Jump to content
Dogomania

Joan od Wolanda

Members
  • Posts

    165
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Joan od Wolanda

  1. Aaaa...Tu Cię złapałam Ewuś... Zdjęć nie komentuję , bo już się zachwycałam na dwóch innych forach. :lol::lol::lol:
  2. Moje psy zazwyczaj szaleją na terenie zamkniętym (bo są trzy). Ale tak naprawdę, najciekawiej jest na nowym terenie, gdzie co kilka kroków można "przeczytać" słup z aktualnymi "ogłoszeniami". Więc wychodzę z Wolandem w nocy, albo nad ranem. Najfajniej jest zimą, bo mało "spacerowiczów". Na szczęście on jest psem, którego zawsze mogę przywołać. Jakoś nigdy nie trafiliśmy na Straż Miejską. W dzień, niestety, chodzi na smyczy. I w mieście, tak naprawdę, nie ma gdzie "wybiegać" psa. W parku dzieci....na ulicy przechodnie... Ale na wsi też nie bardzo...bo na cudzym polu jakoś głupio....(zresztą, jak zauważyła Greven, łyse pole to żadna atrakcja)... w lesie niebezpiecznie, bo odstrzelą...Niestety, przepisy są ułomne...i nie podają żadnej alternatywy...
  3. [quote name='DALMATYNKA0987']http://yfrog.com/2dp1110103j oto ona ;) zdjecie zrobione kilka dni temu miala 7 tygodni dzis ja wazylam 8 tydzien = 5,20 kg Woland mial 8 tygodni i 8 kilogramów. Jest DONkiem. Więc Twój piesek nie będzie "gigantyczny". :)
  4. Mój, najchętniej by zapolował na taką "fajną gwiazdkę z nieba".:lol::lol::lol:
  5. No nie... jeśli zakładamy, że mamy się z psem szarpać, to 3/4 właścicieli psów (od średnich-ON , do dużych-dog, mastif, kangal) nie byłoby w stanie ich wychować bez względu na wiek. Psa należy wychowywać od szczeniaka...I nie siłą, a sposobem... :)
  6. Ja myślę, że to nie wiek ma znaczenie, ale charakter. I, oczywiście , determinacja z jaką podejdziesz do wychowania psa. :)
  7. Śliczny piesek! Po wyglądzie, też sadzę, że to potomek rottka. Mały nie będzie. A z charakteru....najpewniej taki, jakiego sobie wychowasz... Zacznij od zaraz. Cokolwiek... Ja zaczynam od "siadu"... Ale czegokolwiek go nauczysz teraz...potem będzie łatwiej nauczyć wszystkiego. Życzę powodzenia. :)
  8. [quote name='Grin']Hm, no ja mimo wszystko rozróżniłabym zabawę nawet z elementami opisywanymi wcześniej (chwytanie za kark, policzki itp.) od zachowań dominacyjnych. Nie twierdzę, że dwa psy przed zabawą nie zechcą sobie najpierw "tego i owego" ustalić, ale gdy już przychodzi do szaleństwa, to wtedy OBYDWAJ jego uczestnicy mają taką samą frajdę i tym się to wg mnie różni m.in. od "spuszczania łomotu". :)[/QUOTE] Też tak sądzę. Moja mała Sharon wygląda na szczęśliwą, kiedy gania z dwoma dużymi psami. Oczywiście niby się "wkurza" kiedy Woland łapie ją za szyję, ale potem role się zmieniają i ona goni, a on ucieka. Myślę, że każdy właściciel potrafi odróżnić, kiedy są żarty, a kiedy nie. No i oczywiście, jeden pies będzie delikatniejszy w zabawie, mimo, że kurz się unosi a warkot "krew w żyłach mrozi", a drugi mniej. Woland akurat, łapiąc mniejsze psy za kark, nigdy im krzywdy nie zrobił. Myślę, że dzięki obcowaniu z naszą suńką nauczył się delikatności. Niemniej, jeśli są spore różnice wagowe, zawsze może się przydarzyć kontuzja. Ja jednak nie ryzykowałabym zabawy na lince...
  9. Ja mam trzy psy. Największy jest Woland - "wilczur", w wieku 20 prawie miesięcy, Draż- mieszanka boksera w wieku ok. 6 lat i najmniejsza - suka, sznaucerka 13- letnia. Woland z Drażem, zawsze się bawią w taki sposób, że łapią się na wzajem za kark. Przy tym "charkoczą" tak strasznie, że komuś z boku może się zdawać, że będzie z tego straszna jatka. Ale nigdy, żaden nie był zadraśnięty, tylko obśliniają się przy tym okrutnie. Ponieważ są to niekastrowane psy, przewiduję, że mogą się kiedyś "ściąć", dlatego nie zostawiam bez nadzoru żadnych punktów zapalnych w postaci jedzenia, czy gryzaków. Sznaucerka, niekastrowana, zachowuje się podobnie i "ustawia chłopaków w szeregu" też łapiąc za szyję. Draż jej się podporządkowuje, ale jak będzie z Wolandem - trudno powiedzieć... Mimo, że sznaucerka jest "samicą alfa" w tej sforze, najczęściej głowę i kark też ma obślinione przez Wolanda. Woland, podobnie jak Twój rodezjan, też ma zwyczaj łapania wszystkiego za kark. Widzę to na przykładzie kotów (naszych), które bez problemu "szwendają" mu się pod nosem kiedy leży, a za którymi lubi pobiec, kiedy uciekają. Według mnie to jest instynkt łowiecki, który próbowałam zwalczać u Wolanda rzucając w niego brzęczącym łańcuszkiem. To jednak nie zdaje egzaminu, bo Woland nie jest strachliwym psem i łańcuszki najzwyczajniej "olewa". Teraz, jak widzę, że coś goni, po prostu "ryczę" -WRÓĆ! To jest jedyny sposób, który jakoś zdaje egzamin, może dlatego, że nigdy nie podnoszę głosu przy innych okazjach. Mimo rozwiniętego instynktu łowieckiego nie drzemie w Wolandzie krwiożercza bestia, bo nie zdarzyło mu się rozszarpać jeża na ogródku, a wielkie, bezskorupowe ślimaki przynosi do domu w zębach i patrzy jak pełzają po dywanie. Dlatego myślę, że nawet gdyby dogonił kota, nie zrobiłby mu krzywdy i nawet jeśli złapałby za kark, to nie po to , żeby zabić. Ryzykować jednak nie chcę, więc kiedy wychodzę z domu, koty izoluję. Tak naprawdę, co w nim drzemie, bedę wiedziała za pięć lat... Opowiedziałam to wszystko, ponieważ nie znam Twojego rodezjana i tak naprawdę nie umiem określić jego charakteru, bo podobne reakcje, mogą być na różnym podłożu. Ja myślę, że jedyne , co możesz zrobić, to starać się wyćwiczyć do perfekcji posłuszeństwo i obserwować swojego psa, na ile te zabawy mają coś wspólnego z agresją. Niestety, nawet do najwspanialszego psa trzeba podchodzić z rezerwą i przewidywać zawsze sytuację najgorszą z możliwych...
  10. To akurat można ZKwP wybaczyć, bo zarejestrowane przed 1 stycznia 2001 r. stowarzyszenia posiadają osobowość prawną, mimo braku ich rejestracji w Krajowym Rejestrze Sądowym. (art. 17 ust. 1 ustawy z 7 kwietnia 1989 r. - Prawo o stowarzyszeniach w brzmieniu obowiązującym do 31 grudnia 2000 r.i żaden z przepisów ustaw nie pozbawia osobowości prawnej stowarzyszenia zarejestrowanego, które nie zostało zarejestrowane w Krajowym Rejestrze Sądowym.) :)
  11. Dla mnie, taka postawa, jaką reprezentuje [B]Dzidtka_Gl[/B], jest znamienna dla pewnych kręgów, eufemicznie mówiąc zacofanych, które, dla dobra właśnie kynologii, powinny mieć z nią jak najmniej do czynienia. Małostkowość i animozje, to właśnie działanie na szkodę i tak już najczęściej zdegenerowanych ras. Jak czytam na innym wątku, że ktoś szuka partnera dla swojego psa w Australii, bo nie wie, że inbred, to kropla w morzu wynaturzeń, do których prowadzi głównie kojarzenie na linię...to w ogóle zaczyna mnie śmieszyć "praca" hodowców. Szczególnie tych stawianych na piedestał...może właśnie z USA... No, ale jak się ktoś przyzwyczai, że na wszelkie dolegliwości pomaga lewatywa...To nie będę obsceniczna i skrócę moją wypowiedź.... ;) Na szczęście znam członków ZKwP, którzy sami potrafią ocenić sytuację i nie tracą przytomności umysłu mimo członkostwa :) I niekoniecznie są takiego zdania jak DzidtkaL_Gl...Dzięki nim kiedyś się to musi zmienić.
  12. [quote name='jj.julka'][FONT=Arial][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Od zawsze fascynowały mnie wilki… ich życie w hierarchicznej sforze, polowania itd. [FONT=Arial][SIZE=2]Jak pisałam mam huskiego i stosuję się do rad zawartych w „Zapomnianym języku psów” . Ciekawi mnie w jaki sposób zaszkodziło czy nawet zepsuło to relacje człowiek-pies??? i na jakich zasadach funkconuje relacja przewodnik-pies??? bo alfa-sfora to wiem ;)[/SIZE][/FONT] [SIZE=2][FONT=Arial]Jeszcze daję ciekawego linka co do wilków i siberianów: [/FONT][URL="http://www.huskyteam.eu/art/artczarkowska.html"][FONT=Arial]http://www.huskyteam.eu/art/artczarkowska.html[/FONT][/URL][/SIZE] [FONT=Arial][SIZE=2]Cały tekst jest ciekawy i zachęcam do przeczytania (ale zwróćcie uwagę na 2 ostatnie zdania)[/SIZE][/FONT][/QUOTE] Przeczytałam tekst z podanego linku.... Ja mam na ogródku cis, ale moje psy nie nadgryzają go żadną porą roku. (Zmądrzały, kiedy zjadły miłorzęba ;):lol: ). Trochę mnie zdziwił fragment o tym, że husky omijają cisa w porze, kiedy ma on trujące owoce. Z tego, co mi wiadomo, wszystkie części cisa ( i igły i gałęzie ) są trujące, poza właśnie czerwoną osnówką owocu...Więc ta obserwacja, jako dowód atawistycznej mądrości husky jest nietrafiona... Według moich obserwacji, w zasadzie każda teoria jest po części nietrafiona, bo do niektórych słusznych spostrzeżeń dorabia się filozofię, a do tej filozofii podciąga się resztę zjawisk, czasem zupełnie na wyrost. Ja jestem przekonana, że moje psy widzą we mnie człowieka, w każdym razie, na pewno nie psa, ani wilka. I to wcale nie dlatego, że zaznaczam jakiś dystans. Wręcz przeciwnie.. Nie mam nic przeciwko zabawie na czworakach i nie przestrzegam żadnych dziwnych reguł. Po prostu, jeśli mam dość zabawy, to mam dość nie dlatego, że tak przeczytałam w "mądrej" książce. I wcale nie uważam, że ja muszę rządzić. Staram się "słyszeć", co mi mają do "powiedzenia" moje psy. Nigdy na tym nie ucierpiały nasze relacje. W teorii dominacji pomysł traktowania psa jak ciągle zagrażającego mi wroga, może być samosprawdzającą się wyrocznią...i nawet jeśli chcemy przełożyć relacje w wilczej sforze na psie zachownia, może nie powinniśmy wymagać od psa żeby nas traktował jak wilka. Wystarczy zaobserwować jak pies przegląda się w lustrze...Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jakieś przebłyski samoświadomości mają w psiej psychice miejsce. Jestem wręcz przekonana, że większość naszych psów, wie, że to my zapewniamy im byt, i jesteśmy zupełnie kimś innym, niż drugi pies z tej samej sfory...
  13. Nie zawsze młody jest piękny , a stary mądry...Różnie to bywa....Zobaczymy....
  14. [url]http://sundayivigo.blox.pl/html/1310721,262146,13.html?315057[/url] Prosto, zwięźle , rzeczowo i prawdziwie....Takie proste, a ludzie tyle książek piszą..... :)
  15. Nad fenomenem książek pani Fennel zastanawiałam się intensywnie, ale krótko. Obie z córką obśmiałyśmy się do łez, z tych cudownych sposobów zaganiania wzrokiem psa pod stół, wyobrażając sobie, jak zostałaby potraktowana przez nasze psy... Na szczęście, żadna z nas nie ma ambicji zostania alfą, bo bez tego dogadujemy się z naszymi psami. Nie wiem, czy miałybyśmy psy, gdybyśmy musiały odstawiać taki teatr, jaki radzi pani Fennel. W jednym nie minęła się z prawdą....jej metody są zupełnie nieskuteczne wobec agresywnych psów. Jaki problem w zostaniu umowną "alfą" dla potulnego psa? Z tym, przy dobrych chęciach może sobie poradzić każdy. Gorzej, jak się ma psa z charakterem, w dodatku inteligentnego....Tu już trzeba się wykazać... Ale metody pani Fennel....to śmieszna porażka... Nasze psy są głaskane kiedy się "wybrzuszają" :) Czytałam książki Monty Robertsa, ale tam chodzi o coś innego. Koń nie jest drapieżcą i jest płochliwym zwierzęciem, więc mogę uwierzyć , że umiejętne obchodzenie się z koniem może go "obłaskawić" i może on "czytać" sposób podchodzenia do niego lub nakładania siodła. Naprawdę dziwię się, że pani Fennel odkryła analogie tam, gdzie ich po prostu nie ma.
  16. [quote name='Delph'] Ja tylko próbuję powstrzymać odwrotne niczym niepoparte teorie, że kastrowany zejdzie.[/QUOTE] A ja myślę, że jak znajdziesz to badanie Watersa....to już będą poparte... :)
  17. [quote name='Delph']Nie o przeżywalność psów z rakiem, tylko o odporność bardzo starych psów na raka i inne poważne choroby. W skrócie, że jeżeli pies dożyje sędziwego wieku, to już "nic go nie ruszy". Fragment tych badań (opisujących właśnie różne aspekty tematu od raka po ilość ciąż u suki) dotyczy właśnie opisu jaki procent wśród tych dziarskich staruszków to psy kastrowane i analogicznie jak wygląda ten odsetek u psów w "normalnym" starszym wieku. Więc nie wprowadzaj proszę ludzi w błąd. Poszukam tych badań z Mojego Psa, może znajdę.[/QUOTE] ...I uważasz w naukowym podejściu, mając 157 suk kastrowanych i 29 niekastrowanych można się pokusić o wyciąganie wniosków takich jakbyś chciała? Próba musi być standaryzowana, żeby mogła prowadzić do jakichkolwiek wniosków. Tu jest dysproporcja, bo chodzi o coś innego, a nie przeżywalność wsród kastratów i niekastrowanych... Więc takie wnioski są zupełnie nieuprawnione.
  18. [quote name='Delph'] Ja się nie upieram, że to o te badania chodzi (napisałam to), tylko że autor jest ten sam, więc chyba sam sobie by nie zaprzeczał? A wniosek (nawet najostrożniejszy) i tak jest taki, że suki sterylizowane mogą dożyć w zdrowiu sędziwego wieku tak samo często, albo nawet częściej jak niesterylizowane. Oni prowadzą badania nad długowiecznością psów i sprawdzają wiele aspektów, nie tylko związanych z płcią i kastracją. Stąd dobierali psy na zupełnie innych zasadach, ale to, że przypadkowo wyszło, że znaleźli o wiele więcej sędziwych kastratów jest jednak zastanawiające, prawda?[/QUOTE] Ja też uważam , że autor sam sobie by nie zaprzeczał.... Dla mnie sędziwy wiek to przynajmniej 22 lata. Tyle czasem dożywają moje niekastrowane suki. Obecnie mam jedną sukę która ma 13 lat i też jest niekastrowana. Ja nikogo, do niczego nie namawiam. Po prostu stwierdzam fakt.
  19. [quote name='Delph']Tabela dotyczy 82 psów, całe badanie jest oparte na próbie złożonej z 345 rottweilerów i wnioski są takie same... Filodendron napisała, że w Moim Psie pisali o próbie z 119 psów, więc jeszcze lepiej :lol: [/QUOTE] W przytoczonym badaniu chodzi o coś innego, o przeżywalność psów z rakiem, więc to nie są "takie same" wnioski. A wnioski pana Watersa na podstawie innego badania dotyczacego 119 psów, były dokładnie odwrotne niż chcecie tu udowodnić. Wnioski były nastepujące cyt.:[B]notka o badaniach Amerykanina D.J. Watersa na grupie starszych rottweilerów, z których wynika, że prawdopodobieństwo osiągnięcia bardzo zaawansowanego wieku jest czterokrotnie wyższe w grupie suk, które miały jajniki do 6 roku życia. [/B] Zamiast dywagować bezprzedmiotowo wystarczy znaleźć to badanie... Czy ktoś zada sobie trud, mimo iż wnioski z niego płynące przeczą tezie którą tu chcecie udowodnić?
  20. [quote name='Delph']Yyy, to chyba warto napisać jakiś liścik do redakcji Mojego Psa. Mam właśnie przed nosem fragmenty pracy m. in. D. J. Watersa, z której wynika, że "90% psów dożywających wieku sędziwego było wykastrowanych" (naukowcy prównywali rottki dożywające "normalnego" (9-10 lat) i "sędziwego" (powyżej 13,3 lat) wieku). Publikacja z 2003 roku. Tutaj link do tabeli z tej pracy, w której ładnie wszystko widać, że psy dożywające sędziwego wieku to w 100% suki wysterylizowane i w większości psy wykastrowane: [url]http://biomed.gerontologyjournals.org/cgi/content-nw/full/58/12/B1078/T02[/url] A tutaj ta publikacja: [url]http://biomed.gerontologyjournals.org/cgi/content/full/58/12/B1078[/url] Ja jestem generalnie sceptycznie nastawiona do publikacji "popularnonaukowych" typu Mój Pies, gdzie często wnioski są mocno naciągane i przeinaczane. Może dr Waters wykonał jeszcze jakieś inne badania, z których wynikało co innego, ale ja patrzę na te i przyznam, że krew mnie zalewa. Może Mój Pies podał chociaż źródło danych i z której publikacji korzystał do stworzenia swojego artykułu?[/QUOTE] Być może wnioski są właśnie takie jak wyciągnął z tego badania "Mój Pies", bo w zamieszczonych linkach w tabeli nr 1, jest wyraźnie podane, że suk kastrowanych bylo 157, a niekastrowanych tylko 29. Przy tak nierzetelnie rozłożonej próbie, może wyjść co się tylko chce, ale na pewno nie to, że długowieczne są te kastrowane. Nie wiem tylko po co "aż" takie proporcje. Można było wziąć tylko jedną sukę niekastrowaną i wyciagnąć takie same wnioski (równie naciągane). To zresztą chyba nie o to badanie chodziło... :)
  21. [quote name='taks']No cóz przykro mi i nic na to nie poradzę że istnieją jednak "drobne" różnice międzygatunkowe;) I może własnie dlatego np. psy szczepi się na nosówkę a ludzi nie... Część "ludzkich" leków nie ma zastosowania u zwierząt i odwrotnie ( "trochę " inna fizjologia, metabolizm...) Kobieta w okresie aktywności płciowej ma stały wysoki poziom estrogenów a suka nie ... mam tłumaczyc jakie to rodzi różnice w konsekwencjach sterylizacji? Nie twierdzę, że sterylizacja nie ma żadnych konsekwencji hormonalnych ( bo własnie dzięki nim np. jest traktowana jako profilaktyka choćby raka listwy mlecznej) ale nie porównujcie tego do spustoszenia hormonalnego jakie usuniecie jajników stwarza u młodej kobiety bo to błąd Na prawdę da się dyskutować nie popadając w absurdy Endokrynologia to jedna z trudniejszych dziedzin i medycyny i weterynarii więc miejmy to na uwadze lansując swoje domysły oparte na prostych skojarzeniach[/QUOTE] Gdyby nie było "drobnych" różnic, nie byłoby zwierząt....tylko wszędzie ludzie... Jeszcze 30 lat temu psychologia uważała , że zwierzę nie myśli....Dziś psychologia ewolucyjna tłumaczy zachowania społeczne człowieka właśnie opierając się na zachowaniach zwierząt. 30 lat temu, ktoś, kto śmiałby powiedzieć , że zwierzę myśli, byłby równie łatwo wyśmiany, jak dziś ten, kto doszukuje się innych podobieństw. Trochę pokory wobec własnej wiedzy przydałoby się na każdym etapie "poznania".....
  22. Nie wiem dlaczego weterynaria tak się odżegnuje od podobieństw człowieka do zwierzęcia, a medycyna ludzka wręcz przeciwnie...( np. "zraziki wątrobowe" do ćwiczeń dla studentów medycyny etc.). Są badania (linki zamieszczałam na forum PKPR ) udawadniające , że psy cierpią na miażdzycę , nadciśnienie, udar mózgu, osteoporozę i wiele innych "ludzkich" chorób, które najczęściej nie są brane pod uwagę w aspekcie korelacji z kastracją, prawdopodobnie z tego względu, że nie ma rzetelnych badań podłużnych, bo te są bardzo kosztowne, a i nikt prawdopodobnie nie jest nimi zainteresowany. W związku z tym, dla przeciętnego fanatyka kastracji, zwierzę jest absolutnie czymś innym niż człowiek, kiedy próbuje udowodnić zasadność i "nieszczkodliwość" - wręcz "zbawienne" działanie kastracji na psa (czy kota). Zupełnie inaczej jest, kiedy trzeba przetestować skuteczność leków, czy posłużyć się tkanką zwierzęcą w ratowaniu ludzkiego życia (vide kardiomiopatia). Wtedy okazuje się , że nasza fizjologia jest bliższa zwierzętom niż się nam wydawało. Ludzka hipokryzja jest wielka...Stawiamy siebie na piedestał, choć nie zawsze mamy prawo.... Mnie nie od dziś zastanawia na jakiej podstawie, próbujemy bagatelizować naturalne zasady funkcjonowania zwierzęcego organizmu, z takim ogromnym przyzwoleniem, ba, poparciem społecznym..
  23. Dorobello, moja rada jest taka, żebyś się przygotowała pisemnie. Bo to, co protokolanci potrafią pisać na rozprawach woła o pomstę do nieba. Powinnaś też spisać i zebrać dowody na wszystkie uchybienia formalne, a tym niewątpliwie jest fakt, że uczyniono Cię karaną. Pismo powinno być przemyślane a dokumenty ponumerowane i przytoczone w odpowiednim momencie. Im czytelniejsze pismo, tym chętniej i uważniej przeczyta je Sąd. Jeśli pismo przyniesiesz ze sobą na rozprawę Sąd prawdopodobnie ją odroczy, bo wychodzi z założenia, że druga strona powinna mieć czas ustosunkować się do wniosków dowodowych, które złożysz w sprawie. Moje rady nie są fachowe, ale miałam "przyjemność" z Sądem raz jako pracodawca, i raz jako pracownik. Wiem też, że dla Sądu mają znaczenie wszystkie uchybienia formalne (pół żartem, pół serio mówiąc: kropka postawiona nie w tym miejscu;) ). Grey, Dorobella wykazała w tej sprawie dobrą wolę i życzę jej, żeby poniosła jak najmniejsze koszta. Zazwyczaj jest tak, że te koszta ponosi ten, który bezstonnie przyznaje się do winy, jeśli druga strona idzie "w zaparte"... A co do tego, że pani poszkodowana nie wykazuje w tej sprawie dobrej woli, raczej nie mam wątpliwości....
  24. Weterynarz dobrze radzi. Czasem zdarza się, że psom schodzą jąderka, kiedy już wszyscy postawią przysłowiowy "krzyżyk"... Wiem też, że są jakieś sposoby (nie zawsze skuteczne) na sprowadzenie jąderka, ale nie znam szczegółów , bo nigdy nie miałam takiego problemu. Jedno jest pewne, niczego nie musisz robić w pośpiechu... Bywa, że jąderko, które nie zeszło rakowacieje, ale nie dzieje się to nagle. Wyciąć zawsze zdążysz.
  25. Wzruszył mnie ten wątek....Jesteście wspaniali !!!! :)
×
×
  • Create New...