Jump to content
Dogomania

isabelle30

Members
  • Posts

    825
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by isabelle30

  1. nasza praca polega przede wszystkim na stosowaniu tzw sygnalow w szerokim tego slowa znaczeniu. czyli CsY lub rozne wypracowane gesty. ponadto dobre slowo, usmiech, kultura typu wersal. i moj osli upor. oczywiscie sa smaczki, ale nie moge ich naduzywac bi po kilku kawaleczkach brutus traci zainteresowanie jedzeniem (wychodzi na spacer glodny - tak by sie moglo wydawac hehe). w skrocie przykladowo. juz nie musimy walczyc przy drzwiach, zreszta nigdy takiej walki nie bylo. ale jak zobaczy przez okno jakas kumpele (ma taka jedna) to polecialby lotem blyskawicy. i wtedy po wyjsciu z windy w dluga. a tu niespodzianka. pies jest na smyczy, dlugiej. jak mnie wyprzedzi to ja staje i bez slowa czekam. skonczy sie smycz i pies zdiwiony patrzy na mnie. a ja z usmiechem kiwam glowa i pokazuje reka ze ma wrocic do nogi. on wraxca i 1sekunde potem znow powtorka z rozrywki. po paru dniach nauczyl sie ze znacznie szybciej pobiegnie sie bawic jezeli bedzie szedl razem ze mna zamiast mnie sciagac ze schodow. jako nagroda za posluszenstwo i wspolprace sluzy mozliwosc pobawienia sie z owa suczka. na spacerze generalnie ma w nosie zabawki, dwa rzuty pilka i koniec zainteresowania. moge sobie pobiegac sama. on woli lazic, troche poweszyc, potarzac sie w czystej trawie, pobawic sie z psami, pobiegac za moja corka. wiec dlaczego nie? co jakis czas przywoluje go do siebie, mamy dwie komendy do mnie, i noga-rownaj. (wykonanie sie troche rozni), nagroda to klik i smakol albo calus w nochala. zawsze z usmiechem, zawsze slodko. i najlepiej dziala jak zamiast komendy uslyszy "pluszaczku skarbenku malutki!" .... ludzie ryja ze smiechu kiedy skarbeniek wyskakuje z krzakow i w te pedy biegnie az dudni do paniusi.... czasem jednak pies jest silniejszym bodzcem, wtedy nie slucha. a ja po komendzie musze odczekac chwile i dopiero ja ponowic po zapiszczeniu piszczykiem w kieszeni. moglabym tak wymieniac i wymieniac. to co opisuje jest tylko skrotem. wypracowalismy sobie w kulturalny sposob komunikacje i posluszenstwo, oraz system nagrod. z zabawy tez go co jakis czas odwoluje. on wie ze mu sie oplaca przyjsc, bo zawsze wraca do zabawy. 99% czasu spedza spuszczony ze smyczy bo na spacerach mamy takie warunki (brak ruchu ulicznego). pozwalam mu na kontakty z psami i na doskonalenie swojej mowy ciala. ostatnio zaobserwowalam ze zaczal stosowac sygnal rozdzielania. to mnie cieszy bardzo. oczywiscie zdarzaja sie wpadki. zawsze wtedy to nie on jest winny, tylko po chwili namyslu i analizy sytuacji okazuje sie ze to ja popelnilam gafe. i tak uczymy sie oboje. a w tym wszystkim pieknie uczestniczy moja mala coreczka. sama po spacerach jestem dotleniona i mam wybiegane "dzieci". a jedzenie? moze sobie jesc ile chce...ma na to cale pozne popoludnie i noc. wiec zjada tyle ile akurat potrzebuje. czasem mniej czasem wiecej. brak otylosci swiadczy ze potrafi sobie to uregulowac sam. co do stresu wywolanego pileczka. zapewne nie odnosi sie do wszystkich psow. ale jak czesto mozna zobaczyc psa ktory wrecz z obledem w oczach przynosi pileczke proszaco jeszcze i jeszcze. po ponadgodzinnej zabawie wali sie w domu na 5 minut i znow zaczyna z niepokojem i obledem szukac zajecia. cos nie tak prawda? takim psom wlasnie Turid radzi odebrac zabawki, cwiczenia typu agility itd. pozwolic im sie wyciszyc na powolnych spacerach noga za noga. po tygodniu okazuje sie ze pies potem potrafi sam dawkowac sobie ilosc ruchu i rzeczywiscie po spacerze idzie w kime, ale na dlugo.... jezeli moj pies nie chce zabawek, to po co mam go nakrecac na nie na sile? jedyna pileczka ktora go troche kreci to swiecaca pileczka meteor. no i efekty swietlne tez fajne w ciemnym parku dla przechodniow, ale to juz inny temat jezeli zbytnio zagmatwalam to sorry, ale mam dzis niezbyt duzo czasu. od pewnego czasdu po prostu wsiaklam w temat mowy i sposobow komunikacji miedzy psami. powoli staje sie to moja obsesja i manią. super zabawa, mowie wam. i do tego staje sie cud! pies zaczyna sam z siebie chodzic jak po sznurku. zadnego ciagniecia na smyczy, zadnego wraczenia, skakania przy drzwiach, zzerania paskudztw itd tylko ta erotomania.... szkoda ze nie nikt nie potrafi powiedziec mi jak mu wytlumaczyc ze seks jest przereklamowany. moze dlatego ze nikt w to nie wierzy....
  2. Brutus to nie labek.... a wlasciciele okolicznych szczeniakow uwielbiaja go bo ma - jak sami okreslaja - konska cierpliwosc do malych szczypiacych, ciagnacych za uszy psiakow. Brutus tez o dziwo to lubi, moze odpowiada mu rola nauczyciela psiego jezyka bo wszelkie gesty prezentuje wtedy wlasnie bardzo pieknie i rusza do zabawy gdy szczenior odwzajemni taka komunikacje. piszac o nagrodzie w postaci szczeniaka do wyturlania nie mialam na mysli polowania na takowe i znecanie sie nad nimi, tylko nagrode jako pozwolenie na zabawe z takim ktory musi chwilke poczekac choc az podskakuje z radosci gdy go widzi. i Karjo, z calym szacunkiem, ja wole metody stosowane przez Turid Rugaas. a jej zdaniem meczenie psa zabawa przy pomocy patyczka, pileczki itd to po prostu zwiekszanie poziomu adrenaliny ktorej i tak naszym czworonogom nie brakuje we wspolczesnym swiecie. prowadzi do ciaglej frustracji ktora z kolei zazwyczaj konczy sie krotkim zywotem lub wybuchem psychiki z raczej nieprzyjemnymi skutkami. naprawde relacje mozna budowac z psem pracujac z nim inaczej niz tylko zameczanie go zabawkami. zapewniam cie ze Brutus po spacerze spi smacznie i nie dopomina sie juz po 5 minutach kolejnej porcji rozrywek. tak uwazam ze bezpieczne jest pozwolenie psu lezec przy chorym dziecku. szczegolnie gdy widze jakimi oczami patrzy na to dziecko dzien w dzien, jak jej pilnuje, broni innym psom czy ludziom dostepu do niej, jak kontroluje jej zabawy, jaki jest delikatny aby przypadkiem jej nie uderzyc, nie zadrapac, nie nadepnac. i szczerze mowiac wielkie wzruszenie mnie ogarnia gdy widze moja corke opiekujaca sie nim gdy ma rozwalona lape, a on lize ja samym czubkiem jezyka bardzo delikatnie po policzku, bez najmniejszego gestu proby ucieczki przed namolnym dzieckiem. tak, uwazam ze mozna sie pieknie porozumiewac z wlasnym psem, bez zbednych komend, bez zabawiania go non stop. pozwalajac mu na spacerze na pojscie za swoimi instynktami (oczywiscie w granicach rozsadku, nie ma przeciez nawiewac za sukami i gwalcic co popadnie, polowac na kaczki w parku itd, ale tego Brutus nie robi) jest psem spokojnym, zrownowazonym, bardzo przywiazanym do nas. i to jest fajne. mam psa ktory psem pozostaje, mam jednoczesnie wspanialego przyjaciela
  3. Karjo z calym szacunkiem, nie wiesz jak wygladaja nasze spacery. zapewniam cie ze pies po godzinnym spacerze wraca do domu z wywalonym jezorem, zmeczony, wybiegany, mamy czas na zabawe, prace, obcowanie z kumplami, a wychodze ja pies i moje dziecko. i uwierz mi, nie sa to latwe spacery bo przy moim dziecku trzeba miec oczy z tylu glowy, w tylku, pietach i paru innych miejscach, pomimo to nigdy nie spuszczam z oczu ani jednego ani drugiego a pies nie musi byc prowadzony na smyczy. w ostatnia niedziele przeszedl trudny egzamin. w parku byl festyn, tlumy ludzi. a pies przeszedl przez dlugosc glownej alei przy nodze, patrzac na mnie, dziecko z drugiej strony, mimo stosow sygnalow rozpraszajacych. dostal w nagrode....polgodzinna zabawe z ulubiona kolezanka (wagi ciezkiej) potem szczeniaczka do wylizania i wyturlania i wrocilismy wszyscy z wywalonymi jezorami. brak zabawy zabawkami na spacerze wcale nie swiadczy o braku zbudowania wiezi i relacji z psem. po prostu nie wszystkie psy sa zabawkami zainteresowane na spacerach.... moj nie musi, nic na sile. ja chce miec psa a nie tresowana malpke spelniajaca kazde moje zyczenie....i tak jest fajnie
  4. i tak wlasnie powinno byc, chodzi o "zalezenie" na tym zeby pies byl zdrowy i szczesliwy. moj do suchej karmy nie podejdzie, zeby nie wiem co. dlatego sama mu gotuje, mam juz specjalny system pracy aby nie bylo to zbyt uciazliwe. ale wiem co pies je, ile je i poki co problemow nie ma. i oby tak dalej. i co smieszniejsze tak jak kiedys bronil miski, tak teraz potrafi jesc z kumplem ze swojej miski do spolki.... a moja corka mu mieszazarcie palcem przed nosem gdy czasem ma trudnosci z wydlucaniem jezorem tego co sie poprzyklejalo....wiesz jak to wyglada komicznie? ale Karjo, kolezanka ma klopot z warczeniem na dziecko we wlasnym domu....nie dyskutujemy tu na temat spacerow. i uwierz mi, za zadne skarby moj pies nie pobiegnie za pilka wiecej niz dwa razy....a jak ja zaczynam go wkrecac to stoi i patrzy na mnie mowiac oczami "to juz sobie pobiegalas? mozemy isc dalej?". on po prostu woli spacery po swojemu, aczkolwiek nie ma ciagniecia na smyczy, uciekania. zaczynamy prace i pies pieknie chodzi przy nodze, przychodzi na komende itd. potem znow ma swoje sprawy, caly czas lypiac w moja strone
  5. w takim razie przy tym pozostancie. moze kupuj mniejsze opakowania. albo....kup torebki zamykane na zylke. pakuj w nia karme aby nie wietrzala. zwietrzala karma juz nie smakuje. pamietaj ze musisz znalezc jeszcze jedna karme ktora jest ok, pies nie powinien jesc stale tego samego.
  6. Joanno a co twoj pies dostaje do jedzenia? jaka karme? kiedy byl ostatnio odrobaczany? i czy chetnie podjada delikatesy na trawniku? juz wyjasniam. moze te biegunki sa spowodowane albo robalami (ale te ewentualnosc raczej bym pominela bo skoromasz dziecko to raczej dbasz o brak robali), bardziej prawdopodobne ze to co mu w tej chwili dajesz do jedzenia po prostu mu szkodzi. niechetnie je, bo 1.mu szkodzi, 2.nie smakuje. ale jest mlody, rosnie, instykt mu nakazuje jednak jesc, bledne kolo sie zamyka, i wynika z tego frustracja przy misce. przeczytakam owa metode, i tu dopiero wszystkie wlosy mi deba stanely na glowie. nikt tu nie widzi super hiper dominacji? czy nad swoim dzieckiem tez staniecie i bedziecie mu kazac jesc kasze manna choc jej nie lubi w taki wlasnie sposob? moze ktos mi wyjasnic dlaczego taka metoda jest lepsza od pokazania psu ze pierwszy kes zjadam ja a on dostaje miske 5 sekund potem? to nie jest znecanie sie oczywiscie? pewnie ze zmusisz psa do zjedzenia....bedzie jadl co kilka dni wlasnie po to zeby nie zdechnac z glodu. to nie jest zadna metoda, bo polega na stwierdzeniu "ja tu zadze, smakuje ci czy nie, dostajesz po tym srania czy zatwardzenia, masz to zezrec i koniec, i to w ciagu 5 sekund"....zalamka po prostu. a moze pies akurat dzis nie ma ochoty na duzo jedzenia bo jest goraco, bo sie nie wybiegal itd.a jutro bedzie chlodno, wybiega sie przez kilka godzin i zzarlby konia z kopytami. zupelnie nie rozumiem dlaczego promuje sie takie podejscie. nigdy Brutusowi nie narzucalam co ma jesc. moze sobie bilansowac diete tak jak to robia jego dzicy krewniacy. w ciagu ilus kolejnych dni a nie codziennie to samo. moze dlatego jest zdrowy, nie zapasiony, nie rzuca sie na jedzenie, nie ma potrzeby bronic miski. zaden to skarb do bronienia. jezeli ma ochote na jajko, mleko to stoi przy lodowce i patrzy na mnie. wystarczy ze otworze i mu pokaze i wiem co mam mu dac. jedzenie pelnowartosciowe stawiam poznym popoludniem, czasem jest zjedzone w ciagu godziny, czasem dzielone na raty i zjadane do rana. ja tez mam rozne zapotrzebowanie na pokarm, daje wiec takie prawo mojemu psu, aczkolwiek jednak to ja decyduje ze juz koniec jedzenia bo przeciez nie postawie mu wiadra. taaaa, ale moje metody sa straszne, brrrrrr acha i chcialam zapytac co zlego ze pies (duzy) lezal przy chorym dziecku cala dobe i czuwal na duzym lozku? jakie tam bylo niebezpieczenstwo? bo ja widzialam oddanie w jego oczach, a u bladziutkiej coreczki na twarzy cos w rodzaju bladego usmiechu.... mialby ja przygniesc czy jak? albo moze zjesc? skoro po wielu miesiacach razem widze jego stosunek do tego dziecka....nawet na nia nie nadepnie, gardlo rozszarpal by kazdemu kto by na nia reke podniosl...
  7. nie wiem, nigdy moje dziecko tak sie nie zachowalo w stosunku do psa. ale gdy pewnego dnia spotkala sie z innym dzieckiem w piaskownicy i dostala piachem po oczach, a druga mama zero reakcji "no bo przeciez jest maly, jeszcze nie rozumie" a my plukalysmy oczy kilka dni. a inne mamy ostrzegly ze gowniarz tak juz ma nagminnie. nastepnym razem ow gowniarz dostal piachem rowniez po oczach, ode mnie, niby niechcacy. nie widzialam go potem sypiacego piachem. gdy Brutus gryzl mnie po rekach, ugryzlam go w ucho, nie zrobilam mu krzywdy, nawet nie pisnal, ale popatrzyl ze zdiwieniem, niedowierzaniem "jak to ludzie tez maja zeby?" i juz tego nie robi co zlego ze namawiam dziewczyne do objecia przewodnictwa i nauczenia sie komunikowania z psem w jego jezyku? bardzo fajnie jest krytykowac prawda? jakies rady madre z waszych ust padly tutaj? skoro Joanna szuka pomocy na forum to widac nie ma kilku tysiakow do wywalenia za siebie, z miernym skutkiem niestety najczesciej. bo ow fachowiec zapewne kaze jej rzucac puszka w psa na dworzu zeby zwrocic jego uwage. a mozna to zrobic o wiele przyjemniej, bez stresu. pies musi wiedziec ze nigdy nic zlego go ze strony tej rodziny nie spotka. walenia lopatka i sypania piachem jak rowniez szczypania nie usprawiedliwia nic, nawet wiek. sorry ale to zdanie wiekszosci ludzi na tym swiecie
  8. no to widzisz. moze to i dobrze. jakos udaje mi sie wychowywac dziecko na przyzwoitego czlowieka tak ze nie musze sie wstydzic za jej zachowanie, wspolczujaca kochajaca mala istotke potrafiaca myslec, bawic sie z innymi nie bijac, odszczeknac kiedy trzeba. nie przeszkadza w rozmowie przez telefon, nie pyskuje, nie domaga sie wszystkiego teraz i natychmiast, nie zazdrosci ze kogos innego dotykam itd. a pies? bez krzykow, kar, oj chcialbys byc moim psem....albo chcialbys takiego psa.... albo moze podyskutujmy co takiego w tym "traktowaniu" jest takiego niewlasciwego? i jedno zasadnicze pytanie czy masz dzieci?
  9. gdzie w tej chwili przyjmuje dr K. Dembele? walczymy z gronkowcem 1,5 miesiaca....
  10. Karjo, sorry ale ty mylisz dominacje typu agresja i karcenie z nawiazywaniem relacji z psem typu ja jestem wazna ty tez ale dobrze gdybys mnie sluchal i szanowal... opisane metody pochodza z literatury, bezposrednich rozmow z behaviorystami stosujacymi jak najbardziej pozytywne metody szkolenia. nie chodzi o zakaz zlazenia na kanape. mozesz wejsc, i to jest wlasnie nagroda za poczekanie az pozwole. pozwalanie psu na zawlaszczenie czegokolwiek w tym swojego poslania w domu nieuchronnie doprowadzi do agresji skierowanej przez psa do domownikow. czy moje dziecko tez musi czekac? oczywiscie ze tak. gdy wracam do domu z pracy a mala z przedszkola, ja jestem glodna a ona swiezo po podwieczorku to niestety musi poczekac az zjem w spokoju zanim zrobie jej budyn.... nauczenie dziecka cierpliwosc i nie bycia pepkiem swiata to jeden z obowiazkow wychowawczych rodzica wzgledem dziecka.... Joanno, wkrotce minie rok odkad Brutek jest z nami, a ja nadal nie widze konca pracy nad nim, i naszymi relacjami....bo to tak jak z dziecmi. najpierw wychowujesz je ty, potem zona/maz a na koncu ich wlasne dzieci, hehe. ale powaznie, poczytaj sobie wszystko o mowie ciala psow, nauczysz sie wtedy komunikacji. nigdy nie doprowadzaj do sytuacji ze dziecko zajmuje sie samo soba bo ty masz teraz czas tylko dla psa i na odwrot. mozecie wsystko zaplanowac razem. staraj sie angazowac dziecko w zajmowanie sie psem ale nigdy NIGDY nie spuszczaj z nich wzroku.naucz sie rozpoznawac sygnaly uspokajajace wysylane przez psa aby wiedziec kiedy pies juz ma dosc dziecka. nie pozwalaj dziecku przeszkadzac w jedzeniu - on tez ma prawo do spokojnego spozywania posilku, ani wtedy gdy odpoczywa. dla dziecka swietna zabawa bedzie nauka gestow ktorymi posluguja sie psy w relacjach miedzy soba, ponadto dziecko bedzie zawsze bezpieczniejsze w kontaktach z czworonogiem bo bedzie wiedzialo kiedy sie wycofac, jak zazegnac konflikt. moj pies nie jest ze schronu ale tez ma przejscia (nie zwiazane z nami coprawda), mnie moze wlasnie dlatego bylo latwiej. ponadto ja juz mialam psa przyblede, nie wiem co przezyl, ale poczatki byly sytaszne i wlozylismy wtedy ogrom pracy aby go wyprowadzic na prosta. mialam wtedy 10 lat. tyle ze byl posluszniejszy, latwiej sie uczyl. Brutus jak to typowy golden to uparty osiolek. uszy do gory, to ty decydujesz kto, co i kiedy. zadnej przemocy, pies wspaniale wyczuwa twoje emocje i nastroje. czasem gdy go wolasz przybiega od razu, a czasem idzie powoli, jeszcze musi cos powachac, wysiusiac sie, spuszczona glowa, lub odwrocona prawda? zastanow sie czy wlasnie wtedy nie bylas wkurzona i tylko udawalas spokoj? gdy pies siedzi na poslaniu usiadz na podlodze w pewnej odleglosci. on zapewne najpierw odwroci glowe w bok dopiero potem pokaze zeby. usiadz bokiem. na gest "pysk w bok" odwroc takze glowe, mrugaj oczami mocno i rzetelnie, pooblizuj sie z rozmachem, nawet udaj ze ziewasz. nie patrz wtedy psu w oczy, ale obserwuj go. pogrzeb reka przy podlodze, udawaj ze zajmujesz sie czyms innym. pies sie uspokoi ty odchodzisz. i tak robisz do momentu kiedy zwlecze 4 litery podejdzie do ciebie i zacznie cie lizac po szyi i twarzy. wtedy dopiero moze zaczac tak robic dziecko, ale zawsze ty jestes obok gotowa do gestu rozdzielajacego czyli wejscia miedzy nich z tymi samymi gestami. co do miski. poloz cos na wierzchu, szybko zjedz i od razu postaw miske psu. nie dawaj mu od razu duzo. podziel zarcie na porcje tak aby kilka razy dziennie trenowac to samo. usiadz na kanapie i zawolaj psa do siebie, zapros go tam. ale tez siadaj na kanapie, on na podlodze. po chwili ty schodz na podloge i usiadz lub poloz sie obok niego, pokaz ze ty takze mozesz zejsc do jego poziomu. kup kliker, za kazde spojrzenie na ciebie klik i smakol, za kazdym razem kiedy przejdziesz kolo niego a on nie zawarczy, klik i smakolyk. klikniecie wtedy gdy pies jest w trakcie robienia czynnosci pozadanej. nigdy nie glaszczcie go poki co po glowie od gory, nie obejmujcie ani nie calujcie po pysku. to dopiero nastepny etap. kazdego skrzywionego psiaka mozna wyprowadzic na prosta, a wasz pies jest mlodziutki. zastanow sie jakie sytuacje napawaja go lekiem. moze zastosuj tzw barowanie, czyli gdy zbliza sie syt stresujaca siadasz lub kucasz przywolujesz go i karmisz smakolami czyli skupiasz jego uwage na nim, a uczysz olewac to co jest za plecami. no i oczywiscie socjalizacja z psami. unikaj sytuacji kiedy jest na wyprezonej smyczy, lub drugi pies tak wlasnie jest trzymany. acha, i jeszcze jedno Joanno, przeczytala cos wlasnie o relacjach pies i twoje dziecko. walcza o miejsce na twoich kolanach, przepychaja sie na fotelu czy kanapie. nie powinno byc takich sytuacji. dziecku nie wolno zwalac psa z fotela gdy juz tam siedzi. gdy walcza o miejsce na twoich kilanach natychmiast wstawaj i ignoruj oboje, to najgorsza dla nich kara. przytulanie jest fajne jezeli panuje zgoda, masz wszak dwa kolana przeciez, da sie to jakos podzielic. twoje dziecko jest malutkie, trudno mu cos wytlumaczyc skutecznie. niezaleznie od tego jak to zabrzmi okrutnie. dziecko szczypie psa-podchodzisz i szczypiesz dziecko mowiac "prosilam zeby tego nie robic, psa to boli, nie wierzysz to masz okazje sprawdzic" ale od razu nie ocieraj lez, niech ma chwile aby pomyslec (tak, takie maluchy tez mysla i poprawnie kojarza) na razie nie ryzykowalaby dokladania przez dziecko jedzenia do psiej miski. ale karmienie chrupkami jest ok.
  11. isabelle30

    piłka

    czy napewno to byla pilka Meteor? to sie da wogole pogryzc? rzeczywiscie pilka nadaje sie tylko dla duzych psow lub srednich. jest ciezka i raczej niezbyt mala. za to odbija sie nieziemsko. wybieganie a raczej zabieganie dwoch psow na dwie pilki w dwie osoby to kwestia 15 minut....no i jakie efekty swietlne!
  12. no to przeciez wszystko pod kontrola doroslych ma byc i od doroslych ma sie zaczac. szykujemy miche, pies to widzi, stawiamy miche na blacie i pokazujemy psu ze najpierw zjada przewodnik. dopiero wtedy moze zjesc on. oczywiscie ze najlepszym rozwiazaniem zawsze jest specjalista. ale nie kazdego stac na stowke za godzine. a najpierw musi sie odbyc kilka spotkan aby psa poznac, na sucho. no i oczywiscie nie wiadomo na jakiego "specjaliste" trafimy. dlatego polecam najpierw poczytac troche fachowej literatury. teraz nie brakuje na rynku dobrych pozycji, a czyta sie to jednym tchem i zaraz potem zal ze tak krotka ta ksiazka.
  13. isabelle30

    piłka

    to istny cud. doskonala zabawka na spacery wieczorem. nic u nas nie smierdzi. tylko ta cena
  14. nie lubie wlazic w psie kupy. bez znaczenia male czy duze. denerwuja mnie ludzie ktorzy stwierdzaja "moj piesek jest malutki, ja sprzatac nie musze". sama po psie sprzatam. wyjatek stanowia sytuacje kiedy wsadzi tylek w krzaki lub zrobi w wysoka trawe (nie ma szans na wyciagniecie kupy, stwierzdzone doswiadczalnie). nie reaguje na zlosliwe komentarze czy usmiechy tych co przechodza akurat obok. ale przepis raczej martwy. straz czepia sie glownie kobiet, lub emerytow. daje ustne upomnienia i koniec. zauwazylam ze tak jak wielu mlodych ludzi sprzata, tak zaden emeryt tego nie robi. dlaczego? bo grozi mu tylko upomnienie, zamiast slonego mandatu. no i jeszcze jedna sprawa. ludzkie kupy. po psach kaza sprzatac. dzieci moga robic bezkarnie. gdy widze te wypiete tylki w parku opodal krzaczka, mamusie usmiechniete, pochloniete wlasnymi sprawami, nie sprzatajace oczywiscie....az mi sie piana pojawia na ustach. sama mam dziecko i nie wyobrazam sobie zebym taka kupe zostawila. wystarczy tylko odrobina dobrej woli.....
  15. oj oj moj pies jest lekliwy, niestety. gdy mial pare miesiecy przezyl probe krazdziezy. bardzo reaguje gdy ktos go chce glaskac wbrew jedgo woli. ale rzeczywiscie w domu nie ma z nim problemow. od pierwszego dnia z uporem maniaka mial "tlumaczone" ze jedynym osobnikiem alfa w tym domu jestem ja, niepodzielnie, i swojego tronu nie oddam.... ale tak do rzeczy. fajny jest pomysl a raczej trik z jedzeniem. szykujemy miche dla psa, kladziemy na wierzchu kawalek kielbasy lub cos co mocno pachnie. potem na oczach psa zjadamy to cos, mlaszczac i stekajac mocno, dlugo przezuwajac. dopiero potem stawiamy psu miske, ale tak zeby on mogl poczuc od nas ten sam zapach ktory zostal na wirzchu jego jedzenia. dziecko takze moze pod nasza kontrola przeprowadzac taki pokaz. nie pozwalamy psu wlazic na kanape. musi poczekac na nasze zaproszenie. za to na jego poslaniu my siadamy ilekroc nam sie spodoba. po zabawie chowamy jego zabawki. to my decydujemy kiedy bedzie zabawa, jak dlugoi kiedy sie skonczy. zabawki naleza do nas. w przypadku warczenia zastosujmy psie sygnaly uspokajajace, odwracanie glowy, oblizywanie sie czy ziewanie. gdy pies jest poekscytowany i skacze, kucnijmy i zrobmy to samo. nigdy nie wolno na zadnego psa krzyczec. najgorsza kara dla niego jest nasza wobec niego obojetnosc. pies nigdy nie moze kojarzyc naszej reki z kara. dlatego tzw "kary od boga" sa tu swietnym wyjsciem, ale tylko w sytuacjach kiedy potrzebna jest absolutna bezwzglednosc np przy psie wyjadajacym delikatesy z trawnika bo chodzi o jego zdrowie i zycie. gesty karcenia typu relacje matka szczeniak sa dobre ale tylko u szczeniakow. w przypadku Joanny jako priorytet powinno sie zalecic nawiazanie z psem odpowiednich relacji, za pomoca psiego a nie ludzkiego jezyka. my jestesmy w stanie zejsc na poziom psa w komunikacji. pies nie stanie sie czlowiekiem. czesto problemy wynikaja z tego ze my robimy cos w dobrej wierze, a pies to odczytuje zupelnie przeciwnie. jezeli nauczymy sie tej mowy, skoncza sie nasze problemy. pies ktory wie ze moze sobie zyc beztrosko bo istnieje przewodnik ktory zdejmuje z jego barkow odpowiedzialnosc ktory ma uporzadkowane zycie, konsekwentnych panstwa, jest bardzo szczesliwy i spokojny
  16. moje doswiadczenia w temacie pies + dziecko. Jestem samotna matka, mam 6letnia coreczke. zawsze mialam psa i teraz tez nie widzialam przeszkod zeby go miec. Brutus mial 4 miesiace gdy zamieszkal w naszym domu. mala miala 5 lat. troche wczesniej kupilam jej swinke morska zeby sprawdzic na ile jest dojrzala do zwierzaka w domu. u taty jest krolik miniaturowy. mala radzi sobie ze zwierzakami swietnie, jest delikatna i opiekuncza. gdy przybyl Brutus - wielkie oczy ze zdumienia, bo przywiozlam go w tajemnicy, zeby zrobic niespodzianke. szczeniaczek wazyl prawie 20 kilosow, moja corka tyle samo.... byl niesamowicie ciapowaty, zywiolowy jak to szczeniak. mieszkamy w bloku, 5 te pietro. czeste spacery na kazde zawolanie....nie musze opisywac. ale jakos sie udalo. na poczatku skakal na malą, przy wejsciu do domu nauczyla sie przybierac pozycje skazanca czyli przodem do sciany i rece do gory... wygladalo to przekomicznie. nie mogla tez go trzymac na smyczy bo jakby nie zauwazal ze cos tam mu dunda na drugim koncu sznurka. pierwszego dnia nawarczal przy misce - dostal pouczenie - skarcony tak jak suka karci szczeniaka i to bylo ostatnie warkniecie. potem nauczyl sie chodzic przyzwoicie na smyczy. przestal skakac na nas, podgryzac rece. zabawek pluszakow nie obrabial nigdy - mala podzielila sie z nim, oddala mu kilka do zabawy. jeszcze na dlugo zanim skonczyl rok mala stala sie dla niego swietoscia. pilnuje jej na spcerach (ma 16 miesiecy), broni przed psami (doslownie, staje miedzy nia a psem, szczerzy sie, ja odsuwa tylkiem a z przodu grozi, gdy to nie pomaga, rzuca sie do tylu zeby ja odepchnac a potem naprzod z zebolami na psa). jezeli mala go trzyma na smyczy, idzie przy nodze jak baranek, zadnego szarpniecia, zadnego skoku na bok (wygladaja przesmiesznie,gdy trzyma smycz jakby od niechcenia jedna raczka, ona wazy 22 kg on okolo 40kg). uwaza zeby jej nie przydepnac, gdy jest chora siedzi przy niej i czuwa, w nocy przybiega do mnie i budzi mnie gdy mala zakaszle lub katar ja przydusi. gdy miala rotawirusa, on mial jakies 8 miesiecy. cala noc siedzial przy niej na lozku, cichutko, skulony na samym brzezku. strasznie ja meczylo, lezala bladziutka, nie miala sily reka ruszyc, a on patrzyl na nia i delikatnie lizal ja po raczce. nie mial do niej pretensji nawet gdy pare razy nie zdazyl nawiac i zostal .... obrzygany. gdy mala zostaje sama w domu jak wychodze z nim na krotki spacer, caly czas jest czujny. zdarzylo sie ze przestraszyla sie i zaczela plakac, doslownie zlapal mnie za reke i dowlokl do domu na sile. dziecko stalo sie bardziej obowiazkowe, odpowiedzialne i samodzielne. bardzo wiele nauczyla sie o psach, stala sie bardziej wspolczujaca, potrafi obserwowac i pielegnowac, pojawila sie u niej empatia. ma nowe zainteresowanie - ciezko pracuje z psem, szkoli go, czesze, czysci, sprawdza lapy czy niepokaleczone itd. chcialam wziac psa ze schronu. zawsze mialam takie przybledy, kundelki. najukochansze psy swiata. ale majac male dziecko....nie moglam ryzykowac. te psy maja przejscia, o ktorych nic nie wiadomo. nie moglam dopuscic do sytuacji kiedy pies ledwo toleruje dziecko, albo nawet nie i trzeba by bylo go oddac z powrotem do schronu. peklo by moje serce, psie serce i serce dziecka. nie moglam mojej corki wystawiac na niebezpieczenstwo. uwazam ze pies jest doskonalym towarzyszem dla dziecka, dla rodziny z dzieckiem. ale pies dla ktorego jest czas, uczucie. u nas Brutus jest pelnoprawnym czlonkiem rodziny i odwzajemnia te uczucia. najfajniejsze chwile? siadam sobie na rozlozonej kanapie, mala przytula sie z jednej strony, Brutus z drugiej. i tak sobie siedzimy razem objeci, a pies delikatnie caluje raz mnie raz dziecko. cala trojka policzek w policzek. Joanna praca z psem na wspolnym spacerze jest trudna ale nie niewykonalna, i jest zawsze praca z psem i dzieckiem. to sie udaje. uwierz mi. w domu, dawaj ty najpierw odrobine jedzenia psu zeby zaspokoic pierwzsy glod, potem niech dziecko postawi miske z reszta jedzenia. niech dziecko podnosi miske z woda i stawia swieza wode na podlodze. jaknajczescie przytulajcie sie wszyscy, albo kazdy kazdego. nie mozesz poblazac psu ani dziecku ale nie wolno co takze reagowac agresywnie. poczytaj ksiazke "sygnaly uspokajajce" naprawde warto, nauczcie sie gadac z psem po psiemu. czasem wynikaja z tego smieszne sytuacje. wszystko jest do zrobienia
  17. podnosze temat. od pewnego czasu pozeram wrecz zachlannie wiedze na temat psiego jezyka. super sprawa. ale moze mnie ktos oswieci co do sytuacji...hmmmm, trudnych. nie mam zdjecia, niestety. ale sytuacja powtarza sie co jakis czas. postaram sie opisac najlepiej jak umiem. Brutus - 16 miesieczny golden, typ ulegly absolutnie wobec domownikow, bardzo cierpliwy wobec szczeniat, erotoman w stosunku do suk (aczkolwiek nie zawsze). bardzo opiekunczy w stosunku do dziecka i swoich przyjaciol - zawsze rusza do ataku gdy kumpel jest w opalach, nie pozwoli skrzywdzic szczeniaka. socjalizowany od samego poczatku, pieknie posluguje sie sygnalami uspokajajacymi, i pozwalam mu na to. Drugi pies, nie zawsze ten sam ale schemat podobny. duzy samiec, na smyczy, naprezonej. Brutus biega wolno. gdy widzi takiego stwora staje, na sztywnych lapach, jest duzy, uszy podniesione, glowa uniesiona do gory, ogon jak flaga. mamy sygnal ostrzegawczy i powiadamiajacy - mozemy sie przywitac ale uwazaj, nie dam sobie w kasze dmuchac (powtarzam na widok drugiego wyprostowanego samca w podobnej pozie, ale na wyprezonej smyczy). po chwili Brutus odwraca glowe, wywija oczami - uspokaja. wlasciciel drugiego psa probuje odciagnac swojego naprezajac smycz coraz bardziej, niewiele brakuje do oderwania przednich lap. ja nie podchodzac do Brutka (wiem ze to od razu sprowokuje atak) staram sie jak moge oderwac jego uwage od drugiego, piszcze zabawka, milym glosem go wolam pieszczotliwie, kucam, pokazuje i wabie boczusiem itd. jednym slowem staje na glowie aby mu pozwolic wycofac sie w pore. w 99 przypadkach na 100 udaje sie, zanim drugi wlasciciel nie postawi na smyczy swojego psa do pionu.Brutus wtedy przychodzi powoli do mnie, siada przede mna, ja miedzy nimi i patrzy na mnie. trenujemy olewanie tego co wokol nas (robie za superwariatke). pytanie do tych co siedza w temacie dluzej. czy to dobry sposob? dodam ze gdy Brutek spotka drugiego samca spuszczonego ze smyczy, przekazuja sobie znaki "pokoju" i nie ma problemu. jezeli wiem ze drugi pies i moj nie palaja miloscia do siebie, wolam go szybciej a drugi wlasciciel przechodzi z psem spokojnie obok. to dziala. sa jednak tacy co od razu szarpia, i nie dadza sobie wytlumaczyc ze to sztuczne stwarzanie ogromnego niebezpieczenstwa dla nich samych, ich psa i otoczenia.
  18. dzieki, ale bardziej chodzi mi o kawalki miesne. kosci cielece to Brutus dostaje w prezencie od rzeznika na naszym bazarku.i juz nimi czka
  19. Monia, a twoim zdaniem powinnam wtedy wyjsc z windy i jej ustapic? czy co? za kazdym razem kobieta sie czepia czegokolwiek. jak nie bylo psa, przeszkadzalo jej dziecko, bo spiewa jadac winda na przyklad. jak zaczela mi wymyslac przy 5letniej wtedy corce tez mialam siedziec cicho i przytakiwac jej? pokazujac dziecku ze kazdy ma prawo obrazac bezkarnie i ja i mnie? teraz moja corka serwuje czasem teksty lepsze niz ja. a ja glownie ograniczam sie do stwierdzenia "ja tez zycze panu/pani milego dnia". zauwazylam ze w wielu przypadkach niewiele brakuje aby zaszla potrzeba wzywania erki.... szkoda gadac. gdzies czytala, chyba nawet na dogomanii ze nie kazdy musi lubic psy, tak jak nie kazdy musi lubic kwiatki czy zupe mleczna, ale fobie nalezy leczyc a nie pielegnowac. pozwalajac na takie zachowania wzgledem nas, wlascicieli zwierzat z pelna pokora, dajemy zezwolenie na okrucienstwo wobec zwierzat wogole, brak empatii, wspolczucia, traktowanie ich jak przedmioty. co bedzie dalej? eksterminacja golebi bo sraja? wroble utluc bo rano robia halas? koty do pieca bo w marcu spac nie daja?
  20. Marteczka, nie zrozumialas. my weszlismy do windy ona za nami, nie musiala, mogla zaczekac. ja przygarnelam psa do siebie bo wlasnie chcialam uratowac te jej spodnie. ale po takim komentarzu pies podniosl glowe, spojrzal na mnie i na nia. ja zdretwialam bo moj pies jest czlonkiem mojej rodziny, wiec obrazila takze mnie, moje dziecko itd. dopiero w tym momencie Brutus usiadl jej na nogach. normalnie tego nie robi. szkoda ze tego tylka nie mial w smole. rachunek za pranie? jakas zlotowka za przeplukanie zwyklych spodni w wodzie z proszkiem. dzieki bogu jestem ubezpieczona a firmu ubezpieczeniowe zanim wyplaca bodaj zlotowke przeprowadzaja dokladne sledztwo. pies byl na smyczy jak nakazuja przepisy, baba mogla sama dupe ruszyc po schodach. nie jest stara. 2gie pietro sluzy zdrowiu. a golden nie moze chodzic po schodach przed uplywem ukonczenia poltora roku, a i potem tez niekoniecznie. rachunki to ja jej moge zanosic, za ortopede dla psa conajwyzej. teraz Brutus po prostu nie wpuszcza jej do windy...
  21. psa nie trzeba przywiazywac pod sklepem aby zostal skradziony. zlodzieje kradna z samochodu, wyrywaja smycz z reki albo wyrywaja z rak. kradna rowniez sprzed nosa wlasciciela, niejako na jego oczach. mialam taka koszmarna przygode na poczatku tego roku. Brutus byl jeszcze mlodziakiem (urodzil sie na poczatku maja). byla piekna pogoda wiec w parku bylo duzo ludzi, lazilam z nim na smyczy. kilka razy mijalam te sama rodzine (rodzice + dwoch chlopcow kolo 12-14 lat) i bezowa amstaffka. spotkalam znajomego, puscilismy psy na laczce zeby sie pobawily. ta rodzina przeszlakolejny raz, poczekali az brutek podbiegnie do ich suki i spuscili ja doslownie przed jego nosem. zaczela sie gonitwa, wygladalo to na ladna zabawe. ludzie ci niespiesznie udali sie w kierunku konca parku, potem zaczeli biec, zawolali suke ktora natychmiast przybiegla do nogi i zaczeli doslownie uciekac, a Brutus za nimi nie reagujac na nic. ja za nimi, wolalam na psa, za nimi, oni tylko ogladali sie za siebie i uciekali jeszcze szybciej, przez ulice, w strone blokow. pies znikl mi z oczu za jednym z blokow przy ul Chodeckiej. gdy wybieglam zza rogu zobaczylam tylko jasny ogon znikajacy za drzwiami klatki schodowej. nie zdazylam juz zlapac drzwi, byl domofon, ale wychodzila jakas staruszka wiec udalo mi sie wejsc na klatke. ogon chowal sie juz do windy. dopadlam go w ostatniej chwili. ciagnelam go za ogon, za klaki na tylku, ciezkiedrzwi przywalaly psa i mnie. facet wyciagnal reke zeby mnie pacnac a druga siegal do obrozy. wtedy Brutus nie wytrzymal i zaczal szczerzyc zeby. facet zaklal i odpuscil. udalo sie wyciagnac psa. doslownie zjechalam po scianie na tylek. brakowalo tak malo.... ale ta historia ma tez pozytywny oddzwiek.od tej pory pies ktory ufnie podchodzil do obcych ludzi, od tej pory ma dystans. mija patrzac albo i nie patrzac. nie reaguje na wyciagniete rece ani cmokanie. a jezeli ktos nachalnie chce go glaskac to sie cofa i szczerzy zeby.
  22. mieszkamy w bloku obok parku, wiec kilka razy dziennie jestesmy w parku na spacerku. kolo 17tej i potem wieczorem. (w dni powszednie). wymiana wody sie nie sugeruj, brud az strach. walczymy ze skora ju ktorys tydzien. bardzo wiele psow ma to samo....
  23. Brutus to Goldek, ma rodowod zeby nie bylo. takie oto teksty sa na porzadku dnia: - o jaki fajny labradorek, tylko troche skundlony bo ma taka dluga siersc.... - czy to labek? tez takiego bede miec! takie dialogi: -czy to labrador? -nie to nie labek, -aaa, to pewnie owczarek podhalanski? - tez nie (zaczynam sie smiac), - no to napewno seter? (w tym momencie nie mam juz sily odpowiedziec), hehehe albo porady: -pani idaca z westem - powinna pani kupic taki specjalny szampon dla bialych psow on usuwa zazolcenia siersci a pani pies tak strasznie żółknie... pani sasiadka (moja ulubiona, Brutus tez ja uwielbia i okazuje jej to przy kazdym spotkaniu) - wchodzi za nami do windy, pada deszcz jest bloto, Brutus jak na prawdziwego goldka przystalo upaprany po czubek nosa. no wiec wchodzi a ja staram sie psa przygarnac do siebie bo winda raczej mala. pani do mnie "takie bydleta to powinny po schodach chodzic", ja dretwieje a Brutek wykorzystuje sytuacje i siada dupa w blocie na nogach paniusi (buiale spodnie i buty).... - wracam do domu ze spaceru. pies na klatce schodowej na smyczy jak trzeba. pod drzwiami stoi patrol policji. panowie pytaja gdzie ten drugi niebezpieczny pies. patrze na nich i wybucham smiechem. zapraszam do pokoju dziecinnego ze slowami "o tutaj siedzi caly szereg dzikich bestii, tygrysy, lwy, krokodyle, psy, niedzwiedzie..." -ta sama pani sasiadka pyta mnie przy windzie "czy ma pani zezwolenie na posiadanie tego groznego psa" tutaj juz nie wytrzymalam i zapytalam czy ona ma zezwolenie na przebywanie poza zakladem zamknietym.... wlasciciele yorków: -prosze zabrac tego potwora! -chowaja psy do kieszeni toreb itd. -stoje w parku z kolezanka, ona ma yorka i charcika wloskiego, psy biegaja ladnie, przechodzi pani z yorkiem, cala trojka zainteresowana nowym przybyszem podbiega do nowego. paniusia wrzeszczy na caly regulator wprost w nasze uszy "Boze! czyj ten pies! zaraz pozagryza inne psy!" a Brutus ma w domu swinke morska, bardzo duza i kudlata, i uwielbia sie nia opiekowac, ona mu wlazi miedzy przednie lapy a on ja lize, ona burczy i fuka a on ja lize jeszcze gorliwiej. yorki traktuje jak swinke.... to takie najbardziej fajne to takie - (ta sama sasiadka)
  24. Kenzo, moj ma niespelna 16 miesiecy, wzrost ok 62cm, waga dobija znow do 40kg. nadal ma niedowage, zebra na wierzchu. mysle ze wszystko zalezyod masywnosci psa. masywny, z grubymi lapskami, i poteznym karczychem bedzie wazyc wiecej a bedzie bardzo szczuply
  25. Ewa, co powiesz na spotkanie za tydzien w sobote w lasach na bemowie?
×
×
  • Create New...