-
Posts
2797 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by NATKA
-
MASZ PRZEPIĘKNEGO PSA A TE FOTKI ZE ZBLIŻENIEM SĄ OBŁĘDNE :lol:
-
Ungusia pięknie się prezentuje ;)
-
O.niemiecki dotkliwie pogryzł 11-letnie dziecko
NATKA replied to Jenny19's topic in Owczarek niemiecki
Może się powtórzę ale dla mnie sprawa w tym przypadku jest prosta: gostek wiedział jakiego ma psa + to nie był pierwszy "wybryk" tego psa + pies dodatkowo nieszczepiony + pokąsał własnego pana = WŁAŚCICIEL DEBIL, takiemu człowiekowi edukacja jak postępować z pieskiem nie pomoże za to gdyby tacy ludzie nie mogli posiadać psów to zapewne było by mniej zarówno ludzkich tragedii jak i tych psich. -
Monia jeśli chodzi o mnie to uważam że żeby doszło do tragedii to pies nie musi być głodzony czy maltretowany, tu chodzi o to że pies jest nie wychowany a do tego bez nadzoru - w końcu sama napisałaś że walęsa się, szczeka a sąsiadka starsza kobieta nie radzi sobie z nim - a taki pies stanowi zagrożenie, może komuś zrobić krzywdę, sama masz mamę która boi się psów więc powinnaś bardziej rozumieć sytuacje. A pisanie że komuś należy się szansa- oki wszystko to fajne tylko że do czasu, bo gdyby ten pies wyrządził krzywdę tobie czy twojej mamie to już by w tobie takiego optymizmu nie było. Dlatego jestem za tym żeby osoby nieodpowiedzialne nie mogły posiadać psa i może do dosyć restrykcyjne ale napewno zaoszczędziło by wiele tragedii zarówno psiakom jak i ludziom ;)
-
[quote name='*Monia*']Mąż zmarł parę ładnych lat temu, ja go nie pamiętam. Pani podeszła do furtki i nie wierzyła, że to jej pies, a ja, że znam większość psów z okolicy byłam pewna że to on. Może nie zakaz posiadania psów, ale ONkowatych napewno, bo to starsza pani i nie do końca z psem sobie radzi :shake:. Wtedy przeszkodziłam pani w dyskusji ze znajomą i niebardzo chciała się wogóle ruszyć po psa :roll:.[/quote] Jak ktoś nie poznaje swojego psa to go nie powinien posiadać i tyle i nie ważne czy to jest malutki psiak (w końcu jamnik też potrafi dziabnąć) czy wielgaśne psisko. Dla mnie to jest brak jakiejkolwiek minimalnej odpowiedzialności a jeśli ktoś nie ma kszty odpowiedzialności to psa mieć nie powinien i basta. Do tego jeszcze to zachowanie w stylu plotkuje sobie z koleżanką to mam głęboko w nosie co robi mój pies w końcu ważniejsze są ploty O RANY RĘCE OPADAJĄ!!!! Monia współczuje ci takiej sąsiadki
-
Straszne jak można nie poznać własnego psa, pewnie własnego męża na ulicy też by nie poznała. Tacy ludzie jak twoja sąsiadka powinni mieć prawny zakaz posiadania psów, ba jakichkolwiek zwierząt :angryy::angryy::angryy:
-
[quote name='_LOffCiAm_KAmCiAm_']ja mam kundelka , raczej nie dogowaty. Ale przodozgryz nie powoduje zadnych utrudnien w jedzeniu psu czy cos?[/quote] SKORO PIESEK ŻYJE I MA SIĘ DOBRZE TO ZNACZY ŻE JE A JAK JE TO JUŻ MASZ ODPOWIEDŹ NA SWOJE PYTANIE :lol: I przestańmy tragizować z tymi zgryzami, ja też mam psa z wadą zgryzu i jakoś nie umniejszyło to jego sprawności, jakoś nigdy nie widziałam żeby mu to przeszkadzało, za to my właścicele mamy skłonności do robienia problem z czegoś czego nasz pies nawet nie zauważa więc więcej luzu :evil_lol:
-
Mój psiak ma 5 lat i za każdym razem odchorował szczepionke na wścieklizne. Za każdym razem informowałam o tym weta ale on uznała że przesadzam, więc zmieniłam weta. Od obecnego weterynarza dowiedziałam się że szczepionki na wścieklizne są nie dostosowane do prawa obowiązującego w Polsce. Polskie prawo nakazuje szczepić psa co roku a podawane szczepionki chronią zwierzą spokojnie przez trzy lata więc wniosek jest prosty :razz: Próbowałam trzech rodzajów szepionki u mojego psa i za każdym razem to samo pies na tydzień czasu zmieniał się w cień psa nie jadł był apatyczny, wymiotował, na skórze pojawiały się dziwne strupy, a miejsce podania szczepionki najchętniej by sobie wydrapał albo wygryzł, cały czas tylko spał, nie chciał się bawić wychodzić na spacery. Weterynarz po mojej histerii :diabloti: przyznał że coraz częściej słyszy o tym że psy znoszą źle szczepienie przeciw wściekliżnie i podał psu całkowicie inną szczepionkę i co psina w pierwszy dzień troszkę pospała a na drugi już był "młody bóg" :lol: ps. w "Moim psie"czytałam arytykuł o zależności między nowotworami a szczepionkami, tylko już nie pamiętam z którego to było miesiąca ale jakoś tak z początku roku
-
O.niemiecki dotkliwie pogryzł 11-letnie dziecko
NATKA replied to Jenny19's topic in Owczarek niemiecki
Zgadzam się tu z każdą wypowiedzią która mówi o tym że wina leży po stronie właściciela i dla mnie taki człowiek nie powinien mieć prawa do posiadania jakiegokolwiek innego psa w przyszłości bo skoro z jednego psa zrobił bestie to następne będą takie same. I nie ma co się spierać o rasę i o to czy pies miał papiery czy też nie bo nawet jeśli to będzie pies po wspaniałych rodzicach z super psychiką rodowodowy to jak trafi w ręce wariata i debila to niestety pies nie ma szans być normalny. -
Ciesze się bardzo że Ci się spodobało, ja jak pierwszy raz je przeczytałam to mi łzy stanęły w oczach ze wzruszenia a do płaczków to ja napewno nie należe :lol:
-
Zresztą co tu dużo mówić czy to psy na podwórkach czy będące na balkonie jedne są wychowane drugie nie. U mnie jeden delikwent kupił sobie malamuta z przeznaczeniem do roli obrońcy (mieszkał na parterze i miał włamanie po którym wpadł na ten genialny pomysł) więc trzymał go na balkonie czy upała czy mróz nie ważne pies miał tam siedzieć być groźny i pilnować. Piest całe dni zawodził szczekał wył a na próby zwrócenia mu uwagi można było tylko w morde dostać :angryy:
-
LEGENDA O ŚW.ROCHU dla wszystkich którzy nie wyobrażają sobie by raj istniał bez naszych milusińskich :lol: [SIZE=4][COLOR=red]Święty Roch i raj dla zwierząt[/COLOR][/SIZE] Żył niegdyś święty Roch. Był to wielki święty, który przemierzał drogi całego świata i leczył ludzi oraz bydlęta z wścieklizny. Szedł zawsze za psem, który zwał się Roszek, a którego kochał bardzo, gdyż pies uratował mu raz życie. Pies też był światy, na swój sposób. Lizał rany, które pielęgnował jego pan. i rany zamykały się raz na zawsze. Święty Roch i Roszek nigdy nie rozstawali, nie do pojęcia był jeden bez drugiego, jak nic można pojąć dzwonu bez serca albo niewiasty bez złośliwości. Pewnego razu święty Roch umarł. Umierają wszyscy, nawet święci. A po jego śmierci pies zaczął wyć i on też odszedł z tego świata. Miał małą, leciutką duszyczkę, tak że dotarł do bram raju równocześnie ze świętym. Święty Roch zastukał kijem pielgrzymim i wymienił swoje imię. Uzdrowił mnóstwo nieszczęśników, więc byt pewien. A wkroczy do raju główną bramą. Święty Piotr pospieszył, otworzył odrzwia o dwóch skrzydłach, ale zaraz otworzył szeroko też oczy patrzące spod okularów. Za cieniem świętego ujrzał cień psa. - Precz mi stąd! Nie ma dla psów miejsca w raju! - Trzeba jednak znaleźć temu psu jakieś miejsce - odparł święty Roch. - Jesteśmy nierozłączni. Uratował mi życie i jest także na swój sposób święty. - Dajże pokój! Też mi opowiadanie! Także mnie pewien kogut uratował duszę, skłaniając do skruchy. Czyż jednak przywiodłem go ze sobą, kiedy przybyłem tutaj? Nie przywiodłem go nawet do wejścia, nawet w pobliże Aniołów Bożych! Nie, mój drogi, kogut pozostał na zewnątrz, a ja wszedłem do środka. Twój pies uda się do mojego koguta, ty zaś połączysz się ze świętymi, którzy już na ciebie czekają! Idziemy! Mam dokładne rozkazy, jak ci już powiedziałem. - Zatem trudno - rzecze uparty święty Roch. - Skoro Roszek nie wejdzie do raju, nie wejdę i ja. Wolę psa, którego znam, od twojego raju, którego jeszcze dobrze nie poznałem! - Skoroś taki grubianin - wrzasnął święty Piotr, który stracił panowanie nad sobą - idź sobie precz razem z twoim psem! I poszli. Co się stało z Rochem i Roszkiem? Tego nie wiem. Sądzę jednak, ze podjęli swoją wędrówkę i że ich cienie dokonywały cudów i uzdrawiały ludzi z wścieklizny. Mówiono o nich na całym świecie. Papież, który był sprawiedliwy, chciał ich jakoś wynagrodzić. Z Rocha uczynił z całą ceremonią prawdziwego świętego i rozkazał, by w jego kościele wystawiono obraz, na którym nowy święty byłby przedstawiony z psem. W gruncie rzeczy w ten sposób kanonizował także Roszka, choć nie padło na ten temat ani słowo. Kiedy wieść o tym doszła do raju, Ojciec Wiekuisty kazał wezwać świętego Jana Chrzciciela, który był wszak pierwszym świętym, i rzekł: - Mamy więc zacną duszę imieniem Roch. Papież zrobił z niego świętego, musicie go odszukać i sprowadzić tutaj. Chcę go zobaczyć i złożyć mu powinszowanie. Trzeba też powiedzieć świętej Cecylii, żeby pomyślała o jakiejś oprawie muzycznej. Jan Chrzciciel biegał przez trzy dni i noce, ale było to tak jakby szukał jaskółek w zimie. Wpadł w zakłopotanie i pomyślał, że trzeba naradzić się ze świętym Piotrem. Dobry klucznik nie zapomniał o historii człowieka z psem. Kiedy usłyszał, że ów człowiek został naprawdę świętym i że Ojciec Wiekuisty chce się z nim widzieć, trochę się strapił. Lękał się, że spotka go kara za to, iż działa z własnej inicjatywy. Święty Jan, który miłował wielce świętego Piotra, pocieszał go jak umiał i obiecał, że wszystko będzie w porządku. Wrócił więc przed oblicze Ojca Wiekuistego i rzecze: - Panie, wybacz mi głupotę. Od trzech dni i nocy szukam daremnie naszego nowego świętego, ale nigdzie go nie ma. Trzydzieści lat temu stanął pewnego wieczoru u bram raju, ale byt 7 psem, a ponieważ święty Piotr nie chciał wpuścić psa, święty Roch poszedł sobie i nie mam pojęcia, gdzie przebywa. Ojciec Wiekuisty zaczął rozmyślać, a kiedy wszyscy w raju usłyszeli, że rozmyśla, zapadła cisza. Potem rzekł: - No dobrze. Święty Piotr jak zawsze wykonuje sumiennie swoje obowiązki. Ale święty Roch wróci, gdyż tego chcę. Zatrzyma sobie psa. Pozwólcie wejść jemu i psu. Zrobię wyjątek. Kiedy świętemu Piotrowi doniesiono o tym, zmienił się na twarzy. Ładny wyjątek! - Tak, tak - rzekł - pozwolimy wejść psu Rocha! Zobaczycie, że w ślad za nim pójdą wszystkie zwierzęta, jakie były stworzone! Wkrótce nie da się tu, w raju, mieszkać. I z rozdrażnieniem otworzył tylną bramę, ale nie chcąc patrzeć na psa, schronił się do stróżówki i poprosił Zacheusza o zastępstwo. Zacheusz, który kochał bardzo zwierzęta, gdyż byt niskiego wzrostu, stanął na progu i krzyknął ile sil w płucach: - Roszek do nogi! Chodź, Roszku, chodź, bo dobry Bóg chce cię zobaczyć! I oto stawili się Roch i Roszek. Święty uśmiecha się z duma. wybija mocno krok sandałami pielgrzyma i odwraca się co dziesięć kroków, żeby pogłaskać Roszka, który liże go po rękach i wymachuje ogonem niby pióropuszem. Stawił się cały raj, aniołowie, cherubini, archaniołowie, święci obojga płci, wszyscy tłoczyli się, żeby zobaczyć, jak przechodzi pełen wdzięku piesek, który węszył miłe wonie raju i zdawał się śmiać z ukontentowania. Była to wspaniała uroczystość. O świętym Rochu prawie zapomniano. Wszystkie pieszczoty, przysmaki, a nawet muzyka były dla Roszka. A święty Roch, który tak kochał swojego psa. był nader zadowolony, że jego samego tak zaniedbano. Kiedy minęła pierwsza chwila radości, w tłumie nastąpiło poruszenie i pojawił się święty Piotr z włosami w nieładzie, spojrzeniem surowym i kluczami w dłoni. - Panie - rzekł, zwracając się do Ojca Wiekuistego, który uśmiechał się do Roszka skulonego u jego stóp. - Panie, oddaję ci klucze. Nie będę odźwiernym dla psów. A Ojciec Wiekuisty ciągle uśmiechał się, nic nie mówiąc. Święty Piotr dodał: - Panie, zresztą to niesprawiedliwe. Czemuż to pies świętego Rocha ma być samotny? Skoro brama raz została otwarta, moim zdaniem, inne zwierzęta też powinny tu wejść. Ojciec Wiekuisty ciągle się uśmiechał. Święty Piotr ciągnął: - Panie, jeśli chcesz, bym nadal sprawował pieczę nad kluczami, powinieś wpuścić tu mojego koguta. Siedzi na wszystkich dzwonnicach i wzywa grzeszników do pokuty. W ten sposób także można zostać świętym! - Wpuśćmy więc i koguta - rzekł wówczas Ojciec Wiekuisty, nie przestając się uśmiechać - będzie to kolejny wyjątek! W tym momencie wybuchła sprzeczka. Wszyscy święci, którzy kochali jakieś zwierzęta, zaczęli protestować i bronić swojej sprawy. - A moja gołębica? - mówił Noe. - Moja gołębica, która przyniosła mi gałązkę oliwną? - A kruk, który karmił mnie na pustyni? - rzekł Eliasz. - A mój pies, który merdał ogonem? - żalił się Tobiasz. - A oślica, która prorokowała, kiedym na niej siedział? - wtrącił się Balaam. - A wieloryb, który przez trzy dni gościł mnie w brzuchu? - dodał Jonasz. - A prosiaczek, który uratował mnie od nudy? - rzekł święty Antoni. - A łania - dorzucił święty Hubert - która niosła krzyż na głowie? - A brat wilk i bracia ptaki, i siostry ryby? - zabrał głos święty Franciszek. - A mul, który przyklęknął przed hostią - powiedział ten drugi święty Antoni. O, przyjaciele moi, zrobiło się doprawdy niezłe zamieszanie. Ale Ojciec Wiekuisty, który ani na chwilę nie przestał się uśmiechać, nakazał skinieniem ciszę i oznajmił: - Ten pies, który przywarł do moich stóp, sprawia, że aż tło mego serca wzbija się, niby modlitwa, ciepło jego dobroci. Pokój zwierzętom. Zwierzęta kochane przez świętych mają w sobie coś więcej niźli inne, mają jakby duszę. Niechaj wejdą. Każdy z was wprowadzi zwierzę, które było mu przyjacielem. Ujrzano wtedy przedziwną procesję. Zwierzęta cztero- i 'dwunożne, zwierzęta okryte sierścią i piórami, ptaki i ryby, sunęły powoli ku tronowi Boga. I we wszystkich tych zwierzętach była wielka dobroć, która jeszcze jaśniejszym czyniła splendor raju. Jakiś młodziutki święty, który byt bardzo dowcipny, rzekł ze śmiechem: - Wygląda to jak arka Noego! A święty Augustyn odparł: - No właśnie! Arka Noego była obrazem raju! Jezus opuścił wówczas swoje spojrzenie, które widzi wszystko, na tę zgromadzoną rzeszę, co czciła Go bez słów, i rzekł: - Nie ma tu jednak wszystkich. Brakuje osiołka i wołu, które ogrzewały Mnie swoim oddechem, kiedy byłem malutki. Więc osiołek i wół pojawiły się za chwileczkę. Stały już bowiem przy wejściu, czekając na swoją kolej. A Jezus pogłaskał je z uśmiechem. Jean Quercy, Leggende cristiane, Milano 1963, s. 545-548
-
Szkoda że takich właścicieli brakuje, u mnie jak się przechodzi koło domków jednorodzinnych to jest jeden jazgot oszaleć można i mimo że jest to najkrótsza i najwygodniejsza droga na działke to wole chodzić przez naokoło bo mam dosyć tego harmidru zresztą mojemu psu po 5 latach też brakuje nerwów i jak do niedawna w ogóle nie raagował na takie zapłotowe zaczepki tak ostatnio nie wytrzymał :shake:
-
Makabra szkoda słów na takich ludzi tu by tylko łomot pomógł :mad::mad::mad:, kiedyś miałam sunie kundelka i chociaż czasami żartowaliśmy z rodzicami że fajnie by było mieć po niej szczeniaka to nigdy nie była dopuszczona bo niby po co żeby zaspokoić swoją zachciankę czy też sąsiadów którzy co cieczke dopytywali się kiedy będzie miała młode???? Dla mnie rozmnażanie czy mieszańców czy też rasowych bez papierów to jest właśnie zwyczjana ZACHCIANKA WŁAŚCICIELA ZERO W TYM ODPOWIEDZIALNOŚCI. A tłumaczenie że pieski są kochane, zadbane, przebadane, wykarmione - to dlaczego tacy ludzie nie zarejestrują hodowli nie uczestniczą w wystawach skora twierdzą że nie szczędzą pieniążków na swoje wychuchane pieski??? OBŁUDA!!!!!!!!!!! TAK TO MOŻNA TYLKO NAZWAĆ
-
Opowiedzialność u nawalonego nastolatka - ja bym raczej na to nie liczyła :mad: tylko psa szkoda :angryy:
-
Sytuacja z wczoraj: udało mi się mojego wyciągnąć na wieczorny spacer z psem, poszliśmy do parku spacerujemy, w pewnym momencie dorwaliśmy ławeczke i sobie usiedliśmy, Ares był już zapięty na smyczy i co podlatuje spaniel okazuje się ze to suczka z cieczką puszczona w samopas szukam wzrokiem potencjalnego właściciela ale bez skutku, pies mi szaleje ruszyć się nie chce z miejsca, jak wreście mój jakim cudem zmusił psa do odejścia to i tak była kaplica bo suka szła za nim, jednym słowem szarpanina i cyrk na kółkach, próbujemy odgonić suke nic,wkurzona jak cholerka dałam za wygraną i olałam sytuacje w końcu to nie moje suka, nagle słysze wołanie Vega Vega co się okazuje właściciel się znalazł z grupką swoich koleszków wszyscy na bani w wieku góra 18 lat :angryy:
-
Racja mi się taki przypadek zdarzył w wersji pojedyńczej i myślałam że zawału dostane tak się wystraszyłam jak dziecko zaczęło wrzeszczeć, nie było osoby na chodniku która by się nie obejrzała oczywiście wszyscy z piorunami w oczach na mojego psa. Zresztą to że mój psiak oberwał od innego dzieciora w głowe jak go mijał też już przerobliliśmy, albo sytuacja że dziecior z matką nas mija i co robi przechodząć obok psa zaczyna na mojego psa warczeć, szczekać i wyszczerzać zęby (ja zgłupiała pies popatrzył i go olał) a mamusia się śmieje bo dla niej to jest zabawne nic tylko :mad::mad::mad::mad::mad: rodzica oczywiście
-
Czym najbardziej rozśmieszył Was wasz pies?
NATKA replied to kasia&szaman's topic in Wszystko o psach
Poprostu jeszcze nie do końca opracował system echolokacji :lol: trzeba mu znaleść nauczyciela w postaci nietoperza ;) A tak serio to super że psiak taki kontaktowy, musi to super wyglądać -
Otóż to, jak rodzice wychowują to takie później są dzieciaki. U mnie na osiedlu jest grupka dzieciaków które najchętniej zagłaskały by Aresa na śmierć ale spotkałam się też z komentarzmi typu: nie rycz, bądź grzeczny bo zobacz jaki wielki psiur idzie to cię pogryzie" mi w takiej sytuacj ręce opadają, bo póżniej takie dziecko idzie widzi psa i co robi wpada w histerie wrzeszczy tupie ucieka macha rączkami, mój pies na szczęście na takie akcje nie zwraca uwagi ale nie jednemu psu mogłyby nerwy puścić :angryy:
-
Odwrócenie uwagi czy też odchodzenie w przeciwnym kierunku nie zawsze niestety skutkuje :roll: przykład ide z psem widze w dużej odległości pita puszczonego luzem wiem że psy nie przepadają za sobą więc smakołyk przed nos mojego i w tył zwrot byle by się tylko stracić z oczu tamtego psa niestety pies nas już namierzył i ruszył do nas biegiem, właściciel zaczął na niego wrzeszczeć i biec po niego niestety poszło mu w nóżki bo był wstawiony także zanim dobiegł do psa to pies już był przy moim psie i próbował go capnąć a ja jak zaklęcie powtarzałam "nie ruszaj nie wolno zostaw" do mojego psa, okazało się że tamten też reaguje na te komendy i troszke zgłupiał nie wiedział czy ma słuchać tego co ja mówie czy dobrać sie do mojego psa i do tej pory nie wiem jakim cudem ten gostek zapiął wreście tego psa, mi w każdym razie odechciałao się spacerów w tamtej okolicy
-
DOBRE :evil_lol::evil_lol::evil_lol::evil_lol::evil_lol::evil_lol::evil_lol:
-
Czym najbardziej rozśmieszył Was wasz pies?
NATKA replied to kasia&szaman's topic in Wszystko o psach
WCZORAJ MOJE PSISKO MNIE ROZBROIŁO NA WIECZORNYM SPACERZE, ROBILIŚMY SOBIE JAK ZWYKLE NA KONIEC SPACERKU OBCHODZIK WOKÓŁ BLOKU I MÓJ PUCHACZ ZOBACZYŁ ZNAJOMEGO KUNDELKA WIEC POBIEGŁ SIĘ Z NIM PRZYWITAĆ, TAKŻE ZABIEGŁ ZA RÓG BLOKU ŻE MI ZNIKNĄŁ Z OCZU, JA OCZYWIŚCIE IDE ZA NIM PATRZE A ON BIEGNIE CO SIŁ W ŁAPACH SPOWROTEM DO MNIE MIMIO ŻE GO NIE ZAWOŁAŁM, MACHA OGONEM CHOWA SIĘ ZA MNIE TO WYBIEGA NAPRZÓD EWIDENTNIE COŚ PRÓBUJE MI POKAZAĆ, A JA GŁUPIA WYSYŁAM GO DO ZNAJOMEGO PIESKA, O DZIWO MÓJ PIES NIE CHCE IŚĆ SIĘ PRZYWITAĆ I NAGLE Z ZA ŻYWOPŁOTU WYCHODZI WIELGAŚNE PSISKO - WSZYSTKO STAŁO SIĘ JASNE, PRAWIE ZROBIŁAM ZE SWOJEGO PSA KOLACJE :evil_lol: -
[quote name='Martens']Steryd na pobudzenie apetytu?? :crazyeye:[/quote] Też się zdziwiłam bo mi ten lek kojarzył się jedynie z chorobami serca i uczuleniem więc dla mnie było to niepotrzebne trucie psa dlatego nawet nie wykupiłam recepty ale zapoznałam się z ulotką i tam w skutkach ubocznych napisane było że możliwie jest zwiększenie apetytu :cool3:
-
Czym najbardziej rozśmieszył Was wasz pies?
NATKA replied to kasia&szaman's topic in Wszystko o psach
Oj było zabawnie :lol: ale zauważyłam że Ares ma słabość do malutkich psiaków a jak to jeszcze jest malutki nieporadny szczeniak to jest zachwycony ;) -
Mnie od szału doprowadzało jak ktoś gwizdał. Hodowczyni od której mam psiaka właśnie w ten sposób nawoływała psy jak była pora karmienia więc nie musze pisać co mój pies wyprawiał jak usłyszał gwizd, a ludki jak to ludki złośliwe są i co po niektórzy mieli wielką frajdę jak widzieli jak mi pies ręce wyrywa, w końcu pogwizdać sobie każdy może :angryy: na szczęście teraz reaguje tylko na mój głos i gwizdanie a całą resztę olewa z góry na dół :diabloti: