Jump to content
Dogomania

Nutusia

Members
  • Posts

    44210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

Everything posted by Nutusia

  1. O rany, ale się narobiło! Jak nie było żadnego, to dupina marzła, a teraz, wczoraj... przyszły DWA! :lol: Bardzo dziękujemy za gustowne fraczki :loveu: Jeden będzie na pogodę deszczową i porę nocną (bo ma odblaskową gwiazdeczkę na zadku!:eviltong:), a drugi na pogodę suchą i cieplejszą (dokumentacja zdjęciowa będzie jak mnie kiedyś do świata z powrotem podłączą :oops:) Jedynie ja przypłaciłam tę rewię mody dwoma potężnymi siniakami na lewym udzie (też będzie dokumentacja:diabloti:), bo przyszła Ciocia Ula i chciałam jej pokazać jak się pięknie psica we fraczku prezentuje. Założyłam i chciałam zapiąć, a ten goopol Oskar podszedł za blisko i wredna zazdrośnica kłapnęła zębiskami na intruza. Niestety, między jej paszczą a Oskarem było... moje udo :placz: W ogóle pannica się straszną awanturnicą stała! Wszystkich po kątach rozstawia, pyskuje, kłapie dziobem - normalnie terrorystka! A jakiego przyśpieszenia potrafi dostać! Przedwczoraj dostała paczkę o pewnej naszej Cichej Wielbicielki, więc pozwoliłam asystować przy otwieraniu. Oskar też chciał zobaczyć - pokazała mu... gdzie raki zimują :mad: Ale on się zemścił, bo w paczce były m.in. trzy zabaweczki - w tym 2 piszczące. No i nie było przebacz - olał wszelkie ciasteczka, odwoływania, nawet kolację - złapał piszczydełko i 40 minut piskał w holu, aż musiałam zabrać, bo ile można!!!! Drugą piszczącą byłam zmuszona schować, a tą trzecią zabaweczką, która nie piszczy (na szczęście) Tośka się bawi jak szczenię! :multi: Potrafi sobie sama turlać łapą, podrzuca, pogryza i przynosi, żeby jej poturlać. A potem... zapobiegliwie niesie na swoje posłanko :evil_lol: Jeszcze raz dziękujemy za wszystkie podarki - jak nam włosie odrośnie - przekażemy dalej, dla innych potrzebujących. Buziaki
  2. Kurcze, az boje sie cieszyć :oops:... oby te hormony pomogły .... (w koncu czas wyzdrowieć do konca :roll: ... Tak jest - nie ciesz się... ja też się nie cieszę. Zaczniemy się cieszyć jak Tosca będzie podobna do psa w typie swojej rasy, a Pan Doktor powie, że nie chce nas więcej widzieć :evil_lol: bo ja juz kombinuje "laurke" dla dra :diabloti: ) Kombinuj, kombinuj... należy mu się jak psu micha! :loveu: I jeszcze w kwestii drapania drzwi - pytałam sąsiadki... oduczyła Nema skakania na drzwi... ścierką do naczyń :diabloti: Jak tylko usłyszała, że drapie, gnała z wrzaskiem za nim, wymachując ścierką... W końcu pomogło ;) W razie większej draki, może warto pomyśleć o takiej obroży, która "kopie" gdy pies dotyka czegoś, czego nie powiniem - np. drzwi, ogrodzenia - coś na kształt elektrycznego pastucha, ale na mniejszą skalę... Trzymam kciuki!
  3. [quote name='irenaka']Zaśmiecam wątek:oops:, ale Agamika tu zagląda. Odezwał się Pan Darek od Łapki. Poradź coś, bo ja nie wiem jak ten problem rozwiązać: Mój Oskar też sobie kiedyś wymyślił, że będzie otwierał drzwi z klamki (chyba podpatrzył u kocicy...). Potrafił sobie nawet furtkę otworzyć, choć otwiera się do środka! Pomogła zamiana klamek na gałki. Od kiedy uznał, że skakanie nie przynosi rezultatu, bo... się nie otwiera - zaprzestał prób. Mojej sąsiadki pies też kompletnie zniszczył drzwi i przestał - już nie pamiętam jaki sposób zastosowała - zapytam... Pamiętam tylko, że np. na wyskakiwanie przez płot pomógł dopiero... elektryczny pastuch :diabloti: Można by go było zastosować i na drzwi - całkowicie bezpieczny i baaaaardzo skuteczny!
  4. [quote name='Aga i Eto']jak tam Nutusiu czy Tosca ma jakis sweterek ? Ech, kurza girka, przyszły jakieś awiza, tylko nie ma jak na pocztę dotrzeć przed 18-tą :placz: W poniedziałek popsuł nam się samochód (ledwo syn na próbną maturę dotarł!). Wczoraj mąż miał pojechać (bo ja pracuję do 18-tej, więc nasza poczta jest dla mnie zupełnie nieosiągalna - pluję sobie w brodę, że nie podałam warszawskiego adresu mojej szwagierki :oops:). Dziś też nie damy rady. Może jutro... No i oby się okazało, że to awizo to na sweterek :razz: Na szczęście na razie Tośkę energia rozpiera i to ją chyba grzeje, bo lata jak z propelerem dookoła domu i już bez takiego wstrętu do ogrodu wyłazi (byle z człowiekiem, bo sama nie lubi...). Nie widać też żadnych nieporządanych skutków podawania hormonu tarczycy, więc chyba jednak ta niedoczynność była... Wstępnie jesteśmy umówione z naszym Panem Doktorem na sobotę 31 stycznia celem pobrania krwi na sprawdzenie poziomu hormonu tarczycy i na ogólne oględziny skórno-sierściowo-panienkowe :evil_lol: Z moich obserwacji wynika, że jest dużo lepiej - psidło odzyskało siły, łapa już nie dokucza, konia z kopytami mogłaby zjeść na jedno posiedzenie i odnoszę wrażenie, że zaczyna rosnąć coś na podobieństwo... sierści ;) Buziaki przesyłamy :loveu:
  5. U nas też tak jest, ale sprowadzić mi mogli dopiero na następny dzień (sobotę rano), a ja chciałam od razu, żeby jeszcze w piątek wieczorem móc podać ;) Z sobotą nie wiedziałam jak będzie, bo mój synek balował na studniówce u "siostry" i nikt nie wiedział o której wróci i odda samochód, a bez niego z naszej wsi ruszyć się nie da :oops: Na razie mamy spokój, bo opakowanie wystarcza na 50 dni, ale zanim się skończy muszę pamiętać, żeby zamówić, bo apteki tego leku nie mają "na magazynie", gdyż jest bardzo niewielki popyt. Na szczęście lek jest polski, więc problem o niebo mniejszy, niż gdyby trzeba było np. sprowadzać z zagranicy.
  6. Witamy, Od czwartkowego wieczoru Toscanka przyjmuje hormon tarczycy. W piątek rano była nieco nieswoja, ociągała się ze wstawaniem, krzywo patrzyła na śniadanko, ale w końcu zjadła. Wieczorem już była normalna. I od tego czasu, z dnia na dzień, staje się bardziej ruchliwa, znów jest panna wszędobylska i wróciła do roli domowego policjanta (koty chodzą jak w zegarku :evil_lol:). Nie ma ani jednego objawu, który by wskazywał, że ma nadmiar hormonu w ogranizmie, czyli wygląda na to, że teoria Doktora powoli zaczyna się sprawdzać... W piątek wieczorem Doktor dzwonił do mnie z wiadomością, że wyniki badania krwi na hormon tarczycy były niższe niż poprzednio, czyli wskazywały na niedobór. Teraz będziemy mierzyć za jakieś 10 dni - dwa tygodnie - w czasie podawania leku. Z kolei od piątkowego wieczoru podajemy antybiotyk na francowatego intermediusa (pół Warszawy obdzwoniłam, bo lek mało popularny - na szczęście niewiele widać jest zachorowań na gruźlicę i trąd...), ale w końcu się udało w jednej z aptek w sąsiedztwie szpitala gruźliczego. Z zaobserwowanych do wczoraj objawów mogę jedynie stwierdzić, że może nieco mniej się drapie i zdecydowanie mniej utyka na łapinę. Wczoraj nawet z pół godzinki spędziła na dworze! Ja się oczywiście nie cieszę, bo wiadomo... :razz: O, i to by na razie było tyle, jeśli chodzi o relację. Serdecznie pozdrawiamy wszystkich kibicujących :loveu:
  7. Kochani nasi! Wszystkim dziękujemy za zainteresowanie, wsparcie - i to duchowe i finansowe :loveu: Śpieszę z wyjaśnieniami szybciutko, w domku mnie od internetu odcięli (dopóki nie zapłacę zaległej faktury, a to może potrwać, bo priorytety w tym miesiącu mam zupełnie inne...). Otóż w największym skrócie, na dzień dzisiejszy sprawa wygląda tak: 1. Ta franca podła, co to nie mogli jej zidentyfikować okazała się być gronkowcem o nazwie intermedius. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo u każdego psa, gdyby mu pobrać zeskrobiny, wykryto by obecność tej bakterii, ale po zakropleniu go jakimkolwiek antybiotykiem zwalczającym gronkowce koagulazo-dodatnie (a takim właśnie jest intermedius - podobnie jak złocisty) - zdechłby marnie. A ten tośkowy tak się zawziął, tak się zmutował i podstępnie przeistoczył, że jedynym antybiotykiem, który jest w stanie podjąć walkę z wrogiem jest ryfampicyna, czyli antybiotyk podawany ludziom chorym na gruźlicę lub trąd (brrrrr........:angryy:) 2. Wczoraj nasz Pan Doktor prowadził telefoniczne konsultacje z laboratorium i mikrobiologami z SGGW, żeby się upewnić, że taki mutant nie zagraża naszemu domowi - pozostałym zwierzętom, a przede wszystkim nam ludziom. Dopiero w południe mogliśmy odetchnąć z ulgą, że przynajmniej my nie będziemy się musieli poddawać żadnej kuracji antybiotykowej ani innemu "okadzaniu" i że na domu nie będziemy musieli wywieszać tabliczki "uwaga zaraza". Dobre i to... 3. Pan Doktor nadal utrzymuje, że tego rodzaju mutacja nie wzięła się z powikłań spowodowanych chorobą skóry, ale z innej pierwotnej przyczyny - i tu stawia jednak na tarczycę (niedoczynność), bo inne podejrzenia zostały wykluczone na podstawie wyników badań. 4. Wczoraj miałyśmy jechać na wizytę i pobranie krwi celem powtórnego określenia poziomu tarczycy, ale droga z Wwy do domu zajęła mi więcej czasu niż zazwyczaj z powodu padającego śniegu, a Pan Doktor wyjątkowo nie mógł na nas zaczekać :placz: 5. Dziś moja przyjaciółka sąsiadka będzie u niego ze swoim psiakiem i ma odebrać leki i wszelkie instrukcje, żeby jak najszybciej zacząć podawać Toscance właściwy lek, a krew pobierzemy w przyszłym tygodniu. 6. Tak więc, reasumując, psica dostanie lek zawierający ryfampicynę (Rifampicin albo Rifamazid - na szczęście lek polski, produkowany przez Polfę Tarchomin - koszt z tego co się orientowałam w aptekach to ok. 55-60 zł za opakowanie 100 kapsułek = wystarczy na 50 dni, bo będziemy przyjmować po 2 kapsułki dziennie), zostaną utrzymane witaminy, olej z wiesiołka i ascorutical. Pan Doktor uprzedza, że kuracja antybiotykowa może potrwać - niestety - kilka miesięcy :shake: Do tego zostanie teraz podany hormon tarczycy (trochę eksperymentalnie, ale nie ma innego wyjścia - na szczęście nie powoduje żadnych katastrofalnych skutków ubocznych oprócz ewentualnej konieczności sprzątania mieszkania :razz:). Jeśli po jego podaniu nastąpi widoczna, znaczna i szybka poprawa - teoria Pana Doktora zostanie potwierdzona i wtedy psidełko do końca żywota będzie musiało taki hormon przyjmować (na szczęście koszt ponoć nie jest powalający) i okresowo trzeba będzie wampirzyć, żeby sprawdzać poziom tego hormonu we krwi. O, i tak to z grubsza wygląda. Leczenie, które teraz podejmujemy jest - jak się wyraził Pan Doktor - ostatnią deską ratunku. Tosca jest już dla niego jak "otwarta księga"... choć nadal stanowi nie lada wyzwanie. O kąpielach, które stosował pan Ryszard wspomniałam Doktorowi - zna ten sposób i mamy wrócić do tematu. Na razie chyba jednak musimy się skupić na ukatrupieniu tego drania intermediusa :mad: Nadal dobre myśli, wszelkie kciuki i inne szamańskie praktyki z Waszej strony są baaaaardzo wskazane :loveu: A teraz zmykam do pracy... Pozdrawiam Magda
  8. [quote name='Zbójini']no prosze jaka żwawa panna:evil_lol: ale chyba cos kuleje? A Oskar to raczej dżentelmenem nie jest:evil_lol:. Judoga pierwsza klasa:diabloti: Toscana lekko utyka, bo między paluszkami skóra też choruje :placz: Robimy przymoczki z takiego specjalnego płynu z jodyną, poduchy spuchnięte, ech... Jak Pan Doktor pozwolił 2 tabletki encortonu dać - przeszło - ale więcej nie można, bo to sterydy, a tych nie wolno przy nużeńcu. Jutro będę dzwonić co z wynikami, bo cisza w temacie... ale dziś pierwszy dzień poświąteczny, więc jeszcze im odpuszczę. Mam też namiar na pana, który adoptował psiaka z podobnymi problemami - może nawet dziś do niego zadzwonię. Co do Oskara, to z niego niespotykanie spokojny człowiek jest. Pozwala sobie wejść na głowę i kotom i Lesiowi i Tośce, ale... piszcząca zabaweczka to ŚWIĘTOŚĆ! Chłopak za miesiąc skończy 10 lat, a fiu bździu w łepetynie, że klękajcie narody! Od Mikołaja dostał kolejną piszczącą zabawkę (poprzednie przestały piszczeć przez Lesia, który je poprzegryzał). O mało nam szyby w drzwiach tarasowych nie wybił jak na dworze usłyszał, że w domu zapiszczało! Kiedyś go nagram i Wam przedstawię jak się sam potrafi bawić w piszczenie. Kładzie zabaweczkę na ziemi i się na niej tarza, żeby piszczała A Tośce "sprezentował" dwie nie piskające zabaweczki i piłeczkę, więc niech mu się do piszczydełka nie przystawia!
  9. Amigo, myślałam np. o... żółtych bokserkach! :lol: Specjalnie dla Zbójini, poniżej cały film z Toscą w roli judoki! :loveu: YouTube - tos Niestety, pojedynek z Oskarem o zabaweczkę przegrała, bo tej piszczącej nasz książę nikomu nie odda - nawet damie :evil_lol: Wystarczy, że użyczył jej tej, która została przegryziona przez Lesia i nie piszczy, czym straciła cały swój urok :eviltong: Ale jak widzicie, panna raczej żwawa jest i w kaszę sobie dmuchać nie daje! :mad: Pozdrawiamy ze śnieżnego Mazowsza! :loveu:
  10. [quote name='Aga i Eto']czy panna nasz kochana już ubrana we wdzianko ? Agusia, przesyłka nadal nie przyszła...:placz: Bardzo liczyłam, że może dziś... A jaką drogą wysłałaś?... Jutro więc idziemy na śnieg tradycyjnie - w ulubionym stroju Amigi - czyli jako judoka :loveu:
  11. Nutusia

    Metamorfozy

    Uffff! Przejrzałam cały ten wątek od początku do dnia dzisiejszego! Zajęło mi to przeszło 3 tygodnie, ale warto było! Jestem pod ogromnym wrażeniem i psinków i wszystkich Was, którym ich los nie jest obojętny. Wrażliwość i odpowiedzialność to cechy "na wymarciu" w epoce, w której przyszło nam żyć... Hmm... Metamorfoza naszej rezydentki Toski została przedstawiona na 399 stornie. Niestety, od tamtego czasu ciągle nękają ją problemy zdrowotne. Ostatni spowodował prawie całkowite wyłysienie. Została wykonana pełna diagnostyka - czekamy teraz na wyniki badań, bo wykryto dotąd nieznaną bakterię, w dodatku odporną na wszelkie "zwykłe" antybiotyki. Poza tym nie ma pewności czy jest to pierwotna przyczyna łysienia - wet stawia, że problemy skórne są wtórne. Czekamy cierpliwie na wyniki, łykamy lekarstwa, łysiejemy na potęgę, ale psina bezpieczna, szczęśliwa i... utuczona (gdyby miała futro, byłby to kawał SUKI - aktualnie o masie 33,5 kg netto ;), a tak, jest jedynym w Polsce i - zaryzykuję - na świecie - reprezentantem rasy GRZYWACZ NIEMIECKI :loveu: [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images32.fotosik.pl/426/b0921fb4d6423e9amed.jpg[/IMG][/URL] W Święta było miło, spokojnie i... sennie :lol: [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images44.fotosik.pl/44/37742cdb9d30760emed.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images32.fotosik.pl/426/4730330a993ae1ffmed.jpg[/IMG][/URL] Cudnego roku wszystkim LUDZIOM życzymy!
  12. [quote name='AMIGA']Superowa Łysolka, a najsuperowsza z tym pasem jak jakiś zapaśnik :evil_lol: Życzymy dokonania skutecznego mordu na tej głupiej bakterii :p Uśmiałam się z tego zapaśnika! :lol: Jak tak dalej tyłek będzie łysiał, trza będzie pomyśleć i o... portkach! :evil_lol: A ten pas to... mój szalik, bo bluza za szeroka i się psicy tylne łapy "zawadzały" :evil_lol: Co do mordu na bakterii - mimo naszej pacyfistycznej, spolegliwej i z gruntu dobrotliwej natury, dla tej francy będziemy ABSOLUTNIE BEZWZGLĘDNI:mad: Buziaki, wesołej zabawy i cudnego roku 2009 :loveu:
  13. [quote name='wilczyca']kochana, śliczna "łysolka" :oops: a może teraz po tych wszystkich przejściach, po odstresowaniu Tobinka-Tosca tak odreagowuje (?) i gubi sierściuchę tylko trochę intensywniej niż należy :oops: Ech, Wilczyco, nawet nie wiesz co bym dała, żeby to był jedynie efekt odreagowywania... :shake: Nic nie wymyślimy - musimy czekać na wyniki badań... Łysa czy nie - czuje się dobrze, bryka, "ustawia" moje domowe zwierki, tyje i to na razie musi nam wystarczyć :loveu:
  14. Rewia mody Śnięty Mikołaj :loveu: 33,5 kg łysej wagi! Irenako, mam nadzieję, że czujesz się usatysfakcjonowana naszymi "charcami". Nagrałam też filmiki, ale dozujmy emocje!:loveu: A na razie życzymy wszystkim szampańskiej zabawy i wszelkiego dobra w nadchodzącym roku.
  15. Łysy zadek... Odpoczywam po spacerku Pańcia mnie zagaduje, bo przykłada lekarstwo do bolącej łapki Łysina w pełnej okazałości - tylko co mnie tak "goli"????!! Łysa czy nie - i tak jestem PIĘKNA!
  16. Uwaga pierwsza próba - pod telefoniczne dyktando Agusi! :razz: Na podglądzie widzę, że... DZIAŁA! :multi: Uwaga, zdjęcia TYLKO DLA DOROSŁYCH - PSICA NA GOLASA :eviltong: Oskar ma nową zabaweczkę, którą dostał od Mikołaja i NIE CHCE się podzielić Co to jest?... Śnieg?... Wolne żarty... A jak już zmarzłam, pańcia mnie ubrała... Gdzie ta moja piłeczka?... Za chwilę ciąg dalszy nastąpi... ;-)
  17. Załamałam się! :placz: Nie wiem co się stało... Ręce mi odpadły...
  18. Kurcze blade! Coś się skiepściło!!!!!:angryy: A na podglądzie wszystko było OK :placz: Dobra, jestem spokojna, jestem spokojna... jeszcze raz... Rewia mody Śnięty Mikołaj :loveu: 33,5 kg łysej wagi!
  19. Łysy zadek... Odpoczywam po spacerku Pańcia mnie zagaduje, bo przykłada lekarstwo do bolącej łapki Łysina w pełnej okazałości - tylko co mnie tak "goli"????!! Łysa czy nie - i tak jestem PIĘKNA!
  20. Uwaga pierwsza próba - pod telefoniczne dyktando Agusi! :razz: Na podglądzie widzę, że... DZIAŁA! :multi: Uwaga, zdjęcia TYLKO DLA DOROSŁYCH - PSICA NA GOLASA :eviltong: Oskar ma nową zabaweczkę, którą dostał od Mikołaja i NIE CHCE się podzielić Co to jest?... Śnieg?... Wolne żarty... A jak już zmarzłam, pańcia mnie ubrała... Gdzie ta moja piłeczka?... Za chwilę ciąg dalszy nastąpi... ;)
  21. [quote name='Aga i Eto']jak to nie dotarło ! zaraz dopytam szanownego męża, toż miał wysłać już dawno i z moich kalkulacji już powinno być! Ano nie dotarło :placz: Pewnikiem Poczta Polska nie przerobiła nadmiaru przesyłek... Dziś też czekaliśmy na pana listonosza i nic... Wczoraj sobie poradziłyśmy i wystroiłam psicę w moją starą bluzę od dresu, którą ściągnęłam w pasie... szalikiem:lol: Po wsi nie chodzimy, bo łapina boli, a u nas w ogrodzie kto by nas tam podglądał :evil_lol: Zrobiłam zdjęcia i teraz się głowię jakby je tu samodzielnie wstawić, nie zawracając głowy Agamice :cool3:
  22. Kochani, Święta minęły powolutku, miło i cieplutko. Niestety, suczydełko nadal łysieje :pissed: Badanie wykluczyły trzustkę, chorobę jakiegoś tam (od nazwiska - nie pamiętam), a także w 90% grzybicę (choć jeszcze się hoduje na wszelki wypadek). Za to wykryto jakąś nieznaną nawet pani profesor z laboratorium na SGGW bakterię, w dodatku odporną na wszelkie stosowane antybiotyki! Nadal się tej bakterii przyglądają i coś bliżej będzie wiadomo prawdopodobnie dopiero po Nowym Roku. Skóra w sumie wygląda na podgojoną - zniknęły te parszywe "czyraki", ale sierść nie odrasta. Jedyne ognisko zapalne skóry zostało teraz między palcami w przedniej łapinie, co powoduje, że Toscanka kuleje i musiałyśmy zarzucić plan spacerowy :pissed: . Ubranko jeszcze do nas nie dotarło - pewnie poczta nie nadążała przy świątecznej gorączce i nawet wynalazłam suni jakiś swój stary sweter, ale niem mam sumienia jej ciągać z tą bolącą łapką. Rano, po całej nocy bez ruchu aż trzyma ją w górze - potem jakoś się "rozchodzi" i już "tylko" kuleje... Robimy na tę ranę przymoczki ze specjalnego płynu. Na szczęście chociaż humorek panience dopisuje :happy1: No i wagę już osiągnęła właściwą!!!!! Waży 33,5 kg i wg tabeli jest to przy jej budowie waga optymalna! Co prawda wszyscy nadal załamują ręce wykrzykując "jaka ona chudzieńka", ale to dlatego, że z niej... golasek jest Bo w przeciągu ostatniego zaledwie tygodnie przybrała na wadze 2 kg! No cóż... będziemy walczyć do ZWYCIĘSTWA! Pozdrawiamy wszystkich Wielbicieli bardzo cieplutko, życzymy tylko szczęścia i jedynie szczęśliwych zakończeń w nadchodzącym roku i do usłyszonka!
  23. Witanko, Gwoli wyjaśnienia: 1. Amigo, micha jest pusta, bo gdyby była pełna, na zdjęciu nie byłoby widać pychola "utopionego" w zawartości :eviltong: Faktem jest też, że micha długo pełna nie pozostaje!:evil_lol: Trzeba wciągnąć szybciutko, żeby zdążyć na kontrolę czy Lesio, Oskar i koty wszystko zjadły...:razz: 2. Otrzymałam wczoraj wiadomość, że zimowy fraczek już do nas jedzie! Wieeeeeelkie dzięki w imieniu naszej łysej śpiewaczki (słowo daję - łysa jest - co widać na zdjęciach, ale też... śpiewa!!!!) :loveu::oops: A tak, będziemy paradować świątecznie w pełnej krasie. I jak już panna się wykuruje i porośnie pięknym futrem, fraczek zwrócimy albo przekażemy innej potrzebującej biedce... Wyników badań jeszcze nie mamy - z niecierpliwością czekamy... Pozdrawiamy serdecznie wszystkich LUDZI :loveu: Zamierzałam sprezentować Tośce jeden ze swoich swetrów, ale może rzeczywiście wstyd by się było we wsi pojawić
  24. No i się pocieszyliśmy... Za dobrze szło :pissed:Kurczę, więcej nic nie będę pisać, że jest OK!!!!! Poczekam, aż Toskanka będzie zdrowym, potężnym i kudłatym psem (suką znaczy...). Znowu na skórze pojawiły się takie jakby mini czyraki podchodzące krwią i ropą, pękające i sączące się. Znowu skóra staje się wilgotna i lepka, resztki sierści oklejone mini strupkami jak kaszą :pissed: Po prostu wyć się chce! :icon_roc: Na szczęście nasz nieoceniony Pan Doktor znowu wczoraj poszedł nam na rękę i czekał, choć był już po godzinach pracy. Rozpoczęliśmy wszystko od początku - całą diagnostykę. Zeskrobina, próbki sierści oraz strzykawa krwi na badania w kierunku cukrzycy, tarczycy, trzustki i jeszcze jakiejś choroby na K lub na M (od nazwiska) - nie pamiętam... Pierwsze "wolne" wnioski Pana Doktora po oględzinach, spojrzeniu przez mikroskop i zebraniu wywiadu są następujące: - podstawowy cukier w normie - w zeskrobinie nużeniec!!!!! ale w śladowych ilościach, co by wskazywało na to, że nie jest on pierwotną przyczyną takiego stanu skóry, ale raczej wtórną; na tę francowatość, której pałeczki są w kształcie cygara - widziałam drania przez mikroskop :-P został wtarty w kark środek, który ma go skutecznie unicestwić, a do tego od czwartku panna będzie nosiła obróżkę nasączoną preparatem dodatkowo wspomagającym eksterminację nieproszonego gościa - z wywiadu właściwie zostały wykluczone problemy z trzustką, bo po pierwsze przez 9 dni Tosca przytyła ponad 1,5 kg :-x, po drugie koopy są OK. Dziś krew, zeskrobina i próbki sierści wyjeżdżają na szczegółowe badania w kierunku pozostałych możliwych ewentualności (grzybów m.in.) - cena badań zabójcza :pissed:. Mamy nadzieję do świąt otrzymać wyniki i może wreszcie pojawi się DIAGNOZA. Żeby skutecznie leczyć skórę, trzeba wiedzieć co powoduje, że każda kolejna próba leczenia przynosi efekty (czasami spektakularne), ale tylko na chwilę. Wczorajsze konsylium w zasadzie uznało, że wszystkie te skórne problemy są wtórne, a my musimy się dowiedzieć co je powoduje. Pan Doktor długo się wczoraj skrobał w głowę, by zakończyć swój wywód stwierdzeniem "normalnie pies-wyzwanie". Zaproponowałam mu nawet, że może by się tak na przypadku naszej Tośki... doktoryzował :happy1: Z dobrych wieści - psina czuje się psychicznie bardzo dobrze. Fizycznie też raczej nie odczuwa żadnego bólu (oprócz upierdliwości związanej z tym, że ją ta skóra swędzi - jest ona tak wrażliwa, mieszki są tak podrażnione, że nawet zwykłe "klepanko" powoduje, że psia łapa zaczyna machać do drapania). Suczydło jest wesołe, bardzo ruchliwe, towarzyske i przytulaste. Muszę tylko sprawić jej jakiś gustowny sweterek, bo szybciutko marznie, przez co nie przepada za spacerkami. Podrażnione mieszki włosowe sprawiają, że skóra jest gorąca i w zetknięciu z zimnem na dworze jest to dla Tosi bardzo nieprzyjemne. Reasumując - proszę nadal trzymać kciuki i więcej nie liczyć na moje zachwyty jak to nam cudownie postępuje rekonwalescencja 8) Zrobiłam kilka zdjęć na szybko naszej "łysej śpiewaczce" i przesłałam do Agamiki. Jeśli znajdzie chwilę, to może tu wstawi... Ja kończę remont, który sama sobie zaaplikowałam (na głupotę ponoć lekarstwa nie ma) i jeszcze nawet nie myślę o świętach, a to już za chwilę :crazyeye:. Ale nie martw się, Irenako - przez te wolne dni i pofocimy i... pocharcujemy! :eviltong: Jak najbardziej czuję się mocna trzymana za słowo ;)
  25. Z Gacka będzie psinek mocno długowłosy! Mój Lesio wyglądał dokładnie tak samo jak teraz Gacek, gdy zameldował się pod naszą furtką z żądaniem przyjęcia go "na stan". Byłam wtedy w delegacji i dostałam telefon od synka "Mamo, mamy sznaucera!". Lesinek miał wtedy właśnie pół roku, wychodziły mu stałe kiełki. Po kilku miesiącach Lesio... osiwiał! Przerażenie mojego męża utuliła pani doktor mówiąc z poważną miną: Proszę pana, on nie osiwiał, on się... WYSREBRZYŁ! :loveu: W ten oto sposób staliśmy się posiadaczami mazowieckiego yorka olbrzyma. Dziś pan Lesław ma już 6 latek i właśnie się okazało, że ma jeszcze jedną cechę typową dla yorków - wypadającą z kolana rzepkę - niestety, bez operacji się nie obejdzie :placz: Ale był, jest i będzie przeurokliwym, kochanym sierściuchem. Takim nieco "autystycznym indywidualistą" :lol: Powodzenia, przystojniaku!
×
×
  • Create New...