-
Posts
2380 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by joanna83
-
[quote name='Vicky62']Niby powinna byc radość ,ze Zojeczka znalazła DS...ale na Twoim miejscu tez bym siedziała i ryczała, ech co ja piszę ja juz bym nie oddała po prostu nie daje sie na DT.Jedną juz taką mam, która została na stałe. Zojeczko bądź szczęśliwa w nowym domku.[/QUOTE] Ja też już mam jedną tymczasowiczkę, która została na stałe i dlatego nie mogę sobie pozwolić na trzeciego psa. A na DT, to nikt się z nas nie nadaje, bo każdy cierpi po oddaniu psiaka. Taki los DT :( ale gdyby ich nie było, to co stałoby się z tymi biedakami? Najgorzej, że pis tego nie rozumie. Przywiązuje się do nowego opiekuna i za chwilę znowu musi przezywać stres :(
-
Temat suni z jednostki wraca. Znów ciąża i znów szczeniaki...
joanna83 replied to yup's topic in Już w nowym domu
Ja też tu zaglądam, ale chyba niewiele doradzę. Moim zdaniem hotelik dla dzikich psów, to totalna pomyłka. One są nieadopcyjne, bo są dzikie. W hoteliku mogą siedzieć latami. Kto będzie za to płacił? Na jest łatwo uzbierać na dogo nawet kilka zł stałych deklaracji. Popatrzcie na Gareta. Ciągle jest problem z zapłaceniem za hotelik. Nie sądzę, żeby jakaś lecznica przetrzymała psy po zabiegu. Chyba tylko Canwet ma coś w rodzaju szpitaliku, ale tam to nawet zdechłej muchy lepiej nie zanosić... Trzeba im znaleźć jakieś DT na czas rekonwalescencji po sterylce. Najlepszą opcją byłoby te sunie wypuścić tam, gdzie są, ale wojsko ponoć się nie zgadza. Może jednak warto porozmawiać z kimś na wyższym stanowisku niż ta panienka i wytłumaczyć, że w ten sposób oszczędzą sobie kłopotów i niekontrolowanego mnożenia się psów. -
Tyle napisałam i zniknął post. Zoja ma całkiem dobre wyniki badań. Podwyższone ph w moczu i nieliczne kryształki oraz niedobór amylazy. Mamy dawać jej tabletki z żurawiną. W czwartek kontrola. I najważniejsze: Zoja jest w DS. Wcale się nie cieszę :( Siedzę i ryczę. Rodzinka wydaje się miła i troskliwa. Przygotowali się na przybycie Zojeczki. Ona też całkiem przyjaźnie do nich podeszła. Zrobiła obchód po domu, przywitała się ze wszystkimi. Martwię się, żeby im nie uciekła. Ona tylko mnie słuchała. Nawet Tztowi potrafiła zwiać między nogami jak wchodził do mieszkania i uciekała na sam dół klatki schodowej. Moja kochana maleńka Zojeczka...
-
[quote name='piechcia15']nie mamy bo sunia nie miała robionych ogłoszeń, ale Joasia pewnie będzie miała jakieś "pozostałości":)[/QUOTE] W zasadzie my też nie robiłyśmy Luce ogłoszeń. Jakoś tak udało się malutką pokątnie wyadoptować :) A czy są może jakieś fotki tej westki ze Skierniewic? Czy coś wiadomo o niej więcej? P.S. Luka-Nuka chyba szczęśliwa z nową rodzinką. Są cały czas w kontakcie ze mną i Mileną. Pan, który najdłużej zastanawiał się nad nowym członkiem rodziny, wsiąkł zupełnie. Sunia leżakuje na jego kolanach. Wychodzą z nią nawet w nocy, jeśli Nuka wyrazi takie życzenie :)
-
Ja też mam nadzieję, że to nic poważnego. A tutaj kilka fotek całej naszej psiej brygady :) Modlitwa do kanapki na stole [IMG]http://img256.imageshack.us/img256/4715/zdjcie0334x.jpg[/IMG] i Zoja na łopatkach ;) [IMG]http://img4.imageshack.us/img4/4517/dcfc0129.jpg[/IMG]
-
[quote name='Vicky62']Oj,a jakie to podejrzenia,że mała chudnie? Słyszałam,że przy cukrzycy, to masz na myśli ?[/QUOTE] W tej chwili bardziej w stronę wątroby (wyniki moczu sprzed kilku tygodni wskazywały na nią, ale badania krwi nie potwierdziły) lub trzustki. Może też być to tylko kwestia źle dobranej karmy. Kurcze zapomniałam kupić pojemniczka na siuśki, a z samego rana muszę zawieść. No nic, najwyżej siuśki będą zrobione dopiero w poniedziałek.
-
Jesteśmy w domu. Zoja nie miała zabiegu. To jej chudnięcie budzi jednak nie tylko moje podejrzenia. Robimy badania. Dziś pobrano jej krew, a jutro zaniosę mocz i kał do badania.
-
Na 18 mamy zabieg. Staram się nie obgryzać paznokci ;) Wczoraj była u nas następna pani, która najprawdopodobniej zostanie nową pańcią Zojki :) Pani mieszka chwilowo z ojcem i bratem 11 letnim, bo zmarła jej mama i pomaga braciszkowi dojść do siebie. Ma swoje mieszkanie. Chciała kupić psa rodowodowego, ale znajomi namówili ją na wizytę w schronisku i postanowiła adoptować psiaka. Zoja bardzo jej się spodobała. Chciała ją wziąć od zaraz i przełożyć sterylkę, ale ja wolę zrobić to teraz, bo z tą cieczką nie wiadomo jak będzie. Prosiłam panią, żeby jeszcze przemyślała sprawę i wieczorem zadzwoniła. Zobaczymy...
-
[quote name='piechcia15']dane może zmienić tylko schronisko (bo oni są administratorem), ale zastanawiam się czy jest sens. Bo ja pewnie będę ze schroniskiem związana całe życie i jak np pies gdzieś zaginie i ktoś go znajdzie to ja sie o tym dowiem, a czasem ludzie wywalą psa, albo oddadzą dalej do adopcji bez naszej zgody, lub zmieniają telefony i adresy i ślad po nich ginie. A tak to do mnie zadzwonią. No i od jakiegoś czasu biorę czipy na siebie i teraz też się zastanawiam. ?? jeśli chcielibyście zmienić to musiałabym dostać pełne dane i podam w schronisku ale nie wiem czy jest sens. ważne że jest zaczipowany i żeby wiedzieli że nie na nich tylko na mnie, w razie gdyby wet ich gdzieś kiedyś sprawdził.[/QUOTE] Nie bardzo rozumiem jaki to ma mieć cel? Jeśli pies się zgubi, znalazca ma dzwonić do Ciebie, a Ty dopiero do właścicieli? Po co ta zbędna kombinacja?
-
Zojeczka się przypomina cioteczkom :) Coraz mocniej ją kochamy i coraz trudniej nam się z nią rozstać :( W czwartek mamy umówioną sterylizację. Ale coś się z Zoją dzieje. Zaczęła częsciej robić siusiu i zdarzyło jej się nawet w domu. Czy to może być objaw zbliżającej się cieczki? Jeszcze nigdy nie miałam sunia w cieczce i nie wiem czy lecieć jej siuśkami jutro znowu do weta, czy poczekać do czwartku. W sumie po sterylce i tak dostanie antybiotyk, więc nawet jeśli to kwestia problemów z pęcherzem, to pomoże. Wczoraj była u nas miła pani zainteresowana adopcją małej. Wszystko było super. Pani miała 16 lat suczkę, a wcześniej kolejno dwa Onki, które żyły po 14 lat. Dobrze znana jej jest kwestia psich chorób itp. Jednak nie zgodziła się na sterylizację. Oczywiście musiałam odmówić wydania psa. Jutro wizyta kolejnej rodzinki :) Trzymajcie kciuki...
-
[quote name='joanna83'] [IMG]http://img24.imageshack.us/img24/7706/dsc06371ob.jpg[/IMG] [/QUOTE] Dziewczęta mam dobrą wiadomość. Luka (teraz Nuka) zamieszkała w nowym domku. Państwo są bardzo fajni. Mieszkają w domu z ogrodem. Sunia ma do towarzystwa 9 letniego asta oraz 4 letniego chłopca. Bardzo podoba mi się racjonalny i rozważny stosunek państwa do adopcji oraz wychowania psa. Obydwa pieski zabierane są na 3 spacery dziennie, chociaż trochę terenu do biegania mają. Jestem bardzo zadowolona z tej adopcji :) Jak dostanę zdjęcia, to oczywiście wstawię. [B]Piechciu[/B] napisz mi jeszcze tylko jak zmienić dane w safe-animals? Czy możemy zrobić to my, czy tylko Ty?
-
[quote name='Randa']Byłam wczoraj w Radysach i już wiem skąd zła sława tego schroniska….Poczytajcie, ciekawa historia. Postanowiłam spróbować odszukać w schronisku pewną bezdomną suczkę. Nie miałam jej zdjęcia. Zadzwoniłam do Radys do kobiety, która podaje się za kierowniczkę schroniska. Powiedziałam jej, że dowiedziałam się, że kilka miesięcy temu był odłów w jednej konkretnej wsi w gminie Zabłudów i że ludzie widzieli, że została odłowiona suka – średniej wielkości do kolana, 6-8 lat, szara, po wielokrotnych porodach. Zapytałam czy byłoby możliwe jej odszukanie. Kobieta od razu z pretensjami, że ona nie ma czasu, że tu ma 1400 psów, ale stanęło na tym, że się rozejrzy i mam do niej zadzwonić za kilka dni. Przy okazji tej rozmowy [B]powiedziała, że ona, jej mąż i syn są przeciwnikami sterylizacji, bo to okaleczanie zwierząt i namnażanie bezdomnych zwierząt nigdy się nie skończy(!)[/B] Mówiła też, że schronisko planują rozbudować o dalsze miejsca. Zadzwoniłam za kilka dni, powiedziała, że suka jest w schronisku. Poprosiłam o zdjęcia, powiedziała, że sama nie umie, ale obiecała, że synowa zrobi, bo syn na odłowie. Tego samego dnia wieczorem zadzwoniła do mnie, że syn jedzie jutro do Zabłudowa na odłów i że może sukę przywieźć za zwrot za paliwo(pewnie chciała przy okazji odłowu, żebym dojazd za darmo zasponsorowała, koszty biznesu mniejsze). Zapytałam co ze zdjęciami, powiedziała, że żadnych zdjęć nie będzie, bo to na pewno ta sama suka, bo syn tak powiedział, a on pamięta. Powiedziałam zgodnie z prawdą, że akurat jutro wyjeżdżam i nie mogę suni przyjąć. Ona na to podniesionym tonem, że jutro przyjeżdżają do nich ludzie i że jak będą chcieli adoptować sunię, to ją wyda. I co ja sobie myślę, że ona hotel prowadzi czy co !. Powiedziałam, że po sunię sama przyjadę, a ona, że co ja sobie myślę, że ona ma zawsze czas, itp. To ja na to spokojnie, że przyjadę jak ona będzie miała czas i ją poinformuję. Zadzwoniłam kolejny raz, żeby umówić z około 2-tygodniowym wyprzedzeniem termin mojego przyjazdu. Na początek nasłuchałam się, że jej głowę z tym psem zawracam. Na zaproponowany termin powiedziała, że do tego czasu to ona może nie żyć i nie wie co będzie w tym czasie robiła. Powiedziałam, że też mogę do tej pory nie żyć, ale chyba można coś planować i czy oprócz niej ktoś inny nie mógłby wydać psa, przecież schronisko jest otwarte w jakiśch godzinach. Powiedziała, że jak chcę to mogę dzwonić na dzień, dwa przed przyjazdem, żeby się umówić. Zadzwoniłam w miniony piątek, powiedziała, że mogę przyjechać w sobotę do 15. W sobotę zadzwoniła do mnie o 10 i powiedziała, że jak nie przyjadę do 14 to nic z tego nie będzie. Wiedziała, że jadę z gminy Zabłudów, ok. 120 km w jedną stronę. Zajechałam na miejsce o 13. Na bramce schroniska jest wywieszka, że jest czynne do 17.00. Schronisko położone jest w polach w odosobnieniu, ogrodzone betonowym parkanem. Czekała na mnie ta kierowniczka z synem, mieli przygotowaną dla mnie klatkę z suczką wystawioną przed tą częścią gdzie przebywają psy-tamtą część zamknęli. W klatce stała oczywiście nie ta sunia – nawet koloru nie dopasowali, bo zamiast szarej była beżowa i nie do kolana, ale nieco powyżej pół łydki. No i się zaczęło. Powiedziałam, że nie ta, a oni, że innej nie ma. Odłowiona nie z wsi, którą podałam a z Zabłudowa. Z tej wsi on nie odławiał. Suka jest tu miesiąc. Synalek odkręcił się na pięcie i poszedł. Zapytałam czy ona zdaje sobie sprawę, że jadę tyle kilometrów, że jest niepoważna, że miała przysłać zdjęcia i że widzę jaki jest jej stosunek do adopcji psów ze schroniska. Ona, że nie życzy sobie żebym ją oskarżała. Powiedziałam, że o nic jej nie oskarżam tylko widzę, co tutaj się dzieje i że wszystkie rozmowy z nią mam nagrane. Zapytałam jeszcze ile czasu jest ta suka w schronisku- powiedziała, że 2 lata! Zapytałam czy ona słyszy samą siebie , co mówi. Ona na to starą śpiewkę, że tu jest 1400 psów i ona nie rozeznaje się we wszystkich papierach. Zapytałam czy przed wyadoptowaniem też nie mogła się rozeznać. Zapytałam też czy suka jest w ciąży, ona- że skąd ma wiedzieć!Zawołała syna zrobiła się awantura, kobieta poszła do domu, przestraszyła się tego nagrywania(widać, że strasznie wyczuleni, że o schronisku źle się pisze). Syn zaczął wrzeszczeć do mnie WYNOCHA. Wsiadłam do samochodu, ale popatrzyłam na tą biedną sunię w klatce i zrobiło mi się jej żal, skoro już tyle jechałam. Wysiadłam i powiedziałam, że chcę zabrać tego psa. Synalek o dziwo się zgodził, chodziły mu wszystkie mięśnie na twarzy i ręce i miałam wrażenie, że jeszcze trochę to mnie walnie między oczy. Nie mógł wyciągnąć suki z klatki, warczała na niego i chciała gryźć, poszedł po jakieś przyrządy, jak odszedł sunia podeszła do otworu, który uchyliłam, chciałam jej założyć pętlę ze smyczy, ale się wyśliznęła i zwiała z klatki. Ja synalek i jeszcze jakiś gość zaczęliśmy ją łapać, ale w ogrodzeniu była 1-1,5m przerwa i suka poszła w pole. Synalek poszedł do zamkniętej drugiej części schroniska i zajął się swoją robotą. Na to wszystko przyjechał mąż tej kobiety, zapytał czy to mój pies, powiedziałam, że nie, ale chcę go zabrać. Wsiadł z tym drugim gościem do samochodu i powiedział, że zaraz może ją złapią. Oni pojechali, a wyszła znowu do mnie ta kobieta nieco przestraszona zaczęła znowu śpiewkę, że oni mają 1400 psów, powiedziałam, że nie mam o czym z nią rozmawiać. Ona jeszcze, że nie umie robić zdjęć i że nie ma przecież synowej(!) –powiedziałam, że po co kłamała. Mąż z tym drugim gościem wrócili dosłownie po chwili( bo pewnie synalek zadzwonił) i powiedział WYNOCHA i że więcej moja noga tu nie postanie. Wsiadałam do samochodu i pojechałam, sunia biegła po polach – pewnie znowu kasę za odłów dostaną … Ocenicie sami. Nie miałam dotąd nic do Radys, choć ciągnie się za nimi zła sława, ale na szczęście wiedziałam o tym zaczynając swoje poszukiwania. Oceńcie czy przy takim stosunku do adopcji zwierzęta mogą mieć tam dobrze. Oceńcie jakiego rodzaju ludzie się tym zajmują. Schronisko w Białymstoku(położone najbliżej Zabłudowa)jest zapchane i jest wielki problem z przyjęciem psa, a tu chyba można upychać psy ile wlezie. Z takim podejściem wcale się nie dziwię, że są przeciwnikami sterylizacji. Chciałam tylko odnaleźć psa….MASAKRA, JEDNA WIELKA MASAKRA. I gdzie jest sunia, której szukam???? Pewnie nie żyje od dawna… PS. Zapomniałam, synalek jeszcze powiedział, że nie ma czasu na jakieś zdjęcia i jakieś głupoty w komputerze i że takich jak ja w sprawie adopcji mają po 50 dziennie. Jak widać jednak znalazł czas, żeby napisać, że coraz częściej przyjeżdżają ludzie, którym brakuje pokory, nie mają pojęcia o prowadzeniu schroniska i są nawiedzeni. CORAZ CZĘŚCIEJ o czymś świadczy.[/QUOTE] Dla mnie sytuacja jest jasna i jednoznaczna. Osoby prowadzące schronisko robią to tylko dla pieniędzy. Psy nie mają dla nich żadnego znaczenia. Pieniądze i tylko pieniądze. Przeciętnie gmina płaci schronisku 1500 zł za każdego odłowionego psa. A właściciel chce jeszcze zapłaty za transport, chociaż i tak jedzie na odłów? Oszczędności w każdej kwestii, byle więcej zarobić. Schronisko się rozbudowuje, bo wiecej miejśc, to więcej umów z gminami. Sterylizacje nie istnieją, bo trzeba za nie przecież zapłacić. Naiwni ludzie wyciągają te psy i milczą w obawie, że jak powiedzą co myślą, to adpocje zostaną wstrzymane. To jest błędne koło. To schronisko powinno być zainteresowane adopcjami, a nie łaskawie zgadzać się na nie. Ludzie spójrzcie trochę dalej. Co z tego, ze wyciągniecie kilka piesków zgadzając się na cierpienie tysiąca pozostałych. Adopcje nie zmniejszają liczebności psów. Wręcz przeciwnie. Wy zabieracie psa, a właściciel się ciszy po już mu 1500 zł wpadnie za odłowienie kolejnego na to miejsce. Ubolewacie, że w schronie pracuje tylko kilka osób (jedna rodzina). A dlaczego tak jest? Czyja to wina? Znowu kwestia pieniędzy. Przecież jak się nie wyda ich na opłacenie pracowników, to zostanie więcej w kieszeni. Co z tego, że psy na tym cierpią? Kogo to obchodzi? Sama doświadczyłam sytuacji, że na moją prośbę zgłoszono do odłowu w ubiegłym roku sukę potrąconą przez samochód z miotem szczeniąt. Pomimo, że od razu poinformowano schronisko (w tym pana odławiającego na miejscu poinformował mieszkaniec wsi, gdzie psia rodzina koczowała, bo widział wypadek), że sukę uderzyło duże auto nie została ona obejrzana przez weterynarza. Dwa tygodnie trwało zanim doprosiłam się właścicelki telefonicznie o to, aby wet zajrzał do suki. DWA TYGODNIE!!! Tutaj nie ma żadnych niejasności. Brakuje dobrej woli i serca dla zwierząt, a najgorsze jest to, że tym ludziom żadne przepisy prawa nie są straszne. My tu możemy sobie poklikać i ponarzekać, bo tak naprawdę nie jesteśmy w stanie nic zrobić, ale im wiecej sygnałów i konkretnych, szczegółowo opisanych zdarzeń, tym łatwiej sprawę skierować do odpowednich instytucji. Czy to coś da? Nie wiem, ale najgorsze co można zrobić, to udawać, że się nic nie widzi, głaskać po główce właścicieli,bo kilka piesków raczyli wydać i włazić im w tyłek, żeby jeszcze kilka innych wyciągnąć.
-
Radysy k/ Białej Piskiej - kolejna mordownia?Kto zna ten schron???
joanna83 replied to gagata's topic in Już w nowym domu
[quote name='Randa']Byłam w sobotę w Radysach i już wiem skąd zła sława tego schroniska….Poczytajcie, ciekawa historia. Postanowiłam spróbować odszukać w schronisku pewną bezdomną suczkę. Nie miałam jej zdjęcia. Zadzwoniłam do Radys do kobiety, która podaje się za kierowniczkę schroniska. Powiedziałam jej, że dowiedziałam się, że kilka miesięcy temu był odłów w jednej konkretnej wsi w gminie Zabłudów i że ludzie widzieli, że została odłowiona suka – średniej wielkości do kolana, 6-8 lat, szara, po wielokrotnych porodach. Zapytałam czy byłoby możliwe jej odszukanie. Kobieta od razu z pretensjami, że ona nie ma czasu, że tu ma 1400 psów, ale stanęło na tym, że się rozejrzy i mam do niej zadzwonić za kilka dni. Przy okazji tej rozmowy [B]powiedziała, że ona, jej mąż i syn są przeciwnikami sterylizacji, bo to okaleczanie zwierząt i namnażanie bezdomnych zwierząt nigdy się nie skończy(!)[/B] Mówiła też, że schronisko planują rozbudować o dalsze miejsca. Zadzwoniłam za kilka dni, powiedziała, że suka jest w schronisku. Poprosiłam o zdjęcia, powiedziała, że sama nie umie, ale obiecała, że synowa zrobi, bo syn na odłowie. Tego samego dnia wieczorem zadzwoniła do mnie, że syn jedzie jutro do Zabłudowa na odłów i że może sukę przywieźć za zwrot za paliwo(pewnie chciała przy okazji odłowu, żebym dojazd za darmo zasponsorowała, koszty biznesu mniejsze). Zapytałam co ze zdjęciami, powiedziała, że żadnych zdjęć nie będzie, bo to na pewno ta sama suka, bo syn tak powiedział, a on pamięta. Powiedziałam zgodnie z prawdą, że akurat jutro wyjeżdżam i nie mogę suni przyjąć. Ona na to podniesionym tonem, że jutro przyjeżdżają do nich ludzie i że jak będą chcieli adoptować sunię, to ją wyda. I co ja sobie myślę, że ona hotel prowadzi czy co !. Powiedziałam, że po sunię sama przyjadę, a ona, że co ja sobie myślę, że ona ma zawsze czas, itp. To ja na to spokojnie, że przyjadę jak ona będzie miała czas i ją poinformuję. Zadzwoniłam kolejny raz, żeby umówić z około 2-tygodniowym wyprzedzeniem termin mojego przyjazdu. Na początek nasłuchałam się, że jej głowę z tym psem zawracam. Na zaproponowany termin powiedziała, że do tego czasu to ona może nie żyć i nie wie co będzie w tym czasie robiła. Powiedziałam, że też mogę do tej pory nie żyć, ale chyba można coś planować i czy oprócz niej ktoś inny nie mógłby wydać psa, przecież schronisko jest otwarte w jakiśch godzinach. Powiedziała, że jak chcę to mogę dzwonić na dzień, dwa przed przyjazdem, żeby się umówić. Zadzwoniłam w miniony piątek, powiedziała, że mogę przyjechać w sobotę do 15. W sobotę zadzwoniła do mnie o 10 i powiedziała, że jak nie przyjadę do 14 to nic z tego nie będzie. Wiedziała, że jadę z gminy Zabłudów, ok. 120 km w jedną stronę. Zajechałam na miejsce o 13. Na bramce schroniska jest wywieszka, że jest czynne do 17.00. Schronisko położone jest w polach w odosobnieniu, ogrodzone betonowym parkanem. Czekała na mnie ta kierowniczka z synem, mieli przygotowaną dla mnie klatkę z suczką wystawioną przed tą częścią gdzie przebywają psy-tamtą część zamknęli. W klatce stała oczywiście nie ta sunia – nawet koloru nie dopasowali, bo zamiast szarej była beżowa i nie do kolana, ale nieco powyżej pół łydki. No i się zaczęło. Powiedziałam, że nie ta, a oni, że innej nie ma. Odłowiona nie z wsi, którą podałam a z Zabłudowa. Z tej wsi on nie odławiał. Suka jest tu miesiąc. Synalek odkręcił się na pięcie i poszedł. Zapytałam czy ona zdaje sobie sprawę, że jadę tyle kilometrów, że jest niepoważna, że miała przysłać zdjęcia i że widzę jaki jest jej stosunek do adopcji psów ze schroniska. Ona, że nie życzy sobie żebym ją oskarżała. Powiedziałam, że o nic jej nie oskarżam tylko widzę, co tutaj się dzieje i że wszystkie rozmowy z nią mam nagrane. Zapytałam jeszcze ile czasu jest ta suka w schronisku- powiedziała, że 2 lata! Zapytałam czy ona słyszy samą siebie , co mówi. Ona na to starą śpiewkę, że tu jest 1400 psów i ona nie rozeznaje się we wszystkich papierach. Zapytałam czy przed wyadoptowaniem też nie mogła się rozeznać. Zapytałam też czy suka jest w ciąży, ona- że skąd ma wiedzieć!Zawołała syna zrobiła się awantura, kobieta poszła do domu, przestraszyła się tego nagrywania(widać, że strasznie wyczuleni, że o schronisku źle się pisze). Syn zaczął wrzeszczeć do mnie WYNOCHA. Wsiadłam do samochodu, ale popatrzyłam na tą biedną sunię w klatce i zrobiło mi się jej żal, skoro już tyle jechałam. Wysiadłam i powiedziałam, że chcę zabrać tego psa. Synalek o dziwo się zgodził, chodziły mu wszystkie mięśnie na twarzy i ręce i miałam wrażenie, że jeszcze trochę to mnie walnie między oczy. Nie mógł wyciągnąć suki z klatki, warczała na niego i chciała gryźć, poszedł po jakieś przyrządy, jak odszedł sunia podeszła do otworu, który uchyliłam, chciałam jej założyć pętlę ze smyczy, ale się wyśliznęła i zwiała z klatki. Ja synalek i jeszcze jakiś gość zaczęliśmy ją łapać, ale w ogrodzeniu była 1-1,5m przerwa i suka poszła w pole. Synalek poszedł do zamkniętej drugiej części schroniska i zajął się swoją robotą. Na to wszystko przyjechał mąż tej kobiety, zapytał czy to mój pies, powiedziałam, że nie, ale chcę go zabrać. Wsiadł z tym drugim gościem do samochodu i powiedział, że zaraz może ją złapią. Oni pojechali, a wyszła znowu do mnie ta kobieta nieco przestraszona zaczęła znowu śpiewkę, że oni mają 1400 psów, powiedziałam, że nie mam o czym z nią rozmawiać. Ona jeszcze, że nie umie robić zdjęć i że nie ma przecież synowej(!) –powiedziałam, że po co kłamała. Mąż z tym drugim gościem wrócili dosłownie po chwili( bo pewnie synalek zadzwonił) i powiedział WYNOCHA i że więcej moja noga tu nie postanie. Wsiadałam do samochodu i pojechałam, sunia biegła po polach – pewnie znowu kasę za odłów dostaną … Ocenicie sami. Nie miałam dotąd nic do Radys, choć ciągnie się za nimi zła sława, ale na szczęście wiedziałam o tym zaczynając swoje poszukiwania. Oceńcie czy przy takim stosunku do adopcji zwierzęta mogą mieć tam dobrze. Oceńcie jakiego rodzaju ludzie się tym zajmują. Schronisko w Białymstoku(położone najbliżej Zabłudowa)jest zapchane i jest wielki problem z przyjęciem psa, a tu chyba można upychać psy ile wlezie. Z takim podejściem wcale się nie dziwię, że są przeciwnikami sterylizacji. Chciałam tylko odnaleźć psa….MASAKRA, JEDNA WIELKA MASAKRA. I gdzie jest sunia, której szukam???? Pewnie nie żyje od dawna… PS. Zapomniałam, synalek jeszcze powiedział, że nie ma czasu na jakieś zdjęcia i jakieś głupoty w komputerze i że takich jak ja w sprawie adopcji mają po 50 dziennie. Jak widać jednak znalazł czas, żeby napisać, że coraz częściej przyjeżdżają ludzie, którym brakuje pokory, nie mają pojęcia o prowadzeniu schroniska i są nawiedzeni. CORAZ CZĘŚCIEJ o czymś świadczy.[/QUOTE] Dla mnie sytuacja jest jasna i jednoznaczna. Osoby prowadzące schronisko robią to tylko dla pieniędzy. Psy nie mają dla nich żadnego znaczenia. Pieniądze i tylko pieniądze. Przeciętnie gmina płaci schronisku 1500 zł za każdego odłowionego psa. A właściciel chce jeszcze zapłaty za transport, chociaż i tak jedzie na odłów? Oszczędności w każdej kwestii, byle więcej zarobić. Schronisko się rozbudowuje, bo wiecej miejśc, to więcej umów z gminami. Sterylizacje nie istnieją, bo trzeba za nie przecież zapłacić. Naiwni ludzie wyciągają te psy i milczą w obawie, że jak powiedzą co myślą, to adpocje zostaną wstrzymane. To jest błędne koło. To schronisko powinno być zainteresowane adopcjami, a nie łaskawie zgadzać się na nie. Ludzie spójrzcie trochę dalej. Co z tego, ze wyciągniecie kilka piesków zgadzając się na cierpienie tysiąca pozostałych. Adopcje nie zmniejszają liczebności psów. Wręcz przeciwnie. Wy zabieracie psa, a właściciel się ciszy po już mu 1500 zł wpadnie za odłowienie kolejnego na to miejsce. Ubolewacie, że w schronie pracuje tylko kilka osób (jedna rodzina). A dlaczego tak jest? Czyja to wina? Znowu kwestia pieniędzy. Przecież jak się nie wyda ich na opłacenie pracowników, to zostanie więcej w kieszeni. Co z tego, że psy na tym cierpią? Kogo to obchodzi? Sama doświadczyłam sytuacji, że na moją prośbę zgłoszono do odłowu w ubiegłym roku sukę potrąconą przez samochód z miotem szczeniąt. Pomimo, że od razu poinformowano schronisko (w tym pana odławiającego na miejscu poinformował mieszkaniec wsi, gdzie psia rodzina koczowała, bo widział wypadek), że sukę uderzyło duże auto nie została ona obejrzana przez weterynarza. Dwa tygodnie trwało zanim doprosiłam się właścicelki telefonicznie o to, aby wet zajrzał do suki. DWA TYGODNIE!!! Tutaj nie ma żadnych niejasności. Brakuje dobrej woli i serca dla zwierząt, a najgorsze jest to, że tym ludziom żadne przepisy prawa nie są straszne. My tu możemy sobie poklikać i ponarzekać, bo tak naprawdę nie jesteśmy w stanie nic zrobić, ale im wiecej sygnałów i konkretnych, szczegółowo opisanych zdarzeń, tym łatwiej sprawę skierować do odpowednich instytucji. Czy to coś da? Nie wiem, ale najgorsze co można zrobić, to udawać, że się nic nie widzi, głaskać po główce właścicieli,bo kilka piesków raczyli wydać i włazić im w tyłek, żeby jeszcze kilka innych wyciągnąć. -
[quote name='Kacper.M']Witajcie. Nazywam się Kacper i od jakiegoś czasu jestem zainteresowany adopcją psiaka. Moją uwagę zwrócił Piksel. Byłem już kilkakrotnie u Moniki. Poznałem tam również Fidżi i mam dylemat, ponieważ oba psiaki są świtene, grzeczne i lubią dzieci cojest dla mnie priorytetem.. Adoptować psa mogę dopiero latem 2012 roku. W tej chwili się buduję i planuję skończyć właśnie w połowie następnego roku.Teraz mieszkam w małej kawalerce z synem i kotem więc póki co pies nie wchodzi w rachubę. Uzgodniliśmy, że psy będą dalej ogłaszane i jeśli znajdą domki to poszukamy dla mnie innego psiaka, który i tak zapewne zagości u Moniki ( choć ona się zarzeka, że po oddaniu Fidżi i Piksela nic więcej nie weźmie [IMG]http://www.dogomania.pl/threads/images/smilies/icon_biggrin.gif[/IMG] ) Jeśli dom znajdzie jeden ( Fidżi lub Piksel ) to ja wezmę tego, który zostanie. Teraz raz w tygodniu biorę je na spacer i poznajemy się. Fidżi to bardzo fajna i kontaktowa suczka. Na pierwszym spotkaniu chciała mnie pogryść :D oczywiście zostałem uprzedzony, że ona nie widzi i trzeba do niej mówić. Tak więc mówiłem a ona chodziła koło mnie i próbowała gryść za nogi, śmiesznie to wyglądało bo celowała na oślep aczkolwiek raz jej się udało mnie capnąć. Łatwiej już było na kolejnym spotkaniu. Fidżi jest bardzo mądrym i delikatnym psem, mojego syna zaakceptowała od samego początku, piszczała jak on coś do niej mówił i wywracała się łapami do góry nadstawiając brzuch do głaskania. Na spacery bardzo chętnie chodzi, czasem mam wrażenie spacerując z nią, że ona widzi bo porusza się bezbłędnie. Nie spuszczamy jej ze smyczy więc nie wiam jak byłoby z powrotem ale myślę, że nie oddaliła by się zbytnio. Dla jej bezpieczeństwa niech będzie na smyczy. Jest to pies kanapowy, zawsze jak ich odwiedzam to leży sobie panna na kanapie i wcale nie myśli zejść czy się podsunąć. Zobaczymy jak to będzie, póki co tak jak już pisałem raz w tygodniu zobowiązałem się do wychodzenia z nimi na spacery.[/QUOTE] Kacper, a może i Piksela i Fidżinkę? ;) Taki fajny zestawik tworzą :)
-
Czy te psy nadal mieszkają w tym miejscu? Jakiej są wielkości? Od kilku tygodni na ul. Składowej i Kopernika pojawia sie grupa dużych (wilkości owczarka) psów, których nasze dzielne schronisko ni jak nie potrafi odłowić, a SM nie wie co można jeszcze w tej kwestii zrobić. Są dwa czarne podpalane psy i jeden bezowy z taką kędzierzawą, szorstką sierscią jak terriery. Czy to mogą być psy z Octowej?
-
*Pabianice - 5 lat koszmaru a teraz w Nowym Domku
joanna83 replied to piechcia15's topic in Już w nowym domu
[quote name='piechcia15']no dobre serce ma napewno skro chce ją wziąć ale czy dobrym sercem ją wyleczy w razie potrzeby?? Ona twierdzi że zawsze się da jakoś radę.Nawet w sumie nie umiała nic konkretnego powiedzieć na temat im miejscowego weta bo jej 2 letni pies i kot są zdrowi i chodzą tylko na przymusowe kontrole.szczepienia. Jest jeszcze wielka niewiadomo jak Misia zaakceptuje 4letnie dziecko i kota???:([/QUOTE] Niestety samo dobre serce nie wystarczy. Dużo tu niewiadomych. Ja bym nie ryzykowała. Samo żywienie małego psa to nie problem, ale opieka weterynaryjna kosztuje. -
Bardzo proszę o wstawienie naszej Klary. Sunia pilnie szuka nowego dom lub chociaż DT. Jej pan zmarł... [FONT=Arial Black]Imię: Klara Plec:[/FONT] [FONT=Arial Black]suka Wiek: [/FONT] [FONT=Arial Black]ok. 3-4 lat [/FONT] [FONT=Arial Black]Waga: ok. 5 kg [/FONT] [FONT=Arial Black]Miejsce: Białystok (pomożemy w trasporcie) [/FONT] [FONT=Arial Black]Sterylizacja: tak [/FONT] [FONT=Arial Black]Stosunek do dzieci: nie polecana do domu z małymi dziećmi [/FONT] [FONT=Arial Black]Stosunek do innych psow: bywa zazdrosna, ale mieszkała w innymi psami i było ok [/FONT] [FONT=Arial Black]Stosunek do kotow: dobry [/FONT] [FONT=Arial Black]Dodatkowe informacje: suczka pilnie szuka domu stałego lub chociaż tymczasowego, bo jej właściciel umarł nagle i nie ma kto się nią zając [/FONT] [FONT=Arial Black]Charakter: typowy pieske jednego pana/pani. Za ukochanego właściela da się pokroić. W domu grzeczna, ale dosyć szczekliwa. [/FONT] [FONT=Arial Black]Kontakt: Ania 505 978 439 [/FONT] [FONT=Arial Black]Wątek:[/FONT] to watek ogólny piesków z Drohiczyna http://www.dogomania.pl/threads/188831-101-dalmaty%C5%84czyk%C3%B3w-DOGOMANIACY-POMOCY-DT-dla-mikrusk%C3%B3w-na-cito-potrzebne
-
*Pabianice - 5 lat koszmaru a teraz w Nowym Domku
joanna83 replied to piechcia15's topic in Już w nowym domu
[quote name='piechcia15']temikotka chyba sama sobie możesz odpowiedzieć na swoje pytanie czy sunia jeszcze może tam trochę posiedzieć...na dworze jest 5 st, w nocy pewnie 0...OCZYWIŚCIE ŻE NIE MOŻE, ale nie ma wyjścia. Dzwoniła dzisiaj do mnie pani zainteresowana Misią, bo jej szkoda psa, ale pani jest z Głogowa a od nas to 260km, a nawet na moje auto gaz to min 100zł za transport trzeba liczyć, a dla tej pani to za dużo, a sama nie ma jak przyjechać. Chyba że jakiś inny pies by jechał w tamta stronę?[/QUOTE] Piechcia jak dla pani 100 zł, to za dużo, żeby dostać pieska pod drzwi, to pewnie na weta też jej będzie szkoda. Ja bym odpusciła sobie taki domek. -
A św. Franciszek czuwa - tym razem uratował Szymusia
joanna83 replied to Kuna's topic in Już w nowym domu
[quote name='Kuna']Dzisiejsze fotki Szymka, trochę przytył, ale na tym Hill'sie to cos kiepsko idzie :/, ale co sie dziwić - tylko 13% białka.. [IMG]http://i54.tinypic.com/xbx280.jpg[/IMG] [IMG]http://i51.tinypic.com/dzyx4w.jpg[/IMG] [IMG]http://i55.tinypic.com/5xlj6f.jpg[/IMG][/QUOTE] Cudeńko :loveu: A jak zdrówko szymusiowe?