Jump to content
Dogomania

Sybel

Members
  • Posts

    2501
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Sybel

  1. Ja sie na rozmowach totalnie nie znam...
  2. Ale na zdjęciach już ma nochal pogryziony ;( Kurde, boję się, że on tam sobie nie da rady...
  3. Na dodatek nazywa się Felkis, jak jeden z moich Świrów. 7.04 znaleziono czeż czarnego jamnika na Bałutach, a jakoś nieco wcześniej czarną jamniczkę w centrum. Jakać "hodowla" się pozbywa? Jest cudny, myślałam, że nie rozpoznam, bo one dla mnie wszystkie identyczne...
  4. Update: Jest nadal w schronisku, zdrowy, w zamknietym pawilonie. Nikt go nie szukal niestety.
  5. Pies jest niekastrowany i niechipowany, o czym pisalam kilkakrotnie chyba, wiec nie wiem, po co robic wlascicielom nadzieje... Jeszcze tydzien chyba bedzie czekal na wlascicieli na kwarantannie - oddalam go w piatek. Najlepiej dzwonic do schroniska na Marmurowej. Wczoraj sie nie moglam tam dodzwonic i nie wiem, czy pies nadal tam jest. Strona byla aktualizowana (na chwile obecna) 1.04 i nie ma go w nowoprzybylych zwierzakach...
  6. Gdyby w Polsce znacznie ograniczyc, a z czasem zlikwidowac pseudo, gdyby zaczac od najmlodszych lat edukowac ludzi, ze po pierwsze kazde stworzenie ma prawo do godnego zycia, bezbolesnej smierci, dostepu do jedzenia, wody, schronienia i leczenia, ze - dla wierzacych - kazde zwierze bez wyjatku jest dzielem bozym i nalezy je szanowac juz za sam fakt, ze zyje, moze takich sytuacji bylo by mniej. Gdyby dzieciaki mialy raz na semestr przez jeden dzien czy tydzien zajecia uwrazliwiajace w schronisku, hospicjum - tam, gdzie z roznych przyczyn jest bol i cierpienie (oczywiscie w kontrolowanych warunkach, a nie hurtem 100 dzieciakow jazda do klatek z psami), moze wyrosli by z nich wrazliwi, rozsadni ludzie. Przede wszystkim zas przymusowe chipowanie psow i wydawanie psow ras uznanych za agresywne oraz ich mieszancow TYLKO po przejsciu testow psychologicznych. I policja majaca prawo zawsze zarzadac aktualnego zaswiadczenia o pozwoleniu na posiadanie takiego psa. Jak nie ma zaswiadczenia i nie zostanie dostarczone w ciagu 24 h, pies trafia w inne rece. Okrotne, szczegolnie na poczatku, ale moze cos by dalo... Jest mi niezmiernie zal kazdego psa, ktory w taki czy inny sposob jest doprowadzany do granic wytrzymalosci, w ktorym sztucznie podkreca sie agresje. Jednak jak dla mnie takie psy, jesli przekrocza pewna granice, ktora jest miedzy innymi pogryzienie psa lub czlowieka w takim stopniu (nie mowie o standardowych spieciach miedzy psami, gdzie testuja swoja sile i ustalaja prawa, bo moje tez tak czasem robia nadal...), powinny zostac uspione. Mowi sie o "genie agresji" - nie wiem, czy istnieje, ale jest cos w tym, ze po agresywnych rodzicach wychodza tez agresywne dzieciaki. Chocby z tego powodu pies powinien zostac uspiony. Poza tym taki pies jest dla mnie troszke jak bron palna, do tego bez bezpiecznika - w rekach wariata kompletnie nie do opanowania i skrajnie niebezpieczny. Jesli zas idzie o medialne nazywanie kundli pittbulami, owczarkami, dobermanami - to dziala na wyobraznie czytelnikow, z jednej strony podkreca temat, a z drugiej pozwala wyobrazic sobie budowe, wielkosc i sile psa. Niestety...
  7. Okropnie mi przykro. Non stop wchodzę z nadzieją, że sprawa się w taki czy inny sposób rozwikła, bo nie ma nic gorszego, niż żyć domysłami, gdybaniem i płonną nadzieją. Patrzę na ich zdjęcia i wierzę, z całego serca wierzę, że cokolwiek się stało, tej szalonej dwójce jest teraz dobrze. Że się nie boją, tęsknią i pamiętają, ale nie muszą się bać, bo chyba dla psa najgorszy jest lęk i tęsknota. Gdyby moje dwa potwory zaginęły... Przy Twoich moje chłopaki to są takie d*py wołowe, że nie miały by żadnych szans, niby Filip się błąkał prawie 4 lata temu, ale od tego czasu - według mojego TZ - został przerobiony na totalną pierdołę kanapową "na rączki i ciasteczko proszę"... A Felek... podkołdernik jadowity, larwa - piłeczkofil... Nieufny, po traumach, a do tego rozwydrzony, rozpieszczony, z wymaganiami. Eh. I znowu zasnę tuląc ich obu i modląc się, zeby ich taki los nigdy już nie spotkał... Bo ja z tych, co się przyznają, ze spią z psami. Dla faceta miejsce się czasem też znajdzie, ale moje chłopaki mają stałe miejsca pod kołdrą :P Ciągle trzymam kciuki, niedługo odpadną.
  8. Jest piekna, po prostu powalajaca... Te fotki z chrumkiem tak w okolicy 70 strony - no uszy maja podobne :] Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze jeden pies w kochajacym domu jest szczesliwy, ale dwa psy to wulkan radosci, a trzy to mala zaglada nuklearna, ale ile przy tym smiechu :D Co do wywalania psow na swieta - w Wielki Piatek zgrzybobralam i niestety musialam do schroniska oddac czarnego podplanego jamnika - nie ma chipa, obrozy, tatuazu ani osob, ktore by go szukaly :( I tak co swieta. Na majowke znalazlam mojemu facetowi Maje - teraz ma juz dwa psy (z moimi cztery, a rok temu mial jednego...), 26 grudnia musielismy oddac do schronu sunie z przetracona lapka, a teraz jamnika. Koszmar, a nie mam gdzie przechowac, w najblizszej rodzinie wszyscy maja od 2 do 4 psow lub koty...
  9. Potwierdzam, znalazłam go i jest jego wątek (no, wątek jak wątek, ogłoszenie w zasadzie) [url]http://www.dogomania.pl/threads/183020-znaleziono-czarnego-podpalanego-jamnika-na-baA-utach[/url]
  10. No, niby sie nim zaopiekowalismy, ale serce mi peka, ze musialam go do schronu oddac. Wydawal sie taki kruchy, podziebiony, zagubiony... Niestety, pojemnosc w domu mam ograniczona :/
  11. jamnik sie przypomina. Jeśli nikt się nie zgłosi, pewnie będzie szukał domu, a że chłopaczek jest świetny, dobrze by było, żeby dom również był świetny :)
  12. Dzwoniłam do schroniska, pies nie ma chipa niestety i nadal tkwi w schronisku...
  13. Przy okazji, Pan, który przyjechał ze schroniska po jamnika, mówił, że akurat 1 kwietnia dowieziono też grzywacza chińskiego. To tak, jakby ktoś szukał lub chciał adoptować
  14. Ten miał jajeczka niestety. Zły trop :/
  15. Telefonicznie. Pewnie będę dzwonić co jakiś czas. Chłopak jest tak na maksa cudowny, mój TZ (który pisał pierwszy post) jest nim zachwycony. Też ma dwa psy u siebie, dlatego nie mogliśmy piątego sobie strzelić nawet na tymczas niestety. Będziemy na bieżąco się dowiadywać - mam nadzieję, że czegoś się dowiemy...
  16. podbijam, żeby był widoczny :] Przy okazji, psiak nie miał żadnej obroży, szelek - golas jednym słowem. Nie wiem, czy przypadkiem ktoś go nie szurnął świątecznie - wiecie, sprzątanie, a tu pies brudzi, gotowanie, a tu trzeba mordę nakarmić...
  17. Dzisiaj (2 kwietnia) w godzinach wieczornych (18.30) znaleźliśmy biegającego po ulicy strykowskiej psiaka. Psiak prawdopodobnie jest młody, nieco chudy ale dobrze zbudowany i silny. Znak charakterystyczny to podłużna blizna na lewym uchu.Pies jest bardzo grzeczny i łagodny. W domu zachowuje się bardzo grzecznie, zdecydowanie domowity, natychmiast usiłował wpakować się na łóżko lub na kolanka. Może być przeziębiony (świszczący oddech). Być moze ma też jakąś infekcję skórną na obrzeżach uszu - ma tam suchą skórę, dość popękaną i szorstką. Ponieważ w domu mamy już 2 psy nie lubiące gości jamnik został przekazany do schroniska na ulicy marmurowej. Może są tu jacyś wolontariusze, którzy by byli w stanie sprawdzać co jakiś czas, jak się parówce wiedzie... [IMG]http://www.widzew.net/%7Ebynio/jajnik/1.jpg[/IMG] [IMG]http://www.widzew.net/%7Ebynio/jajnik/2.jpg[/IMG] [IMG]http://www.widzew.net/%7Ebynio/jajnik/3.jpg[/IMG] [IMG]http://www.widzew.net/%7Ebynio/jajnik/4.jpg[/IMG]
  18. Nie czytałam całości. Nie lubię myśliwych, ale od mojego nielubienia niestety nie zniknie problem myśliwy vs. pies. Wydaje mi się, że warto by było po pierwsze edukować właścicieli psów, wywieszać informację o tym, że psa luzem do lasu wyprowadzasz na własne ryzyko, że może pognać za sarną i slad po nim zaginąć, że myśliwy ma prawo go zastrzelić. Jeśli ktoś nadal to robi, to na włąsne ryzyko. Ja moje psy wykastrowałam, zachipowałam i ZAWSZE w lesie prowadzam na smyczy, nie pozwalam im rozkopywac nor, omijam tereny, gdzie wiem, że mogą być inne zwierzęta, jak na przykład paśniki, oczka wodne. Jestem świadoma tego, że psy domowe to są w większosci mieszczuchy, nie ma się co czarować. W lesie zaś jesteśmy gośćmi. Mało ich, ale są ścieżki, są dróżki. Chesz łazić po lesie? Szanuj tych, którzy tam żyją. Inna sprawa, ze linka o długości np. 10 metrów to też ryzyko, nawet 5 metrów może być niebezpieczne w mało uczęszczanych obszarach, gdzie są tereny raczej łowieckie niż spacerowe. Bywa przecież, że pies zostaje odstrzelony będąc na smyczy i tu nic nie usprawiedliwia myśliwego, bo mógł zabić przypadkiem właściciela, który prawa nie złamał. Mnie do szału doprowadza nagonka na psiarzy tak przy okazji. Wymaga się od nas sprzątania psich kup - nie ma koszy (dziś szukałam 40 minut, w końcu wywaliłam do zwykłego kontenera po raz kolejny), worków szukam po sklepach nawet tygodniami, robią dostawę na moje specjalne życzenie. Każą psa prowadzać na smyczy i w kagańcu, ale to jest zwierzę, musi się wybiegać, więc chcę mieć je gdzie puszczać - płacę przecież 160 zł podatku, odpisuję 1% na schronisko, wszystkie psy kastruję, sterylizuję, szukam bezpańskim nowych domów. A nagonka trwa. Bo za dużo psów, bo kupy walą, bo biegają. Nie rozwiążemy tych wszystkich problemów, w tym leśnego, bez edukacji dzieciaków - WSZYSTKICH CO DO SZTUKI. Tak to mozemy sobie tylko debatować, a problem bez odpowiednich regulacji prawnych będzie trwał i trwał i wielu ludzi zapłaci za niego cierpieniem, a wiele psów życiem. Do bani taki układ...
  19. Ja widziałam coś takiego u wyżła. Skończyło się tak, że prawie odgryzł dzieciakowi ucho - agresja w nim narastała przez trzy lata, uważam, że i tak był świętej cierpliwości. Pies mieszkał w dwóch pokojach z dziewięciorgiem domowników, wyprowadzała go na spacer Marysia, jedyna osoba, która go kochała, a która miała wtedy 12 lat i naprawdę ledwo takiego kucyka utrzymywała. Pies był agresywny na spacerach, nadpobudliwy, w końcu właśnie eksplodował. Potem trzy tygodnie żył na silnych środkach zamulajacych, żeby nikomu nie zrobić krzywdy, a rodzina w tym czasie biegiem szukała mu nowego domu. W końcu wylądował na wielkiej posiadłości z lasem i stawem, gdzie biega non stop, a do tego nauczył się komend i jest psem leśniczego. Tak to właśnie moze się - w najlepszym wypadku, wliczając nawet ucho dzieciaka - skończyć. Inaczej może być uśpienie. Znajomy weterynarz tak już kilka psów uratował, bo "Agresywny, trzeba uśpić", a to był między innymi ośmiomiesięczny bokser niewybiegany. I szukaj tu teraz biegiem psom domów... Może poradź tej dziewczynie, zeby poczytała takie fora, jak to... Poznaj ją z kimś, kto ma fajne, aktywne psy, sam ma np. dzieci i zorganizujcie wypady psio-dziecięce z bieganiem, może nauką dzieci, jak szkolić psy, czy coś w tym stylu. Wypady na okoliczne pola czy lasy, jeśli macie. No bo z dzieckiem chyba wychodzi, co?
  20. Jest cierpienie, które można uśmierzyć i jest takie, kiedy WIDZISZ, że to koniec, że choćbyś wlewała hektolitry leków, zwierzę nie ma szans żyć. Wziełam psa, który miał jeździć na wózku - miał przetrąconą miednicę i połamane tylne łapy, bo jego poprzednia pani po pijaku wpakowała Felicjana pod koła samochodu. Przez kilka miesięcy był rehabilitowany, cierpiał, ale była nadzieja, ze albo wózek, albo nawet własne łapy. Zestaw to z poprzednim wspomnieniem - psem z rakiem prostaty. Nie trzeba mieć IQ jak Doda, żeby wyłapac drobną różnicę między terminalnym stadium raka a kalectwem. Agresory, które wiele fundacji by uśpiło, też miałam (no, mam w zasadzie jednego) i uspienie wchodziło w grę tylko, gdyby zagroził zdrowiu kogoś spoza rodziny, bo rodzina do dzikusów przywykła i wie, jak sobie z takim zdziczałym psem radzić. Co innego uśpić, kiedy pies umiera, tylko zmniejszyć liczbę godzin cierpienia, a co innego uśpić zwierzę, które może sprawnie funkcjonowac przez ileś lat bez szczególnej opieki. To są dla niektórych niewyczuwalne granice, moze czasem duża dawka empatii jest wskazana, ale dla mnie to są gigantyczne różnice.
  21. Powiedział wyraźnie, że pies cierpi, jest wrakiem, rak go zeżera. Nie moze patrzeć na jego ból. Obejrzyj jeszcze raz, co?
  22. Ja nie praktykuję żadnej religii, bo nie czuję takiej potrzeby - tu ktoś może powiedzieć, że jestem uboga duchowo, upośledzona emocjonalnie i tak dalej, choć gwarantuję, że sromotnie się pomylą Ci, co tak stwierdzą. Wiem, że śmierć jest często najlepszym, co może się zwierzęciu lub człowiekowi zdarzyć. Uśpiłam w życiu jednego psa, który miał - jakże naturalne - cewnik z powodu raka prostaty wielkosci grejfruta. Sikał krwią, kwilił z bólu przy każdym kroku, o ile udało mu się jakiś wykonać. Poza cewnikiem miał też pieluchę, zeby nie kapał na siebie, kołnierz, zeby nie zdejmował cewnika i wenflon, zeby dostawac przeciwbóle, po których nadal kwilił. Cierpiał. Ten niegdyś wielki, dumny towarzysz, który trafił do mnie skatowany przez jakieś bydlaki, przeżył godnie całe życie, nagle stał się kłębkiem bólu. I teraz tak, miałam do wyboru dac mu wegetować jeszcze tydzień lub miesiac z cewnikiem, który wywoływał ból albo pozbyć się cewnika i pozwolic mu dogorywac w bólu krócej, bo zatrucie organizmu, nieodprowadzanie moczu itd. Uśpiłam, bo to był Przyjaciel, który stał się cieniem samego siebie. Drugi pies nie zdążył dostać zastrzyku, umierał topiąc się we własnej krwi i kalem który wyłaził mu przełykiem, bo, jak to weterynarz stweirdził "coś sie zatkało". Cieszę się, ze umarł, bo cierpiał, ale wolała bym oszczędzić mu kilku godzin mordęgi - zaczął umierać w środku nocy, kilka godzin po kroplówce, po cichu, kiedy wszyscy zmęczeni zasnęli. I człowiek - mój dziadek, dumny, postawny mężczyzna, który zjadany rakiem usiłował wielokrotnie popełnić samobójstwo przegryzajac żyły, chomikując tabletki w policzkach, by wziać więcej, tnąc się. Błagał o śmierć, któa szła do niego pół roku. Medycyna dała moc przedłużania życia, ocalania najsłabszych - powina też dać prawo do godnej śmierci. Człowiek jako istota odpowiedzialna za zwierzę ma obowiązek podjąć różne decyzje - leczymy, nie leczymy, jeśli leczymy, ale jest coraz gorzej, to dajemy zwierzęciu skowyczeć z bólu, czy pozwalamy mu odejść? Mamy taką możliwość i moje sumienie w pełni na nią pozwala. Skoro już kombinujemy z przedłuzaniem życia w sposób sztuczny, nabyliśmy prawo do sztucznego wywołania śmierci, by nie skazywać na dalsze cierpienie istot, które są od nas zależne.
  23. nie mam jak pomóc, wysłałam wiadomość do Szajbus, ona dość sporo działa,może pomoże. Ja mam wszystkie znajome psie domy zatkane na full, nie mam ani prawa jazdy, ani samochodu. Jedynie wiadomosci mogę słać, bo nawet z czasem mam cieniutko :/
  24. Miałysmy z koleżanką w pracy rozrywkę: znajdź koniec włochatego psa i początek łysego psa... :] One są takie fajne, takie świrki pchłowate :> Co do panny Troll - tam, gdzie zbierze się stadko ciepłych, dobrych serc, znajdzie się też takie skwierczące, kwiczące i marudzące stworzenie, które wie lepiej, wie więcej i wie na sto procent. Akurat wczoraj miałam z moim TŻem rozmowę o przyswajaniu wiadomości - są tacy, co uwierzą, że g*wno lata na motylich skrzydłach, jesli ktoś im to przekonująco powie. Są tez tacy, jak Kana, którzy nie dadzą sobie kitu wcisnąc i drążą i drążą. I takim Ludziom nalezy się szacunek.
  25. Belgia doprowadziła do płaczu swoim widokiem całą moją rodzinę. Dwa lata temu, po 12 wspaniałych latach, pożeganlismy naszą piękną Fifi - dosłownie bliźniaczkę Belgii. Wiecie, jakie to krępujuące, kiedy cała rodzina chlipie do komputera? :D Belgia jest cudowna, ta "rasa" to najwspanialsze psy na swiecie. Jeśli razem z wyglądem Belgia odziedziczyła w genach taki charakterek, jak Fifi, to mogę zagwarantować, że sprawi komuś ogromną frajdę.
×
×
  • Create New...