Jump to content
Dogomania

Ryss

Members
  • Posts

    1201
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Ryss

  1. Żerowanie na krzywdzie zwierząt uważam za niegodziwe i naganne, szczególnie tu, na psiolubnym forum. I będę to powtarzał na wątkach, gdzie mowa jest o płatnych domach tymczasowych, gdzie mowa jest o tzw. hotelikach pod różami, które z hotelowania psów wyciąganych ze schronów przez zaprzyjaźnione osoby i organizacje, uczyniły sobie źródło stałego dochodu. Będę powtarzał, bo kropla drąży skałę...
  2. Z okien Staruszkowa, położonego 803 m n.p.m., widać Śnieżkę. Kiedyś podziwiali ją goście pensjonatu pani Krystyny. Ale oddała go swym podopiecznym. Takim jak niewidomy Mondo, któremu były właściciel w pijackim zwidzie wypalił gałki oczne żarzącym się papierosem. - Tu są same takie - odrzucone, schorowane, kalekie, stare, niepotrzebne, nieadopcyjne. Wyrzucone jak obierki do śmieci, same nieszczęścia - wylicza Krystyna Seemayer, która dobrze prosperujący pensjonat Internacjonalny przekształciła w marcu ub.r. w psie hospicjum zwane Staruszkowem. - Sama decyduję, kto ma się tu znaleźć. Wybieram te, których nikt już nie chce. Takich jest już 32. Dwa dni temu jeden pojechał do Holandii do rodziny adopcyjnej, ale na jego miejsce niebawem przyjadą z Łodzi i Drezdenka trzy kolejne. Jest więc zamykana niegdyś w komórce Saba, wyratowana od rodziny nadużywającej alkoholu, jest Malinka znaleziona jako szczeniak w kartonie na targowisku (ktoś nie sprzedał i zostawił), Majeczka z pseudohodowli, Sonia z Poznania, tak bita, że przyjechała do Staruszkowa z popękanymi gałkami ocznymi. - To jest niesamowite - zobaczyć psa w dniu, w którym trafia do Krysi i przywitać się z nim po miesiącu - podkreśla Katarzyna, przyjaciółka Staruszkowa. - Różnica jest uderzająca. Ale tylko dla tych, którzy mają możliwość obserwować metamorfozę. Jeśli zbłąkany turysta dotrze na ulicę Partyzantów w Karpaczu, nie domyśli się, gdzie mieści się Staruszkowo. Bo zielony pensjonat Internacjonalny widać z daleka, ale nie słychać - wycia czy ujadania. Gdy przybysz przekroczy próg, psy witają go wprawdzie szczekaniem, ale zaraz podbiegają, szukając pieszczoty. Bo czują się bezpiecznie, u siebie. Przynajmniej jeśli pani Krysia jest w pobliżu. - Nie ma tu psa, który by się nie otworzył. Wszystkie powoli doszły do siebie. Trzeba wiele cierpliwości, wytrwałości, by dotrzeć do ich psychiki. Nie potrzeba tu behawiorysty, wystarczy czas i miłość - zaznacza Krystyna. - To pies narzuca rytm. Ja tu tylko sprzątam. Pralka, suszarka, weterynarz, fryzjer Nie tylko. Pani Krysia też pierze, przygotowuje jedzenie, jeździ do weterynarza, odpowiada na maile. A przede wszystkim głaszcze i przytula. Grafik ma wypełniony od rana do wieczora. Wstaje o 6 rano, najpóźniej 6:30. Wypuszcza "trójłapki", czyli kalekie, na łączkę, zbiera miski, aplikuje tabletki, podaje pokarm. Potem sprawdza legowiska, zbiera odchody zwierząt nietrzymających moczu i kału, myje podłogi. Potem pralka, suszarka, kuchenka gazowa, na której w wielkich garach przyrządza jedzenie. Gotowany pokarm psy dostają dwa razy w tygodniu. Dzień trzeba zaplanować. W Staruszkowie samochodu brak, a zawsze z którymś psem trzeba jechać do weterynarza, a czasem i fryzjera, którego usług potrzebuje piękny owczarek kaukaski - Asłan. Więc pani Krystyna korzysta z pomocy przyjaciół psiego hospicjum. Jeździ do Kowar, do doktora Rokosza, który ma dobre podejście do psich staruszków, a i często udzieli nieodpłatnej porady przez telefon. Organizacja w ośrodku to podstawa. Przekłada się nie tylko na rozkład czasu, ale i przestrzeni. Krystyna tak dobiera psy do siebie "by pasowały". Na dole mieszkają te najdłużej związane z panią Seemayer, jeszcze od czasu pensjonatu Internacjonalnego. Górę zajmują psy kalekie, niewidome. Bramka na zawiasy chroni je przed upadkiem ze schodów, a bezpośrednie wyjście do ogrodu pozwala na spacer bez pokonywania stopni czy innych przeszkód. Na samej górze mieszka Klkiuś, samotnik. W schronisku, gdzie był kiedyś trzymany, inne psy gryzły go i zaczepiały. Ma więc traumę i nie lubi towarzystwa. Dostał zatem swój pokój. Z czekoladowym sercem Mimo dobrej organizacji, w Staruszkowie nie ma narzuconych reguł takich jak "nie dotykaj", "nie kładź się tu", "nie wskakuj tam". Zasady dyktują psy. Najważniejszą jest ta, by czuły się bezpiecznie i doszły do siebie po tym, co zrobili im poprzedni właściciele. - Mam ogromny żal do ludzi za to, jakimi potworami potrafią być wobec bezbronnych zwierząt. Moje psy były bite, głodzone, katowane. Jeśli istnieje Bóg, to kogo on stworzył? Człowieka na swoje podobieństwo czy bestię bez litości? - pyta pani Krysia. - To ja nie chcę nawet wiedzieć, kim on jest, nie chcę wierzyć w takiego Boga. Wzięłam na siebie pokutę za tych barbarzyńców, którzy znęcają się nad innymi, i proszę o łaskę. W Staruszkowie wykonuję swoją powinność. Podobnie jak jej wychowankowie, pani Seemayer przeszła w życiu wiele. - Wiem, co to bezdomność, praca, do której trzeba iść wiele kilometrów o pustym żołądku, bo się nie ma na bilet, spanie na dworcu. Całe życie harowałam i nigdy żaden człowiek nie podał mi pomocnej dłoni. A jeśli już, to wiele mnie to później kosztowało - wspomina pani Krysia. - Zawsze byłam samotną wilczycą, życie mnie zahartowało. Ale zachowałam wrażliwość. Ktoś kiedyś o mnie powiedział: kobieta ze stali z czekoladowym sercem. Od serca dla serca To serce widać również na drewnianych ścianach pensjonatu. Wiszą tu zdjęcia pani Krysi rozchwytywanej i tulonej przez małe dzieci. To nie olbrzymia gromada wnuczków, ale dzieci z domu dziecka w Stargardzie Szczecińskim. Gdy istniał Internacjonalny, pani Krysia zapraszała je do siebie na wczasy. A istniał od 1999 roku. Jeszcze zanim został otwarty dla turystów, już wiozła do niego psa. Na placu w Nowym Targu znalazła szczeniaka. Siedział w kartonie. Bez wody, w pełnym słońcu. Po drodze do Karpacza zatrzymywała się i chłodziła pieska wodą. Przeżył. Potem pojawił się drugi pies, czwarty, ósmy. Wielu turystów cieszyła ta psia obecność, zwłaszcza że zwierzęta były nauczone, by nie przeszkadzać, nie podchodzić do stołu czy żebrać o jedzenie. Nigdy też nie zachowywały się agresywnie. - Ja psów nie tresuję. Mam radykalne podejście do ludzi, do zwierząt nie - podkreśla pani Krysia. - Pies jest przyjacielem i obrońcą człowieka, który powinien zasłużyć na taką bezinteresowną miłość. 28 lutego ub.r. Krystyna Seemayer wyrejestrowała działalność gospodarczą (prowadzenie pensjonatu). Miała dość. Ludzi, nie zwierząt. - Ludzie? Mam przesyt. Nigdy nie mieli dla mnie litości. Jestem wśród nich, więc muszę grać swoją rolę. Ale moje królestwo jest tu, wśród moich psów. Tam jest główna ulica - wskazuje ręką w górę asfaltowej drogi. - A tu jest mój azyl, świat, nagroda za wszystko. Tu nie odczuwam, że jestem po zawale, tu wykonuję pracę: od serca dla serca. Idę wolniej niż ty, syneczku Dlaczego wybiera te sterane, bijące już kilkanaście lat? Twierdzi, że jest za stara na młode psy. Chociaż i takie się zdarzają, jak Benzolek, którego wolontariuszki z Mondo Cane zgarnęły w drodze z Poznania do Karpacza pod stacją benzynową. Ale jak dodaje pani Krysia, te młode mają szansę na adopcję. Te stare, schorowane zostaną w jedynym psim hospicjum w Polsce. A ona będzie im towarzyszyć do ostatniego oddechu. Gdy paląc papierosa (jedyny nałóg), opowiada o swoim niełatwym życiu, jej spojrzenie jest twarde, lecz kiedy wspomina śmierć któregokolwiek z psów, który odszedł - płacze, a jej głos łamie się i nie pozwala mówić dalej. - Gdy zbliża się koniec, kładę się obok. Głaszczę, karmię, poję strzykawką, zmieniam podkłady. A potem mówię mu: idź syneczku, idź. Tam już będzie dobrze. Ja idę wolniej niż ty, ale też tam będę. Poczekaj na mnie - płacze. - Gdy odchodził Remiś, po walce z rakiem, z przerzutami, w ostatniej swojej chwili spojrzał na mnie, polizał, a potem zasnął. Na zawsze. To są straszne chwile. Nie mniej trudne są te, w których Krystyna musi podjąć decyzję. Bo bywa i tak, że mieszkaniec Staruszkowa tak cierpi, że jedynym sposobem, aby go od bólu oswobodzić, jest zastrzyk usypiający. - Jak ciężko podjąć taką decyzję... Ale prawdziwa miłość jest ponad twoją miłością. Gdy nie ma ratunku, muszę odstawić na bok mój egoizm i pozwolić psu, by odszedł w ciszy i miłości, z godnością. Po tym życiu obrabowanym nie tylko z podstawowych rzeczy, ale i nadziei, miłości, złudzeń - dodaje. Kurczak i opłatek Słowa pani Krystyny przerywają liczne telefony ("kurde", "kotuś", "kochanie" - powtarza pani Krysia), wizyta kuriera (kiedyś dzwonili, bo nie mogli trafić, teraz znają drogę na pamięć) oraz dzwonek do drzwi. Przed chwilą zaparkował nieopodal samochód na jeleniogórskich numerach. Przez dziesięć minut widok na Śnieżkę zasłania elegancki mężczyzna trzymający za rękę ubraną na różowo dziewczynkę. Pani Krysia gestykuluje i wraca wzburzona. Mężczyzna przykleja się do szyby i z zaciekawieniem ogląda wnętrze Staruszkowa. - Chciał zostawić u mnie psa. Bo zachorował. Pies. Ma problemy z kończynami. Co za człowiek! Odesłałam go - stać go na dobry samochód, ale nie na wizytę u weterynarza - mówi podniesionym głosem Krystyna. - I jeszcze dziecku daje przykład. Pies nie może chodzić, to można się go pozbyć, oddać! Przecież on ma pana, którego kocha! Ludzie!!! Podczas wigilii w Staruszkowie, prócz Krystyny Seemayer ludzi nie było. Kiedyś bywało mnóstwo, zostały wspominkowe filmy na Youtubie. W tym roku w przystrojonym na święta pensjonacie, pod stropem ozdobionym bombkami świętowały psy. W wieczór wigilijny każdy dostał całego kurczaka. I opłatek. Autor: Kornelia Głowacka-Wolf Źródło: gazeta.pl Komentarze czytelników: lsp ...dobrze, że są jeszcze tacy Ludzie, w tej naszej obłąkanej Ojczyźnie pozhoga Ten fiut, co tam podjechał z córką, żeby chorego psa zostawić to sam pracuje na swój los: kiedyś córka też go tak zostawi. pozhoga Niesamowita kobieta. Sam mam cztery psy, w tym trzy po przejściach, ale teraz widzę, że to tyle co nic w porównaniu z tą panią. Wróć - no właśnie: już nie cztery, tylko trzy - jeden odszedł kilka dni temu :( Irena Laszczyk Widziałam kiedyś reportaż o tej pani ! Myślałam ze na tym świecie już nie ma aniołów, ale w tym przypadku przyznaje że PANI KRYSIA JEST TAKIM ANIOŁEM !!! Corven Dallas Wielki Szacunek i nic mądrzejszego nie wymyślę.. natassja Szacunek dla Pani! Obawiam się,że pies pana z córką wylądował gdzieś przy drodze :( beatrixx-kiddo Słuchałam wczoraj reportażu o tej Pani w radiowej Trójce, aż mi łzy w oczach stanęły. Piękny, dobry Człowiek. burkaklucha A mówią, że tu żyje 90% katolików...
  3. Tak jak bym to już gdzieś widział. Deja vu? I wszystko jasne. I pogrubione. I kolorowe. Więc ja też na kolorowo i boldem: Żerowanie na krzywdzie zwierząt uważam za niegodziwe i naganne, szczególnie tu, na psiolubnym forum. I będę to powtarzał na wątkach, gdzie mowa jest o płatnych domach tymczasowych, gdzie mowa jest o tzw. hotelikach pod różami, które z hotelowania psów wyciąganych ze schronów przez zaprzyjaźnione osoby i organizacje, uczyniły sobie źródło stałego dochodu.
  4. No dobra, a gdzie kolejne zimowe obrazki?
  5. Mądrzy. A tę schroniskową bidę warto było wziąć choćby tylko dla tego spojrzenia:
  6. Jest. Zafundowałaś psu klatkę z własnej li tylko głupoty i dla własnej li tylko wygody, to masz. Ten biedny psiak powinien Cię dziabnąć w cztery litery tak, żebyś siedzieć przed kompem nie mogła. Może wtedy miałabyś czas na zajęcie się psem jako domownikiem. Czy Ciebie też mama zamykała do klatki, jak chciała mieć spokój z wrzeszczącym bachorem? To by trochę Ciebie tłumaczyło.
  7. Czy Ty, kochana, za przeproszeniem, masz zgodę autorki prywatnej korespondencji do Ciebie, na upublicznianie tej korespondencji? Bo jeśli masz, to OK, a jeśli nie, to brzydko się bawisz, kochana, za przeproszeniem. Gdybyś była Machiavellim, kochana, za przeproszeniem, to mogłabyś mówić, że cel uświęca środki. Ale nie jesteś.
  8. Nie jest głupim ten co błędy czyni, ale ten co w błędzie uporczywie trwa. To tyle. Z Tobą.
  9. Do mnie mówisz? Nie? To weź i nauczy się korzystać z forum. I po polsku weź się i naucz. Bo to - Nie angielskie, nie kreolskie, ruskie, pruskie, austriackie, ale nasze, nasze swojskie, nasze polskie i słowiańskie! Forum.
  10. Adam Miauczyński w Dniu Świra: Czy nie można tego zbierać po swoich ulubieńcach? Przecież to zaraza. Czym się różni gówność gówna psiego od gówna ludzkiego? A jak ja bym tak zaczął walić kupy po trawnikach, w piaskownicach i podcieniach, arkadach, sadzać stolce na betonach, chodnikach, srać na skwerach? Muszę kupić wiatrówkę! Adam (otwiera okno): No co pani?! Kobieta: Z czym? Adam: No co mnie pani sra tu nim pod moim oknem?! Kobieta: To przecież tylko pies tylko Adam: To co, że pies? To ma mniej gówniane gówno od człowieka? (Do psa): Poszedł! Kobieta: Spokojnie, Bobik, spokojnie. Adam: A jak ja bym tak nasrał pod pani oknem? Pod panią? (Podchodzi pod okno z mieszkania kobiety i chowa się w krzaki). Kobieta: Co pan? Adam: A sram, jak pani pies! Kobieta: Chyba ma pan coś z głową! Adam: Psy obowiązuje taka sama dyscyplina i reguły współżycia jak ludzi. Wolność jednych nie może być kosztem drugich.
  11. Jak tak będziecie męczyć ("czekam...", "już?"), to się doczekacie (odpukać) odpowiedzi: "niestety, rodzice postawili mi ultimatum: albo suka, albo oni (kasa). Z bólem serca musiałam wybrać to drugie (bliższa koszula ciału)".
  12. Czemu w cudzysłowie? Ładne słowo i używane, chociaż coraz rzadziej. Na pewno "ów" (O roku ów! kto ciebie widział w naszym kraju! Ciebie lud zowie dotąd rokiem urodzaju... itd.), ale.. "Owy" jest tak często obecnie w użyciu, że pewnie zostanie uznany przez prof. Miodka za uzus i wejdzie do słownika jako poprawny, a "ów" uzyska status przestarzały.
  13. Pierwsze to wino, a drugie to perfumowany ulepek - też kilkunastoprocentowy, więc przy Brandy nie uchodzi.
  14. Dla mnie najlepszym wyborem byłaby (i jest) "Lassie" w odmianie męskiej (filmową Lassie zresztą grał samiec, a nawet kilka. Tam - w filmie - przebiegła lekko 500 km), niezmordowana i nie tyle biegnąca, co płynąca w powietrzu. Przy tym jest to pies obronny w tym sensie, że jakby co, to go trzeba bronić, ale wzbudzający powszechną sympatię, szczególnie dzieci. Lecz nie może to być przerasowiony model wystawowy - puchatek, ale tradycyjny - pastwiskowy. Ale czy taki jest jeszcze gdzieś do dostania (poza "bez rodowodu, matka do wglądu")?
  15. Komunikat meteo dla użytkowników Kinga_kinga7 i Danusiadanusia. Dziś w nocy w Białej Podlaskiej i okolicy będzie zachmurzenie częściowe, niewielki śnieg. Temperatura -11 st.C (temperatura odczuwalna -15 st.C).
  16. Czysta, oczywista - dobra, bo polska. Albo, z podobnych powodów - Starka. Najlepszy byłby Bimber, ale raczej nie dla suki. Chyba, że w ramach gender.
  17. Ryss

    Red Room

    Dobra, miało być półżartem, ale jeśli dla Ciebie żart znaczy tylko wulgarny suchar, to powiem Ci poważnie, jak chłop krowie na miedzy: nie dość, że łamiesz Regulamin forum, zamieszczając obsceniczne teksty - które na "specjalistycznych" stronkach poprzedzane są przynajmniej planszą "Tylko +18" - to jeszcze umieszczasz temat nie w tym miejscu co trzeba (jeśli na Dogo jest w ogóle miejsce na takie treści) i rżniesz głupa durnymi odzywkami. Tu nie gimbaza. Zgłosiłem.
  18. Ryss

    Red Room

    Jeśli dawno, dawno temu byłaś taka bystra, by założyć taki wątek na takim subforum, to teraz płacz, ale dawaj. Fotki.
  19. Ryss

    Red Room

    Fajnie, ale to jest jednak subforum Foto Blogi, więc proszę o fotki do tych tekstów.
  20. Ryss

    nasze staruszki

    dubel
  21. Ryss

    nasze staruszki

    Pozwala, pozwala - tylko trzeba umieć i w formacie nie większym niż 640x480. Użyj TinyPic i życie stanie się dla Ciebie prostsze.
  22. Mówi, się, mówi - o takim, że jest: dropiaty w hreczce tarantowaty I wszystkie trzy mogą być w hreczce. Ale kto teraz sieje grykę?
  23. Jak w Kabarecie Dudek, w Sęku: - Słuchaj, Rozencwajgowa ma na sprzedaż psa? Czy to jest może łyżew? Wiesz, ja bym chętnie kupił, bo Hipek bardzo chce mieć łyżwę. No, ostatecznie może być sweter. Albo bulgot? Albo taki mały, biały dupelek... Słuchaj, tylko broń Boże jajnik! A to jest jaka rasa?
×
×
  • Create New...