Jump to content
Dogomania

magorek

Members
  • Posts

    196
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by magorek

  1. Ale zrozumcie. Ja mam uczynić kogoś członkiem mojej rodziny. Muszę więc przekonać do niego nie tylko siebie, ale i pozostałych członków rodziny (wciąż niestety mieszkam z rodzicami; "naczelna" odpowiedzialnosć za psa spoczywać będzie na mnie). A oni - inaczej niz ja - boją się psa "najbiedniejszego z biednych" - bo to oznacza, "kłopoty" (a psa jak adoptujemy, to nie po to by się go po x czasie pozbywać). Do tego dochodzą argumenty: "po co ci pies z konina, po co ci pies z łodzi. i we własnym mieście tyle masz cierpiących czworonogów... jakie masz prawo do oceny psiego nieszczęscia... wyboru tego bardziej zasługującego na pomoc..." , na które nie mam przekonujacej odpowiedzi. Na ten moment stanęło na tym, że albo bierzemy psa ze azylu w rudzie śląskiej, albo bierzemy porzuconą i prawie zagłodzoną azę, której dopiero grozi schronisko. Jestem za azą (bo od samego początku, spotykały ją tylko same nieszczęścia; teraz jest w miejscu przyjaznym, ale tymczasowym, no i entuzjastycznie podchodzi do niej moja matka - "najtrudniejszy orzech do zgryzienia") choć jeszcze jej nawet nie widziałam. Tak jak i byłam za frędzelkiem, kokolino, amidą i mambusią. Decyzja niestety nie tylko do mnie należy. Tak czy siak, jestem wam wdzięczna za pomoc jakiej tym psiakom udzielacie, za wasze zaangażowanie, tym bardziej że sama się na podobne zdobyć nie potrafię. pozdrawiam
  2. Mi pomaga, że uparcie palę czarkowi znicz, tam gdzie teraz sobie leży, że mam jego zdjęcie zawsze gdzieś blisko siebie, że mówię o tym że mi go cholernie brak (a niech mnie nazywają histeryczką (bo to rzekomo jednak "tylko pies") - mam to w nosie) A kolejny psiak - tak będzie. Tylko cały czas mam w sobie myśl "czy to będzie fair wobec czarka?" (jak umrze ci brat, nie bierzesz nowego...), tym bardziej że on traktował wszystkie inne czworonogii z góry jako wrogów:cool3: Jutro mam jechać spotkać się z azą (psiną porzuconą - i może dobrze - przez właścicielkę z zaawansowanym problemem alkoholowym), która znajduje się teraz w DT u pani, która sama ma już psa, dwa koty i jeża i nie czuje się na siłach by mieć i azę (która za kotami - z wzajemnością - nie przepada:shake:) Z jednej strony jestem bardzo podekscytowana - chciałabym już mieć ją u siebie (choć jej nawet nie widziałam), z drugiej czuję się tak jakbym zdradzała czarka ("to tak mnie kochałaś? ledwie odszedłem, a już sobie mnie zastąpiłaś innym? ......"). RADOŚĆ I BÓL W JEDNYM
  3. Strasznie smutna jest każda z tych psich historii przez was opisanych. Z drugiej strony, pieski te mają w Was swoich przyjaciół. ja nie potrafię wybrać żadnego z nich (bo chciałabym wszystkie, a to niemożliwe). Wezmę po prostu jakiegoś z najbliższego schroniska, takiego który może nawet nie ma jeszcze swojego imienia, ani tym bardziej wątku na forum. pozdrawiam
  4. Nie, nie jestem w stanie (psychicznie) wziąść do siebie psa bardzo schorowanego, gdyż jeszcze przed tygodniem miałam takiego psiaka w domu. Nie jestem w stanie, ale nie chodzi o to że wymiotuje, załatwia się pod siebie i wymaga sczególnej opieki, tylko o to że zbyt przypominało by mi to tamtą sytuację. Natomiast jestem w stanie wziąść psiaka mającego różne poschroniskowe "obsesje" bo sama takiego miałam i wiem, że gdy tylko psiak się poczuje u mnie bezpiecznie, przyzwyczai do nowego miejsca (co może mu zająć i lata), to przynajmniej niektóre z nich odejdą... Masz rację w tym co piszesz. Dzięki Pytałam o sytuację w schroniskach, bo dowiedziałam się że np. w Katowicach psy są usypiane, zamykane w klatkach i nie ma wolontariuszy wyprowadzających ich na spacery, jak w Zabrzu i Bytomiu. Nie wiem jak jest pod tym względem w Rudzie Śląskiej, skąd chciałam wziąść psiaka.
  5. Proszę o radę. Chciałam wziąść psiaka ze schroniska w Rudzie Śląskiej, ale uświadomiono mi dziś, że nie we wszystkich schroniskach psiaki mają się "tak samo źle". Czy ktoś wie, jak mają się psiaki w tym schronisku, w porównaniu do schronisk w Zabrzu, Bytomiu i Katowicach? Pytam, bo oże lepiej wybrać taki azyl gdzie warunki piesków są katastrofalnie złe?
  6. Pożegnałam mojego psiaka 11-07-09. Przeżył z nami 15 szczęśliwych lat. Krótkie chwile spędzone w schronisku, zanim do nas trafił, odcisnęły się w jego pamięci na zawsze- do końca panicznie bał się wszelkich innych psów. Wiele razy chorował i wiele razy udawało się nam wygrać z chorobą. Tym razem była silniejsza. Za słabe serduszko, za słabe krążenie i niewytrzymała wątroba. Początkowo pomagały leki i kroplówki, potem i one jednak zawiodły. Czaruś przestał całkowicie jeść. Przyplątała się żołtaczka, strasznie schudł, pojawiły się zmiany na skórze. Po dwóch tygodniach jego i naszej męczarni, pojechałam do wet. by pomógł mu odejść. Umarł mi na rękach. Potwornie mi go brakuje i nie do konca dociera świadomość, że już nigdy nie przyjdzie do mnie na pieszczoty, albo "na cukierka". Wciąż rano biegnę by go wypuścić na dwór, wydaje mi się że słyszę jak tupta po kuchni, że to on szczeka (a nie pies sąsiadów).... Był najwspanialszym przyjacielem. .... brak słów... Czarka nikt nie zastąpi. Nie ma drugiego takiego psa. Ale zdecydowałam się że stworzę jeszcze jakiemuś dom. Najpierw myślałam że będzie to Kokolino z Konina (nie wyszło- nie wydadzą go), później że Mambusia (znalazła szcześliwie swój dom u kogoś innego:) ), dziś stwierdziałam że nie będę szukać daleko, w każdym schronisku jest pełno psów czekających na lepszy los. Pojadę do najbliższego i po prostu wezmę jednego z nich.
×
×
  • Create New...