-
Posts
3340 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Delph
-
Właśnie dokładnie o to mi chodzi. Wyjściowo buldogi były sprawnymi fizycznie, muskularnymi psami na wyższych łapach, zupełnie niepodobnymi do obecnych potworków. Po to są potrzebne rodowody i wzorce rasy, żeby właśnie jeden Kowalski z drugim nie wpadli na pomysł "ej, weźmy zróbmy sobie psa bez kufy, łap i ogona, będzie śmieszną kaleką". Jakieś regulacje i przepisy są konieczne, bo jak widać nawet gdy obowiązują możliwe są psie tragedie. Potrzeba świadomości ludzi i jak najwięcej dobrych, mądrych hodowców. edit: Dzięki rodowodom i historii rasy możemy teraz te nieszczęsne buldogi naprawić. Przynajmniej spróbować.
-
Piszesz o szerokim pojęciu z dziedziny biologii, które odnosi się również do zwierząt wolno żyjących, ludzi i roślin. O czymś w rodzaju podgatunku. My rozmawiamy jak rozumiem o definicji rasy z dziedziny jaką jest kynologia. Może warto byłoby stworzyć odrębne nazewnictwo. Współcześnie (od XIX w.) w kynologii osobnik rasowy to taki, który odpowiada wzorcowi rasy, przekazuje swoje cechy potomstwu i ma udokumentowane pochodzenie. Pies z naszego przykładu nie jest więc rasowy. Nie ma dokumentów i jego potomstwo również nie będzie miało. Jest bezwartościowy z punktu widzenia hodowlanego. Z racji braku możliwości prześledzenia przodków i sprawdzenia jakości potomstwa, jakie daje, nie można go włączyć do planu hodowlanego. Cała idea jaką jest hodowla psów (i nie tylko psów) rasowych od wieków opiera się na prowadzeniu ksiąg hodowlanych oraz zakazie wystawiania psów niezarejestrowanych, czy nam się to podoba czy nie. Zapobiega to wymieraniu ras, wypaczaniu ich i nadaje sens hodowli w kierunku określonych cech. Inaczej prędzej czy później mielibyśmy wszystkie psy o wyglądzie podobnych do siebie kundelków, chociaż na pewno bardzo ładnych i wdzięcznych. Uważam, że rasy psów są niejako dobrem kultury, każda ma swoją niepowtarzalną historię i wartość, jak zabytek czy dzieło sztuki. Warto o nie dbać, prowadzić ewidencję (te znienawidzone rodowody) i robić to z głową.
-
Ja też uważam, że ten skostniały związek wypadałoby rozruszać i doprowadzić do światowego poziomu, bo niestety jest się czego wstydzić. Ale nigdy nie będzie idealnie. Poznałam wielu konowałów, ale nie trąbię na prawo i lewo, żeby nikt nie chodził do lekarza. I nie uważam żeby ocena hodowcy przerastała możliwości przeciętnego średnio-inteligentnego Kowalskiego. Zauważyłam, że ludzie, którzy kupili z pseudo często mówią, że już na wejściu widzieli, że warunki w "hodowli" są złe. Normalny człowiek widzi takie rzeczy, nie musi się wysilać. Kowalski umie sobie wybrać lekarza, bank, przedszkole dla dziecka, pracę, samochód i wycieczkę zagraniczną więc nie sądzę, aby był za głupi, żeby ocenić czy hodowca kocha swoje psy i czy nie chce go naciągnąć na kasę. Problem tkwi w tym, że oni świadomie kupują od pseudo.
-
Nie wiem, wydawało mi się, że mam bardzo realistyczne podejście. Dla mnie takie dylematy to jak pytanie, czy adidasy ze stadionu są oryginalne albo czy auto od handlarza ma przekręcony licznik. Tylko że tu chodzi o przyjaciela na kilkanaście lat, więc moje zdumienie jest tym większe. Gdy mam na psa wydać spore pieniądze moim priorytetem jest, żeby kupić go od prawdziwego pasjonata, który wie co hoduje, co chce osiągnąć i spełni moje oczekiwania. Hodowla to hobby, a nie fabryka. Hodowca powinien mieć wiedzę, "rękę do psów" i dużo szczęścia. Jak już robię porównania to bliżej tutaj do kupna obrazu bądź innego dzieła sztuki niż pralki. Dlatego tak ważny jest "papierek" potwierdzający oryginalność, a właściwie podejście sprzedawcy. Jeżeli czegokolwiek "mu się nie chciało" (np. wyrobić uprawnienia) to mnie również nie będzie się chciało zostawić mu swoich pieniędzy. Chodzi o obustronną świadomość tego co się robi.
-
Wszystko jest możliwe ;) Koleżanka powinna zrobić badania genetyczne i zależnie od tego jaką umowę podpisała dochodzić swoich praw.
-
Teoretycznie powinna, w praktyce rzadko kto się decyduje na badania genetyczne, nawet w przypadku wątpliwości co do rodziców szczeniąt. A szkoda. Natomiast w podanym przez Ciebie przypadku problem polega na tym, że po pierwsze z jakiegoś powodu rodzice nie mają uprawnień hodowlanych. Czyli prawdopodobnie posiadają jakieś wady genetyczne, zdrowotne lub nie trzymają wzorca rasy, więc już tacy super rasowi nie są i według zasad hodowli nie powinni być rozmnażani. A jeżeli mają uprawnienia, a miot nie został zarejestrowany, czyli szczenięta nie mają papierów, to też coś śmierdzi na kilometr. Albo była wpadka np. z psem sąsiada i sprzedawca wciska kit pokazując ojca szczeniąt albo w jakiś inny sposób łamie regulamin związku, np. rozmnażając sukę co cieczkę i eksploatując ją do granic możliwości. Suma sumarum tego typu sprzedawca nie ma nic wspólnego z prawdziwym hodowcą, który chce osiągnąć wyrównaną, zdrową linię ładnych psów danej rasy i prędzej czy później będzie miał na sprzedaż chore kundelki, a ludzie się na to nabiorą. I tyle w temacie.
-
Przeczytaj sobie wzorzec rasy: "Oczy mogą być brązowe lub niebieskie; dwoje oczu różnego koloru lub każde oko wielokolorowe – dopuszczalne. (...) MAŚĆ: Wszystkie kolory od czarnego do czysto białego są dopuszczalne." Co nie zmienia faktu, że jeżeli pies jest bez rodowodu to może być tylko w typie danej rasy.
-
Rhipicephalus sanguineus - występuje w Polsce. Źródło www.esccap.pl: "Kleszcz psi (R. sanguineus) jest jedynym występującym w Europie gatunkiem, który nie może przeżyć w środowisku zewnętrznym. Jego cykl życiowy zamyka się tylko w miejscach zapewniających odpowiednią temperaturę (pomieszczenia w hodowlach, domy mieszkalne)."
-
Prosto, tylko nie daj się naciągnąć na kasę, pies z obciętym ogonem jest już zwykłym okaleczonym kundelkiem i hodowca nie ma prawa wg polskich przepisów Ci go sprzedać. Możesz go przygarnąć za darmo co najwyżej, a jak gość się będzie burzył, to zgłosić, że złamał przepisy ustawy o ochronie zwierząt obcinając ogon, grożą mu za to kary :)
-
Elbic, super, że się odezwałaś. Chciałam zapytać osoby bardziej zorientowane co z kwestią predyspozycji genetycznych do tego typu zachowań u psów? W podanym w pierwszym poście wątku było wspomniane, że inne psy z "hodowli", z której pochodzi Malibu również miały problem z agresją wobec właścicieli. Zakładając, że to prawda i że wszystkie psy były w różnych domach, czy w takim razie może być tak, że zarówno były dom, jak i elbic, nie popełniły żadnych większych błędów w prowadzeniu psa, a jego zachowanie jest wynikiem genetycznego żartu natury tudzież można podziękować za taki efekt "hodowcom"? Od razu zaznaczę, iż nie dążę do wniosków, że nie trzeba z psem nic robić, "bo taki się urodził". Zastanawiam się tylko na ile geny mają wpływ na zachowania psów i na ile można te wrodzone, odziedziczone cechy modyfikować wychowaniem i szkoleniem.
- 66 replies
-
- 1
-
-
- pogryzienie
- gryzienie właściciela
- (and 3 more)
-
Moim zdaniem lepiej ułożony i socjalizowany będzie pies mający normalny kontakt ze studentami pod nieobecność właścicielki, nawet jeżeli studenci się "nie znają" i będą po prostu bawić się ze zwierzakiem. Izolowany i trzymany "na wyłączność" w klatce mimo, że mógłby mieć w tym czasie kontakt z większą ilością bodźców już samo w sobie zapowiada problemy, więc ja jednak odradzam założycielce wątku posiadanie psa.
-
Poczytaj dział dotyczący dogów tutaj na forum, w wielu tematach wypowiadają się hodowcy, właściciele i osoby pomagające dogom w potrzebie: http://www.dogomania.com/forum/forum/108-dog-niemiecki/ Możesz też zwrócić się do ludzi z fundacji pomagającej dogom w potrzebie z powyższymi wątpliwościami, oni nie mając interesu w sprzedaniu szczeniaka i mając doświadczenie w utrzymaniu i leczeniu wielu dogów, zarówno swoich jak i fundacyjnych mają największą wiedzę :)
- 7 replies
-
- dog niemiecki
- szczenięta doga niemieckiego
-
(and 1 more)
Tagged with:
-
Dodam, że wspomniane wyżej koszty mogą znacznie wzrosnąć, większość znanych mi dogów ma szczególnie wrażliwe układy pokarmowe i muszą okresowo lub stale być na drogich dietach. W ogóle są to wrażliwe i chorowite psy, więc weź pod uwagę również duże koszty leczenia.
- 7 replies
-
- dog niemiecki
- szczenięta doga niemieckiego
-
(and 1 more)
Tagged with:
-
A on neurologicznie jest w porządku? Nie ma niedowładów, braków czucia?
-
Sunia z przetracona noga wychudzona, wyglodniala Wyszkow/Branszczyk
Delph replied to iwaba's topic in Już w nowym domu
I co z sunią? -
Miałam taki egzemplarz. Zero kontaktu, spuszczania ze smyczy, tylko zapachy były ważne. Wykastrowałam i przeszło po jakimś czasie jak ręką odjął (oczywiście przy jednoczesnej zmianie moich nawyków spacerowych i podejścia do psa). Później skończył nawet wzorowo dwa szkolenia, nagle się okazało, że to jeden z najbardziej kontaktowych psów :)
-
Testuję Bravecto na mojej alergicznej suce z problemami skórnymi. Podałam w piątek, zobaczymy jak się sprawdzi. Znalazłam też badania, z których wynika, że specyfik działa na nużeńca. Podobno działanie na inne pasożyty jest jeszcze w fazie testów.
-
Pomoże Wam na pewno przeczytanie dokładnie i uważnie książki Turid Rugaas pt. "Sygnały uspokajające". Nauczycie się jak komunikować się z maluchem i jak dać mu do zrozumienia, że nie trzeba się Was bać i można Wam zaufać.
- 14 replies
-
Zabezpieczona teraz Fiprexem/Frontlinem, przez zimę miała serię co dwa tygodnie Advocate działającego oprócz pcheł także m.in. na świerzba. Więc to nie pchły. Są testy z krwi, piekielnie drogie. Podobno niezbyt miarodajne. Ale nawet bym się zdecydowała, gdyby nie to, że testy robi się podobno, gdy nie ma objawów, żeby nie były zafałszowane. A ona ma objawy cały czas. Poza tym to są pakiety kilku alergenów, np. kilka rodzajów mięsa, kilka pyłków itp. itd. Żeby zrobić wszystko musiałabym wziąć kredyt :P A nadal mogę nie dowiedzieć się, co uczula, bo to są takie raczej pospolite składniki, które już próbowałam wyeliminować dietą. Zobaczymy, co jutro na ten temat powie specjalista.
-
Była zeskrobina pod kątem pasożytów (czysto), był wymaz. Grzybków nie wyhodowano żadnych, z bakterii tylko niewielka ilość gronkowca intermedius, czyli bakterii mniej niż u przeciętnego zdrowego psa :( Ale to było robione dawno, myślę, że warto powtórzyć. Jajek nie daję, bo jest paskudna reakcja na kurczaka (do problemów skórnych dochodzi nam wtedy zapalenie uszu i spojówek) i boję się wszystkiego, co pochodzi od kury :P Ja wiem, to wszystko kosztuje majątek, a ja cierpię na wieczny brak gotówki. No i to nie jest jedyny mój pies. Ale przecież nie zostawię psa w takim stanie, ona się męczy okrutnie. I tak się cieszę, że ją sobie zostawiłam i walczymy, gdybym ją wydała do adopcji jak resztę rodzeństwa to już pewnie siedziałaby w schronisku albo przywiązana w lesie, bo jej utrzymanie pochłania mnóstwo czasu, nerwów i pieniędzy :(
-
Oglądałam jakiś czas temu jego stronę i byłam bardzo bliska napisania maila :) Zrezygnowałam, bo np. mieszanka ziół Luposan pogarszała jej stan, poza tym stwierdziłam, że skoro stosujemy dietę eliminacyjną to na razie i tak nie mogę niczego dawać poza jedzeniem. Priorytetem było znalezienie jakiejkolwiek diety do podawania na co dzień. Teraz już sama nie wiem. Zobaczymy co powie dermatolog. Jeżeli nic nie wymyśli to spróbuję z ziołami p. Alki. I pójdę na ten niesławny biorezonans. Po cichu liczę, że może to jakiś grzyb czy inna prosta sprawa, która nie wyszła w badaniach do tej pory i jak się go pozbędziemy wreszcie coś ruszy do przodu...
-
Wie, sama podsunęła mi pomysł z psikaniem ;) Gdzieś tutaj o tym już pisałyśmy. W czwartek wizyta, nasza ostatnia deska ratunku...
-
Teraz od dłuższego czasu nie dostaje już nic, szukam tylko czegokolwiek, czym mogę ją karmić bez pogarszania stanu :( Te środki nie były podawane jednocześnie, walczymy od jakichś dziewięciu miesięcy... I nadal nie wiem co ten pies może zjeść.
-
Tak, odrobaczana różnymi środkami, od szczeniaka według zaleceń. Nawet dostała mocną kilkudniową serię Aniprazolu, na wypadek jakby to była reakcja na robale. No i cała seria Advocate, trzy dawki co dwa tygodnie :( I Frontline/Fiprex na pchły i kleszcze (zimą nie podawany, więc to nie na to uczulenie).
-
Koniecznie badania krwi i moczu. Częste sikanie i picie dużej ilości wody to mogą być objawy poważnej choroby.