-
Posts
976 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ***kas
-
Jak przekonać rodziców, by zgodzili się na adopcje psa ze schroniska?
***kas replied to Alba1986's topic in Organizacje
Jeżeli ktoś chce mieć czyste ściany, białe dywany, i najlepiej jasne meble, poza tym ład, skład i porządek powinien odpuścić sobie nie tylko psa, ale i każde inne zwierzątko. Psy chorują, brudzą, śmierdzą, linieją, bałaganią, niszczą słowem męka i utrapienie. I jeżeli Twojej mamie zależy na nienagannym, pedantycznym porządku w domu, to naprawdę nie bardzo można to pogodzić z psem, a już tym bardziej z 2, przy czym jeden z nich to rasa bardzo aktywna. Ja na Twoim miejscu bym jeszcze trochę poczekała z tym psem, bo odnoszę wrażenie, że Twoja mama po prostu nie chce 2 psa. Być może chodzi tu o koszty, albo o brak miejsca, albo najzwyczajniej na świecie ten 2 piesek to kaprys. Nie chcę tutaj demonizować, ale wzięcie psa ze schronu a później oddanie bo "nie spełnił naszych oczekiwań" jest dużo gorsze niż nie branie psa. Myślałaś może o wolontariacie w schronisku? Albo o daniu Domu Tymczasowego dla jakiegoś psa? (mówię tu oczywiście o psiakach "łatwiejszych" ). To może być rozwiązanie, które zadowoli Twoją mamę i Ciebie, a przy okazji pomożecie psiakom. -
ja ogolnie wolę szkolenie na piłeczkę. Jest dla mnie dużo łatwiejsze. Rotek za piłkę wykona wszystkie komendy, zatańczy zaśpiewa (dosłownie) No i przy tym jaka frajda, że pańcią rzuci piłeczkę. Tylko jest jeden szkopuł w tym wszystkim, nie ma nic za darmo, ta nasza piłeczka stałą się tak upragnionym towarem, że dla psów jest wręcz świętością(co w niczym nie przeszkadza wymemłać, zdewastować, utopić w kałuzy, albo innej brei:diabloti:) Psiska nie zostają sam na sam z piłeczką, rzucamy, ganiamy, ale potem piłka znika w czeluściach treningowego plecaka. I gdy znowu się pojawia jest szał i dzika radość. Ogólnie uważam, że psisko powino miec swoja najukochańsza zabawkę, której dawkę my mu dozujemy. Takie tortury się bardzo opłacają, bo dzisiaj piłeczka jest więcej warta niż upolowana kura sąsiada:diabloti:
-
aj kochana, czy lepiej to jeszcze nie powiedziane, póki co walczę:p Sprawa Bianki w toku, bo rodzice decyzji nie podjęli żadnej. Za dużo na głowie ostatnio mieliśmy, Przy kompie to tak w przerwach między lekarzem a szpitalem, dlatego ciężko z kontaktem. Wstyd się przyznać, ale nawet nie mieliśmy czasu żeby o was pomyśleć. :oops: Staram się jakoś nadrabiać miną bo jak się wali to po całości, dlatego też nie chce wyrokować w żadną stronę. Myślę, że jak się moja sytuacja ustabilizuje to będziemy mogli się jakoś wybrać w końcu do was. W razie czego mam jeszcze jeden domek dla małej, emerytowana pani wet, ma warunki, ma czas, i dala by sobie radę z Bianką, albo może innym psiskiem. Tyle, że tak jak mówiłam, póki co to jestem w du...ie, bo nie mam pojęcia co ze mną dalej będzie, także cierpliwości kochana:roll:
-
a propo zakupu linki, w każdym markecie budowlanym dostaniesz takie taśmy, sprzedawane na metry. To nie są zbyt duże koszty. a co do smaków, te watróbkowe ciacha są takie miekawe, w zasadzie zrobione z mielonych watróbek. Pachną bardzo intensywnie, i jeszcze nie spotkałam psa, który by nimi pogardził. Tak jak pisano zmieniaj też smaki, wymagaj wykonania komendy w sytuacjach nietypowych, nie wprowadzaj schematów. Mój rotek nudził sie baaaardzo szybko, szczegolnie jak cwiczenie mu wychodziło, zmuszał mnie do urozmaicania. Czasami już miałam dosyć wymyślania kolejnych zabaw, a tu ciagle mało i ciągle chce czegos nowego. Doszło do tego, że moje psy nie chcą biegać same sobie na spacerach tylko wlepiają slepia we mnie i pytaniem "no i co teraz robimy?", bo to, że coś robimy jest dla nich oczywiste. No i mam com chciała :diabloti:
-
:loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu: U mnie we wsi jest szkoła podstawowa, nauczycielka klas 1-3 jest naszą dalszą sąsiadka, przed świętami była u nas z propozycją, a mianowicie chciała dzieciom zrobić niespodziankę, prezent na święta i trochę poedukować młodzież w kwestii piesków. Pytając jednocześnie czy mogę moje bydlątka przyprowadzić. Kobietę już kocham wielbię i czczę :loveu::loveu: Więc w poniedziałek, przed świętami byłam z moją bandą na spotkaniu z dzieciaczkami. Najpierw oczywiście pogadanka, ze pies przyjaciel człowieka, ze należy się nim opiekować, dbać o stwora itp itd. Później zrobiliśmy mały "pokaz" posłuszeństwa. Moje kochane kundle stanęły na wysokości zadania i nie zjadły dzieciaków na przystawkę. Opowiedziałam im historię Niagary porzuconej w lesie, odpowiedzieliśmy na kilka pytań, no i przyszłą pora na głaskanko. Zasadniczo rola ta najbardziej podobałą się rudzielcowi-w centrum zainteresowania, taka śliczna, taka gładka i powabna:cool3: no i taka biedna:evil_lol: Dzieciaki mnie zaskoczyły pozytywnie bo w głowach coś tam na temat psów miały, ba nawet kilka dziewczynek zapytało czy moga przyjśc popatrzec jak sie psa szkoli :crazyeye: Także jest jeszcze szansa na wyedukowanie społeczeństwa! Piszmy mówmy pokazujmy! A co do chamstwa. Z racji mojego przymusowego urlopu, mam w domu rodziców w formie gości i pomocy. No i mamuśka wybrała się na spacer z naszym mordercą:diabloti: Jeden z sasiądów co to wszystkie rozumy pozjadał, na mamuśkę z ryjem, że psa takiego wyprowadza do ludzi, że na pewno zaraz kogoś pogryzie itp itd. Przy okazji tupiąc na psa, no i oczywiście wyjątkowo energicznie gestykulując w kierunku szacownej damy z bestią na smyczy:diabloti: A że rodzicielka zasadniczo paszczę ma niewyparzoną no to szykowała się słowna maakra, a tu figa, powiedziała li tylko i wyłacznie "chodź Diego co się będziemy z plebsem kłocić" :lol: Od czasu tego spaceru sąsiad głowe spuszcza na widok mamuśki:diabloti: Prawda że fajnych staruszków mieć można. ps. na marginese dodam, że matula moja wielbiona sama na początku chciałą mnie z dowodu wydrapac jak Diega zobaczyła :evil_lol:
-
Widocznie ta komenda "do mnie" nie jest wystarczająco utrwalona. Mi nauczenie naszego rotka tej komendy zajęło rok! (znaczy takiego bezwzględnego przychodzenie, ba przybiegania i to w podskokach:cool3:) wałkowaliśmy to w każdej możliwej sytuacji, na zwykłym spacerze, w trakcie ganiania piłki, w domu, kiedy ja byłam na górze, a pies na dole domu, i to nie tylko ja, mój TZ, teściowie, moi rodzice, smaki były porozkładane po całym domu, w kurtce spacerowej zawsze zapas, (fajnie się spisuje taka saszetka na pasie). Może też warto zmienić smakołyki na takie bardziej atrakcyjne(u nas super skutkowały ciasteczka wątróbkowe), A w sytuacjach ekstremalnych mamy komende "stój", to już jest bezwzględne zatrzymanie się w miejscu. Diego uwielbiał ganiać ptaki/koty/samochody. Także parę razy nam to życie uratowało. Maglować" do mnie" setki, tysiące razy, no i niestety póki co jeszcze cały czas na lince. Nie możesz pozwolić psu na ignorowanie komendy, bo bardzo szybko się nauczy, że można olać pańcię i robić co mi sie podoba. Ponadto mówisz, że specjalnie zabierasz go na pola, żeby sie wyszalał swobodnie, super, ale to Ty powinnas mu organizować zajęcie, nawet na takiej pełnej swobodzie, inaczej zacznie sobie szukać sam zabawy, a gonienie króliczka jest wyjątkowo fajne, bo samonagradzające, jak każda pogoń. Dlatego polecałą bym jednak odkurzenie linki i jeszcze trochę pracy;) A wierz mi znam ten "ból" sama to przerabiam już po raz 3 :p
-
Przede wszystkim linka! najlepiej taka ok 10m wystarczająco dużo swobody dla psa, ale jednak pod kontrolą. Musisz pamiętać, że taka pogoń jest zachowaniem samonagradzającym. Dlatego praca na lince. Może sunia miała kiedyś jakieś nieprzyjemne zajście z rowerem? Tak czy inaczej skupiaj jej uwagę na sobie, zrób z rowerów tło, one są bo są i nic ponadto. Zabawa, aport, wymęczyć psa! :diabloti:
-
ahhh wróciłam! trochę sobie pochorowałam a co!:diabloti: Niunia ogolona została, tak ja wiem, że to be i tak nie wolno pieseczkowi robić, ale niestety, albo moja sucza będzie miała treningi pływanko i ogólnie luuz, albo śliczną sierść, biorąc pod uwagę, że to zwykły kundel wybrałam tą pierwszą wersję. Niestety, po pierwsze męką było wyczesywanie pannicy, która chyba nigdy nie była poddawana takim zabiegom, stres, nerwy, i cięęęężka praca, a po drugie zajmowało to zwykle okolo 6godzin(z przerwami oczywiście). Dobrowolnie, że tak powiem psa nie wybrałam, więc wolałam mniejsze zło:diabloti: W kwestii szkolonka rudzielca, umiemy już siad i zostań, poproś, do mnie, oddaj, stój, waruj idzie nam topornie, ale idzie. Umiemy nawet zostać w komendzie jakies 5-8 sek!!!!:multi:(coś mi te polskie komendy nie bardzo leżą w ustach, myślicie ze jest sens na angielskie się przerzucić?) Idąc za radą Bonsai_88 kupiliśmy małej szeleczki i kurdupel ciąga oponkę, uczymy sie wspólpracować z rowerem, bo to taki potwór którego koniecznie trzeba zjeść...no i uwaga uwaga:diabloti: ŁAPIEMY FRISBEE:multi::loveu::cool3: Niunia jest straszny przylepiec, także na chwilę obecną chodzę z 3 psami do łazienki, 2 koniecznie chcą się ze mną kąpać w wannie, a 1 musi obowiązkowo musi spać na plecach TZa :roll: Słowem sielanka, mój przymusowy urlop wydłużył się o kolejne kilka tygodni, więc może jakiś fot naptrykamy...naszym nowym aparatem, bo poprzedni nowy został zjedzony, gdy nasz chłopiec chciał dać pańciowi buziaczka z wyskoku :evil_lol: Spanielisko, odkryło nową zabawę a mianowicie polowanie na kota, odradzałam, tłumaczyłam, że ze Zdzichą sie nie zadziera, no ale rudzielec był mądrzejszy, także mieliśmy opatrywanie ran, po starciu z cesarzową, królową na włościach, które to niestety rudzielec przegrał. No cóz mówiłam...:diabloti: Poza tym ładna pogoda się robi, sezon grilowy uważam za otwarty. Budujemy stajenkę dla konika, w skrócie idziem naprzód. :lol:
-
Ja polecam psa nie karmić, lać 2 razy dziennie, i zamknąć w piwnicy na jakiś czas. :angryy::angryy::angryy: A tak już na poważnie, kolejna prowokacja w stylu "chce mieć ttb i będę go bił i będę potem taaaaaaki męęęski!" ?:mad: Czy może przeświadczenie, że masz w domu Cywila albo Szarika? Uczenie psa agresji, jest jak produkowanie bomby ze spóźnionym zapłonem...współczuje Twojemu psu takiego właściciela. IPO to nie tylko gryzienie. Polecam na początek zdobycie chociaż minimum wiedzy nt. psów, szkolenie PT, pracę z psem, taką bez agresji.
-
Problem. Pomozcie ;( - zapchlone psy sąsiadów
***kas replied to justysiek's topic in Wszystko o psach
U mnie podobnie. kupiliśmy dom do remontu, w stanie tragicznym, do dziś nie wiem jak nam się udało doprowadzić ta ruderę do stanu obecnego. Ale największym problemem był brak płotu. Zupełnie, żadnego ogrodzenia. Byliśmy w sytuacji kiedy priorytetem był dach nad głową, więc opłotowanie działki zeszło na dalszy plan. No a wiejskie psiury korzystały z tego, załatwiały się gdzie sie dało, kopały dziury, ogolnie demolka. No ale w końcu płot stanął. A psy co? dalej za wszelką cenę próbuja się wpakować na nasz teren. Mam bramę kutą także te mniejsze pyrdki łażą sobie jak po swoim...:angryy: Właściciele totalny olew, reakacji brak. Dopiero kiedy przestałam odwoływać moje psy i jednego z drugim azorkiem i burkiem dopadły :diabloti: problem zniknął. Dodam, że dopadły w celu zabawy, zalizania i pobawienia się piłeczką...Właściciele nagle stwierdzili, że pieski można zamknąc na podwórku, ba nawet budy się pojawiły. :evil_lol: -
najpiękniejsze psy? No przecież, że moje!:diabloti: I nich mi tylko ktoś spróbuje powiedzieć, że jest inaczej:mad: A tak poza tym: [B]Wilczarz[/B], galopujący chart-cudo cudeńko, miłość na wieki wieków [B]Wilczak czechosłowacki[/B]- cud miód orzeszki! :loveu: [B]Owczarek Niemiecki[/B] (linie pracujące, wilczaste umaszczenie) [B]Grzywacz chiński[/B]-mały, łysy, śmieszny, pocieszny, kochana mordeczka [B]Doberman[/B]- marzenie ściętej głowy, oj chciała bym, ciachała...
-
Przenoszę naszą konwersację na wyższy level :cool3:
-
Ale Ty smarkata jesteś:evil_lol: Ile Ty masz lat? 13? :diabloti: A co do staruszków, sądzę, że tu trzeba działać stopniowo:diabloti: małymi kroczkami, bo oni na psiura się zdecydowali w 100%. A bądźmy szczerzy 1 pies to mało ;) także wydaje mi się, że kwestią czasu jest uświadomienie im, że jednak chcą więcej pieseczków:diabloti: Jutro maja się zjawić co by mi pomóc w transporcie do lekarza, to ich przydybie w temacie, kto wie, jak dobrze pójdzie to w weekend masz gości...ale ciiii co by nie zapeszyć. ps. Ile psów mogę w odwiedziny przywieźć?:diabloti:? Bo ja coś słyszalam, że ty Birmę uczysz, że pieski są ajka...
-
To ja trochę o moich staruszkach powiem. Ludzie w kwiecie wieku, 50 lat jeszcze pracujący, z tymże mój ojciec firmę prowadzi swoją więc raczej przebywa w domu. Także psiak zawsze by kogoś miał przy sobie. Mamuśka pracuje na pól etatu więc tez 4h dziennie tylko jej nie ma. Mieszkają z nimi moi kochani braciszkowie, także spacery to żaden problem, psa wybiegają do parku blisko, park jest rajem.( Żadnych luzem biegających, podbiegaczy i radosnej socjalizacji. Ludzie się pilnują bo przedszkole w parku jest także SM i policja baaaardzo surowa, mandaciki się sypią więc ludzie doopska pilnują na spacerach. ) Szacowne grono rodzicielkie jest typem aktywny, jakies spacery, wyjazdy latem działeczka i jeziorko, także czas dla psa maja. Ze zdrowiem też nie najgorzej. Z psami doczynienia mieli różnymi, tak jak pisałam zawsze jakies biedaki, co im serca zmiękczyły. Nie powiem, że są alfą i omegą w temacie, ale z moimi demonami sobie radzą:diabloti:. Tyle tylko, że my dośc często tam u nich gościmy i na odwrót, więc nie wiem jak by małą sobie dała radę z takim najazdem... Zdecydowani są na 100% psisko przygarnąć, bo jak sami stwierdzili po mojej wyprowadzce w domu za dużo miejsca jest:roll: Mieszkanie 70m2 także miejsca jest sporo... Możesz podesłać jakieś fotki Twojej piękności?
-
Tak jest Pani doktor;) Póki co cieszę się z tego, że wracam do żywych. Zobaczymy jak się ta całą historia skończy. Tak sobie z TZem rozmawialiśmy, że za każdym razem jak planujemy zakup psa z papierem, to coś nam zbyt dużo kłód pod nogi leci. Choroba, rudzielec, wcześniej w planach był rodowodowy rotek, ale jak w schronie się znalazło nasze małe cudo to już nie było odwrotu, także coś nam nie po drodze do tego rodowodowego psiaka :-( Chyba już takie moje szczęście, że wszystkie zwierzaki z odzysku mieć będę:diabloti:. Jeszcze nia miałam przyjemności miec w domu szczeniaka. Ani razu, wszystko schroniskowe, albo z ulicy wzięte. Nawet u rodziców, za każdym razem braliśmy takie starowinki co zbyt wiele szans na przygarnięcie nie miały... A ja bym tak chciała jakiegos kurdupla małego. Takiego, żeby go uczyć a nie oduczać:roll: Moi rodzice po kilku dniach spędzonych u mnie w domu (okres szpitala) stwierdzili, że im pusto tak samym. Chcieli by cosik żywego do domciu. Także biorę się za szukanie psiska dla rodzinki :diabloti:
-
Raczysko, że ho ho, z tymże niezłośliwe i nieprzerzutowe:roll: Także ufff :bigcool::laugh2_2::lol::multi:i co tam jeszcze może zobrazować stan mego ducha. Ale niestety przez to cholerstwo musieliśmy zrezygnować z Grzywacza:placz: głownie ze względów finansowych...także serce mi krwawi. Niemniej jednak uważam, że to najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć. Samo leczenie jeszcze nie skończone, a tu by trzeba malucha już na dniach odbierać. A poradzić sobie z czwóreczką, w tym jeden szczeniak, jeden pies problematyczny i do naprawiania +2 bydlątka, ech chyba bym musiała przestawić się na żywienie się energią kosmiczna. Psy przy okazji tez, bo Polska służba zdrowia zaoferowała mi operacje za 6 miesięcy:angryy:. Także wszystko prywatnie, a to jednakowoż uszczupliło nasz budżet:roll:
-
U nas funkcjonuje jeszcze słówko [B]FE[/B]- a oznacza nic innego jak przyjść potulnie do pańci z tym "fe" w pysku, by potem spierniczyć z prędkością światła. Jak się uda to zeżreć, ale jeżeli już słyszymy [B]TY GNOJKU/CHOLERO/PROSIAKU[/B] itp itd, słowem pani żywa łaciny, to już trzeba wypuścić cenna zdobycz i udawać, że o niczym nie wiemy:lol: Jeszcze mamy słówko [B]GOŚCIE[/B]- znaczy zalizać na śmierć wszystko co się rusza, z kotem włącznie, chociaż on gościem nie jest:cool3: A tak btw widzieliście kiedyś toaletę robioną koteckowi przez rotka:diabloti:? Widok niezapomniany, kot zdegustowany, piesek zachwycony spełnionym uczynkiem:p
-
Juliszka, to ja Ci powiem, że taki park w Poznaniu jest! Moi rodzice mieszkają na Górczynie(przy wylotówce na Komorniki) Za pętlą autobusowo-tramwajową jest niewielki park. Od czasu do czasu kiedy robimy nalot na staruszków wybieramy się na spacerek do parku. Jeszcze NIGDY nie spotkałam tam psa puszczonego luzem, bez smyczy i nadzoru. :loveu:NIGDY nie spotkałam tam podbiegaczy, za każdym razem jest pytanie, czy pies może podejść i to już ze sporej odległości:loveu:. Psy owszem są rożne, jedne agresywne, inne ciągnące na smyczy, ale czegoś takiego jak pies bez opieki nie widziałam. Dodam, że wychowałam się w tej okolicy i od 18 lat z psami tam urzęduje, tzn od czasu kiedy nauczyłam się chodzić;) Jest kilka osob które notorycznie widzę pracujące z psami, są osoby, które podglądaja i potem same próbują coś tam zrobic. Jest kilkanaście super fajnych psiurów.:loveu: I pewnie sobie myślicie, że utopia i wymysł. Otóz NIE, a wszystko dlatego, że w parku umiejscowione jest PRZEDSZKOLE! Koegzystencja psów i dzieci wymogła na właścicielach odpowiedzialnośc, regularne partole SM i policji, mandaty, za kupy, i ciągły nadzór pracowników przedszkola zrobiły swoje. Także raj na ziemi, przynajmniej w moim odczuciu:loveu: PS. Drodzy dogomaniacy, błagam was, na kolanach proszę, nie piszcie ów suka, czy ów kobieta, bo "ów" to forma męska. Korzystajcie ze ślicznych słówek "owa", "owi" , bo moje filologiczne zboczenie na tym punkcie powoduje trudną do opisania trzęsionkę na widok co niektórych byczków ;) (Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam:roll:)
-
[quote name='bonsai_88']A co ci się bidulko stało? A więc to było tak...poszłam do doktora na literkę G. po nową porcję dziecio-ochraniaczy, i na badaniu się okazało, że jakieś cuś mi tam się wykluło. Podejrzenie było chłoniaka, jednak po biopsji okazało się, że to cholerstwo trzeba wyciąć. No i w efekcie jestem jednojajeczna, a raczej jenojajnikowa:diabloti: Szansa na potomstwo mi zmalała, ale poza tym większych szkód nie ma. Przynajmniej na razie. Psy się cieszą bo im szansa na konkurencje drastycznie spadła:evil_lol: Niagara ma teoretycznie okolo 3 lat, i waży niecałe 10kg...:-o
-
No to mamy klops. Ja po operacji, ciężko mi się z łózka wygrzebać, a w domu sajgon. Psy poszalały totalnie. Małżowaty stara się jak może, rodzinka też, także psy w zasadzie wybiegane, jednak to nie to samo co z pańcią...czyli mamy 3 psy, które ni w ząb nie chcą pojąc, że ja na spacer isć NIE MOGĘ :shake: Dla Niagary w ogole szok, że pańci tydzien w domu nie było. Podobno masakra...szczegółów nie chca zdradzić, może i dobrze :roll: Pieseczki oczywiście pańcię wspierają, oczywiscie do wyra się pakują i tam cięzko wzdychają nad piłeczką, zabaweczką, czy szmatką :diabloti: Niagara mnie ooooooooogromnie zaskoczyła, tak pozytywnie, dodam, bo moje choróbska znowi nad wyraz spokojnie(jak już wie, że jestem w domku i nic mi nie grozi:diabloti:). Spi w ciągu dnia, przychodzi się pomiziać i daje mi spokój:loveu: a to było nie do pomyślenia wcześniej. Za to pozostałe dwa potwóry w nosie mają mój stan pooperacyjny, zero litości:evil_lol:, ale jak to mówią chciała to ma, nauczyła psy porannych buziaczków, to ma w sumie jakies 80 kg skaczące po łóżku, na zasadzie, "kto pierwszy ten lepszy" :diabloti: A teraz tak z innej beczki. Kochani zaspanieleni. Powiedzcie mi ile wasze rudzielce ważą? Bo ja tak patrze i patrze na tego mojego i wygląda jak szczeniaczek, taki na oko roczny...a ta skubana wg weta okolo3 lat już ma...także ja już nic nie wiem, pewnikiem pseudo jakies ją wyprodukowało i stąd odchylenia od normy, ale tak z ciekawości pytam bom ciekawska i juz:eviltong:
-
Najgorsze mam już chyba za sobą. Byliśmy z naszymi kundlami w Lusowie. Mała stadnina, cała rodzina brała udział w spacerze, wcześniej uzgodnionym z właścicielem. Psy na smyczach, obwąchanie tego wielkiego potwora odbyło się w miarę spokojnie. Spanielisko miało w poważaniu wszystko dookoła skoro tyle ciekawych zapaszków w pobliżu. Joko stwierdziła, że jest koń, i co z tego? A Diego stał zahipnotyzowany tym zjawiskiem. Ogólnie spodziewałam się większych problemów. umówiliśmy się na jeszcze kilka spotkań z konikami, tym razem na dłuższej lince...zobaczymy, może nie taki koń straszny jak go malują:diabloti: I jestem dumna z moich burków, bo pokazały pełną klasę:roll:
-
Moje to tam standardy, ale z takich ciekawszych... [B]NA GÓRĘ[/B]- biegniemy na górę tak szybko jak sie da, przeskakując po kilka stopni, by za chwilę z jeszcze wiekszym impetem zbiegać na dół [B]NA DÓŁ[/B]- to samo co na górę, ale w odwrotnej kolejności, plus najlepsza zabawa, spychanie pańci ze schodów [B]ŻARCIE[/B]- pies tańczy, śpiewa(dosłownie), pokazuje jaki on śliczny i mądry, czyt. wykonuje wszystkie komendy jakie zna nawet bez wydanie tejże. Dodam, że nie chodzi tu o normalną rację żywieniową, a o smakola, ewentualnie coś czego psom jeść nie wolno:diabloti: [B]MAXIU[/B]- znaczy pienimy się drzemy mordę, skaczemy, piszczymy, rzucamy się by....zalizać na śmierć kolegę za płota. Co ciekawe, w sytuacji gdy Diego i Max są po przeciwnych tronach płota baaaardzo się nie lubią:diabloti: [B]BUTELKA[/B]- oznacza plastikowe cuś, co tam fajnie szeleszczy, można gryźć i memłać, i jest tak faaaaaajowo jak pańcia pozwoli taka zmasakrować:evil_lol: [B]O POCZTA[/B]- to hasło oznacza wyzwolenie u moich bestii instynktu zabijania, dotyczy to wszelkich ulotek, gazetek, i niepotrzebnych papierów. Widok przeboski, bałagan w calutkim domu, ale czego sie nie robi dla uśmiechniętej mordeczki;)
-
[quote name='tomasz76zg']Czy poleca ktoś kundelki? Odnoszę wrażenie, ze większość osób uważa kundle za diabła wcielonego które najlepiej zagazować, uśpić, zastrzelić...... to smutne bo czemu winne są te pieski. Ja polecam kundelka ze schroniska temu kto chce miec jakiegokolwiek pieska a [B]nie chce sie obnosic ze swoim rodowodem na smyczy[/B]. Zalezy czy ktos ma potrzebe posiadania czworonożnego towarzysza czy [B]chce błyszczec w towarzystwie (czyt snobizm).[/B] moja sunia to połaczenie husky z wilczurem. wyszła naparwde bardzo fajna mieszanka. charakter odziedziczyła z obu ras a wygląd ma naprawdę świetny. pewnie teraz mnie zaatakuje wściekły tłum właścicieli rodowodów. [B]Kundelka plecam poniewaz charakter jest nieodgadniony......[/B][/quote] Rodowód nie ma nic wspólnego ze snobizmem, rodowód to [B][I]gwarancja[/I][/B] tego, że pies jest psem RASOWYM, nie w typie danej rasy, bez domieszki krwi innych psów. Gwarancja [B][I]zdrowia, szczepień[/I][/B] i tego, że piesek nie zejdzie nam za 2 dni na parwowirozę. [B][I]Rodowód pozwala określić w dużym stopniu CHARAKTER, usposobienie, potrzeby danego psa[/I][/B]. I właśnie dlatego poleca się konkretne rasy, bo sugerując się tym co pisze osoba zainteresowana nowym psiakiem, możemy podpowiedzieć jaka rasa jest lepsza, jaka odradzamy, ze względu na [B][I]wymagania danego psa[/I][/B]. DLATEGO też nie poleca się kundelków, bo trudno powiedzieć jaki jest ich charakter. Osoba spokojna, nie lubiąca super dużej aktywności, może wziąć kundelka ze schronu, a potem go zwrócić bo pies jest "zbyt aktywny", bo gryzie, niszczy, bo zwyczajnie nie daje mu rady. I pisze to ja właścicielka 2 poschronowych psów i jednej znajdy. :diabloti:
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Bonsai, ja już tracę wiarę w ludzi. :shake: Naprawdę na gwałt potrzebuje jakiegoś NORMALNEGO dziecka, bo po ostatniej akcji na spacerze (opisałam w "jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy" co prawda było to chamstwo nie-psiarza) to Niagara dostaje ataku paniki na widok czegokolwiek co jest chociażby podobne do dziecka:shake: Ehh...
-
:angryy::angryy::angryy: Próbując przezwyciężyć lęk rudzielca przed dziećmi wybraliśmy się na ćwiczonka, pod przedszkole. Wszystko ładnie pięknie z dzieciaków robimy tło, idzie nam całkiem całkiem, Niagara się rozluźniła, lata za piłeczką i obecność dzieciaków na placu zabaw jej nie przeszkadza tak bardzo, rzuca jeszcze lękliwe spojrzenia, ale piłeczka wygrywa. (Dzieciaczki oczywiście były za płotem, który otaczał plac zabaw, także z rudzielcem nie miały styczności) No i nagle wylatuje mamuśka z dzieciarami i wrzeszczy na widok rudzielca " o jaki pieseczek niu niu niu idźcie się przywitać i pogłaskać!" Niagara panika, przywiera do ziemi, ja drę papę, żeby nie dotykać bo pies się boi, dzieciaki bez reakcji, matka też, no to Niagara sru dawaj leci na oślep. Chwała bogu wie co to komenda "Stój". Także zatrzymała się w pewnej odległości ode mnie. A mamuśka do mnie z gębą, że jestem NIENORMALNA, bo pies nie może się dzieci bać, że kiedys ten moj pies jej dzieci pogryzie, że nigdy nie powinnam miec psa :-? Nie skomentowałam, poszlam po rudzielca i wróciłyśmy do domu...ale jak boga kocham kiedyś sama te jej dzieciaki pogryzę, albo raczej ją, bo głupotą galopującą sie odznacza. :angryy::mad: