Jump to content
Dogomania

Delph

Members
  • Posts

    3340
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Delph

  1. Nietypowy zapach z ucha to jeden objawów infekcji, radzę przejść się do weterynarza. Poza tym, kup dobry płyn do czyszczenia uszu dla psów i porządnie je wyczyść. Nie majstruj tam chusteczką, bo tylko pogorszysz sprawę. Nalewasz dość dużo płynu głęboko do ucha psa (warto kupić płyn z miękką, długą końcówką butelki, jeśli nie masz wprawy), czekasz parę minut i wycierasz czystym suchym wacikiem lub gazikiem to co wypływa. W razie konieczności czynność powtarzasz, na początku warto zabieg przeprowadzać często, nawet codziennie, później np. raz na miesiąc. To że sunia trzepie uszami oznacza, że ją bolą, albo czuje dyskomfort. Zajrzyj do uszu, przyjrzyj się, czy nie są brudne, zaczerwienione, opuchnięte. Zdrowe ucho ma tylko delikatny zapach, jest jasno różowe w środku i dobrze widać wnętrze, tzn. nie jest zapuchnięte ;)
  2. [quote name='engelina_88']I widzisz, tutaj pojawia się kwestia co dla kogo jest dobrą ceną. Dla mnie w dobrej cenie jest zarówno Acana, Josera, Purina. Ale dla kogoś kto nie zarabia, a sam utrzymuje psa te karmy sa po prostu drogie. [/QUOTE] Właśnie nie są, tylko trzeba policzyć po prostu ;) Np. Brit i Pedigree są w podobnej cenie (nawet Brit gdzieniegdzie tańszy), a do tego dawkowanie Brita na psa 15kg to 170g a Pedigree aż 250g (to o 1/3 więcej). Tak więc karmiąc Britem oszczędzamy jakieś 30% :cool1: Acana jest droższa od Pedigree, ale znowu porównując dawkowania wychodzi mniej więcej na to samo finansowo. A jeżeli jeszcze weźmiemy pod uwagę, że przy wartościowym karmieniu zaoszczędzimy na weterynarzu i nie trzeba dawać żadnych dodatkowych suplementów czy witamin (które też kosztują), to wniosek nasuwa się sam :eviltong: [B]Bura[/B]: Też znam taką hodowlę, i co z tego? Założę się, że nie karmią tylko i wyłącznie Pedigree, na pewno dodają również mięso, poza tym wiedzą co robią i jak reagować gdy coś z psem zaczyna się dziać. Sama wiele lat temu miałam psa z podobnej hodowli, polecono nam trzymać go dalej na Pedigree i niestety psiakowi to nie posłużyło... Bardzo żałuję, że wtedy tak postąpiliśmy, ale fakt faktem nie było jeszcze na rynku takiego wyboru karm. Pies jest wszystkożernym i odpornym zwierzęciem, przeważnie spokojnie może przeżyć na takich odpadkach w dobrej kondycji, tylko ja się pytam po co ryzykować, skoro mamy wybór?
  3. Polecam najzwyklejszą lonżę dla konia (nie ma dla kuców, jest jeden rozmiar) jak [B]moon_light[/B], wygląda jak zwykła taśmowa smycz o szerokości 2,5cm, długość 7-8m nie jest wcale jakaś wielka i ciężka, a ma mocny karabińczyk. Używam takiej do psów mniejszych od husky i nie narzekają ;) Możesz kupić wysyłkowo albo w sklepie ze sprzętem jeździeckim (tam sobie na żywo obejrzysz), są też w sklepach sportowych w dziale jeździeckim (takich jak decathlon czy gosport). Po co się bawić w drogie sprowadzanie ;) Jest tego mnóstwo, na przykład: [URL]http://www.zooplus.pl/shop/psy/smycz_obroza_dla_psa/smycze_wielofunkcyjne/62322[/URL] [URL]http://www.zooplus.pl/shop/psy/smycz_obroza_dla_psa/smycze_wielofunkcyjne/62324[/URL] [URL]http://allegro.pl/item1163496572_lonza_indiana_4_kolory_8_5m.html[/URL] [URL]http://allegro.pl/item1163496566_lonza_tasmowa_5_kolorow_7_5m.html[/URL]
  4. Nie ma za co, niech się małej dobrze wiedzie. A, tak sobie pomyślałam, że zamiast klepać na wątku zorganizuję małej domek :evil_lol: Żartuję, oczywiście ;)
  5. [quote name='xxxx52']Delph-jezeli royal nie jest dobra karma,to dodaj miesa jarzynki i stanie bardzo dobra karma[/QUOTE] Właśnie w tym sęk, że nie, w RC są takie składniki, których nawet w mniejszej ilości psu nie podam ;) Zresztą on i tak po RC choruje, co jest nieco dziwne, bo nawet jak był w przytulisku i jadł buraki z mlekiem to nic mu nie było :evil_lol: Tak czy siak mam swoje zdanie na temat RC, nie tylko z powodu reakcji mojego psa. Oczywiście niektórym psiakom może służyć i mogą się mieć super na tej karmie, ale powinna być w takim razie tańsza. Nie ryzykowałabym mieszania suchej i mięsa/jarzyn w jednym posiłku, pies inaczej trawi suche granulki i u wrażliwców może to wywołać problemy. Już prędzej jeden posiłek suche drugi mięso+warzywa.
  6. [quote name='papillonek'][INDENT] hahahahahahahahahahah :) śmieszny jesteś royal jest przynajmniej 100 razy lepszy i smaczniejszy.Porozmawiaj z kims kto się na tym zna ,a na pewno powie Ci ,że josera jest to karma średniej klasy ,a dopiero potem się wypowiadaj!!!!!!! [/INDENT][/QUOTE] Radzę Tobie to samo, bo Royal wcale dobrą karmą nie jest, ja na przykład swojemu psu go nie podam. Owszem, bywają gorsze ;), ale na pewno nie jest wart swojej ceny.
  7. Trudno, widocznie ten domek nie był Myszce pisany. Robimy nowe ogłoszenia? Może jakiś nowy tekst, podeślij mi też najlepsze zdjęcia Myszy.
  8. Tabletki chlorofilowe zmniejszają tylko zapach suki w cieczce, tak samo jak repelenty w spray'u. Ich skuteczność jest średnia, ale możesz spróbować, u mnie raz podziałały zastosowane razem z kąpielą :evil_lol:. Tylko pamiętaj, że one nie zapobiegają ciąży, sunia tak czy inaczej będzie musiała być pilnowana i trzymana na smyczy, niezależnie od podawanych specyfików. Na zachodzie sterylizuje się młodsze suki, u nas zdania są podzielone. Ja uważam, że jeżeli jest możliwość lepiej zaczekać aż sunia przejdzie przynajmniej jedną cieczkę, okres dojrzewania u dużych ras może ciągnąć się nawet do 2-go roku życia, więc nie ma co się spieszyć.
  9. Są to zastrzyki hormonalne i podawanie ich może zakończyć się ropomaciczem (niebezpieczną dla życia chorobą, którą leczy się zazwyczaj operacyjnie). Hormony nie są obojętne dla zdrowia żadnego organizmu, a przede wszystkim dla młodego, dojrzewającego. Sunia powinna osiągnąć w pełni dojrzałość zanim zaczniesz "eksperymentować" z farmakologią. Radzę mimo wszystko zabieg sterylizacji po pierwszej cieczce, jednorazowe poświęcenie i spokój, nie trzeba pamiętać o zastrzykach, a dodatkowo ma także plusy zdrowotne w przeciwieństwie do podawania hormonów. Poczytaj, przemyśl sprawę. Tu znalazłam słowo od hodowcy, może Cię przekona ;) [URL]http://huskysiberian.ovh.org/pies_czy_suczka.html[/URL]
  10. Nawadnianie - kroplówki - i pędem do doświadczonego weterynarza, każda godzina się liczy. On dobierze leki, poinstruuje co robić, może też zrobić transfuzję. Parwowirozę zdiagnozował weterynarz czy Ty na podstawie biegunki i wymiotów? Może to nie parwo?
  11. Podczas pierwszej cieczki pilnować jak oka w głowie, spacery tylko na smyczy. A potem wysterylizować sunię. Podawanie regularnie (suka ma cieczkę co pół roku) takich zastrzyków może być szkodliwe, tym bardziej nie powinno się ich stosować przy pierwszej cieczce, kiedy organizm jeszcze się rozwija. O wiele zdrowiej będzie po prostu poddać ją zabiegowi gdy osiągnie dojrzałość.
  12. Ja miałam dostęp do opanowanych koni przyzwyczajonych do obecności psów (bo to bardzo ważne). Ale to nic nie dało, o ile mogę zrozumieć instynktowną pogoń za biegnącym koniem, o tyle wymiękłam, gdy stojący koń ufnie wyciągał łeb do suni, ta też zbliżyła się do niego z własnej woli i po chwili spróbowała go ugryźć w chrapy. Stwierdziłam, że nie będę narażać zdrowia i ufności koni, zresztą nawet nie wiedziałam jak postąpić. Generalnie oczywiste jest, że przy koniach wrzaski i szarpanina odpada, to są zwierzęta uciekające i łatwo się płoszą, tym bardziej w obecności drapieżnika. Poszłam na łatwiznę i uznałam, że niektóre psy po prostu się do koni nie nadają :evil_lol: Dla odmiany mojego osobistego psa też bym do koni nie puściła, ale z zupełnie innego powodu. On ma zerowy instynkt pogoni, agresja i polowanie to dla niego abstrakcja. Jest za to za bardzo ufny i "gapowaty", bałabym się, że wpakuje się pod kopyta, tak jak to robi przechodniom czy rowerzystom. W ten weekend na przykład w ośrodku wypoczynkowym wlazł zamyślony na owcę, która go pogoniła. Zdziwił się biedak, a ja miałam mnóstwo śmiechu, że nie rozpoznał w niej jagnięciny :eviltong: Jak widać każdy psiak jest inny.
  13. Swego czasu szukałam informacji jak nauczyć psa prawidłowego zachowania do koni. Chodziło o moją bullowatą tymczasowiczkę, która nie tylko chciała konie gonić, ale i np. użreć w chrapy przy spokojnym zapoznawaniu. Jedyne co znalazłam to właśnie metody z obrożą elektryczną. Niestety wychodzi na to, że jedyną naturalną metodą jest puszczenie psa do konia i liczenie na to, że przeżyje konfrontacje. Jak dostanie z kopa to się nauczy. To już chyba ta obroża jest bezpieczniejsza... Tak czy owak nic nie udało mi się wtedy zdziałać, nikt nie potrafił mi pomóc, a na obrożę się nie zdecydowałam. Suni przeszedł koło nosa super domek, którego jedynym warunkiem była właśnie akceptacja koni (dziewczyna na co dzień pracowała z końmi). Trudno, mała ma inny fajny dom, ale nadal - tak na przyszłość - się zastanawiam jak rozwiązać taki problem.
  14. No i nadal wszystko sprowadza się do dostosowania metody do konkretnego psa, właściciela i sytuacji. Nikt normalny nie będzie rzucał na ziemię psa, który skacze z radości na gości, bo nie został nauczony dobrych manier. I na odwrót, niunianie do psa takiego jak ten huskowaty (wszyscy wiemy, że to nie husky, ale jakoś trzeba te filmiki rozróżnić i w ten sposób każdy wie, o którego chodzi ;)) nie ma najmniejszego sensu, może wręcz zaszkodzić. Idąc dalej tym tropem radzenie paniusi rozpieszczającej swojego Pimpusia, żeby walnęła go na ziemię jest proszeniem się o zwiększenie statystyk pogryzień. I zgadzam się też z tym, że gdy pies jest w potrzebie, nie ma czasu na budowanie więzi i mozolną pracę, jeżeli pies szybko się nie "dostosuje" straci swoją szansę na dom. Tak było w przypadku suki, o której pisałam, ona po prostu MUSIAŁA przestać próbować zjeść mojego psa, bo nie miała się gdzie podziać.
  15. [quote name='hecia13'] [B]Delph[/B], szarpią na smyczy za szyję, ale nie duszą, a to jest zasadnicza różnica. W przypadku ludzi takich jak Millan raczej tak, bo on niczego nie uczy. Natomiast dobry szkoleniowiec, który, jak mówisz ma olbrzymią wiedzę, doświadczenie i wie co robi na pewno i psa nauczy i właścicieli też i to wcale niekoniecznie wywołując strach i ból. I dobrego szkoleniowca pies nie będzie raczej atakował, bo nie będzie miał takiej potrzeby.[/QUOTE] Chodziło mi o to przytrzymywanie ręką, które Millan stosuje, podduszania nie akceptuję w żadnym wypadku. Właśnie do tego dążę, że u niektórych psów nawet tak drastycznie wyglądające metody nie wywołują strachu. I to jest ten maleńki procent, gdzie warto wysłać takiego wariata, co się nie boi, bo cała reszta ludzi po prostu by do takiego psa nie podeszła ;) Wyolbrzymiam oczywiście, ale nie osądzajmy jeżeli nie znamy psa, ludzi i nie widzimy całości sytuacji. A jeśli chodzi o ostatnią Twoją uwagę: pies, którego niedawno miałam na tymczasie zaatakował (dwukrotnie) na dzień dobry bardzo dobrego szkoleniowca. Na szczęście był w kagańcu, bo już przy wejściu na pierwszy rzut oka szkoleniowiec wiedział co się święci i poprosił o założenie. Dzięki temu, że to szkoleniowiec z prawdziwego zdarzenia po chwili sytuacja była opanowana (bez przemocy oczywiście), psiak bez kagańca, super grzeczny i przymilny. Gdyby szkoleniowiec się przestraszył, wycofał, albo zrobił cokolwiek głupiego miałabym zamiast rozwiązania problemu pogłębienie go. A piesek delikatnie mówiąc malutki nie jest. Wtedy dziękowałam losowi, że przemyślałam dogłębnie sprawę i nie zaprosiłam jakiegoś uśmiechniętego człowieczka od metod pozytywnych, bo mogłoby się to kiepsko skończyć. Psy przebywające u mnie uczę tylko i wyłącznie pozytywnie (ponieważ uznaję, że w razie czego w ten sposób niewiele popsuję :eviltong:), natomiast w tym przypadku takie metody zawiodły i potrzebowałam pomocy profesjonalisty z prawdziwego zdarzenia. I bardzo się cieszę, że tacy są, zarówno od metod pozytywnych, jak i ci pracujący z psami inaczej.
  16. Właśnie o to mi chodzi, że nie ma czegoś takiego jak jedna metoda dobra dla każdego psa. Generalnie zakładam, że większość psów można bez znacznych problemów ułożyć metodami pozytywnymi, wkładając w to trochę pracy, cierpliwości i serca. Jeżeli właściciele nie chcą, nie mogą lub nie potrafią - wtedy jest czas żeby zwrócić się do dobrego szkoleniowca i z jego pomocą działać również metodami pozytywnymi. Natomiast warto też wziąć pod uwagę, że nie wszystko jest czarne albo białe i jest mały procent psów, które wymagają innego podejścia, najczęściej przez błędy wychowawcze właścicieli. I wtedy powinien wkroczyć szkoleniowiec, który ma olbrzymią wiedzę, doświadczenie, wie co robi i może sobie pozwolić na stosowanie metod bardziej radykalnych. Jednocześnie doszkalając mocno właścicieli, żeby potrafili później psa poprowadzić sami. Utopia? edit: A burzy na temat trzymania psa za szyję nie rozumiem, na każdym spacerze miliony właścicieli szarpią swoje psy na smyczy za szyję i jakoś nikt się nie czepia :evil_lol: Tak samo usadzają ręką, kładą się na nich dla zabawy, dociskają do ziemi, łapią za skórę, podnoszą na ręce, miętolą na kolankach. Zachowanie z mojego punktu widzenia o wiele gorsze, bo bezmyślne i przeważnie nieadekwatne do sytuacji. Nie wiem w takim razie jak powinien się zachować Millan gdy pies go atakuje, a on trzyma smycz. Odwrócić się tyłem i powiedzieć "fe"?
  17. [quote name='hecia13'] [B]Delph[/B], a jaka byłą przyczyna takiego zachowania? Z tego co piszesz państwu zabrakło zdecydowania i wyraźnie bali się suki. Psy doskonale wyczuwają, że ktoś się ich boi. I taki pies na pewno wymaga regularnej i zdecydowanej pracy, a nie brutalnego traktowania kolczatką czy obrożą elektryczną, bo to tylko agresję wzmaga.[/QUOTE] Nie mam pojęcia co było przyczyną, sunia była znaleziona, więc na pewno wcześniej jacyś ludzie doprowadzili do tego, że zachowuje się tak a nie inaczej. Oczywiście że szarpanie jej na kolczatce odpada, bo wtedy pańciostwo straciło by rączki :diabloti: Zresztą suka pewnie dałaby sobie założyć kolczatkę tylko raz, tak jak było z kagańcem. Właściciele do strachliwych nie należeli, mężczyzna stanowczy, kobieta też nie z tych wydelikaconych, ale chyba nikogo nie dziwi, że nabrali do psa dystansu, widziałam blizny na rękach właściciela aż po barki. Oni próbowali na różne sposoby, smakołykami, stanowczym postępowaniem itd. Suka nie jest zastraszona, nie boi się ich, z daleka widać, że jest pewna siebie, to nie były paniczne ataki przerażonego psa. Po prostu to jest jeden z tych przypadków, które naprawdę są ciężkie i tutaj zrobiłabym wyjątek i oddała psa w ręce kogoś w typie Millana, kto by się nie bał pogryzienia i potrafił reagować odpowiednio na ataki. Natomiast nie powinni pokazywać tego w tv, bo później mamy takie historie jak w zeszłym tygodniu na warszawskim osiedlu pod klatką mojej koleżanki. Właściciel po będąc "pod wpływem" po raz kolejny postanowił dać swojemu owczarkowatemu psu "nauczkę", wieszając go właśnie na kolcach i szarpiąc. Pies próbował się wyrwać, był przerażony, zaczął warczeć ostrzegawczo, ale facet tylko nasilił szarpanie. W efekcie psa musieli odciągać przechodnie a facet odjechał karetką do szpitala, pies porozrywał mu nadgarstki. Niestety schronisko psa nie przyjęło, a przerażona żona właściciela pojechała go uśpić. Zanim do tego doszło próbowałam znaleźć dla niego jakieś tymczasowe schronienie (właścicielka oddała by mi psa), niestety nie udało mi się i dlatego coś mnie trafia jak wyobrażę sobie ile osób będzie teraz testowało kontrowersyjne metody na swoich psach, nie biorąc pod uwagę, że każdy pies jest inny i to, co jednemu pomoże drugiemu może zniszczyć psychikę.
  18. Ja traktuję zarówno Millana jak i Stilwell jako ciekawostkę, bo nigdy nie dowiemy się jak oni działają poza kamerami. Nie podoba mi się za to propagowanie metod Millana wśród zwykłych Kowalskich, bo może to przynieść więcej szkody niż pożytku. Victorię mogą sobie pooglądać nawet dzieci, tam większość piesków jest tak naprawdę niezbyt problemowa, a stosowane na nich metody mało inwazyjne. Natomiast ktoś taki jak Millan też jest potrzebny. Ja wyznaję zasadę dobierania szkoleniowca do psa i jego właścicieli (w takiej właśnie kolejności). Nie wysłałabym do Millana właścicieli rozszczekanego pekińczyka ani labradorka skaczącego na gości. Natomiast ciekawa jestem co zrobiłaby Victoria z podduszanym huskym z poprzedniego filmu. Na własne oczy widziałam podobnego psa, też husky, tylko sukę. Właściciele przyszli do lecznicy na szczepienie. Sunia znaleziona w lesie, była już u nich dobrych parę miesięcy, ale nie zdołali jej zaszczepić. Weszli po kaganiec do lecznicy, suka została przywiązana niedaleko "bo nie chciała wejść". Już przy wejściu małżeństwo licytowało się, kto podchodzi do psa z kagańcem. Podszedł facet, kaganiec miał schowany za siebie, a przed sobą wyciągnięte smakołyki. Suka się merda, zjada smakołyki i w momencie gdy zauważa kaganiec atakuje właściciela. Żona musi psa odciągać, udaje im się odskoczyć. Facet robi drugie podejście, suka przyjmuje smakołyki, stoi z podniesionym ogonem, absolutnie niczego się nie boi. Widzi kaganiec i powtórny atak. Za każdym razem gryzie do krwi. Właściciele powiedzieli, że to nie pierwszy raz, atakuje zawsze, gdy coś idzie nie po jej myśli. Suka mieszka z dziećmi, rządzi całym domem, a rodzice żyją w ciągłym strachu o siebie i dzieci. Oczywiście nic nie wyszło z wizyty w lecznicy, właściciel musiał odnieść kaganiec, gdy wyszedł bez niego suka dała się bez problemu odwiązać i poszli do domu. Moim zdaniem w takim wyjątkowym przypadku pomóc może tylko szkoleniowiec, który nie będzie się bał, będzie nieustępliwy i wreszcie stanowczo pokaże psu, że gryzienie nie popłaca, a nie będzie rozdawał nagródki, bo tym razem nie ugryzła... Jeżeli macie inne pomysły i mieliście bezpośrednio do czynienia z takim psem chętnie poczytam, bo przyznam, że wtedy stałam ze szczęką opartą o chodnik i nie mogłam z siebie słowa wydusić. A właściciele szukają pomocy (o ile jeszcze nie zostali zagryzieni ;)).
  19. No to możemy urządzić inwigilację pixelkowej rodziny bez problemu :evil_lol: Od razu zaklepuję wachty popołudniowe, w innych godzinach mnie na Moczydle nie uświadczysz. A tak w ogóle ciekawe ile razy mijam dogomaniaków na ulicy ;) Pewnie i tak mają mnie za czuba, bo ciągle z innym pieskiem (tymczasy) i podejrzewają jakąś tajną fabrykę smalcu na Woli.
  20. Nie sądzę, żeby powodem był wiek, psy nie łysieją na starość jak ludzie :lol: Stan sierści może się natomiast pogorszyć z powodów podawanych wyżej, linienie sezonowe i przez upały, nieodpowiednia dieta, choroby skóry, gorsza kondycja, zaburzenia hormonalne, alergia i wiele wiele innych. Ja bym zaczęła od zmiany diety, a jeżeli jest wartościowa to dodałabym po prostu suplementy z kwasami omega 3 i 6 i czekała na efekty :eviltong: Tym bardziej, że piszesz, że nie tylko traci sierść, ale pogarsza się też jej stan i kolor. Z mojego potwora sierść wychodzi garściami odkąd zrobiło się cieplej, końca nie widać, już dawno powinien wyglądać jak nagi meksykański, a ja tylko wyczesuję i wyczesuję... Zrobię sobie chyba z tego sweter na zimę :p Nie martwię się, bo ma tak co roku, zmienia sierść na lato i tyle. Natomiast gdyby wyznacznikiem stanu sierści miał być wiek, to mój dawno powinien być łysy jak kolano, bo pamięta chyba epokę kamienia łupanego ;)
  21. Ooo, no to pewnie prędzej czy później na siebie wpadniemy, wtedy nie omieszkam dać znać :evil_lol: Może nawet Pixel się zaprzyjaźni z moim Jaggerem, jeżeli nie będzie mu na dzień dobry skakać po głowie :diabloti:
  22. Możliwe, że sunia ma jakieś złe wspomnienia z czasów przedschroniskowych, może ma złe skojarzenia z ludźmi, którzy ją wołali i czegoś od niej chcieli (np. wołali żeby spuścić manto, dokarmiający turyści są różni, sama wczoraj widziałam delikwenta, który wabił psiaka tylko po to, żeby za chwilę go przegonić :angryy:). To by tłumaczyło, dlaczego w schronisku było ok, tam przeważnie nie ma czasu, żeby ludzie mogli zająć się psem bezpośrednio i nie czuła się zagrożona. Teraz znowu jest postawiona w sytuacji sam na sam z człowiekiem i widocznie ją to przerasta. Próbuj nauki po malutku i obserwuj sunię, ważne, żeby nie zestresowała się jeszcze bardziej i żeby nauka sprawiała jej przyjemność.
  23. Mocno zaciskam kciuki Myszko!
  24. Jak na Woli to też koło mnie, może uda mi się go spotkać ;)
×
×
  • Create New...