Jump to content
Dogomania

dorobella

Members
  • Posts

    5536
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by dorobella

  1. Ja mam za sobą prawie 30 takich decyzji. Kiedy się da, dają szanse. Czasem żałuje, że trochę przedłużyłam cierpienia, ale chcę mieć pewność, że wykorzystałam co się da. Na razie nie piszczy. Robię jej masaże i naświetlam lampą na podczerwień. Ostatnio koleżanka powiedziała mi "Przyjdzie wiosan i znowu pojawią się osy, i będziesz pilnować Merlina". Wierzę, że kiedy nadchodzi ten cholernie ostateczny czas, czujemy to jakimś szóstym zmysłem. Mam nadzieję, że będę wiedziała kiedy pozwolić odejść Merlinowi, Casi i reszcie.
  2. W niedzielę dostała steryd i trzeba było odczekać, dopiero dzisiaj mogłam jej podać trocoxil. Na razie nie ma efektu, podobno on się długo "rozkręca". Przy tym leku nie wolno podawać innych leków :/ Bo ją szybko wyprawię na tamten świat, a przecież nie o to chodzi. Leki nie pomagają, może ten pomoże. Najbliższe dni zdecydują czy będzie żyć, czy nie. Po podaniu trocoxilu trzeba odczekać dwa tygodnie z podaniem innych lekó p/bólowych.Jeśli lek zadziała - to tak, jeśli nie ...to pojadę ją uśpić. W sumie oswajam się z tą myślą od zeszłego tygodnia.
  3. Kochana jak sobie sama nie pomogę, to wiesz jak jest - umiesz liczyć, licz na siebie, twoje życie innych ... Po nieprzespanej nocy z wyjącym z bólu psem, któremu nie można było podać tabletki- przetrwaliśmy do rana. O 9 dostałą tabletkę i czekam na jakiś pozytywny efekt, obserwując zwijającego się z bólu psa, bo na razie nie ma efektu.
  4. Jutro się przekonam czy trocoxil zadziała, podobno w czasie jego podawania pies nie może dostawać nic innego, jeśli nie zadziała sunia będzie cierpieć i nie pozostanie nic innego jak eutanazja. Naświetlania i masaże nic nie dają. Wydałam prawie 200 zł w ciągu tygodnia i rokowania są niepewne. Jakoś jedną noc przetrwamy, ale patrzeć jak pies zwija się z bólu przez dwa tygodnie, nie widzę tego.
  5. Wygląda na to, że nie tylko Merlinowi niewiele dni pozostało. Najbliższy tydzień zdecyduje czy moja suka zostanie uśpiona. Stanie się tak wówczas, gdy leczenie nie będzie przynosiło efektu. Ma spondylozę. Na razie nie mogę jej nic podać, bo wyczerpaliśmy na dzisiaj limit leków p/bólowych, które działają tylko chwilowo. Jutro dopiero może dostać Trocoxil. Cała noc przed nami ze zwijającym się z bólu psem, któremu nie możemy pomóc. Także kandydatów do uśpienia mam dwóch.
  6. Dla niej wszystko co poza mieszkaniem jest stresem, najczęściej przemyka z podkulonym ogonem, szybko na dwór i do domu. Wet to też stres. Jakoś zawsze tak jest, że takie rzeczy wyskakują w nieodpowiednim momencie. Miałam jej zdjąć kamień, bo ma nawracające stany zapalne. Kupić karmę, bo się kończy. Zapłacić rachunki, bo nas wywalą. Masakra.
  7. Nie wiem czy daje :roll: Z moją sucz nie jest dobrze :shake: Piszczy, pokłada się. Na pewno ją boli. Pojadę znowu do weta. Nie wiem jak to się skończy :roll: Biorę pod uwagę wszystkie opcje. Łącznie z najgorszą :-(. To są takie nieplanowane wydatki, przy nieopłaconych rachunkach. Niby z pustego i Salomon nie naleje :roll: Wygląda na to, że jelita okay, ale kręgosłup nie. Byłyśmy w lecznicy, załatwiłam transport w obie strony, żeby pies nie marzł, bo tam autobusy rzadko jeżdżą. Sucz w stresie, spięta. Już trafiła do mnie do po przejściach. Pierwsze trzy dni były najgorsze, poważnie myślałam, że zejdzie z tego świata. Silny stres, piła z palca. Na trzeci dzień jadła z palca. Strachulec. Dobrze, że ja ją zbadałam w domu. W mojej ocenie to problem z kręgosłupem szyjnym. Wetowi nie pokazała, że boli. Kłębek przerażonej sierści. Po badaniu- feromony strachu, z moczem. Torba do prania, kocyk też, pies do kąpieli, auto do wywietrzenia. Sunia pół nocy wyła z bólu, poważnie rozważałam opcję uśpienia, leki p/bólowe pomagały chwilowo, jeżeli leczenie nie przyniosłoby efektu, żeby ulżyć jej w cierpieniu. Dzisiaj jest 8 dzień jak zachorowała. Nieprzespanych nocy nie liczę, nie ma sensu. Na razie jej nie boli. Zobaczymy jak jutro, we wtorek kolejna dawka leków i RTG. No i obserwuję. W nocy lizała mnie po rękach i wyła, piszczała, ale ja już naprawdę nie mogłam jej podać nic więcej. Po kąpieli, lizała mnie po rękach, twarzy-jakby chciała podziękować.
  8. Zobaczymy. Dostaje leki, w niedzielę dam jej zastrzyk z antybiotykiem, plus tabletki. W poniedziałek moje dziecko znowu wysadziłoby nas w powietrze. Miał robioną scyntygrafię nerek, późno wróciliśmy, pies zarzygał co się dało. Młody odkręcił gaz, który się ulatniał. Chyba ze dwie godziny wietrzyłam mieszkanie. Dzisiaj dał choremu psu, który nigdy w życiu nie jadł kości - dał jej kości z kurczaka. Brak mi po prostu sił. Za to ja znalazłam rozwiązanie mojej sytuacji z nim. Powinnam mu kupić klatkę i zamykać go pod moją nieobecność w klatce. Mogłabym iść do pracy, do sklepu. Nie odkręciłby gazu, nie byłoby problemu, że znowu coś zrobił. Dostałby do środka wc, legowisko i tych kilka godzin by przeżył - a dzięki temu inni też mieliby szanse przeżyć, bez wywalania bloku w powietrze.
  9. Merlin na razie okay.Postaram się wystawić po weekendzie bazar, na miau. Bo na zwierzęta w DT dożywotnich , nie wolno na dogo. Wiem, że go nikt nie zaadoptuje. Więc walczymy nadal. Dużo go przytulamy. Merlin kiedyś, kiedy to było :(, ważył 6100 g, teraz waży 4500 g- 4800 g. Jak waga spada staram się ją utrzymać. Nie chce brać tabletek, ale musi. Moja osobista sucz o mało się nie przekręciła, takie miała zatrucie, potem objawy neurologiczne. Szłam z synem do lekarza i musiałam ją wziąć ze sobą, wyglądała jak w stanie agonalnym, stwierdziłam, że jeśli ma odchodzić to przy nas. To był kolejny nieprzewidziany wydatek.
  10. Jakiś czas temu pojawił się u mnie na osiedlu pies, lękliwy, płochliwy. Próby odłowienia go kończyły się fiaskiem. Ludzie go dokarmiali, ale nie podchodził, uciekał. Pamiętam, że mrozy były - 20 stopni. Pies zaprzyjaźnił się z dwiema suczkami i za nimi poszedł do domu. Dostał na imię Czarek. Nawet go głaskałam, ale jak była jego pani w pobliżu. Jak czeka np. przed sklepem, nie pozwoli do siebie podejść. Pies chodzi bez smyczy i pilnuje się swoich. To nie jest reguła, że musiała zamarznąć. U mnie w okolicy, chyba od dwóch lat, błąka się onkowaty pies, ucieka od ludzi. Pisałam nawet maile do Cichego Kąta, że trzeba go palmerem potraktować, bo się nie da go złapać, ale cisza. Widziała, że zbierają na jakieś 3 psy. Na niego nie. Jego dokarmia parę osób. Może o suni też ktoś coś wie. Zdjęcia da sobie zrobić z daleka, a szelki kiedyś były czerwone [URL="http://wstaw.org/h/284d4b9fb68/"][IMG]http://wstaw.org/m/2013/01/29/Pieszczerwonymi_JPG_300x300_q85.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://wstaw.org/h/0c4f929b593/"][IMG]http://wstaw.org/m/2013/01/29/pieszczerwonymi1_JPG_300x300_q85.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://wstaw.org/h/536e5522064/"][IMG]http://wstaw.org/m/2013/01/29/100_0525_JPG_300x300_q85.jpg[/IMG][/URL]
  11. Biegaj szczęśliwy kochany Rewizorku-Lucjanku za Tęczowym Mostem
  12. Tam trzeba jechać osobiście i przeszukiwać boksy. Pod warunkiem, że akurat na teren schroniska cię wpuszczą. Mówią różne rzeczy. A życie weryfikuje i wygląda na to, że sami nie wiedzą jakie psy mają, zapewnienie, że odczytają czipy to bzdura. Nowa strona schroniska ma większe zdjęcia. Ale ludzie mają problem, żeby ją odnaleźć. Wchodzą na stara i mówią, że tam nic nie ma. Na nowej stronie- nie ma zdjęć zwierząt na kwarantannie, nie ma zdjęć zwierząt, które znalazły dom. Także jak trafi tam czyjś pies i pójdzie do adopcji- właściciel nie dowie się, że tam był. [url]http://www.schronisko-miedary.com/[/url] Większość schronisk ma zakładkę zdjęć zwierząt na kwarantannie, właścicielom łatwiej takie zwierzę odnaleźć i szybciej odebrać. Widać, że gminy, które mają podpisaną umowę z Miedarami- nie są zainteresowane losem bezdomnych psów. Płacę i mam problem z głowy. Gmina Tarnowskie Góry zapłaciła za psa, który ma właściciela i mógł w dniu, w którym trafił do schroniska, trafić do swojego domu, gdyby odczytano czipa, ale tego nie zrobiono. Pytanie ile czipów nie odczytano ? Robili tak w 2010 roku i jak widać nic się w tej kwestii nie zmieniło. [URL]http://opole.gazeta.pl/opole/1,35086,7771864,Nie_dbali_o_psa_w_slaskim_schronisku_.html[/URL]
  13. Z tego by wynikało, że jego oddano do tej "hodowli".
  14. To jest lepsze. 16 stycznia ogłoszenie daje osoba, która ma hodowlę zarejestrowaną w Stowarzyszeniu Przyjaciół Psa i Kota rasowego [URL]http://www.ogloszenia.nowy-sacz.pl/251637[/URL] [URL]http://www.ogloszenia.krakow.pl/359515[/URL] [URL]http://nowysacz.naszemiasto.pl/artykul/1697485,nowy-sacz-doberman-porzucony-w-parku-w-dobrych-rekach,id,t.html[/URL] Hodowla oferuje Onki, shih-tzu, labradory, amstafy, bullterrieri i Bóg jeden wie co jeszcze. Dużo tajemniczych wątków w sprawie dobermana. Ciekawa jestem, gdzie właściwie trafił pies. Może do tej "hodowli", gdzie mają większość ras.
  15. Według informacji z neta pies ma dom w Tęgoborzu [url]http://nowysacz.naszemiasto.pl/artykul/1697485,nowy-sacz-doberman-porzucony-w-parku-w-dobrych-rekach,id,t.html[/url]
  16. Mam nadzieję, że los się zlituje nad tym psem.
  17. Facet mi napisał z literówkami "Przepraszam ale piesek już znalazł dom dziękuję i proszę o wybaczenie dziękuję". I mi podpadło. Podpadło mi, że w foty wyśle dopiero w poniedziałek. Sprawdzałam schrony na śląsku czy nie trafił tam brązowy doberman, szukałam w necie. Też mam nadzieję, że los uśmiechnie się do niego. Biedak na pewno nie rozumie co się stało :( Dyżurny Straży Miejskiej odebrał anonimowy telefon, może to ów właściciel zadzwonił, że do drzewa jest przywiązany pies. [url]http://www.nowysacz.pl/komunikaty-ksm/8744[/url]
  18. Jak rozmawiałam z panem w sobotę, 5 stycznia mi zapytałam z jakiej hodowli jest pies, i znowu usłyszałam, że z Limanowej- to stwierdziłam "Czyli nie ma rodowodu.". Pan powiedział, ze pies był chyba poza miotem. Wątpię, zeby był wykastrowany. Nd ma dla psa potencjalny dom, chodziło o to, żeby pan przesłał foty psa, rodzina sprawdzona. Pan tego nie zrobił. Plus, że nie przywiązał go gdzieś na odludziu.
  19. A w sumie napisze. Info, że pies ma rodowód, 4 lata i jest wykastrowany pochodziły od siostry właściciela psa, pies przebywał w Nowym Sączu. 19 grudnia dostałam info, że pan psa chce oddać, siostra miała email do mnie, numer mogła zdobyć od mnie. 5 stycznia zdobyłam numer, pan powiedział, że pies ma książeczkę zdrowia. Miał mi w poniedziałek wysłać zdjęcia na email i więcej informacji o psie. Nie wysłał. We wtorek ja mu wysłałam smsa. Odpowiedź mnie zdziwiła, bo pan napisał, ze pies ma dom i prosi mnie o wybaczenie. Sprawdziłam czy nie porzucono jakiegoś brązowego dobermana, ale nie znalazłam informacji. Dzisiaj dostałam info [url]http://www.sadeczanin.info/wiadomosci,5/dziwna-sprawa-porzuconego-w-parku-strzeleckim-dobermana,42527#.UPGP_WcnSvS[/url] Nadzieja dobermana szuka transportu z Nowego Sącza na Śląsk, gdyby ktoś mógł pomóc w transporcie byłoby super.
  20. Na razie się zastanawiam czy już uśpić Merlina, czy poczekać. Mimo, że nie ma cienia, że będzie lepiej. Widać, ze go boli. Są problemy z podawaniem tabletek, Merlin nie ma zamiaru współpracować. Jeśli spadnie jakaś rzecz - jest pewne, że zostanie posikana przez niego i jest do wyrzucenia, bo smród niemiłosierny. Drugi kot często sika obok kuwety, bo się nie wysika, jeśli kuweta śmierdzi, a czasem trzeba wywalić cały żwir z kuwety, bo śmierdzi. 10 litrów żwiru to 17 zł, muszę mieć co najmniej 6 worków. Na razie zapisałam syna na rezonans przysadki i umówię go na scyntygrafię nerek, lekarze nie wiedzą jaka jest przyczyna nadciśnienia, a ma już uszkodzenia od nadciśnienia. Plik recept do wykupienia leży i czeka na zmiłowanie boskie. Latam ;P od lekarza do lekarza i od poradni do poradni. Jak teraz nie znajdą przyczyny, to jak młody sk0ończy 18 lat, to już wcale nie znajdą. Oczekiwanie do niektórych specjalistów to nawet dwa lata. Czasem naprawdę wątpię w sens leczenia. Wczoraj pani doktor powiedziała, że ktoś to powinien ogarnąć i monitorować. Na pewno nie rodzinny. 90 % specjalistów i poradni muszę zmienić. Jeśli Merlin da radę, to poczekam do Wielkanocy. Ostatnie Boże Narodzenie, ostatnia Wielkanoc. Nie wiem czy dotrwa do 3 urodzin. Czasem się zastanawiam czy dobrze zrobiłam, może nie powinnam go była reanimować, może powinnam była pozwolić mu jednak odejść. Potem też mógł odejść. Jakoś nie miałam przekonania, że powinie, że nadszedł jego czas. Teraz też nie mam.
  21. Nie wiem czy mogę napisać na forum, więc nie piszę.
  22. Ja już wiem co się stało z psem. Na razie napiszę, że pies wcale domu nie znalazł, ale w tej chwili jest już bezpieczny.
  23. 5 stycznia pies jeszcze domu nie miał, dzisiaj pan odpisał na mojego smsa, że pies znalazł dom.
  24. Na razie mam wrażenie, że mnie bardziej zależy na znalezieniu domu psu, niż jego właścicielowi. Zadzwoniłam do właściciela, wysłałam mu smsem mojego maila i cisza. Miał mi wczoraj wysłać zdjęcia psa. Nie wysłał, nie zadzwonił.
  25. W poniedziałek mam mieć zdjęcia psa, mam też numer telefonu właściciela.
×
×
  • Create New...