-
Posts
355 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by aleola
-
Ja tę wrocławską ustawę rozumiem tak, że wchodzi coś dodatkowego, coś co było+coś nowego. Przecież specjalizację robi się dopiero po ukończeniu studiów.
-
[quote name='gryf80']cieżko nie jest aż tak bardzo-jest czas i na przyjemności;),ale na naukę trzeba poświęcić dużo czasu-na pewno wiecej niz np.z łąkarstwa czy ogrodnictwa.co prawda kończyłam dawno,ale jeszcze cos pamiętam z pierwszego roku-koszmarna anatomia.[/QUOTE] Koszmarna anatomia? Z całego pierwszego roku to najprzyjemniejsze do nauki! ;) Wśród masy niepotrzebnych przedmiotów-zapychaczy (informatyka, biologia) anatomia jest jedynym, co ma sens ;). W mojej grupie każdy stwierdza, że najbardziej lubi uczyć się anatomii (co nie zmienia faktu, że to dość trudny przedmiot).
-
O to to to ^^ ;)
-
[quote name='Squ'] w DS3 można trzymać zwierzęta, ale nie wiem na jakich zasadach. Znajoma mieszkała z dogiem ;)[/QUOTE] Ponoć oficjalnie mieć zwierząt nie można (chyba, że się umie je trzymać tak, że nikt nie zauważy ;) ). Poinformowała mnie o tym Pani siedząca w portierni DS3. Może ten dog był z poliklinki? Kurczę, to fantazja- dog w akademiku! ;]
-
Pokaż mi rocznik, który nie ma obaw przed maturą ;). Każdy się obawia, a potem puka w głowę, że takim niemądrym był i nerwy na próżno tracił ;). Więc: bez obaw. Trochę samozaparcia i pójdzie jak z płatka. :]
-
Warszawa i Wrocław- chemia i biologia na poziomie rozszerzonym. Lublin i Olsztyn- chemia, biologia, język. Poznań (niech mnie ktoś poprawi, gdy się mylę)- tylko jeden przedmiot do wyboru: biologia/chemia/matematyka i polski albo język obcy nowożytny (tu jest to dokładnie napisane [url]http://www.uczelnie.edu.pl/uczelnia/id/85/wd/261/stacjonarne/weterynaria.html[/url] )
-
Super. Ochrona zwierząt dzikich to musi być świetna sprawa. Marzy mi się praca właśnie z dzikimi zwierzętami. Nie wiem tylko, jak ten kierunek będzie się miał do rynku pracy. Trzeba zorientować się w ofercie edukacyjnej.
-
Ja uważam, że powinno sterylizować się po pierwszej ciecze. Suka musi mieć szansę, by prawidłowo dojrzeć. Hormony, które wytwarzane są także przez jajniki i macicę, służą przecież nie tylko do rozmnażania, warunkują prawidłowy rozwój całego organizmu.
-
SM w moim mieście to porażka. Najczęściej po prostu nie odbierają telefonów, a żeby zainteresować ich faktem "jakiegoś psa", trzeba zmówić się w kilku sąsiadów i zadzwonić w tej samej sprawie jednego dnia. Generalnie w rejon, gdzie ten facet mieszka, zapuszczam się stosunkowo rzadko, omijam jak mogę. Ale czasem przejście tamtędy jest koniecznością. Męczące jest nadrabianie trasy (ok. 1 km), gdy pod nosem ma się prostą drogę do celu. Na razie obieram taktykę, że będę często tamtędy chodziła i jeździła bez psa, a jak psy tego człowieka będą miały dostęp do ulicy, to będę zwracała uwagę i groziła telefonem na Straż. Jak nie poskutkuje, to zacznę dzwonić ze skargami. Myślę, że w końcu uda się nauczyć tego pana zasad współegzystencji społecznej ;). Cieszę się, że nie tylko ja używam magicznych słów ;). To zwyczajnie miłe, gdy ludzie odnoszą się do siebie z szacunkiem i uśmiechem, zamiast szarpać się o byle co. P.S. Zwykle to mężczyźni mają przerośnięte ego, a "męska duma" może być uznana spokojnie za plagę narodową ;)
-
[B]drzalka[/B], nie ma takiego paragrafu, na który powołując się, listonosz mógłby Cie posądzić ;). Zresztą uważam, że tego nie zrobi. Listonosze są przyzwyczajeni do psów. Dziwi mnie, że wszedł. Zwykle listonosze są zachowawczy, wiedząc, jak psy ich nie lubią. Powtarzam po raz kolejny, że nie czepiam się otwartej bramy, tylko agresywnych psów. Już dwa razy przy mnie te psy wybiegły z otwartej bramy i zaatakowały innego psa. Właściciel, gdy psy gryzły innego psa, wołał je, ale psy nie słuchały. Mało tego- nie umiał zareagować, nie umiał zmusić ich, żeby puściły ofiarę. Zresztą: dwa duże rozwścieczone psy nawet bez obroży. Jak zapanować nad nimi? Nie ma nawet za co przytrzymać. [B]sachma[/B], nie wiem, czemu ludziom "przepraszam" już nie przechodzi przez gardło. Widzę, że to awangarda w dzisiejszych czasach, ale tak, ja przepraszam, gdy mój pies jest spuszczony ze smyczy, a ktoś wychodzi zza zakrętu i prosi o jego zapięcie. Bo według przepisów mój pies powinien być zapięty na smyczy, a ten ktoś wcale nie powinien prosić o jego zapięcie. Wołam psa, zapinam na smycz, mijając człowieka mówię zwykłe "przepraszam". Korona mi z głowy, gwarantuję, nie spada. ;) Facet powinien mnie przeprosić: za to, jak zareagował, za to, że musiałam stać i czekać, za to, że to JA muszę troszczyć się o to, żeby jego psy nie pogryzły mnie i mojego psa, co nie jest moim, tylko JEGO obowiązkiem. Zrozum, gdybym przechodziła koło Twojej bramy, byłaby otwarta, Twój pies by był na posesji, a ja nic bym nie wiedziała na Wasz temat, to przeszłabym spokojnie obok, bez strachu i nie kazałabym Ci się przepraszać za otwartą bramę. Bo ja nie chcę być przepraszana za otwartą bramę, bo mnie nie chodzi o otwartą bramę. Ja widzę winę faceta, bo nie troszczy się o innych ludzi. Uważa, że to problem przechodniów ulicznych, jak sobie poradzą z jego agresywnymi psami. Jest przy tym chamski i ordynarny. Na dodatek, gdy minęłam jego posesję, otworzył bramę, a psy wybiegły i jedyne, co mogłam zrobić w tej sytuacji, to puścić smycz mojej Santy, żeby uciekała, bo wiedziałam, że jej nie obronię, że ona sama tego nie zrobi, a ten facet- tym bardziej. Jeszcze cieszyłby się, że dał nauczkę "natrętnej babie". Gdy wracałam po kilku godzinach brama znów była otwarta, znów musiałam prosić o zamknięcie psów i gdybym tego nie zrobiła, psy znów by wybiegły, by zaatakować mojego. Mój pies dostaje już drgawek, gdy przechodzimy tylko w pobliżu tej posesji.
-
[B]drzalka[/B], według mnie zwykłe "przepraszam" jest bardzo miłym zachowaniem społecznym. Jeśli ja idę z psem na smyczy (zachowując wszelkie normy), nikomu nie wadząc i proszę o zamknięcie (tudzież upilnowanie) psów, to można zamknąć bramę i z uśmiechem powiedzieć "przepraszam", co byłoby dla mnie akcentem nadzwyczaj przyjemnym. Nikogo nic nie kosztuje zwykłe "przepraszam". Choćby za to, że sprawił mi problem, że nie dopilnował czegoś. Choć nie czepiam się i żadnego "przepraszam" mogę nie usłyszeć, tylko niech fecet zamknie bramę, wiedząc że nie ma żadnej kontroli nad psami przy otwartej bramie. Ja znalazłam z kolei takie przepisy: Art.77 Kodeksu wykroczeń Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze grzywny do 250 zł albo karze nagany. W przepisie chodzi o panowanie nad zwierzęciem w stopniu gwarantującym bezpieczeństwo w miejscu publicznym. oraz: Osoby będące właścicielami lub opiekunami (zwane dalej właścicielami) psów i innych zwierząt domowych są zobowiązane do sprawowania właściwej opieki nad tymi zwierzętami, w szczególności sprawowania dozoru, jeżeli zwierzę nie jest należycie uwiązane lub nie znajduje się w pomieszczeniu zamkniętym bądź na terenie w taki sposób zabezpieczonym, aby uniemożliwiało to samodzielne przedostanie się zwierzęcia poza teren nieruchomości. A psy Pana Złego miały możliwość wydostania się poza posesję, z wściekłości aż im ślina kapała i wątpliwości nie mam co do tego, że facet nad nimi kontroli żadnej nie ma. Ja nie obwiniam tego pana, że miał otwartą bramę. Każdy może mieć otwartą bramę, ile tylko zechce. Rzecz w tym, żeby przy otwartej bramie jego zwierzęta domowe nie stwarzały zagrożenia i utrudnień. I jeśli proszę o dopilnowanie tego, to nie chcę być sponiewierana, a później jeszcze się bać, że zostanę psami poszczuta. Twoja brama spełnia swoją funkcję, mogłoby jej nie być, a twoje psy nie wyszłyby poza teren ;). Ja jednak nie czepiam się otwartej bramy, tylko bezpieczeństwa, które nie zostało mi zapewnione, a które mi się słusznie należy ;). Przepisy są faktycznie nie do końca jasne i gdybym faktycznie wezwała SM, to przypuszczam, że skończyłoby się na pouczeniu i pogrożeniu palcem, bo "przecież nic się nie stało". Ja te wszystkie przepisy odczytuję najbardziej ludzko, jak się da: każdy ma obowiązek podjąć takie środki kontroli nad psem, by nie stwarzać zagrożenia dla innych i móc nad nim zapanować.
-
Wczoraj po południu szłam z moją Santą na spacer. Niedaleko mnie jest nowo pobudowany szpanerski dom, ludzie bogaci. Sprowadzili się i myślą, że są panami terenu. Na posesji 2 psy: ONek i duża suka-kundel, oba agresywne. A brama od posesji często otwarta. Idę sobie wczoraj, patrzę, a brama otwarta, przy bramie właściciel, a przy nim oba psy. Stanęłam i krzyczę z daleka (jeszcze uprzejmie): "proszę zamknąć psy". Trafiłam na faceta z przerośniętym ego. Zrobił się czerwony, zachłysnął się powietrzem i zaczął wrzeszczeć: "a co ty mi tu będziesz mówiła, że mam psy zamknąć? JAAAA MAM ZAMKNĄĆ PSY?!". Udałam, że nie słyszę. Stoję i czekam. Facet od niechcenia w końcu przymknął bramę. I nie zgadniecie, co zrobił... Gdy już byłam krok za jego posesją, otworzył bramę i wypuścił swoje psy! Wracam z powrotem po paru godzinach. Brama znów otwarta, właściciel znów na podwórku. Znów proszę (szczyt grzeczności z mojej strony): "proszę zamknąć bramę!". Facet wlecze się noga za nogą. Przyszedł, zamknął i dalej mnie ochrzaniać! Co ja sobie myślę, że on ma się tutaj barykadować, bo ja mam takie widzimisię, ma mur wybudować, ja mam pecha, bo brama jest zamykana, tylko ja tak trafiam... Jak się na niego wydarłam, żeby go przekrzyczeć, że obowiązkiem właściciela jest zamykać psy na posesji i żeby się nie pieklił, bo zadzwonię po Straż Miejską, to zaczął się pruć, że czego chcę, czy jego psy wybiegły? No czy jego psy wybiegły i coś zrobiły mojemu psu? Opisałam mu wtedy sytuację, gdy już nie raz psy wybiegły i pogryzły innego psa (akurat nie mojego, tylko psa mojej przyjaciółki) i facet się zamknął, ale widać było, że ma pretensje do mnie i do całego świata, tylko nie do siebie. Ja nie wiem: dlaczego ludzie nie umieją zauważyć swojego błędu i zawsze szukają kozła ofiarnego, nawet gdy wina jest oczywista po ich stronie? Przecież tak mogło być miło, gdybym poprosiła o zamknięcie bramy, pan by zamknął bramę i powiedział "przepraszam". Ja bym była zadowolona i w dobrym humorze i on też. Jak już ktoś tutaj wcześniej pisał, trzeba się zacząć zbroić na spacery jak na safari, chodzić z maczetą, albo strzelbą i w pierwszej kolejności strzelać do głupkowatych właścicieli psów. Praca z psem po przejściach jest w takich warunkach niemożliwa. Nie da się czegoś trwale wypracować, gdy na co drugim spacerze jest niweczone przez (przepraszam) idiotów z ich niewychowanymi psami.
-
[B]Squ[/B], masz Podenco? Z Ibizy? Kurrrrczę! :]
-
[quote name='Justyna Lipicka']tak więc jak często mogę go kąpać?? raz w miesiącu może być czy za często??[/QUOTE] To przecież zależy od Twojego indywidualnego odczucia. Jeżeli pies się ubrudzi, cuchnie tak, że Ci przeszkadza- kąpiesz. Nie ma co się trzymać regularnych terminów, tak sądzę.
-
Nie rozumiem, na jakiej podstawie Straż Miejska mogłaby wlepić tej kobiecie mandat?
-
Wszystko napisane jest na stronie UWM Olsztyn, tylko się zajrzeć nie chce. [url]http://www.uwm.edu.pl/artykul/41/zasady-rekrutacji.html[/url]
-
Ja zawsze lubiłam psię imię Agat. Moja przyjaciółka ma psa, którego dumnie nazwała Agape, ale z biegiem czasu okazało się, że suczka jest głuptasem i teraz została już tylko Gapą. ;)
-
[quote name='xxxx52']Kojec kojcu jest nierowny. [/QUOTE] Zgadzam się w całej rozciągłości stwierdzenia ;). Wiadomo, że gdy napisałam o rozwiązaniu, jakim jest kojec, nie miałam na myśli klatki metr na metr. Kojec może idealnym rozwiązaniem nie jest (pies de facto byłby dalej trzymany w pewien sposób "na uwięzi" przez tych, którzy i tak psa luzem na podwórku nie puszczą. Stałe zapięcie na łańcuchu zostałoby zastąpione po prostu stałym zamknięciem w kojcu), ale z pewnością lepszym niż łańcuch: zapewnia psu większą swobodę ruchu, brak obciążenia kręgów szyjnych, stworzenie psu większego (według mnie) komfortu psychicznego.
-
[quote name='Agata Balu'] Odpowiadam na to jedno z dziesiątków (nie dziesiątek) pytań. Ma zrobić to co robią "miastowi": albo wypuścić psa na ogrodzonej posesji aby sobie przez 2 godziny pobiegał, albo kupić smycz rozciąganą i pójść z nim na 1,5 godzinny spacer. Tego nie trzeba zapisywać w ustawie. To jest oczywiste dla każdego, rozumnego posiadacza psa! Zadajesz nieprawdopodobnie niemądre pytania.[/QUOTE] Ja widzę jeszcze jedno proste rozwiązanie: zrobić psu kojec. Ot, cała historia.
-
Dziękuję za odpowiedzi. [quote name='Agata Balu'][B]aleola[/B] kahoona dobrze mówi, ale pamietaj: zmiana ustawy nie jest jeszcze uchwalona, musi wrócić z Senatu do Sejmu, a jezeli Sejm ja uchwali po raz wtóry to i tak wejdzie dopiero w życie jeżeli Prezydent jej nie zawetuje. Wiec nie spiesz sie ze zglaszaniem Policji.[/QUOTE] Zdaję sobie sprawę, że jeszcze daleka droga do uchwalenia zmiany ustawy, śledzę wydarzenia na bieżąco. Coś mi się zdaje, że jeśli zmiana ustawy wejdzie w życie, to policja będzie miała urwanie głowy, przynajmniej na początku. A że policję mamy dość opieszałą (przynajmniej w przypadku przestępstw związanych ze zwierzętami), to jak to widzę tak: ludzie będą zgłaszać, a policja będzie się opędzać.
-
Domyślam się, że gdybyś chciała się trenować z psem, to jest to trochę utrudnione przez niepożądanego towarzysza. ;)
-
Zaczęłam śledzić wątek, ale chaos tutaj totalny i rozgardiasz, więc pytam tu i przepraszam, jeśli gdzieś się już to pojawiło. Jeżeli nowa ustawa ma zabraniać stałego przetrzymywania psów na uwięzi, to mam rozumieć, że proceder taki możemy zgłaszać na policję? Jakie służby odpowiedzialne będą za interwencję, jeśli w gminie, w której mieszkam nie funkcjonuje żadne towarzystwo czy stowarzyszenie czy straż, broniące praw zwierząt?
-
A no, za rowerzystami (każdy mieszkający na wsi wie, że to główny środek komunikacji śródwiejskiej ;) ) to norma. Wiadomo, że kundelki biegną za rowerem właściciela. Ale żeby za samochodem? I to wszędzie? To jedyny przypadek z jakim się spotkałam. Nie wiem jak Ciebie, ale mnie w temacie kundelek-rower najbardziej denerwują małe ciapki, które osaczają mnie, gdy jadę na rowerze, obszczekują, biegną przy rowerze i tarmoszą za nogawkę. ;)
-
[quote name='Beatrx']jesteś pewna, ze on tam mieszka? mi się wydaje, ze chciał je wywalić, ale zobaczył że się nimi zainteresowałaś i kłopotów nie chciał i udał, ze tak miało być...[/QUOTE] Tak, upewniłam się, że tam mieszka. Stałam przez długi czas (po szaleńczej jeździe na rowerze musiałam też złapać oddech ;) ). Facet wjechał w bramę, miał klucze, by ją otworzyć, psy machały ogonami i wpadły w podwórko (potem niestety biegały też po ulicy, bo gość bramy nie zamknął). Stałam tam dość długo, ukryta za drzewami, bo bałam się właśnie tego, o czym piszesz. W razie gdyby facet odjechał, to znałam jego rejestrację, poszłabym po psy, sprawę zgłosiła na policję czy straż. Ze stadniny widać dom tego faceta, więc nawet gdy myłam okna w stajni i zajmowałam się końmi, to obserwowałam, co tam się dzieje. Facet był takim łysym karczychem z łańcuchem na szyi i szczerze mówiąc trochę obawiałam się konfrontacji z nim na pustkowiu. Teraz żałuję, że się do niego nie przejechałam, bo może facet tępogłowy i wcale nie wpadł na to, że to, co robi może stwarzać zagrożenie i jest stresogenne nieco. Niby tam jest odludzie, w ciągu całego dnia przejedzie może 10 samochodów i 3 traktory, ale to jednak idiotyczne. Takie fantastyczne tereny do spacerów: łąki, lasy, pola, stawy... A ludziom nie chce się d. ruszyć i z psem wyjść na spacer. Łatwiej jest, żeby się wybiegał, wywalić psa z samochodu pół kilometra przed domem. Jakoś taka nowa forma dbania o kondycję psa, a o swoje wygodnictwo, nie przemawia do mnie. W moim sąsiedztwie jest jeszcze jedna podobna anomalia. Facet ma działkę w pobliżu mnie i ma naprawdę przemądrego psa (pies jest fenomenalny w swojej inteligencji). Zawsze, gdy jedzie samochodem, pies biegnie obok samochodu. Nieważne, czy jedzie przez wieś, czy przez ruchliwe miasto. Gdy jedzie rowerem, to samo. Gdy gdzieś idzie, pies mu towarzyszy. Nie muszę dodawać, że wszystko odbywa się bez udziału smyczy. Pies jest już posunięty w latach (pamiętam, że jeszcze jako dziecko zachwycałam się, jakiego to facet ma wiernego psa i że ja też bym takiego chciała, wiadomo: dziecięciem się było, Lessie się czytało) i jak do tej pory udało mu się uniknąć śmierci pod kołami samochodu. Podziwiam inteligencję psa i zadziwiam się głupotą właściciela.
-
odepnę się, bo nie chcę zakładać nowego tematu, a nagłówek powyższego pasuje do tego, o co chcę się poradzić. Od paru ładnych lat jestem (byłam?) wolontariuszką w Schronisku w Łęczycy. Schronisko przeszło w ręce nowych władz, teraz zarządza nim miasto, a konkretnie Zieleń Miejska z ramienia Urzędu Miasta. Przez parę miesięcy po przejęciu pracownicy jak i wyżsi urzędnicy nie mieli nic przeciwko wolontariuszom (pewnie dlatego, że im nieziemsko pomagaliśmy i tak naprawdę uczyliśmy ich wszystkiego...). Minęło 5-6 miesięcy i wolontariat został z hukiem wywalony za drzwi Schroniska. Nikt nam nie chce wyjaśnić, dlaczego. Burmistrz miasta nie podejmuje z nami rozmów, nie odpowiada na pisma. Dyrektor Zieleni powiedział, że w budżecie nie mieli przewidzianych wydatków na wolontariat (że niby nie chcą z nami podpisać porozumienia, bo koszt ubezpieczenia by ich "zabił"). Nie zgadzają się jednak, by wolontariusze sami pokrywali koszt ubezpieczenia. W takim impasie tkwimy już 2-3 miesiące. Sytuacja jest o tyle tragiczna, że Schronisko zamyka się na ludzi. Nie tylko wolontariat ma niemozliwy wstęp, również ludziom jest on utrudniany. Psy nie mają w tej chwili kontaktu z człowiekiem, nie są socjalizowane, pracownicy, którzy pracują w Schronisku są ludźmi, którzy o psach mają według mnie zerowe pojęcie. Psy nie są chipowane, nie ma stron internetowych schroniska, telefon Schroniska najczęściej milczy. W ciągu rządów nowych władz doszło do drastycznego wzrostu liczby psów. W ciągu ok. 4 miesięcy ich liczba zwiększyła się z 60 do 120. Polityka schroniska jest taka: bierzemy psa od każdego, kto go przyprowadzi. Dyrektor Zieleni Miejskiej powiedział mi, gdy z nim rozmawiałam, mże trzeba się cieszyć, bo to humanitarne ze strony ludzi, że psa przyprowadzają do schroniska, a nie uwiązują gdzieś w lesie przy drzewie. Przypadki porzuceń nie są zgłaszane na policję. Martwi mnie to wszystko, a najbardziej boję się o psy. Skoro Schronisko zamyka się na wszystkich ludzi, to w mojej opinii oznacza, że ma coś do ukrycia... Nie wiem, co mogę jeszcze zrobić. Czy jest jakaś legalna droga dochodzenia do tego, by miasto podpisało z wolontariatem porozumienie o współpracy, czy najlepszym wyjściem jest narobienie szumu wokół całej sprawy? Nie wiem już, czego się chwytać.