Jump to content
Dogomania

marako

Members
  • Posts

    2783
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by marako

  1. Przejrzałam wątek akcji sterylizacja i nie wiem, gdzie pobrać banerek, żeby umieścić na wątku suni na bdt, która była sterylizowana aborcyjnie. Nie zauważyłam banerka zapowiadanego w pierwszym poście, jako zamieszczonego "w poście poniżej". Chciałabym dopełnić formalności (fakturę właśnie wysyłam). (wątek suni: http://www.dogomania.../#entry15990885 )
  2. Śliczna ta Loczka. I będzie piękniała z dnia na dzień w takim dt. Długo miejsca nie zagrzeje, bo na pewno u Poker jej lęki szybko miną i nie będzie problematyczna w zostawaniu (o ile w ogóle była...). Oby odzyskała szybko apetyt, a to niejedzenie nie było objawem jakiejś choroby.
  3. Tego się boję i u mojej, bo u niej ponad rok temu bardzo szybko nastąpił wzrost poziomu progesteronu (a więc pędem jedno krycie, a w efekcie 9 szczeniorów). Teraz dostała cieczkę na 2,5 miesiąca przed planowanym u niej czasem. I od dnia szóstego będziemy badać (czyli od tego piątku), ale jestem w strachu, czy czegoś nie przeoczę. No i skręca mnie, bo myślałam, że urodzi niedługo przed wakacjami, że odchowam w spokoju dzieciaki, a ona mnie tak załatwiła.... Nawet nie zdążyłam przemyśleć reproduktora, a czas się kurczy... ppaula2 - chyba dobrze się wstrzeliłaś z kryciem, też mam nadzieję, że będą u Was dzieciaki.
  4. Basia od początku darzyła Shilę ciepłymi uczuciami. Cieszę się, że ich relacja się jeszcze pogłębiła. (Basia urosła bardzo - ach jak ten czas leci, to już 2 lata, a wydaje się, jakby kilka miesięcy tylko minęło...) Jeszcze raz dziękuję za taki kochający dom dla Shili! Każde Wasze pojawienie się to duża radość i miód na serce.
  5. Nie ma znaczenia, gdzie jesteś zameldowana, oddział wybierasz sobie wg Tobie odpowiadających kryteriów. Ale np. planując hodowlę, musisz się liczyć z tym, że przeglądy miotu są dokonywane w hodowlach (wg zaleceń ZG) i jeśli komisja na przegląd będzie musiała jechać 100, czy więcej km, to będziesz musiała pokryć koszty dojazdu komisji. Podobnie z załatwianiem różnych spraw. Dlatego warto zapisać się tam, gdzie jest bliżej od miejsca zamieszkania. (oczywiście zawsze można zmienić oddział, jeśli taka zajdzie potrzeba, ale to wiąże się z kosztami)
  6. To lubimy podobny typ. Moja stara Grace jest właśnie taka i już chyba niestety nie będę miała takiego sznaucera - nowe wyparły ten stary typ, a jak gdzieś jeszcze widuję, to niestety nie są najwyższych lotów, żeby zdecydować się na krycie. Sądząc po zębach (słabo widać, ale chyba niezłe), to Marley nawet nie jest bardzo stary, a w dt wyczesany, zadbany wypięknieje jeszcze i miejmy nadzieję szybko znajdzie dom.
  7. Trzymamy kciuki za jutrzejszy występ Zdziry. A dziś mój Idol (synek Hondy) z Brodnicy przywiózł Zw. Mł., NJwR, BOB. Baliśmy się, bo miał konkurentkę z dobrej, długo istniejącej hodowli (sędzi kyn. od sznaucerów) i udało mu się z nią wygrać.
  8. Robala rtg wykryje? No, trzymam kciuki, żeby u Tinki nie nowotwór, bo te inne wymienione to chyba łatwiej zlikwidować. No i Mróweczka, żeby nic złośliwego to nie było. A łysienie - Sabina taka mocno owłosiona przecież, więc może szybko włos się zacznie odnawiać, oby. (a czy ona się drapie?)
  9. Zerduszko, ja mam las 5 m od furtki (czyli ze 13 m od drzwi do domu), u mnie pójście do lasu to nie "aż" tylko po prostu najbliżej, gdzie się da. Masz schizy, Wasiu, Cushinga musisz zaraz widzieć! (ja to znowu maniakalnie myślę, że ten świeży gnój, który Grace wpierdziela zrobi kolejną dziurę w żołądku...)
  10. Honda nie biegunkuje - to moja chora wyobraźnia podpowiada mi takie (czasem spotykane u nas) obrazy, a powodów byłoby sporo - np. ostatnio sporo jest świeżego, parującego jeszcze gnoju na polach blisko nas - szczególny przysmak biednych zagłodzonych olbrzymek. Idę na wszelki wypadek (a przyczyny dyszenia Hondy to czasem dziki 10 m od naszej furtki, czasem jakiś kot, czasem pełnia księżyca - nie wiem, bo rzadkich kup nie zaobserwowałam ostatnio). (maluchy to 2 miniaturki - od jakiegoś czasu u nas)
  11. Czekam na treść ogłoszenia, jak mi podeślą, to zaczniemy akcję szukania domów. Mają się dobrze, dzięki. Za sunią kolega i jego żona po prostu przepadają, bo przylepa z niej. Chłopak dość niezależny. A oba maluchy są bardzo ze sobą zżyte. Więc martwię się, że jednak chyba będą musiały przeżyć rozłąkę, bo dwupak trudno wyadoptować.
  12. Jakby to miało kogoś pocieszyć, to ja kładę się po wyprowadzeniu psów około północy. Około 4 Honda robi raban, dyszy, łazi, sapie, więc mając przed oczami możliwość znalezienia rano rzadkiej i wyjątkowej w zapaszku kupy na środku salonu, wstaję i idę z latarką do lasu (oczywiście ze wszystkimi). Jak już udaje mi się zasnąć po tej orzeźwiającej wycieczce, to 5:30 muszę wstać do pracy. Nie ma odsypiania. Tak mam od 4-5 nocy. A i tak rano znajduję 2 kupy maluchów, ale na szczęście w formie stałej. A po powrocie z pracy dużo więcej wszystkiego. Jak niedoczynność, to odrośnie. Trzymam kciuki za wyniki Sabiny, może to tylko jakaś chwilowa przypadłość to łysienie.
  13. sensej, jeśli chodzi o las, to proponuję zająć się raczej wyrzucanymi w lesie oponami, miskami, meblami, butelkami, kanistrami po oleju, odpadami pobudowlanymi itp., a nie wyczesanym futerkiem psa. Te opony/kanapy itp. też leżą przy używanych przez spacerowiczów ścieżkach. Żeby nie było, ja nie wyczesuję psów w lesie, choć jestem tam codziennie, bo po prostu szkoda mi odbierać psom przyjemności ze spacerowania. Nawet w lesie kupy zrobione blisko ścieżki przenoszę wgłąb lasu, żeby nie szpeciły. Czeszę psy w domu i wyrzucam sierść do śmieci. Ale wolałabym w lesie co 100 metrów widzieć kupkę psiej sierści, niż co kilometr oponę, czy dziurawe wiadro. Jasne, że w mieście to przeszkadza o wiele bardziej, podobnie jak niesprzątane kupy. Ale chyba z tym lasem i czesaniem tam psa, to już przesada, że się czepiasz.
  14. Jeśli ci ludzie wiedzą, jakie problemy mogą ich spotkać, a ją wzięli, to może tym razem jest to ten właściwy dom. Trzymamy kciuki.
  15. No, chyba wzięła ze sobą aparat. Jak się zaklimatyzuje, to może wóci do starych, dobrych zwyczajów.
  16. Ja mam 4 sznaucery - 2 olbrzymki i 2 miniatury i potwierdzam, że wnoszą piach, ale prawie nie mam sierści nigdzie. Śpią w pościeli i nie mam w pościeli psiej sierści. Tyle, że ja je od czasu do czasu przetrymowuję hakowym trymerem. Jedyna, której nie da się wytrymować, żeby nie gubiła włosa to mix sznaucerka, którą mam na stanie i ona produkuje 90% gubionych kłaków. Wystarczy ją dotknąć, a sypie się włos. Żadne próby pozbawienia jej nadmiaru włosa nie skutkują, bo produkuje i produkuje bez końca. Niestety na domach tymczasowych są głównie mixy, więc akurat tu się z Pysią nie zgodzę, że sznaucer gubi włos. Wiem o ludziach posiadających różne psy, że mają w kocach itp. pełno igiełek, ale to u mnie nie ma miejsca przy 4 sznaucerach.
  17. Chyba dopiero w piątek coś sklecę (dziś wracam o 21:00, jutro o 23:00 i pewnie padnę szybko po oporządzeniu stada).
  18. Sunia, o której pisałam z wątku: http://www.dogomania.../#entry15990885 już po sterylce. Nie mogłam czekać długo na "zielone światło, bo sterylka musiała już być - aborcyjna!!! - liczę, że otrzymam zwrot, bo jestem stałą deklarowiczką (od 2012, po 15 zł/mies., a rzadko korzystam ze zwrotów). Wyłożyłam pieniądze własne, bo kolega i tak już dużo włożył w te dwie znajdy - szczepienia p/wściekliźnie, odrobaczanie, odpchlanie. Na wątku suni zamieściłam dziś zdjęcie posterylkowe, bo odwiedziłam dziś te biedaki. Bardzo proszę o info, czy mogę wysyłać zgłoszenie i fakturę. Dzięki.
  19. Nowe fotki Kruczka: I porównanie wielkości psiaków z maleńkim (równo 4-miesięcznym sznaucerkiem miniaturką) Piesek (Kruczek) jest ciut większy od miniatury, tj. wzrost taki sam, ale jest dłuższy. Sunia jest ciut niższa, i też dłuższa. One są maluteńkie. Na pewno mniejsze od sznaucera miniatury dorosłego. Być może ciut dłuższe. Myślę, że sunia tak ze 30 w kłębie. Piesek z 33.
  20. Byłam dziś u maluszków (i zabrałam dla porównania wielkości moje szczeniaczki miniaturki). Szara już po sterylce, mimo, że nie dostałam sygnału, czy możemy liczyć na zwrot. Sterylka aborcyjna, więc nie można było czekać. W czwartek dostanę fakturę i wyślę zgłoszenie wg wzoru. Fotka brzuszka: Nowe fotki Szarej:
  21. Zupełnie nie wiem, jak jest z ocenianiem maltańczyków, bo zajmuję się II grupą (i to tylko sekcją 1), ale w rasach mi znanych naprawdę nietrudno o oceny doskonałe i bardzo dobre, jeśli pies jest dobrze zbudowany, i ma w miarę dobrze, mówię, w miarę dobrze, a nie idealnie prowadzoną szatę. Nie musi być taki wcale idealny, może mieć wady, żeby zbierał oceny doskonałe. Trudniej oczywiście wyjeździć championaty, czy Intera. Weryfikacja podczas wystaw jednak jest jakąś weryfikacją i "kochany skarb" może okazać się na tyle daleki od wzorca, z poważnymi wadami, ze szkoda byłoby go powielać.Dobry sędzia nawet, jak pies nie ma odpowiednio wypielęgnowanej szaty doceni jego walory, jeśli ten je posiada. Jak znajomi chcą mieć młode, to dobrze, by choćby z suczką zdobyli uprawnienia hodowlane (a w tym wypadku oceny bardzo dobre to już raczej nietrudno byłoby zdobyć, jeśli jest bez poważnych wad) i pokryli ją samcem z uprawnieniami. Tym sposobem ich potomstwo byłoby rodowodowe, a to znacznie lepiej, niż stworzyć pokolenie kundelków. Mnożenie piesków bez uprawnień jest krótkowzroczne - one już rodowodów nie będą miały, a komuś kiedyś też może się zechce mieć szczeniaczki po ślicznych pieseczkach i tym sposobem całkowicie wymknie się to spod kontroli i powstanie pokolenie już takich naprawdę kundelków, które zasilają schroniska. Przepraszam, ale ja tu widzę (oprócz chęci właścicieli powielenia swojego "skarba" najmniejszym kosztem) ze strony ludzi "cisnących" tych właścicieli niechęć do wyłożenia paru złotych na psa rodowodowego, chęć wykorzystania sytuacji, by mieć za darmo pieska, nie licząc się z tym, że jednak będzie to kundelek, być może przenoszący wady rodziców, a mnożenie psów w taki sposób będzie po prostu pseudohodowlą.
  22. Czy nie prościej, by obaj właściele (suczki i psa) zapisali się do ZKwP i pojechali na 3 wystawy, które potwierdzą, czy pies/suczka nie ma wad, które wyłączałyby je z hodowli, czy na tyle są dobrymi przedstawicielami rasy, że piesek otrzyma oceny doskonałe, a suczka co najmniej bardzo dobre i otrzymają uprawnienia hodowlane? Oczywiście przy założeniu, że mają prawdziewe rodowody honorowane przez FCI, bo np. wcześniej wyrabiali rodowody w ZKwP, a np. później już nie opłacali składek, bo nie byli zaintersowani hodowaniem lub też np. kupili pieska i suczkę już z wyrobionym prawdziwym rodowodem, a nie szczeniaczka. Szczenięta były wtedy rodowodowe. Nawet jak piesek/suczka mają rodowód ZKwP, to niekoniecznie powinny być używane do rozrodu. Obawiam się jednak, że te "rodowody" są raczej takie sobie, drukowane nie wiadomo gdzie, bo chyba, gdyby były właściwe, potwierdzające pochodzenie od kilku pokoleń i świadczące o tym, że rodzice, dziadkowie itd byli wzorcowymi przedstawicielami rasy, to nie byłoby takich tu pytań. I w tej sytuacji będą to kundelki maltańczykopodobne (oby). Każdy, kto kupił w prawdziwej hodowli psa raczej orientuje się jaka jest procedura hodowania psów rasowych.
  23. Te dwie malizny - Kruczek i Szara mieszkają za Miękinią, to okolice Wrocławia, a nie Wrocław. Dzięki NikaEla za chęć pomocy. Ja muszę je zobaczyć na żywo, bo kolega nie jest zbyt wylewny, coś tam mówi, ale może nie to, co istotne. Nie wiem, jakie one są np, dla obcej osoby, czyli dla mnie - chcę się przekonać i podjadę do nich we wtorek, jak będzie im pasowało. Dotknę, zważę, pospaceruję na smyczy. Pofocę. Mam 2 olbrzymki + 1 mix olbrzymkę i 2 miniaturki, bo we wrześniu przyćmiło mi coś mózg i pod nasz dach zawitała Lala (czarna miniatura). A że było jej smutno z samymi dużymi, dojechał do niej niedawno drugi minik. Tak więc mam piątkę na stanie (i to nie koniec, bo jak mój mąż przywyknie do liczby "5", to na pewno będę tymczasować sznupopodobne, a może przyjedzie jeszcze olbrzymek lub olbrzymka, o których wiem, że miałyby nawet u mnie (w przepsionym domu ludzi pracujących przez cały dzień) lepiej, niż u dotychczasowych właścicieli nie wiem, czy i na jak długo był/-yby, może na baardzo długo.
  24. Dzięki, Margi. Ja w poniedziałek będę widziała się z kolegą, u którego one są i dowiem się, czy sunia już po sterylce, no i umówię się na wtorek, że pojadę do nich i porobię zdjęcia do ogłoszeń. Szkoda, że to akurat przeciwna strona Wrocławia, bo mam aż 60 km od siebie, ale nie ma wyjścia. Jedynie dzień wolny wchodzi w grę, bo w inne dni pędzę po pracy jak szalona do mojej gromadki z lękiem, co zastanę (maluchy już przestały załatwiać się w domu, ale jak będą same po 8 godzin, to zapewne znów zaczną się smrodki, bo przecież nie wytrzymają tyle).
×
×
  • Create New...