Jump to content
Dogomania

Nutusia

Members
  • Posts

    44210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

Everything posted by Nutusia

  1. Jeszcze o tym nie pisałam, bo chciałam najpierw wiedzieć co i jak... W ubiegłą środę zadzwoniła do mnie p. Zuzia, u której jest nasza "11", czyli Kimi. Kimuszka już ze schroniska była wzięta z problemem kręgosłupowym. Miała nie do końca władne tylne nóżki (np. nie potrafiła nigdzie wskoczyć). Rtg wykazał zwapnienie krążka, sprawa nieoperacyjna. Kimi funkcjonowała całkiem dobrze. trafiła do super domku, do Zuzi i Marcina. Marcin zabierał ją regularnie na jogging na bieżnię pod domem. Początkowo było tak, że Marcin biegał, a Kimi się przechadzała albo leżała, ale potem zaczęła coraz częściej biegać sobie za nim, dopóki się nie zmęczyła. I tak wyćwiczyła i wzmocniła mięśnie, że pewnego dnia samodzielnie wskoczyła na łóżko! :) Jakieś półtora roku temu zadek zaczął "się wozić", potem na jeden dzień całkiem przestała chodzić. Państwo przyjechali do naszego Doktora. Kimi dostała zastrzyk, leki na wynos i problem szybko zniknął. Tym bardziej, że Państwo pilnie się stosują do zaleceń, a przede wszystkim dbają o właściwą wagę u Kimi. A tu w środę dzwoni Zuzia i mówi, że Kimi od miesiąca nie chodzi, posłuszeństwa odmówiły tym razem przednie łapki. Nogi się pode mną ugięły. Gdy problem się pojawił, Zuzia i Marcin mieli bardzo trudny okres w pracy, Zawieźli więc Kimi do Mamy Zuzi, gdzie miała całodobową opiekę i tam poszli do weta. Pani doktor na oko (jasnowidzka!!!) zdiagnozowala dyskopatię, bez żadnych badań, bez rtg i rozpoczęła leczenie bardzo silnymi lekami (sterydami - dexafort i metacam) podawanymi w końskich dawkach. Cały czas utrzymywała, że poprawa w dyskopatii przychodzi późno i trzeba czekać. W końcu Zuzia zadzwoniła jednak do mnie spytać, czy faktycznie przez miesiąc może nie być żadnej poprawy. Wiedziałam, że jak tylko Doktor uda się na urlop, będzie jakiś "pożar" - wiedziałam! :( Na szczęście, w czwartek zdążyłam jeszcze zasięgnąć jego opinii na podstawie opisu Zuzi i listy leków zaordynowanych przez lekarza prowadzącego. Doktor złapał się za głowę z powodu końskich dawek podawanych w dodatku bez żadnej osłony, co doprowadziło do zapalenia żołądka. Umówiliśmy się, że w poniedziałek Kimi przyjedzie do naszej lecznicy, dr Hubert zrobi prześwietlenie, by potwierdzić, ale prędzej wykluczyć dyskopatię, bo Doktor podejrzewał zwichnięcie szczytowo-obrotowe i chyba miał rację (oby, to bo problem o wiele mniejszy niż dyskopatia). Ewentualnie mieliśmy zrobić mielografię i być gotowi ze wszystkimi wynikami badań na powrót dr Darka. No i oczywiście natychmiast odstawić agresywne leki, które - jeśli przez miesiąc nie przyniosły żadnych efektów - mogą już tylko wykończyć narządy wewnętrzne. Marcin pojechał po Kimi w piątek. Mieli wracać w niedzielę. Ale Kimi już w piątek wyła z bólu i nie dała do siebie dotknąć. Zuzia zadzwoniła spanikowana, czy mogą przyjechać na wizytę w sobotę (czyli przedwczoraj). Dr Hubert nie miał dyżuru, ale ponieważ jest Człowiekiem, zgodził się przyjechać do lecznicy tylko dla Kimi. O 14 spotkaliśmy się w lecznicy. Aż się poryczałam na widok biednego Kimcioszka :( Nie jest w stanie ustać nawet przez moment. Badanie sprawiało jej ból i chciała zjeść Doktora, ale chodziło o to, żeby właśnie pokazała gdzie boli najbardziej. Wyszło, że w odcinku szyjnym (plus brzuch bolesny, ale to wiadomo, że z powodu agresywnych leków w końskich dawkach). Rtg nie wykazał dyskopatii. Żadnych bardzo niepokojących zmian. Dr Darek dostanie zdjęcia na maila, żeby mu się nie nudziło za bardzo pod palmami ;) Dr Hubert założył Kimuszce kołnierz - w sensie grubo obandażował najpierw takim bandażem fizelinowym, potem ligninowym, a na koniec plastrem elastycznym całą szyję, aż za przednie łapy. Psina będzie dostawała Tramal i lek na rozluźnienie mięśni. Dziś Marcin ma dzwonić do dr Huberta zdać relację jak się Kimiś ma. No i czekamy na dr Traczyka... Musi być dobrze - innej opcji nie bierzemy pod uwagę! Zabieg chirurgiczny jest brany pod uwagę, ale będzie ostatecznością. Na razie kołnierz, zero ruchu i leki p\bólowe. Dziś po pracy będę dzwonić i pytać jak Kimi dała radę pod nieobecność Zuzi i Marcina w domu... Mój biedny zakołnierzowany Kimuszek...
  2. Już dawno się zbierałam, by podzielić się z Wami przezabawną korespondencją z p. Renatą od Tośki. p. Renata: Pani Magdo, Tosia ugryzła Tadeusza. Tadeusz powiedział, że wraca do p. Magdy. A nawet więcej, że nie będzie czekał aż p. Magda po nią przyjedzie, sam ją zawiezie, żeby było szybciej. A może nawet wyśle ją kurierem. Za potwierdzeniem odbioru. Jutro. Albo lepiej jeszcze dziś... nocnym. I kupi sobie jamnika szorstkowłosego, który będzie miły. I grzeczny. I nie będzie Tosią. Tosia okropnie się zmartwiła ;) ja: Jamnik szorstkowłosy miły i grzeczny? Toż to niedorzeczność! Ewentualnie, kurierem zwrotnym, mogę wymienić reklamowany towar na bardzo miłą, grzeczną i spokojną sunię. Taki z niej trochę wilczek, ale uwaga... na jamniczych, krótkich łapkach. p. Renata: Grzeczna i spokojna sunia nie może być. To byłby za duży szok... nawet na jamniczych łapkach. Na razie Tosia zostaje warunkowo do jutra, bo ciężko znaleźć kuriera nocnego. No i koszt duży. A Tadeusz już nie będzie grosza do tej paskudnej suczyny dokładał. Bo on nie chce jej wypominać za ile ona tych ciastek przez ten rok mu zeżarła... Więc na razie sprawa zawieszona. Tosia w poczuciu winy chodzi za nim po całym ogrodzie i asystuje w zakopywaniu dziur po kretach. Jakimś cudem dowiedziała się bowiem, że kiedyś Tadeusz powiedział, że to jedyny pies, który mu pomaga w robocie na działce. ja: Przecież dziury to wina kretów! U nas to samo... Gdyby nie krety, Kreska by dziur nie kopała... bo i po co? p. Renata: Mówię Pan, nie mam łatwo, robię powoli doktorat z obrony Tosi przed Bardzo Złym Tadeuszem. Dziś powiedział: "albo ja w tym łóżku, albo ten pies!" A zaraz potem: "Dobra, idę sobie pościelić w gościnnym". ja: Co tam doktorat - ma Pani szansę nawet na profesurę! p. Renata: Nie wykluczam. Dam znać co z tym kurierem. Miłego wieczoru! ja: Wzajemnie. I jakby co, proszę dać znać kiedy obrona - chętnie wpadnę, bo temat pracy jest mi niezwykle bliski. Następnego dnia dostałam zdjęcie z podpisem: "Mały winowajca... dziś całkiem z siebie zadowolony". ja: Pamięć ma krótką i wybiórczą. No i zdążyła poznać Pana i jego mocne postanowienia. I kolejne zdjęcia podpisane: "W tym domu obowiązuje też bezwzględny zakaz wchodzenia na krzesła ogrodowe". ja: Właśnie tego typu "postanowienia" miałam na myśli. p. Renata Wiem o tym doskonale. Pan też ma krótką pamięć. Dziś na zgodę zjedli na spółkę jajecznicę na śniadanie. I Tosia usłyszała, że Pan jej wybacza. Ale to już naprawdę ostatni raz. Najostatniejszy wręcz!!! ja: No to... do następnego razu! I kolejna wymiana smsowa: p. Renata: Pani Magdo, Tosia złapała kreta i...przyniosła go do łóżka... i schowała pod kołdrę. ja: Rozumiem, że teraz głębokie wykopy ogrodowe zostaną jej dożywotnio wybaczone! W końcu żaden inny sposób na pozbycie się kretów nie jest równie skuteczny. Nasza Kreska też łapie krety i składa nam je w ofierze, ale na ganku. Za to kotka Helena podarowała ostatnio mojemu mężowi myszkę. Znalazł na kołdrze. p. Renata: Na kołdrze to ja bym nawet zrozumiała, ale pod??!?!? I jeszcze się nim tam bawiła! Ciekawe kto i jak jej wytłumaczy, że ma te krety łapać, ale przynosić do łóżka to już nie. ja: To temat na... habilitację! :) Załączone miniaturki
  3. Pomyliły mi się wątki i wpisałam na tym "starym", więc przeklejam: 19 czerwca była 5 rocznica odejścia naszego onkocharta Oskara i pierwsza domności Iki. Dostałam też niespodziankę - fotki Majki (Bajki), która od jakiegoś czasu ma 2 siostrzyczki - sunię Saszinkę i koteczkę po równie traumatycznych przeżyciach co Majunia. Ale wszystko, co złe za nimi. Zresztą sami zobaczcie :) Majka bardzo pięknie przyjęła nowych członków Rodziny - jestem z niej dumna :D Załączone miniaturki
  4. Ech, moje diagnozy, a właściwie ich brak to temat rzeka. Właśnie postanowiłam nabyć drogą kupna dyktafon i zacznę nagrywać tych najmądrzejszych lekarzy. Szczególnie tych, którzy na mnie krzyczą, że ich koledzy czegoś tam nie zrobili... A to Kimcioszek malusi już "zakołnierzowany". Dziś po pracy zadzwonię spytać jak się ma i jak dała radę pod nieobecność Zuzi i Marcina...
  5. Hihihiii.... bardzo lubię się TAK udzielać! :D
  6. Jogisiowa - witaj wśród dogomaniaków! :D Nie ma to jak wiadomości z pierwszej łapki - szczególnie tak fantastyczne :) Gratuluję powiększenia Rodziny i liczę, że z nami zostaniesz ;)
  7. Sialalalaaaaa, to ja już się pocieszę, a co! ;) :D
  8. Tnie tak, że szew nie ma więcej niż 2,5-3 cm ;) Przy aborcyjnej sterylce może być siłą rzeczy większy. Ale przy normalnym zabiegu naprawdę ciężko się szwu dopatrzeć :)
  9. Anetka to moja ulubienica. Ech, gdyby nie zawzięta nasza Helena...
  10. Lato? GDZIE!?!?!?!?
  11. Rozrywka, że hej! Telewizor niepotrzebny ;)
  12. Robiłam testy po tym, jak mnie użarł kleszcz przyniesiony do łóżka przez kotkę. Nie wiem na ile był dokładny, ale po ukąszeniu brałam antybiotyk przez 21 dni i test wyszedł ujemny.
  13. Różowy?!!?!?!?!? Karmeliś, cofam "głupola" i bardzo Cię przepraszam - miałeś pełne prawo się buntować! :D
  14. Każda forma rehabilitacji u Diego poprawi jego komfort życia. Ale chodzić nie będzie. Biodra, miednica, więzadła to co innego - przestawione trwale kręgi w kręgosłupie się nie naprawią po takim czasie :(
  15. W Czechach Vetoryl był najtaniej, dopóki nie przeszli na euro... :( Ale spytać zawsze warto! ;) Miłego niedzielnego popołudnia życzę Tomisiowi i jego fanklubowi :D
  16. Nie ma za co! :) Ja najbardziej chciałabym usłyszeć właściwą diagnozę, a co za tym idzie podjąć leczenie, które przyniesie jakiekolwiek skutki... Póki co wszyscy twierdzą, że... symuluję, a utykam, chodzę o kuli i nie śpię po nocach, bo tak lubię, taki mam sposób na życie :( Z szyją (a właściwie głową) nic lepiej :( Jak tylko diclac przestaje działać, czaszka zostaje podłączona pod wysokie napięcie, które "kopie" co kilka sekund. Jeszcze o tym nie pisałam, bo chciałam najpierw wiedzieć co i jak... W ubiegłą środę zadzwoniła do mnie p. Zuzia, u której jest nasza "11", czyli Kimi. Kimuszka już ze schroniska była wzięta z problemem kręgosłupowym. Miała nie do końca władne tylne nóżki (np. nie potrafiła nigdzie wskoczyć). Rtg wykazał zwapnienie krążka, sprawa nieoperacyjna. Kimi funkcjonowała całkiem dobrze. trafiła do super domku, do Zuzi i Marcina. Marcin zabierał ją regularnie na jogging na bieżnię pod domem. Początkowo było tak, że Marcin biegał, a Kimi się przechadzała albo leżała, ale potem zaczęła coraz częściej biegać sobie za nim, dopóki się nie zmęczyła. I tak wyćwiczyła i wzmocniła mięśnie, że pewnego dnia samodzielnie wskoczyła na łóżko! :) Jakieś półtora roku temu zadek zaczął "się wozić", potem na jeden dzień całkiem przestała chodzić. Państwo przyjechali do naszego Doktora. Kimi dostała zastrzyk, leki na wynos i problem szybko zniknął. Tym bardziej, że Państwo pilnie się stosują do zaleceń, a przede wszystkim dbają o właściwą wagę u Kimi. A tu w środę dzwoni Zuzia i mówi, że Kimi od miesiąca nie chodzi, posłuszeństwa odmówiły tym razem przednie łapki. Nogi się pode mną ugięły. Gdy problem się pojawił, Zuzia i Marcin mieli bardzo trudny okres w pracy, Zawieźli więc Kimi do Mamy Zuzi, gdzie miała całodobową opiekę i tam poszli do weta. Pani doktor na oko (jasnowidzka!!!) zdiagnozowala dyskopatię, bez żadnych badań, bez rtg i rozpoczęła leczenie bardzo silnymi lekami (sterydami - dexafort i metacam) podawanymi w końskich dawkach. Cały czas utrzymywała, że poprawa w dyskopatii przychodzi późno i trzeba czekać. W końcu Zuzia zadzwoniła jednak do mnie spytać, czy faktycznie przez miesiąc może nie być żadnej poprawy. Wiedziałam, że jak tylko Doktor uda się na urlop, będzie jakiś "pożar" - wiedziałam! :( Na szczęście, w czwartek zdążyłam jeszcze zasięgnąć jego opinii na podstawie opisu Zuzi i listy leków zaordynowanych przez lekarza prowadzącego. Doktor złapał się za głowę z powodu końskich dawek podawanych w dodatku bez żadnej osłony, co doprowadziło do zapalenia żołądka. Umówiliśmy się, że w poniedziałek Kimi przyjedzie do naszej lecznicy, dr Hubert zrobi prześwietlenie, by potwierdzić, ale prędzej wykluczyć dyskopatię, bo Doktor podejrzewał zwichnięcie szczytowo-obrotowe i chyba miał rację (oby, to bo problem o wiele mniejszy niż dyskopatia). Ewentualnie mieliśmy zrobić mielografię i być gotowi ze wszystkimi wynikami badań na powrót dr Darka. No i oczywiście natychmiast odstawić agresywne leki, które - jeśli przez miesiąc nie przyniosły żadnych efektów - mogą już tylko wykończyć narządy wewnętrzne. Marcin pojechał po Kimi w piątek. Mieli wracać w niedzielę. Ale Kimi już w piątek wyła z bólu i nie dała do siebie dotknąć. Zuzia zadzwoniła spanikowana, czy mogą przyjechać na wizytę w sobotę (czyli wczoraj). Wczoraj dr Hubert nie miał dyżuru, ale ponieważ jest Człowiekiem, zgodził się przyjechać do lecznicy tylko dla Kimi. O 14 spotkaliśmy się w lecznicy. Aż się poryczałam na widok biednego Kimcioszka :( Nie jest w stanie ustać nawet przez moment. Badanie sprawiało jej ból i chciała zjeść Doktora, ale chodziło o to, żeby właśnie pokazała gdzie boli najbardziej. Wyszło, że w odcinku szyjnym (plus brzuch bolesny, ale to wiadomo, że z powodu agresywnych leków w końskich dawkach). Rtg nie wykazał dyskopatii. Żadnych bardzo niepokojących zmian. Dr Darek dostanie zdjęcia na maila, żeby mu się nie nudziło za bardzo pod palmami ;) Dr Hubert założył Kimuszce kołnierz - w sensie grubo obandażował najpierw takim bandażem fizelinowym, potem ligninowym, a na koniec plastrem elastycznym całą szyję, aż za przednie łapy. Psina będzie dostawała Tramal i lek na rozluźnienie mięśni. Dziś Marcin ma dzwonić do dr Huberta zdać relację jak się Kimiś ma. No i czekamy na dr Traczyka... Musi być dobrze - innej opcji nie bierzemy pod uwagę! Zabieg chirurgiczny jest brany pod uwagę, ale będzie ostatecznością. Na razie kołnierz, zero ruchu i leki p\bólowe. I tak oto dotarłam wczoraj spóźniona prawie 3 godziny na imieninową imprezę sąsiada Włodka, ale jak się spało z jakąś psiną w łóżku, to człowiek musi być za nią odpowiedzialny do końca! ;) Spóźnienie zostało przyjęte ze zrozumieniem :D A to Kimiś, jeszcze u nas :) Zrobiłam też 2 fotki wczoraj w lecznicy, jutro wstawię...
  17. Taką ni to sznupkę, ni terierkę ni jamniczkę ma w DT Mazowszanka. Ika ma na imię :)
  18. Mimisia poznała smak jedynactwa i teraz musi z powrotem się nauczyć jak to jest mieć rodzeństwo ;) Ossi mądrala - z kobitą nie dyskutuje i sądzę, że dobrze na tym wyjdzie :D
  19. Sylwija, może KWB pomoże?... Paranoja polega na tym, że jak na hotelik, to się pieniądze znajdują, ludzie sypią deklaracjami. Ale jak pies w BDT, to na karmę trzeba żebrać :(
  20. Ech, głupol z tego Karmelcia - żeby woleć abażur od kubraczka! ;)
  21. Karmelciu, będzie dobrze. Słodyczy przecież nie stracisz! :D
  22. Posadź pestkę w doniczce - ciekawe co wyrośnie! ;) Boże, oszaleję! Od 2 dni mam zapalenie mięśnia na szyi, co skutkuje tym, że w kilkusekundowych odstępach prąd 220 przeszywa mi mózg za uchem. Nie da się nie syczeć albo nie krzyczeć "auuuuuuaaaaa". Biorę prochy, smaruję żelem - póki co, bez większych sukcesów :( Nawet ząb boli mniej upierdliwie!
  23. Jeszcze kilka godzin i będzie... SOBOTA! :D
×
×
  • Create New...