Jump to content
Dogomania

aleola

Members
  • Posts

    355
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by aleola

  1. Ludzka "pomysłowość" nie przestanie mnie nigdy dziwić. Jadę sobie dzisiaj na rowerze do stadniny. Okolica wiejska: piaskowa droga, pola, łąki, las, a co jakieś 300-400m stoi domek. Mija mnie nagle samochód, ostro hamuje, drzwi się otwierają i puf! wywalony na ulicę zostaje pies jamnikopodobny, stary, gruby. Patrzę i oczom nie dowierzam. Spoglądam na rejestrację: jest obca. Od razu pomyślałam, że ktoś zboczył z trasy krajowej, która przebiega kawałek dalej i w drodze na wakacje, czy z wakacji wywala psa na wsi, tuż pod moim nosem. O co to, to nie! Niedoczekanie. Pędzę na rowerze za samochodem jak wariat, żeby zapamiętać rejestrację. Samochód ujechał jakieś 200m, hamuje ponownie i znów puf! drugi pies ląduje na ulicy. Trzaśnięcie drzwiami, ostry zryw i samochód rusza. Zatrzymałam się. Patrzę, jak psy z przestrachem pędzą za samochodem. Nie zgadniecie... to nie było porzucenie. Okazało się, że facet mieszkał kawałek drogi dalej (jakieś 500m?) i psy wyrzucił z samochodu chyba po to, żeby się przebiegły. Zatrzymał się potem przy domu i dopingował je do szybszego biegu. Potem zaczął krzyczeć, bo jeden z psów nie chciał do niego podejść, gdy go wołał. Pokiwałam z politowaniem głową nad ludzkim lenistwem i durnotą.
  2. [quote name='gops']mnie to już zaczyna denerwować , kiedyś mnie śmieszyło ale naprawdę często słyszę takie komentarze i sama zaczęłam się zastanawiać jak wygląda wilczur bo według mnie to duży pies ze stojącymi uszami a ja mam 17kg psa z jednym stojącym uchem i to dla ludzi wystarczy by powiedzieć wilczur [/QUOTE] O to to to ;). Ja mam kundla z kundli (może z 20 pokoleń wstecz praojcem mojej Santy był jakiś owczarek), uszy ma klapiate, gdy się czymś zainteresuje, to stawia, ale tylko jedno jej sterczy (drugie zostaje dyndające), ale od ludzi ciągle dowiaduję się, że mam... wilczura :P. Wilczur to nowa rasa ;).
  3. [B]Patik[/B], nigdy nie sprawdzałaś psu stanu posłania w budzie? Należy robić to bardzo często, nie tylko zimą, ale przez cały rok. Pies przecież nie może spać na zmarzniętym, wilgotnym kocu... Tak jak moja poprzedniczka napisała- koniecznie słoma, nałożyć jej psu bardzo dużo (pies uleży, umości, a nadmiar wyrzuci). Na drugi dzień, albo po jakimś czasie dołożyć słomy (pies wynosi ją, wychodząc z budy, słoma się ugniata i w magiczny sposób ubywa jej ;) )
  4. [quote name='Kasiass']Czyli tutaj też by się język na rozszerzonym przydał, ehh... ;) [/QUOTE] Przydałby się, albo nie przydał... ;). Ja zdawałam język na podstawie i jak już wspominałam dostałam się i do Olsztyna i do Lublina, gdzie Rx2. Nie to, żebym była jakaś noga z angielskiego, wręcz przeciwnie, ale jakoś nie chciałam sobie zawracać głowy jeszcze jednym egzaminem maturalnym. Wiedziałam, że solidnie napiszę podstawę (wprawdzie napisałam ją na 100%, ale sądzę, że gdyby ktoś ją napisał na 80, przy dobrych wynikach także z chemii i biologii, też nie miałby problemu, by dostać się na weterynarię). Jeżeli więc ktoś nie chce się za bardzo rozpraszać i rozdrabniać, a wie, że podstawę napisze dobrze, to można ten język niejako... ominąć ;).
  5. [quote name='Patik'] A co do Kubu, on naprawdę uwielbia być na podwórku, a budę ma cieplusieńką, masa poduch i kocy w środku i ocieploną oczywiście styropianem[/QUOTE] Ja nawiążę jeszcze do postu z poprzedniej strony... Jeżeli w zimie podwórkowy pies ma "masę poduch i kocy", to współczuję psu. Uważam, że najlepszą wyściółką budy w takiej porze roku jest słoma. Poduszki, koce, kołdry momentalnie nasiąkają- pies nanosi wilgoci, czy śniegu, który potem roztapia się pod wpływem temperatury jego ciała. Poduszka robi się mokra, a gdy pies wychodzi z budy- zamarza. Na dobrą sprawę w okresie jesienno-zimowym należałoby takiemu psu niemal codziennie zmieniać posłanie w budzie, a na to nie stać żadnego właściciela podwórkowego psa, jak sądzę. Słomę rzecz jasna też należy wymieniać i uzupełniać, ale częstotliwość w porównaniu ze sztucznymi materiałami jest znacznie korzystniejsza dla właściciela psa, mieszkającego na podwórku.
  6. Dopytałam ;).
  7. [B]Justa[/B], od kiedy zaczęłaś udzielać się w lecznicy, mieć dyżury, pomagać? Robisz to na zasadzie wolontariatu?
  8. Szczenię wydane od matki może być po ok. 7 tygodniach. Pamiętaj jednak, że do schronisk nie trafiają pieski zadbane i wychuchane. Zwykle, gdy ktoś pozbywa się miotu szczeniąt i wywala go do schroniska, nie baczy na to, czy psiaczki są odchowane, czy minęło 7 tygodni itd. Czasem ludzie podrzucają do schroniska sukę wraz z miotem- wtedy szczenięta tak pi razy drzwi (pi razy drzwi, ponieważ możemy tylko szacunkowo określić wiek podrzutka) wydawane są już po odchowaniu. Gdy jednak bierzesz szczenię ze schroniska masz wiele czasu i duże szanse na prawidłowe go zsocjalizowanie. Jeżeli nie chcesz podejmować zbyt dużych wyzwań, to po prostu przy wyborze malucha unikaj szczeniąt dzikich, wyautowanych- te zwykle potrzebują ciut więcej czasu, by się przystosować. Ale generalnie schroniska roją się od radosnych, ufnych psiaczków. Ze szczeniakami zwykle jest łatwo. Co do umowy adopcyjnej, wpisz w google: "przykładowa umowa adopcyjna" i kliknij w pierwszy wynik wyszukiwania. Każda fundacja czy schronisko ma nieco inną umowę, ale zawsze o to samo chodzi. :)
  9. Jeżeli kupujesz psa na allegro w cenie 80-300 zł to to nie jest ani beagle ani spaniel tylko pies beaglopodobny i spanielopodobny. "Gwarancję" rasy masz wyłącznie w przypadku psa rodowodowego z hodowli. Co znaczy: pies pełnowartościowy ;)? Jak karma pełnowartościowa. ;) Moja suka jest ze schroniska i jest wysterylizowana i daję słowo: jest pełnowartościowa! ;) Jest nawet nadwartościowa, bo nie rodzi kolejnych miotów niechcianych kundli, które zasilałyby polskie schroniska. Jeżeli pies choruje, to nie dlatego, że jest wysterylizowany (sterylizacja chroni przed wieloma chorobami: rak, ropomacicze i zaoszczędza trudu: brak cieczek oznacza brak konieczności nieustannego pilnowania, by nie doszło do niepożądanego mariażu). Psy ze schronisk wcale nie-często zdychają w 3-6 mies. po adopcji. Nie ma na to reguły. Oczywiście wypadki i choroby się zdarzają, nie odpowiadamy przecież za los, ale pies wydany ze schroniska jest zaszczepiony, odrobaczony i zabiegi te możesz sprawdzić w książeczce zdrowia psa, którą dostajesz przy adopcji. Psy ze schronisk są pod opieką weterynaryjną. Jeżeli masz kupić kundla na allegro za 200 zł, to lepiej idź do schroniska, adoptuj psiaka, a pieniążki te przeznacz np. na wsparcie dla schroniska. Jeżeli zaś interesują cię psy w typie powyższych ras, to i z tym nie będzie problemu. W schroniskach wiele jest psów w typie beagla i spaniela. Dla ciebie pies za darmo, dla psa podarowane życie, a ty będziesz miał w domu to samo, co byś miał, gdybyś kupił psa za 80 zł na allegro (nigdy nie wiesz, co wyrośnie z psa, ktorego ktoś sprzedaje ci jako beagla, a ktory nie ma papierów)
  10. [quote name='Kasiass']A o Olsztynie właśnie nic nie słyszłam ;) Ale z tego co tu czytałam to dużo osób chce iść/poszło na Olsztyn, więc coś w tym musi być :D. Przeprowadzić i tak się będzie trzeba , więc nie bede marudzić czy daleko czy nie ;) [/QUOTE] [quote name='Kasiass']No ja myślałam o Lublinie głównie pod tym względem, że przez kilkanaście lat mieszkałam w lubelskim i mam tam rodzine, więc zawsze by było łatwiej, jakby jakaś pomoc była potrzebna czy coś...:D A Olsztyn, kompletnie nic mi to nie mówi, nikogo nie znam z tamtych okolic...;)[/QUOTE] Myślę, że Lublin niesłusznie cieszy się złą sławą. Krążą o nim mity, a studenci (albo tak jak Ty- ci, którzy dopiero zamiarują iść na weterynarię, ale jeszcze nic o tym nie wiedzą ;)) przekazują te famy z roku na rok w formie: "słyszało się, że w Lublinie smoki pożerają dziewice" ;). Któryś rocznik powinien być mądrzejszy i uciąć te pogłoski. Skoro uczelnia żyje tam od takiego czasu i miewa się dobrze... Generalnie studia to nowość. W życiu czeka każdego człowieka wiele nowych etapów. Myślę, że większość studentów znajduje się w zupełnie nowej sytuacji- nowi znajomi, nowe miejsca... Ja dostałam się do Olsztyna, miasta, w którym nigdy nie byłam, nie mówiąc już o tym, żebym kogoś tam znała, ale jakoś nie byłam (nie jestem) tym przerażona. Wydaje mi się to naturalne i wiem, że szybko się przystosuję. Zresztą: okazało się, że spotkałam na swojej drodze fajnych ludzi, błyskawicznie znalazłam mieszkanie, poznałam tu na forum jakiś przyszłych współstudentów. Nie wszystko jest tak trudne, jak sobie sami to wyobrażamy i pomnażamy. ;)
  11. [quote name='Kasiass']Czyli jednak jest, kolejny wydział weterynarii to więcej miejsc więc jest ok ;) [/QUOTE] Różni różnie na to patrzą ;). Nowe wydziały oznaczają też więcej corocznie "wydalanych" studentów weterynarii. Na razie patrzysz tylko z perspektywy "byle się dostać na weterynarię" ;). [B]Justa[/B], i się zdublowałyśmy : ) ^
  12. aleola

    Metamorfozy

    [quote name='eliza_sk'] [B]maj 2011[/B] [IMG]http://img835.imageshack.us/img835/9681/1005213.jpg[/IMG] [B] [/QUOTE] Muszę się wypowiedzieć: to zdjęcie jest cudowne : ) ! Przemiana niesamowita. A w zdjęciu tak się zakochałam, że chyba ustawię je na pulpicie ;).
  13. [quote name='Bonsai']No chyba, że będziecie się uczyć cały rok systematycznie... :lol::lol::lol: ale w to szybko przestaniecie wierzyć. :evil_lol: Zapamiętajcie ważne słowo, synonim słowa "studia". To słowo to "prokrastynacja". :diabloti:[/QUOTE] [B]Bonsai[/B], znam kogoś, kto też studiował prawo i legenda głosi, że uczył się systematycznie ;P. [quote name='lilacly'] schody zaczynają się dopiero przy nauce na niektóre egzaminy :cool3: [/QUOTE] Powiedziała [B]lilacly[/B], która jutro ma egzamin, ale miga się od nauki, bo siedzi na dogomanii ;].
  14. [quote name='Kasiass'] EDIT: O widzę aleola że Ty też masz zamysł na wątek weterynaria '12 ;)[/QUOTE] Zauważyłam, że tu już się kształtuje dyskusja pod kątem weterynarii w 2012, a nawet i jeszcze w przód :P. Pamiętam, że poszłam na korki z chemii w maturalnej na przełomie września/października do babeczki, która była "renomowana". Ona oczy szeroko otworzyła i pyta ze zdziwieniem: "DOPIERO teraz przychodzisz? DOPIERO zaczynasz naukę do matury rozszerzonej z chemii?". Potem walnęła mi parę takich zadań (mówiąc oczywiście, że łatwiutkie są), że ruszyć nie umiałam. Cóż, nie muszę mówić, że po takim godzinnym seansie, wyszłam załamana i pociągająca nosem. Myślałam, że skoro już TAKA babka stwierdza, żem opóźniony głąb, to mogiła i można się położyć i zdechnąć i nie ma po co iść na maturę ;). Kobitka oczywiście racji nie miała, była egzaltowana. Rok porządnej (ale to takiej fest!) nauki do matury (nawet rozszerzonej) to jest w sam raz. Nie dajcie sobie wmówić, że coś nie trybi, tylko idźcie do przodu. Sporo nauczycieli to zarozumialce. Zresztą: wielu ludzi to podlce lubiące czerpać przyjemność z możliwości wywyższenia się kosztem drugiego człowieka. Tylko mocno się zmotywujcie do nauki: korki, fakultety, nauka w domu... (macie jeszcze 2 dni wakacji na motywację ;> :P)
  15. [quote name='motyleqq'] będę sobie siedzieć na tym wątku i się dowartościowywać :evil_lol: [/QUOTE] A co! ;] Z wątku zaraz zrobimy kandydaci na weterynarię '12 ;)
  16. [quote name='bonsai_88']Zaczynam się co raz bardziej cieszyć, że wyprowadzam się na totalne zakuprze, gdzie spotkanie psa graniczy z cudem ;). Znaczy się psy są, ale na łańcuchach lub na podwórzu... Przynajmniej będę mogła zajmować się swoimi kudłatymi nie przejmując się resztą świata :)[/QUOTE] [quote name='Martens']W takich okolicach też są problemy na spacerach, tylko nieco innej maści, niestety ;)[/QUOTE] Otóż to. Nawet bym się pokusiła stwierdzić, że to jest nawet gorzej ;). Mieszkam w takiej okolicy. Myślisz, że jak się łańcuchowy zerwie, albo zostanie spuszczone 5 psów z łańcucha "żeby sobie polatały", to ktoś się martwi, gdzie one są, co robią? A nawet jak się martwi (co się zdarza niezwykle rzadko), to nie jest w stanie odwołać psa, nawet nie wie, jak się zachować, a na koniec jeszcze ma pretensje do Ciebie. Czasem wychodzę z zamiarem 10-minutowego spaceru, a wracam po godzinie, bo muszę łazić naokoło, żeby poomijać okoliczne pieski, co sobie "latają" i wiem, że wcale przyjacielskie nie są i będą broniły swojego terenu w ich mniemaniu.
  17. [quote name='paniMysza']widzisz, was przynajmniej przeprosił. a ten od berneńczyka to nas uważał za debili, ze nie dalismy naszych psiaków jego olbrzymiemu "dziecku" do zabawy:|[/QUOTE] Nie ma to jak: "proszę się nie bać, mój pies jest niegroźny i chce się tylko bawić". A może mój pies jest groźny? O tym nie pomyślą. Do szału mnie doprowadza takie podejście. Poświęcam dużo energii, żeby moją strachliwą psicę doprowadzić do stanu względnej uzywalności i przez jednego takiego właściciela, co to ma niegroźnego pieseczka, który chce się tylko bawić, pół mojej pracy idzie na marne. Świat to dżungla ;).
  18. Utopijne wizje niektórzy mają ;). Podpisuję się pod Talagią. Iść do ogólniaka, zyska się rok. Po technikum, nie oszukujmy się, pracy i tak byś raczej nie znalazła (chyba że, jak mówisz, po znajomości). Tylko Twój sąsiad jest w Twojej miejscowości, ale z kolei nie ma w niej wydziału weterynarii, więc na niego nie masz co liczyć nawet w czasie domniemanych studiów (ale studia wety i praca na raz to mocny zryw :P). Technik weterynarii to moim zdaniem trochę pic na wodę.
  19. Nauczyć musisz się znacznie więcej, to co wymieniłaś jest tylko wierzchołkiem góry ;). Wzory (na fizycznych tablicach są, czemu na chemii nie ma?), chemia kwantowa, elektrochemia, trzeba ogarnąć procesy z wymianą elektronów... (ale to program trzeciej klasy liceum, więc dopiero przed Tobą ;) ). Można by tutaj każdy dział wymienić właściwie ;). Postawienie na rozwiązywanie zadań jest najlepszym sposobem nauki chemii. W trakcie ich rozwiązywania wynikną braki i zostaną uzupełnione i będzie dobrze i matura na 100% ;).
  20. Ja nie używałam repetytorium. Jeśli chodzi o biolgię: raz, że miałam solidne notatki w zeszytach, co stanowiło doskonałe repetytorium, a dwa, to uczyłam się z podręczników (Operon). Czytałam tematy, podkreślając najważniejsze rzeczy, potem ten sam dział przerabiałam z zeszytu. Później jeszcze raz ten sam proceder, korzystając już głównie tylko z zakreśleń, sprawdzając wiedzę z pamięci i uzupełniając ewentualne braki w oparciu o podręcznik i zeszyt. Nigdy nie byłam wykuta na blachę, starałam się jedynie ogarniać temat, dysponując konieczną do tego wiedzą. A i tak na maturze guzik z tej wiedzy sprawdzają ;). Najlepiej jest nauczyć się nie-myśleć i rozwiązywać testy ;). Mogę poradzić, żebyś nigdy nie kupowała repetytorium z tego samego wydawnictwa, z którego masz podręczniki w szkole. Płacić jeszcze raz za ten sam i często tak samo opracowany, a jedynie okrojony nieco, materiał... Inne wydawnictwo może podać Ci wiedzę w inny sposób, czasem wątki pojawią się też inne, a to sprzyja. W przypadku chemii tez wyszłam z założenia, że podręcznik wystarczy i też podkreślałam sobie najważniejsze wątki (prowadziłam też bardzo pięknie zeszyty, z których łatwo było powtarzac do matury). Tylko wiadomo- chemia to bardziej praktyczny przedmiot niż teoretyczna biologia. Chodziłam na korki, rozwiązywałam w domu tysiące zadań, testów. Lotna z chemii nigdy za bardzo nie byłam, więc musiałam sobie wypracować każdy rodzaj zadań i każdy dział. Nie polecam zbioru zadań Operonu (Hejwowskiej i spółki), bo jest wiele niepraktycznych zadań, a błędów w odpowiedziach bez liku, co mnie niejednokrotnie wprowadzało w błąd. Podręczniki Operonu z chemii uważam z kolei za bardzo dobre.
  21. [quote name='justyska2']hmm a orientuje sie ktoś jaki był próg na stacjonarne i niestacjonarne w Lublinie w zeszłym roku? Ciekawa jestem jaka jest i będzie różnica. :)[/QUOTE] O ile dobrze pamiętam z tego, co wyszperałam kiedyś w internecie, to na stacjonarne zatrzymał się na 412. [quote name='Kasiass']No właśnie zmartwiła mnie najbardziej tegoroczna matura z chemii, nie wiem czy bym z niej dostała te wymagane 74%, ale w sumie to z biologią mam dużo lepiej więc może jakoś przejdzie;). Poza tym nauczyciele w moim liceum powiedzieli że trudniejszej z chemii to już się nie da chyba zrobić, więc mam nadzieje że nie będzie tak źle . I tak teraz już nie ma co gdybać , bo matury są robione 3 lata przed.[/QUOTE] Może mają nadejść czasy, w których ludziom będzie szczęka opadała, gdy okażesz papierek, że zdałaś maturę ;P. Z moich obserwacji wynika, że dla tego, kto włożył maksymalny (albo chociaż umiarkowany) wysiłek w przygotowanie do matury, dostanie się na którąś z uczelni weterynaryjnych w Polsce nie będzie problemem. Nie martw się z góry ;). Jeżeli zrobią trudną maturę, to nie tylko Ty będziesz miała ją trudną- razem z Tobą będzie cała Polska ;).
  22. [quote name='Kasiass']Dziękuję wszystkim za odpowiedź. Czyli z Wrocławiem może być trochę ciężko, mam nadzieje że w przyszłym roku nieco spadną te progi.[/QUOTE] Marzenia ściętej głowy ;). Progi właśnie w tym roku bardzo spadły, są niskie w porównaniu do lat wcześniejszych (bowiem 10 punktów w tę czy we w tę, to jest wiele w tym przypadku) i ja bym nie liczyła na ich spadanie. Chyba, że Wam dowalą maturę jeszcze trudniejszą, niż była w tym roku, a tego bym raczej sobie na Twoim miejscu nie życzyła ;). Policzyć łatwo: 148/2=74, czyli w tym roku, żeby dostać się na weterynarię do Wrocławia wystarczyło mieć po 74% z każdej z rozszerzonych matur. Nie sugeruj się za bardzo tymi progami, bo przecież wszystko zależy od poziomu matury. Trzeba się solidnie przygotowywać i mierzyć od razu wyżej, niż próg z ubiegłego roku ;).
  23. Podnoszę pociechy.
  24. Tylko należy zadać sobie pytanie, czy chce się przez 10 lat (pardon za wyrażenie) szarpać z psem, czy też spokojnie żyć.
  25. Wygląda na to, że Twojego psa przeraża właśnie cały świat zewnętrzny- dźwięki, zapachy, ruch, przestrzeń, z którą nie wiadomo co zrobić. Pies ucieka, bo nie czuje się bezpiecznie. Wyprowadzając go na smyczy wcale krzywdy mu nie uczynisz, wręcz przeciwnie ;). Pies może poczuć się bezpieczniej, gdy Ty będziesz niejako "sterowała" (i będzie bezpieczniejszy, bo nie wpadnie w szaloną ucieczkę do domu). Pies jest u Ciebie dopiero (tak, tak- dopiero) 4 miesiące. Podstawą jest to, by nabrał do Ciebie zaufania, które musisz budować od fundamentów, zaczynając w domu. Pozwalam sobie wypowiedzieć się tutaj, bo sama wzięłam ze schroniska arcystrachliwą suczkę, z której problemami borykam się już parę ładnych lat. Santa na początku na spacerach pięknie reagowała- szła w pobliżu, była na każde zawołanie. Później zaczęło się mniej więcej to, co dzieje się z Twoim psem. Tam, gdzie mieszkam, są piękne tereny- łąki, lasy, pola. Santa spuszczona ze smyczy nerwowo się rozglądała i widziałam, że myśli tylko o tym, kiedy wróci do domu. Szybko zauważyłam, że na smyczy czuje się pewniej. Szła bliżej mnie, ja dawałam jej sygnały, że nie ma się czego bać, miałam smakołyki (które w początkowej fazie co prawda niewiele ją obchodziły). I tak od smyczy się zaczęło... ;) Gdy nauczyła się poruszać po świecie na smyczy, pozwoliłam jej uczyć się spacerować bez niej. Z tego co piszesz Twój pies ma poważne problemy. Lęk przed spacerami jest wierzchołkiem góry lodowej. Skoro boi się tez ludzi, zwierząt i wielu innych rzeczy (czyli praktycznie wszystkiego), to jak ma czerpać radość ze spaceru, na którym może się z tym wszystkim spotkać? Pies był zaniedbany w okresie socjalizacji. Ja, jako właścicielka megastrachliwego psa, mogę Ci poradzić, żebyś jak najszybciej rozpoczęła pracę z dobrym behawiorystą, jeżeli nie chcesz, by Twoje życie było podporządkowane pod strachliwego psa. A wierz mi, że życie z takim psem jest bardzo trudne i nie ma co liczyć na to, że "samo się", znaczy: że pies się sam "naprawi".
×
×
  • Create New...