-
Posts
497 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by urwisek
-
A ja tak nieśmiało - nie można by już tej "eutanazji" z tytułu wywalić? Rozumiem, że ściąga wzrok - ale cholernie mnie wk...wacza.
-
Wyzwanie - WRRR!!! Dam Ci cwaniaku "kodakenidioten", które na cyfrowej stabilizacji obrazu zmniejsza rozdzielczość o połowę a bez niej od momentu naciśnięcia "migawki" do zrobienia zdjęcia psiak przebiega trzy metry to pogadamy o wyzwaniach !!!!!!!! :) Jutro mam wyjazd do warsięgi ale jak będzie biało to trochę Go na porannym spacerze cyknę (i wieczorem wstawię). Chociaż ja prawie się modlę o brak śniegu. Dla mnie każdy śnieg - nawet malutki to pięć dych z kieszeni - bo taką mam umowę w jednym miejscu z ochroniarzami, żeby odwalali za moją firmę odśnieżanie. Pewnie, że to taniej niż jakbym miał sam chłopaków zawozić, płacić i za robotę i za paliwo (o swoim czasie już nie mówiąc) ale zawsze to boli bo to PIĘĆ DYCH :( [quote name='Greven']faux pase[/quote] może nie - ale "podpucha" pod takim ślicznym zdjęciem Supełka w sygnaturce to FOCH murowany :) (nie masz linku przekierowującego "pod spodem"
-
Tak sobie czytam z ciekawości bardziej niż z niewiedzy bo nie mam większych problemów z dogadywaniem się ze swoim stadkiem. Z obcymi też raczej nie ale przypuszczam, że po pierwsze pomaga mi nieodłączny zapach całego własnego stada na ubraniu - drugie to, że w stosunku do obcego raczej pozostaję bierny dokąd on sam nie pokaże na co można względem niego liczyć. Nie jestem żadnym szkoleniowcem ani nie zamierzam pretendować ale zwyczajnie chory będę jak się chociaż trochę nie wymądrzę :) Z psami mam kontakt od maleńkiego teraz własnych 8 szt. + 4 koty, wszyscy znajomi i rodzina "zapsiona" i "zakociona". Więc kontakt jest niejako odruchowy i człowiek się nie bardzo zastanawia co z czego wynika - zwyczajnie czuje się jak należy "powiedzieć" i co stworzenie "mówi". Ale z problemem zdobycia wiedzy z książek i z porad innych ludzi zetknąłem się "z okazji" koni. Nigdy nie miałem z nimi kontaktu i bałem się ich panicznie (choć podziwiałem i marzyłem). Ok. 5 lat temu powstały możliwości i SĄ - 2. To był skok na głęboką wodę bo pierwszą kupiłem roczną klaczkę (chociaż wszyscy mądrzy ludzie mówili żeby raczej wziąć na początek dorosłego, ujeżdżonego i najlepiej wałacha) - bo sobie nie poradzę. Miłość podobno jest ślepa więc jak ją zobaczyłem... to musiała być Ona. I tu zaczęła się wiedza z książek - bo rady okolicznych rolników (bat, łańcuch) niezbyt do mnie przemawiały. Koń reaguje w wielu kwestiach zupełnie odmiennie na te same sygnały niż pies - więc większość dotychczasowych doświadczeń była nieprzydatna. Zacząłem w podobny sposób jak moi "przedmówcy" rozpatrywać każdy ruch, ustawienie ciała, poprawność gestu, pilnować tonu i natężenia głosu, szybkości ruchów, kierunku wzroku itp. Jak już z Nią się w miarę dogadywałem wziąłem następną 12-to letnią klacz - konia po przejściach, który był wcześniej sześciokrotnie sprzedawany i "ułożony" batem i podobnymi technikami = 0 zaufania do człowieka - jedynie strach z łatwym przejściem do agresji (jeżeli człowiek nie stosuje siły = nie straszny). Do dziś nie jesteśmy na tym "poziomie" co z młodszą ale postęp jest ogromny - koń z własnej woli potrafi podejść i nawet przytulić głowę bez zbytnich zachęt (o wykonywaniu podstawowych poleceń nawet nie wspominam bo wiadomo). Po co to wszystko piszę - pozornie nie na temat - bo przecież mowa o psach? Chcę na całkiem odmiennym przykładzie (jakim jest koń) przedstawić swój punkt widzenia w kwestii stosowania konkretnych (dokładnych) gestów/znaków/form kontaktu. Moim zdaniem - trzymanie się ścisłe "wytycznych" ma spore znaczenie w początkowym kontakcie ze stworzeniem (każdym) - dopóki my nie bardzo wiemy jak przekazać o co nam chodzi - a stworzenie jak to co widzi/czuje zinterpretować. Po jakimś czasie (krótszym lub dłuższym) - zależnym zarówno od nas jak i od "stwora" - dokładność przestaje mieć znaczenie i zaczyna się liczyć coś co ja z braku lepszego określenia nazywam "emanacją". Stworzenie odbiera nas jako całość (pakiet) - mniej ważne staje się czy sięgamy z góry do głowy, patrzymy prosto w oczy, bierzemy za ucho czy chwytamy za ogon - a bardziej z jakim nastawieniem (wewnętrznym) to robimy. A jako przykład na potwierdzenie mojej teorii test, który wykonaliśmy razem z moim synem właśnie na koniach. Mają te moje dziewczyny (jak to dziewczyny) różne swoje zagrywki i humorki takim częstym zagraniem jest np. stawanie człowiekowi na drodze - np. przy wejściu do stajni czy w przejściu przez jakąś bramkę. Jest to takie ewidentne - niby mimochodem ale stoję w poprzek - skubię sobie trawkę i wcale na ciebie nie patrzę - ale jak przejdziesz? Nie mam z tym problemu bo zwyczajnie idę przed siebie a one się odsuwają - albo same z siebie albo na zwykłe "przesuń się". Jednak dzieciak skarżył się wielokrotnie, że i jedna i druga ani myśli mu się odsuwać - a On ma problem bo zdecydowanie zakazałem jakichkolwiek "płoszących" gestów. Poszliśmy razem, specjalnie spóźniając się trochę na godzinę posiłku (wtedy "foch" jest prawie pewny) - stanąłem z boku żeby sygnalizować brak zainteresowania ich rozgrywką - panny już z daleka ustawiły się w przejściu z pastwiska. Poprosiłem, żeby się bardzo mocno skupiał przez całą drogę na jednej myśli - /przejdziesz przez nie nie zwalniając kroku choćbyś miał w ten sposób tunel sobą zrobić - nie wykonując jednak żadnego dodatkowego gestu - jedynie krótkie "odsunąć się" - spokojnym głosem z odległości ok.3metrów/. Wynik? Przeszedł a One rozstąpiły się jak drzwi sezamu. Właśnie to nazywam "emanacją". Konie się Go nie bały i chociaż zamierzały po swojemu "foha" okazać - wiedząc dokładnie o co mu chodzi, wyczuwając i całkowite zdecydowanie i poczucie "słuszności celu" i ... bo ja wiem zresztą co - zwyczajnie wiedziały, że polecenie należy wykonać i wykonały bez wahania. Stan "ducha", w którym dokładnie, całym sobą przekazujemy stworzeniu o co nam chodzi - nie jest może łatwy do osiągnięcia - ale uważam, że właśnie o to chodzi i warto nad tym (nad sobą) pracować - bo dopiero to daje pełnię porozumienia (i satysfakcji przy okazji) - a konkretnymi gestami wspomagać się jedynie na początku i nie popaść w stan, w którym wyłącznie na ich doskonaleniu będziemy się skupiać - bo nie jest to właściwy kierunek skoro mamy do czynienia ze stworzeniem myślącym i czującym a nie z robotem (imho).
-
Ale stary temat odkopałem :) I jak się budy na pierwszych mrozach sprawdziły? Obawiam się, że to jeszcze nie koniec i ta zima da nam (im) jeszcze popalić :( W tej chwili tylko jedno z moich stworzonek mieszka na stałe w boksie z buda. Onkowata sunia Chrupka. Budę ma taką - dechy/5cm styropianu/i od środka wodoodporna sklejka - od ziemi tak samo tylko styropian 10cm i całość na cegłach - dach też z 10-tka i zdejmowany cały (ciężki jak cholera). Wywalała zawsze wszystko co jej wkładaliśmy i było tylko do zbierania, rozszarpane po całym boksie. Teraz na te mrozy postanowiliśmy spróbować ze słomą. Zdjąłem dach nakładłem słomy do pełna i kazałem jej wskoczyć górą - zaczęła się kręcić w kółko i sobie ugniatać. Żałuję, że nie miałem aparatu żeby jej zdjęcie w tym "kabriolecie" strzelić :) Próbujemy założyć dach (z Chrupką w środku) - nie daje się - coś sprężynuje - trzeba było trochę słomy jednak wyjąć bo się buda (na psie :) ) nie domykała. Jak już udało się domknąć - po zawołaniu było słychać w środku spore zamieszanie i psina wykopała sobie tunel do wyjścia. W tą najgorszą noc - co było u nas -17, na wieczorne karmienie - jak wyszła - wsadziłem rękę do jej budy i czuło się wyraźnie całkiem niezłe ciepło. Myślę, że to najlepsza opcja - styropian w ścianach i słomy tyle żeby psiak sobie tylko tunel i "gniazdko" w środku zrobił.
-
Oho! Warszawianka - czuje bluesa :) Gibolak przy Pigolaku sie chowa;P Ale wiesz? - wspomina się czasem smętnie - ale teraz za żadne pieniądze ze swojej wsi bym tam nie wrócił. Po dwóch godzinach w Warszawie tylko patrzę jak zwiewać - jakoś mi za ciasno, za duszno - nie umiał bym już tam żyć i nie wiem jakim cudem tyle przeżyłem. A Supeł zaczyna mnie łamać - tak cierpliwie jak znosi moje fochy, czeka aż raczę zwrócić na niego uwagę - już nawet ustępuje z kotami (a one z nim) widząc moją dezaprobatę. Zaczęliśmy dziś z TZ-ką rozmawiać o jego przyszłości - że jakby się umiał nie sadzić do Onków, - zaczął nam się tak uważnie przyglądać - aż mi się głupio zrobiło - pomyślałem, że może już kiedyś (przed schroniskiem) słyszał tego typu rozmowy. Niby to takie małe jak nie pies - a takie rozumne spojrzenie ma ...
-
Święta i po świętach - znowu do roboty. jak sobie poradzisz? Te trochę czasu razem w domu to na pewno na plus na początku - ale jak pójdzie dalej? Moje potworki dostały "pod choinkę" całą torbę piszących piłeczek kostek i innego takiego tatałajstwa (całe 5zł) Rozleciało to się im w pyskach przez jeden dzień - ale ten jazgot co był w domu to do zapamiętania na cały rok - do kompletu jeszcze dzieciak zabrał piszczałkę z zepsutej piłki i świergolił nią bezpośrednio, psy zareagowały chóralnym wyciem... Dobrze, że żadnych starych ciotek nie było - bo chyba by nas rodzinka wydziedziczyła :)
-
Przekochany Weron z nowotworem, prosi o wsparcie finansowe - MA DOM!!
urwisek replied to tsu's topic in Już w nowym domu
Gdzie nie zajrzę same budujące wieści - umówiłyście się na święta czy jak? Mam wielką nadzieję, że będzie ok. te nowotworowe ścierwa naprawdę błyskawicznie u psiaków się posuwają - jak taki wesoły i radosny - a czas płynie - to nadziei coraz więcej :) -
Jak się czyta to jakoś tak... miękko się robi (chrzanię dwa się) :) Tak pomyśleć - jak niewiele mu brakowało - na druga stronę - to mogła być kwestia minut, góra godzin. A i w koło tego boksu raczej czarny świat (i nie chodzi o to, że niewidomy). Taki "domowy" zadbany, niezahukany - już zawsze inna szansa na dom :)
-
Ja mieszkałem Piękna ród Poznańskiej a w hali "na koszykach" robiłem w nocnym zakupy bo po robocie wracałem ok.23. To jeszcze była inna Warszawa - wszystkie dyżurne lumpy pod sklepem mnie znały (to ten co z wilkiem po nocach spaceruje) - a ja ich (z widzenia). Czasem w przypływie nastroju dorzuciłem im na flaszkę a czasem (testowo) prosiłem o dokładkę do fajek (dawali :) To był inny świat
-
Prześliczna mała młodziutka Hienka-Tycia już W NOWYM DOMKU :)
urwisek replied to Cudak's topic in Już w nowym domu
[quote name='Greven']Ojej, następna Justynka :D...[/QUOTE] Sugerowane imię? -
Prześliczna mała młodziutka Hienka-Tycia już W NOWYM DOMKU :)
urwisek replied to Cudak's topic in Już w nowym domu
[quote name='Cudak']Kładzie się i nie chce iść....[/QUOTE] To jeszcze nie najgorsza opcja :) Etap przyzwyczajenia, że obroża i smycz w ogóle jest masz częściowo za sobą (skoro idzie do bramki). ja żaden szkoleniowiec nie jestem - tyle co z różnymi u siebie przerabiałem. Na taką "opcję" mam odchodzenie na długość smyczy (stopniowo coraz dalej - rozwijanej) przykucanie i wabienie smakołykami. Po trochu przechodzi to w wędrowanie za ręką ze smakołykiem koło nóg - mimochodem na smyczy - potem już tylko pogłaskaniem itd. -
Prześliczna mała młodziutka Hienka-Tycia już W NOWYM DOMKU :)
urwisek replied to Cudak's topic in Już w nowym domu
[QUOTE]...Jak nauczyć ją chodzić na smyczy?...[/QUOTE] Kładzie się i "zamiera" czy pędzi przed siebie a jak poczuje opór to to samo - czy pędzi dookoła nóg aż oplącze całą smycz - czy rzuca się do człowieka (nie z agresja tylko po (?) wybaczenie(?) i łapie pazurami za łydki? -
[quote name='lupak']Wesołych i spokojnych Swiąt (trudno będzie, bo polowania wigilijne i noworoczne hi hi) życzę dla Ciebie, Rodziny i Zwierzaków, a sama poczekam co też mi burki dziś powiedzą o północy. Darz bór. Magda i burki[/quote] Wzajemnie - głównie spokojnych i ... no cóż - Pochwalony :) urwisek i reszta stada. Polowania "wigilijnego" nie było - ba - nawet karp "w palnik" nie dostał :) oczywiście inne ryby jadłem - takie które ktoś inny zatłukł - czyli poniekąd również do tego rękę przyłożyłem. Ale nie robiąc z tej czynności rytuału. Swoją drogą ciekawymi chrześcijanami jesteśmy - potępiając w czambuł arabusów za ich rytualne zarzynanie baranków :( Jest dobrze - nikt nie strzelał, nikt nie zginął nawet u mojej znajomej śrut po strychu nie fruwał :) [quote name='Greven']...strzela do wszystkiego, co się rusza, zastawia sidła, a potem na moich oczach rozpłakał się na widok... potrąconej wiewiórki.[/QUOTE] To chyba ma nawet swoją nazwę - schizo ... coś tam - statystyki wskazują, że większość "braci łowieckiej" wywodzi się z kręgów "mundurowych" - co by potwierdzało moją teorię, że łowiectwo jest w dzisiejszym społeczeństwie niezbędne jako swego rodzaju wentyl bezpieczeństwa. Ludzie ci muszą gdzieś/jakoś rozładować swoje (...) brak mi właściwego określenia. Jednak ta sama statystyka wskazuje również na lekarzy, głównie chirurgów - czego wcale nie rozumiem bo to w końcu zawód związany z ratowaniem a nie odbieraniem życia. Gdyby to rzeczywiście załatwić tak, żebyśmy my "kowalscy" mogli czuć się bezpiecznie - to współczując oczywiście zwierzakom - jakoś bym się z tym pogodził. Rozumiem, że ten "wentyl" jest konieczny - tak jak konieczne w społeczeństwie są "służby" - a ludzie "po nich" jakby im nie dać innych opcji mogliby stanowić poważne zagrożenie.
-
Przekochany Weron z nowotworem, prosi o wsparcie finansowe - MA DOM!!
urwisek replied to tsu's topic in Już w nowym domu
[quote name='mysza 1']Ostatnio ucichło tu jakoś...[/QUOTE] Pitbule Go zjadły z okazji gorączki przedświątecznej - to co ma nam pisać ? W górę Śliczniaku!!! -
[quote name='A.R.S.']...po lewej stronie (od strony grzbietu) ma taką gulę pod skórą...[/QUOTE] Jak małe to może być też po wyrwanym/wydrapanym kleszczu. U dwóch swoich byłych (') staruszków pojawiały się w różnych miejscach (z wiekiem) takie "gule" Wet w obu przypadkach twierdził, że wygląda mu to na zmiany typu nowotworowego - ale jeżeli nie widać bolesności, nie rośnie, nie przeszkadza w poruszaniu + ze względu na wiek = lepiej nie "dotykać". Tak zrobiłem - ufam jego wiedzy, doświadczeniu a wiem, że nie korzysta z każdej okazji żeby kasę wyrwać (jak niestety wielu innych wetów). Oba dożyły swojego czasu - zmarły z innych przyczyn.
-
Prześliczna mała młodziutka Hienka-Tycia już W NOWYM DOMKU :)
urwisek replied to Cudak's topic in Już w nowym domu
Boże co za spojrzenie. [quote name='Cudak']... "żeby się za bardzo nie przyzwyczaiła"...[/QUOTE] Czemu mi to moje "Won stąd" przypomina? :( A czemu już ich 8? I bądź tu człowieku Człowiekiem - nie mogę finansowo pomóc nic - bo nie przetrwam do wiosny :( -
[quote name='Greven']... empatia!... ...jak ten weterynarz...[/QUOTE] - no ba! - naszykowałaś już tą listę dla niego? :) [quote name='Estrella']... po prostu BOSKI [/quote] zwłoki/ nie zwłoki - mogłyby być innego zdania :) No dobra - wyraziłem się nieprecyzyjnie i teraz wszyscy mają ze mnie zwałę. Już zaczęły się teksty "zobacz co się Iwciowi w łapę stało - tylko go nie kopnij !!!" SZTURCHNĄŁEM LEKKO BUTEM TO COŚ!!! A tak poważnie - żyjąc jeszcze nie tak dawno w mojej "koffanej" warszawce, widząc leżącego człowieka - w zależności od "scenerii" miało się różne wyjścia: - jeżeli leżał w ruchliwym (ludnym) miejscu - oczywiście podejść i sprawdzić co się stało. Tyle, że wtedy zazwyczaj i tak już było zbiegowisko. - jeżeli w ustronnym (jakiś park np.) to już w zależności od "predyspozycji" - jak jesteś dobrym samarytaninem z lekką domieszką kamikaze - to oczywiście leć do niego - jak nie to lepiej rozejrzyj się za kimś kto podejdzie razem z Tobą - jak w ciemnym zaułku, bramie itp. - to zpie.. uciekaj i to szybko bo nieraz i czarny pas (np.) nie pomoże. Moja Pani miała taką przygodę (więcej szczęścia niż ...) - idziemy sobie ulicą Lwowską (stare śródmieście) w ciemnej bramie leży na wznak zakrwawiony facet w nawet przyzwoitym ubraniu. Ta oczywiście (serce na dłoni) rwie się, będzie sprawdzać. Trzymam, nie puszczam - tłumaczę - e tam - wie lepiej a ja jestem .....! Puściłem w końcu - wchodzę razem z nią czujny jakby co (jak by co żeby też oberwać). Iza - "co się panu stało?" - gościu uchyla jedno oko "spier..., bo jak cie... to ... a żesz ty..." Nie wyglądaliśmy na ludzi, którzy mają przy sobie dość (nie mieliśmy). Jakie wyjście w podobnej sytuacji na własnym terenie? Przecież nie ominiesz i nie pójdziesz dalej. MUSISZ sprawdzić. A że ostrożnie - najpierw nogą.... cóż to bardziej tragiczne niż śmieszne, że w takich czasach przyszło nam żyć. A z weselszych tematów: Świat trochę obsycha - Pontonek dziś w boksie - zaciekle dziury koło ogrodzenia kopie (na zdrowie jest podmurówka wystarczająco głęboka). A dla Was wszystkich mam życzenia Wszystkiego co dobre i miłe w te Święta i w całym nadchodzącym roku. Oczywiście dla Tych co tu zaglądają = ze szczególnym wyróżnieniem :)
-
Pokonałaś mnie na całym froncie :) Załatwiłaś mnie ta samą techniką, którą ja "załatwiam" swoją Maniutkę (koń po przejściach) - spokojem, dobrocią jasnym, czytelnym przesłaniem. "Nie bój się Mamiuś - ja nie mam bata, nie używam, zobacz - to tylko szczotka - nic złego nie robi, jedynie głaszcze - a to kopystka - będzie Ci się wygodniej chodzić jak kopytka będą czyste..." :):):) Nie da się ukryć "warszawiaki" rozsławiły moje (byłe) miasto na cały kraj - chamstwem, arogancją... Jesteś jak do tej pory jedyną osobą jaką spotkałem, z która mimo tak skrajnie różnych poglądów na temat myślistwa (jako takiego) można normalnie (w sposób cywilizowany) prowadzić rozmowę. Zaczynam powoli skłaniać się do wniosku, że Dogo roztacza jakąś szczególna aurę - skupiając wyjątkowych ludzi. Nie było by w tym teoretycznie nic dziwnego - w końcu to Forum miłośników zwierząt - gdyby nie fakt, iż na innych forach (związanych tematycznie) spotyka się jednak - zwłaszcza w tym temacie - mnóstwo chamstwa albo w najlepszym razie pseudointelektualistów - umiejących jedynie "polemizować" z wyciąganymi z kontekstu fragmentami wypowiedzi. A wracając do naszego tematu - jak już mówiłem - nie rozumiem i prawdopodobnie nie zrozumiem nigdy "idei" myślistwa - nie przekonują mnie argumenty o konieczności jego istnienia (równowaga w przyrodzie itp.) bo spotkałem się z wieloma skrajnie przeciwnymi - i to nie w wykonaniu jedynie "zielonych oszołomów" ale przytaczanych przez poważnych ludzi - w tym biologów i przyrodników. Jednak na pewno łatwiej by mi przyszło pogodzić się z faktem istnienia takiego sportu - gdybym zetknął się z ludźmi, którzy faktycznie przestrzegają głoszone przez siebie zasady. Eliminacja sztuk chorych i słabych - a nie pogoń za trofeum np. itp. Wydaje mnie się jednak, że moja sugestia odnośnie wymogu oznaczania terenu polowania - oprócz tego, że jest "społecznie uzasadniona" - przyniosła by obopólne korzyści. Fakt - wprowadziło by to trochę niewygody dla myśliwych - ale nie oszukujmy się - jest to sport dość elitarny i biedacy go raczej nie uprawiają. wiadomo, że nie myśliwy latał by przed polowaniem z taśmą ostrzegawczą czy tabliczkami - ale wynajęci ludzie. Ci sami, którzy za nędzne grosze są zatrudniani w charakterze naganiaczy. Takie polowanie po prostu kosztowało by troszkę więcej - ale za to gwarantowałoby bezpieczeństwo osób postronnych. Podniosłoby w oczach reszty społeczeństwa wartość takiego myśliwego - jako człowieka, który liczy się z innymi (a pseudo myśliwych zmusiłoby do takiego zachowania). Dodatkowo zwiększone koszta i element niewygody (dłuższe przygotowania) zniechęcałyby tych idących jedynie na łatwiznę i wynikowo sprzyjałoby oczyszczeniu z nich "braci łowieckiej" pozostawiając jedynie tych faktycznie "z przekonania". A tak jak jest teraz? - sama zobacz w jakim kierunku to zmierza - w chwili obecnej już przeciętny Kowalski - postrzega myśliwych jako zwyrodniałą bandę postkomunistycznych "władyków". I wszelkie medialne akcje obliczone na poprawę wizerunku rozbijają się o mur budowany z coraz bardziej nagłaśnianych przypadków strzelania do psów, pijaństwa itp. Sama piszesz o potrzebie kompromisu - wydaje mnie się, że nadszedł czas aby nad tym kompromisem również myśliwi trochę popracowali. A troska o bezpieczeństwo reszty obywateli byłaby sporym i na dokładkę nieźle "medialnym" gestem.
-
Przekochany Weron z nowotworem, prosi o wsparcie finansowe - MA DOM!!
urwisek replied to tsu's topic in Już w nowym domu
Do góry Chłopak! [quote name='tsu']...aż się boję, co w styczniu zastanę w PL. :D...[/QUOTE] My Cię na pewno przywitamy ciepło a pogoda? no cóż - nie można mieć wszystkiego -
Miała być edycja a wyszedł jeden pod drugim - znów mi coś świruje :( No - Pontonek mrozy przetrwał w całości - nie ma nawet "kichania". Teraz jak cały świat płynie to naprawdę Ponton do niego pasuje. Jak dzisiaj "galopował" przez pastwisko to śmialiśmy się, że kilwater zostawia. Wczoraj w nocy mi gówniarz stracha napędził a przy okazji cała rodzinka miała ze mnie ubaw. Wychodzę wieczorem dziewczyny spac zaprowadzić, bez latarki bo śnieg i widać jako tako - coś leży przed garażem - spore - wielkości człowieka. Okazało się, że Pontonek wywlókł sobie z garażu do zabawy wielki worek, pełen innych pustych, które już częściowo wysunął. Ale najlepiej wyszła moja opowieść o zdarzeniu po powrocie do domu. "...Wychodzę, patrzę, przed garażem leżą jakieś zwłoki - podszedłem ostrożnie, kopnąłem żeby sprawdzić czy nie żyje ..." Dopiero w tym momencie uświadomiłem sobie co mówię - a reszta domowników już rżała ze mnie bez litości :) Jak wsiąknie trochę to błoto - zaczynamy zamykanie w boksie.
-
Nie piszą ale zaglądają! I jak widać warto bo się zdjęć doczekali :) Świetny zmokły szczur :):):) Ale dopiero teraz widać, że to PUSZEK Mam takie "filcaki" na Maksiku - tylko ten bidol nie znosi czesania ani żadnych podejrzanych sprzętów (nożyczki itp.) Jak się już uprę - to będzie leżał ale zaraz zaczyna się trząść z nerw. W jego wieku i stanie (po wylewie) zwyczajnie się boję, że go tymi nerwami wykończę - już chyba lepiej żeby żył z "filcakami" - czasem jakiegoś z zaskoczenia (przy posiłku np. ) usunę.
-
[quote name='lupak']Pewno jakąś rację ma :)[/QUOTE] No widzisz - tak + uśmieszek = od razu inna atmosfera (chociaż ironii nie sposób nie zauważyć) to i tak zdecydowanie lepiej niż z mety "ruszyć tyłek" [quote]A.... z tymi, którzy mieszkają od lat jakoś kłopotów nie ma. Pretensje i wymagania mają nowi mieszkańcy owych. [/quote] Nie jestem "nowy" w swojej okolicy - mieszkam tu już ładnych parę lat. Ale pod pewnymi względami pod tą "nowość" podpadam. Nowe mianowicie jest moje podejście do wielu zaskorupiałych układów i układzików. Małe mieścinki - jak zapewne zdajesz sobie z tego sprawę - działają na zasadzie: wujek księdzem, ciocia lekarzem, brat wójtem a szwagier policjantem. Jak w takiej sytuacji wygląda "stosowanie" prawa - nie trzeba wyjątkowej wyobraźni żeby się domyślać. Szybciutko okazuje się, że jeden myśliwy to przy okazji radny gminy, drugi to szczęśliwym zrządzeniem losu policjant a trzeci - emerytowany prokurator. I właśnie TU nie ma problemów z "mieszkającymi od lat". Oni doskonale wiedzą, że jeżeli coś tam się im nie spodoba, gdzieś się poskarżą to: jadąc na rowerku (oczywiście bez światełka) ze sklepu - polną drogą - pechowo trafią na radiowóz. Nigdy tu sie nie pojawiał - a tu nagle taki pech. Droga akurat do ich gospodarstwa nie została odśnieżona - no patrzcie - pechowo zepsuła się odśnieżarka jak już tylko oni zostali. No popatrzcie państwo - zmienili trasę autobusu szkolnego i ich dzieciak musi teraz lecieć kawał drogi - no kurcze - tak pechowo - akurat tu gmina zmuszona była do oszczędności.... Jeżeli piszesz, że od 30-tu lat pracujesz w leśnictwie (a zakładam, że nie od niemowlęctwa) to oboje nie jesteśmy dziećmi i nie rozmawiajmy jak dzieci. Oboje DOSKONALE wiemy dlaczego "z tymi, którzy mieszkają od lat jakoś kłopotów nie ma". [quote]...zatrzymuje mnie myśliwy z miejscowego koła i pata czy pies nam nie zwiał, bo widział takiego jak nasze...[/quote] To, że nie rozumiem "założeń" myślistwa, brzydzę się ludźmi czerpiącymi przyjemność z zabijania (bo przecież oboje wiemy że myśliwym nie zostaje się z przymusu i nie strzela on do stworzeń bo taki ma przykry obowiązek). Nie oznacza, że postrzegam ich wszystkich jako demony czyhające z wyszczerzonymi zębami w zaślinionej paszczy żeby "rozwalić" jakiegoś psa. Zapewne istnieją gdzieś jeszcze ci "etyczni" i być może na takich właśnie trafiasz. Na moim terenie niestety poluje warszawskie koło, którego członkowie (w osobach, które widziałem na własne oczy) mają totalnie gdzieś jakąkolwiek etykę i panoszą się po okolicy przekonani o całkowitej bezkarności. Nie będę Ci tu opisywał przepędzania nagonek przez miejsca stanowiące naturalną ostoje zwierzyny, skakania pana "łowczego" po stercie gałęzi pod które schował się bażant (aż wyskoczy i można go "pozyskać" - ani strzelania do każdego psa czy kota, który pojawi się w zasięgu (nawet na drodze czy przy krowach). Bo to nie miejsce i nie temat na to. [quote]poznanie zwyczajów, zależności i mechanizmów funkcjonowania lokalnej społeczności i dopasowanie się do nich.[/quote] Mnie widzisz - kosztowało wiele. Kosztowało lufę wycelowaną w brzuch i wysyczane z furią "spier...", kosztowało pokaleczone w panice konie, prawie stratowane i nieźle poobijane dziecko i długie długie "policja/prokurator/sąd i abarot". Może trafiłaś na "innych" myśliwych i może umiesz/masz możliwość - się "dopasować". A może do Ciebie - jako leśnika - oni inaczej się odnoszą. Do mnie natomiast jako do (w ich wyobrażeniu) rolnika odnoszą się inaczej - powinienem na widok Panów Myśliwych zdjąć czapeczkę i grzecznie ją w rączkach miętosić ze schyloną głowa aż przejdą/przejadą - tratując moje pastwisko, zrywając ogrodzenia itp. [quote]Dobra wola jest potrzebna z obu stron.[/quote] W cywilizowanych krajach - jak się zapewne orientujesz - wygląda to troszkę inaczej - a jak słyszałem i u nas gdzieniegdzie się zdarza. Przed polowaniem - osoba odpowiedzialna za jego przeprowadzenie odwiedza właścicieli gruntów na których ma się ono odbyć, informuje kiedy, w jakich godzinach, prosi o nie wypuszczanie inwentarza, dzieci, pyta czy nie ma przeciwwskazań ... Ba - słyszałem nawet o wspólnych (z gospodarzami) grillach czy ogniskach po zakończeniu. [quote]Życie mnie nauczyło- poznac a potem delikatnie drążyć.[/quote] Tak - "kropla drąży" itd. itp Tyle, że widzisz ja nic nie drążę. Ani nie wnoszę żadnych idiotycznych roszczeń. Chcę jedynie żyć bezpiecznie wraz ze swoją rodziną - być uprzedzanym jeżeli coś choć potencjalnie niebezpiecznego ma się odbywać, wykonywać swoją pracę na swoim terenie bez trwożliwego rozglądanie się po krzakach. A dodatkowo nie tylko na swoim ale i na innych [b]publicznie dostępnych[/b]. [u]I nadal uważam, że mam do tego prawo - a osoba powodująca sytuacje niebezpieczne (używająca broni palnej) [b]WINNA[/b] ostrzec mnie i wszystkie postronne osoby o zagrożeniu jakie jej działania mogą powodować[/u]
-
[quote name='lupak']Nie ma potrzeby. Wystarczy ruszyc tyłek[/QUOTE] Jaki sympatyczny ton wypowiedzi - z miejsca widać z kim rozmawiam :) myśliwy? Sympatyk? Wiesz? Może jestem zbyt "gadatliwy" i trochę za długie posty piszę - w/g mnie wynika to z poszanowania dla rozmówcy (czyt. usiłuję jak najdokładniej przedstawić mój punkt widzenia). Zapominam jednak, że niektórym może sprawiać trudność przebrnięcie przez coś dłuższego niż "dwulunijkowce". [quote]...Zbiorówki są [b][u]ogłaszane[/b][/u] , indywidualne są [b][u]zgłaszane[/b][/u]...[/quote] Zwróćcie proszę uwagę na dobór określeń. Dla niewtajemniczonych wyjaśnienie: - "ogłaszane" - oznacza, że wisi kartka w urzędzie gminy (gdzieś tam, w którejś wsi - gdzie ten urząd się znajduje) - "zgłaszane" - to chyba jedynie pan "łowca" we własnym kole (np. Warszawskim - a strzelać będzie w lesie o 60 km dalej - bo tam koło ma "swój" teren. Wychodzi na to, że jeżeli chcesz pospacerować po lesie, łące, zaroślach i nie być narażonym na przypadkowe postrzelenie - najpierw należy sprawdzić do jakiego koła ten teren "należy", następnie dowiedzieć się czy akurat teraz żaden "łowca" tam nie wyruszył - niezależnie również nie głupio byłoby się dowiedzieć pod jaką gminę ten lasek podlega - udać się do właściwego urzędu i obejrzeć tablicę ogłoszeń. No oczywiście można jedynie zadzwonić - jeżeli naturalnie ufasz, że osoba "przez telefon" cię nie zbywa. Jednak jeżeli po pracy chcesz jedynie sobie pospacerować i nie mając ani czasu ani chęci na "wywiad środowiskowy" chcesz zwyczajnie czuć się bezpiecznie - to zdaniem [b]lupak[/b]-a "postawa roszczeniowa"... Taaak - jakież to typowe. Nie - Panie/ Pani [b]lupak[/b] - nie będę sprawdzał wszystkich urzędów i tablic ogłoszeń - chcąc bezpiecznie żyć i poruszać się po Swoim Kraju. Dowiadywać się gdzie prowadzą wykopy, używają dźwigów, pracują na rusztowaniach, przewożą niewypały czy naprawiają trakcje (albo strzelają). To Ty lub Twoi "idole" mają obowiązek mnie ostrzec, że robią coś potencjalnie dla mnie czy mojej rodziny - niebezpiecznego. A jeżeli jest luka w prawie - z której korzystanie zwalnia akurat was z takiego obowiązku - to należy ją jak najprędzej "zatkać".
-
Przekochany Weron z nowotworem, prosi o wsparcie finansowe - MA DOM!!
urwisek replied to tsu's topic in Już w nowym domu
W górę Chłopak. Czarny Królewicz i Mroczny Prezes - taki ładny kontrast na śniegu :) Dziś już miałem tylko -4 Rane - jak to wszystko się rozpuści - jak to całe stado się wytytła... Tak to jedynie koniom musiałem grzbiety na noc ze zlodowaciałego śniegu oskrobać - a psy i koty chociaż czyste do domu wracały. Gdzie ta śliczna, pachnąca, zieloniutka trawka?! Ja chcę wiosnę - zima już była - WYSTARCZY !!!