Jump to content
Dogomania

filodendron

Members
  • Posts

    7523
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Everything posted by filodendron

  1. [quote name='Lottie']Z tego co piszesz to chyba pudel sie na nic nie nadaje jak mu ciagle albo zimno, albo ciagle goraco, albo ma problemy z sierscia... Narazie naprawdę skłaniam się bardziej ku dalmatowi bo to rasa hodowana niegdys do koni (choc powstaje pytanie ile zostalo z tamtych powozowych psow w dzisiejszych dalmatach?), a dziewczyny na forum dalmatow pisza ze pies sobie poradzi w warunkach jakie mu oferuje i ze jest bardzo wytrzymaly. Do pudla narazie nikt mnie tutaj nie stara sie przekonac oprocz Anety ktora podaje rzeczowe wazne informacje. A co do odznaki to na pewno popularna ewentualnie brazowa, bo to sa podstawy. Wyzszej raczej nie zdobylas, skoro nie bardzo wiesz jaka to odznaka (osoba ktora pretendowalaby do wyzszej jezdzi juz calkiem dobrze i na pewno zainteresowaloby ją co zdaje). Moze nawet jezdzilas w gorach u nas w Kotlinie Klodzkiej? PS. wy chyba myślicie że ten pies będzie miał codziennie 3 godzinne wycieczki po górach przy biegajacym koniu. To nie jest XVIII wiek, zeby czlowiek tylko na koniu sie przemieszczal i jego psy za nim. Ruchu bedzie mial na pewno duzo chocby dlatego ze bieglaby przy moim rowerze np. po chodniku (a moze mu sie lapki pozdzieraja???) i niekoniecznie w zupelnie dzikim terenie przy koniu. Taka sytuacja zdazalaby sie 2-4 razy w tygodniu a zima jezszcze rzadziej.[/quote] Nerwowa jesteś ;) Weź lepiej dalmata, bo do pudlej szaty trzeba spokoju i cierpliwości :evil_lol: Jeździlam w Beskidach na hucułach, ale okazjonalnie/wakacyjnie - góra 4-5 godzinne spacery. Bo na co dzień to po płaskim terenie. Nie wiem, jak tam w Kotlinie Kłodzkiej, ale w Beskidach jest mnóstwo jeżyn i malin, a ich ułamane gałązki leżą w podściółce, czy jak to się tam nazywa. I to jest taka niezbyt fajna okoliczność w przypadku pudla, chyba że to tylko mój pundel bury ma taką obsesję, żeby wleźć w każde krzaki, w każdą dziurę i w każde błoto. :roll:
  2. Jeżdziłam konno po górach, nawet jakąś odznakę miałam i ksiązeczkę, hi hi, i szczerze mówiąc wydaje mi się, że z pudlem po górach nie poszalejesz. Tylko w sprzyjających warunkach. Zimą z psem przerabiamy czasem "hardcorowe" klimaty, 2 godziny topnienia w schronisku, potem dwie godziny schnięcia, jak się ubranko zmoczy, a zerwie się ostry wiatr, to pan mąż musi pieska wziąć za pazuchę, bo marznie. Jak sierść za krótka, to też marznie, jak za długa, to przyklejają się "bąble" śniegowe. Zaspy, no zaspy to mogą załatwic wycieczkę na parę sposobów - jeśli są miękkie i mokre, to za chwilę psa masz przemoczonego, jeśli jest na nich taka zmrożona warstewka lodu, w którą pies się zapada, to kaleczy sobie wnętrze ud i podbrzusze (to akurat dotyczy też, a nawet bardziej, krótkowłosych). A latem, no cóż - sierść zbyt krótka - ryzyko przegrzania. Sierść długa - co kwadrans przystanek i obieranie psa z gałązek, igliwia, drobnych szyszek w ilościach wystarczających na rozpałkę. Plus zwierzyna żyjąca w górach (konno z psem na smyczy?:roll:), ale to akurat dotyczy każdej rasy. Nie twierdzę, że to niemożliwe, ale widzę kilka trudności ;) Chodzimy z psem bardzo dużo po górach - to miłe zajęcie, jeśli się przyzwyczaić do stałych interwencji w sprawie stanu psa. Mnie się to z siodła wydaje trochę nieporęczne, ale pewnie to kwestia odpowiedniego nastawienia.
  3. Chciałabym prosić o ocenę dwóch nieco odmiennych diagnoz a przede wszystkim sposobu dalszego postępowania. Tydzień temu, po dłuższym spacerze, nasz pies zaczął intensywnie wylizywać łapę - w wylizywanym miejscu zobaczyłam czerwony guzek wielkości dużego grochu. Pojechaliśmy z tym do weterynarza i przy okazji okazało się, że pies ma nieznacznie powiększone węzły chłonne. Dostał antybiotyk w dawkach co drugi dzień począwszy od wtorku minionego tygodnia. Ponieważ efekty leczenia po 4 dawkach nie były spektakularne (jest lepiej, ale nie można mówić o zaleczeniu) weterynarz podjął decyzję o wycięciu guzka - jego zdaniem trzeba zrobić to natychmiast, aby podany już antybiotyk stanowił przygotowanie do zabiegu i żeby nie trzeba było przerywać kuracji antybiotykowej. Ponieważ decyzja wydawala nam się dość szybka (wszystko trwa raptem 8 dni), postanowiliśmy skonsultować się z chirurgiem. Chirurg określił zmianę jako ziarniniak z wylizywania. W przeciwieństwie do pierwszego weterynarza znalazł "dziurkę", rodzaj uszkodzenia skóry, który jego zdaniem wskazuje na ukąszenie lub zakłucie czymś (co tłumaczyłoby nagłe powstanie guzka). Obejrzał dokładnie węzły chłonne - te pod szczęką (proszę wybaczyć brak fachowej terminologii) są nieznacznie powiększone, pozostałe bez zmian. Powiększone węzły chłonne na szyi mogą - jego zdaniem - świadczyć o obniżeniu odporności i, wg jego opinii, jest to przeciwskazanie do natychmiastowego wykonania zabiegu. Zdaniem chirurga można z tym spokojnie poczekać i zobaczyć, czy rzeczywiście wycięcie okaże się konieczne (ad hoc zalecił przemywanie roztworem nadmanganianiu potasu i dokładne zabezpieczanie łapy opatrunkiem). Decyzja co do odwleczenia ewentualnego zabiegu w czasie właściwie już zapadła, bo gdybyśmy chcieli postępować wg wskazań pierwszego weterynarza, to zabieg musiałby być dziś. Nie wiem, czy słusznie postąpiliśmy, ale chirurg wzbudził większe nasze zaufanie zarówno jeśli chodzi o szybkie i pewne postawienie diagnozy (której nie usłyszeliśmy u pierwszego weta) jak i o dokładność badania psa. Mam jednak wątpliwość dotyczącą znieczulenia przy ewentualnym zabiegu, o ile do niego dojdze. Pierwszy weterynarz chcial robić to w znieczuleniu ogólnym. Chirurg twierdzi, że to zbędne obciążenie organizmu - w przypadku tej zmiany konieczne jest krótkie cięcie łódeczkowe (mam nadzieję, że nie przekręciłam nazwy) i maksimum dwa szwy. Jego zdaniem wystarczy "głupi jaś", możliwe że wspominał również coś o znieczuleniu miejscowym, ale prawdę mówiąć dość nerwowo oczekiwałam na decyzję i jakoś nie dopytałam o szczegóły, zwłaszcza, że na lekarza czekali już pacjenci przygotowani do zabiegu. Mamy wyznaczony kolejny termin wizyty, żeby ocenić stan węzłów i łapy - jeśli chirurg zdecyduje się jednak wycinać, to o jakie znieczulenie pytać, żeby psiaka nie obciążyć ale też żeby się nie nacierpiał? Z góry dziękuję za rady.
  4. [B]Off[/B] będzie zupełnie: Nie chciałabym dolewać żadnej oliwy do żadnego ognia, ale chętnie dowiedziałabym się od znających się na rzeczy, jak to jest z tą jazdą w mokrym śniegu i głębokim śniegu. Fachowcem nie jestem - trochę jeździłam i po mokrym, i po głębokim śniegu. Po zmrożonym, i po świeżym mroźnym puchu też. W zimowych warunkach przede wszystkim bałam się lodu pod śniegiem i niewidocznych dziur pod puszystym albo zasp, ale po zwykłym mokrym w znanych warunkach terenowych to się trochę pomykało i teraz czuję się winna :roll:
  5. [quote name='perla111']Nie spodobał mi sie fakt że trauma została z góry założona a nie stwierdzona. Poczytaj sobie [URL="http://pl.wikipedia.org/wiki/Trauma"]Trauma – Wikipedia, wolna encyklopedia[/URL]. Jest tu(na forum) wątek o tym jak dzieci podpaliły psa(albo mi sie fora pomyliły) - wiec dzieci bywaja różne. [/quote] Ja zakładam traumę, a Ty, że trafiło na wyjątkowo odporne psychicznie dziecko. Mimo wszystko uważam, że moje założenie jest statystycznie bardziej prawdopodobne. Psycholog nie wypisze papierka dla sądu, jeśli sprawa nie będzie oczywista, bo byłoby to składanie fałszywych zeznań, więc cóż Ci przeszkadza takie założenie? (Co ma do tego podpalenie psa przez dzieci - nie mam pojęcia :roll:) Tak czy inaczej rodzice powinni sprawę omówić z psychologiem - jeśli nie na potrzeby sprawy, to choćby dla dobra dziecka. [quote name='perla111'] Każda sprawa ma wygladać jak proces pokazowy i publiczny lincz z wytoczeniem najcięższych dział(argumentów) [/quote] Przydałoby się - może statystyki dot. pogryzień nie byłyby takie przerażające. [quote name='perla111']Proces ma być uczciwy czy przeginamy teraz w drugą strone ?[/quote] Z czy ktoś napisał, że ma być nieuczciwy? Jeśli ktoś dochodzi własnych praw i sprawiedliwości, to jest nieuczciwy?
  6. [quote name='Berek'] Jak rozumiem, chodzi o to, że istnieje szansa że ktoś solidnie dostanie po kieszeni za swoja nieodpowiedzialność - w kraju w ktorym tego typu zdarzenia kończyły się dotąd 200 zlotowym mandatem - wizja tego, iż ktoś zostanie naprawdę pociągnięty do odpowiedzialności, choćby finansowej, ba, do niektorych ludzi tylko to może przemówić - jest, zgaduję, szokująca... :evil_lol:[/quote] Tak, dokładnie o to chodzi. Do ludzi można przemówić głównie przez portfel, bo argumenty natury etycznej (odpowiedzialność za czyny własne i podopiecznych) zatrzymują się na jakiejś niewidzialnej barierze. Niestety do bardzo solidnego trzepnięcia po kieszeni zapewne nie dojdzie, ale sądzę, że można wyszarpać więcej niż te głupie 200 złotych, bo zwrot ceny psa (nawet jeśli to był pseudomaltańczyk za 400 zł) to jest coś, co się należy z poczucia zwykłej przyzwoitości. Uwagi [B]Perly111[/B] o "chwilowym smutku" świadczą o nieznajomości psychologii dziecka i zerowej empatii, a lęk, że młolaty będą biegać po ulicach wkładając małe pieski w paszcze dużych piesków jest tyleż bezzasadny (z wyżej wymienionych powodów) co i niesmaczny w kontekście tej historii. Słuszna jest natomiast uwaga, że takie sprawy powinny być rozpatrywane szczegółowo i indywidualnie. I od tego jest właście proces cywilny, zaś zdobycie wszelkich dowodów obciążających pozwanego leży w interesie powoda, bo pozwany też bezczynnie siedzieć nie będzie.
  7. [quote name='megiddo1']Filodendron czy Twój piesio je tylko suchą karmę? Mój je też gotowane i boję się żeby nie przebiałczyć. Co najlepiej dawać psu: tran, olej roślinny, oliwę z oliwek, wszystko? Spotkałam różne opinie na ten temat.....[/quote] A skąd ;) Ciągle kombinuję jak koń pod górkę. Sucha karma to taka "baza" żywieniowa, ale jak bardzo marudzi i chudnie, to ją "dosmaczam" - rosołkiem, mokrą karmą z puszki (kupuję Animondę), białym serkiem granulowanym, tuńczykiem. Jak gotuję rosół i zostają mi resztki mięsa (chrząstki, skóry, mięsko ze ze skrzydeł, kupra itp) to też nie wywalam tylko mieszam z utartą marchewką czy jabłkiem i daję psu (z tym że rosół robię w samej wodzie, doprawiam dopiero na koniec, po "odłowieniu" składników wartościowych dla psa). Nie chcę się tu wymądrzać, bo się nie znam, ale jakoś tak nie bardzo wierzę w to "przebiałczenie". Myślę, że w ten sposób często określa się alergie na jakiś rodzaj białka, a nie na nadmiar białka ogólnie. Choć oczywiście staram się, żeby pies jadł to podlejsze z ludzkiego punktu widzenia mięso - nie daję mu piersi z kurczaka, tylko właśnie chrząstki, skórę, trochę ciemniejszego mięsa, trochę podrobów. Tych wszystkich olejów razem to bym się bała dać, żeby wespół zespół nie zadziałały jak rycynowy ;) Kiedyś dawałam oliwę z oliwek, teraz Gammolen (czyli olej z lnu i z ogórecznika), ale nie dlatego, że byłam niezadowolona tylko dlatego, że generalnie wydaje mi się, że dietę trzeba urozmaicać :)
  8. Do Autorki wątku: Właściciele amstafa odpowiadają za szkody wyrządzone przez ich psa (wina w nadzorze). Jeśli decydujecie się na drogę sądową postarajcie się o szczegółowe określenie szkód. Utrata psa to oczywistość, ale radziłabym także pokazać dziecko psychologowi - z pewnością zdiagnozuje traumę (nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej), z pewnością dobrze byłoby, żeby psycholog przepracował z dziewczynką to, co się stało. Przy dobrze poprowadzonej sprawie powinno dojść do zasądzenia zwrotu wszystkich kosztów - oprócz wartości psa, także tych, które poniesiecie na psychologa, na dojazdy do niego, na ewentualne zwolnienia z pracy, które będą konieczne, żeby dziecko dowieźć do lekarza oraz zadośćuczynienie za straty poniesione na zdrowiu (w tym momencie psychicznym). Jeżeli w wyniku ataku psa dziecko ma jakiekolwiek fizyczne obrażenia - zadrapania, siniaki - sfotografować a najlepiej pójść do lekarza, niech je opisze. Papiery od weterynarza - stwierdzenie zgonu psa - jeśli to możliwe z informacją, że na skutek zaduszenia plus określenie rasy zagryzionego pieska, żeby można było oszacować tzw. wartość rynkową. Jeśli to pieski rasowe=rodowodowe, to pewnie macie umowę kupna pieska. Właściciele psa powinni wykazać się aktualnym szczepieniem przeciw wściekliźnie. Jeśli powtórzyłam jakieś rady, które dał już ktoś wcześniej, to przepraszam - nie miałam siły szczegółowo przebijać się przez tę dyskusję. Bardzo mi przykro, współczuję. Walczcie o swoje, nie wolno takich rzeczy odpuszczać. W tym biednym dziecku pewnie zostanie to już na zawsze.
  9. Ten z celtycką plecionką rzucił mnie na kolana - rewelecja :thumbs: Ja chcę białego pudla!!!
  10. [quote name='Bura']Pani... bierz pod uwagę, że nasz Royal dostępny w Polsce, to nie ten sam Royal co mają Czesi.... Czy nawet Węgrzy... to na zachodzie publiczna tajemnica... hodowca suki mojej koleżanki (dość znany sędzia z Węgier) jak im sprzedawał psa to od razu zastrzegł: jak chcecie karmić RC to tylko tym kupowanym u nas... albo czymś innym bo Wasz RC to g.... Chyba jednak się skuszę na ten Proplan, tylko ten z jagnięciną...[/quote] A Słowacy jaki mają RC? (Będę tam chyba w przyszłym tygodniu, to kupiłabym) Słyszałam o tym, że polski RC to badziewie, choć pies w sumie je go chętnie (daje tę wersję dla pudli) jak na niego (ogólnie wybrzydza przy suchych), bo już trzeci kilogram nam schodzi. Faktem jest jednak, że zaczął się częściej załatwiać. Jakoś nie mogę utrafić z karmą.
  11. [quote name='megiddo1']Zastanawiam się nad zmianą karmy. Czy karmy zawierające w swym składzie 40% lub 70% mięsa są zdrowe?[/quote] Karmiłam psa przez dłuższy czas niskowęglowodanową karmą Orijen i byłam bardzo zadowolona - pies był w świetnej formie, jego sierść też. Niestety przestała mu smakować, jak większość suchych karm.
  12. Z kotami to też różnie może się zdarzyć. Znam historię dziewczynki, ktorej buzię domowy kotek potraktował jak firankę i po tym jak się po niej zsunął trzeba było założyć kilkanaście szwów. No ale ja na okoliczność pogryzienia tłukłam się przez ponad pół roku po różnych chirurgach plastycznych i dermatologach estetycznych, więc mam pod ręką historyjkę o prawie każdym domowym zwierzątku ;) To pewnie skrzywia człowieka ;) Rozsądek i wybraźnia nastawiona na nieco pesymistyczne przewidywnie tego, co się może wydarzyć (i mniej skarmiania dzieci filmami o Beethovenie i dalmatyńczykach) i wtedy pewnie wszystko jest ok.
  13. [quote name='bonsai_88'][B]Filodendron[/B] jesteś moją idolką :loveu:... Ja małego tylko na piersi [w sensie - bez butli] miałam 13 miesięcy, teraz niestety z powodu studiów [czasami nie ma mnie parę dni w domu :-(] mały jest również na butli... ale jakby nie było - karmię już 21 miesięcy, za niedługo nam 2 latka stukną ;)[/quote] Hi, hi, trzynaście lat temu byłam kompletną wariatką, nawet położne stukały się znacząco w czoło ;) Każde dziecko w końcu przestanie ssać pierś i każde nauczy się siusiać do toalety. Nie ma się co spieszyć na siłe. Butla całkiem nas ominęła, bo tak długo karmiłam, że młode "w biegu" przesiadło się na jedzenie łyżeczką płatków z mlekiem sojowym. Wszelkie krowie i krowiopochodne były długo całkiem wykluczone. Nawet na wołowine była reakcja.
  14. [B]Shaluka[/B], niczym się nie przejmuj - cycuś mamy jest nie do przecenienia :) Ja karmiłam 3 lata, dokładnie 2 lata i 10 miesięcy. Wprawdzie pod koniec to już było takie ciumkanie na dobranoc, ale jeszcze coś tam ciągnęła. Natomiast przez prawie 7 miesięcy była wyłącznie na cycku (z tym że robiliśmy morfologię). Na szczęście mama mieszkała 400 km ode mnie, więc nikt mi nad głową nie marudził, że świruję ;)
  15. Ale cudeńko :loveu:
  16. [quote name='Saite']A ja sobie myślę, że to czy ma się dużego psa, czy małego nie ma większego znaczenia tak naprawdę. Cały problem tkwi w ludziach, którzy nie chcą zrozumieć pewnych spraw, swoich obowiązków. Spotkałam już wiele osób, które mając raz małego psa, raz dużego , postępowali tak samo, tzn. zawsze znajdowali wytłumaczenie na to, dlaczego ich pies może podbiegać, oszczekiwać, atakować, straszyć inne psy, zaczepiać ludzi itd. i rozmiar aktualnego psa nie miał tu w zasadzie nic do rzeczy. Kwestia stosunku do sprawowania opieki i kontroli nad psem.[/quote] Całkowita racja, i to w dużo szerszym niż tylko "psim" zakresie. Ludzie nie szanują się nawzajem. Taki zielony "spacerniak" w środku dużego miasta ściąga wszystkich, a każda kategoria "użytkowników" czuje się bardziej uprzywilejowana niż pozostałe. Psiarze narzekają na rowerzystów, rowerzyści na matki z dziećmi i psiarzy, matki z dziećmi na psiarzy i rowerzystów, rolkowcy na starszych ludzi dreptających środkiem, starsi ludzie na rozkrzyczane dzieci. Rowerzyści, psiarze, rolkowcy na straż miejską. Większość patrzy końca własnego nosa, ewentualnie końca nosa własnego psa, i jest jak jest. Szkoda. Zwłaszcza że jeśli samemu chce się być choć trochę grzeczniejszym, to się na tym wychodzi jak Zabłocki na mydle. Można po psie sprzątać robiąc za osiedlowego dziwaka, ale przecież nie rzuci się go na pożarcie, żeby zrobić komuś przyjemność, ani też nie poświęci poczucia bezpieczeństwa dziecka po to, żeby ktoś inny nie miał kłopotu z odwołaniem psa. Kwadratura koła.
  17. [quote name='WŁADCZYNI']Angelus porywanie na ręcę psiaka może upewniać psa ze coś nie gra i utrwalać strach.[/quote] To prawda, tylko że w kontekście tych wszystkich małych i dużych podbiegaczy, o których tu piszemy, nie branie psa na ręce kończy się tak, że wcześniej czy później jakieś 30 kilogramów czystej miłości przewali się przez małego pieska nie mając oczywiście złych zamiarów. Nad niektórymi sytuacjami nie da się zapanować - prym wiodą labradory, bo ich właściciele czują się jak święte krowy:mad:. Już tyle razy wyławiałam psa spomiędzy kotłujących się nad nim labradorów, które chciały się na siłę zaprzyjaźnić, że teraz warczy na widok każdego biszkopta. Trudno znaleźć złoty środek. Generalnie jest tak, że właściciele dużych narzekają na małe, że źle zsocjalizowane, ale nie dają szans na ich prawidłową socjalizację, bo człowiek z takim maluchem albo porusza się od wypadku do wypadku, albo bierze na ręce. Smutne. [quote name='WŁADCZYNI']Filodendron ja mam takiego malucha 7 kg więc albo ograniczam się do nawarczenia na właściciela, albo uprzedzam że jeżeli podejdzie to moja zagryzie zgodnie z prawem bo jest na smyczy:mad:a jak nie da rady to ja jej pomogę:angryy: Mają mnie w okolicy za świra i większość omija mnie, albo łapie pieseczka.[/quote] Ci, co mnie już znają z widzenia i z konfrontacji to też mnie omijają szerokim łukiem :evil_lol:, tylko nowi wyrastają jak grzyby po deszczu. W sumie to jest takie przykre, bo zmusza człowieka do chamstwa. Jak się próbuje po dobroci, grzecznie poprosić, to w 9 na 10 przypadków, słyszy się ciągle te same mantry - "proszę się nie bać", "on nic nie zrobi", "on lubi małe pieski" itp. - ble, ble ble i zero działania. Zanim człowiek się popluje grzecznie tłumacząc, dlaczego jego pies boi się dużych i dlaczego nie chce się dopuścić do spotkania trzeciego stopnia to już dawno do niego dochodzi. Tylko jak się wrzaśnie po chamsku, to większość postuka się palcem w czoło i zabierze psa, choć też nie wszyscy. Notabene to samo jest z podchodzeniem psów do dziecka - można prosić, tłumaczyć, ale nie dociera - zawsze jest wtedy "on lubi dzieci", "my mamy wnuczkę w tym wieku", "on się chce tylko przywitać", mielenie jęzorem a pies już przy dziecku. Jeśli się rzeczywiście chce uniknąć kontaktu, to z daleka trzeba drzeć ryja, no i wtedy wychodzi się oczywiście na kompletną wariatkę, która nienawidzi psów i chciałaby wszystkie hurtem usunąć z miasta :shake:
  18. Tylko czy z pudlem i z tym bieganiem przy koniach zimą, przy mokrym śniegu, nie będzie problemu? Mam na myśli zbrylanie się śniegu na sierści. Nawet jak się łapy zabezpieczy, to i tak od czasu do czasu trzeba się zatrzymać i pościągać te śniegowe kulki. No i tak z konia, na koń, z konia, na koń ;) Nie wiem, tak się tylko zastanawiam - pewnie zależy, na jak długo się wyjeżdża. Lottie, utrzymanie czystej sierści konia i psa to trochę inne bajki. Pies nie załatwia się w boksie :). Pewnie, że utrzymanie białej szaty w idealnym stanie wymaga większego wysiłku, ale od kąpieli pudla i tak nie uciekniesz - brudną sierść trudno rozczesać niezależnie od koloru.
  19. To wszystko są przykłady na powiedzenie "mądry Polak po szkodzie". To dotyczy i pogryzionych dzieci, i pogryzionych psów. Jakoś wyobraźni brakuje w narodzie i musi się coś stać, żeby dotarło. :shake: A ja Wam trochę zazdroszczę, że macie duże psy i podstawę, żeby huknąć na własciela, przestraszyć przerobieniem futra na czapkę itp. My mamy problem z dużymi psami, które też podchodzą, bo "są łagodne", więc im się na wszystko pozwala. A mój się boi dużych i nie życzy sobie żadnego obwąchiwania. Niestety na nikim nie robi wrażenia (8,5 kg żywej wagi), więc spotyka nas totalna olewka - machnięcie ręką, teksty z gatunku "on nic nie zrobi", "proszę się nie bać" i inne dyrdymały. Można tylko chamsko wywrzeszczeć na właściciela, żeby zabierał psa, ale też nie zawsze jest jakaś, w miarę szybka, reakcja. A jeśli reakcji nie ma i mój ze strachu zacznie warczeć, to oczywiście słyszę komentarz - bo małe są zawsze wredne.
  20. o, kurka, jakie mi to długie wyszło. Przepraszam :oops:
  21. [FONT=Arial][FONT=Verdana]Mnie się wydaje, że w dzisiejszych czasach zanieczyszczenia środowiska pojęcie grupy ryzyka zaczyna być nieco archaiczne. Wykonanie testów krwi u dziecka poniżej 2-3 roku życia jest po to, aby ewentualnie wykluczyć psa z kręgu podejrzanych jeśli dziecko JUŻ ma objawy alergii. Natomiast jeśli objawów nie ma, takie badanie nie daje żadnej gwarancji, że alergia się nie pojawi w „klasycznym” dla niej wieku 2-3 lat. Jest natomiast koncepcja, która mówi, że właśnie w takim przypadku (kilkunastomiesięczne dziecko bez objawów alergii) psa lub inne zwierzę wziąć NALEŻY (nawet jeśli dziecko jest z grupy ryzyka). Koncepcja opiera się na założeniu, że powodem narastającej liczby alergii u dzieci jest sterylność środowiska, w jakim żyją. System immunologiczny zwraca się przeciw organizmowi z braku „wrogów zewnętrznych”. Są już jakieś eksperymentalne metody leczenia poważnych alergii przez kontrolowane zainfekowanie tasiemcem (błeee) – podobno skutkują. Koncepcja jest interesująca, ma ręce i nogi, nadal jednak poruszamy się w sferze szans i ryzyka, i tak też przedstawia się przyszłość psa czy innego zwierza w danej rodzinie.[/FONT][/FONT] [FONT=Arial][FONT=Verdana]Bycie w tzw. grupie ryzyka też nie wyklucza posiadania zwierzęcia, czego przykładem jest moje dziecko. Pozostając przy przyjętej terminologii – była w wysokiej grupie ryzyka i też alergia dopadła ją niemal tuż po urodzeniu. Uczulało ją praktycznie wszystko, co zjadłam a potem to, co ona zjadła. Mieliśmy całe spektrum objawów skórnych – od natychmiastowych po opóźnione, od pokrzywki po atopowe zapalenie skóry. Wyciągaliśmy ją z tego latami, głownie dietą rotacyjną, bo leki działały tak sobie. Przedszkole było wykluczone ze względu na niemożność żywienia dziecka poza domem, opiekunka musiała być specjalnie przeszkolona. Żeby zminimalizować ryzyko marszu alergicznego i nie dopuścić do pojawienia się form wziewnych mieszkanie było pozbawione firan, dywanów, większości tapicerek występujących w „normalnych” domach, odkurzanie wyłącznie z filtrem wodnym, codzienne zmywanie podłóg na mokro. W okolicach 4 roku życia dopadły nas jednak pyłki drzew, ale organizm był już wtedy na tyle silny, że szybko udało się to opanować przy użyciu podstawowych leków. Dietę rotacyjną (z czasem z pewnymi odstępstwami) utrzymywaliśmy przez 6 lat. Z czasem wszystkie objawy się wyciszyły i można było odstawić leki. Po kolejnych 4 bezobjawowych latach (i bez leków) zdecydowaliśmy się na psa. Wykonaliśmy testy z krwi, dwukrotnie testy skórne w odstępie pół rocznym (wszystkie negatywne), potem posłaliśmy córkę na wakacje do cioci, która mieszka z dwoma psami – nie było objawów ani w trakcie pobytu, ani po powrocie do domu, więc postanowiliśmy zaryzykować. (Oczywiście mieliśmy poważną rozmowę z moimi rodzicami, którzy zadeklarowali, że wezmą psa, gdyby u nas stało się coś niedobrego). Na wszelki wypadek wybraliśmy psa nieliniejącego. Jest z nami od 3 lat, z córką jest wszystko w porządku, nic się nie dzieje (trochę gorzej ze mną – muszę się nawtykać Zyrtecu zanim zacznę rozczesywać psa, ale to drobiazg). Mam nadzieję, że skoro do tej pory nic się nie wydarzyło, to już tak zostanie. Może ktoś uzna, że za dużo ryzykowaliśmy, że w ogóle nie powinniśmy przymierzać się do psa, ja jednak uważam – nawiązując do początku wypowiedzi – że szanse/ryzyko w przypadku naszego dziecka były porównywalne z innymi, także całkiem zdrowymi dziećmi. Na dzień dzisiejszy nie ma sposobu, żeby przewidzieć kto i kiedy zachoruje, alergia dopada nawet dorosłych ludzi, którzy nigdy wcześniej nie chorowali. [/FONT][/FONT]
  22. [quote name='joanna83']Jesteśmy tu,żeby pomagać psom,a nie po to,żeby pomagać rodzicom pozbyć się wyrzutów sumienia,że oddają psa.[/quote] Święte słowa. Ale również nie po to, aby hurtowo odsądzać ich od czci i wiary. PS. Jeśli Twoja siostra jest alergikiem, to Twoje dziecko (o ile jest biologiczne) jest w grupie ryzyka, niestety (odpukać w niemalowane).
  23. Więc wystarczy być w grupie ryzyka, żeby rozsądek nakazywał odmówienie sobie przyjemności posiadania psa? Powiedz to xxxx52 i wynikom jej testów i testów jej dzieci. No i swojej siostrze, czy raczej rodzicom, którzy ją wychowali z psami i kotami :diabloti:. Właściwie to czemu nie - gdyby tak do tego podejść z czasem populacja psów w Polsce spadłaby do niezbędnego minimum prawdziwych szczęśliwców.
  24. Pod postem Saite ja też się chętnie podpiszę, natomiast pod Twoimi, xxxx52, nie bardzo mogę, bo mam świadomość, że za trzymanie psów razem z dziećmi, u których testy wykazują ewidentnie alergię na sierść i wydzieliny psów i godzenie się z objawami alergii aż do okresu dojrzewania, na forach "dzieciaczkowych" rozerwali by Cię na strzępy :razz: Taki to już urok for przeróżnej maści - w różnych miejscach obrywa się za różne rzeczy. Ale po raz kolejny powtórzę - są to zbyt poważne sprawy, żeby włazić komuś z butami w jego decyzje dotyczące zdrowia dzieci. Każdy podejmuje ryzyko na własną rękę - Twój wybór, u Ciebie to się sprawdziło, ale nie każdy ma tyle szczęścia (bo regułą trudno to nazwać).
  25. [quote name='joanna83']A ja się zastanawiam nad tym dlaczego ludzie nie myślą ZANIM wezmą do domu zwierzę. To chyba oczywiste,że piesek czy kotek będzie żył co najmniej kilkanaście lat i przez ten cały czas jesteśmy zobowiązani zapewnić mu opiekę itp. Jeśli jesteśmy alergikami z silną alergią, więc wiadomo,że ryzyko jest duże,że dziecko to odziedziczy. W takiej sytuacji nie bierze się do domu zwierzęcia dopóki dziecko się nie pojawi i nie będzie wiadomo czy jest uczulone. Trzeba tylko pomyśleć wcześniej i nie być egoistą "bo ja chcę teraz pieska,a za kilka lat jak pojawi się maleństwo to się zobaczy". I potwierdzę to co ktoś już napisał, że nie można dzieci trzymać pod kloszem,bo to przynosi więcej szkody niż pożytku. Moja siostra uczulona na wszystko (dosłownie) w dzieciństwie wychowała się z kotami i psem i w tej chwili nie ma już alergii. Organizm musi się uodpornić na alergen,a bez kontaktu z nim nie ma takiej możliwości.[/quote] Ach, to planowanie. Nie wspomnę, gdzie czytałam statystyki, ale w polskich warunkach bardzo dużo dzieci przychodzi na świat w sposób nieplanowany. Pojawiają się i już. Taki psikus natury.:razz: *** O ile wiem, nie ma czegoś takiego jak nabyta odporność na alergen. Można się odczulić, ale to jest albo bardzo dobrze zaplanowane przez lekarza albo jest dziełem przypadku - na kogo wypadnie, na tego bęc. *** Ja naprawdę nie chcę się czepiać. Tylko dziwi mnie, że tak wiele osób, tak lekką ręką (i chyba bez specjalizacji w dziedzinie) doradza lub krytykuje w tak poważnych sprawach - tak na sucho, dla zasady - bo kochamy pieski. Żeby ze swojej strony zakończyć jakoś optymistycznie tę połowiczną dyskusję (drugi koniec kija siedzi na forach "dziecięcych") - wszystkim życzę, aby ich dzieci wolne były od krwawiących zgięć stawów, atopowego zapalenia skóry, uporczywego świądu, nadmiernej nerwowości, braku koncentracji a przede wszystkim - od ataków duszności.
×
×
  • Create New...