Jump to content
Dogomania

urwisek

Members
  • Posts

    497
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by urwisek

  1. Aż miło zajrzeć [B]teraz[/B] w ten wątek - poprzednio zamknąłem "kartę" zanim się do końca wkręciła :( Niedawno jestem na Dogo ale teraz widzę, że tu jednak [B]przede wszystkim[/B] miłośnicy psów. Szkoda tylko, że jeszcze dla Niego nikt "z sensem" się nie znalazł - bo piękne psisko i napewno będzie umiał otrzymaną miłość odwzajemnić. [B]Greven-[/B] piękne zdjęcia - trzymam kciuki.
  2. Tak w temacie: [URL="http://www.se.pl/wydarzenia/kronika-kryminalna/pijnay-mysliwy-mial-fantazje-i-strzelal-do-aut_53312.html"]Pijany myśliwy miał fantazję i strzelał do... aut - Alkohol, Mazowieckie, Warszawa -Kronika Kryminalna – CBŚ, polska mafia, przestępstwa – wydarzenia - se.pl- se.pl[/URL] 5 lat temu mieszkałem koło Lipkowa - nie zdarzały się tam takie numery - przeważająca większość okolicznych lasów to Kampinowski Park Narodowy = myśliwych wcale się nie widywało. Myślałem, że na zad...piu tylko "myśliwi" czują się bezkarni - wychodzi na to, że "plaga" się rozprzestrzenia [IMG]http://forum.miau.pl/images/smiles/icon_sad.gif[/IMG] [URL="http://interia360.pl/artykul/zastrzelony-przez-klusownika-czy-mysliwego-klusownika,13092"]Zastrzelony przez kłusownika czy myśliwego-kłusownika? - Informacje w Interia360.pl - wiadomości, dziennikarstwo obywatelskie[/URL]
  3. Nie dawajmy się zbyt łatwo „warunkować” Mimo teoretycznie przejrzystego przedstawienia obowiązujących przepisów zazwyczaj (tu również) znajdziesz kilka określeń minimalnie różniących się od zapisu ustawy, niektóre fragmenty zostały pominięte albo nie omówione tak wyraźnie jak inne (choćby kwestia możliwości ograniczenia prawa własności w trybie ustawy [b]ale nie w stopniu podważającym istotę prawa własności[/b]) i.t.p. W sumie przesłanie artykułu wychodzi, że tak już jest i niestety musi być i nic się nie da na to poradzić. Jednak na to, że nikt nie może robić nic co by Ci mogło zagrażać (a już zwłaszcza na twoim terenie) i to na dokładkę bez ostrzeżenia Ciebie, że nie można bez Twojej wiedzy wykonywać czynności, które uniemożliwiają Ci korzystanie ze swojej własności itd. – już „nacisku” nie położono. „Słusznie i naukowo” wytłumaczyć, życzliwym i współczującym tonem – rączki Ci opadną i o swoje przestaniesz się upominać – a przecież właśnie o to chodzi. Nie dać się „sterować”, myśleć indywidualnie, nie dać rozmydlić tematu, „który lis zjada więcej zajączków – a może zdziczały pies czy zastrzeli myśliwy” tylko pamiętać, że mamy prawo wymagać dbałości o nasze bezpieczeństwo (reszta „załapie” się przy okazji).
  4. [quote name='lis']a na dodatek jestem nienormalny,bo lubię i bronię największego " szkodnika łowieckiego ",jakim jest lis...[/quote] Tu ciekawostka - teren swój posiadam od pięciu lat - w wyniku wielu awantur udało mnie się jak do tej pory upilnować żeby żadne stworzenie nie zostało na nim zastrzelone. Jest to prawie 15ha lasków, krzaczków, łąk itp. Zadziwiającym zbiegiem okoliczności zamieszkuje na nim oprócz lisów spora ilość zajęcy i bażantów (jakoś nie chcą same wyginąć ani jedne drugich wytępić. Stąd m/inn. moje dość sceptyczne podejście do argumentów przytaczanych przez myśliwych. Jak stoję na miedzy (kiedy w okolicy odbywa się polowanie) z siekierą na ramieniu (bo właśnie wycinałem krzaki :)) i pilnuję żeby czasem któryś niechcący na moją ziemię nie zabłądził - wyglądam zapewne jak idiota - ale pocieszającym dla mnie jest widok jak sarny czy zające (spłoszone nagonką) zamiast uciekać prosto pod lufy - skręcają do mnie na teren. Zdążyły się już nauczyć - gdzie są bezpieczne :) [quote name='lis']jeśli na mój ogrodzony teren przedostanie się,jakimś cudem dzikie zwierzę należące do listy gatunków łownych,to mogę być oskarżony o przetrzymywanie dzikiej zwierzyny lub o kłusownictwo[/quote] Wydaje mnie się, że pozostawienie w ogrodzeniu kilku przejść (za niskich i za wąskich żeby np. koń zwiał z pastwiska) i oznakowanie ich tabliczkami z informacją o terenie prywatnym a w moim przypadku również o całorocznym przebywaniu koni- powinno w wystarczającym stopniu załatwić sprawę jakichkolwiek "ansów" a jednocześnie umożliwić egzekwowanie zakazu wstępu. Jednak z maniackim uporem powtarzam - główny argument = żądanie bezpieczeństwa (przebywania, wykonywania prac gospodarczych itp.). Z innymi argumentami mogą polemizować bez końca - z tym dość trudno.
  5. [quote name='lis']Z tego co czytałem to nie wolno grodzić swojej ziemi,gdyż uniemożliwia to migrację dzikim zwierzętom - jednym słowem,właściciel ziemi nic nie może ...[/quote] Tu już mamy masę sprzeczności Z mojego rozeznania wynika, że ogrodzenie terenu (żeby nie włazili) ma być "ciągłe" i "widoczne". Tyle udało mi się znaleźć w ustawach związanych z łowiectwem. Myśliwi czniają totalnie ogrodzenia z "pastucha" czy drewnianych żerdzi - łamią, zrywają druty. Rozmawiałem, pytałem: - sarna jako stworzenie nie cywilizowane - nie rozumie, że drut (nawet pod prądem) czy drewniana żerdź to granica terenu i dalej nie wolno. - Koń czy krowa (już bardziej "cywilizowana") rozumie i nie przechodzi. W jakiej kategorii plasuje się myśliwy? Nie podejmowali tematu - klarowali coś o ogrodzeniach "trwale związanych z gruntem" (a reszta to nie ogrodzenie). Udało mnie się taką definicję odnaleźć, ale w prawie budowlanym (nie łowieckim). Dodatkowo [U]wydaje mnie się[/U], że po modyfikacjach prawa budowlanego - do wykonania ogrodzenia nie potrzeba już jak kiedyś projektu (i związanych z nim zezwoleń) a jedynie wystarczy "zgłoszenie". Nie zmienia to jednak faktu, iż takie postawienie sprawy dyskryminuje "w majestacie prawa" obywateli mniej zamożnych. Ogrodzenie np. siatką na metalowych, wbetonowanych słupkach kilkunastu hektarów - to spory koszt i nie każdego na to stać. Wynikowo więc - bogacza (który ogrodził) własność nie będzie naruszana i on sam nie znajdzie się w niebezpieczeństwie a biedniejszy...no cóż - wypadek - jak chodził po własnym lesie :( [quote name='taks']Czy wg tej wskazówki "obszar zabudowany" definiuje się tak jak w ustawie o ruchu drogowym? Chodzi mi o to czy pojedyncze domy rozsiane w odległosci 200-400 m od siebie to juz teren zabudowany? Czy teren znajdujący sie w granicach administracyjnych miasta ale niezabudowany też może być dzierżawiony kołu łowieckiemu?[/quote] Niezupełnie - teoretycznie (w/g prawa) nie wolno im strzelać w odległości mniejszej niż 200 metrów od zabudowań (mieszkalnych). Czyli wystarczy jedna wolno stojąca chałupa. "Mój" strzelał bliżej - i co z tego skoro jego kilkunastu kolegów zeznaje, że nie padły żadne strzały a nie było sposobu sprawdzić np ilości amunicji (bo nie mają obowiązku ewidencjonowania) ani nawet kontroli broni "na węch" policjanta (po pierwsze odmówił takiej czynności - po drugie sprawcy tłumaczyli, ze godzinę wcześniej, w innym miejscu - strzelali. Okoliczne "wsioki" boją się zeznawać przeciwko "panom myśliwym" a z jednego co się nie bał i słyszał - prokurator robi idiotę bo pomylił w zeznaniu liczbę naganiaczy. Rozważałem już opcję pobudowania na swoim terenie różnych wiat (co 199 metrów) ale obawiam się, że w określeniu (mieszkalnych) znajdą haczyk żeby i to zczniać. [quote name='Aska7']Ciekawie gdzie na świecie można wyjść z dzieckiem na spacer ...[/quote] ....bezpiecznie? Myślę, że właśnie to jest jedyny (dający szansę) kierunek walki o nasze prawa.
  6. [quote name='Aska7']No dobra, .......... poważnie ....... Co mówimy ?????[/quote] Może "myśliwi do rezerwatów" a reszta kraju bezpieczna dla pozostałych obywateli?
  7. [quote name='Aska7'] Nie wzywam do aktów przemocy, ale pewne sprawy (jak to określił ktoś na wątku zabitego przez myśliwego psa) trzeba załatwiać po męsku :)Amen :) ole', niech się stanie :razz: Ja duża i bojowa kobieta jestem, ale .................mogę dostać palpitacji, bo się przestraszę (strasznie i odszkodowanie mi się będzie należało), albo ten facet we mnie wyceluje i walnę go w samoobronie, och ... :razz:) [/quote] Dokąd masz "przyjemność" z jednym czy dwoma myśliwymi to ok. Ja raczej nie jestem zwolennikiem stosowania "bezpośredniego przymusu fizycznego" :) Uważam, że po to nam Bozia język dała żebyśmy mogli się porozumiewać. Trzy lata udawało się utrzymać myśliwych "na dystans". Wiele rozmawialiśmy: - o sporcie (i zasadzie równych szans) - o tradycji, że "...człowiek od zarania dziejów..." - zapraszałem na obiad - jeśli głodni. - o prawie ich do polowania moim do jeżdżenia za nimi koparką po moim terenie, trąbienia i "kłapania łyżką" Itd. Itp. Jednak jak zajechała kawalkada samochodów (niszcząc łąkę ale to szczegół), kilkunastu przerośniętych harcerzy z bronią rozlazło się po terenie, od drugiej strony wtargnęła gromada naganiaczy, przerażone konie zaczęły rozwalać ogrodzenia i tratować wszystko na swojej drodze ..... To już nie było tak hop siup :( Dojście sprawiedliwości jest raczej mało prawdopodobne - prokurator już trzykrotnie umarzał - w jego rozumieniu "sprawcy" (myśliwi i naganiacze) są dużo bardziej wiarygodni niż właściciel terenu z żoną i dzieckiem (wiecej ich - no nie?). Oni nie widzieli żadnych koni, ogrodzenia poniszczyły sarny (któryś to nawet widział) a jeden z nich nie kierował broni w mój brzuch każąc się odsunąć z drogi (co wszyscy zgodnie twierdzą) i oczywiście nie zamierzał się pięścią na mojego syna jak ten fotografował tablice rejestracyjne ich samochodów (to że użył kamery w komórce i nagrały się również "wiąchy" pod jego adresem w wykonaniu "panów" myśliwych - również prokuratora nie obchodzi.
  8. [quote name='Sylvia_76']Nie mam również pojęcia, jak znaleźć mapę podziału obwodów łowieckich (choć to i tak z pewnością łatwiejsze niż to pierwsze)... Interesuje mnie województwo mazowieckie. Czy ktoś może mi pomóc? Proszę...[/quote] Nie jestem pewien czy dobrze Cie zrozumiałem - ale jeżeli nie chodzi Ci o jakieś szczegółowe dane w stylu do jakiego konkretnie koła dany kawałek Naszego Kraju "należy" - a jedynie jak znaleźć bezpieczne miejsce do spaceru - to sugeruję może nie bardzo dokładną ale łatwą metodę: - weź mapę okolicy, która Cie interesuje - cyrkiel i ustaw nim odległość 200 metrów (w/g skali mapy) - zaznacz tą odległość od granic obszarów zabudowanych Już wiesz poza jaką granicą możesz spodziewać się strzałów w każdym momencie :(
  9. [quote name='Zbójini']Polska to dziwny kraj! ...[/quote] Myślę, że nasza Polska "dziwność" polega głównie na nieumiejętności współdziałania i ogólnemu "to-mi-wisizmowi". Widać to wyraźnie na każdym kroku - czy przy wypadkach np. drogowych czy kradzieżach i rozbojach popełnianych "w biały dzień". Nagminne podejście "mnie to nie dotyczy", "lepiej się nie wychylać" prowadzi w ostatecznym rozrachunku do tego, że jakakolwiek zorganizowana grupa może działać praktycznie bezkarnie. Któryś z myśliwych napisał na forum "stopodstrzałom", że jest ich w Polsce 100.000 (nie zadałem sobie trudu weryfikacji tych danych). W sumie jest absolutnie wszystko jedno czy jest ich 100 czy 300 tyś. - w porównaniu z pozostałymi obywatelami to i tak zdecydowana mniejszość. Tyle tylko, że Polak reaguje szablonowo (oczywiście nie każdy, więc proszę nie brać tego akurat do siebie i nie protestować gwałtownie) - Kociarz, na widok zastrzelonego psa "biedny piesek - ale pamiętam jak takie bezpańskie kundle zagryzły kota sąsiadki" - Psiarz (na kota) "taki to może psu i oczy wydrapać - no biedny ale powinni je trzymać w domach" - Koniarz (jeździec) "biedne pieski i kotki - ale jak to nieraz z krzaków wyskoczy to..." - Dzieciarz :)- "...paskudzą w piaskownicach, ugryźć/podrapać mogą, choroby roznoszą..." Tak naprawdę - jak przychodzi do "kontaktu" z myśliwym to każdy z nas jest sam. Ma przeciw sobie zorganizowaną grupę "z układami" na dokładkę - a jakakolwiek próba dyskusji momentalnie przyciąga: "kucharzy" - "...a co - nie jesz mięsa?" "malarzy" - "...ty zielony oszołomie" "prawoznawców" - "...atr. xxx &..." Jedni nie widzą różnicy między pracownikiem rzeźni a gutkiem, któremu zabijanie sprawia frajdę, drudzy gęsto sypiąc "zielenią" starają się ukryć swój "czerwony odcień" a ostatni klepią wyuczone regułki nie zadając sobie trudu nawet przeczytać postu, na który odpowiadają - zapominając przy tym, że Prawo jest stworzone dla ludzi, przez ludzi i ludzie mogą je zmienić. Myślę, że dokąd będziemy się skupiać wyłącznie na tym, co akurat nas boli najbardziej - nie mamy najmniejszych szans w zetknięciu z plagą, jaką już w tej chwili stali się myśliwi i z dnia na dzień coraz bardziej w "piórka" obrastającą (nie tylko w kapeluszach). Na nasze argumenty o brak humanitaryzmu zawsze będą odpowiedzi, że troszczą się o całość zwierzyny, dokarmiają itp. Spotkałem się już nawet z argumentacją, że układ nerwowy poszczególnych gatunków jest tak zbudowany, że zabijając strzałem nie powoduje się prawie bólu (trzeba jeszcze tylko porządnie trafić a nie dobijać kolejnymi). Jesteśmy moi drodzy zwyczajnie zacofani i niedouczeni - do starego i beznadziejnie chorego pupila powinniśmy wzywać myśliwego a nie Weta. [B][U]Moim zdaniem[/U][/B] jest jeden jedyny sposób, aby połączyć wysiłki wszystkich przeciwników myślistwa i utrzymać w ryzach panów "ponad prawem". Położenie nacisku na bezpieczeństwo - nas i naszych dzieci. Jeżeli w oparciu o żądanie bezpieczeństwa - uda się panów myśliwych zmusić do starannego, widocznego oznakowania i zabezpieczenia terenu, na czas w którym zamierzają użyć broni palnej - automatycznie zabezpieczymy naszych podopiecznych. Nikt przy zdrowych zmysłach, widząc tabliczkę "uwaga trwa polowanie" albo słysząc takie ostrzeżenie od osoby "zabezpieczającej teren" nie pójdzie tam na spacer (nawet z psem na smyczy). A i doprowadzenie do ukarania "partyzantów" czających się po krzakach w pobliżu łąk i ścieżek z nadzieją "zaliczenia jakiegoś kundla chociaż" będzie łatwiejsze bo raczej nie zdąży porozstawiać tabliczek przed przyjazdem policji lub zjawieniem się świadków. Prawdziwi myśliwi (o ile rzeczywiście tacy są) powinni raczej również poprzeć taką inicjatywę - bo chociaż z całą pewnością porządne zabezpieczenie terenu polowania dodało by im trochę roboty - to jednak w ostatecznym rozrachunku mieli by pewność, że nikt nie będzie im (w ich pasji czy może spełnianiu zaszczytnego obowiązku) przeszkadzał - czyt. kręcił się, łaził, zbierał grzyby, jeździł konno, gwizdał na psa itp. Tak już całkiem na logikę - abstrahując od zielonego, czerwonego czy innego oszołomstwa, wegetarianizmu, humanitaryzmu czy co tam jeszcze kto wywlecze - Interes państwa (niby, że nasz) w kwestii utrzymywania i pozyskiwania zwierzyny łownej, wygoda i zaspokajanie atawistycznych popędów 100. 200 czy 300 tysięcznej grupy - czy bezpieczeństwo nas wszystkich jest ważniejsze? Pytanie retoryczne - właściwe brzmi "jak i do kogo się zwrócić" i jak zebrać odpowiednio dużą grupę aby się "przebić". [URL="http://www.stopodstrza%C5%82om.pl"]www.stopodstrzałom.pl[/URL] - piękna inicjatywa ale... mało, mało, mało !!! Gdzie "Kowalscy" z dziećmi na spacerch? "edukacja" młodzieży (myśliwi do "nagonek" bardzo często wykorzystują ledwie "nastolatków" najczęściej z biednych rodzin w okolicy). Gdzie "Koniarze" - niejeden już miał problemy ze spłoszonym koniem jak znienacka padły strzały. Wędkarze ..... można tak długo
  10. [quote name='Visenna']Urwis, a nie myślałeś, zeby tę swoją historię walki z kumoterstwem zgłosić Tvn'owi?...[/quote] Witaj - dawno żeśmy się nie "widzieli" Myślę, że na dzień dzisiejszy jestem jeszcze za malutki dla TVN-u /ale będę nad tym pracował/ :) Zresztą mój "przypadek" nie ocieka krwią /na szczęście/. Coraz więcej ludzi ma jednak dość "zapaleńców", którzy sprytnie wykorzystując luki i/lub ewidentnie łamiąc czy naginając prawo - wykorzystują zwartość i "gatunkowość" swojej grupy działając tak jakby stali ponad prawem. Link z mojej sygnaturki prowadzi w jedno z takich "miejsc" - razem możemy więcej /hasło nie koniecznie z komuny/ :)
  11. [quote name='Akteon']A jaką Ty chcesz poradę? Kupiłeś ziemię niewiedząc że na tej ziemi ktoś ma prawo do polowania...[/quote] Chyba żeśmy się jednak nie zrozumieli - chociaż starałem się dość jasno przedstawić sprawę. NIE WIEDZIAŁEM jedynie, "że na tej ziemi ktoś ma prawo" prowadzić JAKIEKOLWIEK działania zagrażające bezpieczeństwu mojemu, mojej rodziny i moich zwierząt nie informując mnie w żaden sposób, że takie działania będzie prowadził. Czy nikomu jak do tej pory nie rzucił się w oczy fakt iż na każdym kroku, w jakiejkolwiek dziedzinie - przepisy bezpieczeństwa wymagają ostrzeżenia obywateli, że jakaś sytuacja może im zagrażać? Pracujący dźwig - przechodzisz obok = taśma, tabliczka, osoba pilnująca. Wykop - ogrodzony + tabliczka. Rusztowania - taśma, tabliczka "praca na ...","przejście drugą stroną ulicy". Cokolwiek robisz - a może to stanowić zagrożenie dla innych musisz zabezpieczyć teren, musisz ostrzec. Myśliwy nie musi? użycie broni palnej nie stanowi zagrożenia? Przechodzi stosowne badania, szkolenia, ma regulamin - a operator dźwigu nie? A może zwyczajnie - oznakowanie terenu polowania i/lub wystawienie obserwatorów na dochodzących ścieżkach (o powiadomieniu właścicieli gruntów już nawet nie wspomnę) było by dla myśliwych zbyt uciążliwe? Co więc jest ważniejsze ich [B]wygoda[/B] czy nasze [B]bezpieczeństwo?[/B] [quote name='lis']Można wystąpić o wyłączenie swojej ziemi z obwodu łowieckiego,ale proces ten jest,podobno uciążliwy...[/quote] "Proces ten" wygląda zazwyczaj tak:[U][IMG]http://images40.fotosik.pl/35/90d922852812ee18med.jpg[/IMG] [/U][I]Dokument udostępniony publicznie w internecie[/I]
  12. No i leżę na obie łopatki (bo tylko tyle mam). Wytłumacz proszę tę mądrość życiową. Nie należy mieszkać w W-wie, w Izabelinie czy przenosić się na wieś – bez uprzedniej konsultacji (w sprawie bezpieczeństwa mojego i najbliższych) biura prawniczego ? Bardzo proszę o konstruktywne porady (a nie nabijanie postów).
  13. [quote][B]Martens[/B] napisał: Niestety większość psów, które są odstrzeliwane, to psy wsioków [/quote]I tu masz w "większości" przypadków rację - mnie w całym tym "interesie" nie pasuje głównie fakt, iż za głupotę ludzi karę ponoszą psy. Bo nie oszukujmy się "wsiokowi" jest rybka czy mu zastrzelili psa czy nie - będą następne. Nie wydaje mnie się żeby dało się wymóc sterylizację (o funduszach na taką akcję już nawet nie wspomnę) - a zwłaszcza jeszcze na "marchewkę" dla tych co zastosują. Przeniosłem się stosunkowo nie dawno (parę lat) na wieś i znam problem /że tak powiem/ z autopsji. Pies przejechany na podwórku traktorem "...bo się głupi nie odsunął..." Pies zabity przez pociąg "...a po co tam lazł..." Im to zwyczajnie wisi - a spuszczają na noc (najczęściej) "...żeby pilnowały..." - tyle, że mogę sobie spokojnie wejść na podwórko sąsiada (po zmroku) a żadnego psa nie ma - bo wszystkie po spuszczeniu poleciały gdzieś (do lasu?) możliwe. Ale strzelanie do nich to totalnie poroniony pomysł - będą następne, będą spuszczane a przy okazji będą zwyrodnialcy ("myśliwi"), którzy "przy okazji" będą nawalać do wszystkich psów - byle właściciel zszedł z lini strzału (na razie bo co dalej?). Zobaczcie jakie możliwości nadużyć daje takie prawo - nawet jak Ci "rąbnie" psa na smyczy i w kagańcu to powie, że biegał bez opieki a Ty go już po fakcie zapiąłeś na smycz i robisz dym. Jeden, drugi - potraktowany "nabojem" usypiającym psiak - okazanie po wybudzeniu okolicznym "wsiokom" i parę policyjnych pytań - godzina czasu i znasz właściciela = kolegium. Gwarantuje, że dwie takie akcje we wsi i żaden pies przez co najmniej pół roku nie będzie spuszczony. No tak ale autorytet "pana myśliwego", któremu jak zwracasz uwagę żeby raczył opuścić twój teren (pod tym "pastuchem" pod którym wlazł a nie zrywając go) - zdecydowanie ucierpi jak nie będzie mógł się po odgrażać, że Ci wszystkie psy i koty powybija i będziesz mu mógł nas....czyć. Zerknijcie przy okazji do mojego wątku tam poruszyłem jeszcze jeden aspekt "myślistwa" [URL]http://www.dogomania.pl/forum/f1060/myslistwo-bezpieczenstwo-nas-naszych-podopiecznych-133433/[/URL]
  14. Koszmar !!! – nie pierwszy i nie ostatni zresztą – niestety. Dlatego też jestem zdania, że za „panów myśliwych” musimy się w końcu troszkę zdecydowanej „zabrać”. Powoli dochodzi do paradoksu – gdzie stosunkowo (w porównaniu z resztą społeczeństwa) nieliczna grupa ludzi (ale „wpływowa”) próbuje „sterroryzować” pozostałych. Dopóki jeden czy drugi właściciel zastrzelonego psiaka stara się coś zrobić – napotyka na „towarzystwo wzajemnej adoracji” składające się z byłych ubeków, policjantów, wojskowych – nie ma najmniejszych szans! Dopiero razem możemy coś zdziałać – moje hasło „myśliwi do rezerwatów” tam na starannie oznakowanym terenie niech sobie dają upust „tradycjom, etyce, humanitaryzmowi itd.” jakkolwiek to nazywają. Na pewno nikt normalny nie będzie im tam wchodził. A resztę świata niech zostawią bezpieczną dla pozostałych ludzi i ich podopiecznych. Więcej [URL]http://www.dogomania.pl/forum/f1060/myslistwo-bezpieczenstwo-nas-naszych-podopiecznych-133433/#post11950914[/URL]
  15. Zapewne każdy z Was jak nie już – to prędzej czy później zetknie się z poruszanym przeze mnie problemem. Aby (jak ja) nie natrafił na mur obojętności, znieczulicy, lenistwa urzędników czy wręcz kolesiowstwa i kumoterstwa – ZWRACAM SIĘ DO WAS o wszelkie możliwe wsparcie moich działań jak również o podjęcie własnych w szeroko pojętym interesie zapewnienia bezpieczeństwa swojego i swoich podopiecznych. Nie powinniśmy się w tym momencie dzielić na opiekunów/rodziców z dziećmi, właścicieli psów, kotów, koni itp. bo każdego z nas w mniejszym lub większym stopniu problem dotyczy. Chodzi mnie może nie tyle o myślistwo jako takie (choć osobiście uważam je za zalegalizowane barbarzyństwo) co o sposoby w jakie przeprowadzane są polowania i sensowność/ realne stosowanie – przepisów regulujących te kwestie. Dla tych, którzy się jeszcze (na szczęście) z problemem nie zetknęli krótkie wprowadzenie: W każdej chwili spacerując samemu, z dzieckiem, psem, jadąc konno, zbierając grzyby czy z jakiejkolwiek przyczyny przebywając poza gęsto zabudowanym terenem (las, łąka, pole, droga itp.) możecie znaleźć się (nawet o tym nie wiedząc) ‘w obrębie” polowania !!! O ile właściciele psów doskonale zdają sobie sprawę, że ich pupil w każdej chwili może zostać przez myśliwego oceniony jako „zdziczały i wałęsający się” (mimo obroży czy starannie wyczesanej sierści) i natychmiast zastrzelony o tyle „skradający się” przez krzaki grzybiarz, jadący beztrosko leśną ścieżką jeździec czy tatuś/mamusia z dzieckiem na spacerze nie zdają sobie często sprawy, że w każdej chwili mogą paść strzały. Mieszkając w centrum Warszawy i odwiedzając lasy i łąki w weekendy – później w willowym Izabelinie, spacerując co najwyżej po parku narodowym – sam nie miałem świadomości jak sprawy się mają. Dopiero po przeniesieniu się na wieś, wejściu w posiadanie własnego terenu i „wizycie” na nim myśliwych – zainteresowałem się zjawiskiem i „uzupełniłem edukację”. A wygląda to tak: - teren Naszego Kraju jest podzielony na „obwody łowieckie” (nie ważne, kto jest właścicielem gruntu, nikt nie ma obowiązku poinformować nas, który kawałek wchodzi w skład takiego obwodu a który nie) - na terenie takich „obwodów” w każdej chwili może się odbywać polowanie i nikt nie ma obowiązku nas o tym zawiadomić (ani właściciela gruntu ani tym bardziej „spacerowicza” w formie jakichkolwiek znaków czy choćby „obwieszczeń” w rodzaju kartek na drzewie na początku bocznej ścieżki – w stylu „uwaga – polowanie – możesz zostać postrzelony przypadkową kulą i/lub stratowany przez przerażone/ranne zwierze”. - myśliwi chociaż teoretycznie przed polowaniem (zbiorowym) mają obowiązek dokonać „rozpoznania terenu” – w praktyce w wielu wypadkach mają to gdzieś i tak naprawdę nie mają fioletowego pojęcia czy na objętym polowaniem terenie ktoś się przypadkiem nie znajduje i/lub czy nie wszedł tam w trakcie. W moim przypadku posunięto się do tego stopnia, że tzw. „nagonka” zamierzała przepędzić wszystko, co się rusza i na drzewo nie ucieka – przez cały mój teren wprost pod lufy ustawionych z drugiej strony myśliwych – nie wiedzących nawet, że na terenie tym znajduje się dom mieszkalny, przebywam wraz z rodziną a na znajdujących się wewnątrz pastwiskach pasą się konie. O kotach czy psach „w obejściu” już nawet nie wspominam – chociaż wiadomo, że spłoszone „nagonką” uciekałyby w kierunku myśliwych i po wybiegnięciu z krzaków wyglądały by zapewne na „zdziczałe” i „z dala od zabudowań”!!! (dokładniej tu) [URL="http://www.qnwortal.com/forum,temat,9276&postdays=0&postorder=asc&start=0"]my�liwi na naszych pastwiskach - qnwortal.com[/URL] Teraz o „stosowaniu prawa”: - byliśmy na szczęście na dworze i udało nam się zawrócić „nagonkę” (aczkolwiek bez pyskowania się nie obyło) – dzięki temu psy i koty nie „zdziczały” i żyją. - spłoszone i zaplątane (w połamane wcześniej w wyniku paniki ogrodzenie) konie – w czasie ich wyplątywania o mało nie stratowały mojego dziecka, bo akurat padły strzały (któryś myśliwy coś musiał wypatrzyć, mimo, że nagonka nie przeszła). - zgłoszenie policji i prokuraturze popełnienia przestępstw (naruszenie „miru domowego”, zniszczenie własności prywatnej, spowodowanie sytuacji zagrożenia życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu itp.) – zaowocowało jedynie kolejnymi umorzeniami i odwołaniami (i tak już ponad rok). - a w ostatecznym wyniku zamknięciem możliwości dalszych odwołań i pozostawieniu jedynie możliwości wniesienia sprawy do sądu w trybie „prywatno-skargowym” (co oznacza m.in. „płać obywatelu to może dojdziesz swoich praw”) Wszystkim zainteresowanym „stosowaniem prawa” udostępnię do wglądu uzasadnienia prokuratorskich decyzji o umorzeniu sprawy, z których moim zdaniem wynika iż: - „sprawcy” nic złego nie zrobili - ponieważ sami tak twierdzą - jedyna „niepowiązana” osoba (nie „sprawca” i nie członek mojej rodziny), która słyszała strzały (których „sprawcy” się zgodnie wypierają) – jest „niewiarygodna” bo pomyliła w zeznaniach [B]liczbę naganiaczy[/B] (jakby to miało jakiś związek z tym co słyszał) i [B]mieszka[/B] [B]daleko[/B] (jakby to miało jakiś związek z tym gdzie przebywał słysząc strzały). - pokrzywdzeni nie są pokrzywdzonymi, bo nic im się nie stało a „sprawcy” zgodnie zeznali, że ich nie pokrzywdzili. Jak do wyłaniającego się obrazu dodamy jeszcze, że prowadzący sprawę (najczęściej miejscowy) policjant może byś spokrewniony z osobami pracującymi w urzędzie gminy, osoba odpowiedzialna za organizację polowania (w tym rozpoznanie terenu) to np. radny tejże gminy a na posterunku policji wisi w gablotce podziękowanie za współpracę od koła łowieckiego (do którego „sprawcy” należą) – to będziemy mieli już w miarę kompletny obraz sytuacji. :shake: Jestem przekonany, że każdy z nas – niezależnie od miejsca zamieszkania czy „statusu społecznego” musi mieć świadomość, iż [B]po pierwsze[/B] jak „przyjdzie co do czego” będzie miał do czynienia z „lokalnymi” urzędnikami i funkcjonariuszami a zjawisko: (kolega wójtem, szwagier policjantem, ciocia lekarzem a brat księdzem) jest w naszym kraju – zwłaszcza na terenach „małomiasteczkowych” czy wiejskich – dość powszechne. [B]Po drugie[/B] zaś – świadomość bezkarności, stania „ponad prawem” potęguje wzrost beztroskich, nieodpowiedzialnych czy wręcz totalnie chamskich działań wśród osób parających się myślistwem – a tym samym wzrost zagrożenia dla nas i naszych podopiecznych. Jeżeli naprawdę kochamy nasze dzieci, zwierzęta – chcemy żeby były bezpieczne – nie powinniśmy dać się zagonić do klatek czy wyznaczonych rezerwatów gdzie nie będziemy „panom myśliwym” przeszkadzać w „pozyskiwaniu zwierzyny”. Jest Nas więcej i mamy prawo żądać zapewnienia mam bezpieczeństwa, bo o ile „prawo” w kwestiach związanych z utrzymaniem zwierzyny dziko żyjącej przedkłada interes państwa/społeczny nad prawo własności poszczególnych obywateli (posiadaczy gruntów) - o tyle bezpieczeństwo nasze (a przy okazji naszych podopiecznych) jest chyba ważniejsze (mam nadzieję). Ja ze swojej strony nie zamierzam (opisanego przypadku) „odpuścić” a na każdy zauważony podobny przypadek - reagować z pełną determinacją i zaangażowaniem. Do Was natomiast apeluję zarówno o przyjęcie (w temacie) podobnej postawy – jak i o udzielenie mnie wszelkiego możliwego wsparcia: - czy to w formie porady w kwestiach możliwości „prawnych” (od osób znających zagadnienie) - w formie podpisów pod „petycjami”, jakie w w/w sprawach składam (w trakcie przygotowania) i/lub składaniu własnych - poprzez „naświetlanie” zagadnienia i zainteresowanie problemem jak najszerszego grona ludzi - podjęcie działań „wciągających” w temat „media” - i... cokolwiek, komukolwiek – do głowy w w/w kwestii przyjdzie bo najgorsze możliwe podejście to „...mnie to nie dotyczy...” (w każdej chwili może się to zmienić) lub „...i tak się nic nie zdziała...” ( bo przez to nieliczna stosunkowo ale „wpływowa” grupa ludzi „terroryzuje” nas wszystkich). Na koniec chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że nie zamierzam „walczyć” z myślistwem jako takim a jedynie z ewidentnymi przejawami lekceważenia bezpieczeństwa pozostałych – chociaż nie przekonują mnie „dęte” argumenty o tradycji czy konieczności (w ostatecznym rozrachunku) zapewnienia „dobrobytu” zwierzyny „łownej”. Gdyby faktycznie chodziło głównie o kontrolę „populacji” czy eliminowanie chorych i słabych sztuk znaleziono by z całą pewnością bardziej humanitarne techniki niż „odstrzał”, bo nie oszukujmy się – wiemy doskonale, że nie każdy myśliwy jest świetnym snajperem i zawsze, idealnie trafia powodując natychmiastową śmierć (tropienie po farbie, dochodzenie postrzałka – to ICH terminologia). A jak już podważymy konieczność, etykę, humanitaryzm – to pozostanie nam w najlepszym przypadku „pasja” – a ja od siebie dorzucę: sadyzm, zwyrodnialstwo, sposób na wyładowanie agresji itp. Myślę, że myślistwo jest w społeczeństwie takim „wentylem bezpieczeństwa” gdzie określona grupa ludzi może wyładować swoje frustracje (a nie umie inaczej) i jako takie jest potrzebne, bo gdyby to uniemożliwić niektórzy wzięliby się za współobywateli. Jednak w moim przekonaniu to właśnie dla ich "pasji" powinno się wytyczyć „rezerwaty” (i starannie oznakować) – a resztę kraju pozostawić bezpieczną dla pozostałych obywateli. I na koniec wielka prośba do „opozycji”: - darujcie sobie teksty o jedzeniu mięsa = nie na temat - darujcie sobie teksty „nie wszyscy są tacy” = z punktu widzenia normalnego człowieka jest absolutnie wszystko jedno „jaki” myśliwy zastrzeli jego czy podopiecznych - darujcie sobie teksty „ustawa PŁ określa wymogi bezpieczeństwa” bo to ni jak się ma do rzeczywistości
×
×
  • Create New...