-
Posts
44210 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
13
Everything posted by Nutusia
-
O rety, ale super wieści! U Karmelci złość z pewnością można ukrócić przy użyciu... parówki! :) Tylko biedny Lorik - on się pewnie nie cieszy z tak szczęśliwego obrotu sprawy dla swej Przyjaciółki...
-
[quote name='AMIGA']Od dzisiaj wieczorem będę miala 2 i pół miesięczną dobermankę, zapewne sikawkę w domu. Nie wiem co na to Bonuś, bo Amiga pewnie będzie zachwycona z nowego kompana, ktory jej będzie obskubywał brodę.[/QUOTE] No to super - gratulacje! Doberman to taki trochę większy krewniak jamnika! :) Taka sama sierść, taki sam ryjek i kłapnięte uszka... No, i trochę więcej energii pewnikiem... :) Nie wiem też jak ze spaniem w łóżeczku... Biedny Bonuś - nie dadzą spokoju na stare lata! Ale z drugiej strony, człek i pies przy maluchach młodnieją! :) Jest już wątek tego nowego skarba? :)
-
Kajko i Kokosz czyli Teodor i Frodo już w swoich domach:)
Nutusia replied to gusia0106's topic in Już w nowym domu
[quote name='Tora&Faro']Bardzo chętnie skorzystamy:) właśnie się zastanawiam co by tu wystawić.[/QUOTE] Dajcie znać kiedy planujecie wystawiać, bo mam zepsuty aparat - mogę zrobić max 8 zdjęć na raz :( -
MAJA - ONkowata sunia już zdrowka! Już w domku :)
Nutusia replied to gusia0106's topic in Już w nowym domu
[quote name='Tora&Faro']Maja z "maleńkim" patyczkiem jest jak zwykle boska:loveu:[/QUOTE] Patyczek rzeczywiście "słuszny" - wygląda jak sztacheta z płotu sąsiada... :) -
Idolek odszedł za TM:-( Nie chciał już walczyć...
Nutusia replied to Ewa Marta's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Idol, nie chojrakuj, bo jak przegniesz, trzeba Ci będzie imię zmienić na mniej "dominujące"! :) -
Kajko i Kokosz czyli Teodor i Frodo już w swoich domach:)
Nutusia replied to gusia0106's topic in Już w nowym domu
Gdybyście robiły bazarek, z czymś się mogę dorzucić... Jakieś książki, płyty czy filmy pewnikiem się znajdą. -
[quote name='AMIGA']Czy my się dowiemy jak mała przeżyła podróż, a przede wszystkim jak Dzieciątko przyjęło nowego członka Rodziny?[/QUOTE] Oczywiście, że się dowiecie! :) Wczoraj wróciliśmy późno, a dziś rano, po tygodniowym urlopie, lepiej nie mówić jaka mnie zastała lawina roboty :( Mała przeżyła podróż oczywiście... śpiąco! :) Ale miała co odsypiać, gdyż rano brała udział w ewakuacji miejsca pracy swego Pańcia! Musieliśmy z samego rana pojechać do Wwy, bo zarządzeniem władz miasta, szkoła, w której pracuje mój mąż znalazła się na liście zagrożonych. Trzeba było poprzenosić najważniejsze dokumenty i sprzęt elektroniczny z parteru na piętro. Była bardzo dzielna, choć została uwięziona na smyczce, żeby nikt jej nie rozdeptał! :) Oczywiście wszyscy się nią zachwycali, a każdy kto się nachylił, żeby ją pogłaskać dostawał albo buziaka, albo gryza w nos :) W końcu, po dwóch godzinach zmagań, wyruszyliśmy do Łodzi. Z tych emocji nie szło zasnąć, ale na nudę pomocny okazał się smakowity gryzaczek. W końcu jednak oczki zaczęły się zamykać i odpłynęła... Niestety, gdy skręciliśmy z drogi poznańskiej na łódzką, słońce mieliśmy na przednią szybę i 1% nie-jamnika przeniósł się na podłogę, gdzie wiało z klimatyzacji :) Po drodze zatrzymaliśmy się na chwilę na ostatnie zakupy dla Dzieciątka. Przy sklepie była trawka i Panienka z niej skorzystała na wszystkie fronty! :) Już w Łodzi odwiedziliśmy Ciocię Wunię, przekazując karmę dla jej dzielnej Suni, która ciężko pracuje przy wykrywaniu narkotyków. Niestety, Suni nie było, bo miała służbę, ale na pocieszenie Krecha dostała gościniec w postaci suszonego ucha! Podjechaliśmy pod blok, w którym mieszka nasze Dziecię i zadzwoniliśmy, żeby zszedł nam pomóc w targaniu "prezentów"! :) Gdy zbiegł po schodach, został... OBSZCZEKANY! :) "Skąd macie jamnika?" - zapytało Dziecię. "To Twój prezent urodzinowy" - zażartowali Rodzice. Radość pomieszana z niepewnością - takie coś się malowało Dziecięciu na obliczu... "O rany, zupełnie jak Pestka - taka sama!" - zakrzyknęło Dziecię, gdy Krecha wpakowała się na łóżko i z wyskoku pchała się do całowania, a następnie wywaliła się na plecy, żeby ją w brzuchola całować! Żeby nie było za cudownie - pojawiła się kałuża na wykładzinie w przedpokoju, ale to chyba z emocji! :) Potem były szaleństwa przy wypakowywaniu wszystkiego z toreb i próby kradzieży z rozbojem! Dziecię stwierdziło (po raz pierwszy, od kiedy opuściło dom rodzinny, że żałuje, że nie mieszka z nami! :) No a potem to już spacer po Piotrkowskiej wśród zachwytów "jaki słodki piesek" (muszę jej chyba czerwoną kokardkę przywiązać, żeby jej nie zauroczyło!:)). Spacer jest dość uciążliwy, bo raz na jednym, a raz na drugim krańcu chodnika dzieje się coś ciekawego przecież! No a już ptaszki są najfajniejsze! Tylko dlaczego, do cholery, nie dają się złapać, a pies nie potrafi fruwać na uszach?!?!?!????? W końcu usiedliśmy w restauracyjnym ogródku na obiad. Przemiła pani kelnerka przyniosła miseczkę z wodą, a potem pizzę, z której udało się zwędzić kawałek upieczonej... cebulki! Mniam!!!! Niestety, nic więcej nie pozwolili zwędzić, więc się psina zwinęła w kłębuszek, zakopując w swoją kołderkę i zasnęła (śniąc pewnikiem o pozostałych składnikach pysznej włoskiej pizzy z pieca). Potem znowu spacerowaliśmy, aż wreszcie wróciliśmy do tomkowego mieszkanka, gdzie Kresia dostała swój obiadek i poszła grzecznie spać. Wieczorkiem wyruszyliśmy w drogę powrotną. Znów chwilę obgryzała najpierw klamkę od drzwi, a potem zdobyczne ucho i w końcu zasnęła jak kamień, bo przecież przez cały dzień co przysnęła, to ją budzili, bo gdzieś szli! Swój domek powitała z wielką radością, przywitała się ze wszystkimi zwierzakami, wrąbała kolację, poszalała z pluszowym hipciem i spała do rana jak aniołek. Rano chwilę protestowała, że zostaje w domu tylko z kotami, ale na pocieszenie dostała wędzone ucho większe od niej, więc mam nadzieję, że będziemy mieli dokąd wrócić po pracy :)
-
Kajko i Kokosz czyli Teodor i Frodo już w swoich domach:)
Nutusia replied to gusia0106's topic in Już w nowym domu
Uwaga! Jeśli maluchy są apatyczne, a miały powbijane kleszcze... może to być oznaką babeszjozy! -
Jakoś przyjdzie nam wytrzymać bez tego 1% - w końcu każdy psies jest inny i należy unikać porównań, nie?... :) A nasza wycieczka się jutro opóźni, bo Małż dostał telefon z pracy, że ma się stawić na 9-tą celem przenoszenia dokumentów z parteru na piętro, bo wały przesiąknięte, a miejsce pracy od Wisły rzut beretem :(
-
[quote name='AMIGA']Coś nam [B]Nutusia[/B] przykrocila informacje o małej :-([/QUOTE] Ech, bo mnie ostatnio życie pokonało... Umarła sunia mojej sąsiadki - młodziutka, 1.5 roku! Serce... miała wadę wrodzoną. Okropnie to było ciężkie przeżycie... Do kompletu dostałam pod opiekę 5-latka, a odwykłam od takiej "aktywności" :) Na szczęście były takie chwile, że Wituś i Krecha zajmowali się sobą i można się było chociaż herbaty napić! A Krechulec ma się całkiem, całkiem... Pierwsza próba zostania samej w domu w sumie się powiodła. Żadnych zniszczeń, tylko... gruntowne porządki w kociej kuwecie!!!!!! Wczoraj Witka odstawiłam do Mamy, a Kreska odsypiała :) Dziś przed południem pogoda była u nas prawdziwie letnia, więc szalała w ogrodzie, trochę się opalała... Choć ona wygląda mi na jamnika w zaledwie...99%, bo bywa jej za gorąco! :) W nocy wyłazi spod kołdry, schodzi z huśtawki ustawionej w pełnym słońcu... W przypadku mojej Pestuni to było nie do pomyślenia! :) Po szaleństwach ogrodowych poszłyśmy na spacer i przy okazji zakupiłyśmy jajka u pani, która ma kurnik i dwa pieski, z którymi się fenomenalnie pomyka przy płocie! :) A, również dziś Kresia zapoznała Nemka - psa mojej sąsiadki, wielkości małego słoniątka:) Nemo nie mógł pojąć, że istnieją na świecie tak małe psy! Podejrzewał chyba nawet, że to może być kot, ale Mała zaczęła na niego... szczekać, bo stał jak słup soli, zamiast ją gonić :) Zapoznała również Pershinga, czyli młodziutką rudą koteczkę mojej sąsiadki. Na razie podchodziły do siebie z dystansem, ale jeszcze parę wizyt i pewnie zaczną razem szaleć, bo obie są sobą bardzo zainteresowane. A jutro jedziemy na kolejną wycieczkę - tym razem do Łodzi, odwiedzić nasze Dzieciątko, które nie ma jeszcze bladego pojęcia, że Rodzicielom na starość rozum odebrało i szczenię sobie "załatwili" :) Pozdrawiamy wszystkich naszych fanów! :)
-
[FONT=Verdana]Tak jak szybko żyła, szybko biegała, szybko kochała... tak szybko przebiegła za Tęczowy Most...[/FONT] [FONT=Verdana]Tunka, Tosia, Antocha nie żyje. Odeszła niemal w trakcie zabawy – nagle.[/FONT] [FONT=Verdana]Przez te wszystkie dni, będąc na urlopie, chodziłam do Tunki po parę razy dziennie. Zawsze byłam witana entuzjastycznie, dostawałam obie łapy na raz i setkę buziaków. Nad sunią całodobowo czuwała Mama Włodka, która przyjechała specjalnie, żeby się nią opiekować aż do zdjęcia szwów, a przy tym dogadzać i rozpieszczać.[/FONT] [FONT=Verdana]Tego wieczoru poszłam do Uli, żeby ewentualnie zrobić kilka nowych zdjęć. Tunka właśnie kończyła kolację – wciągała michę nosem! W domu byli wszyscy domownicy. Najpierw trzeba było się ucieszyć, wybawić i wypieścić. Po euforii powitalnej usiadłam przy stole, a Tunka położyła się na boczku obok krzesła, wyciągnęła się swobodnie – tak jak to miała w zwyczaju. Odwróciłam się od niej, żeby łyknąć herbaty, a gdy odwróciłam się z powrotem i poklepałam psa z nadzieją, że wywali się kołami do góry i zrobi śledzia... ona się nie ruszyła![/FONT] [FONT=Verdana]Panika! Co się stało, pies zemdlał? Wynieśliśmy ją na zewnątrz z nadzieją, że się ocknie. Ale nadzieja okazała się płonna. Szok! Telefon do weta – żadnych pomysłów co mogło się stać! Tysiące domysłów i żaden nie trzymał się kupy. Tunka fantastycznie zniosła zabieg sterylizacji, rekonwalescencja przebiegała książkowo, widział ją lekarz i był zachwycony tempem powrotu do formy. Szew suchuteńki, temperatura w normie, apetyt wilczy, humor znakomity, energia w nadmiarze... W niedzielę były u mnie dwie dogomaniackie Ciotki, które przywiozły jamnicze dziecko. Widziały Tunkę i podziwiając jej formę, nie mogły uwierzyć, że ledwie dwa dni wcześniej miała sterylkę.[/FONT] [FONT=Verdana]Łzy, płacz i krzyk Uli „czy ja jestem jakaś przeklęta, że mi zwierzęta umierają? Co Ty zrobiłaś, Dziewczynko?”, powtarzane jak mantra słowa Włodka „ona zaraz się ocknie”...[/FONT] [FONT=Verdana]Gdy doktor odebrał telefon od roztrzęsionej i przerażonej Uli, w pierwszej chwili w ogóle nie wiedział, o którego zwierzaka chodzi! Przecież nie mogło chodzić o Tunkę! Ula cały czas pytała, co mogła zrobić nie tak, czego nie dopilnować... Doktor twierdził, że przecież postępowała dokładnie wg zaleceń i zasugerował, że jedyną metodą na poznanie przyczyny jest sekcja. Ula się wahała, jednak wspólnie ustaliliśmy, że dla wszystkich będzie najlepiej, jeśli poznamy przyczynę tak nagłej śmierci psa, który jeszcze przed kilkoma minutami tryskał życiem i zdrowiem, a odszedł nagle, bez chociażby westchnienia, zakaszlenia, głośniejszego oddechu. Ona się po prostu położyła jak każdy normalny zdrowy pies, który przed chwilą dawał brzuszek do głaskania![/FONT] [FONT=Verdana]Doktor, chcąc nam oszczędzić nerwów i czekania, zaprosił nas do gabinetu na 23-cią. Pojechałyśmy we dwie – Włodek został z roztrzęsioną Mamą.[/FONT] [FONT=Verdana]Ponieważ było już bardzo późno i nie wiadomo było, ile wszystko potrwa, doktor zaproponował, żebyśmy wracały do domu i czekały na telefon, a sunię zostawiły i poszłaby do utylizacji. Ula nie wyraziła zgody, mówiąc, że Tunka całe życie nie była nikomu potrzebna, więc teraz, gdy wreszcie znalazła rodzinę, nie będzie potraktowana jak jakiś śmieć. Jej miejsce jest tam, gdzie leżą wszystkie najukochańsze zwierzęta Uli i Włodka, czyli w ich ogrodzie. Pochowaliśmy ją w nocy, w strugach deszczu...[/FONT] [FONT=Verdana]Sekcja wykazała nagłą śmierć sercową, spowodowaną wrodzoną wadą serca (zbyt cienka ściana lewej komory). Tak więc od urodzenia była skazana na nagłą śmierć – to była tylko kwestia czasu. Tego rodzaju wadę można było zdiagnozować jedynie za pomocą echa serca, a takiego badania przecież się nie robi w przypadku młodych, zdrowych psów. Dodatkowo sekcja wykazała, że Tunka przebyła wcześniej zapalenie płuc, które nie do końca było wyleczone. Powiększone były również nadnercza, co wskazywało, że organizm od dłuższego czasu walczył z chorobą.[/FONT] [FONT=Verdana]Być może znieczulenie do zabiegu sterylizacji mogło mieć wpływ na przyśpieszenie wyroku, ale zabieg przebiegł normalnie i bez komplikacji. Serce pracowało normalnie, pies oddychał, nie było powodów do niepokoju. [/FONT] [FONT=Verdana]Na nasze pytanie, jak to możliwe, że przy chorym sercu pies się nie męczył, nie dyszał, nie kasłał, doktor powiedział, że po pierwsze ona była bardzo młoda, a po drugie bardzo szczupluteńka. Z każdym nabieranym kilogramem (z czego się wszyscy tak cieszyliśmy – przed zabiegiem ważyła już prawie 30 kg!), niebezpieczeństwo wzrastało. [/FONT] [FONT=Verdana]Jedynym pocieszeniem, jeśli w ogóle można o tym mówić, jest fakt, że Tunka odeszła, gdy wszyscy byli w domu. Tego dnia Ula akurat miała wolny dzień i właściwie poświęciła go wyłącznie Tunce. Była z nią na spacerku, cały dzień się głaskały i pieściły ponadnormatywnie. Mamy pewność, że sunia nie cierpiała, że się nie bała.[/FONT] [FONT=Verdana]Tunka była psem wyjątkowym – niezwykle łagodnym, wdzięcznym i nastawionym na kontakt zarówno z człowiekiem, jak i z psami (a nawet z kotami). Ula przemyśliwała nawet nad adpocją jeszcze jednej suni. Śmiałyśmy się, że nie może tak odstawać ode mnie... Zaczęła się nawet rozglądać, bo teraz miał być dobry moment – Tunka już po sterylce, młodzituka, gotowa zaakceptować nowe zwierzę w domu. Wszystkie plany wzięły w łeb... Koszmarny, niesprawiedliwy zbieg okoliczności...[/FONT] [FONT=Verdana] [/FONT] [FONT=Verdana] [/FONT]
-
Się odzywaj Ciociu Neigh - tym bardziej, że zawsze baaaardzo mądrze prawisz! :) A Krecha była dziś na wycieczce w lesie i się tak zmachała, że zasnęła sama na kanapie! Nie na rączkach, na kolankach ani na szyi! Tak się rwała do biegów, szkoda mi jej było, bo nie mogłam jej spuścić. Moja Mama ma nieogrodzony porządnie teren, w dodatku to jest las, więc w każdej chwili może się pojawić jakiś zajączek czy inna sarenka, a wszystko, co się rusza wywołuje u Niuni wulkan energii i lawę szczęścia! :) Za to jak już wróciliśmy (po drodze się oczywiście przespała w samochodzie godzinkę), resztę energii wykorzystała na zabawę z Oskarem w wiszenie na jego szyi, wbita ząbkami w futro. Oskar biegnie z piszczącą zabaweczka w zębach, a Glizda... powiewa mu na szyi :) Jutro robimy pierwszy test na zostawanie samej w domu... na ok. 4 godziny. Mam nadzieję, że nie będzie lało i będzie ciepło - wtedy reszta bandy zostanie na dworze i zobaczymy co nasza Sprytka zmaluje... Pozdrawiamy nasz Fanklub! :)
-
Idolek odszedł za TM:-( Nie chciał już walczyć...
Nutusia replied to Ewa Marta's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ewunia - biegły księgowy z wypasioną licencją to przy Tobie taki mały pikuś! :) A Idolek swoje zdanie ma - i dobrze. Pewnikiem się zorientował, że idzie tam, gdzie psy w zadki kłują i odmówił współpracy. A za to, że ruch zatrzymał... będzie moim Idollem do końca świata i o... 2 dni dłużej! :) -
Ja myślę, że Małej wcale nie chodzi o pierwszeństwo! Poza tym w naszym stadzie absolutne pierwszeństwo ma czarna kotka Nocka - nikt jej nie podskoczy! :) Już i Tośka i Sznurówka przekonały się o tym na własnym... nosie! :) Wujek Oskar wziął Małą "na klatę" i Tośka może sobie spokojnie leniuchować. Chyba, że w przypływie dobrego humorku zrobi jedną rundkę dookoła kominka i bardzo dumna z siebie oddali się na swoje wygodne posłanko... :)
-
[quote name='AMIGA']Ojeeej, nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę tego przytulania, calusków i ciepelka w łóżeczku. Aż mi się znowu ryczeć chce :-([/QUOTE] To już więcej nic nie napiszę... dopóki się okres "karencji" nie skończy! A w razie draki... trza będzie się rozejrzeć za... jamniczkiem w łóżeczkowej potrzebie! :)
-
[quote name='AMIGA']Chyba raczej za biegającym patyczkiem :-) No właśnie patyczek ją nie interesuje, dopóki... nie pcha się między łapami do michy! :) No i ewentualnie gdy się całuje Tosinkowy pychol i mierzwi lwią grzywę, a tu nagle się pojawia ruda żmijka i wcina między "wódkę a zakąskę" - wtedy wargi idą do góry, bo Ciotka Klotka Toscanka swoje prawa ma!
-
[quote name='__Lara']Zdjęcie rzeczywiście przecudne :D maleńka jest przecudna :D można się zakochać od pierwszego wejrzenia :D P.S. Nie zakładajcie jej szelek, bo szkodą jamniczym kręgosłupom ;) (Isadora potrafi to naukowo wytłumaczyć :eviltong:)[/QUOTE] Zakochanie od pierwszego wejrzenia nastąpiło - bez dwóch zdań! :) Oskar odchorował swoje zakwasy, ale dziś ma się lepiej i było trochę ganianek, ale teraz jest lepsza zabawa - w zagryzanie Oskara z wysokości kanapy - wtedy można się poczuć jak równy z równym! :) Śpimy oczywiście przyklejone do siebie (wreszcie mi ciepło!). Apetycik ma maleńka jak smok (nie przymierzając wawelski :), więc trzeba będzie zastosować skrupulatną podziałkę, bo nam paróweczka wyrośnie! Biały serek bardzo jej podchodzi - lubi też chrupać jabłuszko. Dziś zrobimy test na surową marcheweczkę. Ma takie biegi, że klękajcie narody. Jak coś zwędzi, nie ma takiej siły, żeby ją dogonić - nawet dwuosobowe obława nie pomaga! Z kanapy też nie potrafi zeskoczyć inaczej, jak ślizgiem, żeby się znaleźć od razu pośrodku salonu! Na razie 2 dni jeździła ze mną na masaż (żeby dać odpocząć zwierzęcym domownikom chwilę). W samochodzie anioł - zostawiona na 20 minut zasypia wtulona w podusię bez słowa narzekania. Jutro jedziemy na wycieczkę do lasu! Od dziś do soboty goszczę u siebie swego chrześniaka lat 5, więc zabawa jest przednia, żadne się nie nudzi, w tym psies właśnie się poddał i padł u mnie na kolanach, więc siedzę przed kompem zgięta w chiński paragraf, co nie bardzo służy memu kręgosłupowi. Ale ona po prostu nie daje się odłożyć! Zanoszę na podusię, przykrywam kocykiem i za chwilę słyszę "tup, tup, tup" i znów wdrapuje mi się na kolana! :) Można na nią patrzeć godzinami... :) Dziś nabyłyśmy drogą kupna smyczkę (taką z regulowaną na kółeczka długością). Niestety, odpowiednich obróżek (z wyściółką) nie było, a nie mogę znaleźć tej, którą nosiła moja Pestunia. Szeleczek nie będziemy używać, bo (choć nie wiedziałam o szkodliwym działaniu) są trudniejsze do założenia, a my nie musimy wychodzić na spacerki parę razy dziennie. Jest ogród do ganiania, czasami można się przejść po wsi dla rozrywki :)
-
Bardzo dziękuję za miłe słowa! Stado już mam rzeczywiście całkiem pokaźne, chociaż do tej pory jakoś tego nie czułam :) Teraz jedno takie wierci się jak opętane pod nogami, skacze, robi ślizgi z kanapy i nie daje żyć innym. Tosina znosi obecność małej ze stoickim wręcz spokojem, choć zdarza jej się ni z tego ni z owego pogonić... za piłeczką! :) I bardzo dobrze - czasami, jak widać, warto wpuścić trochę świeżej krwi i młodości w stetryczałe struktury :) Żeby tak jeszcze pogoda wreszcie się zrobiła wiosenno-letnia, to dopiero byśmy wszyscy pobrykali!