesz być złośliwa i na tym sprawa się kończy :roll:.
-
A i owszem ^^. Kliknij na linię dźwięku prawym przyciskiem myszy i gdzieś tam chyba jest wycisz.
-
[quote name='evel']Wszystko zależy od sytuacji. [/QUOTE] No przecież cały czas to mówię! ;) Inna sprawa, że nie wszystkie zachowania da się przewidzieć, nawet przy starszym psie. Przecież ile przypadków pogryzień było przewidzianych? A często cierpią właściciele tych psów, znają go od szczeniaka, odkąd miał parę tygodni. Do tego nie piszę tu o konkretnych psach, tylko w ogóle o psach, a więc też o tych schroniskowych, z którymi pracuje szkoleniowiec, żeby można było je oddać do adopcji. Albo o tych, do których przychodzi szkoleniowiec, bo właściciel sobie nie radzi. Grunt to bezpieczeństwo. [quote name='evel'] Czego oczekujesz od mocno pobudliwego psa, z którym nikt nie pracuje nad opanowywaniem emocji, nikt nie daje możliwości "spuszczenia pary" ani nie uczy zachowań prawidłowych? No bo niestety, ale oprócz nauki, trzeba takim psem czasem "potrząsnąć" w odpowiedni sposób. Przy mocno pobudzonym psie smaczki można sobie zjeść samemu :evil_lol:[/QUOTE] Nie chodzi o spuszczenie pary. I nie chodzi o psa po prostu pobudliwego. Nie oczekuję niczego. Pies, którego ja cały czas mam przed oczami (tylko wyobraźni, przypominam, bo tylko o nim czytałam i mogę sobie wyobrazić sytuację), jest frustratem, nie radzi sobie w ogóle w najmniejszym stopniu z emocjami, jest nauczony, że dostaje zawsze to, czego chce i za każdym razem, gdy mu się czegoś odmawia, wpada w szał. Był to błąd właścicielki, ale nie nam to oceniać. Jak już mówiłam, niczego po takim psie nie oczekuję i niczemu się nie dziwię. Każdy szkoleniowiec ma tam jakieś swoje metody i wszystko jest ok, dopóki psu nie dzieje się krzywda i są one skuteczne. Mi nie podoba się, żeby psa "korygować" czy w jakikolwiek inny sposób traktować smyczą, bo smycz traktuję jedynie jako coś, co zapewnia mojemu psu bezpieczeństwo w ruchliwych miejscach albo zapewnia innym ludziom czy zwierzętom bezpieczeństwo, gdybym miała na smyczy na przykład psa agresywnego. Uważam, że szarpanie smyczą to ostateczna ostateczność i wolę pracować mową ciała, aczkolwiek dopuszczam ewentualność, że to wszystko, co opisujecie z tą smyczą, ma jakiś sens, którego ja niekoniecznie pojmuję, a który być może działa na pewne psy ;). Dyskusja zaczęła się robić niebezpiecznie bezsensowna i pokręcona. Amen.
-
[quote name='yamayka']Działanie korygujące w znaczeniu jakie mam teraz na myśli (bo na pewno mozna stworzyć różne definicje) to takie działanie, które przerwie określone, niepożądane zachowanie psa, zmieni jego stan emocjonalny i da nam możliwość pokazania psu innej, "alternatywnej ", wskazanej, opłacalnej, wymaganej drogi. A czy bedzie to klaśnięcie, ciche słowo, głośne "NIE!!!!!!", presja ciałem, szarpnięcie smyczą, lekkie pacnięcie w ucho czy rzucenie psa na glebę i przytrzymanie - to zależy przecież... A głupia przemoc wobec psa też niestety istnieje - takie użycie siły bądź presji psychicznej, które nie wnosi nic więcej poza stresem i jeszcze większym bałaganem w psiej głowie.[/QUOTE] Okej. Nie ze wszystkim się zgadzam, ale to chyba faktycznie tylko kwestia nazewnictwa. No i kwestia tego, czy będą użyte w dobrym momencie, oczywiście ;). [quote name='yamayka'] Nie bardzo rozumiem. [/QUOTE] Chodzi o to, że nie wiem, czy dobrze się zrozumiałyśmy, ale pies, którego ja widzę, jest tak rozemocjonowany, że nie reaguje na nic. Istny szał. I nie wiem, jak byś chciała go skorygować w takiej sytuacji smyczą. Szarpnąć, pociągnąć? Oleje to jak nic. Przypominam sobie psa, o którym czytałam i który w takiej sytuacji był wołami odciągany, bo inaczej się nie dało. Skuteczne okazało się dopiero silne potrząsanie puszką z kamieniami koło jego głowy, a gdy na chwilę się uciszył, szybkie przekierowanie jego uwagi. Dla mnie to jest dużo lepsze chociażby z tego względu, że jeśli pies wpadnie w taki stan w domu, to nie ma na sobie obroży i nie masz możliwości użycia smyczy. A nawet jeśli ma na sobie smycz, to przynajmniej ten konkretny pies, jak i wiele innych, które znam, nie reagują na jakieś szarpnięcia nią, co najwyżej bardziej się nakręcają.
-
Komentarz ze smaczkiem odnosił się do tego, że czasem może zadziałać i że uważam, że warto spróbować, bo niczego nie stracimy w tym momencie, a a nuż...! Położenie psa na boku może się skończyć przekierowaniem emocji i po prostu zębami w ręce. Ja tam swoją rękę lubię. Pies nie ugryzie celowo, po prostu często przy bardzo silnych emocjach nie zapanuje nad tym. Kładzenie psa na bok nie jest dla mnie przemocą, aczkolwiek nie we wszystkich sytuacjach jest sens to robić.
-
[quote name='yamayka'] No otóż to - a czymże ma być dobrze wykonana przez człowieka korekta, nawet, jeśli nazwiemy ją przemocą? A wyczucie i wiedzę owszem, człowiek tez musi mieć by byc skutecznym, to oczywiste. Chętnie spróbuję! ;) Swoją drogą - co to za stan, który opisałaś? Po prostu ekscytacja? Tym bardziej. Oczywiscie pewnie będę musiała dostosować intensywność mojego działania i moich emocji do intensywności zachowania psa. Zrobię to, co będę musiała, żeby przerwać dany stan i móc wskazać psu możliwość innego zachowania. Ale przede wszystkim starałabym się nie dopuścić, by pies się w tej ekscytacji tak "rozbujał"! No i na pewno nie robiłabym tego z obawą przed dotknięciem psa.[/QUOTE] Wiem, do czego odnosiła się Twoja wypowiedź ;). Chyba mamy inne pojęcie przemocy i inne korekty. Korekta - czyli np. zablokowanie psa smyczą, ciałem, delikatna presja wywarta postawą ciała, słowa kończące działanie w typie "nie wolno". I przemoc - czyli chociażby powalanie psa, szarpanie za kark, ściskanie pyska i inne czynności, które powodują dużo silniejszy dyskomfort, o ile nie ból. Zaobserwowałam co prawda sytuacje, gdy w grupie psów rozpoczęła się walka dwóch psów, do której inne się dołączały, robiło się zamieszanie i pies, który powodował najwięcej paniki i zamieszania, został powalony przez szkoleniowca na glebę i przytrzymany do uspokojenia, ale tego nie nazwałabym w żadnym razie korektą. Z wyczuciem chodzi mi o to, że pies zna lepiej siłę swoich szczęk i grubość psiej skóry, więc złapanie za pysk innego psa na ułamek sekundy jest zupełnie inaczej odczuwalne niż gdyby zrobił to człowiek. Hm. Wiesz co, mam takie poczucie, że w przypadku stanu emocjonalnego, który opisałam, "korekta smyczą" nie różniłaby się niczym od "odciągania psa na chama" ;)... BTW - co rozumiesz pod pojęciem "skorygować smyczą"? o.O
-
[quote name='Etna B'] Nikt nie zwrócił uwagi na to, że przy całym swoim wywodzie napisałam o dostosowywaniu METODY SZKOLENIA DO PSA, co uważam za niezbędną podstawę! Inaczej szkolimy strachliwego psa po przejściach, a inaczej psa po przejściach który na wszystko reaguje agresją! Kto twierdzi inaczej- "gratuluje" braku wiedzy praktycznej. Dowód nr 2: napisałam o klapsie i już przeczytałam, że byłam bita (o zgrozo!!!). Ludzie opanujcie się! Merenwel, Sybel- ja też nie miałam okresu buntu, mam wyższe wykształcenie, pracuję w szanowanym zawodzie, mam własną działalność i jestem stabilna psychicznie:P Ktokolwiek choćby sugeruje, że moi rodzice mnie 'lali', 'pastwili się' i inne bzdury, oj..... niech się ma na baczności. [/QUOTE] Dostosowywanie metody szkolenia do psa to jedno, a rozmawianie o sensie jakiejś metody to drugie. Nikt nie napisał, że są metody uniwersalne. Rozmawiamy czysto teoretycznie. I w sumie to chyba ślepa jestem, bo nie widzę, żeby ktoś napisał, że byłaś bita o.O... Ja tam napisałam tylko, że uważam, że klapsy są bezsensowne. Słowa o Twoim dzieciństwie nie wspomniałam. [quote name='yamayka'] To ciekawe... To skąd te pełne opanowania i pewności siebie "[B]korekty[/B]" zębami, którymi traktują w razie potrzeby inne psy znane mi dobrze owczarki - dojrzały pies i suka, cieszące się największym szacunkiem w hodowlanym stadzie? Czy Vat ma słaby i niestabilny charakter...? Czy Majkę ktoś próbował "obalić"...? O nie. Nie okazują agresji często. Ale jeśli mają powód - bez wahania użyją zębów.[/QUOTE] Zapomniałam ująć w poprzednim poście. Widzisz. Korekty to nie agresja. Psy mają dużo lepsze wyczucie i wiedzą, na ile mocno ścisnąć, żeby nie zranić i żeby nie bolało za bardzo. Chodzi tylko o zaznaczenie, że te konkretne zachowanie jest niepożądane. Poza tym to zależy od sytuacji. Czasami jeden z psów nie reaguje na powarkiwanie drugiego, którego np. drażnią zaczepki młodszego kolegi, więc jeśli warknie raz, drugi, trzeci, a młody ciągle nie reaguje, to zostaje odgoniony ostrzej. I tyle. To nie agresja. Trudno wymagać od psów, żeby żyły całkowicie bezkonfliktowo.
-
[quote name='Etna B']I jeszcze jedno[B]: Merenwen[/B] Skoro 'od czasu do czasu', to wcale się nie dziwię, że pies Ci zgłupiał! Bo w końcu nie wiedział czy dozwolone jest wchodzenie do łóżka czy nie. Robienie wody z mózgu... [/QUOTE] A właśnie wiele teorii mówi, że przewodnik stada ma prawo do najlepszych miejsc, ale jeśli ma np. dobry dzień, to osobniki niższe pozycją może dopuścić w tym przypadku na łóżko. Ja tam w spaniu psa ze mną nie widzę żadnej chorej sytuacji, po prostu mi to nie przeszkadza, a jeśli trzeba (np. przychodzą goście i pies nie jest mile widziany na kanapie), to zawsze mogę go wysłać na swoje legowisko albo po prostu kazać zejść na ziemię, aczkolwiek są to sytuacje bardzo sporadyczne. Kwestia tego, jak kto woli i jak kto traktuje swojego psa. [quote name='Beatrx']i co dalej wg Ciebie należy zrobić w takiej sytuacji, jak pies oleje smaczka?[/QUOTE] To zależy od psa i od sytuacji - od tego, co wywołało przypływ emocji, jakie to są emocje (czy to np. strach, czy zwykła ekscytacja), jak zachowuje się pies i tak dalej. Na pewno nie dotykałabym psa, coby emocje nie zostały przelane na mnie ;). [quote name='yamayka'] To ciekawe... To skąd te pełne opanowania i pewności siebie "korekty" zębami, którymi traktują w razie potrzeby inne psy znane mi dobrze owczarki - dojrzały pies i suka, cieszące się największym szacunkiem w hodowlanym stadzie? Czy Vat ma słaby i niestabilny charakter...? Czy Majkę ktoś próbował "obalić"...? O nie. Nie okazują agresji często. Ale jeśli mają powód - bez wahania użyją zębów.[/QUOTE] A skąd ja mam wiedzieć? o.O Nie widziałam sytuacji, nie znam Twoich psów, nie mam pewności, czy Vat i Majka naprawdę cieszą się największym szacunkiem, czy tylko Tobie się tak wydaje (tu na pewno będzie bulwers ];->). Nie wiem też, na ile to była "agresja", a na ile reprymenda w tymi chwycenia pyska zębami. Poza tym nie napisałam nawet słowa o tym, że psy nie używają w ogóle zębów! Jeśli jest powód, jeśli ktoś wszczyna jakieś awantury, to pewnie, że jakoś go trzeba uspokoić, ale chodzi o to, że dobry przewodnik stada jest na tyle charyzmatyczny, że nie musi domagać się posłuszeństwa siłą... -,- [quote name='yamayka']Zamiast odciągać psa na chama smyczą (skąd w ogóle ta metoda?) można zastosować prawidłowo wykonaną, wyraźną korektę smyczą - na przykład... (Czy smakołyk albo głupie ciagniecie to jedyne metody???) Po co? No bo: [/QUOTE] Spróbuj skorygować smyczą psa, który jest tak rozentuzjazmowany, że nie reaguje kompletnie na nic, oczy mu prawie z orbit wyłażą, przez kilkanaście minut nie może się uciszyć, a przez następne pięć będzie jeszcze ciężko dyszał z emocji :lol:. Powodzenia! :cool3:
-
No przypuszczam, chociaż zanim zacznie się psa odciągać na chama smyczą, to może warto spróbować. Co najwyżej oleje sytuację ;).
-
Martens - może dlatego, że emocje biorą górę nad rozumem, a może dlatego, że jeśli smycz się napina, to pies odruchowo ciągnie ją w drugą stronę? ;) Ja bym podstawiła smaka pod nos i odprowadziła za smakiem. Jestem zdania, że zamiast siłą odciągać, lepiej pokazać psu, czym innym może się zająć (i np. wprowadzić komendę, po której pies przestaje robić to, co robi, a w zamian dostaje powiedzmy jakąś zabawkę). Nie trzeba mieszać w to dominacji, bo nawet jeśli psy ustalają jakąś hierarchię i uważają się za rzekomego "alfę", to przecież my zajmujemy się wprowadzaniem zasad, których nieprzestrzeganie się psu nie opłaca. Poza tym sporo psów w ogóle nie zawraca sobie głowy tym, na jakiej pozycji się znajdują, tak jak znaczna część społeczeństwa nie zamierza zająć się nagle polityką ;) i nie ma sensu tutaj całodobowe okazywanie psu, jak to nisko w hierarchii się znajduje, bo to nie poprawi jego zachowania... Ja na przykładzie swojego psa mogę powiedzieć, że gdy przez krótki czas stosowałam się do wielu zasad teorii dominacji (przechodziłam zawsze pierwsze przez drzwi, psa blokowałam kolanem, od czasu do czasu dla zasady wyganiałam psa z łóżka itp.), to wystarczyło parę naprawdę dni, żeby pies przestał się po pierwsze czuć przy mnie bezpiecznie (bo jak to, raz może, a raz nie może leżeć na łóżku?), pojawiło się napięcie i pewność siebie mocno spadła. Dopiero po powrocie do dawnych zasad wszystko wróciło do normy. Także ja polecam nie brać pod uwagę dominacji, a raczej zająć się zwykłym wychowywaniem.
-
[quote name='Etna B'] Tak jak jeden klaps nie zrujnuje psychiki dziecka (mojej nie zrujnował;P), tak nie zrujnuje psychiki psa.[/QUOTE] Co nie zmienia faktu, że jest bezcelowy i jeśli jest za mocny albo używany zbyt często, to z powodzeniem rujnuje zaufanie psa do właściciela ;). Przemoc jakakolwiek świadczy o słabym i niestabilnym charakterze, a z kolei osobnik słaby psychicznie nie nadaje się na przewodnika stada i nie będzie solidną podporą dla psa. U wilków prawdopodobnie zostałby "obalony" przez resztę stada ;). [quote name='Etna B']Bo skoro 'bezstresowe szkolenie psów' ma obecnie taaakie powodzenie, to skąd tyle w ostatnim czasie agresywnych labradorów, goldenów..? Do niedawna uważanych za totalne przeciwieństwo agresji?[/QUOTE] Nie z powodzenia metody szkolenia, tylko z mody na rasę i z przekonania, że każdy lab i każdy golden będzie najłagodniejszym psem na świecie bez względu na okoliczności. Sporo tych psów pochodzi z pseudohodowli, gdzie "hodowca" nie stresuje się za bardzo rozsądnym łączeniem psów według charakteru, tylko mnoży wszystko jak leci, a szczeniaki odchowuje w takich warunkach, że w dorosłym życiu mimo pracy najlepszych szkoleniowców mogą nigdy nie umieć nawiązać dobrego kontaktu z innymi psami. Potem takie szczeniaczki jadą do niczego nieświadomych właścicieli, którzy z kolei myślą, że nad tymi psami nie trzeba pracować, bo wszystko same z natury potrafią, a potem masz takie efekty. [quote name='Etna B']3. Miałam duży problem z jednym z moich psów. Szukałam pomocy. [B]Poddało sie trzech specjalistów[/B]. Pracowałam sama. Pies zmienił się baaaardzo na plus. Obecnie poprosiłam kolejnego o pomoc. Po wstępnych 'oględzinach' powiedział, że mam super psy i czego od nich chcę, że za wysoko stawiam poprzeczkę. A ja na to, że uważam, że nie mogę do końca skorygować niechcianego zachowania i uważam, że robię jakiś błąd. I że potrzebuję kogoś z zewnątrz, żeby mi go wskazał. On na to, że to ja jego mogłabym uczyć.[/QUOTE] To zależy, co się rozumie pod pojęciem "specjalistów"...
-
To ja się cieszę, że się podoba ^^
-
E tam, ja dopiero teraz zauważyłam ;). Właśnie - dzięki wszystkim, którzy latali z aparatem i robili filmy :D!